
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Kłótnie z...
Kłótnie z partnerem, czuję się obwiniana.
Agnieszka Wloka
Dzień dobry,
Pani opisuje związek ze swojego punktu widzenia, więc ja tylko do tego mogę się odnieść. Piszę tak, bo musimy być świadome, że mąż może wiele Pani reakcji, zachowań, nastrojów interpretować właśnie tak, jak mówi - że Pani się oddala, że nie chce go, że jest niewierna- i na to jego interpretowanie mamy mały wpływ - chyba, że zaczniecie o tym ze sobą rozmawiać, tyle że w tym momencie to chyba tylko z terapeutą jako para…
W każdym razie, na razie jest Pani w mocno toksycznym związku i z Pani tonu czuję, że pomału już Pani wierzy mężowi, że to Pani jest “winna”. Pytanie czy poza domem realizuje Pani swoje przyjaźnie, ma Pani szanse gdzieś wyjść, rozmawiać z koleżankami, rodziną, zająć sie nieco sobą, swoim hobby?
Jest to niezmiernie ważne, żebyście się ze sobą nie zamknęli w domu…
Kolejne pytanie - widzi Pani i mówi o tym, jak niekomfortowo się Pani czuje - co powoduje, że mu Pani “nadskakuje”?
Mówi Pani o tym, że dziwi się czemu od nie odszedł - Pani też z nim jest, choć opisuje mi Pani upokarzanie i mówi Pani, że zapisuje kłótnie - do czego to ma prowadzić?
Jest tu dużo niewiadomych, nad którymi dobrze się pochylić i zachęcam Panią do znalezienia odpowiedzi na parę pytań; być może w czasie medytacji, spaceru - potrzebuje Pani czasu na wyciszenie i uporządkowanie w głowie:
- 1. Jakiej zmiany chcę: przy jakim “moim mężu” mogłabym zostać - co musiałoby się zmienić, żebym czuła się dobrze?
- 2. Czy jestem w stanie rozmawiać z mężem o moich potrzebach, o tym, co mnie boli?
- 3. Czy jest jeszcze coś co w nim kocham, co nas łączy?
- 4. Z jakiego powodu zostaję w związku? strachu, bezradności, lęku przed samotnością, przyzwyczajenia…
- 5. Jak sobie wyobrażam życie bez męża?
Jeszcze raz zapraszam i trzymam kciuki za Panią.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Magda Peda
Dzień dobry, z uwagą przeczytałam Pani wiadomość i jestem pełna podziwu dla Pani, że szuka Pani rozwiązania dla przeżywanych trudności. Wyobrażam sobie, że sytuacja w jakiej się Pani znalazła nie jest komfortowa. Zachowania Pani partnera mogą nosić znamiona przemocy. Z treści maila wnioskuję, że zależy Pani na pomocy dla siebie. Chciałabym dopytać co konkretnie miałoby się zadziać, aby była Pani usatysfakcjonowana z pomocy? Jak Pani myśli – jakie rozwiązanie dla Pani byłoby najlepsze? Czego Pani potrzebuje w danym momencie? Proszę pamiętać, że przemoc jest niedopuszczalna i warto podejmować kroki tak, aby ochronić siebie i pokazać, że nie ma w nas zgody na przemoc. Czytam, że prosi Pani o “jakąkolwiek odpowiedź” - zastanawiam się czego Pani potrzebuje i co ta odpowiedź miałaby Pani dać?. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo siły :)

Zobacz podobne
Nie wiem nawet, jak o tym pisać, bo czuję się naprawdę pogubiona po rozstaniu z moim partnerem, z którym byłam 8 lat, planowaliśmy ślub, a on mnie zostawił na młodszej. Ból nie chce mnie opuścić, a samotność, która mnie prześladuje, jest po prostu przytłaczająca.
Moje poczucie własnej wartości spadło na samo dno i czuję, że nie wiem, jak dalej żyć. Czy w ogóle zdołam zacząć na nowo budować swoje życie i odnaleźć siebie?
Chce sobie pomóc, ale nie wiem jak. Chcę znowu być szczęśliwa i pełna życia, nie to, co teraz... Może są jakieś techniki, które mogą pomóc mi przestać czuć się tak cholernie samotnie i zacząć budować swoją pewność siebie? Czasem czuję się jak uwięziona w swoich emocjach, co totalnie przeszkadza mi skupić się na codziennych sprawach.
Czy coś innego może mi pomóc?
W wolnych chwilach lubię czytać, więc może to też byłoby rozwiązanie?
