
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zdrowie seksualne, związki i relacje
- Partner wybiera...
Partner wybiera porno zamiast seksu ze mną – jak przestać obwiniać siebie i odbudować poczucie własnej wartości?
No name
Jadwiga Kolebuk
Dzień dobry,
To , że partner miał trudności z podnieceniem, korzystał z pornografii w sposób kompulsywny, porównywał Cię do innych kobiet czy mówił rzeczy, które podważały Twoją atrakcyjność – to są jego zachowania i jego odpowiedzialność. Żadna zmiana Twojego ciała czy „staranie się bardziej” nie powinna być warunkiem bycia wystarczającą w relacji. To, co teraz przeżywasz (sprawdzanie jego wzroku, napięcie, porównywanie się, silne emocje kiedy widzisz inne kobiety) jest bardzo zrozumiałą reakcją. To nie jest „przesada” ani „nienormalność”, tylko efekt tego, że przez dłuższy czas Twoje poczucie bezpieczeństwa i wartości w relacji było naruszane. Jeśli ma Pani możliwość, naprawdę warto to przepracować z terapeutą – bo to, co Pani nosi, to nie jest „wymyślony problem”, tylko realna rana w relacji. I jeszcze raz najważniejsze:
Pani wartość nie zależy od tego, czy ktoś się w danym momencie podnieci. Pozdrawiam Jadwiga Kolebuk
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Z Pani opisu widać długotrwałe raniące zachowania partnera, które podkopują poczucie wartości, zaufanie do siebie i bezpieczeństwo w relacji, a takie wzorce manipulacji mogą prowadzić do lęku, winy i niskiej samooceny.
To, że partner obwiniał Panią za własne trudności seksualne, porównywał z innymi kobietami i mówił rzeczy typu „to problem w Tobie”, mogło działać jak przemoc emocjonalna albo gaslighting, czyli podważanie Pani uczuć i percepcji, a na to nie może być NIGDY normą. Jednocześnie problemy z erekcją, pobudzeniem czy nadmierne poleganie na pornografii czy masturbacji mogą mieć różne przyczyny i nie da się ich uczciwie sprowadzić do jednego „to przez Ciebie”. W relacjach problemy seksualne bardzo często nakręcają się wzajemnie z napięciem, wstydem i poczuciem odrzucenia.To, że teraz automatycznie śledzisz jego wzrok i oceniasz siebie, jest typową reakcją po długim okresie ranienia i niepewności, a nie dowodem, że coś jest z Panią „nie tak”.
Kiedy ktoś wielokrotnie daje sygnał, że „inna kobieta” bardziej go pobudza, mózg zaczyna szukać zagrożenia wszędzie i trudno mu potem zaufać nawet w neutralnej sytuacji. Dlatego Pani reakcja na atrakcyjne kobiety obok Was nie jest przesadą, tylko śladem po tym, co Pani przeżyła.
Proszę nazwać to, co Pani czuje, więc zazdrość, lęk, wstyd, złość, żal. Samo nazwanie emocji obniża ich chaos.
Oddziel fakty od starych komunikatów: „on ma trudność z pobudzeniem” nie znaczy „jestem niewystarczająca”.
Należy ustalić granice wobec zachowań, które ranią, zwłaszcza porównywania z innymi, komentowania ciała i oglądania pornografii kosztem bliskości.
Nie jest Pani „zbyt przewrażliwiona”, jeśli po tym wszystkim boisz się kolejnego odrzucenia; to zrozumiała reakcja na zranienie.
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
Trudności z podnieceniem czy funkcjonowaniem seksualnym partnera bardzo rzadko mają jedną przyczynę. Często wiążą się z nawykami seksualnymi, stresem, napięciem w relacji, nadmiernym korzystaniem z pornografii, poczuciem presji lub problemami zdrowotnymi. To są kwestie po stronie partnera i całej relacji, a nie Pani kobiecości czy atrakcyjności. To, że teraz pojawia się silne napięcie, kiedy widzi Pani inne kobiety lub gdy partner ma trudność z podnieceniem, można rozumieć jako efekt wcześniejszych doświadczeń. Umysł próbuje się chronić i „wyłapuje zagrożenie”, nawet jeśli sytuacja się częściowo zmieniła.
