Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Konflikt z rodzicami o wyprowadzke do chlopaka: stres, lek i watpliwosci, jak podjac decyzje?

Od dłuższego czasu mam problem z rodzicami w związku z moją decyzją o wyprowadzce. Chcę wyprowadzić się z mojego miasta i zamieszkać na Mazurach u chłopaka i jego rodziców, którzy zgodzili się, żebym tam mieszkała. Jednocześnie chcę dalej studiować w Poznaniu i nie zamierzam rzucać szkoły. Rodzice od początku bardzo źle reagują na ten pomysł. Mówią, że powinnam zostać tutaj, znaleźć pracę w swoim mieście i poczekać jeszcze rok, żebym najpierw „sprawdziła chłopaka”. Twierdzą, że jego rodzina mnie wyrzuci, że zostanę z niczym, że nie mam tam przyszłości i że przez wyprowadzkę rzucę studia. Mówią też różne rzeczy na temat mojego chłopaka i jego rodziny, między innymi że chłopak jest kłamcą, krętaczem czy debilem, a jego rodzina jest patologią, mimo że ja nie widzę potwierdzenia tych rzeczy. Ostatnio mama wysyła mi nawet wiadomości, w których przedstawia mojego chłopaka jako manipulatora i sugeruje, że to nie jest zdrowy związek. Rodzice również dzwonią do jego rodziców i mówią im, że nie zgadzają się na moją wyprowadzkę, przez co jego rodzice zaczęli się obawiać, że moi rodzice będą wzywać policję. Mama cały czas próbuje znaleźć mi pracę tutaj, w moim mieście, mimo że wie, że planuję się wyprowadzić. Mówi, że dom to nie hotel, że po wyprowadzce nie będzie mi w niczym pomagać i że jeśli wrócę kiedyś z dzieckiem albo rzucę studia, to nie będzie to już jej problem. Padały też teksty, że będę żałować, że będę myć brudną toaletę po rodzinie chłopaka i że skończę nie wiadomo gdzie. Przez to wszystko bardzo się stresuję, płaczę, mam problemy ze snem i ciągle zastanawiam się, czy rzeczywiście podejmuję złą decyzję. Z jednej strony boję się wyprowadzki, bo to ogromna zmiana i boję się, że stracę kontakt z rodzicami, a z drugiej strony w domu również nie czuję spokoju, ponieważ nigdy nie wiem, kiedy znowu zacznie się awantura i wyzwiska. Teraz mama znowu każe mi zdecydować, czy zostaję tutaj w swoim mieście, czy się wyprowadzam, ale jednocześnie naciska, żebym została tutaj. Nie chcę jej mówić wszystkich szczegółów dotyczących mojej sytuacji, szczególnie tego, że na początku mogę być bez pracy, ponieważ boję się, że będzie to kolejny argument przeciwko mnie. Mam jednak oszczędności, zapewnione miejsce do mieszkania i chcę szukać pracy na miejscu, a studia chcę normalnie kontynuować, do tego mój chłopak mnie we wszystkim wspiera i idzie do wojska, żeby odciążyć ze mnie koszty. Sama już nie wiem, czy powinnam zostać tutaj tylko po to, żeby mieć pracę i uniknąć kolejnych kłótni, czy jednak wyprowadzić się i spróbować zacząć samodzielne życie. Najtrudniejsze jest to, że niezależnie od tego, co zrobię, boję się konsekwencji i bardzo trudno mi odróżnić własne obawy od tego, czym rodzice mnie straszą. Chciałabym mieć kontakt z rodzicami, jednak jeżeli będą mnie tak traktować to nie zamierzam się starać na siłę. Dodam, że chłopak jak był u nas ostatnio to moi rodzice pod moją nieobecność go tak obrażali i jego rodzinę, że całymi dniami siedział poza moim domem po kilka dobrych godzin i ostatecznie stwierdził, że do mnie się nie przeprowadza przez nich.

Brak odpowiedzi

To pytanie nie ma jeszcze żadnych odpowiedzi.

