Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z brakiem wsparcia ze strony toksycznej matki?

Matka zawsze straszy mnie przed bronieniem się, szukaniem sprawiedliwości, nieraz zakazywała się bronic, zaczynała przekonywać, że spotka cię to tamto, wymyśla takie głupoty, że np. w następnej pracy będą mi kazali pokazać umowę z poprzednim pracodawcą co jest bezprawne, nie wiem skąd ona bierze argumenty. Jest toksyczna. Gdy byłam dzieckiem i zglaszałam jej problem z rówieśnikami to powiedziała, że ona mi nie pomoże, gdy powinnam była iść na policję bo stała mi się krzywda odradzała, krzyczała, że oni mi nie pomogą itp. Teraz w pracy doświadczam mobbingu i ona twierdzi, że to nie jest mobbing. Było bardzo wiele takich sytuacji. Nie mam skąd brać wsparcia. Ojciec jest bierną sierotą. Dostaje natrętnych myśli, gdy wiem że robię dobrze bo się bronię, właśnie dlatego, że nie mam wsparcia od nikogo. Od matki wiecznie słyszałam, że zadzieram nosa albo jestem niegrzeczna jak stawiam z kimś granicę. Gdy zgłosiłam administracji bloku, że sąsiedzi trzymają meble na korytarzu, ona powiedziała, że przeze mnie sąsiedzi przestaną nas lubić. Brata traktuje jak świętą krowę, ja jestem "ta niedobra" bo mówię, że to niesprawieliwe że tylko mi każe sprzątać ze stołu itp. co za wstrętny seksizm. Mam w sobie zdrową asertywną stronę i ona nienawidzi rodziców.
User Forum

Anonimowo

2 miesiące temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Warto jasno powiedzieć: stawianie granic i reagowanie na krzywdę nie jest czymś złym ani „niegrzecznym”. To podstawowy element dbania o siebie. To, że mama reaguje na to lękiem, zniechęcaniem czy straszeniem konsekwencjami, najprawdopodobniej mówi więcej o jej własnych przekonaniach i sposobie radzenia sobie ze światem niż o tym, co jest dla Pani dobre.

Jeśli chodzi o sytuację w pracy - mobbing czy inne formy nadużyć warto oceniać na podstawie faktów i przepisów, a nie opinii bliskich osób, które mogą mieć bardzo silne, ale niekoniecznie trafne przekonania. 

To, że pojawia się w Pani „asertywna część”, która chce się bronić, jest raczej oznaką zdrowego mechanizmu ochrony siebie. Jednocześnie złość i silne emocje wobec zachowania rodziców/matki są zrozumiałe, jeśli przez lata doświadczała Pani braku wsparcia czy nierównego traktowania.

W takiej sytuacji często bardzo pomocne bywa budowanie wsparcia poza rodziną - np. w terapii, wśród zaufanych osób czy w środowisku zawodowym. Pozwala to stopniowo wzmocnić poczucie, że ma Pani prawo do własnych granic i decyzji, nawet jeśli najbliżsi ich nie rozumieją lub nie potrafią wspierać.


Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Kaźmierczak

Katarzyna Kaźmierczak

Zachowanie Twojej mamy jest faktycznie bardzo mało wspierające. Wyobrażam sobie, że bierność taty jest równie mocno rozczarowująca - jak nie bardziej bolesna momentami. To trudne, gdy rodzice, którzy powołali nas na ten świat - nie wykazują wystarczającego zrozumienia, troski i oparcia :( 

 

Z drugiej strony czuję Twój bunt, chęć zadbania o siebie, dostrzeganie drugiej strony medalu. To Twoja siła. Być może to już czas na wyzwolenie się spod wpływu rodziców i wejście na dobre w dorosłość? Jak czujesz się z myślą, że możesz bez pomocy rodziców sama stanowić o sobie, pomimo wątpliwości? 

 

W życiu przychodzi czasem taki moment, że warto przenieść oczekiwanie wsparcia ze strony rodziny na inne, bliskie nam w życiu osoby - przyjaciół, kolegów z pracy, sąsiadów, partnera, etc. Z kim innym możesz dzielić/dzielisz codzienne troski i rozterki, a kto da/daje Ci po wysłuchaniu ich - oczekiwane wsparcie? Skupiłabym swoją uwagę właśnie na takich osobach i z nimi pogłębiała relacje. Innym sposobem jest wspieranie się relacją z samym sobą. Czyli zastanowienie się, czego w sytuacji np. problemu z rówieśnikami byś potrzebowała+skierowała to do siebie.

