
- Strona główna
- Forum
- kryzysy
- Czy wrócić na...
Czy wrócić na terapię po doświadczeniu depresji i obecnym stresie?
Piotr Ziomber
Pani Aniu
Z tego co Pani pisze, ma Pani coś co może być obniżonym nastrojem, ale nie musi być depresją, gdyż może to być związane z nasilonym stresem oraz brakiem słońca. Moje pytanie czy suplementuje Pani witaminę D3, czy dba Pani o prawidłowe pożywienie, proszę, pamiętać, że jelita to drugi mózg, co robi Pani dla siebie, jakie przyjemności wykonuje? Pisze Pani, że dużo dzieje się w Pani życiu. czy terapia jest aktualnie potrzebna? Tego nie wiem, ale może proszę znaleźć psychologa i iść porozmawiać. Specjalista zobaczy Panią w innym świetle i oszacuje z czym Pani się mierzy i pomoże załagodzić stres. Proszę stosować treningi Schultza i Jacobsona. Najlepiej wieczorem, aby lepiej wejść w rytm snu i oczywiście ograniczyć korzystanie z multimediów 2 godziny przed snem. Higiena snu jest niezwykle ważna. Życzę szybkiego powrotu do pełni sił.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Iwona Chrzanowska
Wygląda na to, że doświadczasz jakiegoś większego przeciążenia, o co nietrudno w dzisiejszych niestabilnych i dynamicznych czasach. Świetnie, że to dostrzegasz i myślisz o wsparciu. W zależności od tego jak intensywne są Twoje doznania negatywne, możesz skorzystać z pomocy coacha, z którym popracujesz nad konkretnymi celami i zmianami lub z psychologiem. To specjaliści, którzy pracują krótkoterminowo nad bieżącymi wyzwaniami życiowymi i wydaje się, że w Twoim przypadku mogliby pomóc. Moim zdaniem, jeśli wcześniej skorzystasz ze wsparcia zapobiegniesz pogłębieniu się dyskomfortu.
Zuzanna Jasek
Dzień dobry,
Zaburzenia snu, stres, trudności ze skupieniem, natłok myśli, poczucie przeciążenia „błahymi” sprawami mogą stanowić pierwsze objawy nawrotu - są istotnymi sygnałami, które zauważasz i świadczą o potrzebie wsparcia. Na tym etapie terapia może stanowić funkcję profilaktyczną, aby zmniejszyć ryzyko pełnego nawrotu, dlatego istotne jest, aby odpowiednio wcześnie zareagować na występujące objawy. Odbycie procesu psychoterapeutycznego nie stanowi gwarancji braku potrzeby ponownego korzystania z terapii w przyszłości.
Marta Staszczyk
Dzień dobry Pani Anno,
Myślę, że skoro pojawiają się tego rodzaju myśli, to może warto skonsultować je ze specjalistą: psychologiem lub psychoterapeutą. W momentach stresu niejednokrotnie trudno jest myśleć "trzeźwo" i wtedy tym bardziej pomocna jest osoba, która wysłucha i z pewną dozą obiektywizmu przyjrzy się danej sprawie. Taka konsultacja - czy nawet ich seria - nie musi, ale może, skutkować decyzją o rozpoczęciu procesu terapeutycznego.
Usunięty Ośrodek
To, co Pani opisuje, wygląda na reakcję na przewlekły stres. Nawet kiedy sytuacja zewnętrzna się uspokaja, organizm często jeszcze długo działa „na wysokich obrotach”. Bezsenność, rozkojarzenie, napięcie i gonitwa myśli nie muszą świadczyć o nawrocie depresji, ale są sygnałem przeciążenia.
Bardzo cenne jest to, że Pani to zauważa i rozważa wsparcie zanim sytuacja stanie się naprawdę trudna. To właśnie jest efekt wcześniejszej terapii, a nie dowód, że „powinna Pani radzić sobie sama”. Terapia nie polega na tym, żeby już nigdy nie mieć kryzysów, tylko żeby umieć je rozpoznać i reagować odpowiednio wcześnie.