Pomocne może być zwrócenie uwagi na kilka rzeczy:
- Po pierwsze - oddzielanie faktów od interpretacji: tzn., kiedy pojawia się myśl „to znowu moja wina”, warto zatrzymać się i sprawdzić, jakie są dowody za i przeciw tej myśli.
- Po drugie - wzmacnianie własnego poczucia wartości niezależnie od reakcji partnera, np. poprzez zauważanie swoich cech, osiągnięć, dbanie o własne potrzeby i granice.
- Po trzecie - jeśli temat seksualności i zaufania nadal budzi silne emocje, bardzo pomocna bywa wspólna konsultacja u seksuologa lub terapeuty par.
Najważniejsze w tym momencie wydaje się danie sobie prawa do uznania, że to, co Pani przeżywa, ma sens po takich doświadczeniach. Proces odzyskiwania poczucia bezpieczeństwa w relacji zwykle wymaga czasu, konsekwencji partnera w zachowaniu oraz odbudowywania zaufania krok po kroku.
Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
To, przez co Pani przeszła, jest formą przemocy emocjonalnej i absolutnie nie jest Pani winą. Problemy w sferze intymnej oraz brak podniecenia u Pani partnera nie wynikały z Pani wyglądu czy wagi, lecz z jego uzależnienia od silnych bodźców, które doprowadziły do tzw. odwrażliwienia na realną bliskość.
Pani obecne lęki, śledzenie jego wzroku i brak poczucia bezpieczeństwa są naturalną reakcją na traumę relacyjną, której Pani doświadczyła. Trudno „wyrzucić coś z głowy”, gdy fundament zaufania został tak dotkliwie zburzony, a poczucie własnej wartości systematycznie niszczone przez osobę najbliższą. To, że partner oczekuje od Pani natychmiastowego zapomnienia o doznanych krzywdach, jest kolejnym przejawem braku empatii i próby uniknięcia odpowiedzialności za wyrządzoną Pani szkodę.
Aby poradzić sobie z tą sytuacją, konieczne jest zrozumienie, że Pani ciało nigdy nie było problemem – problemem był destrukcyjny mechanizm nagrody w mózgu partnera. Jeśli relacja ma trwać, to nie Pani powinna „lepiej wyglądać”, by go zainteresować, ale partner musi podjąć rzetelną terapię uzależnień, aby odzyskać zdolność do przeżywania naturalnej intymności. Pani natomiast potrzebuje wsparcia terapeutycznego, aby odbudować poczucie własnej godności i odzyskać wiarę w to, że zasługuje Pani na bycie pożądaną i szanowaną bez względu na to, jak bardzo atrakcyjna kobieta przechodzi obok na ulicy. Relacja nie będzie zdrowa, dopóki Pani bezpieczeństwo będzie zależało od jego nastroju czy technicznej sprawności, a nie od trwałego szacunku i lojalności.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Agnieszka Włoszycka
Dzien dobry,
Dziękujemy za kontakt z nami. Uważam, że to, co Pani przeżyła w tej relacji, mocno naruszyło poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości. Kiedy partner jednocześnie rani słowami, porównuje i buduje napięcie wokół seksualności, naturalne jest, że w głowie zostaje czujność, lęk i ciągłe „skanowanie” sytuacji. Myślę sobie, że nie jest to„przesada”, to reakcja organizmu na długotrwałe zranienie. Sądzę, że dziś Pani problemem nie jest już tylko jego zachowanie ale wewnętrzny mechanizm: „czy ja jestem wystarczająca?” i on właśnie uruchamia się szczególnie wtedy, gdy pojawia się niepewność (jego reakcje, inne kobiety, seks).
