
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina
- Konflikt z mężem w...
Konflikt z mężem w święta: jak radzić sobie z lekceważeniem i brakiem zrozumienia
Iwona
Anna Szczypiorska
Opisana sytuacja jest bardzo poważna i wykracza poza zwykły konflikt małżeński. Pojawia się tu przemoc słowna, podważanie Pani kompetencji jako matki przy dziecku oraz zachowanie, które naraziło Panią na realne zagrożenie. Niezależnie od emocji czy kłótni, obowiązkiem partnera było upewnić się, że zostawia Panią w bezpiecznych warunkach.
Tłumaczenie męża, że „wyszła Pani, więc nie chciała kontaktu”, jest przerzucaniem odpowiedzialności. Wyzwiska, ośmieszanie „w żartach” i deprecjonowanie Pani przy dziecku nie są akceptowalne. To, że nie jest to pierwsza taka sytuacja, jest istotnym sygnałem ostrzegawczym.
Warto jasno nazwać granice: brak zgody na obrażanie, podważanie Pani jako matki i zostawianie Pani w sytuacji zagrożenia. Jeśli mąż nie widzi swojej odpowiedzialności, wsparcie specjalisty lub terapia par mogą być bardzo potrzebne. Ma Pani prawo czuć się poruszona i potraktować tę sytuację poważnie.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Weronika Jeka
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, jest bardzo poruszające i niepokojące. W tej sytuacji nie chodzi o jedną kłótnię czy „nerwy w święta”, ale o wzorzec zachowań, w którym Pani jest poniżana, obarczana winą i pozostawiana bez poczucia bezpieczeństwa. Krzyczenie przy dziecku, podważanie Pani kompetencji jako matki, wyzwiska „w żartach”, a potem wyjazd z dzieckiem bez upewnienia się, że Pani ma klucze, telefon i jest bezpieczna to nie są drobne nieporozumienia. To jest przekraczanie granic.
Szczególnie trudne jest to, że mąż nie bierze żadnej odpowiedzialności i całą winę przerzuca na Panią: że wyszła, że „nie chciała kontaktu”, że „powinna była przyjechać”. To odwracanie ról. W sytuacji, gdy jedna osoba jest silnie wzburzona, bez kluczy, z rozładowującym się telefonem i na mrozie, druga - zwłaszcza partner, ma obowiązek zadbać o jej bezpieczeństwo, niezależnie od kłótni.
Jeśli myśli Pani o rozmowie, warto nie zaczynać jej od tłumaczenia się ani od szczegółów, tylko od jasnego komunikatu o granicy: że zostawienie Pani na kilka godzin w takich warunkach było dla Pani przerażające i niedopuszczalne, i że to nie może się powtórzyć. Jednocześnie chcę powiedzieć bardzo wyraźnie: skoro to nie jest pierwsza taka sytuacja, warto pomyśleć nie tylko o tym jak rozmawiać, ale też o Pani bezpieczeństwie i wsparciu. To nie jest przesada ani dramatyzowanie. Ma Pani prawo szukać pomocy z zewnątrz, u psychologa, terapeuty, ale też w Ośrodku Interwencji Kryzysowej, gdzie można otrzymać bezpłatne wsparcie i spokojnie omówić takie sytuacje, także pod kątem przemocy psychicznej.
To, co Pani przeżyła, było realnym zagrożeniem i ogromnym obciążeniem emocjonalnym. Pani reakcje są zrozumiałe. Nie musi Pani zostawać z tym sama. Pani i dziecko zasługujecie na poczucie bezpieczeństwa, a nie na życie w ciągłym napięciu.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
Weronika Jeka
Daria Składanowska
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, jest doświadczeniem długotrwałego przeciążenia emocjonalnego, krzywdy i poczucia niesprawiedliwości. W Pani historii wyraźnie widać nagromadzenie strat, konfliktów rodzinnych, braku wsparcia oraz sytuacji, w których Pani granice były wielokrotnie przekraczane. Naturalne jest, że w takich warunkach pojawia się wyczerpanie, smutek, złość i poczucie osamotnienia, zwłaszcza gdy nie otrzymuje Pani ochrony ani zrozumienia ze strony najbliższych. Warto skonsultować się z psychologiem, terapeutą, który może pomóc w znależnieniu rozwiązań. Życzę wszystkiego dobrego.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria

Zobacz podobne
Witam. Od pewnego czasu czuję, że lepiej byłoby wszystkim, gdybym zniknęła z ich życia, a zwłaszcza męża. Jesteśmy małżeństwem 23 lata. On był moim pierwszym chłopakiem i ostatnim. Mamy trzy córki, najmłodsza 15 lat i tylko ona jeszcze z nami mieszka, dwie starsze już na swoim. Od kilku miesięcy może dłużej mam wrażenie, że mu przeszkadzam. Jest dobrze (wg niego) jak się nie odzywam, robię swoje on swoje, wieczorem obejrzymy film i to tyle ze wspólnie spędzonych chwil. W łóżku coraz rzadziej dochodzi do zbliżeń. Niby mnie przytuli, ale to nie jest takie prawdziwe przytulenie, a raczej powalenie na mnie ręki i tyle. Gdy tylko odezwę sie, że coś mi nie pasuje, że mało rzeczy razem robimy, że nie czuje się ważna dla niego, to albo stwierdza że wymyślam, albo kończy się okresem milczenia i udawania ze wszystko jest w porządku przecież!? I ta cisza trwa, dopóki ja się nie odezwę pierwsza. Gdy już coś uda nam się ustalić, gdzieś razem wyjść to głównie z mojej inicjatywy. Jak on ma coś wymyślę to raczej nie doczekałabym się. Żadna terapia małżeńska nie wchodzi w grę, bo on nie widzi problemu i obcym ludziom nie będzie nic opowiadał. Ja wychowałam dzieci, mąż wciąż pracował, nigdy nie poczułam, że jest mi wdzięczny za cokolwiek, a sam oczekuje pochwał za wszystko. Jak dzieci były małe, to żyłam i jakoś to funkcjonowało, teraz jak dzieci dorosłe to sami ze sobą nie wiemy, jak żyć...
