
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Kryzys małżeński i...
Kryzys małżeński i dylematy, co robić dalej?
Witam. Jestem związku małżeńskim od 10 lat. Z początku wszystko układało się świetnie, ale od ok.2 lat mamy nieustanny kryzys. Zaczęło się od problemów męża w pracy i od tego, że stres z tym związany zaczął przenosić na sprawy domowe: łatwo wpadał w złość, często krzyczał na dzieci, kłóciliśmy się również my, pojawiało się dużo wzajemnych pretensji. Rzutowało to na wszystkie aspkety naszego życia, w tym również na życie intymne. W takiej atmosferze i przy braku okazywania czułości nie miałam ochoty na seks. To z kolei powodowało, że sytuacja była coraz bardziej napięta i tym sposobem błędne koło się zamykało.
W tym samym czasie zaczął się mną interesować kolega z pracy. Z początku traktowalam to raczej jako formę żartu i zwykłej koleżeńskiej sympatii, ale z jego strony to od samego początku było coś więcej. Kolega wie, że jestem mężatką i tylko dlatego nie podrywa mnie wprost,ale zarówno ja, jak i reszta zespołu w pracy widzimy, że bardzo mu się podobam. Najbardziej martwi mnie fakt, że coraz częściej zaczynam o nim myśleć. Zaczynam szukać jego towarzystwa, okazji do rozmowy. To w jego towarzystwie, a nie męża, ja się śmieję. To on okazuje mi takie zainteresowanie jakiego nie dostaje od męża. To on prawi mi komplementy, a nie mój mąż. Wiem, że gdybym była wolna to już dawno próbowałby się ze mną umówić. Na szczęście jest typem, którego świadomość, że jestem mężatką hamuje. A ja coraz częściej o nim myślę i coraz bardziej mnie do niego ciągnie. Fizycznie również bardziej mnie pociąga niż mój mąż.
Jak sobie w takiej sytuacji poukładać te relacje tak, żeby nie zniszczyć małżeństwa, ale też nie zranić kolegi?
Jak odnaleźć spokój w takiej emocjonalnej huśtawce?
Inna rzecz, że mąż twierdzi, że ja się zmieniłam i chyba ma rację. Stałam się bardziej świadoma tego czego chcę od życia i zaczynam mieć wrażenie, że z mężem tego nie osiągnę. Pewne jego cechy, które akceptowałam, w tej chwili mnie bardzo irytują. Nie mam już w sobie cierpliwości i akceptacji do pewnych zachowań.
To ja całe nasze małżeństwo byłam za więcej rzeczy odpowiedzialna, to ja o wielu rzeczach decydowałam (i to nie dlatego, że chciałam, tylko on na mnie zrzucał decyzyjność w wielu kwestiach). A teraz wiem, że chciałabym większego oparcia, tego żeby ktoś pomyślał też o mnie, a nie ja o wszystkich (czyt. dom, mąż, dzieci). Dotąd mi to nie przeszkadzało, ale teraz mocno mnie to uwiera... Duży mam mętlik w głowie i nie wiem co o tym wszystkim myśleć i jak to sobie poukładać...
Magda
Maciej Woropaj
Dzień dobry Magdo! Zacznę od tego, że mam poczucie uczciwości i jakiejś odwagi połączonej z determinacją w podzieleniu się tym, co aktualnie przeżywasz i widzę to jako duży zasób w twojej sprawie. W Twoich słowach oprócz emocjonalnego chaosu (naturalnego w takich sytuacjach), brzmi też duża świadomość tego, co się z Tobą dzieje: widzisz, że zmienia się Twoje spojrzenie na związek, na siebie i na potrzeby, których wcześniej być może nawet nie miałaś okazji w pełni odczuwać.
