
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina
- Kryzys - czuję się...
Kryzys - czuję się samotna, będąc mamą dwójki dzieci i żoną.
Magdzia
Usunięty Specjalista
Witaj Magdo,
Poruszasz tutaj kilka wątków, które jak wspominasz wpływają na Twoje samopoczucie określane przez Ciebie stanem pustki i smutku. Czytam o samotności i braku przyjaciół, a jednocześnie wyczuwam pragnienie akceptacji, zwłaszcza w środowisku zawodowym. Czytam o braku wsparcia i o trudnym powrocie po 3 latach przerwy.
Słysząc, że odczuwasz brak szacunku ze strony wlasnych dzieci, pomyślałam, że dla osoby, która szuka akceptacji musi być to bardzo przykre. Jednocześnie podziwiam, że to zmotywowało Cię do szukania pomocy. Rozumiem, że nadal korzystasz ze wsparcia psychologa? Myślę, że warto to wykorzystać i poruszyć to, o czym piszesz tutaj na kolejnym spotkaniu.
To bardzo budujące, że szukasz pomocy. Szukasz sposobu żeby polepszyć swoje samopoczucie, to oznacza, że jesteś dla siebie ważna, że Twoje dobre samopoczucie się dla Ciebie liczy, a to bardzo dużo.
Z Twojej wiadomości wynikają dla mnie Twoje 2 ogromne zasoby - pierwszym jest motywacja, chęć do polepszenia swojej codzienności. Drugi -już istniejące wsparcie w postaci spotkań z psychologiem. Myślę, że warto je wykorzystać i na kolejnej wizycie powiedzieć o swoich rozterkach i pragnieniach. Specjalista pomoże uporządkować to, co się aktualnie w Tobie rozgrywa. Pomoże wybrać obszar najważniejszy do pracy. Pomoże zaplanować działania, ktore spowodują pożądane przez Ciebie zmiany.
Życzę wszystkiego dobrego i pozdrawiam serdecznie
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Usunięty Specjalista
Dzień dobry.
To co Pani przeżywa zdaje się być bardzo trudne i przytłaczające - Pani uczucia zasługują na pełną uwagę i wsparcie. To na co zwróciłam uwagę i zachęciłabym Panią do tego aby przyjrzeć się takim perspektywom:
- * Jest Pani w terapii - regularne spotkania z terapeutą sią istotne w pracy nad obszarami o jakich Pani pisze, że widzi Pani jako “rozsypane” - może warto rozważyć zmianę terapeuty jeśli po roku czasu nie widzi Pani zmiany w funkcjonowaniu - czasami inny specjalista może mieć inne podejście, które dla Pani będzie skuteczniejsze.
- * Zwrócenie się po pomoc do grup wsparcia dla rodziców lub osób zmagającymi się z podobnymi trudnościami - spotkanie z osobami zmagającymi się z czyść podobnym może być kojące i wspierające.
- * Odnowienie znajomości z osobami z przeszłości - może wśród nich znajduje się osoba przychylna Pani która mogłaby okazać się wspierająca.
- * Szczera rozmowa z mężem i zwrócenie się do niego po pomoc - jesteście Państwo małżeństwem, wychowują Państwo dzieci i pracują oboje na dom i mają Państwo praw prosić siebie wzajemnie o pomoc partnerską. Zwrócenie się do męża - najbliższej Pani osoby - może być krokiem do uzyskania wsparcia.
- * Zwrócenie się do swojej wspólnoty religijnej o wsparcie, rozmowa z osobami ze wspólnoty kościoła, z duchownym lub przewodniczącym Pani kościoła, uczestniczenie w grupach funkcjonujących w kościele - to może przynieść wsparcie i pomóc Pani w przeżywanych trudnościach.
To są niektóre perspektywy w kierunku jakich może się Pani zwrócić.
Szukanie pomocy oznacza, że chce Pani zadbać o siebie o swoje samopoczucie a to duży i odważny krok. Ma Pani pełne prawo do proszenia o wsparcie i sięganie po pomoc.
Pozdrawiam
Anna Ulatowska psycholog
Katarzyna Kania-Bzdyl
Dzień dobry Pani Magdo,
praca w przedszkolu jest bardzo wymagającą profesją, szczególnie biorąc pod uwagę to, iż wychowawca niejednokrotnie ma pod opieką grupę 15-25 dzieci. Każdy z przedszkolaków ma inne potrzeby, charaktery. Zapanowanie nad nimi wymaga dużego wysiłku.