Według mojej opinii warto zacząć od kilku kroków:
oddzielenie odpowiedzialności: jego podniecenie, potrzeby i sposób radzenia sobie z seksualnością nie są miarą Pani wartości
zauważanie momentu „uruchomienia” (kiedy pojawia się porównywanie) i nazywanie tego: „to mój lęk, nie fakt”
powrót do ciała i siebie, a nie do kontroli jego reakcji (bo tego nie da się utrzymać bez ogromnego napięcia)
Mam też kilka pytań do refleksji, które mogą Panią trochę „odkleić” od tego schematu:
Co dokładnie dzieje się we mnie w momencie, kiedy widzę, że patrzy na inne kobiety?
Czyja to historia mówi w mojej głowie: moja czy ta, którą w tej relacji usłyszałam?
Co ja tracę, kiedy zaczynam go kontrolować wzrokiem i reakcjami?
Jak wyglądałaby relacja, w której nie musiałabym „udowadniać swojej wartości”?
Czy dziś czuję się w tej relacji bezpiecznie emocjonalnie, czy raczej napięta i czujna?
Sądzę, że najważniejsze jest tu nie to, czy Pani „ma rację”, tylko czy w tej relacji Pani psychika ma przestrzeń na spokój, bo miłość bez bezpieczeństwa bardzo łatwo zamienia się w ciągłe napięcie i walkę o siebie.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne
Nie umiem znaleźć tematu do rozmowy, oddalamy się
Potrzebuję pomocy. Z moim partnerem jesteśmy razem kilka lat. Ja w tym roku skończę 34 a on 40 lat. Ja nie mam dzieci, on ma córkę nastolatkę z poprzedniego związku, jeszcze za czasów studenckich. Gdy się urodziła, to on wziął urlop dziekański, zajął się córką, by matka dziecka mogła dokończyć studia. Po kilku miesiącach okazało się jednak, że ma ona romans z kolegą z roku, wyprowadziła się i dziecko zabrała. Ograniczała kontakty, potem lata walki w sądzie, przepychanki itd. Na ten moment od kilku lat jedyny sposób komunikacji pomiędzy rodzicami dziewczynki to smsy. Oboje z moich obserwacji robią sobie na złość, a dziecko od zawsze było kartą przetargową dla rodzicielki. Gdy się poznaliśmy, jego córka miała 9 lat. Od razu się polubiliśmy, spędzaliśmy w trójkę dużo czasu razem. Pewne rzeczy mi nie odpowiadały, jak na przykład to, że mój partner na bardzo dużo jej pozwalał, dosłownie wchodziła mu na głowę. Gdy zwracałam mu delikatnie uwagę, że nie powinien jej na wszystko pozwalać, wszystkiego na zawołanie kupować, to niby to szanował, ale w rzeczywistości ona dalej robiła, co chciała. Zamieszkaliśmy razem po roku u mnie. Młoda dostała swój pokój, my "zamieszkaliśmy" w salonie. Często był płacz, że nie chce wracać do matki, że ojczym i młodsze siostry ją źle traktują, że u nas czuje się lepiej, namawiała ojca, by złożyć dokumenty do sądu, żeby była przy nas. Pomagałam w opiece nad nią, uczyłam jazdy konnej (mam swojego konia i często jeździła ze mną do stajni, bardzo to lubiła). Kupowałam jej ciuchy, bo potrafiła do nas zimą w śniegu przyjechać w dziurawych trampkach, kurtki, czapki, rękawiczki, piżamy, wszystko, co potrzebowała, miała. Zorganizowaliśmy jej komunię. W okresie pandemii partner przepisał ją do prywatnej szkoły, na którą na tamten moment nie było nas stać, ale on uważał, że to zaprocentuje w przyszłości. W finansowaniu szkoły dla młodej pomagała nam jego mama (moja teściowa). Co roku były też wakacje, często za granicą - wszędzie jeździliśmy we