 

Rodziców się nie wybiera, więc to, co nam pozostaje jako dzieciom to zaakceptować ich takimi, jacy są oraz nauczyć się wyodrębniać spod ich wpływu. Z zależności - przejść do niezależności i współzależności z innymi, bliskimi nam ludźmi, którzy mają szansę pokazać nam i nauczyć nas przyjaźni, miłości oraz zaspokoić te potrzeby, których być może rodzicie nigdy nie byli w stanie zaspokoić (nie ze złej woli, lecz często z braku umiejętności, aby wiedzieć jak to zrobić). 

 

Życzę Ci dużo wyrozumiałości dla siebie, ale również dla rodziców, których zachowanie jest wynikiem niezaspokojonych potrzeb. Obyś poznała zdrowe i konstruktywne sposoby na ich zaspokojenie, aby nie powielać w swoim życiu lęku, strachu i niskiego poczucia własnej wartości!

2 miesiące temu
Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry, wyobrażam sobie jak trudne musi być stawianie granic i bycie asertywną bez żadnego wsparcia ze strony rodziców, a wręcz z taką lękową postawą mamy (lęk o to, co inni powiedzą, lęk przed brakiem pomocy itd.). Tym bardziej jestem pod wrażeniem, że dzielnie Pani te granice stawia, broni ich i walczy o siebie. To nie lada osiągnięcie, biorąc pod uwagę niesprzyjające środowisko, w którym Pani wzrastała. Widzę jednak, czytając Pani wpis, że te sytuacje dużo Panią kosztują emocjonalnie i choć wie Pani, co jest dla Pani dobre to być może nadal ma Pani w sobie pragnienie aprobaty i wsparcia ze strony mamy, których Pani nie dostała i nie dostaje. Domyślam się też, że czuje Pani do rodziców dużo złości (pisze Pani o nienawiści, o faworyzowaniu brata, o bierności ojca) i ma Pani żal o nierówne traktowanie i brak wsparcia. Warto zastanowić się jak chciałaby Pani, aby te relacje wyglądały w przyszłości, aby oprócz braku wsparcia nie pozbawiały Pani jeszcze dodatkowo siły do działania. Czy są jakieś inne, bliskie Pani osoby, spoza najbliższej rodziny, od których otrzymuje Pani wsparcie?

Wspomina Pani o obecnej sytuacji mobbingu i poczuciu braku wsparcia w tej kwestii. Doświadczenie mobbingu to bardzo trudna sytuacji i warto otoczyć się wsparciem, jeśli nie najbliższej rodziny, to choćby znajomych, ale także specjalisty: psychologa, psychoterapeuty, prawnika (jeśli zechce Pani wystąpić na drogę prawną).

2 miesiące temu
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

To, co opisujesz, brzmi jak doświadczenie dorastania bez realnego wsparcia emocjonalnego. Jeśli przez lata słyszałaś, że nie wolno się bronić, zgłaszać problemów czy stawiać granic, to zupełnie naturalne, że dziś pojawiają się wątpliwości lub natrętne myśli nawet wtedy, gdy robisz coś właściwego.

Warto jasno powiedzieć: stawianie granic i reagowanie na niesprawiedliwość nie jest „zadzieraniem nosa” ani byciem niegrzecznym. To zdrowy sposób dbania o siebie. Często osoby wychowane w atmosferze zniechęcania do obrony uczą się dopiero w dorosłości, że mają do tego pełne prawo.

To dobrze, że widzisz w sobie tę asertywną część – ona próbuje Cię chronić. Jeśli nie masz wsparcia w rodzinie, warto szukać go poza nią, np. u zaufanych osób czy u specjalisty. Twoja potrzeba granic i sprawiedliwości jest czymś normalnym.