Pracuje Pani na dwa etaty, pierwszy z nich to praca zawodowa, a drugi praca w domu. Zacytuję tutaj autorkę książki “też tak mam” Magdalenę Kostyszyn, rozdział pt. Niewidzialna praca:
“ Wstałam rano, zrobiłam śniadanie, wyszykowałam się i zawiozłam do przedszkola dziecko. Za opiekę w przedszkolu płacę każdego miesiąca dwa albo dwa tysiące sto złotych. Kwota zależy od tego, ile córka zje zupy. Jadę na zakupy, w koszyku umieszczam produkty, w które wliczona jest obsługa sklepu i pensje jego pracowników. Zapłacę jeszcze dzisiaj za prąd, wodę, abonament. I za manicure, na który pójdę po południu w ramach umilania sobie własnej niedoli. Za większość usług na świecie płaci się pieniędzmi. Płacimy za to, że kiedy pracujemy, ktoś zajmuje się naszymi dziećmi, za zamówione na wynos jedzenie, które ktoś musi przygotować, spakować i dostarczyć. Za pomoc pani sprzątającej i za usługę czyszczenia w pralni. Kiedy jednak postanawiamy robić to wszystko same - świat odwraca głowę.”
Zmierzam do tego, że prace domowe są niewidzialne: i dla domowników, ale też żaden w sposób się na tych obowiązkach nie zarabia. A przecież ktoś to robi. Jest to praca bez umowy, bez prawa do urlopu. Praca, która nie generuje dochodów. Praca, którą rzadko ktoś docenia.
Chciałabym tym samym Pani uświadomić, że jest Pani BARDZO pracowitą kobietą.
Oprócz tego wszystkiego dochodzi wychowanie dwójki dzieci w różnym wieku. Z jednej strony 10-latka, która powoli wchodzi w okres buntu, a z drugiej 3-latek, który mocno zaczyna eksplorować świat (poznawać go, naśladować i modelować innych, próbować nowych rzeczy).
GDZIE w tym wszystkim jest Pani? Pani przyjemności, chwile dla siebie (bez dzieci)? Mając tyle na głowie kiedyś musi zabraknąć sił. Choćby jak silnym, zorganizowanym i zaradnym się było.
Prawdopodobnie czuje się Pani wyczerpana. Sugeruję przekwalifikowanie swojego życia w postaci sprawiedliwego podziału obowiązków w domu między członkami rodziny. 10-latka również powinna mieć obowiązki adekwatnie do swojego wieku. Poza tym odnosząc się do Pani obecnej pracy: NIC KOSZTEM SWOJEGO ZDROWIA. Jeśli czuje Pani, że środowisko w postaci współpracowników jest dla Pani niekorzystne proszę rozważyć zmianę miejsca pracy. Nie wiem jak wygląda u Pani w województwie sytuacja na rynku, ale w tym roku szkolnym mocno daje się zauważyć deficyty w wychowawcach przedszkolnych (jest dużo ofert).
Życzę dużo spokoju i pomyślności!

Zobacz podobne
Czy to depresja?
Mam 27 lat, jestem samotną matką, rodzina uważa, że z niczym nie daje sobie rady, w niczym mi nie pomagają, ciągle tylko mnie bardziej dołują, więc jakiś czas temu zerwałam z nimi kontakty. Staram się jak mogę, pracuje, zajmuje się córką, niczego jej nie brakuje, jest radosną dziewczynką, wynajmuje mieszkanie.
Ponad rok temu poznałam dużo starszego mężczyznę, jest między nami 19 lat różnicy, pierwsze 4 miesiące były idealne, nawet się nie spodziewałam, że może być aż tak cudownie, że tacy mężczyźni jeszcze istnieją. On pokazywał, że mu na nas zależy, udowadniał to na każdym kroku, na początku nie chciałam się angażować, bo bałam się, że znów coś nie wyjdzie, ale w pewnym momencie (nie wiem kiedy) pokochałam go.
Niestety moja ,,koleżanka" zaczęła między nami bardzo mieszać, wmawiała mi, że on mnie zdradza, oszukuje itp. zaczęły się między nami kłótnie, rozstania potem powroty i tak do dnia dzisiejszego.