trójkę. Często mówiłam, że ją kocham. Naprawdę pokochałam to dziecko, zaakceptowałam, stawałam w jej obronie, gdy coś się działo. To do mnie zadzwoniła, jak pierwszy raz dostała okres, to ja uczyłam ją w łazience, jak zakłada się podpaski i to my kupiliśmy jej pierwsze środki higieniczne. Choć nie ukrywam, że pewne rzeczy mi ciążyły (chociażby to, że nigdy nie byliśmy na romantycznym wyjeździe sami we dwójkę, wakacje zawsze były planowane pod młodą), to akceptowałam sytuację. Nigdy też nie próbowałam zastępować jej matki. Zawsze powtarzałam, że mamę ma się jedną, a my możemy się przyjaźnić. Problemy zaczęły się w 2022 roku. Po kilku latach namowy ze strony córki mój partner zdecydował się złożyć papiery do sądu o zmianę miejsca pobytu dziecka. Młoda coraz gorzej radziła sobie z powrotami do domu matki i ojczyma, błagała wręcz ojca, by złożyć te papiery. W trakcie całej procedury dziecko jednak zmieniło zdanie. Tylko że nam o tym nie powiedziała, tylko zrobiła z mojego partnera totalnego idiotę przed sądem i ośrodkiem, w którym mieli robione testy. Dosłownie jak czytaliśmy opinie z poradni psychologiczno pedagogicznej, to nie wiadomo było czy śmiać się, czy płakać. W międzyczasie pojechaliśmy na wakacje. W pewnym momencie zobaczyłam, że w kosmetyczce ma leki, o których wcześniej nic nie wiedzieliśmy. Były to silne leki sterydowe na alergię. Wywiązała się awantura, i uważam że mój partner miał rację, bo jakby coś się stało na środku jeziora, to nie wiedzielibyśmy nawet, że przyjęła jakieś leki. Zawsze młoda była z nami bardzo szczera, więc takie zachowanie zbiło nas totalnie z tropu, było to do niej niewiarygodnie niepodobne. Od tego momentu zaczęły się schody. Kolejny rok był dla mnie bardzo nieprzyjemny. Za każdym razem jak młoda do nas przyjeżdżała to niby w żartach mi ubliżała, że jestem stara, jak się zmęczyłam idąc po schodach "no tak, wiek już nie ten, to już starość". Zaczęły się kłótnie z moim partnerem o nią, uważał, że przesadzam, że to tylko dziecko. Pojawiały się kłamstwa, jedno po drugim. Zaczęła ograniczać przyjeżdżanie do nas. Manipulowała i nami i swoją matką wykorzystując to, że jej rodzice ze sobą nie rozmawiają. W weekendy, w które miała być u nas, zaczęła nocować u koleżanek. Przełom nastąpił w kolejne wakacje, kiedy okazało się, że udając, że śpi podsłuchuje nasze rozmowy i wszystko przekazuje swojej matce. Wyszło to na jaw podczas rozprawy w sądzie. W pewnym momencie przy niej rozmawialiśmy już tylko o pogodzie. Po tych wakacjach była już u nas dosłownie z 3 czy 4 razy. W któryś dzień w listopadzie 2023 roku mój partner wyjechał w sprawach służbowych, uprosił mnie by na weekend jego córka mogła przyjść z koleżanką, zrobić sobie nocowanke u nas. Zgodziłam się. W pewnym momencie zamknęły się w łazience i zaczęły bawić się kosmetykami. W tym moimi. Zniszczyły mi kosmetyki, ufajdały całą łazienkę. Powiedziałam, że nie wyjdą na dwór, dopóki tego nie posprzątają. Chciało mi się płakać. Od tamtego momentu powiedziałam, że nie ma wstępu do mojego mieszkania. Partner to uszanował, nie zaprasza jej do nas. Spotykają się na mieście. Po tym jak ośmieszyła go w sądzie, w poradni w trakcie opiniowania, jak mnie obrażała niby w