Jeśli objawy trwają od kilku miesięcy mimo mniejszego stresu i utrudniają sen, pracę oraz odpoczynek, to powrót choćby doraźny jest w pełni uzasadniony. Nie trzeba czekać, aż „będzie gorzej”, żeby sobie pomóc. To dojrzałe i profilaktyczne działanie.
Czasem potrzeba kilku spotkać, żeby poukładać rzeczy w głowie i zaopiekować się swoimi emocjami.
Usunięty Ośrodek
Wiktoria Gwóźdź
Hej Ania,
Rozmowa z odpowiednią osobą może pomóc spojrzeć na obecną sytuację z większą jasnością, uporządkować myśli i zauważyć rzeczy, które trudno dostrzec samemu. Czasem już sama możliwość wypowiedzenia tego, co się dzieje w środku, przynosi ulgę – nawet jeśli jest to pomoc doraźna.
Poczucie „powinnam” brzmi jak dodatkowa duża presja wobec siebie.
I pojawia się pytanie: czy warto nadal czekać?
Aleksandra Zackiewicz
Pani Aniu, myślę, że warto skonsultować się z psychoterapeutą bądź psychologiem w celu uzyskania pomocy. Takie objawy jak przewlekły stres czy lęk, są jak najbardziej wskazaniem, żeby sięgnąć po pomoc. Proszę pamiętać, że sięganie po pomoc to akt odwagi i opiekuńczość wobec siebie, a nie oznaka słabości.
Trzymam za Panią kciuki :)
Mirela Batog
Pani Anno,
dbanie o zdrowie (zarówno fizyczne jak i psychiczne - bo to całość) przypomina trochę dbanie o ogród - musimy na bieżąco podlewać roślinki, usuwać chwasty, okrywać na zimę delikatniejsze okazy. Jeśli przyjdzie burza, susza, inwazja chwastów - to mamy dużo więcej pracy i możemy czuć się wyczerpani i obawiać się, czy nasz ogród będzie jeszcze kiedykolwiek piękny. I dlatego od czasu do czasu potrzebujemy specjalisty, który pomoże z poważniejszymi pracami - i podobnie jest z terapią. Poprzednia terapia pomogła Pani poradzić sobie z tamtymi trudnościami, a dzisiaj Pani zdrowie może wymagać konsultacji z innym specjalistą, który - jak w tej metaforze o ogródku - pomoże Pani zadbać o swoje zasoby. To, że potrafi Pani rozpoznać sygnały alarmowe (stres, trudności w skupieniu, zasypianiu), to bardzo cenna umiejętność i większa szansa na szybszą pomoc. Być może kilka doraźnych sesji nakierowanych na rozwiązywanie aktualnych problemów, poprawienie jakości wypoczynku, zadbanie o własne zasoby bedą tym, co Pani pomoże i zapobiegnie nawrotowi depresji. Warto byłoby się przyjrzeć również przekonaniom typu "powinnam sobie poradzić" - ponieważ często sami nakładamy na siebie przez to olbrzymią presję, a nie doceniamy tego, że proszenie o pomoc to również radzenie sobie.
Serdeczności,
Mirela Batog
Paulina Suchodolska
Pani opis bardzo jasno pokazuje, że od dłuższego czasu jest Pani w silnym napięciu. Problemy ze snem, trudność z koncentracją, gonitwa myśli , to częste objawy przeciążenia stresem. To nie musi oznaczać nawrotu depresji, ale jest sygnałem, że organizm i psychika są zmęczone.
Powrót na terapię, nawet doraźnie nie jest porażką. To nie znaczy, że poprzednia terapia „nie zadziałała”. Po prostu życie się zmienia i czasem to, co wcześniej wystarczało, przestaje być skuteczne przy większym nagromadzeniu stresu. Jeśli napięcie utrzymuje się od kilku miesięcy i zaczyna wpływać na sen, pracę i codzienne funkcjonowanie, nie warto czekać. Powrót na terapię może pomóc uporządkować myśli i zatrzymać ten proces na wczesnym etapie.
Pozdrawiam,
Paulina Suchodolska, psycholog i psychoterapeuta poznawczo-behawioralny
Dominika Winciorek
Czytając Pani wpis, bardzo wyraźnie widać, że to nie jest „słabość”, tylko sygnał przeciążenia. I to ważne, że Pani go zauważa teraz, a nie dopiero wtedy, gdy objawy bardzo się nasilą.
