- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Konflikt...
Konflikt emocjonalny w związku na odległość: czy mam zaburzony system emocjonalny?
Anonimowo 3
Gizela Maria Rutkowska
"Podaj, usmaż, nie smaż, wode daj". To raczej słowa z kategorii rozkazów i dyspozycji kierowniczych, niz słowa te same, a ubrane w emocjonalne wsparcie. Np. " a może spróbujemy dać mu rosołek, co myślisz kochanie?" Daj jej podejmować decyzje, nie podpieraj się , że ty to miałeś, że to nic takiego, że to przejdzie, bo to przeciez nie jest "urwana noga".
Wiele matek wściekłoby się na te pana porady nieporady. i jak widać, Pana partnerka jest w tym gronie. Wasza komunikacja leży na łopatkach, no, zwyczajnie mówicie nie do siebie nawzajem, tylko jakby sami do siebie. Brak relacji tez robi swoje.
Kłania się nisko terapia dla par. A póki co, niech Pan nie wydaje rozkazów, popatrzy z boku i poczeka, aż pani sama o coś zapyta, poprosi.
Z szacunkiem
Dr Gizela Maria Rutkowska
Psycholog
Terapeuta
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
z tego, co Pan opisuje bardziej widać różnicę w sposobie reagowania i rozumienia wsparcia niż „brak emocji” po Pana stronie. Literatura wyróżnia trzy style radzenia sobie ze stresem: skoncentrowany na zadaniu, skoncentrowany na emocjach i zorientowany na unikanie. Pan opisuje zadaniowy styl radzenia sobie: szuka rozwiązań, podaje konkretne rady, odwołuje się do własnych doświadczeń. Dla wielu osób to realna forma troski. Dla Pana partnerki ważniejsze może być najpierw emocjonalne „bycie obok” i uspokojenie, a dopiero później ewentualne sugestie.
Często zdarza się, iż wspierając innych sięgamy po sposoby, które my sami stosujemy wobec siebie. To nie musi oznaczać, że jest Pan „zimny” a raczej, że inaczej reaguje Pan w trudnych sytuacjach. Tutaj ważną kwestią jest przede wszystkim rozmowa i znalezienie wspólnego rozwiązania/sposobu (być może kompromisu?). Warto spróbować porozmawiać o tym poza momentami kryzysu: jak Pan rozumie wsparcie, czego Pan potrzebuje w związku na odległość i czego partnerka oczekuje w sytuacjach związanych z dziećmi czy w ogóle w sytuacjach stresowych. Taka rozmowa może pomóc zobaczyć obustronnie, że nie chodzi o brak uczuć, ale o różnice w ich wyrażaniu. Jeśli trudno dojść do porozumienia to pomocna bywa konsultacja psychologiczna lub terapia par.
Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka
Anna Martyniuk-Białecka
Trudno zdiagnozować relację na odległość i po wypowiedzi tylko jednej strony. Czasem gdy ludzie się komunikują i w grę wchodzą emocje, zmęczenie, zmartwienia to łatwo o nieporozumienie. Może warto się zorientować i zapytać, czego Pana partnerka potrzebuje? Czy dzwoni po poradę czy po wsparcie? Zawłaszcza jeśli między Państwem dominują rozmowy telefoniczne i można po prostu coś przeoczyć, bazując jedynie na tym, co słychać w głosie. Może poszukać tego, co w takich sytuacjach może zadziałać na korzyść? Nazwać emocje partnerki oraz to co Pan czuje, a później znaleźć jakieś wspólne rozwiązanie i zobaczyć co zadziała.
Powodzenia,
psycholog Anna Martyniuk-Białecka
Weronika Kliber
Dzień dobry, to, co Pan opisuje, wygląda na realny konflikt potrzeb i sposobów reagowania.
Po pierwsze, różnica między intencją a odbiorem. Pana intencją jest pomoc i realne wsparcie poprzez szukanie rozwiązań, dzielenie się doświadczeniem i konkretnymi sugestiami. To jest jeden z naturalnych sposobów okazywania troski. Pana partnerka natomiast w takich momentach może potrzebować przede wszystkim regulacji emocji, czyli uspokojenia, bycia wysłuchaną i zapewnienia, że nie jest z tym sama. Gdy zamiast tego słyszy porady, może odbierać to jako brak zrozumienia lub bagatelizowanie sytuacji, nawet jeśli nie jest to Pana zamiarem.
