
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jestem po...
Jestem po rozwodzie, mam 2 dzieci i od ponad 2 lat spotykam się z rozwodnikiem, który też ma 2 dzieci. Niestety do dnia dzisiejszego nie poznałam jego dzieci.
Dzien dobry, jestem po rozwodzie. mam 2 dzieci i od ponad 2 lat spotykam się z rozwodnikiem, który też ma 2 dzieci. Mój partner zna całą moją rodzinę z dziecmi na czele oczywiście. W wielkich trudach przedstawił mnie swoim rodzicom jakies pol roku temu. Niestety do dnia dzisiejszego nie poznałam jego dzieci. Uslyszalam ze jak będą pelnoletnie. Ze on nie chce zeby go postrzegały jako mężczyznę lecz jako tate. Nie ukrywam że zaczynam sobie z tym nie radzić. Gryzie mnie ten temat. Nie potrafię tego zrozumieć. Czy ze mną jest coś nie tak? Zaznaczam że z partnerem bardzo dobrze się dogadujemy na wielu płaszczyznach. Nie mieszkamy razem.
Anonimowo
TwójPsycholog
Dzień dobry. To naturalne, że jeśli jest Pani ze swoim partnerem tak długi czas i chce Pani uczestniczyć w jego życiu, to ma Pani potrzebę poznania jego dzieci. W końcu to ogromna część życia drugiej osoby! Partner, jak Pani wspomina, ma jednak związane z tym silne obawy. Na pewno warto tu zaznaczyć, że nie jest to Pani wina i przyczyna tej sytuacji raczej nie leży w braku zaufania. Po prostu może być mu trudno pogodzić te dwie role, jakimi jest bycie ojcem i partnerem dla innej kobiety. Może w pewien sposób chce chronić swoje dzieci, które doświadczyły konsekwencji rozwodu rodziców, może emocje towarzyszące temu jeszcze nie do końca zostały w rodzinie przepracowane. Powodów tak naprawdę może być dużo. I choć obawy partnera z jego perspektywy mogą wydawać mu się ważne, to konsekwencja negatywna dla Państwa związku na pewno nie jest czymś, co warto zostawić samo sobie. Zachęcamy do skorzystania z terapii dla par, aby wspólnie porozmawiać i rozwiązać ten problem w bezpiecznym środowisku.

Zobacz podobne
Po opuszczeniu przez partnera (który nie wspiera finansowo ani emocjonalnie) wpadłam w uzależnienie od alkoholu - bardzo źle się czuję, proszę o pomoc
Witam, dwa lata temu urodziłam córkę, drugą już. W czasie ciąży wyszło, że partner ma długi hazardowe i to ogromne...ciąża zagrożona...tuż po zostawił i pojechał za granicę, dalej kłamał, grał, nie pomagał...płakałam chyba prawie cały czas...skończyłam karmić piersią i kiedyś w tych nerwach sięgnęłam po piwo, by, nie wiem, uspokoić się, zasnąć...I tak od tego czasu piję codziennie i to z 3 lub 4, pracuję po 12 godz dziennie, jak przychodzę usypiam dzieci i piję, bo tylko tak mogę zasnąć, płaczę nadal...to już będzie niedługo półtora roku, pomaga mi to w zaśnięciu, ale całe dnie myślę o wieczorze, że znowu będzie mi ciężko, że będę płakać, on obiecuje, mówi, że się poprawi, ale jak wraca raz na dwa miesiące to woli spać niż mi pomóc czy spędzić ze mną czas...jestem wycieńczona, chciałabym coś zmienić...przestać pić...naprawić nasze relacje, bo ponoć już nie gra od roku, ale to długa historia...Ja opłacam rachunki, utrzymuję dom, dzieci, opłacam opiekunkę, on się nie dokłada praktycznie, czasem jakiś grosz rzuci typu 500zl, nie okazuje uczuć a ja ciągle mu je okazuje, wybaczam, staram się naprawdę, by dzieciom niczego nie brakło mimo ciężkiej sytuacji finansowej, spędzam z nimi każdy dzień wolny, ale jestem już naprawdę zmęczona walką o rodzinę, dzieci, o związek...martwi mnie ze beż tych 3 czy 4 czy 2 czasem piw nie zasnę, jak mam to ogarnąć? Czy walczyć? Wydaje mi się, że on już odpuścił...nawet na urodziny moje, jak był, usłyszałam wszystkiego najlepszego i nawet drobiazgu nie dał mi, zabolało🙄 teraz zamiast ze mną być, woli spać, proszę o pomoc...to tylko część z tego ogólnikowa, dodam, że jak mi nie odpisuje wieczorem to wpadam w panikę i płaczę do rana, aż nie padnę z wycieńczenia...jakiś uraz? Nerwica? Depresja? Źle się czuję psychicznie, nie mam kiedy odpocząć i nie mam wsparcia od tej niby najważniejszej osoby😟