Pozdrawiam 

Kinga Osmulska 


 

2 miesiące temu
Justyna Łukomska

Justyna Łukomska

Dzień Dobry

 

Przede wszystkim bardzo mi przykro i pragnę wyrazić swój żal, że spotykają Panią tak przytłaczające sytuacje. Relacje z rodzicem, z matką są tymi, które dotykają nas najbardziej  bo są najbliżej. Są też tymi, które wpływają na nas najmocniej.  A emocje związane z relacją z mamą potrafią być bardzo ambiwalentne.

 

Słyszę, że jest z tym Pani sama, zastanawiam się czy ma Pani kogoś, komu moglaby Pani powiedzieć o tej trudnej sytuacji? Przyjaciółka, znajomi? Kogoś, kto Panią wesprze i zrozumie.

 

 Słyszę też o natrętnych myślach, które nie dają spokoju. Coś co może Pani robić, to nie łapać się na ich "haczyk". Zauważyć niesprzyjającą myśl, nazwać- to tylko myśl. Gdy łapiemy się na haczyk naszych myśli, dajemy im uwagę-  będę one ciągnęły w dół, odciągały od tu i teraz i życia, jakie chcemy prowadzić. 

 

Słyszę też, że zauważa Pani tę część siebie, która nienawidzi rodziców. To ważne- zauważyć, zaobserwować. Uznać.

 

Mobbing w pracy jest niedopuszczalny i jest przestępstwem wedle prawa. Głęboko wierzę, że znajdzie Pani w sobie siłę, by to zgłosić, z tej części siebie- która jest troskliwa i dba o Pani bezpieczeństwo. 

 

Serdecznie pozdrawiam 

 

Justyna Łukomska

Psychoterapeutka ACT, FAP, DBT

 

 

2 miesiące temu
Dominika Poźniak

Dominika Poźniak

To, co Pani opisuje, brzmi jak dorastanie w środowisku, w którym Pani prawo do obrony siebie było podważane, a Pani doświadczenia były umniejszane. To może powodować bardzo silny wewnętrzny konflikt: jedna część Pani wie, że ma Pani prawo stawiać granice, a druga uruchamia lęk i natrętne myśli.

 

To ważne, żeby Pani usłyszała jasno: stawianie granic, reagowanie na mobbing czy zgłaszanie naruszeń nie jest „zadzieraniem nosa” ani byciem niegrzeczną. To są podstawowe umiejętności dbania o siebie.
 

Bardzo trafnie to Pani nazwała - ma Pani w sobie zdrową, asertywną część. I możliwe, że właśnie ona była przez lata krytykowana, bo nie pasowała do rodzinnego układu (np. nierównego traktowania czy unikania problemów). To często powoduje, że gdy zaczynamy działać bardziej zdrowo niż środowisko, z którego pochodzimy, pojawia się poczucie winy, napięcie i dezaprobata otoczenia.

Nie ma Pani wpływu na to, czy mama zmieni swoje podejście. Ma Pani natomiast wpływ na to, czy będzie Pani dalej wzmacniać swoją asertywną część, ufać własnej ocenie sytuacji i dbać o swoje granice - nawet jeśli nie spotyka się to ze zrozumieniem w rodzinie.

 

Jeśli mogę zostawić Pani jedno pytanie pomocnicze: Gdyby ktoś bliski opisał Pani dokładnie taką samą sytuację jak Pani - czy powiedziałaby mu Pani, żeby się nie bronił, czy raczej że ma do tego pełne prawo?

 

Pozdrawiam,

Dominika Poźniak

2 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za kontakt z nami.Brzmi to dla mnie jak bardzo trudne doświadczenie dorastania bez emocjonalnego wsparcia. Gdy dziecko przez lata słyszy, że nie powinno się bronić, że zgłaszanie krzywdy „nic nie da” albo że stawianie granic jest czymś złym, w dorosłości często pojawia się wewnętrzny konflikt: jedna część wie, że ma prawo się chronić, a druga wciąż słyszy w głowie dawny głos rodzica. Te natrętne myśli mogą być właśnie echem tamtych przekazów a nie dowodem, że robisz coś niewłaściwego.

Twoja potrzeba sprawiedliwości i stawiania granic jest zdrowa. Asertywność nie jest „zadzieraniem nosa”, moim zdaniem jest formą dbania o siebie. To również zrozumiałe, że w Tobie pojawia się dużo złości wobec rodziców, gdy przez lata nie dostawałaś ochrony, której dziecko naturalnie potrzebuje.W takich sytuacjach ważne bywa stopniowe budowanie wsparcia poza rodziną np. u zaufanych osób, specjalisty, czasem także w instytucjach, które zajmują się np. mobbingiem. Twoje doświadczenia i odczucia mają znaczenie.