Left ArrowOdpowiedz jako specjalista

Zobacz podobne

Jak pomóc 13-letniemu synowi budować odporność psychiczną podczas zawodów sportowych jako bramkarz?
Dzień dobry. Chcę pomóc synowi ( 13 lat ) w budowaniu odporności psychicznej w czasie zawodów sportowych ( bramkarz piłki nożnej ) W jaki sposób mogę nad tym pracować ?
Zmagania z chorobą, uzależnienie od leczenia i ignorancja bliskich - moja historia

Niedawno napisałam zapytanie o chorobę Munchausena. 

Jedna z Pań zapytała, co daje mi ból. Od nastoletnich lat się okaleczałam i po prostu sprawiało mi to przyjemność. I fizyczną i psychiczną. Czułam fizyczną ulgę i choć przez chwilę ktoś się mną interesował. W wieku 17 lat poznałam mężczyznę, który jest teraz moim mężem. Zaszłam też wtedy w ciążę i przysięgłam wtedy mojemu dziecku, że więcej się nie okaleczę. Prawie mi się udało, bo przez 13 lat zrobiłam to tylko raz. Gdy zachorowałam, na początku nikt nie wierzył mi, że naprawdę źle się czuję. Lekarz wysłał mnie do psychiatry, twierdząc, że mam depresję i załamanie psychiczne, bo zbiegło się to z utratą pracy, chociaż w ogóle mnie to wtedy nie zmartwiło, bo miałam jeszcze jedną pracę. Nikt mnie nie słuchał, po prostu ładowali we mnie antydepresanty. Aż pewnego dnia przy zwyczajnej kontroli holterem, bo byłam kilka miesięcy po zabiegu kardiologicznym, po prostu zatrzymało mi się serce. I wtedy okazało się, że mam ostrą postać boreliozy, która zniszczyła serce i prawie mnie zabiła. Jeszcze okazało się, że jestem w ciąży. Przez całą ciążę umierałam ze strachu o życie dziecka i o swoje życie. Niecały rok później miałam nawrót boreliozy, też mnie nikt nie słuchał. Zrobiłam badania na własną rękę i oczywiście nawrót. Wyleczono, ale problemy kardiologiczne się pogłębiły. 

Zrobiono mi eksperymentalny zabieg, który tylko pogorszył wszystko jeszcze bardziej. Nie byłam w stanie funkcjonować, nie miałam siły, serce szalało, wywoływało utraty przytomności, a lekarze mówili, że to przejdzie, bo to etap gojenia. Trwało to rok. W międzyczasie umarła moja przyjaciółka poznana w szpitalu z wręcz identyczną historią choroby jak moja. Byłam przerażona, gdy zaproponowano wstawienie rozrusznika, nawet się nie zawahałam. Przyniosło to ulgę na chwilę, ale strach o własne zdrowie i życie przerodził się w potrzebę. Uświadomiłam sobie, że ja nie chcę zostać wyleczona, chcę być leczona, bo tylko wtedy ktoś mnie słucha, poświęca mi uwagę. Mój mąż nie był przy mnie, nawet gdy wszczepiali mi rozrusznik. Ograniczał się do podrzucenia mnie kolejny raz do szpitala i na tym zainteresowanie się kończyło. Zresztą tak jest cały czas. Mam wrażenie, że jestem mu potrzebna tylko do codziennych obowiązków, żeby miał mniej na głowie i nic więcej. Rok temu próbowałam popełnić samobójstwo. Wzięłam ogromną dawkę antydepresantów, ledwo mnie uratowano, spędziłam 10 dni w szpitalu psychiatrycznym. Nie wstrząsnęło to za bardzo moim mężem. Raczej cieszył się, że dalej będę użyteczna. Nikt nie wie o próbie samobójczej, ukryłam to, wstydząc się, a mój mąż też stwierdził, że lepiej to ukryć. Wołał zamieść wszystko pod dywan, zamiast mi pomóc i mieć gdzieś opinię innych. Jestem w tym sama, nie potrafię pójść dalej. Zostałam tylko ja i moje choroby. Na szczęście mój stan zdrowia znów się zaczął pogarszać, więc przynajmniej czuję spokój.