Osobiście spojrzałbym na twoje aktualne doświadczenie nie tylko jak na kryzys w związku. Dla mnie to tło kolejnego kroku w odkrywaniu przez Ciebie swojej tożsamości. Po 10 latach na drodze małżeństwa być może odsłania się w Tobie kobieta, która potrzebuje przestać już funkcjonować tylko jako "ta, która ogarnia wszystko", i zaczyna ona czuć, że chce być też widziana, chciana, wspierana. To naturalna, zdrowa potrzeba, kolejny krok w rozwoju relacji małżeńskiej. Jeśli przeoczyliście z mężem ten moment na Waszej drodze, to bywa i tak, że relacja z kolegą z pracy, który zdaje się odpowiadać na tę potrzebę stanie się tak emocjonalnie naładowana. Wg mnie kolega to lustro, w którym widzisz szansę o oglądanie "nowej siebie": docenianej, afirmowanej, zdobywanej, dostrzeganej, pełnej radości, uśmiechu i życia. Z tym, że to od Ciebie zależy jak na to spojrzysz. Możesz to czytać jako zaproszenie do romansu albo jako ZNAK, że Twoje potrzeby w małżeństwie są niezaspokojone, że coś bardzo ważnego w Tobie domaga się głosu. Jeśli się nie mylę, to mam też wrażenie, że w tym co piszesz jest lojalność wobec męża, wobec swojej roli, wobec wartości, które wyznajesz. I to też jest ważny zasób. Może w tym co przeżywasz nie chodzi o wybór między „mężem a kolegą”, tylko oto, żeby poszukać wspólnie z mężem odpowiedzi czy w tym momencie Wasz związek ma w sobie jeszcze przestrzeń na Twoje aktualne potrzeby i potrzebę przemiany, którą w sobie odkrywasz?
Może warto wspólnie z mężem pogadać o tym jak przez lata zmieniła się Wasza relacja, jak Ty się zmieniłaś i czego Ci teraz potrzeba, a czego potrzeba mężowi; o tym czy macie gotowość usłyszeć się nawzajem, powiedzieć o swoich aktualnych potrzebach, uznać je i bez obwiniania spotkać się ze sobą na nowo; czy oboje macie wolę spróbować zadbać o waszą relację, z nowymi warunkami i "danymi"? Z pewnością taka rozmowa nie jest łatwym krokiem, ale może być przełomem w kierunku wprowadzenia nowej energii w związek (albo w kierunku podjęcia decyzji, że dalsze życie razem nie będzie już możliwe bez ranienia siebie nawzajem). Niestety związki często rozpadają się nie z powodu "kolegi lub koleżanki" (bo oni zazwyczaj nie są powodem decyzji, a jedynie sygnałem alarmowym), ale z powodu nie odczytania, że pojawiła się ważna potrzeba głębokiego spotkania w istniejącym związku i czy nowego "zakontraktowania się". Bo relacja to także dynamika i zmiany. Dostrzegam, że masz w sobie sporo siły, samoświadomości i uczciwości, więc może to dobry czas, żeby porozmawiać nie tylko z samą sobą, ale też z mężem. Jeśli nie jesteś gotowa to warto podzielić ten ciężar z kimś, kto pomoże Wam przejść przez ten etap (najlepiej z terapeutą/terapeutką par). Oczywiście bez przymusu, we własnym tempie, bez nagłych decyzji, z właściwą troską o siebie.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Olga Żuk
To, co opisujesz, to trudny moment – dużo emocji, zmęczenia i wątpliwości. Małżeństwo przechodzi kryzys, a w pracy pojawił się ktoś, kto daje Ci uwagę i ciepło, za którym tęsknisz. Nic dziwnego, że zaczynasz się w tym gubić.
Jeśli chcesz spróbować ratować związek, warto porozmawiać z mężem – szczerze, spokojnie, może z pomocą terapeuty. Tylko wtedy będzie szansa, żeby coś się zmieniło. Równolegle zadbaj o siebie – o swoje potrzeby, emocje, granice.
A relację z kolegą na razie potraktuj z dystansem. Nie po to, by coś udawać, ale żeby nie podejmować ważnych decyzji pod wpływem emocjonalnego zamętu. Najpierw poukładaj w sobie, czego tak naprawdę chcesz – dla siebie, nie z potrzeby ucieczki.
