Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy przy myślach samobójczych na lekach przeciwdepresyjnych warto przyspieszyć wizytę u psychiatry?

Treść wrażliwa
Czy jeżeli leczę się na depresję, jestem na lekach, ale zaczynam zauważać myśli samobójcze, ale czuje ze nie są to myśli że bym to dala rade zrobić, to czy mam przesawiac wizytę u psychiatry na szybszy termin ( termin mam na początek grudnia) Czy poczekać i obserwować jak się to będzie rozwijało?
Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Jeśli te myśli są niepokojące to dobrze skonsultować się z lekarzem prowadzącym. Polecam też rozważyć podjęcie psychoterapii - połączenie jej z farmakoterapią w przypadku wychodzenia z depresji może dać dobry efekt.

Usunięty Specjalista_tka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Teresa Łącka

Teresa Łącka

Dzień dobry, proszę skontaktować się z lekarzem szybciej. Tylko lekarz jest w stanie ocenić czy kontynuowanie zleconej farmakoterapii jest celowe wobec występujących myśli samobójczych czy też konieczna jest modyfikacja leczenia.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Myśli samobójcze, nawet bez intencji ich realizacji, są zawsze sygnałem alarmowym i bezwzględnym wskazaniem do jak najszybszego kontaktu z psychiatrą. Na początku leczenia lub przy modyfikacji dawek mogą pojawiać się wahania nastroju i narastający niepokój, dlatego nie należy czekać do grudnia ani samodzielnie obserwować sytuacji. Proszę niezwłocznie przyspieszyć wizytę u swojego lekarza lub zgłosić się do rejestracji z informacją o pogorszeniu stanu zdrowia. Gdyby napięcie narastało, a dostęp do lekarza był utrudniony, należy skorzystać z całodobowej pomocy w izbie przyjęć najbliższego szpitala psychiatrycznego lub zadzwonić pod bezpłatny numer kryzysowy np. 116 123 lub 116 111.