Po drugie, odmienne nadawanie znaczenia sytuacjom. Dla Pana ból gardła, brzucha czy nawet pobyt dziecka w szpitalu na obserwacji to trudności mieszczące się w granicach codziennego doświadczenia. Ma Pan inny próg alarmowy i inną ocenę zagrożenia, niż matka dziecka, dla której sytuacje związane ze zdrowiem dziecka często automatycznie uruchamiają silny lęk. Nie jest to kwestia racjonalności lub jej braku, lecz różnych interpretacji tej samej sytuacji.
Po trzecie, różne „języki wsparcia”. Pan okazuje wsparcie głównie poprzez działanie i konkret. Pana partnerka potrzebuje najpierw słów normalizujących emocje, takich jak „rozumiem, że się martwisz” czy „to ma sens, że to Cię niepokoi”. Dopiero później pojawia się przestrzeń na rozwiązania. Ta różnica nie świadczy o chłodzie emocjonalnym, lecz o odmiennych sposobach reagowania.
Istotny jest też wątek, który sam Pan zauważa, możliwego zmęczenia emocjonalnego lub doświadczeń z dzieciństwa. W podejściu poznawczo-behawioralnym patrzymy na to raczej jako na wyuczone strategie radzenia sobie, a nie cechy charakteru. Jeśli w przeszłości nie było bezpiecznej przestrzeni na wyrażanie emocji, naturalne jest, że dziś łatwiej Panu wejść w tryb zadaniowy niż emocjonalny, nawet jeśli sam bardzo potrzebuje Pan czułości, bliskości i wsparcia.
Być może warto byłoby umówić się na konsultację ze specjalistą, abyście wspólnie mogli się przyjrzeć trudnościom pojawiającym się w tej relacji.
Pozdrawiam serdecznie, Weronika Kliber.
Daria Składanowska
Dzień dobry,
z opisu wynika, że różnicie się sposobem reagowania na stres i okazywania wsparcia – Pan działa zadaniowo i racjonalnie, partnerka potrzebuje przede wszystkim emocjonalnego uspokojenia. To nie świadczy o „upośledzonym systemie emocjonalnym”, lecz o różnych językach wsparcia.
W momentach napięcia pomocne bywa najpierw nazwanie emocji („widzę, że się martwisz”).
Jednocześnie warto przyjrzeć się temu, że sam Pan potrzebuje bliskości i wsparcia, a ma trudność z ich dawaniem. Jeśli te różnice stale prowadzą do konfliktów, rozmowa z psychologiem lub terapeutą (indywidualnie lub par) może pomóc lepiej się zrozumieć i sprawdzić, czy da się znaleźć wspólny sposób funkcjonowania.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Piotr Ziomber
Z Pańskiego opisu wyłania się klasyczny konflikt w parach, gdzie różnią się style emocjonalnego przetwarzania i komunikacji, a to niekoniecznie "upośledzony system" u Pana, lecz odmienne języki miłości i wsparcia, jak trafnie Pan zauważył. Pozwoli Pan, że rozłożę to krok po kroku, by pomóc Panu spojrzeć na sprawę klarowniej. Jaka jest różnica w językach emocjonalnych?
Pańska partnerka szuka przede wszystkim emocjonalnego pocieszenia (słowa typu "wszystko będzie dobrze", empatia, bliskość), co jest jej "językiem miłości", prawdopodobnie opartym na afirmacji i ukojeniu. Pan natomiast oferuje praktyczne wsparcie (rady, sugestie, dzielenie doświadczeniem), co dla Pana jest naturalnym wyrazem troski. To częsty wzorzec gdy mężczyźni często podchodzą racjonalnie (rozwiązania), kobiety emocjonalnie (walidacja uczuć). Nie jest Pan "zimny" ale po prostu mówi Pan w innym języku. Ona odbiera to jako brak zainteresowania, bo nie słyszy najpierw: "Rozumiem, jak Ci ciężko".
Dla Pana codzienne dolegliwości (gardło, brzuch) to "proza życia", co brzmi jak zdrowa relacja, być może wyrobiona doświadczeniami z dzieciństwa. Ale dla niej (i wielu matek) to źródło lęku, które urasta do rangi kryzysu, bo dotyczy dzieci. Pańskie "poboli i przestanie" minimalizuje jej strach, zamiast go uznać.
Czy to wypalenie emocjonalne?
Możliwe, że ma Pan cechy aleksytymii (trudność w nazywaniu i wyrażaniu emocji) lub po prostu racjonalny styl ale spokojnie, to nie wada, lecz cecha. Jeśli potrzebuje Pan dużo czułości, a nie daje jej w jej formie, to znak, że obaj macie różne potrzeby. Związek na odległość potęguje osamotnienie. Pana szczerość o zmęczeniu jest słuszna, ale jej złość to obrona przed poczuciem winy (ona też cierpi).
Co zrobić ?