Możesz też spróbować zadać sobie dwa pytania do refleksji:

Czyj głos słyszę w głowie, gdy zaczynam wątpić w swoje prawo do obrony : mój czy dawno wpojony głos mamy? Co powiedziałabym bliskiej osobie, która byłaby w dokładnie takiej sytuacji jak ja?

Masz prawo się chronić i szukać sprawiedliwości. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

mniej niż godzinę temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Rozumiem, jak bardzo to frustrujące i bolesne kiedy jest brak wsparcia od matki, która zamiast pomagać, podkopuje twoją pewność siebie i asertywność. To klasyczne zachowanie toksyczne: gaslighting (zaprzeczanie twoim doświadczeniom), faworyzowanie brata (seksizm w praktyce) i straszenie konsekwencjami, byś nie stawiała granic. Masz prawo bronić się i jest to to zdrowa reakcja, a jej argumenty (jak ta bzdura z umową z poprzedniego pracodawcy) to manipulacja, nie rzeczywistość. Pracodawcy nie mają prawa żądać takich dokumentów, a mobbing to poważna sprawa, którą warto zgłosić (np. do PIP w Polsce).

Matki toksyczne często same pochodzą z dysfunkcyjnych środowisk i powtarzają schematy kiedy boją się konfliktu, więc uczą uległości. Twoja asertywność jej zagraża, bo pokazuje, że nie musi "ratować" cię kosztem siebie. Brat jako "święta krowa" to typowy mechanizm i chroni słabszego, ciebie karze za siłę. Zbieraj dowody (maile, świadkowie, notatki). Zgłoś do przełożonego, potem PIP (Państwowa Inspekcja Pracy) lub PIP online , pomogą anonimowo. To nie "zadzieranie nosa", to ochrona praw (Kodeks Pracy art. 94³).

Z matką ustaw granice krótko: "Nie zgadzam się z twoją opinią, zmienię temat". Minimalizuj rozmowy o problemach a  wsparcia szukaj poza rodziną.  Życzę pozytywnego rozwiązania sprawy.

 

Piotr Ziomber - psycholog

2 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

to, co opisujesz, jest naprawdę obciążające i trudno jest doświadczać takiego braku wsparcia w rodzinie. To nie jest Twoja wina, że stawiasz granice i bronisz siebie – masz prawo czuć się bezpiecznie i być traktowana z szacunkiem.

W tej sytuacji warto zgłosić się do psychologa, który pomoże Ci wzmocnić poczucie własnej wartości, radzić sobie z toksycznymi relacjami i natrętnymi myślami oraz może pomóc w odkryciu własnych zasobów. Możesz też szukać wsparcia w pracy lub w grupach wsparcia nie musisz tego dźwigać sama.

Puknty Interwencji Kryzysowej, MOPR, Fundacje zawsze oferyją bezpłatne wsparcie - działają w wiekszych miastach. 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

Psycholog, Doradca kariery 

 

2 miesiące temu
dep.pop

Darmowy test na depresję poporodową (Edynburska Skala Depresji Poporodowej)

