Left ArrowWstecz

Czy wrócić na terapię po doświadczeniu depresji i obecnym stresie?

Zastanawiam się czy nie wrócić na terapię choćby doraźnie. Od początku: kilka lat temu miałam depresje, leki, terapia, ale wyszłam z tego i było super przez jakiś czas. Teraz mam wrażenie że ostatnie sytuacje zaczynają mnie przerastać. Chodzę zestresowana od mniej więcej 3 miesięcy, dużo się działo w życiu moim. Myślałam że jak się uspokoi, czyli już, to będę się czuła lepiej, ale niestety. Spać nie mogę, ciężko się skupić w pracy, rozkojarzona jestem. Dalej mam sto myśli co jeszcze powinnam zrobić, co jeszcze zapomniałam, mimo że to nie są sprawy pilne, ale jakoś wiszą nade mną. Nie czuję jeszcze nawrotu depresji, ale boje się ze jak tak dalej pójdzie to wróci. Stres w ogóle nie wpływa dobrze, a ja jakby nie radzę sobie w niby blachymi sprawami. A z drugiej strony mam takie poczucie, że już powinnam sobie poradzić, prawie 3 lata na terapię chodziłam i powinnam się czuć dobrze, czy już czas na pewno, czy jeszcze poczekać.
User Forum

Ania

4 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 Pani Aniu

 

 Z tego co Pani pisze, ma Pani coś co może być obniżonym nastrojem, ale nie musi być depresją, gdyż może to być związane z nasilonym stresem oraz brakiem słońca. Moje pytanie czy suplementuje Pani witaminę D3, czy dba Pani o prawidłowe pożywienie, proszę, pamiętać, że jelita to drugi mózg, co robi Pani dla siebie, jakie przyjemności wykonuje? Pisze Pani, że dużo dzieje się w Pani życiu. czy terapia jest aktualnie potrzebna? Tego nie wiem, ale może proszę znaleźć psychologa i iść porozmawiać. Specjalista zobaczy Panią w innym świetle i oszacuje z czym Pani się mierzy i pomoże załagodzić stres. Proszę stosować treningi Schultza i Jacobsona. Najlepiej wieczorem, aby lepiej wejść w rytm snu i oczywiście ograniczyć korzystanie z multimediów 2 godziny przed snem. Higiena snu jest niezwykle ważna. Życzę szybkiego powrotu do pełni sił. 

mniej niż godzinę temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Iwona Chrzanowska

Iwona Chrzanowska

Wygląda na to, że doświadczasz jakiegoś większego przeciążenia, o co nietrudno w dzisiejszych niestabilnych i dynamicznych czasach. Świetnie, że to dostrzegasz i myślisz o wsparciu. W zależności od tego jak intensywne są Twoje doznania negatywne, możesz skorzystać z pomocy coacha, z którym popracujesz nad konkretnymi celami i zmianami lub z psychologiem. To specjaliści, którzy pracują krótkoterminowo nad bieżącymi wyzwaniami życiowymi i wydaje się, że w Twoim przypadku mogliby pomóc. Moim zdaniem, jeśli wcześniej skorzystasz ze wsparcia zapobiegniesz pogłębieniu się dyskomfortu. 

4 miesiące temu
Zuzanna Jasek

Zuzanna Jasek

Dzień dobry, 

Zaburzenia snu, stres, trudności ze skupieniem, natłok myśli, poczucie przeciążenia „błahymi” sprawami mogą stanowić pierwsze objawy nawrotu - są istotnymi sygnałami, które zauważasz i świadczą o potrzebie wsparcia.  Na tym etapie terapia może stanowić funkcję profilaktyczną, aby zmniejszyć ryzyko pełnego nawrotu, dlatego istotne jest, aby odpowiednio wcześnie zareagować na występujące objawy. Odbycie procesu psychoterapeutycznego nie stanowi gwarancji braku potrzeby ponownego korzystania z terapii w przyszłości.  

