Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Boję się brać leki przeciwdepresyjne. Jak sobie poradzić?

Dzień dobry. Mam 22 lata. Cierpię na zaburzenie lękowe z dokuczliwymu objawami somatycznymi. Często mam też coś w rodzaju napadów paniki. Bardzo boję się brać leków przeciwdepresyjnych. Psychiatra przepisał mi lek z grupy SSRI - Elicea. Ja niestety bardzo się boję skutków ubocznych. Rodzina nie uznaje takich leków i gdyby dowiedziała się o ich zażywaniu byłyby bardzo duże problemy - co dodatkowo budzi ogromny lęk przed tymi lekami. Boję się też tych pierwszych 2 tyg kiedy może być gorzej, o czym też informował lekarz. Spróbowałem wziąć ten lek, ale już pierwsza dawka spowodowała ogromne nasilenie lęku i objawy somatyczne, nie wiem czy było to spowodowane tym lekiem czy ogromnym lękiem spowodowanym samym faktem wzięcia tego leku. Lek odstawiłem. To już druga próba leczenia lekami. Lekarze uważają, że leczenie farmakologiczne trzeba wdrożyć, a terapia może być dodatkiem. Ważne jest, żeby w miarę szybko zacząć się leczyć. Jak sobie z tym poradzić? Jak pokonać swój strach przed lekiem i nie poddać się w trakcie leczenia? Chcę normalnie funkcjonować przez okres początku terapii - jestem studentem i nie mogę opuszczać zajęć.
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry Tomku,

to bardzo ważne, byś o swoich obawach powiedział psychiatrze, myślę, że odpowiednio wdroży wtedy lek. Pamiętaj też, że obecnie mamy leki nowej generacji i jest ich mnóstwo, stąd też, gdy po dwóch tygodniach będziesz odczuwał jakieś nieprzyjemne skutki (które najczęściej oznaczają, np. senność czy ból głowy) to od razu modyfikujecie dawkę lub zmieniacie lek :) Jest bardzo dużo substancji mających działanie SSRI, a Elicea to jest właśnie najczęstszy lek “pierwszego rzutu”. Takie leki mają za zadanie modyfikować uwalnianie i dostępność neuroprzekaźników- cząsteczek chemicznych, które odpowiadają za komunikację między komórkami nerwowymi. A komórki nerwowe = układ nerwowy/ mózg. Z kolei mózg zarządza całym organizmem. I dlatego organizm musi się najpierw przyzwyczaić i “dogadać” z lekiem.

Po jednej dawce nie powinieneś odczuwać tak dużej różnicy, jaką opisałeś, w związku z czym Twój trop wydaje się być realny- objawy somatyczne mogły pojawić się w odpowiedzi na sam lęk podczas zażywania i wyczekiwania nieprzyjemnych skutków. 

Leczenie farmakologiczne jest często podstawą, dzięki której jest się w stanie uczestniczyć i czerpać z psychoterapii. Leki mają za zadanie, tylko i wyłącznie, poprawić Twoje funkcjonowanie, jakość codziennego życia, podtrzymywać Cię tak, byś mógł pracować nad swoim lękiem i innymi schematami poznawczymi. Leki antydepresyjne to bardzo ważny element w leczeniu i naprawdę cudowna rzecz :) Szczególnie kiedy, tak jak mówisz, jesteś studentem, co wymaga dużej pracy poznawczej, zmagania się z nowościami i nieopuszczania zajęć.