Zobacz podobne

Co zrobić, żeby się odblokować po ciężkim okresie?
Witam jestem alkoholikiem obecnie na terapi (grupa wsparcia) rozstałem się z żoną dwa miesiące temu była u nas bardzo napięta sytuacja która doprowadziła do rozstania po prostu nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać. Przez pierwszy miesiąc było wszystko ok nawet się cieszyłem bo zacząłem odpoczywać psychicznie bez niej ale drugi miesiąc przyniósł mi taką blokadę. Wracam bardzo szybko do domu po pracy siadam na łóżku i tak siedzę do godziny 21 nie robiąc dosłownie nic chociaż mam co robić prawdę mówiąc po prostu nie mam na nic ochoty nawet nie jem prócz śniadania w pracy nawet tv nie włączam. Po 21 kładę się spać i tak od miesiąca. Co mam zrobić żeby się odblokować i zacząć jakoś w miarę funkcjonowac?
Czuję się przygnębiona i apatyczna, problemy rodzinne i uczuciowe
Dzień dobry, bardzo przepraszam za tak długą wypowiedź. Sprawa wygląda tak: Od już naprawdę długiego, nieokreślonego czasu czuję że nic mi się nie chce i że nie mam na nic siły. Trwa to co najmniej od roku, kiedy to przeleżałam wiekoszosc wakacji w łóżku. Jak się gdzieś ruszałam, to do kuchni, salonu albo na taras. Jak byłam w 7-8 kl (teraz jestem w 2kl liceum) miałam bardzo niską samoocenę, ale sama sobie z tym poradziłam, nie do końca wiem jak. Czułam się jak gówno i szczerze siebie nienawidziłam, natomiast nie wiem czy miałam depresję. Czuję że w tym stanie, pseudo depresji, jestem przez większość mojego życia. Mając 10-13 lat często kłóciłam się z mamą, głównie o naukę i np. o moje spóźniania do domu, nie subordynacje itp. Reagowałam po kłótniach bardzo gwałtownie. Raz w wieku 11 lat pociąłam się żyletka. Po kłótniach miałam też myśli samobójcze. Jednakże było to tylko po kłótniach, które poprostu z czasem się uspokajały i potem nie wracalyśmy do tego. Zawsze miałam wszystko zapewnione, niczego mi nie brakowało. Jedynym minusem było to że nie rozmawialiśmy o moich uczuciach, co zaczęło mi realnie przeszkadzać dopiero jakieś pół roku temu (mam 16 lat), kłótnia zakończyła się niepowodzeniem. Moja mama zawsze była takim typem rodzica, który ciebie atakował i oskarżał cię o nazywanie go najgorszą mamą, że było by ci lepiej może w innej rodzinie itp mimo że nigdy takie słowa nie padły z moich ust. Mam młodszego brata (ma teraz 11 lat). Podobno nie lubiłam go odkąd się urodził, zawsze mu zazdrościłam relacji z rodzicami, czułam, że go faworyzują. Mama do tej pory usypia go, codziennie parę razy mówią sobie, że się kochają, całują się w usta, przytulają. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek miała z nią taką relację jaką on ma z nią teraz. Nie potrafię powiedzieć, ani choćby przyznać sama przed sobą, że ją kocham. Nie lubię się przytulać, chociaż to pewnie dlatego, że nie przywykłam do tego. Możliwe, że mam coś na kształt mizofonii, ale jestem zupełnie niezrozumiana i zaczęłam sobie sama radzić na swój własny sposób. Nie mogę również aktualnie powiedzieć, że kocham samą siebie, nie wiem czy w ogóle mogę powiedzieć tak o kimkolwiek. Ale zmierzając do meritum - dalej jestem w stanie ciągłego obniżonego nastroju/depresji i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Wygląda to tak, że mogę przeleżeć cały dzień w łóżku i choćby nawet patrzeć się w sufit, bo czasami serio nie mam na nic zupełnie siły. Mam ambitne plany, ale nie mam na nie energii. Czasami to wynika z lenistwa, ale naprawdę często nie mam nawet siły wstać z łóżka. Dawno nie zajmowałam się moimi hobby, a mam ich sporo. Rzadko spotykam się po szkole ze znajomymi. Od 6-7kl nie mam żadnej bliższej przyjaciółki. Chciałabym sobie jakoś sama poradzić z tym stanem przygnębienia i apatii, ale nie wiem jak zmusić się do czegokolwiek. (Jestem od roku pod kontrolą endokrynolog, które robiła mi przez ten cały czas szereg badań i w końcu stwierdziła, że to moje zmęczenie nie ma nic wspólnego z chorobami, bo nawet przy idealnych wynikach + nadczynności tarczycy czułam się tak samo)