4 miesiące temu
Marta Staszczyk

Marta Staszczyk

Dzień dobry Pani Anno,

 

Myślę, że skoro pojawiają się tego rodzaju myśli, to może warto skonsultować je ze specjalistą: psychologiem lub psychoterapeutą. W momentach stresu niejednokrotnie trudno jest myśleć "trzeźwo"  i wtedy tym bardziej pomocna jest osoba, która wysłucha i z pewną dozą obiektywizmu przyjrzy się danej sprawie. Taka konsultacja - czy nawet ich seria - nie musi, ale może, skutkować decyzją o rozpoczęciu procesu terapeutycznego. 

4 miesiące temu
Usunięty Ośrodek

Usunięty Ośrodek

To, co Pani opisuje, wygląda na reakcję na przewlekły stres. Nawet kiedy sytuacja zewnętrzna się uspokaja, organizm często jeszcze długo działa „na wysokich obrotach”. Bezsenność, rozkojarzenie, napięcie i gonitwa myśli nie muszą świadczyć o nawrocie depresji, ale są sygnałem przeciążenia.

Bardzo cenne jest to, że Pani to zauważa i rozważa wsparcie zanim sytuacja stanie się naprawdę trudna. To właśnie jest efekt wcześniejszej terapii, a nie dowód, że „powinna Pani radzić sobie sama”. Terapia nie polega na tym, żeby już nigdy nie mieć kryzysów, tylko żeby umieć je rozpoznać i reagować odpowiednio wcześnie.

Jeśli objawy trwają od kilku miesięcy mimo mniejszego stresu i utrudniają sen, pracę oraz odpoczynek, to powrót choćby doraźny jest w pełni uzasadniony. Nie trzeba czekać, aż „będzie gorzej”, żeby sobie pomóc. To dojrzałe i profilaktyczne działanie.

Czasem potrzeba kilku spotkać, żeby poukładać rzeczy w głowie i zaopiekować się swoimi emocjami.

4 miesiące temu
Wiktoria Gwóźdź

Wiktoria Gwóźdź

Hej Ania,

 

Rozmowa z odpowiednią osobą może pomóc spojrzeć na obecną sytuację z większą jasnością, uporządkować myśli i zauważyć rzeczy, które trudno dostrzec samemu. Czasem już sama możliwość wypowiedzenia tego, co się dzieje w środku, przynosi ulgę – nawet jeśli jest to pomoc doraźna.

Poczucie „powinnam” brzmi jak dodatkowa duża presja wobec siebie.

I pojawia się pytanie: czy warto nadal czekać?

 

4 miesiące temu
Aleksandra Zackiewicz

Aleksandra Zackiewicz

Pani Aniu, myślę, że warto skonsultować się z psychoterapeutą bądź psychologiem w celu uzyskania pomocy. Takie objawy jak przewlekły stres czy lęk, są jak najbardziej wskazaniem, żeby sięgnąć po pomoc. Proszę pamiętać, że sięganie po pomoc to akt odwagi i opiekuńczość wobec siebie, a nie oznaka słabości.

 

Trzymam za Panią kciuki :) 

4 miesiące temu
Mirela Batog

Mirela Batog

Pani Anno, 

dbanie o zdrowie (zarówno fizyczne jak i psychiczne - bo to całość) przypomina trochę dbanie o ogród - musimy na bieżąco podlewać roślinki, usuwać chwasty, okrywać na zimę delikatniejsze okazy.  Jeśli przyjdzie burza, susza, inwazja chwastów - to mamy dużo więcej pracy i możemy czuć się wyczerpani i obawiać się, czy nasz ogród będzie jeszcze kiedykolwiek piękny. I dlatego od czasu do czasu potrzebujemy specjalisty, który pomoże z poważniejszymi pracami - i podobnie jest z terapią. Poprzednia terapia pomogła Pani poradzić sobie z tamtymi trudnościami, a dzisiaj Pani zdrowie może wymagać konsultacji z innym specjalistą, który - jak w tej metaforze o ogródku - pomoże Pani zadbać o swoje zasoby. To, że potrafi Pani rozpoznać sygnały alarmowe (stres, trudności w skupieniu, zasypianiu), to bardzo cenna umiejętność i większa szansa na szybszą pomoc. Być może kilka doraźnych sesji nakierowanych na rozwiązywanie aktualnych problemów, poprawienie jakości wypoczynku, zadbanie o własne zasoby bedą tym, co Pani pomoże i zapobiegnie nawrotowi depresji. Warto byłoby się przyjrzeć również przekonaniom typu "powinnam sobie poradzić" - ponieważ często sami nakładamy na siebie przez to olbrzymią presję, a nie doceniamy tego, że proszenie o pomoc to również radzenie sobie.