On cały czas mi powtarza, że jestem najlepszą kobietą, jaką poznał i wie, że będzie tego bardzo żałował jak się rozstaniemy, ale nie chce mnie też krzywdzić, bo wie, że ja marzę o ślubie i drugim dziecku, a on już tego nie chce. Ciągle mi powtarza, żebym go zostawiła a kiedy pytam dlaczego on tego nie zrobi to mówi, że nie potrafi, bo jestem cudowną kobietą i wie, że już takiej nie pozna, dlatego robi wszystko, żebym ja to skończyła, żebym go znienawidziła, a ja mimo wszystko też nie potrafię z niego zrezygnować, bo go kocham, mimo wielu przykrych słów i sytuacji nie chce kończyć tej relacji.
Z drugiej strony czuję, że nie radzę sobie już z życiem, że wszystko mnie przerasta i nie mam na nic siły. Wracam do pustego domu, gdzie wieczory spędzam sama ze wszystkimi problemami, panicznie boję się tej samotności, bywa tak, że cała się trzęsę z nerwów jak tylko wchodzę do domu i siedzę i płacze. Nie chce mi się już nawet wychodzić z domu, malować, nawet wstawać mi się nie chce, ale wiem, że muszę dla mojej córki.
Nie wiem już co robić, nie mam z kim zostawić córki, żeby iść do psychologa, ale czuję, że dłużej tak nie dam rady, jestem kłębkiem nerwów. Od pewnego czasu biorę też tabletki na uspokojenie, bo czuję ciągły strach, lęk i taki niepokój o przyszłość, o to, że nie mam z kim porozmawiać czy nawet pomilczeć, przytulić się. Co mam robić czy powinnam też raz na zawsze zerwać kontakt z tym partnerem czy próbować coś z tym zrobić, żeby to uratować, jak sobie z tym wszystkim poradzić ??
Mam 23 lata i czuję się samotna. Mieszkam z mamą, która już się starzeje i rozmawia głośno na cały dom, a kiedy ja uciszam, mówi, że to jest jej dom, a potem po 2 dniach mówi, że jak bardzo musimy się wspierać jako rodzina. Ojciec, który przez całe życie wraca na weekendy do domu i robi nam wojsko z bratem za dzieciaka. Jest małomówny, jak coś mu nie pasuje to głośno krzyczy, sam jego wygląd jest straszny. Rodzice się zawsze kłócili głośno przy nas, dzieciach. Studiuję, ale na studiach nie mam żadnej kumpeli, jedna, z którą rozmawiałam, poszła sobie do innej grupy, do innych znajomych zostawiając mnie samą z osobami z hermetycznej grupy. I ciężko mi na wiązać jakiś kontakt z innymi osobami. Moje wszystkie bliższe kumpele studiują w innych miastach, mają ciężkie studia i chłopaków i mało co to one piszą do mnie pytając się jak tam. Jestem osobą zawsze uśmiechniętą, pełną energii, jeżdżę konno, chodzę na siłkę, jestem też mocno waleczna, asertywna i nie wszyscy mnie polubią, bo mam liderskie cechy, jeżdżę na wymiany młodzieżowe z erasmusa, poznaje ludzi. Jestem strasznie wrażliwą osobą, przywiązująca się. Marzę o rodzinie i swoich dzieciach, bardzo. Bo chciałabym tworzyć prawdziwy dom, chociaż z moją rodziną. Ciężko mi się separować od mamy, bo to jednak moja mama, która do końca jest przy mnie, ale ona zaczyna nie widzieć żadnej swojej winy w zachowaniu. Mam zdiagnozowane adhd, osobowość anankastyczną. Mam ORKIESTRĘ w głowie codziennie i nie wytrzymuje tego i jestem sama z tym wszystkim na co dzień, bo nie mam nikogo, kto mógłby po prostu mnie przytulić.
Czuję się niepotrzebna na tym świecie.
Mam wrażenie, że nikt mnie nie lubi. Nic mi w życiu się nie układa. Jestem w związku 15 lat, ostatnio przez moje zachowanie narzeczony powiedział, bym się wyprowadziła. Rodzina uważa, że wszystkich terroryzuje. Brat zerwał ze mną kontakt. Nie widuję jego dzieci. Moje serduszko krwawi. W pracy rozmawiam z tylko z wybranymi, którzy mi przypadli do ,,gustu ". Mam myśli samobójcze. Nie mam nikogo. Całe życie byłam dla innych. Uważam, że zawsze pomagałam, a mi nie ma kto pomóc. Jeśli zaczynam jakiś temat mnie nurtujący to rodzina mówi, że przesadzam. Nie chcę żyć.