Informacja, że na początku może być “gorzej” dotyczy często wdrażania się w lek, tak jak wyżej- najczęściej jest to senność czy bóle głowy. Informacja o początkowym większym ryzyku zachowań autodestrukcyjnych/ samobójczych wynika z tego, że lęk i napięcie w organizmie się zmniejsza, natomiast poznawczo (ponieważ nie wypracowałeś jeszcze tego na terapii) możesz wciąż mieć trudności. Tak jak wyżej, natomiast, każda dawka i lek jest do modyfikacji :) 

Jesteś studentem, jesteś więc osobą pełnoletnią i możesz pełnoprawnie zarządzać sobą i swoim zdrowiem. Osoby bliskie mogą mieć, np. mniejszą wiedzę czy utrzymywać stereotypy związane z psychiatrią, jednak jesteś odrębną jednostką i to Ty dbasz o siebie najlepiej jak możesz. Co też jest powodem do dumy, że wybrałeś się do psychiatry!

Trzymam kciuki!

 

 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Dorota Figarska

Dorota Figarska

Leki psychiatryczne mają za zadanie wyrównanie naturalnej chemii w mózgu, tak jak to się dzieje, kiedy przyjmujemy jakieś suplementy, aby wyrównać niedobory. Nie są to leki, które sztucznie równają nastrój, ale poprawiają funkcjonowanie mózgu w taki sposób, by synapsy, z których składa się układ nerwowy mogły się lepiej ze sobą wzajemnie komunikować. 

Lek,  który  przypisał lekarz oddziaływuje na jeden z neuroprzekaźników, czyli serotoninę, która jest naturalnym neuroprzekaźnikiem i występuje w każdym mózgu. Jeśli pojawiają się zaburzenia lękowe albo nastroju, pojawia się też problem ze sprawnym przepływem serotoniny z jednej komórki nerwowej do drugiej, przez co poszczególne obszary mózgu mogą źle reagować na to co się dzieje w otoczeniu, np. zupełnie neutralny bodziec może wywoływać nadmiernie silną reakcję. 

Leki przeciwdepresyjne i przeciwlękowe nie są lekami, które mają działanie jak narkotyki, a więc nie zmieniają osobowości, nie uzależniają, a skutki uboczne, które pojawiają się na początku mogą wynikać z wyrównywania się tej chemii mózgu, co z czasem się ustabilizuje.

Ludzie zazwyczaj kojarzą leki przeciwdepresyjne z substancjami, które mają więcej wspólnego z narkotykami, niż tradycyjnymi lekami.

W zaburzeniach z somatyzacją, czyli objawami z ciała zazwyczaj występuje tendencja do nadmiernego skupiania się na tym, co się z tym ciałem dzieje. Czasami wywołuje to wrażenia cielesne,  które normalnie by się nie pojawiły. 

Dobrym przykładem jest sytuacja, gdy siedzimy na kocu i zaczynamy zauważać, że chodzą po nim mrówki.  Wydaje nam się, że usiedliśmy na mrowisku i zaczyna nas wszystko swędzieć oraz czujemy na sobie chodzące robaczki, mimo że nic takiego się nie dzieje. W rzeczywistości tylko kilka mrówek pojawiło się na kocu.

Podobnie może dziać się z oddechem, jeśli zaczniemy przyglądać się swojemu oddechowi, prawdopodobnie stracimy naturalne tempo oddychania, zdenerwujemy się tym ,że coś jest nie tak i zaczniemy zbyt szybko oddychać, i prawdopodobnie zinterpretujemy to jako duszności. 

Istnieje więc szansa, że część skutków ubocznych, których pan doświadczył podczas prób rozpoczęcia leczenia,  jest efektem lęku i nadmiernego czekania na te objawy, a więc sztucznego ich indukowania. 

Niestety w społeczeństwie istnieje powszechne przekonanie, że tego typu leki to ostateczność, co wynika z małej wiedzy na ten temat. Jednocześnie znaczna część społeczeństwa przedawkowuje leki przeciwbólowe oraz inne leki bez recepty i nie spotykają się ze społeczną stygmatyzacją. Jest to wynik  braku psychoedukacji, ale zachęcam do poszerzenia własnej wiedzy na ten temat, tak aby strach przed komentarzami ze strony rodziny nie był przeszkodą w leczeniu.