 

Serdeczności,

Mirela Batog

4 miesiące temu
Paulina Suchodolska

Paulina Suchodolska

Pani opis bardzo jasno pokazuje, że od dłuższego czasu jest Pani w silnym napięciu. Problemy ze snem, trudność z koncentracją, gonitwa myśli , to częste objawy przeciążenia stresem. To nie musi oznaczać nawrotu depresji, ale jest sygnałem, że organizm i psychika są zmęczone.

Powrót na terapię, nawet doraźnie nie jest porażką. To nie znaczy, że poprzednia terapia „nie zadziałała”. Po prostu życie się zmienia i czasem to, co wcześniej wystarczało, przestaje być skuteczne przy większym nagromadzeniu stresu. Jeśli napięcie utrzymuje się od kilku miesięcy i zaczyna wpływać na sen, pracę i codzienne funkcjonowanie, nie warto czekać. Powrót na terapię może pomóc uporządkować myśli i zatrzymać ten proces na wczesnym etapie.

 

Pozdrawiam,

Paulina Suchodolska, psycholog i psychoterapeuta poznawczo-behawioralny

4 miesiące temu
Dominika Winciorek

Dominika Winciorek

Czytając Pani wpis, bardzo wyraźnie widać, że to nie jest „słabość”, tylko sygnał przeciążenia. I to ważne, że Pani go zauważa teraz, a nie dopiero wtedy, gdy objawy bardzo się nasilą.

To, że było dobrze po terapii, nie oznacza, że już nigdy nie będzie trudniej. Terapia nie daje „odporności na całe życie”, tylko uczy reagować wcześniej. A Pani właśnie to robi -obserwuje sen, koncentrację, napięcie, natłok myśli. To są pierwsze lampki ostrzegawcze, nie porażka.

Zauważam też wewnętrzny nacisk: „powinnam już sobie radzić”. Ten głos często bardziej dokłada stresu niż pomaga. To, że życie Panią ostatnio mocno obciążyło, wystarcza jako powód, żeby chwilowo potrzebować wsparcia -nawet doraźnie, na kilka spotkań. Terapia nie musi oznaczać „powrotu do punktu wyjścia”, czasem jest po prostu regulacją napięcia i uporządkowaniem myśli.

Co byłoby najmniejszym krokiem, który dałby trochę ulgi? Dla wielu osób takim krokiem jest właśnie powrót na terapię zanim zrobi się bardzo źle, a nie wtedy, gdy już nie da się funkcjonować.

Jeśli więc Pani pyta „czy to już czas?” to brzmi, jakby Pani organizm mówił, że warto się sobą teraz zaopiekować. I to jest oznaka odpowiedzialności za siebie, nie cofania się.

4 miesiące temu
Anna Kapelska

Anna Kapelska

Aniu - jeśli czujesz, że sytuacja zaczyna Cię przerastać, to wróć. 

Przyjrzyj się temu, co sama napisałaś : 'powinnam już sobie poradzić' - czemu tak jest, że powinnaś? Czy to nie są jakieś skrypty, odgórnie narzucone wymaganie, że coś powinniśmy już, jeszcze ?

Z łagodnością dla siebie i docenieniem, jak potrafisz u siebie rozpoznawać stany napięcia i gorsze chwile, proponuję byś sięgnęła po wsparcie - właśnie może nawet kilka wizyt sprawi, że coś Ci się rozjaśni, że poczujesz się lepiej. Masz już w sobie te uważność na swoje stany emocjonalne, gratuluję. Jeśli te minione 3 miesiące przysparzają Ci stresu, napięcia, utrudniają funkcjonowanie, to faktycznie dobrze zadziałać, wesprzeć siebie. Napisanie tutaj to już pierwszy krok. Trzymam za Ciebie kciuki, powodzenia !