TW. Myśli samobójcze. Psychoterapeuci, nie wprost, ale w sposób subtelny, obwiniają mnie o swój stan
Mam myśli samobójcze. Psychoterapeuci, nie wprost, ale w sposób subtelny, obwiniają mnie o swój stan, że to ja sama się do tego doprowadziłam. Napisałam nawet list pożegnalny i zapytałam w nim retorycznie terapeutów, czy pocieszyliby mojego jedynego krewnego po mojej śmierci. Żeby wiedzieli, jak to jest, być obwinianym. Nie, skądże, pewnie się dobrze bawią za pieniądze, jakie im dałam.
Dzień dobry, Od kiedy jestem nastolatką, często słyszę od mężczyzn jednoznaczne propozycje.
Dzień dobry, Od kiedy jestem nastolatką, często słyszę od mężczyzn jednoznaczne propozycje. Nigdy nie ubieram się prowokacyjnie (jeansy i bluzki sportowe), nie maluję się, nie flirtuję itp. Zawsze jestem miła dla ludzi, ale sama nie mam odwagi rozpocząć rozmowy. Staram się być pomocna dla innych i często pytam się ludzi, czy im pomóc i może to sprawia, że ludzie myślą, że mogą mnie traktować przedmiotowo? Taką propozycję usłyszałam nawet od wujka (brat mojej mamy), który mieszkał piętro niżej... Nigdy nie skorzystałam z propozycji, ale zawsze wpływa to na mnie tak, że zamykam się w sobie i tracę chęć życia. Wczoraj sąsiad dał mi taką propozycję: że jeśli będzie mi brakować faceta, to zejdzie do mnie piętro niżej (choć sam wcześniej powiedział, że ma żonę, więc liczy tylko na okazję)... Obecnie przez takie sytuacje myślę, że zasługuję tylko na przedmiotowe traktowanie i że jestem nic nie warta, oraz wracają mi myśli samobójcze (a jestem już po czterech próbach, więc biję się z tym czy nie lepiej zakończyć wszystko i nie męczyć się z tym wszystkim). Czy takie sytuacje zdarzają się często? Czy tylko ja muszę być taką cichociemną, że aż prowokuje takie sytuacje?
Mąż jest bardzo krytykujący, a jego zachowania wyglądają, jak z ciężkiego dzieciństwa. Co mam zrobić?
Mam problem. Mąż zachorował na depresję kilka lat temu, temat się ciągnie, bo psychoterapia na NFZ, mam wrażenie, że poprawa jest, ale niewielka. Objawami depresji była apatia, brak apetytu, senność, i od dłuższego czasu czepianie się o wszystko. Jak już zdiagnozowana była depresja i wjechały leki to była drastyczna zmiana, bez czepiania, docenianie mnie - mimo męża złego samopoczucia, czułam się doceniona. Po czasie terapii i brania leków, znowu słyszę pretensje, że bałagan (choć był czas, że mąż sam mówił, że ma wywalone w bałagan - mamy remont domu już długi czas i nie da się mieć porządku, bo mało miejsca, wszystko na kupie, ale staram się w miarę, żeby było jak w normalnym domu). Doszło czepianie się córki, bo tego nie robi, prania sama nie zbierze, a to gary w zlewie. I tak nie jest ciągle, rozmawiamy szczerze, zwierzamy sie sobie, ale nadchodzi moment czepialstwa i mam dość. W dzieciństwie mąż musiał ciągle sprzątać w pokoju, miał przydzielane zadania domowe i mógł wyjść, jak skończy, ojciec był „trudny” chociaż teraz stara się nadrobić. Ale nadal potrafi się czepiać wszystkich, męża, swojej żony, tylko córkę jedyną traktuje jak jajko, bo ona umie się mocno postawić, Jak to wszystko ugryźć? Myślę, że ma to spore korzenie w dzieciństwie, bo jednak widzę takie same zachowania jak z opowieści męża. Jest mi totalnie przykro, pracuję we własnej firmie, tyram niczym na na 3 etaty- tyle obowiązków do wykonania w 8-9 godzin dziennie to psychicznie jestem dojechana, wracam do domu, coś zrobię i siadam , bo brak mi sił. I słyszę „ja robię, a ty siedzisz” „chociaż byś zrobiła to czy tamto”. Weekendy sprzątam całe dnie, gotuję, piorę itd. I mąż umie też docenić, mimo to ja nie czepiam się, nie krytykuję, jak nie ma siły mówię - siądź i pierdziel robotę w domu… nie zając, nie ucieknie. Nie ma tak, że wypominam, że tego nie zrobil czy tamtego… Czy to depresja? Charakter? Czy wpływ ojca „troche tyrana”?
dysleksja

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie

Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.