Próbowałam coś znaleźć, ale jest tego za dużo i nie wiem, które są sensowne. Proszę pomóżcie
Dzień dobry. Mam problem, który trwa prawie 30 lat.... Dotyczy przeszłości seksualnej mojej żony. Nie wiem czy, to ważne, ale od młodych lat musiałem ciężko pracować, aby cokolwiek mieć. Choroba ojca, itd.... Nie miałem czasu na imprezowanie, na zabawę, dyskoteki itd.... Byłem wychowywany w ogromnym szacunku do drugiego człowieka, a szczególnie do kobiet. W wieku 18 lat, prowadziłem już własną firmę, miałem jak na tamte czasy - dobre auto, zaczynałem budowę domu. Poznałem pewną dziewczynę, podobała mi się, czasami zamieniliśmy kilka słów, gdyż pracowała już w firmie do której jeździłem. Była z okolicy, co więcej nasze matki się znały. Pewnego dnia, to ona zaproponowała, aby się umówić, gdzieś razem wyjść. Tak też się stało. Przyjechałem po nią, wiem, że przyniosłem róże. Poszliśmy na dyskotekę, pogadaliśmy, zaczęliśmy się spotykać. Po niedługim czasie, może miesiąc, doszło do naszego zbliżenia, później częściej, po dyskotekach, spotkaniach. Może to ważne, ale było to moja pierwsza i jedyna partnerka seksualna. Miałem też świadomość, że nie byłem jej pierwszym, miałem świadomość, że mi to przeszkadza, ale liczyłem, że to przejdzie.... Po kilku miesiącach oświadczyłem się, zaplanowaliśmy ślub. Za rok ceremonia i wesele. Po kolejnych 2-3 miesiącach, okazało się, że moje wtedy narzeczona, jest w ciąży. Przyspieszyliśmy ślub, wszystko wydawało się OK. Pewnego jednak razu, podczas spokojnej rozmowy, poruszyliśmy temat, że fajnie nawet, bo ciąża przyspieszyła nasz ślub.... , i tutaj padło zdanie z ust mojej wybranki... "dobrze, że teraz zaszłam w ciążę, bo gdyby to było wcześniej za czasów dyskotek i imprez, to bym nawet nie wiedziała kto jest ojcem..." Powiedziała to wręcz z entuzjazmem, jakby chciała mi się tym pochwalić! Ten jej wyraz twarzy widzę do dziś, to zdanie mam w głowie każdego dnia! Temat nie był przez nas kontynuowany. Pobraliśmy się, urodziło się dziecko, niby wzór rodziny, ale to nie dawało mi spokoju... Pewnego dnia postanowiłem porozmawiać o tym z żoną.... rozmowa zakończyła się wręcz kłótnią. Szczerze powiedziałem co czuję i że chciałbym wiedzieć, co miała na myśli wypowiadając wtedy to zdanie. Powiedziała mi coś, co może nawet bardziej zabolało - że chciała się "wyszumieć" zanim będzie z kimś w małżeństwie.... To zabolało. Swój pierwszy raz przeżyła z kimś przypadkowym, oddała to komuś, kogo szczerze mówiąc nawet dobrze nie znała, a za tydzień szła już z kimś innym... Co sama przyznała. Niestety nie jestem w stanie tego zapomnieć. Wręcz mam wrażenie, że z czasem wręcz mnie to coraz bardziej boli wewnętrznie! Mam z tego powodu ogromną wewnętrzną złość, ból, a gdyby nie dzieci, rodzina, to pewnie już dawno być podjął inne kroki... Nie mam zastrzeżeń do żony, jako partnerki życiowej, dba o dzieci, o dom, prowadzimy razem firmę, jednak to nie daje mi żyć! Przez kilka lat starałem się nie poruszać tematu, ale ostatnio przy drobnej sprzeczce, eksplodowałem, wygarnąłem jej to wszystko, wykrzyczałem jak mnie to boli, jakie zrobiła mi świństwo, że nie powiedziała tego wcześniej, że puszczała się z kim popadło, aby później związać się z nieświadomym durniem.... Nie wiem też, czy to prawda, ale próbowałem o tym rozmawiać ze znajomym i powiedział mi otwarcie - nie chodziłeś na dyskoteki, nie imprezowałeś, to nie wiesz o największych puszczalskich z okolicy. Wszyscy wiedzieli, nikt świadomy by się z nią nie związał, a co więcej, chłopaki zakładali się o piwo, która z kim pójdzie, a później opowiadali sobie - to jeszcze bardzie mnie boli! Miałem też sytuację, gdzie magazynier w lokalnej firmie, kiedyś mnie zapytał - czy to moja żona, kiedy potwierdziłem, usłyszałem, że on dobrze ją pamięta z dyskotek! Zaśmiał mi się wręcz ironicznie w twarz! Ostatnio, nasza drobna sprzeczka przekształciła się poważną kłótnię, prawie tydzień się do siebie nie odzywaliśmy.... Ostatecznie odbyliśmy rozmowę, gdzie żona mi powiedziała, że żałuje tamtych historii, że gdyby mogła, cofnęłaby czas, a robiła to, aby z kimś być, bo liczyła, że jeśli się komuś odda, to on z nią będzie, bo koleżanki to jeszcze więcej miały chłopaków. Ostatnio stwierdziła, że to było tylko dwóch chłopaków, ale wiem, że to nie jest prawda, a co gorsza, wiem, że miała jakieś kontakty ze swoim sąsiadem, który wtedy miał już dzieci w jej wieku, a nawet dzieci starsze, pełnoletnie, był żonaty! Podobno do seksu między nimi nie doszło, ale nie potrafię jej już uwierzyć... Pamiętam z jaką pasją mi wtedy opowiadała, że nie wiedziałaby z kim mogła zajść w ciążę.... Jestem przez to kłębkiem nerwów, mam wszystkiego dosyć! Próbowałem zapomnieć, ale się nie da! Proponowałem jej, abyśmy skorzystali wspólnie z porady psychologa, może psychologa rodzinnego, ale ona nie chce. Piszę to z prośbą o pomoc specjalisty. Może ja to źle widzę, może jestem na tym punkcie przewrażliwiony... Nie wiem. Z góry dziękuję za jakąkolwiek odpowiedź.