Obecnie leki przeciwdepresyjne i przeciwlękowe stają się coraz bardziej nowoczesne, przez co mają mniej skutków ubocznych i są lepiej tolerowane przez pacjentów, niż kilkanaście lat temu. 

W razie gdyby nadal obawiał się pan brania leków, zachęcam do ponownej konsultacji z psychiatrą, mówieniem swoich lęków, rozważaniem minimalnej dawki na początku i stopniowym jej zwiększaniu lub zmiany leku na inny. 

 

Pozdrawiam

psycholog Dorota Figarska 

 

 

 

Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

Wydaje mi się, że to co, opisujesz po wzięciu leku to napad paniki połączony z zamartwianiem się i lękową reakcją na to, co może się wydarzyć jeśli weźmiesz lek. Po prostu lęk przed lękiem. W przypadku zaburzeń lękowych leczenie powinno przebiegać dwutorowo, czyli farmakoterapia i terapia, w trakcie której nauczysz się technik wyłapywania nakręcających Cię myśli, znoszenia dyskomfortu związanego z lękiem oraz dowiesz się jak zminimalizować odczuwanie lęku. Może to pomóc w zrozumieniu przyczyn Twojego stanu i w znalezieniu skutecznych strategii radzenia sobie.

Życzę Ci powodzenia w pokonywaniu swoich obaw i powrotu do normalnego funkcjonowania.

psycholog Anna Martyniuk-Białecka

Martyna Tomczak-Wypijewska

Martyna Tomczak-Wypijewska

Dzień Dobry

Proszę o swoich obawach poinformować psychiatrę i poprosić o dokładne wyjaśnienie tego, jak proponowany Panu lek działa.

Dodatkowo cenne może być zaczęcie psychoterapii już teraz, bez czekania na wdrożenie leków, te obawy wokół przyjmowania leków również można omówić z psychoterapeutą.

 

Pozdrawiam

Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog, certyfikowany psychoterapeuta poznawczo- behawioralny

fobia

Darmowy test na fobię społeczną (Skala lęku społecznego Leibowitza)