To, że było dobrze po terapii, nie oznacza, że już nigdy nie będzie trudniej. Terapia nie daje „odporności na całe życie”, tylko uczy reagować wcześniej. A Pani właśnie to robi -obserwuje sen, koncentrację, napięcie, natłok myśli. To są pierwsze lampki ostrzegawcze, nie porażka.
Zauważam też wewnętrzny nacisk: „powinnam już sobie radzić”. Ten głos często bardziej dokłada stresu niż pomaga. To, że życie Panią ostatnio mocno obciążyło, wystarcza jako powód, żeby chwilowo potrzebować wsparcia -nawet doraźnie, na kilka spotkań. Terapia nie musi oznaczać „powrotu do punktu wyjścia”, czasem jest po prostu regulacją napięcia i uporządkowaniem myśli.
Co byłoby najmniejszym krokiem, który dałby trochę ulgi? Dla wielu osób takim krokiem jest właśnie powrót na terapię zanim zrobi się bardzo źle, a nie wtedy, gdy już nie da się funkcjonować.
Jeśli więc Pani pyta „czy to już czas?” to brzmi, jakby Pani organizm mówił, że warto się sobą teraz zaopiekować. I to jest oznaka odpowiedzialności za siebie, nie cofania się.
Anna Kapelska
Aniu - jeśli czujesz, że sytuacja zaczyna Cię przerastać, to wróć.
Przyjrzyj się temu, co sama napisałaś : 'powinnam już sobie poradzić' - czemu tak jest, że powinnaś? Czy to nie są jakieś skrypty, odgórnie narzucone wymaganie, że coś powinniśmy już, jeszcze ?
Z łagodnością dla siebie i docenieniem, jak potrafisz u siebie rozpoznawać stany napięcia i gorsze chwile, proponuję byś sięgnęła po wsparcie - właśnie może nawet kilka wizyt sprawi, że coś Ci się rozjaśni, że poczujesz się lepiej. Masz już w sobie te uważność na swoje stany emocjonalne, gratuluję. Jeśli te minione 3 miesiące przysparzają Ci stresu, napięcia, utrudniają funkcjonowanie, to faktycznie dobrze zadziałać, wesprzeć siebie. Napisanie tutaj to już pierwszy krok. Trzymam za Ciebie kciuki, powodzenia !
Anna Kapelska
Psycholog
Zuzanna Zbieralska
Pani Aniu,
Dziękuję za podzielenie się swoimi odczuciami.
Myślę, że skonsultowanie tej kwestii z psychologiem lub terapeutą na pewno Pani nie zaszkodzi, a nawet byłoby wskazane, jeśli od dłuższego czasu boryka się Pani z konkretnymi trudnościami. Być może okaże się, że wcale nie musi to być długotrwała terapia, a jedno lub kilka spotkań, aby wesprzeć się w chwili kryzysu i móc wrócić na odpowiednie tory. To naturalne, że czasami stare dolegliwości mogą się w nas odzywać i różne sytuacje mogą je też wyzwalać. Ważne, aby w takim momencie zadbać o siebie, ponieważ czasem nawet jak sytuacja się poprawia, to zostają z nami mechanizmy, które zostały przez nią uruchomione. Czasem każdy z nas ma gorszy czas, więc jak najbardziej wskazanym jest sięgnąć wówczas po czyjąś pomoc i nie musi to oznaczać tego, że wcześniejsza praca nad sobą nie była efektywna. Czasem potrzebujemy raz na jakiś czas skorzystać z czyjegoś wsparcia i jest to absolutnie w porządku.
Pozdrawiam ciepło,
Zuzanna Zbieralska, psycholożka
Daria Składanowska
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, jest naturalną reakcją na długotrwały stres i nagromadzenie trudnych sytuacji – nawet po wcześniejszej terapii i ustabilizowanym okresie. Nie oznacza to „porażki” ani, że terapia była nieefektywna. To normalne, że czasami po kilku latach potrzebujemy wsparcia ponownie, szczególnie gdy pojawiają się problemy ze snem, koncentracją, poczuciem przytłoczenia i gonitwą myśli.