 

Anna Kapelska

Psycholog

4 miesiące temu
Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Pani Aniu,

Dziękuję za podzielenie się swoimi odczuciami. 

Myślę, że skonsultowanie tej kwestii z psychologiem lub terapeutą na pewno Pani nie zaszkodzi, a nawet byłoby wskazane, jeśli od dłuższego czasu boryka się Pani z konkretnymi trudnościami. Być może okaże się, że wcale nie musi to być długotrwała terapia, a jedno lub kilka spotkań, aby wesprzeć się w chwili kryzysu i móc wrócić na odpowiednie tory. To naturalne, że czasami stare dolegliwości mogą się w nas odzywać i różne sytuacje mogą je też wyzwalać. Ważne, aby w takim momencie zadbać o siebie, ponieważ czasem nawet jak sytuacja się poprawia, to zostają z nami mechanizmy, które zostały przez nią uruchomione. Czasem każdy z nas ma gorszy czas, więc jak najbardziej wskazanym jest sięgnąć wówczas po czyjąś pomoc i nie musi to oznaczać tego, że wcześniejsza praca nad sobą nie była efektywna. Czasem potrzebujemy raz na jakiś czas skorzystać z czyjegoś wsparcia i jest to absolutnie w porządku.

 

Pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

4 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 

To, co Pani opisuje, jest naturalną reakcją na długotrwały stres i nagromadzenie trudnych sytuacji – nawet po wcześniejszej terapii i ustabilizowanym okresie. Nie oznacza to „porażki” ani, że terapia była nieefektywna. To normalne, że czasami po kilku latach potrzebujemy wsparcia ponownie, szczególnie gdy pojawiają się problemy ze snem, koncentracją, poczuciem przytłoczenia i gonitwą myśli.

 

Wsparcie psychologa lub terapeuty może pomóc w:

*uporządkowaniu myśli i zmniejszeniu poczucia przytłoczenia,

*nauce technik radzenia sobie ze stresem i lękiem,

*zapobieganiu pogorszeniu nastroju i nawrotowi depresji,

*ocenieniu, czy potrzebna jest dodatkowa pomoc np. farmakologiczna itp. 

 

Sedno: nie ma „limitów czasu”, po których trzeba sobie radzić samodzielnie. Decyzja o powrocie na terapię może być formą dbania o siebie, a nie przyznaniem się do porażki.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

4 miesiące temu
Weronika Babiec

Weronika Babiec

Proszę, że terapia to proces, do którego można wracać w trudniejszych momentach życia. Życie przynosi różne wyzwania i czasem potrzebujemy pomocy w przepracowaniu trudnych okresów, nawet jeśli wcześniej już byliśmy w terapii. Jeśli od jakiegoś czasu czuje się Pani gorzej i ma poczucie, że sama przestaje sobie z tym radzić, to jest wystarczający powód, by wrócić na terapię. 