Zobacz podobne

Silny lęk separacyjny i regres emocjonalny u 5‑latki po przedszkolu i zmianie zasypiania – jak jej pomóc?
Moja córka za miesiąc kończy 5 lat. Do żłobka poszła w wieku 1,5 roku, a od 2,5 roku uczęszcza do przedszkola (tego samego co starsza siostra). Adaptacje były dla niej bardzo trudne — długo nie chciała zostawać, silnie przeżywała rozstania, ale po kilku tygodniach zwykle się stabilizowała. W wieku ok. 2 lat przez 9 miesięcy miała silne lęki nocne (potwierdzone przez psychologa) — wybudzenia z intensywnym płaczem, brak kontaktu, niemożność uspokojenia. Epizody trwały nawet ponad 20 minut. Po tym czasie nagle ustąpiły i przez kolejne ponad 2 lata córka funkcjonowała prawidłowo. Od 2–3 miesięcy obserwujemy regres. Córka ma duże trudności z regulacją emocji — szczególnie po przedszkolu szybko wpada w złość, histerię, krzyk, potrafi reagować bardzo intensywnie nawet na drobne sytuacje. Takie napady trwają długo, a po ich zakończeniu wraca do normalnego funkcjonowania. Nie chce o tym rozmawiać. Największy problem to poranki i rozstania. Już w weekend przeżywa konieczność pójścia do przedszkola. Rano reaguje silnym lękiem — ucieka, płacze, nie chce wejść do sali, mocno się mnie trzyma. Każde rozstanie jest bardzo trudne. Według psychologa przedszkolnego córka w grupie funkcjonuje dobrze — jest kontaktowa, otwarta, dostosowuje się do zasad. Problem dotyczy głównie rozstań. Dodatkowo jest bardzo związana z jedną koleżanką — jej nieobecność powoduje duży niepokój i niechęć do pójścia do przedszkola. Niedawno wprowadziliśmy też zmianę — córka zaczęła spać w osobnym pokoju z siostrą, wcześniej przez całe życie spała z nami. Nie wiemy, jak najlepiej jej pomóc i skąd może wynikać ten regres
Zacznę od tego, iż przedwczoraj powiedziałam po prawie 2 latach swojemu partnerowi o sytuacji, która mnie męczyła, o której tak naprawdę bałam się mu powiedzieć.
Zacznę od tego, iż przedwczoraj powiedziałam po prawie 2 latach swojemu partnerowi o sytuacji, która mnie męczyła, o której tak naprawdę bałam się mu powiedzieć. Sytuacja, o której mu powiedziałam, wyglądała w sposób taki, iż jego ojciec pewnego wieczoru, gdy wróciłam z pracy (opiekował się wtedy moim dzieckiem, a mój partner był na wyjeździe z wojska, jego żona również była na wyjeździe) zadał mi szokujące mnie pytanie, czy chce się z nim przespać. Gdy odpowiedziałam mu nie i jeszcze raz mówiłam nie i powtarzałam, że nie, że kocham jego syna, że nie ma takiej opcji, żeby coś takiego miało miejsce, zadał mi on kolejne pytanie, skoro nie chce się z nim kochać, to chociaż czy on może zrobić mi dobrze w kontekście minety. Po raz kolejny odpowiedziałam, że nie. Zdaję sobie sprawę, że mogłam powiedzieć o tej sytuacji wszystkim wcześniej, ale bałam się. Czułam, że jestem zastraszana. Gdy chciałam o tym powiedzieć, to od jego ojca usłyszałam, że to będzie moja wina, że ja rozwalę dwie rodziny, że nikt mi nie uwierzy, że to słowo przeciwko słowu. Gdy przedwczoraj była konfrontacja z mamą i tatą mojego partnera, pierwsze co na wejściu usłyszałam od jego ojca zdenerwowanego, że no dalej, dalej mów co masz do powiedzenia, że ja kłamie, gdy powiedziałam w spokoju, jak wyglądała cała sytuacja, zaczął się wściekać i rzucać na moją osobę bluzgami, gdy ja nic nie mówiłam, nie chciałam reagować krzykiem na krzyk. Ale gdy zaczął mi grozić, że ja jeszcze tego pożałuję, że on zniszczy mi życie, nie wytrzymałam i wykrzyknęłam, że kto kłamie, to kłamie, że on wie, jaka jest prawda. Fakt jest taki, iż dziś usłyszałam, że jego żona mi wierzy. Ma żal, że tak późno to powiedziałam, rozumiem to w 100%. Mój partner mi też powiedział, że wierzy, ale powiedział, że jeśli wyjdzie coś jakiś brud na mnie, że ja coś to nie będzie fajnie. Powiem szczerze, nigdy nie myślałam o tym człowieku pod kontekstem seksualnym czy partnerskim. Zawsze traktowałam go jako ojca mojego partnera. Boję się, że po groźbach, które usłyszałam od jego ojca, że coś wymyśli lub powie i znów zmanipuluje bliskimi. Boję się, że ja jako osoba niewinna padłam ofiarą osoby psychicznej, która i tak zryła mi łeb dosłownie. Byłam u psychiatry, który zapisał mi leki. Przez tego człowieka nie umiałam już dłużej trzymać w sobie czegoś, co nie jest moją winą w żaden sposób. Boję się, że on zniczy mnie moją psychikę jeszcze bardziej. Zniszczy moją rodzinę mojego partnera i nasze dziecko. Nie wiem, co mam teraz myśleć, potrzebuje pomocy.
Diagnoza, dokąd? Wszystko odczuwam mocniej. Zaburzenia sensoryczne.

Witam. Mam 22 lata i od dziecka zmagam się z objawami zaburzeń integracji sensorycznej, nerwicy natręctw, tików, a ostatnio w pełni rozwiniętej nerwicy lękowej i depresji. 

