Maciej Woropaj
Dzień dobry Magdo! Zacznę od tego, że mam poczucie uczciwości i jakiejś odwagi połączonej z determinacją w podzieleniu się tym, co aktualnie przeżywasz i widzę to jako duży zasób w twojej sprawie. W Twoich słowach oprócz emocjonalnego chaosu (naturalnego w takich sytuacjach), brzmi też duża świadomość tego, co się z Tobą dzieje: widzisz, że zmienia się Twoje spojrzenie na związek, na siebie i na potrzeby, których wcześniej być może nawet nie miałaś okazji w pełni odczuwać.
Osobiście spojrzałbym na twoje aktualne doświadczenie nie tylko jak na kryzys w związku. Dla mnie to tło kolejnego kroku w odkrywaniu przez Ciebie swojej tożsamości. Po 10 latach na drodze małżeństwa być może odsłania się w Tobie kobieta, która potrzebuje przestać już funkcjonować tylko jako "ta, która ogarnia wszystko", i zaczyna ona czuć, że chce być też widziana, chciana, wspierana. To naturalna, zdrowa potrzeba, kolejny krok w rozwoju relacji małżeńskiej. Jeśli przeoczyliście z mężem ten moment na Waszej drodze, to bywa i tak, że relacja z kolegą z pracy, który zdaje się odpowiadać na tę potrzebę stanie się tak emocjonalnie naładowana. Wg mnie kolega to lustro, w którym widzisz szansę o oglądanie "nowej siebie": docenianej, afirmowanej, zdobywanej, dostrzeganej, pełnej radości, uśmiechu i życia. Z tym, że to od Ciebie zależy jak na to spojrzysz. Możesz to czytać jako zaproszenie do romansu albo jako ZNAK, że Twoje potrzeby w małżeństwie są niezaspokojone, że coś bardzo ważnego w Tobie domaga się głosu. Jeśli się nie mylę, to mam też wrażenie, że w tym co piszesz jest lojalność wobec męża, wobec swojej roli, wobec wartości, które wyznajesz. I to też jest ważny zasób. Może w tym co przeżywasz nie chodzi o wybór między „mężem a kolegą”, tylko oto, żeby poszukać wspólnie z mężem odpowiedzi czy w tym momencie Wasz związek ma w sobie jeszcze przestrzeń na Twoje aktualne potrzeby i potrzebę przemiany, którą w sobie odkrywasz?
Może warto wspólnie z mężem pogadać o tym jak przez lata zmieniła się Wasza relacja, jak Ty się zmieniłaś i czego Ci teraz potrzeba, a czego potrzeba mężowi; o tym czy macie gotowość usłyszeć się nawzajem, powiedzieć o swoich aktualnych potrzebach, uznać je i bez obwiniania spotkać się ze sobą na nowo; czy oboje macie wolę spróbować zadbać o waszą relację, z nowymi warunkami i "danymi"? Z pewnością taka rozmowa nie jest łatwym krokiem, ale może być przełomem w kierunku wprowadzenia nowej energii w związek (albo w kierunku podjęcia decyzji, że dalsze życie razem nie będzie już możliwe bez ranienia siebie nawzajem). Niestety związki często rozpadają się nie z powodu "kolegi lub koleżanki" (bo oni zazwyczaj nie są powodem decyzji, a jedynie sygnałem alarmowym), ale z powodu nie odczytania, że pojawiła się ważna potrzeba głębokiego spotkania w istniejącym związku i czy nowego "zakontraktowania się". Bo relacja to także dynamika i zmiany. Dostrzegam, że masz w sobie sporo siły, samoświadomości i uczciwości, więc może to dobry czas, żeby porozmawiać nie tylko z samą sobą, ale też z mężem. Jeśli nie jesteś gotowa to warto podzielić ten ciężar z kimś, kto pomoże Wam przejść przez ten etap (najlepiej z terapeutą/terapeutką par). Oczywiście bez przymusu, we własnym tempie, bez nagłych decyzji, z właściwą troską o siebie.