Czy moja troska o bliskich to potrzeba kontroli? Gdy cudze wybory niszcza relacje i obciazaja emocjonalnie
Troskliwa czy kontrolująca? Nie wiem... Zawsze myślałam o sobie, że jestem troskliwa i opiekuńcza. Inni też tak o mnie myślą. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy ktoś robi coś, co stoi w sprzeczności do tej mojej troski. W ciągu ostatniego pół roku straciłam wiele znajomości przez...taką niezgodę na to, co bliscy mi ludzie robią ze swoim życiem. Podam przykłady: 1. Kolega, który jest alkoholikiem - wielu znajomych mówi mu, że za dużo pije, nie ma dnia bez piwka, parę razy był już w szpitalu, bo po pijanemu sobie coś zrobił (wpadł na coś, przewrócił się). Rozmawiałam z kolegą o tym, rozmawiali z nim inni znajomi, nie widział problemu. Ostatecznie wygasiłam relację z nim, bo za dużo mnie kosztowało emocjonalnie to, że on tyle pije. Przede wszystkim martwiłam się, że coś mu się stanie, gdy znów będzie wracał pijany do domu. 2. Mama, która unika lekarzy - bardzo kocham swoją mamę, a ostatnio wszystkie kłótnie dotyczą tego, że o siebie nie dba. Pali dwie paczki papierosów dziennie, ma 40 kg nadwagi, ledwo się porusza (nie tylko przez nadwagę), a do lekarza nie pójdzie, bo "na coś trzeba umrzeć". Nie mieszkam z nią, ale boli mnie to, co mówi. Chciałabym cieszyć się nią jak najdłużej. Rozmowy na ten temat nic nie dają, bo albo zmienia temat, albo reaguje agresją. Tu kontaktu nie zerwę, ale dużo mnie to emocjonalnie kosztuje. 3. Koleżanka, która traktuje mężczyzn przedmiotowo - umawiała się i wchodziła z nimi w związki tylko po to, by za nią płacili. Nie ukrywała tego, chwaliła się tym w rozmowach ze mną. Gdy mężczyźnie kończyły się pieniądze, to ona kończyła relację. I choć to, co robiła nie dotyczyło mnie osobiście, to zerwałam z nią znajomość, bo strasznie frustrowało mnie to, jak ona tych panów traktuje i przesłoniło mi to dobre cechy koleżanki. 4. Koleżanka, zwana księżniczką - ta żyje w przekonaniu, że celem każdego mężczyzny jest ją adorować. Tego oczekuje i od swojego chłopaka i od chłopaków koleżanek (w tym również mojego). A to przynieś jej drinka, a to zawiąż jej buty (!), przyjedź po nią, odwieź ją, pochwal to, jak się ubrała i płać za nią. Poza tym chodzi i opowiada, że prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, czy płaci za swoją kobietę. Gdy tylko uwaga skupiała się na czymś innym niż ona, to robiła wszystko, by znów być głównym tematem rozmów. Wytrzymałam rok, zerwałam z nią kontakt w tym tygodniu i tu była totalna awantura, gdzie usłyszała ode mnie, co o niej myślę. 5. Kolega, który o siebie nie dba - podobnie jak moja mama unika lekarzy, przejada się (obecnie waży 150 kg przy 180 cm wzrostu), chodzi w mocno zniszczonych ubraniach (stać go na nowe), ma mnóstwo zmian skórnych na twarzy i na rękach i być może ma fobię społeczną, bo potrafi całymi tygodniami nie wychodzić z domu (pracuje zdalnie). Martwię się o niego, dogadujemy się, ale to, że o siebie nie dba to stałe źródło sporów. 6. Znajoma i jej chłopak - ona go nie szanuje, w towarzystwie i przy nim mówi o nim, że jest nieudacznikiem i że nikt poza nią, by go nie chciał. Powtarza, że on się musi ciągle starać, bo inaczej go zostawi. Musi być na każde jej zawołanie, jak za długo nie odpisuje na wiadomość, to jest awantura. Jak nie pochwali nowej szminki - awantura. Jak źle ustawił fotel tak, że jej się niewygodnie siedzi - awantura. Po 2-3 spotkaniach z nimi miałam dość. To była kolejna znajomość, którą zerwałam. Jeszcze trochę i nie zostanie mi NIKT. Nie potrafię się nie przejmować tym, co bliscy mi ludzie robią ze swoim życiem, nawet jeśli nie chodzi o mnie. W zależności od osoby może mnie to frustrować, smucić, denerwować albo sprawić, że ktoś w ogóle będzie dla mnie skreślony. Czy to jeszcze troska? Potrzeba kontroli? Bycia ratownikiem? A może coś jeszcze innego jest ze mną nie tak? Proszę o rady, bo wiem, że życia za innych nie przeżyję i wpływ mam tylko na siebie.