Objawy po raz pierwszy pojawiły się w szkole podstawowej (łącznie z zaburzeniami sensorycznymi, co jest nietypowe, gdyż te przeważnie pojawiają się dużo wcześniej, na początku życia) i od tamtego czasu towarzyszą mi z różnym natężeniem, aż do dnia dzisiejszego. Nie pamiętam dokładnie, jak to wszystko się zaczęło, ale prawdopodobnie najpierw pojawiły się tiki nerwowe w formie zaciskania powiek, marszczenia czoła czy chrząkania. 

Potem doszły do tego natręctwa związane z liczeniem i perfekcjonizmem. Liczyłem litery w słowach, wyrazy w zdaniach, linijki na stronie, zaczynałem często od nowa czynności, żeby zacząć je "idealnie". Wszystkie natręctwa były związane z nauką lub ogólnie pojętymi aktywnościami umysłowymi (jak czytanie książek np.). 

W międzyczasie doszły zaburzenia sensoryczne (chociaż bardzo możliwe, że wszystko zaczęło się mniej więcej w tym samym czasie) objawiające się ogólnie mówiąc czuciem wszystkiego "bardziej". I to dosłownie. Po prostu zacząłem zdawać sobie sprawę, że bardziej czuję na sobie ubrania, rzeczy w kieszeniach, krzesła na których siadam czy przedmioty, których codziennie dotykam (jak np. telefon gdy coś na nim piszę). 

Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że właśnie to "czucie" doprowadzi mnie do szału i myśli samobójczych, jakie doświadczam obecnie w życiu dorosłym, ponieważ przypadłość ta bardzo obniża jakość mojego życia, ogranicza aktywności, jakie podejmuję w ciągu dnia oraz jest źródłem permanentnego stresu i lęku. Już opisuję, o co chodzi. Kiedy zakładam spodnie, to bardziej czuję je w pasie, kroczu i na pupie, co często zmusza mnie do ich opuszczania czy poprawiania (zwłaszcza przy zmianach pozycji ciała). Ale to nie wszystko. Bardziej czuję rzeczy w kieszeniach, jak telefon czy portfel. Bardziej czuję bluzkę na brzuchu, pod pachami i wokół szyi, buty na stopach, plecak na plecach itp. Ogólnie zasada jest taka, że im więcej mam ubrań na sobie i im większy jest ich "ciężar", tym bardziej niekomfortowo się czuję. Jak byłem dzieckiem, nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, ale w życiu dorosłym jest to często nie do zniesienia i doprowadza do kuriozalnych sytuacji, kiedy wychodzę z domu w krótkich spodenkach i t-shircie na 15°C, bo wolę zmarznąć niż odczuwać dyskomfort psychiczny (który i tak w pewnym stopniu występuje, bo ludzie dziwnie na mnie patrzą). 

Z innych dziwnych zachowań, które "wymusza" na mnie ta przypadłość można wymienić wkładanie bluzek za spodnie, wkładanie rzeczy pod pachy z ich zaciskaniem (stymulacja sensoryczna) czy zaginanie rogów poduszki pod głową gdy na niej leżę. Sytuacja znacznie się pogorszyła po przebyciu covida 2 lata temu, bo "czucie" się wzmogło i doszły różnego rodzaju dziwne odruchy jak "dociskanie" ręki do ciała, nerwowe wymachy kończyn z ich prostowaniem, ocieranie kolanem o kolano czy grymasy twarzy. 

