
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, uzależnienia
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z trudnymi relacjami z toksyczną rodziną partnerki i uratować związek?
Rodzice mojej partnerki całe życie ją źle traktowali. Była przemoc fizyczna oraz psychiczna, wyrzucanie z domu i spanie na klatce, zostawianie pustej lodówki i ciągłe szantaże emocjonalne. Gdy zaczęliśmy się spotykać, oni mnie nie akceptowali, prawdę mówiąc poznałem ich dopiero po około 3 latach związku, bo zakazywali mi przychodzenia do ich domu. Po wyprowadzce partnerki z jej rodzinnego domu oni zaczęli Nas zapraszać i tak jakby mnie akceptować. Widzę, że to jest sztuczne i osobiście nie jestem w stanie zapomnieć im poprzedniego traktowania mnie, jak i traktowania mojej drugiej połówki. Oni nie widzą problemu, pomimo zwrócenia im o to uwagi. Moja partnerka natomiast twierdzi, że rodzicom należy się szacunek pomimo wszystko, pomimo tej wyrządzonej krzywdy (jej rodzeństwo doświadczyło tego samego i tak samo uważają). Wydaje mi się, że moja partnerka stara się z całej siły, abym ich polubił lub chociaż tolerował, nie jestem w stanie. Mamy o to ciągle okropne kłótnie, po których zastanawiam, się czy związek ma dalej sens, ponieważ chce kiedyś dzieci i nie chce, żeby miały kontakt z takimi ludźmi (są to alkoholicy, niestabilni emocjonalnie, którzy często stosują przemoc, szczególnie po alkoholu). O ile staram się to w jakiś sposób zrozumieć, to jestem już zmęczony i bezradny co mogę dalej z tym zrobić i czy to dalej ma jakąkolwiek przyszłość.
Bezradny
Anastazja Zawiślak
Twoja sytuacja jest trudna i w pełni zrozumiałe, że czujesz zmęczenie i bezradność. Z jednej strony widzisz, jak bardzo Twoja partnerka została skrzywdzona, a z drugiej – ona wciąż stara się utrzymać kontakt z rodzicami, którzy wyrządzili jej ogromną krzywdę. To, że masz silny opór wobec tych ludzi, jest naturalne, bo chcesz chronić siebie i potencjalnie przyszłe dzieci przed kontaktem z osobami niestabilnymi i przemocowymi.
Twoja partnerka może mieć głęboko zakorzenioną potrzebę lojalności wobec rodziny. Może wierzyć, że „rodzicom należy się szacunek” bez względu na ich zachowanie, bo tak została wychowana – to mechanizm, który często pojawia się u osób doświadczających przemocy w dzieciństwie. Jednak szacunek nie oznacza zgody na dalsze niszczące relacje i tutaj to wy wspólnie możecie je wyznaczać.
Wasze kłótnie mogą wynikać z tego, że patrzycie na tę sytuację z zupełnie różnych perspektyw. Ty chcesz zamknąć ten temat, odciąć się od toksycznych ludzi i nie widzisz sensu w odbudowywaniu relacji z nimi. Twoja partnerka prawdopodobnie nie przepracowała jeszcze w pełni tej traumy i być może wciąż ma nadzieję na zmianę ze strony rodziców.
Jeśli rozważasz przyszłość związku, kluczowe pytania brzmią: Czy Twoja partnerka jest gotowa postawić realne granice wobec rodziców? Czy możecie wypracować wspólną wizję tego, jak ma wyglądać Wasze życie rodzinne, zwłaszcza w kontekście dzieci? Jeśli ona nie widzi problemu w ich zachowaniu i nie chce ograniczyć kontaktu, może to oznaczać przyszłe konflikty, szczególnie gdy w grę wejdzie wychowanie dzieci.
Warto zastanowić się, czy da się znaleźć kompromis – np. ograniczenie kontaktu z jej rodziną lub ustalenie, że przyszłe dzieci nie będą miały styczności z dziadkami w sytuacjach, które mogłyby być dla nich szkodliwe. Może też pomocna byłaby wspólna terapia par, gdzie można by przepracować te różnice w podejściu do rodziny.
Anastazja Zawiślak
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Alicja Krawczyk
Drogi Bezradny,
Rozumiem, że znalezienie się w takiej sytuacji jest dla Ciebie ogromnym obciążeniem emocjonalnym. To, co opisujesz, to klasyczny konflikt między chęcią ochrony siebie i swojej przyszłej rodziny a lojalnością Twojej partnerki wobec jej rodziców. To trudna dynamika, zwłaszcza gdy dochodzi do presji, kłótni i poczucia bezradności. Spróbuję pomóc Ci spojrzeć na to z różnych perspektyw i znaleźć możliwe rozwiązania.
Nie musisz akceptować ani na siłę tolerować ludzi, którzy wyrządzili krzywdę Twojej partnerce i Tobie. To, że teraz próbują być mili, nie oznacza, że nagle stali się innymi ludźmi. Masz prawo czuć wobec nich niechęć, nie ufać im i nie chcieć mieć z nimi kontaktu.