am 20 lat i jesteśmy w bardzo szczerym związku z moją dziewczyną. Wszystko sobie mówimy i rozwiązujemy wspólnie problemy
Witam. Mam 20 lat i jesteśmy w bardzo szczerym związku z moją dziewczyną. Wszystko sobie mówimy i rozwiązujemy wspólnie problemy. Ostatnio powiedziała mi, że brakuje jej w łóżku więcej mojej ingerencji i bardzo mnie to przejęło, bo ona sama nie wie, co lubi najbardziej. Jedynym sposobem jest wypróbowanie różnych rzeczy, tylko skąd mam wziąć na to pomysły? Oczywiście będę jej słuchać, ale nawet nie wiem, jak się za to zabrać. Nie potrzebuję terapii dla par, tylko rozwiązania tego jednego problemu. Jak być lepszym partnerem?
Mój mąż ma dwie twarze, dla mnie chłodną i obojętną, a dla innych w towarzystwie dusza człowiek, komplemenciarz. Czuję się gorsza, niewystarczająca.
Ostatnio ciągle płaczę i jest mi źle, czuję się zaniedbywana przez partnera. Kocham go, jesteśmy 20 lat po ślubie. Potrzebuję miłego słowa i czułości w prostych gestach... Niestety, mój mąż nie ma takich potrzeb. Jest bardzo stereotypowy, wychodzi z założenia, że przecież wiem, że mnie kocha, że nie musi mi tego mówić jak już raz powiedział. Nie ma potrzeby przytulić mnie czy powiedzieć mi coś miłego. Najgorsze, że córkę (nastolatkę) też traktuje bardzo oschle i szorstko. Chyba zawsze taki był. Tylko w czasach narzeczeństwa stać go było na romantyczne gesty i okazywanie czułości. Dla mnie nie ma serca, ale jednocześnie koleżankom (naszym wspólnym) wysyła wierszyki na walentynki z serduszkami, zrobiłam mu o to awanturę, kiedy zobaczyłam takie smsy, nie widział problemu.
Jest typem, który ma wszystko poukładane, zaplanowane...
Ma swoje wymagania, oczekiwania... którym ja nie potrafię sprostać(czuję, że go zawiodłam, że się mną rozczarował) Nie jestem typem pedantki, a on bardzo lubi porządek... podczas naszych intymnych chwil też ma coraz większe oczekiwania, chociaż odczuwam przyjemność ze zbliżeń i bardzo się staram, to jednak czuję, że on chciałby wciąż czegoś więcej...
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze fakt, że jest typem narcyza. Lubi dobrze się ubrać i dobrze wyglądać. Ostatnio trzy razy w tygodniu chodzi na siłownie, jest przystojnym mężczyzną i cieszę się, że dba o siebie. Ale czuję się przy nim taka marna... Czuję, że mój mąż ma ogromną satysfakcję i przyjemność, że podoba się innym kobietom, ma się za playboja do tego stopnia, że kilka lat temu zdarzyła się taka sytuacja, gdzie żona najlepszego przyjaciela męża, stwierdziła, że coś poczuła do mojego męża. Zrobiła się z tego afera i o mały włos nie rozpadło się ich małżeństwo. Ona była moją przyjaciółką... Wybaczyłam i jej i jemu, całe zamieszanie wynikało ze swobodnego stylu bycia mojego męża... chociaż nadal mnie to bardzo boli, wszyscy udajemy jakby nie było wcześniejszej sprawy, ale je przeżywam odtąd każde nasze wspólne spotkania i obserwuję ich gesty, spojrzenia i słowa... ona jest atrakcyjną kobietą i wiem, że podoba się mojemu mężowi.
Mój mąż ma dwie twarze, dla mnie chłodną i obojętną, a dla innych w towarzystwie dusza człowiek, komplemenciarz i brylujący przystojniak, który wszystko może...
Wiem, że piszę bardzo chaotycznie, wiem że przez lata pozwalałam na takie traktowanie i patrzyłam przez palce na to, jak zachowuje się mój mąż... Wiem, że nie jestem doskonała, wiem, że jestem zazdrosna o niego i to jest zazdrość, która mnie niszczy, mam już tego dość, dłużej nie wytrzymam... co robić?
Moje poczucie wartości jest na samym dnie, a do tego jeszcze martwię się jaki przykład daję córce...
Jak radzić sobie z obawami o bycie natarczywym wobec przyjaciółki?
Dzień dobry mam przyjaciólke znam ją 10 lat jestem osobą która wszystkim się przejmuje i się zastanawiam czy coś złego tobie czy też nie czy przyjaciółka jest na mnie zla ostatnio bardzo mi pomaga mówie jej że jest dla mnie bardzo ważna i że zawsze się mną opiekuje boje się że jestem już zabatdzo natarczywa ale inaczej nie umiem

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.