Pozdrawiam,
Olga Żuk
Krzysztof Chojnacki
Dzień dobry, Pani sytuacja, z jednej strony kryzys w małżeństwie, a z drugiej pojawienie się zainteresowania ze strony kolegi z pracy, jest zrozumiała. Naturalne jest, że szuka Pani ukojenia w obliczu mętliku w głowie i chce poukładać te relacje.
Kryzys w małżeństwie, wynikający ze stresu męża i jego wpływu na Waszą codzienność, doprowadził do braku czułości i trudności w sferze intymnej. W takiej atmosferze Pani niezaspokojone potrzeby emocjonalne, jak uwaga czy komplementy, mogły sprawić, że zainteresowanie ze strony kolegi stało się bardzo atrakcyjne. To, co Pani opisuje, jest często związane z tzw. efektem nowości – to, co nowe i nieznane, często wydaje się bardziej ekscytujące niż znana relacja, w której pojawiła się rutyna. Warto byłoby spróbować przypomnieć sobie początki związku z mężem, czy wówczas nie doświadczała Pani podobnego zauroczenia i uwagi z jego strony.
Pani małżeństwo, po dziesięciu latach, weszło w fazę, która naturalnie wymaga pracy i świadomego zaangażowania. Pewna rutyna czy znudzenie, jeśli nie pracuje się nad związkiem, są dość częstym zjawiskiem. Pani spostrzeżenie, że się Pani zmieniła i oczekuje większego oparcia, a dotychczasowa decyzyjność zaczyna Panią uwierać, wskazuje na Pani ewoluujące potrzeby w relacji.
Aby spróbować poukładać te relacje, warto byłoby rozważyć otwartą rozmowę z mężem o Pani potrzebach i o tym, co przeżywa Pani w związku, bez obwiniania. W Pani sytuacji, gdzie emocje są intensywne, a mętlik w głowie duży, wskazana byłaby terapia par. Specjalista mógłby pomóc Państwu w nazwaniu i przepracowaniu tych wszystkich uczuć, zrozumieniu wzajemnych potrzeb oraz podjęciu świadomych decyzji dotyczących przyszłości Pani małżeństwa i Pani osobistego rozwoju.

Zobacz podobne
Dzień dobry, jestem mężczyzną w wieku 31 lat. Jestem DDA i mam duży problem ze swoimi emocjami. Od kilku miesięcy jestem singlem po długoletnim związku. Już wcześniej wiedziałem, że moja głowa nie reguluje emocji w zdrowy sposób, ale w jakiś sposób byłem w stanie z tym żyć. Mam wrażenie, że posiadam syndrom uzależnienia emocjonalnego. Wchodząc w nową relację, chorobliwie potrzebuje uwagi tej drugiej osoby i znaków, że nadal jest mną zainteresowana. Gdy ich nie otrzymuje wpadam, w jakiś stan nerwowy, który nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Nic nie jest w stanie go zagłuszyć. Nie jestem w stanie odwrócić uwagi od tych emocji. Nie obejrzę filmu, nie przeczytam książki, nie mogę normalnie funkcjonować, bo cały czas moje myśli krążą wokół banalnego braku nowej wiadomości. Jednocześnie sam nie nawiążę kontaktu, ponieważ moja głowa uważa, że w ten sposób się narzucam i nie spełni to moich chorych oczekiwań i tak tłumię w sobie te emocje, które mnie powoli niszczą... Dopiero wracam do normalności, jeżeli moje podświadome wymagania zostaną spełnione i ta druga strona się do mnie odezwie albo w jakiś inny sposób pokażę, że jej zależy. Po zakończeniu rozmowy/spotkaniu za chwilę znowu wraca ten stan. Przed moim ostatnim związkiem sytuacja była podobna, ale wszystko się szybko potoczyło, bo zamieszkaliśmy razem i w jakiś sposób zostało to zamaskowane, bo jednak miałem tą świadomość, że się zobaczymy w domu, po pracy, natomiast przez te lata nie zniknęło to całkowicie i też było dużo sytuacji, w której potrzebowałem dowodu na zainteresowanie mną. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że moja inicjatywa nie wystarcza, a wręcz pogarsza sprawę. Potrafię też być złośliwy, wzbudzać specjalnie zazdrość, żeby naocznie zobaczyć, że zainteresowanie nadal jest, jednocześnie to ja jestem zazdrosny, ale nie chce tego pokazywać, bo uważam, że to oznaka słabości... Nie mogę tak żyć. Związek się skończył, buduję kolejną relację i mam wrażenie, że przechodzę przez piekło, a nie przez najlepszy czas relacji. Byłem u psychiatry i zostały mi przepisane psychotropy (Asentra). Mam wrażenie, że mój stan się delikatnie poprawił. Dostałem zalecenie od psychiatry, żeby uczęszczać na psychoterapie w kierunku "powtarzających się schematów". Generalnie już jakiś czas temu byłem dwukrotnie na spotkaniu z psychoterapeutą, ale bardziej skupiałem się na swoim dzieciństwie i sobie jako DDA i miałem wrażenie, że nie jestem rozumiany, że nie potrafię fachowo nazwać problemu, z którym przychodzę, że rozkopuję mnóstwo wątków. Spotkania polegały na moim monologu. Miałem wrażenie, że to ja prowadzę spotkanie. Teraz chyba potrafię nazwać to z czym się borykam - uzależnienie emocjonalne, ale czy na pewno? Stąd mój post u Państwa. Zraziłem się do spotkań z psychoterapeutą i nie wiem co robić, a nie mogę tak funkcjonować. Czuję, że każdy taki dzień mnie niszczy od środka. Słabo śpię, w sytuacji nerwicy nie jem... Wiem, że bez terapii nie dam sobie rady, ale od czego to znowu zacząć? Mam już dość opowiadania ciągle o tym samym. Tym razem widzę problem. Zakładam, że objaw uzależnienia emocjonalnego nie wpływa na mnie tylko przy budowaniu relacji, ale też w innych aspektach życia, aczkolwiek przy budowaniu nowej relacji działa na mnie najbardziej destruktywnie. Będę Państwu wdzięczny za każdą wskazówkę, bo mam już serdecznie dosyć i jestem na skraju :-(
Witam, Od pewnego czasu zauważyłam, że z moją przyjaciółką, z którą znam się 12 lat, kontakt się urwał. Każda z nas założyła rodziny, mężowie, ona dziecko. Spotykałyśmy się raz na jakiś czas, pisania było mało. Kiedyś mi już zasugerowała, że wkraczam bardzo w jej życie, kontroluje i po prostu nie mogę tak robić.
I bardzo z tym walczyłam. I czuje, że mi wychodziło. Przedwczoraj napisałam do niej czy może się spotkamy, odczytała.. nie odpisała. Po 2 dniach w pracy, zamiast napisać do koleżanki znak zapytania (bo pracuje w szpitalu, w którym jest mój dziadek i wysłałam jej ciągle zapytania o dziadka) to wysłałam do nie przypadkowo. Kontaktu nadal zero, zaczęłam się martwić, myślałam, że coś z dzieckiem czy z nią. I po chwili dostałam wiadomość, że ona wie, że ten znak na pewno był do niej, żebym przestała kłamać i ona życzy mi jak najlepiej, ale ona przestrzeni na naszą relacje już nie ma. Ma dość tłumaczeń i kończy to. Napisałam, że to nie było do niej, ale ona mówi, że dość słuchania tłumaczeń i na razie. Chciałam się dowiedzieć, co ją kierowało, mówi, żebym nie drążyła i skoro cześć to cześć. Rozmawiałam z mężem, powiedział, że może poczuła się otoczona z twojej strony, ale powinna to wyjaśnić. Jest mi przykro, bo boję się, że kolejny raz coś zrobiłam, chyba że może warto iść naprawdę prosto i nie patrzeć ciągle zecja popełniłam błąd, tylko pogodzić się z utratą i iść przez życie...