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

Zobacz podobne

W marcu miałam problemy ze snem.
W marcu miałam problemy ze snem. Nie mogłam zasnąć, trwało to około 2 tyg. Po upływie tego czasu, dostałam ataku lęku panicznego. Przepisano mi lek Triticco, pomógł i po jakimś czasie zaczęłam spać. Trwało to miesiąc, po miesiącu zauważyłam u siebie objawy depresyjne: smutek, płaczliwość, lęk. Dostałam lek Escipram, po 3 tyg poczułam się lepiej, kilka tygodni było całkiem dobrych a dzis znów pojawił się lęk, płaczliwość i smutek. co się dzieje? czy leki na mnie nie działają?
Jak radzić sobie z samotnością i strachem przed przyszłością?
Jak przygotować się do życia w samotności. Będzie tylko gorzej i boję się w przyszłości że znowu będę tylko smutny. Przez ostatnie 4 lata i tak było tylko gorzej chociaż plus jest taki że przynajmniej codzienne teraz nie płacze w nocy i nie czuję dziwnego uczucia w klatce piersiowej. Ale boje się że to wróci wiem że będę sam całe życie bo i tak nigdy żadna mnie nie zechcę zresztą to co widzę co się dzieje online tylko bardziej mi uświadomiło że bez statusu własnego mieszkania itp to i tak szans na związek nie mam. Boję się że te uczucie nawróci już mam 23 lata i będzie tylko gorzej przestałem wierzyć że będzie lepiej. A ja i tak nic nie osiągnęłem niestety jestem zwykłym szarym nic nie wartym gościem chciałbym się z tym pogodzić ale obawiam się że teraz przez resztę życia i tak będę żył w bólu. Po prostu jako facet bez prawka dobrych zarobków statusu nie jestem dobrym wyborem i omija mnie normlane życie seks związki a im starszy tym gorzej jako facet po prostu jesteś wybrakowany
Trudności z niepełnosprawnością, świadczeniami, pracą i brakiem wsparcia.
I tak pewnie nikt mi nie pomoże, bo mi nie da się pomóc i na pomoc nie zasługuję, ale: - Mam Zespół Aspergera i zaburzenia depresyjno-lękowe, - Od ok. 8 lat jestem w stałej terapii psychiatrycznej, - Przez 6 lat miałam rentę, w zeszłym roku mi ją zabrali. Od tego czasu się sądzę z ZUSem. Wykańcza mnie to psychicznie. - Mam orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, ale kończy się 30.09.2024, czyli wtedy co wszystkim, którzy mieli przedłużone w pandemii, więc na pewno będą problemy z terminowym przedłużeniem orzeczenia i na pewno będą wymyślać powody byle tylko nie dać umiarkowanego stopnia, - Przez 4 lata pracowałam, z dofinansowaniem pfron (pracę znalazła mi fundacja zajmująca się aktywizacją osób niepełnosprawnych), z roku na rok w biurze było coraz mniej osób, w zeszłym roku zostałam sama ze stażystami i złożyłam wypowiedzenie, bo nie dawałam rady, ale zabrano mi rentę, więc wycofałam wypowiedzenie, teraz jestem któryś miesiąc na L4, bo zostałam w biurze kompletnie sama (rok samotności i użeranie się z rozzłoszczonymi brakiem obsługi klientami doszczętnie mnie straumatyzował, myślę o pozwaniu mojej szefowej o wywołanie uszczerbku na zdrowiu przez zatrudnianie osoby niepełnosprawnej bez "racjonalnych adaptacji", ale nie mam siły tego zrobić), do tego doszła jeszcze moja sprawa o rentę i wysiadłam nerwowo, - ZUS ciąga mnie po komisjach zmuszając do udowadniania, że nie symuluję L4, co mnie wyprowadza z równowagi i doprowadza do myśli samobójczych, - Sąd nie wysyła żadnych informacji na jakim etapie jest sprawa, ostatnią wiadomością była informacja, że biegły uznał, że nie jestem całkowicie niezdolna do pracy i moja odpowiedź na nią wysłana w marcu, - Nie moge składać kolejnego wniosku o rentę bo sprawa o rentę jest w trakcie, nie wiadomo kiedy się skończy, może trwać to dwa lata, jak żyć? - Złożyłam wniosek o świadczenie rehabilitacyjne, ale lekarz napisał, że "rokowania niepewne" ,więc prawdopodobnie mi świadczenia rehabilitacyjnego nie przyznają, bo świadczenie rehabilitacyjne z założenia przyznawane są osobom, które rokują powrót do zdrowia, - Przez ostatnie 2 lata stałam się wrakiem samej siebie, stałam się osobą, której bym nie polubiła, wiecznie narzekającą, nerwową, pesymistyczną, której nic się nie chce, - Nie mam wsparcia społecznego, nie mam znajomych, przyjaciół, - Pomagało mi uczestnictwo w zajęciach organizowanych przez program aktywności lokalnej ale tamte zajęcia się skończyły a nowych nie otwierają bo nie ma funduszy. Ogólnie mam dość tego życia, jestem zmęczona. Odnoszę wrażenie, że wszystkim przeszkadzam. Dziś prosiłam mamę, żeby zadzwoniła za mnie do ZUS powiedzieć, że nie jestem w stanie się stawić na komisji kontrolującej L4, bo lało jak z cebra, a ja mam nadwrażliwość sensoryczną to się mama na mnie wydarła, że ona jest teraz w pracy i mam iść. Teraz po komisji jestem zła, wściekła, przeciążona, mam myśli samobójcze i nie wiem co ze sobą zrobić. Mama zadzwoniła do mnie ponownie i nakrzyczała na mnie, żebym jej więcej nie