Wsparcie psychologa lub terapeuty może pomóc w:
*uporządkowaniu myśli i zmniejszeniu poczucia przytłoczenia,
*nauce technik radzenia sobie ze stresem i lękiem,
*zapobieganiu pogorszeniu nastroju i nawrotowi depresji,
*ocenieniu, czy potrzebna jest dodatkowa pomoc np. farmakologiczna itp.
Sedno: nie ma „limitów czasu”, po których trzeba sobie radzić samodzielnie. Decyzja o powrocie na terapię może być formą dbania o siebie, a nie przyznaniem się do porażki.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Weronika Babiec
Proszę, że terapia to proces, do którego można wracać w trudniejszych momentach życia. Życie przynosi różne wyzwania i czasem potrzebujemy pomocy w przepracowaniu trudnych okresów, nawet jeśli wcześniej już byliśmy w terapii. Jeśli od jakiegoś czasu czuje się Pani gorzej i ma poczucie, że sama przestaje sobie z tym radzić, to jest wystarczający powód, by wrócić na terapię.
Życzę wszystkiego dobrego.
Weronika Babiec,
Psycholożka, Terapeutka ACT

Zobacz podobne
Mam problem w domu, z moim tatą szczególnie.
Widzę nierówne traktowanie między mną a bratem.
Brata pyta się, czy gdzieś z nim nie pojedzie, jak po długim czasie przyszedł do kuchni, to powiedział do niego "czekaliśmy na ciebie", podnosi na mnie często głos i się na mnie frustruje. Ostatnio trochę dochodziło między nami do różnicy zdań i zauważyłam, że zaczął mnie już wgl ignorować.
Jak ja przychodzę do kuchni, to on ostatencyjnie wychodzi i jak ja wychodzę, to dopiero do tej kuchni wraca i z bratem moim rozmawiają godzinami, a ze mną ostatnio herbatę pil może rok temu, i to może max. 2 razy, nie więcej. Kiedy się pytałam, czemu tak robi, to powiedział, że tak jest dobrze (czy coś takiego), że tak powinno być? Że on rozmawia z moimi braćmi a ja z mamą. Później była taka sytuacja, że obok niego było wolne krzesło i ja obok niego usiadłam, to parę minut później się przesiadł koło mamy. Kiedy indziej znowu była podobna sytuacja, że kiedy obok mnie było wolne miejsce (tylko obok mnie) to przyniósł sobie krzesło z pokoju obok i usiadł na boku.
I np. była taka sytuacja jeszcze w sklepie, że nie chciał ze mną robić wspólnie zakupów. To wszystko mnie już psychicznie tak wykańcza, że nie daje sobie rady emocjonalnie i ciągle płacze o to, bo czuję, że moja mama też mnie ignoruje i też woli brata. Np.pyta go, czy pojadą tu, czy tam. Jak mieliśmy robić zakupy to powiedziała do taty " to ty zrobisz zakupy z K. a ja sama" . No i oczywiście tata powiedział, że on zrobi sam.. czuję się odrzucona w tym domu, niechciana. Było wiele, na prawdę wiele rozmów na ten temat. Widzieli moje łzy, ale one ich nie ruszają. I w końcu z tej złości i smutku zaczęłam na niego mówić po imieniu, czyli " Zbyszek". To była w domu jedna wielka awantura i afera i odwrócenie się do mnie, że jak ja tak mogę do własnego ojca mówić i jak ja się zachowuje.
Nie było żadnego zrozumienia moich uczuć i było odrzucenie mnie przez resztę rodziny. Czyli w sumie wychodzi na to, że on może mnie ignorować i mi to pokazywać, a ja mam biernie to znosić .. nie wiem, jak sobie z tym wszystkim radzić już, z tymi emocjami :( Problem w tym, że ja na nich za bardzo polegam, bo tak naprawdę mam tylko jedną koleżankę, z którą rozmawiam raz na miesiąc, ma dziecko i swoje życie już więc rozumiecie. Dlatego może tak się uwiesiłam tej rodziny.