Proszę ćwiczyć walidację emocji. Przed radą proszę zakomunikować "Słyszę, jak się martwisz o syna. To musi być trudne. Wszystko będzie dobrze, damy radę". Dopiero potem sugestie a składają się na nie : empatia + rozwiązanie + optymizm.
Porozmawiajcie o językach miłości: Tutaj polecam gorąco książkę Gary'ego Chapmana "Pięć języków miłości".
Testujcie bliskość. Co to oznacza? W następnym kryzysie zadzwońcie na wideo, przytulcie się wirtualnie, bez rad i wzajemnych oskarżeń. Proszę zapytać: "Co mogę dla Ciebie zrobić teraz?".
Związek na odległość nie musi być stracony. Ustalcie rytuały (codzienne rytuały emocjonalne). Jeśli Was to męczy, rozważcie, czy to relacja dla Was. Pamiętajcie, że szczerość to klucz otwierający każde drzwi. I na koniec. Nie jest Pan "oschły" , jest Pan praktyczny, co jest siłą. Ale relacje wymagają kompromisu. Uczcie się swoich języków, by wspierać się nawzajem. Jeśli to nie działa, terapia par (nawet online) pomoże.
Życzę Państwu pokonania wszystkich trudności na tej drodze i bycia razem.
Zobacz podobne
Dzień dobry, mam pewien problem, a raczej taki którego sama nie zauważam. Jestem z partnerem od ponad roku, na ogół dobrze się dogadujemy, kochamy się, wszystko idzie w dobrym kierunku, jednak czasem pojawiają się pewne problemy, jak w każdej relacji. Pół roku temu zaczął się u niego problem z zazdrością wsteczną, która ingerowała w jego humor, samopoczucie, ogólnie na codzienne życie. Starałam się go bardzo wspierać, dużo wysłuchałam, starałam się zrozumieć, ale dzisiaj dostałam pewną przykrą informację. Że przez ten cały czas nie zrobiłam nic, co by go podniosło na duchu. Czasem dostaje zażalenie odnośnie tego, ze nie czuje się chciany i pożądany w relacji… Ja na ogół jestem typem osoby spokojnej, trochę samotniczka. Wydaje mi się, że jego problemy są troszkę przesadne i że jest dobrze, tak jak jest. Ale skoro jesteśmy w relacji, to chodzi w niej o kompromisy i zrozumienie dlatego starałam się coś zmienić, żeby było lepiej, ale niestety wciąż słyszę ten sam zarzut. Nie wiem, w czym może być problem. Bardzo go kocham, chce z nim być, wspierać go, ale wydaje mi się, że czasem nie umiem i zawodzę bardzo na każdej płaszczyźnie
Mam 14 lat na imię Monika. Od roku jestem z chłopakiem. Bardzo się lubimy, ale zaczął się ostatnio "dziwnie" zachowywać.
Poprosił mnie, abym podniosła bluzkę do góry (nie noszę jeszcze stanika). Zawstydziłam się, ale zrobiłam to, bo to mój chłopak. Chciał również, abym zdjęła spodnie, ale nie zgodziłam się. Czy to normalne zachowanie? On ma 15 lat, jak mam się zachować?
Zacznę od tego, że być może ja mam ze sobą jakieś problemy a na pewno na tle psychicznym, ponieważ strasznie zostałam skrzywdzona rok temu przez męża, a w sumie przez samą siebie - dlaczego?
Mąż dosyć często stawiał, przez 20 lat bycia razem, na życie zawodowe - praca, praca i jeszcze raz praca. Rzadko miał czas dla mnie i dzieci, zazwyczaj bywałam z dziećmi samą w domu, ciągle pranie, sprzątanie, gotowanie, czekanie aż wróci do domu - niestety zmęczony, no i zero pożytku, wiadomo.
Zaczęłam szukać towarzystwa ludzi, z którymi pogadam, wykorzystam czas jak mąż jest w pracy, nie tylko na szmatach i garach, ale by odzywać się do ludzi. I tak się stało, iż poznałam ludzi, nie do końca fajnych, bo takich, którzy spotykają się, aby plotkować o wszystkim i o niczym, którzy pili i ćpali. Wcięłam się w ten świat, zaczęło mi pasować, razem z nimi piłam, aż się rozpiłam.
Zaczęłam wierzyć w to, iż moje małżeństwo się rozpada, mąż tylko praca, potem filmy i spać, a ja tak naprawdę nieważna, nie było czasu, aby porozmawiać czy super spędzić czas, nawet w sferze intymnej. Nie mieliśmy dla siebie czasu, oddalałam sie od męża i doszło do tego, że wyrzucił mnie z domu. Miał dosyć moich schadzek, alkoholu i awantur.