Życzę wszystkiego dobrego.
Weronika Babiec,

Psycholożka, Terapeutka ACT

4 miesiące temu

Zobacz podobne

Przez kilka lat mój partner znęcał się nade mną psychicznie, w trakcie tego związku urodziłam najpierw jedną córkę.
Przez kilka lat mój partner znęcał się nade mną psychicznie, w trakcie tego związku urodziłam najpierw jedną córkę. Myślałam, że to coś zmieni. Po 2 latach zaszłam w drugą ciążę, było tak strasznie, że próbowałam dokonać samobójstwa w 4 miesiącu ciąży. Udało się nas odratować. Nigdy nie dostałam pomocy. Ale podniosłam się. W ósmym miesiącu ciąży udało mi się uciec do domu rodzinnego. Urodziłam i żyłam bezpiecznie. Po roku wrócił mój koszmar, stanął w drzwiach, po wymianie słów, rzucił się na mnie i skatował, pamiętam, że w głowie miałam tylko, żeby dziewczynki tego nie widziały. Później uciekłam dalej z moimi córkami. Po dwóch latach wróciłam do relacji sprzed lat, pokochałam na nowo. Obecnie jesteśmy po ślubie, mamy syna. Jest cudownym człowiekiem, kocha nas, dba o nas. Moje córki traktuje na równi z naszym wspólnym dzieckiem. Tylko ja w głowie mam tamten związek, wszystko porównuję, analizuję każde swoje zachowanie. Nie wiem, jak to w sobie stłumić, jak zapomnieć...
Nie radzę sobie emocjonalnie po rozstaniu, ponieważ martwię się o byłego partnera i jego zdrowie, samopoczucie.
Witam. Mam 26 lat. Jestem świeżo po rozstaniu. Byliśmy razem ponad dwa lata, a czuję jakby to było dużo dłużej. Być może dlatego, że był to mój pierwszy poważny związek. On zerwał, ale to ja narobiłam głupot, które do tego doprowadziły. Cały czas płaczę, nie mogę się uspokoić, ale najgorsze jest to, że największą emocją, którą odczuwam jest to, że się o niego martwię. Mieszkaliśmy razem ponad rok i wiem jak wygląda życie z nim, było bardzo dobrze. Zdarzały się sprzeczki, ale nic poważnego. Ale boje się, że jak znowu zamieszka sam, wróci do trybu życia sprzed związku, a ja tego nie chcę. Nie potrafię przestać o tym myśleć. Jak sobie z tym poradzić?
Czy związek po rozstaniu ma szanse na odbudowę? Wyzwania po rozwodzie i terapia
cześć Żona odeszła, złożyła pozew o rozwód. Jesteśmy 3 lata po ślubie, znamy się 4 lata. Ja lat 49, ona 40. Po 4 dniach od poznania w sieci, zamieszkaliśmy razem i zostaliśmy parą. Po pół roku wzięliśmy ślub. Uratowaliśmy się po złych i traumatycznych związkach. Mamy dzieci z poprzednich małżeństw, ale nie mieszkały z nami. Zawsze było dużo miłości i chemii. Ale przez ostatni rok przygniecionych nieporozumieniami. Moje ADHD i lękowy styl przywiązania ( mam to w papierach:) spowodował, że zamęczyłem żonę. Na początku zazdrością, potem czytaniem jej w myślach, i ogromnym strachem przed porzuceniem. Wiele nieporozumień wynikało z mojej tendencji do: szybkości, dopowiadania, przerywania. Im ja byłem szybszy, tym żona wpadała w większy smutek i ciszę. Reagowała milczeniem. Im ja bardziej chciałem pogadać, tym ona bardziej potrzebowała milczeć. Ale ciche dni powoli mijały. I wtedy zastępowała je tęsknota, sex , bliskość. Do kolejnego nieporozumienia. Kiedy ja przerwałem jej wypowiedź, ona momentalnie milkła. Doszło do tego, że ja widziałem, że cos jest nie tak, ale nic nie mogłem się o tym dowiedzieć. Moja frustracja rosła. W grudniu 2 razy wybuchłem. Żałuje tych słów: żeby się zastanowiła, że ja daje wszystko, ale niczego nie dostaję, i czy ona jest ze mną z wygody? Pod koniec grudnia wyjechałem za granicę. Kiedy wróciłem, okazało się, że się wyprowadziła i złożyła pozew o rozwód. I wiem, bo