
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Jestem w związku...
Jestem w związku małżeńskim, ostatnio żona zobaczyła moje wiadomości z koleżanką
Adam
Magdalena Bilińska-Zakrzewicz
Dzień dobry,
to rzeczywiście trudna sytuacja. To, co warto byłoby zrobić to porozmawiać z zona na spokojnie i sprawdzić, czy kwestia tych wiadomości to jedyna sprawa, ktora skłania ja do rozstania. Być może są jeszcze jakieś inne np dotyczące zaufania, poczucia bezpieczeństwa w związku? Często w sytuacjach kryzysowych trudno jest się porozumieć we dwójkę i potrzeba wsparcia kogoś neutralnego. Dlatego może zona zgodziłaby się, abyście Państwo spróbowali konsultacji/terapii dla par? Warunkiem jest oczywiście chęć po obu stronach. Doświadczenie pokazuje również , ze z biegiem czasu, kiedy mija najwyższe natężenie trudnych uczuć, ludzie zyskują inne spojrzenie na dana sytuacje. Wtedy często pojawia się przestrzeń do rozmowy i pracy nad związkiem. Najtrudniejsze jest wytrzymanie tych trudnych uczuć, poradzenie sobie z lekiem przed rozstaniem, niepewnością co do tego co będzie. Gdyby żona nie chciała się na taka terapie udac, być może Pan sam potrzebowałby pomocy w poradzeniu sobie z ta sytuacja, zrozumieniu swoich własnych uczuć, zrozumieniu perspektywy żony oraz zastanowieniu się nad tym, co doprowadziło do takich wydarzeń. Wówczas sugeruje zgłosić się do psychoterapeuty. Pozdrawiam Magdalena Bilinska Zakrzewicz

Zobacz podobne
Dzień dobry, raczej staram się sama sobie radzić z trudnościami, ale z tą nie umiem... Od września jestem w nowej szkole i bardzo ciężko mi się do tego przyzwyczaić, nie chodzi już o samo nowe miejsce, ale o ludzi. Moja nowa klasa jest bardzo selekcjonująca i ciężko mi tam znaleźć kogoś na stałe a jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ ze względu na OCD potrzebuję stabilnych relacji. Myślałam, że powoli zaczynam mieć to ogarnięte, ale teraz dziewczyna, z którą siedzę w ławce i mam w miarę normalny kontakt zmienia szkołę... Nie wiem, czy to pewne, czy nie bo już w zeszłym miesiącu tak mówiła a dalej jest ale teraz chodzi o nieprzyjemności z innymi osobami z klasy więc ma jakiś sensowny powód aby tak mówić. Jestem przez to wszystko w stresie bo bardzo boję się zostać sama, mamy nieparzystą ilość osób w klasie więc siedziałabym sama. To nie jest tak, że byłabym samotna i nie miała z kim rozmawiać ale czułabym się sama gdybym siedziała sama w ławce jako jedyna... Najpierw muszę fizycznie zobaczyć, że nie jestem sama by czuć to psychicznie. Wprawdzie jest jeszcze jedna taka dziewczyna z którą w miarę się dogaduje i czasami siedziałyśmy razem ale ona stale siedzi z kimś innym więc na pewno nie zostawiłaby tamtej osoby dla mnie, nawet nie chciałabym tego, aby ona czuła się porzucona i samotna. Wiem, że to dość dziecinne odczucia ale nie mogę przestać o tym myśleć, czasem chce by to po prostu okazało się nierealne i obudziłabym się z wiedzą, że wracam do mojej szkoły. Przez to wszystko coraz częściej napadają mnie stany lękowe, b. depresyjne dni i derealizacja, czego bardzo dawno nie miałam tak często. W ciągu tygodnia nie umiem spać i śpię 5/6 godzin, a gdy tylko mam wolne nadrabiam po 10/12 godzin... Czuję się w tej sytuacji bardzo bezradna, inni mówią, że potrzeba czasu ale ja już nie mogę tyle czuć się niestabilnie w relacjach z innymi... Nie mogę teraz iść do stałego specjalisty bo nie mam czasu ani pasujących terminów a obawiam się, że sama z tym zwariuję. Proszę o jakieś rady co robić, bo na razie mam ochotę zamknąć się w domu i to przeczekać, chociaż wtedy pewnie będzie ze mną jeszcze gorzej.