Z narzeczonym będę mogła zamieszkać dopiero za około pół roku, bo obiecał bratu pokój. (Wtedy nawet nie myślałam o zamieszkaniu). Nie wiem, jak sobie radzić z tym przerażającym smutkiem i poczuciem osamotnienia?
Dzień dobry. Ciężko się przełamać do uzewnętrznienia i przyznania że "chyba potrzebuję pomocy".
Mam narzeczoną, jesteśmy razem 10lat. W roku 2023 - powiedzmy około wakacji - trochę przypadkiem nawiązałem kontakt ze swoją ex. Często i tak o niej myślałem, raczej na zasadzie co u niej, bez psychozy stania pod oknem. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego po 10 latach mój mózg nie potrafi odpuścić. Oczywiście każdy się zmienia, moja obecna partnerka jest dla mnie ważna w wielu aspektach, lecz nadal nie potrafię zapomnieć tego uczucia, które miałem (około) 12 lat temu. Coś czego nie potrafię opisać. Każdy ma wady, ale jej choćby nie wiem jakie były to ich nie dostrzegam. Dosłownie prowadzi teraz życie "rozrywkowe", dosłowna latawica kokota (darmowa) zwał jak zwał. Prowadzi tryb życia, przez który powinno mi się przewracać w żołądku, że z tak wspaniałej dziewczyny wydoroślała i wylądowała z takim trybem życia.. A jednak potrafię pić w nocy patrząc na jej zdjęcie.
Mieszkamy w jednym mieście, rzadko się widujemy. Kilkukrotnie spotkaliśmy się "ot tak" na kawę, pogadaliśmy, nic wielkiego (oczywiście bez żadnych tajemnic z obecną partnerką). A ja chodzę i się zagryzam, o co mi chodzi. Wiele lat widziałem, że ma męża, układa sobie życie, no "good for you", nagle się okazało, że jedna wielka bujda, bo rozwód blabla i zgłupiałem jeszcze bardziej. Aktualną partnerkę poznałem "powiedzmy", kilka miesięcy po rozstaniu z "ex", gdzie na jakiejś po prostu domówce zacząłem się coraz mocniej wychylać przez balkon na 3 czy tam 4 piętrze - typowe lekkie upicie na smutno, ale złapała mnie mentalnie i nie puściła w dół. Miałem w życiu trzy partnerki, w sumie to dwa związki, jestem po trzydziestce.
Tamten związek był szczeniacką miłością, a ja nie potrafię go w sobie przepracować. Pomysły na zasadzie "zajmij się czymś" próbowałem, ale nachodzi ten dzień, gdzie oczy się robią mokre, bo widzę jej zdjęcie i nie potrafię tego zrozumieć.
Dziewczyna miewa trudne chwile, potem "leci w tango", staram się ją wspierać do granic moralności mojego kręgosłupa, ale robię minę do złej gry dusząc się w sobie. Odbiera mi to energię coraz częściej. Często jestem "sam" przez wyjazdową pracę aktualnej partnerki, często mam głupie myśli o bezsensowności życia "bez niej" (tylko dlaczego ex, a nie aktualnej). Coraz częściej życie biorę przez pryzmat dziewczyny sprzed 12 lat, robiąc prawo jazdy na motocykl - myślę, że może zgodzi się ze mną pojeździć, robiąc prawo jazdy na ciężarówkę - myślałem, że może pojedziemy razem w trasę, kupując płaszcz myślę czy jej by się podobał itd. itd..
Nie potrafię przejechać obok ulicy, na której mieszka bez popatrzenia w kierunku jej domu, pomimo tylu lat robię to cały czas. O co może chodzić mojemu mózgowi? Czy są jakieś tajniki wypierania kogoś? Wiadomo, dla faceta w małym mieście to trochę wstydliwe "pójść na terapię", wpisałem w internecie "pod wpływem" wczoraj w nocy, no i znalazłem tą stronę - dzisiaj po wyspaniu postanowiłem, że napisze, bo coraz częściej w głowie mi dudni, że nie potrafię tak dłużej. Jeśli chodzi o aspekt finansowy - nie widzę problemu.