widziałem, że była na skraju wyczerpania, że ta decyzja a potem samodzielna przeprowadzka do wynajętego mieszkania dużo ją kosztowały. Ale dowiedziałem się w toku terapii ( którą zacząłem), że jej milczenie w odpowiedzi na mój podniesiony głos wynikało z traumy domu rodzinnego. Domu na Śląsku, matka toksyczna, a wszyscy głośni i przerywający. Że jej milczenie to też schemat w odpowiedzi na poprzedni toksyczny związek, w którym płakała, krzyczała i kłóciła się na głos. Wtedy to nie pomogło, więc teraz mózg przyjął inną strategię. Coś jak- "te perfumy lubię, ale on takie miał, wiec nie chcę , żebyś tak pachniał" I wiem teraz, że oboje wkroczyliśmy w związek z plecakiem kamieni, i nie wiedząc jak się ich pozbyć, rzucaliśmy je w siebie nawzajem. Bardzo ją kocham. Jest moim ideałem, bo wiem, że tylko ona potrafi dać mi to poczucie spokoju i zaufania, którego potrzebuję. Jest mądra, piękna i dobra. Bo mogłem jej ufać, ale o tym wtedy nie wiedziałem. Przez 3 tygodnie po jej wyprowadzce mięliśmy kontakt. Pytała jak się czuję, czy wszystko ok, a że ja odpuściłem proszenie i błaganie, zagryzłem zęby i trzymałem się w ryzach, pojawiło się nawet jej niedowierzanie, że tak bezboleśnie ( pozornie) poszło. Ale wtedy poszła na swoja terapię- wiem to z kalendarza. I po niej zmieniła ton o 180st. Pojawiło się- "życzę ci szczęścia, pracuj nad sobą, bo żadna kobieta takiego cię nie zechce, trzymam za ciebie kciuki" Było to dziwne, bo to nie była ona. Odniosłem wrażenie, że to logistyczne decyzje po terapii. Odetnij się! Tylko nie wiem, czy ona miała wątpliwości, czy nie chciała dawać mi nadziei. No i nastała cisza. Dla mnie jest druzgocąca. Bo pamiętam piękne chwile, sex, bliskość- ja zawsze byłem , fizycznie- karmiłem , zawoziłem, czekałem, spałem w aucie pod szpitalem, kiedy ona miała operację. Ale ona nie chciała tylko tego. Chciała poczuć się słuchana, a ja słuchać nie potrafiłem. A że milczała, nierzadko nie wiedziałem co robię źle. Podjąłem terapię, nie piszę do niej, myślę, studiuje, znam już swoje błędy, a nasz związek przeanalizowałem z wzdłuż i w szerz. Jestem dobrym obserwatorem. I co mi pozostało? Serce rozdziera się na każdym kroku- wspólny sklep, ta ulica, ta knajpa, pusty dom ( a z nią był bardzo kolorowy) Co mi pozostało? Czekać? Liczyć, że napisze? Że zatęskni? Dzisiaj przyszedł pozew- rozwód za niecałe 3 miesiące. Co przyniosą te trzy miesiące? Czy mam próbować się do niej odzywać? Czy uszanować jej decyzję? Bo ona wie, co ja do niej czuje, a ja wiem, że w chwilach, kiedy nieporozumienia nie przykrywały rzeczywistości była bliskość i tęsknota. Jak jest teraz- nie wiem. Przed jej wizyta u terapeutyki zdawało mi się, że jest nadal. Było ciepło. Ale potem usłyszałem, że musiało mi się wydawać. Czy osoby z elementami unikowego stylu przywiązania czują tęsknotę? Jak myślicie? Gdzie teraz jestem??? PS. już po rozstaniu napisała, że "już się wypłakała i wykrzyczała do mnie w swojej głowie. A ja dałbym wszystko, żeby krzyczała i płakała do mnie. Dałbym wszystko, bo w mojej głowie wiedzieć- to mieć pod kontrolą. Domyślać się to zginąć....
Przeżycia z dzieciństwa i reakcja na spotkanie z oprawcą w dorosłym życiu