Twoja partnerka prawdopodobnie wychowała się w środowisku, gdzie szantaż emocjonalny i manipulacja były na porządku dziennym. Dzieci z rodzin dysfunkcyjnych często rozwijają głęboko zakorzenioną lojalność wobec rodziców, nawet jeśli były przez nich źle traktowane. Wiele osób, które doświadczyły przemocy, tłumaczy sobie, że „rodzicom należy się szacunek”, ponieważ inaczej musieliby przyznać, że ich dzieciństwo było pełne niesprawiedliwości i cierpienia.
To oznacza, że Twoja partnerka może mieć problem z ustawieniem zdrowych granic, ale to nie wynika ze złych intencji – raczej z mechanizmów, które wykształciła przez lata.
Związek to współpraca. Jeśli nie jesteś w stanie tolerować jej rodziny, a ona nalega na kontakt, to czy można znaleźć rozwiązanie pośrodku? Na przykład:
Ustalenie jasnych zasad dotyczących kontaktów – np. Ty nie musisz się spotykać z jej rodziną, ale nie zabraniasz jej kontaktu, jeśli tego chce.
Rozmowa o przyszłości – czy Twoja partnerka jest gotowa chronić Wasze przyszłe dzieci przed takimi wzorcami?
Terapia par – jeśli problem wraca w kłótniach, terapia mogłaby pomóc Wam lepiej się zrozumieć.
Jeśli Twoja partnerka nie potrafi zrozumieć Twojej perspektywy i narzuca Ci kontakt z jej rodziną, może to być znak, że w dłuższej perspektywie będzie Wam trudno znaleźć wspólną wizję życia. Decyzja o przyszłości związku jest trudna, ale jeśli nie czujesz się w nim bezpiecznie i komfortowo, to ważne, by to otwarcie omówić.
Jeśli czujesz, że temat Cię wyczerpuje, warto poszukać wsparcia u terapeuty – dla siebie lub razem. Twoje granice i zdrowie psychiczne są równie ważne, jak uczucia Twojej partnerki.
Pozdrawiam serdecznie,
Alicja Krawczyk
Psycholog
Terapeuta SFBT
Urszula Małek
To bardzo trudna sytuacja, bo dotyka głębokich wartości -lojalności wobec rodziny i ochrony siebie (i przyszłej rodziny) przed toksycznymi relacjami.
Twoja partnerka przez lata była uczona, że „rodzicom należy się szacunek bez względu na wszystko”, co może wynikać z mechanizmów przetrwania i psychologicznych konsekwencji dorastania w przemocowym środowisku. Dla niej odcięcie się od rodziny może być czymś niewyobrażalnym, nawet jeśli świadomie wie, jak bardzo ją skrzywdzili. Dla Ciebie natomiast ochrona siebie i przyszłej rodziny jest priorytetem -co jest równie uzasadnione.
Nie da się nikogo zmusić do zerwania relacji rodzinnych, tak jak nie można zmusić do ich podtrzymywania. Jeśli czujesz, że ta różnica wartości prowadzi do coraz większej frustracji, warto porozmawiać o przyszłości:
- Jak wyobrażacie sobie życie jako rodzina?
- Czy jest możliwy kompromis? (Np. ograniczenie kontaktów zamiast całkowitego zerwania?)
- Jakie zasady dotyczące relacji z jej rodzicami byłyby dla Ciebie do zaakceptowania?
Jeśli te rozmowy kończą się ciągłymi kłótniami i poczuciem bezradności, terapia dla par mogłaby pomóc lepiej się zrozumieć i znaleźć rozwiązanie. Ale jeśli nie widzisz możliwości znalezienia wspólnej drogi, to też ważny sygnał, by zastanowić się nad przyszłością związku.
Pozdrawiam serdecznie,
Urszula Małek

Zobacz podobne
Witam wszystkich, jestem tutaj nowy. Byłem w burzliwym związku 2 lata, 3 razy się rozchodziliśmy. Ja za każdym razem zabiegałem, starałem się. Czasami angażuję się za bardzo. Brałem wszystko na siebie, robiłem źle. Pomiędzy nami było 9 lat różnicy. Ostatnio usłyszałem, że ja jestem stary, a ona młoda, może się bawić.
Zaczęły się w związku koleżanki, uciekanie od spotkań. Jeśli się pytałem, kiedy się widzimy – „nie wiem”. Wiele pretensji, że mi dużo nie pasuje, że to moja wina, że wiele słów usłyszała z mojej strony i nie potrafi już na mnie patrzeć. Szczerze – nigdy nic głupiego nie powiedziałem, tylko czasami coś żartem czy zgryźliwie, ale to na tyle, mieliśmy dystans.
Ostatnio non stop wychodziła ze znajomymi. Nawet nie widziałem, że ma taką toksyczną koleżankę, która nią kieruje. Słyszałem, że jestem nienormalny, że w żartach jest drugie dno, że wyliczam jej pieniądze na każdym kroku. Nigdy takiego czegoś nie było. Jedynie żartem: „Dzisiaj ty stawiasz?” czy „Policzymy się za paliwo?”. I tak – ona bez problemu zawsze płaciła, bo wiedziała, że to tylko sarkazm.