żartach, jak sprzedawała wszystko z naszego życia swojej matce, po tym jak odwdzięczyła się za prywatną szkołę 8 jedynkami na koniec ósmej klasy... (tak, nie dostała się do żadnego liceum w naszym mieście), powiedziałam, że nie chce jej widzieć i o niej słyszeć. W międzyczasie weszła w tzw. narkotykowe towarzystwo i zaczęła znikać na noc. Matka jej w tym wszystkim pobłaża, ponieważ używa dziecka jako tarczy przeciw byłemu partnerowi. Przez ten cały czas dzieciak gnoił wręcz mojego partnera. Krzyki przez telefon, wyzwiska, teksty, że nie jest jej ojcem, kłamstwa, manipulacje itd. Bywało, że przez 3-4 miesiące nie mieli w ogóle kontaktu. Trzy lata temu mój partner ciężko zachorował. Gdy powiedział o tym córce usłyszał, że chorobę sobie wymyślił i na pewno nie jest chory. Żeby sobie z tym wszystkim poradzić, mój partner poszedł na terapię. W listopadzie br. miał wypadek samochodowy. Córka ani razu do niego nie zadzwoniła, ani nie przyjechała go odwiedzić do szpitala. Teraz przed świętami zapytałam go czy planuje jej dac jakiś prezent. Powiedział że ustalił ze swoim terapeutą że jeśli ona wykaże jakąś inicjatywę to tak, da jej jakąś drobnostkę. Okazało się, że zamówił jej prezent za blisko 800 zł. Dla mnie drobnostka to zeszyt, kalendarz, kubek. Usłyszałam, że czepiam się o semantykę, że być może się przejęzyczył z tą "drobnostką". Od momentu, kiedy chodzi na terapię ciągle zasłania się swoim psychoterapeutą. Że wszystko z nim ustala, że wie co robi. Przestałam mu ufać. Poza tym jest cudownym mężczyzną. I gdybym chciała mieć dzieci to byłby najlepszym ojcem we wszechświecie. Na prawdę nie mogę mu nic zarzucić, poza tym, że jak pojawia się temat córki to traci głowę, rozum i pieniądze. Mam dosyć tych wiecznych przepychanek, spraw w sądzie, podwyższania co pół roku alimentów, kłamstw, kłótni... Mam żal o czas z nią spędzany. Uważam że po tym co mam zrobiła nie zasłużyła na nic. Rozmawialiśmy ostatnio dużo o przyszłości, zaręczynach, wspólnym dziecku. Powiedziałam, że dopóki nie domknie spraw związanych z byłą partnerką i córką, to nie mamy o czym rozmawiać. Doradźcie mi, proszę, co robić? P.S. Jestem zdecydowana na terapię dla siebie. Aktualnie szukam specjalisty, który nie powie, że wiedziałam, w co się pakuję, że byłam świadoma, że wchodzę w relację z facetem z dzieckiem.
Dzień dobry, piszę do Was z zapytaniem czy to, co przeżywam od kilku już lat, jest normalne.
Mam 22 lata (kobieta). A więc posiadam w życiu naprawdę duży autorytet, jest on dla mnie bardzo ważny, od razu opiszę, że jest to kobieta, wiek około 40 lat. Bardzo dużo o niej myślę w kontekście tego, co robi w życiu i jak mi imponuje , ale gdy dochodzi do naszego kontaktu, ja się wycofuje, nie kontynuuje rozmowy, raczej szybko ją ucinam. A później każdy gest, wydarzenie i spojrzenie bardzo przeżywam i roztrwaniam na czynniki pierwsze, interpretuje. Myśle o niej kilka razy dziennie, wyobrażam sobie scenariusze z nią ,dzisiaj śniło mi się, że nazwała mnie córką i przysięgam, że w życiu nie czułam takiego spokoju. Ogólnie, żeby wyjaśnić, pochodzę z naprawdę dobrego domu, w którym jest pełno miłości i niczego nam nie brakuje, relacje z mamą mam świetne, ale nie jest moim autorytetem.