Dobry wieczór Jeśli było się ofiarą gwałtu będąc dzieckiem , można nie pamiętać wszystkiego , chociaż ciało pamięta. Istotne jednak , że utrwalony wygląd twarzy sprawcy. Teraz pytanie: Będąc osobą dorosłą , widząc tę osobę na ulicy…Dlaczego pojawia się reakcja a raczej brak reakcji , bezruch …Jakby totalna ucieczka w głowie , myślach i nie można już nic zrobić a nawet nie ma się na to odwagi. Tym bardziej, że nikt nigdy się o tym nie dowiedział. Nie rozumiem . Czuję się winna i się wstydzę. Seks może dla mnie nie istnieć. Brzydzę się nim i wszystkim co z tym związane. Czasami myślę , jak bardzo duża chęć przeżycia musiała być we mnie… że mimo braku ojca , przemocowego ojczyma i nieobecnej schizoafektywnej matki -alkoholików i narkomanów , poradziłam sobie sama. Zawsze sama. Dopiero teraz poznaję siebie i czasem zastanawiam się nad tym co czuję , jak teraz. Od 14 rż brałam dużo psychotropów i szpitale nie miały końca w związku z tymi stanami więc byłam na tyle otępiona że średnio docierało do mnie co dzieje się dookoła. Teraz jestem trochę przerażona bo chyba to wszystko się budzi we mnie a leków już nie ma . Samotność się nie zmieniła. Zmieniłam jednak kraj.Chyba mam kryzys. Przepraszam. Pozdrawiam
Jak radzić sobie z depresją wynikającą z uzależnienia finansowego od rodziny?
Dzień dobry, chciałabym uzyskać poradę/wskazówkę dot. depresji wynikającej z uzależnienia finansowego. Jestem osobą z wyższym wykształceniem, zajmuję się malarstwem i projektowaniem graficznym ale dorywczo. Odpowiadał mi ten układ oraz mojej rodzinie, natomiast od jakiegoś czasu jestem pod ostrzałem bardzo bolesnych krytycznych uwag mojej rodziny, mojego syna i zwłaszcza mojego męża. Wszyscy uważają, że nie mam ambicji, że nie chce mi się pracować na etacie, a przecież wszyscy muszą. To stało się na tyle nie do zniesienia, że zaczęłam coraz częściej sięgać po alkohol. Zawsze byłam rozrywkową osobą i pomimo prawie 40 lat nadal lubię wyjść w weekend potańczyć, wyjść do kina, chodzę na wernisaże, lubię poznawać nowych ludzi. Szukałam kiedyś bardzo długo pracy, odbyłam nawet staż w instytucji państwowej i był to dla mnie koszmar. Ponad wszystko cenię sobie wolność, a moi bliscy chcą mi to za wszelką cenę odebrać. Jestem ponad to osobą wysoko wrażliwą, inaczej odbieram rzeczywistość, bardzo łatwo mnie zranić, wszystko przeżywam dużo mocniej, jestem bardzo empatyczna. Normalny świat jest dla mnie straszny. Dlatego znalazłam partnera-opiekuna. Niestety po 15 latach on widzi we mnie tylko złe cechy, bardzo rzadko mnie chwalił, natomiast pretensje słyszę codziennie. Teraz zostałam zastraszona, że przez moje dziecinne podejście nasza rodzina może się rozpaść. Nie mogę jeść, ani spać, bardzo się denerwuję. Czy być może na prawdę coś jest ze mną nie tak, że nie chcę poświęcać 1/3 doby na jakieś monotonne czynności, tylko dlatego ze tak trzeba albo, że wszyscy tak robią. Nie potrafię sobie poradzić z tym wszystkim. Proszę o jakąś konstruktywną radę. Wiem, ze trzeba nad sobą pracować, od nowego roku, chcę przejść na dietę, regularnie ćwiczę, chodzę codziennie na spacery, lubię przyrodę, las, naturę. Mam też przyjaciół na których zawsze mogę liczyć. We własnej rodzinie czuję się tak bardzo niezrozumiana, jak piąte koło u wozu, jakiś pasożyt żerujący na ich ciężko zarobionych pieniądzach. Zawsze jest podkreślenie, że życie polega głównie na ciężkiej pracy, że przyjemności muszą zejść na drugi plan. JA tak nie uważam. Może ja nigdy nie dorosłam? Może mam damski syndrom Piotrusia Pana?
myśli samobójcze

Myśli samobójcze – przyczyny, rozpoznanie, pomoc

Myśli samobójcze to poważny problem dotykający wielu osób. Ważne jest rozpoznanie objawów i wiedza o sposobach radzenia sobie z nim. Jeśli Ty lub ktoś bliski zmaga się z takimi myślami, pamiętaj, że warto szukać pomocy!