zawracała głowy jak jest w pracy, bo się nie może przeze mnie skupić w pracy i "musiała się przeze mnie napić melisy". Czuję się opuszczona przez wszystkich, ignorowana. Nie mam już dla kogo żyć. Kiedyś przed samobójstwem powstrzymywało mnie to, że zranię mamę, ale chyba na dłuższą metę przyniosłoby jej to ulgę, bo nie musiałaby się już ze mną użerać, sprawiam jej same problemy. Skoro ranię bliskich i przeszkadzam im w pracy to nie powinnam żyć. Nie mam jednak sił, by popełnić samobójstwo. Nie chcę wylądować w szpitalu gdyby próba się nie udała, więc nie mam zamiaru próbować, bo znając mój pech nie wykonam tego skutecznie. Pewnie jutro będzie trochę lepiej jak się wyśpię (dziś się nie wyspałam, bo nie dość, że musiałam wstać wcześniej niż zwykle to na dodatek we śnie przeszkadzał mi hałas deszczu bębniącego o metalowy parapet). Ale potrzebowałam się wygadać.
Byla zona po rozwodzie wraca do kontaktu i chce sie pozegnac - co oznacza jej zachowanie i jak poradzic sobie z nadzieja?
10 miesięcy temu byłem tu aktywny. Wówczas moja żona odeszła, złożyła pozew o rozwód. Jako osoba wysokowrażliwa, z elementami unikowymi nie udźwignęła relacji ze mną, z moim ADHD i lękowym stylem przywiązania. Wkrótce doszło do rozwodu. Kiedy usłyszałem, że to definitywne i ostateczne zniknąłem. Nie potrafiłem pozostać w przyjaźni, czego ona chciała, i patrzeć jak układa sobie życie beze mnie. Od tamtego czasu nie odzywałem się, nie pisałem pierwszy. Nie widzieliśmy się od dnia rozprawy, już prawie 6 miesięcy, ale ona, cyklicznie, co jakieś 3-4 tygodnie odzywa się. Piszę o pierdołach, pyta o hasło do jakiejś strony, czasem o jakąś rzecz, czy mógłbym jej dać ( mimo że kosztuje 20zł:), czasem pyta o psa, czasem o coś innego. Jakby wyszukiwała pretekstów do zapukania i sprawdzenia, czy jestem dostępny. Odpowiadam uprzejmie, ale konkretnie i zdawkowo. Kiedyś nie dałem rady i napisałem, że brakuje mi jej. Odpisała "wiem". Kocham ją, chciałbym żeby wróciła, ale wiem też, że to musiałby być zupełnie nowy związek. Odstawiłem alkohol, poszedłem na siłownię, przeszedłem własną terapię i czasem jest już spokojnie. I byłem pewnie, że ona poszła już dalej, układa sobie życie, zawsze miała wielu adoratorów wokół siebie. I tydzień temu odezwała się: zapytała, czy nie zechciałbym spotkać się z nią i się pożegnać. Że chciałaby terapeutycznie zamknąć tamten etap życia... Napisała to po 10 miesiącach od zerwania i pół roku od ostatniego widzenia podczas rozwodu. Oczywiście rozgrzebało to na nowo moją ranę. Odpisałem zgodnie z prawdą, że nie jestem gotowy. Że żegnam się z nią każdego dnia, że to nie jest łatwe, że dla niej to mógłby być koniec, a dla mnie nowy początek. Że nie chcę wpaść w to znów z taką mocą. Przekonywała mnie jeszcze, że może i mi to pomoże, ale byłem twardy. Mój styl to wyciszyć. I stale mam nadzieję, że to nie koniec. Słowa o "pożegnaniu" zrobiły na mnie znów ogromne, bolesne wrażenie. Z drugiej strony dowiedziałem się, że ona nie przepracowała tego . Że może tęskni, że myśli, że to w niej nadal żywe. A ona dowiedział się tego samego o mnie. Sądziłem, że skoro nie chce być jej terapeutą ona przestanie się odzywać. Nie minęły 4 dni a znów otrzymałem wiadomość dot. błahej sprawy, jakby nigdy nic... Co wobec tego oznacza takie zachowanie? Ambiwalencja? Dlaczego ona wraca do kontaktu co chwila, mimo, że jest to kontakt na temat pierdół a ja odpisuję często jednym zdaniem i nie wchodzę w szczegóły? Ona powinna już wiedzieć, że to sprawia mi ból. Dlaczego ona po 10 miesiącach chce się żegnać, chociaż dla mnie pożegnała się już podczas rozwodu? I znów jestem rozbity, pełen smutku i dziwnej nadziei....
Czy psychoterapeuta bez własnych doświadczeń traumy i samobójstwa może skutecznie pomagać w terapii?
Witam. Dłuższą chwilę zbierałem się aby poruszyć temat na forum, a właściwie "włożyć kij w mrowisko". Z pełną premedytacją piszę i poruszę chyba niełatwy temat: Jak to się dzieje i dlaczego psycholodzy/psychiatrzy/psychoterapeuci którzy w żaden fizyczny sposób czyli BEZPOŚRENDIO na sobie nie doświadczyli poniżania, traumy, którzy nie żyją z ludźmi ze spektrum autyzmu, którzy nie „dotknęli” samobójstwa albo prób samobójstwa chcą nas „leczyć”? Czy przeczytanie iluś tam książek, czy studia dają im aż tak wielkie doświadczenie aby nakierowywać nas? Walczę z różnymi „demonami” i za każdym razem widzę, iż osoba po drugie stronie jest niezłym teoretykiem..... ale praktyki – ale tej brutalnie fizycznej – zero. Jak w takim razie mam rozmawiać z taka osobą? Aby uprzedzić pewne dziwne pytania: z tej racji iż ukończyłem studia pedagogiczne, obowiązkowo miałem także zajęcia z psychologii, więc nie jestem „kompletnym zerem” w tym temacie
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.