Obawy przed agresywnym zachowaniem siostry a choroba przewlekła i zaburzenia adaptacyjne
Mam pewien problem. W sumie zaczyna mnie to coraz bardziej jakby wpędzac w strach/obawy. Zacznę od tego, że choruję od dziecinstwa przewlekle. Siostra zaczęła z tego powodu się, że mnie wyśmiewać, dogadywać mi mam też chorobę lecząc się u psychiatry- zaburzenia adaptacyjne. Wczoraj doszło do dużej sprzeczki gdzie uderzyłam siostrę, ona mnie powiedziała, że nie odezwie się do mnie. Siostra nawet z agresją doskakuje do mnie gdy usłyszy, że matka mi w czymś pomogła wydziera się, że sobie nie radze mówi, że mam się leczyć nawet w miejscach publicznych obraza. Niedługo ma się do nas przeprowadzić. Zaczynam się trochę że tak powiem już jej bać. Jest ona bardzo agresywna. Wszystko jej przeszkadza, o wszystko się czepia nawet niedomknięte drzwi czy nie zamknięta toaleta gdy ktoś zapomni. Zaraz rzuca, trzaska, krzyczy. Mam obawy, że po wprowadzce ona będzie wręcz mnie nękac czy zastraszac będę się jej bać, że ciągle będzie coś źle i będzie robić mi awantury i obrażać też ze względu na chorobę. Nie mam obecnie możliwości wyprowadzki. Nie wiem co robić.
Zamiana klas w szkole: Jak pomóc dziecku, które straciło przyjaciół?
Mój syn idzie teraz do klasy 4 i dyrekcja szkoły postanowiła że wszystkie dzieci z klas 3 zostaną wymieszane. Były rozmowy z rodzicami a nawet ankieta dla dzieci gdzie mogły wskazać z kim mają dobre relacje a z kim złe. Każde dziecko miało pójść do nowej klasy z przyjaciółmi a tak się nie stało. Ogłaszając listę klas 4 mój syn nie ma ani jednego kolegi. Wymieniał ich 5-6 i wszyscy znaleźli się w innej klasie. Dziecko płacze, jest przygnębione, czuje się oszukane i nie chce we wrześniu iść do szkoły. Dyrekcja się na to wszystko wypina i twierdzi, że robi wszystko dla dobra uczniów, że syn dostanie opiekę psychologa we wrześniu ale czy nie lepiej zaradzac czemuś niż doprowadzać dzieci do złego stanu psychicznego a potem leczyć? Nie jesteśmy jedynymi rodzicami którzy tak mają i tak się czują. Proszę Państwa o opinię w tej sprawie. Czy taki model szkoły jest słuszny i działa dla dobra dziecka? Czy według Państwa dzieci nie powinny iść dalej w takim samym składzie jak w klasie 3? Jesteśmy załamani całą sprawą a dziecko ma zepsute wakacje od kilku dni. Proszę o pomoc i wyrażenie opinii. Mój syn wskazywał jednego chłopca z którym nie chce chodzić do klasy bo ciągle mu dokucza i się nie dogadują a został ten chłopiec wybrany razem z nim do jednej. Dyrekcja rozmawia z rodzicami w sposób agresywny i nie ma w ogóle dialogu, jak ja mam się czuć? Chciałbym by ktoś potwierdził że mam rację a Dyrekcja niesłusznie postępuje. Czy ja się mylę?
Odkryłam porno w telefonie męża. Nie widzę kłopotów w naszej relacji, a od tego momentu przechodzę kryzys.
Witam. Ostatnio przechodzę przez trudny czas, chciałam sprawdzić męża i w jego telefonie znalazłam porno. było tego dużo, kochamy się raczej regularnie, mamy synka 2 latka. Ostatnio nawet mam problem też, odkąd to odkryłam, trzęsą mi się ręce i serce szybciej bije i cała się trzęsę. Jadłam normalnie posiłki, a teraz nic nie mogę przełknąć. Nie wiem, co mam robić, boję się, że się wykończę.