
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Kłótnia z mężem,...
Kłótnia z mężem, ponieważ już nie wytrzymałam. Uderzyłam go.
Dzień dobry, nie wiem od czego zacząć.
Nie radzę sobie z żalem , poczuciem winy i beznadziei.
W weekend doszło pomiędzy mną a mężem do konfliktu jakiego się nie spodziewałam, oboje zawiedliśmy siebie nawzajem. Ta sytuacja nie pozostanie obojętna .Ciężko przejść nad tym do porządku dziennego. Mój mąż ma choleryczny temperament jednak nie był nigdy agresywny raczej dużo narzeka a drobnostki urastają w jego oczach do rangi czegoś wielkiego. Często wprowadza stresującą atmosferę na przykład pospieszając nas, gdy mamy wyjść z domu, fakt, że nie zdążymy na metro jest dla niego stresorem i projektuje to na nas w momencie gdy kolejny pociąg będzie za 5 -7 minut. Gdy nie może czegoś znaleźć obwinia mnie bo napewno położyłam w inne miejsce. Wszystko tak komunikuje jakby to były sprawy życia i śmierci coś niesamowicie ważnego w momencie, gdy to są błachostki Takie sytuacje wprowadzają negatywna atmosferę a ja czuję że potrzebuje więcej spokoju Często też krytykuje mnie, że na przykład czegoś nie zrobiłam lub nie odłożyłam na miejsce (w domu rodzinnym też zawsze rodzice o wszystko obwiniali mnie, więc jest to dla mnie mało przyjemne ) a sam nie jest idealn,y jednak ja nie czepiam się drobnostek i nie wytykam mu tych drobiazgów. W weekend mąż pojechał po zakupy spożywcze , ja z córką zostałam w domu ponieważ miała gorączkę (zwykle zakupy robimy razem ) Gdy mąż przyniósł zakupy na górę do mieszkania spieszył się, ponieważ zostawił auto pod blokiem. Chciał skorzystać z toalety, ale my z córką akurat byłyśmy w środku, w tym samym momencie niechcący strąciłam pojemnik ze szczoteczkami z półki, wtedy mąż mnie odepchnął ponieważ stałam mu na drodze a on się spieszył. Nie odebrałam tego dobrze, dla mnie mężczyzna nie powinien popychać swojej kobiety a pospiech nie jest wytłumaczeniem . Zakomunikowałam, że nie chce być tak traktowana i wyszłam. Potem mąż chciał mnie przeprosić, ale dla mnie słowa niewiele znaczą, chciał mnie przytulić, ale odpowiedziałam, że nie. Przez resztę dnia chyba wyłączyłam/ wyparłam emocje jednak wieczorem mąż mnie zdenerwował i wtedy nie wytrzymałam wykrzyczałam, że założę się, że nawet jego tata (który od zawsze ma problem z alkoholem ) nigdy nie pchnął jego mamy. Wtedy mąż odpowiedział próbując się odgryźć twierdząc, że to moja wina, a ja nie wytrzymałam, rzuciłam w niego swoim telefonem i uderzyłam go 2-3 razy otwartą dłonią. Czuję wstyd za swoje zachowanie. Czuję, że ta sytuacja nie nie jest czymś, co łatwo puścić w niepamięć.Nie wiem co powinnam o tym wszystkim myśleć i gdzie jest problem. Najgorsze, że nasza córka była przy tym przez co czuję się z tym o wiele gorzej.
User1756
Justyna Papurzyńska-Parab
Witam serdecznie,
Dla mnie, z tego co Pani opisuje, są to sytuacje, które mocno uruchamiają w Pani dawne zranienia, zadane w domu rodzinnym, o których wspomina Pani. Sam nagłówek Pani wpisu moim zdaniem trafnie opisuje Pani pozycję: "Nie radzę sobie z żalem , poczuciem winy i beznadziei"- pytanie, w jakim stopniu doświadcza tego Pani tu i teraz, a w jakim stopniu są to rzeczy, które niesie Pani ze sobą od wielu lat?
Proszę zauważyć, jak te być może dawne zranienia wpływają na Pani relację i komunikację z mężem, szczególnie w sytuacji, gdy chce on w jakiś sposób rozwiązać problem, przeprosić, zrekompensować to Pani. Proszę spojrzeć na swoje reakcje i zastanawić się, jakiego zachowania ze strony męża Pani by oczekiwała, żeby poczuć się lepiej w tej sytuacji? Czy w ogole jest takie zachowanie?
Oczywiście, że można popracować nad komunikacją z mężem, w pewnym stopniu prezentuje on pewne zachowania, które można postrzegać jako problematyczne (osobiście kojarzą mi się z poczuciem kontroli) i warto o tym porozmawiać. Można zastanowić się nad określeniem granic- gdzie kończy sie Pani wyrozumiałość dla porywczego temperamentu męża, a gdzie zaczyna się granica niedopuszczalnych, być może przemocowych zachowań i reakcji. Ale proszę zwrócić uwagę na swoje reakcje, to, jak Pani czuje się wobec takich sytuacji, dlaczego Panią to tak mocno dotyka. Zrozumienie siebie pod tym względem pozwoli Pani spojrzeć szerzej na Waszą relację i funkcjonowanie w niej. Warto przyjrzeć się i zaopiekować swoim emocjom, być może nawet zanim zdecyduje się Pani z mężem pracować nad swoją relacją wspólnie. To pozwoli Pani zrozumieć siebie, spojrzeć racjonalnie na kryzysowe sytuacje, a także zweryfikować swoje oczekiwania wobec malżeństwa i męża. Myślę, że praca nad sobą to dobry start do zmiany.
Pozdrawiam serdecznie,
Justyna Papurzyńska- Parab

Zobacz podobne
Jestem z mężem od 18 lat (10 lat po ślubie). Gdy się poznaliśmy Mąż był człowiekiem bardzo skromnym, delikatnym i spokojnym.
Gdy urodził się pierwszy syn zaczęły się bardzo nerwowe sytuacje. W kłótniach Mąż potrafił uderzać pięścią w drzwi aż zrobił w nich dziurę, rozwalił mi telefon twierdząc, że go zdradzam. Niejednokrotnie groził, że sobie coś zrobi.
Często robi awantury przy dzieciach i to mnie najbardziej boli. Zarzuca mi, że to wszystko moja wina, bo ja mało z nim współżyje. A ja już po tych wszystkich wydarzeniach zamknęłam się na niego. Ciężko mi z nim rozmawiać, dzielić problemami, śmiać. Nasze rozmowy to tylko są na temat dzieci. Nie chcę, żeby mnie przytulał, dotykał. On twierdzi, że czuje się bardzo odrzucony.
Ostatnio w kłótni powiedział przy dzieciach "pakuj się i wypier*alaj ". Wczoraj przez godzinę krzyczał na mnie jaka jestem okropna, bo znowu się z nim nie kocham, że pójdzie do moich koleżanek jak tak dalej będzie, znowu, że sobie coś zrobi. Kazał mi wybierać albo on albo moja rodzina. Nie mam od niego zbyt wiele pomocy, jest wiecznie chronicznie zmęczony. W domu rzadko robi coś sam od siebie, o wszystko muszę się prosić, albo obiecuje ze coś zrobi a nie robi. I znowu zostaje z tym ja. Mam ochotę odejść, ale boję się, że faktycznie sobie coś zrobi. No i dzieci...kochają go strasznie....