Starałem się, jak mogłem, zabiegałem. Ona zawsze w stronę znajomych – że mają lepiej, że inaczej ją traktują. Ta znajoma, którą poznała, tak „fajna”, żeruje na niej. Widziałem na relacjach – bawi się na całego, kolacje, imprezy. Z otoczenia wiem, że ta osoba po prostu nie ma znajomych, nikt nie chce z nią utrzymywać kontaktu, bo patrzy tylko na swoje cztery litery.
Wszystko – żarty, starania się, nawet jak coś nie było tak – gdy chciałem porozmawiać, była odpowiedź, że „ze mną się nie da”. Mam jej zniknąć z życia, bo się przy mnie męczy. Znajdzie sobie takiego, co spełni jej każde oczekiwania, a ja mam znaleźć taką, co ich nie ma.
Zawsze byłem prawy, nigdy nic nie chciałem – żadnych pieniędzy, nawet od rodziny za jakieś usługi. Mówiłem szczerze wszystko, ale ona odebrała to tak, jakbym ciągle jej coś wypominał. Usłyszałem nawet, że bronię jej się spotykać z rodziną, ale nigdy tak nie było. Nawet zaczęła mieć o to problem, gdy spytałem się, co po spotkaniu.
Pretensje, że pytam, jak się ubiera, że nie jest wyspana... Po prostu zauważyłem, że na siłę szuka powodu, by mnie rzucić. Nawet jechałem prawie 100 km do restauracji dzień przed zerwaniem. Zażartowałem coś tam i mówiłem, że po drodze jest kilka fajnych restauracji. Ona: „Nie, tam jedziemy”. Mówię: „Okej”. Gadaliśmy o pracy i w ogóle, a ona wszystko brała tak do siebie, że niby ją maltretuję, ubliżam jej na każdym kroku.
Napisała mi w nocy, że to się wypaliło, nie chce tak żyć i mam zniknąć z jej życia. Zostałem zablokowany wszędzie, a ona szuka atencji u facetów.
Może tutaj się wydawać, że jestem aż takim złym człowiekiem, ale każdemu, kto pyta i komu mówię prawdę, odpowiadam – to było szukanie pretekstu, by mnie rzucić. Usłyszałem jeszcze, że gdyby nie ja, to byśmy tam nie pojechali. Nie wiem, co myśleć. Za każdym razem łapie moje słowa, wyciąga coś głupiego, co powiem pod nosem, a ile ja przeszedłem, wspierałem, byłem na każde skinienie palca – nawet o 2 w nocy – tego już nie pamięta. Tylko: „No nikt ci nie kazał”.
I usłyszałem, że rzyga moimi spekulacjami, moimi rozmowami i całą moją osobą. Mam nie próbować z nią nawet pogadać, wyjaśnić, powiedzieć prawdę, bo nigdy nie chciałem jej urazić. Mieliśmy dystans w wiadomościach, a ona nagle, że się wypaliło. Próbujemy od 2 lat i nie wychodzi.
Ale za każdym rozpadem są znajomi. Każdy zauważył, że im mniej się szanują i starają, tym jakoś im wychodzi. Czasami czułem się w tym związku, jakbym był sam.
Witam,
od paru miesięcy jestem w związku, który się formalnie zakończył, ale dalej go z partnerką kontynuuję.
Partnerka doszukiwał się u mnie zdrady, a jak jej nie znalazła, to ją wymyśliła i myślę, że w to wierzy.
Od tego czasu (a nie raz wcześniej) przyłapałem ją na kłamstwie i spotykaniu się z innymi facetami (niby tylko znajomi). Teraz wiem, że mnie zdradza, mimo to nie daje mi odejść. Co chwile od nowa daje mi miłość i nadzieję na odratowanie relacji (uwielbiamy ze sobą przebywać), a jak się wkręcam, to okazuje brak szacunku przy innych ludziach, nie jest lojalna, czasem innym źle o mnie mówi i zdradza nasze sekrety. Ma kolegę, z którym non stop przebywa i na pewno coś między nimi jest. Wiem, że mam jakiś problem ze sobą, bo nie mogę odpuścić, co chwilę wracam, a potem odczuwam, jak mnie to niszczy, jaki załamany chodzę.
Czasem moja ex dopuszcza się prowokacji, żeby mnie zdenerwować, a potem obwinia mnie o moje reakcje.
Moja ex dopuszcza się rękoczynów w stosunku do mnie.
Ma dwa oblicza, raz kochana, a raz wyrachowana i zawistna osoba.
Jak mam się uwolnić od tej relacji?
Co mam robić i gdzie szukać ratunku, żeby już nie wracać. Czuję się bez niej jak narkoman na głodzie.
Dodam, że jestem młodym, dobrze zbudowanym, energicznym i kontaktowym człowiekiem z dobrą posadą.
Wszystkie moje związki to tragedia...