Do tego cała gama objawów nerwicowych, jak napięciowy ból głowy, chroniczne zmęczenie, szumy uszne, kłucie w sercu, problemy z oddychaniem i wzmożone napięcie mięśniowe. Żadne leki nie pomagają, to samo z psychoterapią. Od roku dzień w dzień wykonuję ćwiczenia z diety sensorycznej zalecone przez specjalistę od zaburzeń integracji sensorycznej - również bez żadnej poprawy w objawach. Dodam jeszcze, że na początku podejrzewałem u siebie jakąś rzadką chorobę neurologiczną, ale żadne badania, które do tej pory wykonałem na to nie wskazują, a trochę ich było (rezonans magnetyczny głowy, EEG, EMG, ENG, próba tężyczkowa, test na boreliozę - wszystko w normie poza EMG z cechami uszkodzenia pierwotnie mięśniowego, ale dalsza diagnostyka to biopsja mięśnia, na którą muszę jeszcze kilka lat poczekać i nie jest to powiązane z objawami, które wymieniłem).

 Nie mam również stwierdzonego autyzmu ani ADHD, tylko "zaburzenia czynnościowe ośrodkowego układu nerwowego". Tylko ja się czuję tak, jakby coś mi ten układ nerwowy, a konkretnie mózg, atakowało. 

Nie wiem tylko jak i gdzie można takie rzeczy zdiagnozować. Bardzo proszę o pomoc, bo nie wiem jak długo wytrzymam jeszcze tę mękę.

Zmagam się ze stanami lękowymi, depresyjnymi, zespołem stresu pourazowego
Zmagam się ze stanami lękowymi, depresyjnymi, zespołem stresu pourazowego. Czasami nie potrafię zrozumieć sama siebie, ale też mam wrażenie, że inni mnie nie rozumieją. Jednego dnia się śmieje, drugiego płacze lub to i to tego samego dnia, mam straszne koszmary w nocy. Boję się o swoje bezpieczeństwo. Jestem matką dwójki dzieci, mąż się znęcał nade mną psychicznie, jestem w trakcie rozwodu. Toczą się sprawy sądowe przeciwko niemu. Jest to wszystko dla mnie bardzo trudne. Czuję przed nim ogromny lęk. Nie mogę podjąć pracy odradził mi psycholog, skierowanie mam do psychiatry po leki. Chciałabym wrócić do dawnego swojego zajęcia, ale nie potrafię, boję się, że mi nie wyjdzie, że nikt tego nie kupi itd. Nie wiem, co mam zrobić ze sobą. W ostatnim czasie lekarz wykrył u mnie cukrzycę typu 1. Jak żyć, gdy wokoło tak dużo negatywnych rzeczy? Jak się zmienić dla dzieci, aby miały szczęśliwą matkę? Mam nowego partnera i bardzo mnie wspiera, ale mimo wszystko nie potrafię się cieszyć życiem. Jest dla mnie zupełnie inny niż mąż i czasami uważam, że za dobry. Bo nigdy tego nie doświadczyłam tego, co mi on daje. Raz już byłam na lekach przeciwdepresyjnych. Ale się boję, czy one nie obniża mi libido, bo te wcześniejsze takie były. Wiem, że potrzebuje pomocy psychiatry i leków, bo jak psycholog powiedziała, za kilka miesięcy będzie ze mną gorzej. A dla swoich dzieci chcę żyć, chcę być silna, ale czasami jest naprawdę ciężko. Jak to wszystko ogarnąć, jak wziąć się za siebie? Tak bardzo chcę zmiany, a nie mam pojęcia od czego zacząć? Oprócz tego, że chodzę do psychologa...
Relacja z terapeutą jest ważna, a jak jest z psychiatrą?
Z psychoterapeutą trzeba nadawać na tej samej fali, a jak jest z psychiatrą? Bo ja nie czuję, że z moją psychiatrką się tak wspaniale rozumiemy, ale może nie trzeba?
fobie

Fobia - rodzaje, objawy, jak sobie z nią radzić?

Czy zmagasz się z nieadekwatną, nadmierną obawą, która utrudnia Ci codzienność? Czy dotyczy ona przedmiotu lub sytuacji? Może to być fobia swoista. Istnieją jednak skuteczne metody jej leczenia. Poznaj rodzaje fobii, objawy i sposoby radzenia sobie.