Popsułam sie strasznie, ledwo uszłam z życiem, chore serce, a teraz głowa popsuta przez alkohol, trauma jak mąż mnie zranił, mimo prośby wiele razy, że jestem - bądź ze mną, nie praca i praca. Rozumiem, nie ma ludzi do pracy, pieniążki potrzebne, ale można, jeśli sie chce, podzielić życie zawodowe, a prywatne - do męża nigdy to nie docierało.
Uwielbia swoją prace po prostu. Kiedy tłumaczę, że wiecznie jestem sama, że tęsknie, nie mam do kogo sie odezwać, to jakby grochem o ścianę. Kiedy mnie wyrzucił, zaczęło do mnie docierać, co tak naprawdę w życiu jest dla mnie ważne, moje zdrowie, szczęście, prawdziwa miłość pożądanie, seks. Postanowiłam wszytko zmienić, poszłam na terapię odwykową, minął ponad rok nie piję, nie chcę, walczę z tym, żal mam do męża ogromny, lecz juz mniejszy. Wróciłam - nasze życie zaczęło się układać, chociaż mimo wszystko jakieś są przeplatane dni z męża strony. Potrafi raz pragnąć mnie, innym razem być chamski, kłamać, robić nadzieję a ja wierzę po prostu we wszystko. Że kochankę ma czy wdał się w romans, plotki poszły u niego w pracy, czemu zaprzeczał, lecz dziwne zachowania nie dają mi często spokoju. Raz czuły, kochany magia, przebudzenia w nocy zaczęło mi sie to podobać, że pożądam męża. Niestety zdarzają się sytuacje jak czegoś nie ma, a ja pożądam, w frustracji staję sie jakąś wredną i podłą osobą, wyzywam męża, robię dramy, ponieważ mam potrzeby czułości, on daje, ile może, nie mam co narzekać. Jedynie, co mnie rani i boli i wprawia o strach to to, jak mąż potrafi mnie krytykować, że jestem kretynką, pustą, głupią, nikt by ze mną nie wytrzymał, że przy mnie człowiek dostanie zawału, boi się spać itp. Następnego dnia albo od tak przeprosi albo nawet nie mówiąc, że to emocje nad nim górują. Nie wiem, co myśleć, jak popadnie w szał potrafił złapać mnie za gardło.
Rzadko rozmawia o danych problemach, ostatnio jedyny temat rozmowy z mojej strony to jest sex, ponieważ widzę jak było kiedyś, a jak jest teraz i daje jasne sygnały mężowi, on nie słucha lub słucha jak zgaszone radio. Kiedy mówię za każdym razem słyszę od męża, że ta rozmowa go usypia. Nie mam z kim otwarcie porozmawiać, wygadać się - mam koleżankę, która zna dobrze mnie, jak i męża, jej zawsze mogę sie zwierzać i tak sie stało.
Mąż dowiedziawszy się, że rozmawiałam z nią na nasze tematy, stwierdził, że gadam źle o nim i nagle atak nerwów - nie pozwolił do siebie podejść, odpychał. Mąż potrafi mi powiedzieć, że taki się staje agresywny przeze mnie, że ja z niego takiego robię, tłumaczę nie raz, że nie mam zamiarów, on uważa inaczej, że ja nie liczę się z nim, z jego potrzebami, a tylko patrzę na siebie. NIE, ja patrze na nas, on tego nie rozumie lub nie chce rozumieć. Sama chodzę do psychologa, jak i do psychiatry, biorę leki uspokajające, mąż kiedyś chodził ze mną na terapię małżeńską, pomogło, ale nie na długo. Teraz, kiedy proszę męża, aby też sam poszedł ze sobą, to stwierdza, iż jemu niepotrzebne, że jest zdrowy, że to ja jestem 'chora psychicznie' i powinnam się leczyć, lecz pytanie, z czego ja mam sie leczyć? Chyba z uczuć co do męża? Nie wiem, co mam myśleć.
Mąż uważa, że tylko ja, żadna inna, że mnie tylko kocha, pożąda, a ja czasami tego nie odczuwam. Potrafi lekceważyć przykre słowa i z niczego nic sobie nie robi. Tak, jakby chciał sam, aby atmosferę popsuć. Raz dobrze, raz źle, nie chce komunikować sie, po prostu można ująć: tak dużo mówi, obiecuje, a mało robi, żąda, abym to ja jego podczas snu tuliła i zaczepiała, kiedy tylko chce, a kiedy to zrobię to dostaję kosza.
Jestem smutna, nie wiem czy coś gra czy próbuje mnie wykończyć psychicznie, choć zaprzecza. Co mam myśleć i co robić? Odpuścić męża?

