
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia nastroju
- Czym różni się...
Czym różni się epizod depresyjny od depresji?
Anonimowo
Aleksandra Czerwińska
Witaj,
Epizod depresyjny zazwyczaj trwa od kilku dni do kilu tygodni i jest on jednorazowy. Może być spowodowany np. jakimiś aktualnymi wydarzeniami w Twoim życiu. Jeśli taki stan utrzymuje się wiele tygodni czy miesięcy, może oznaczać, ze przerodził się w depresję. Jeśli niepokoi Cię długość trwania epizodu, koniecznie udaj się do specjalisty.
Oczywiście, w tym czasie mogą występować różne dni. Jedne gorsze, drugie można uznać za lepsze. To jedna wielka sinusoida.
Stany depresyjne i depresja to bardzo rozbudowany temat, dlatego najlepszym rozwiązaniem jest spotkanie z psychologiem lub psychiatrą, aby odnaleźć dopasowany do Twoich potrzeb sposób wyjścia z sytuacji.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Justyna Czerniawska (Karkus)
Dzień dobry,
Epizod depresyjny - trwa określony czas, może być jednorazowy, może być wywołany konkretnym wydarzeniem życiowym (np. stres, trauma, choroby).
Depresja - trwa dłuższy czas, charakteryzuje się konkretnymi objawami, które trwają przez określony czas (np. obniżony nastrój, utrata zainteresowań i przyjemności, poczucie bezwartościowości).
Epizod depresyjny to nie to samo co depresja. Jeżeli pojawiają się wątpliwości co do swojego stanu zdrowia psychicznego warto udać się do specjalisty.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Karkus - psycholog, psychoterapeuta

Zobacz podobne
Dzień dobry. Mam problem ze swoimi emocjami. Od kilku lat mieszkam z rodziną za granicą. Emigracja była moim pomysłem, ponieważ chciałam coś zmienić w swoim życiu. Teraz mija piąty rok tutaj, a ja nadal nie mogę się odnaleźć. Czuję się tu bardzo samotna, a wszystko wokół wydaje się obce. Nie zbudowałam tutaj żadnych bliższych relacji, nie spotykam się z nikim po pracy, nie rozwijam się. Po prostu utknęłam. Każdego ranka toczę walkę sama ze sobą, żeby wstać z łóżka. Nienawidzę mojej pracy, a poza nią nie robię tu nic innego. Praca mojego męża zabiera mu cały czas. Kiedy już jest w domu, zasypia ze zmęczenia na kanapie. Moje dzieci odnalazły się tu lepiej, choć jeden z synów (przez początkowe trudności z akceptacją wśród nowych rówieśników) także stał się bardziej zamknięty w sobie. Jedynym plusem naszego wyjazdu jest to, że poprawiła nam się sytuacja materialna. To jest główny powód, dla którego mój mąż nie chce słyszeć o powrocie do Polski. Mówi, że tam będziemy zaczynać od zera. Fakt, będziemy musieli znaleźć nową pracę, ja będę musiała się przebranżowić, on prawdopodobnie też. Będziemy musieli mieszkać w gorszych warunkach, ponieważ w Polsce mamy malutkie mieszkanie. Jeśli chcielibyśmy kupić większe, to czeka nas kredyt. Mój mąż twierdzi, że żyję marzeniami, że na własne życzenie nie potrafię być szczęśliwa. A ja nie mam ochoty spędzić tutaj kolejnego roku życia. Czuję, że życie ucieka mi przez palce, że w Polsce mogłabym się wykształcić i rozwijać. Czuję się jak w klatce. Tutaj mamy dobre warunki i stabilną sytuację materialną, ale nic poza tym. Mam 37 lat i nie mam życia. W Polsce miałabym życie, ale nic poza tym nie jest pewne. Jestem potwornie zagubiona, nie wiem, co mam zrobić. Nie chcę zmarnować kolejnych lat życia na wegetacji w miejscu, którego nienawidzę.

