
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, uzależnienia, zaburzenia lękowe
- Lęk o zdrowie po...
Lęk o zdrowie po uzależnieniu i napady paniki - jak poradzić sobie z nerwicą i odbudową życia?
Treść wrażliwaAgnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Panie Karolu, dwa miesiące trzeźwości po tylu latach uzależnienia to bardzo wczesny, ale jednocześnie niezwykle ważny etap. I mam wrażenie, że teraz zaczyna Pan mierzyć się nie tylko z lękiem, ale również z konsekwencjami wielu lat życia w nałogu. Nic dziwnego, że może to być przytłaczające. Szczególnie uważałabym na ciągłe sprawdzanie objawów w internecie i analizowanie sygnałów z ciała. Daje ono chwilowe poczucie kontroli, ale najczęściej nakręca lęk jeszcze bardziej. Można spróbować wprowadzić zasadę: „Jeżeli coś mnie niepokoi, zapisuję to i omawiam z lekarzem, zamiast przez kilka godzin szukać odpowiedzi w internecie. ”Nie próbowałabym też jednocześnie naprawiać całego życia. Zdrowie, praca, długi, uzależnienie i poczucie winy to ogromny ciężar. Na początku ważniejsze od „wyjścia na prostą” jest utrzymanie trzeźwości i odzyskiwanie poczucia wpływu małymi krokami. Mityngi NA, które Panu pomagają, mogą być teraz naprawdę ważnym punktem oparcia.
Kwestie dotyczące żołądka, leków i wyników badań warto natomiast prowadzić z lekarzem, szczególnie że przyjmuje Pan kilka leków i ma Pan już rozpoznane problemy zdrowotne. Nie próbowałabym samodzielnie interpretować każdego objawu ani zmieniać leczenia pod wpływem lęku. Nie musi Pan najpierw naprawić wszystkiego, żeby zasłużyć na przyszłość. To, co wydarzyło się przez poprzednie lata, jest częścią Pana historii, ale nie musi być jej zakończeniem. Może na ten moment zamiast pytać siebie „czy jeszcze uda mi się zbudować życie?”, warto pytać: „co mogę zrobić dzisiaj, żeby nie wrócić do tego, od czego próbuję odejść?” To może być znacznie mniejszy cel, ale właśnie z takich dni składa się później powrót do życia.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Brożyna
Panie Karolu,
Czytając Pana wypowiedż zauważam przese wszystkim ile udało się Panu już osiągnąć. To rzadkie kiedy osoba z takim bagażem, dokonuje takiej zmiany jak Pan.
Nie wiem czy będzie to dla Pana pocieszające, ale wiele osób ma właśnie takie poczucie, że "to jeszcze nie koniec", "że zawsze coś", że dopiero załatali dziurę w dachu, a tu wiatr wdziera się przez okna. Taka ciągła świadomość może być paraliżująca, jednak warto zdać sobie sprawę z tego, jak wiele zależy perspektywy. Proszę spojrzeć na swoją historię i wszystko to, co już się udało.
A jeżeli chodzi o przyszłość - fakt - jest tego sporo, jednak zarówno w przypadku małych zadań i dużych możemy stosować zasadę "jedzenie słonia". Otóż jak zjeść słonia? Kawałek po kawałku. Chodzi o oto, aby nie analizować wszystkich możliwości, a skupić się na realizacji najbliższego, małego, ale wykonalnego kroku.
pozdrawiam ciepło i życzę powodzenia
Katarzyna Brożyna
Wiktoria Woldan
Dzień dobry 💙
Panie Karolu, dwa miesiące trzeźwości po wielu latach uzależnienia to bardzo ważny krok. Z tego, co Pan opisuje, mam wrażenie, że mierzy się Pan nie tylko z lękiem o zdrowie, ale też z konsekwencjami długotrwałego funkcjonowania w nałogu. To może być bardzo obciążające emocjonalnie.
Zwróciłabym uwagę na częste analizowanie objawów i szukanie informacji w internecie. Choć daje to chwilowe poczucie kontroli, często w dłuższej perspektywie nasila niepokój. Warto wszelkie wątpliwości zdrowotne zapisywać i omawiać z lekarzem, zamiast samodzielnie interpretować każdy sygnał z organizmu. Mam też poczucie, że nie musi Pan rozwiązać wszystkich problemów naraz. Na ten moment szczególnie ważne wydaje się utrzymanie trzeźwości i stopniowe odzyskiwanie poczucia wpływu na swoje życie. Małe kroki często przynoszą więcej niż próba natychmiastowego uporządkowania wszystkiego. Jeżeli mityngi NA dają Panu wsparcie, warto nadal z nich korzystać. W procesie zdrowienia relacje i pomoc innych osób bywają niezwykle cenne.
Pozdrawiam serdecznie,
Wiktoria psycholog
Magdalena Zgraja
Dzień dobry.
Przede wszystkim dwa miesiące trzeźwości po tylu latach używania to naprawdę dużo. Z jednej strony to jeszcze bardzo początkowy etap, z drugiej — już konkretny kawałek pracy, który Pan wykonał. Warto tego nie umniejszać.
To, co Pan opisuje, wygląda na bardzo duże przeciążenie: lęk o zdrowie, napięcie związane z trzeźwieniem, realne problemy zdrowotne, długi i brak pracy. Przy takim obciążeniu łatwo wpaść w spiralę sprawdzania objawów, szukania ich w internecie i coraz większego lęku.
Skoro mityngi NA Panu pomagają, warto wykorzystać także tę przestrzeń do rozmowy o obecnych obawach. Można powiedzieć wprost, czego się Pan boi, zapytać innych, jak oni przechodzili przez podobny okres i co im pomagało. Społeczność NA opiera się właśnie na wzajemnym wsparciu osób, które znają ten problem z własnego doświadczenia.
Równolegle warto uporządkować kwestie zdrowotne z lekarzami i nie zmieniać samodzielnie leczenia. Przydałaby się też praca indywidualna nad lękiem zdrowotnym i napadami paniki.
Na tym etapie nie musi Pan naprawić całego życia naraz. Najważniejsze jest utrzymanie trzeźwości i przechodzenie przez kolejne problemy krok po kroku.
Pozdrawiam
Magdalena Zgraja - psycholog
Jagoda Jek
Dwa miesiące trzeźwości po wielu latach używania to ogromna zmiana. Nic dziwnego, że teraz lęk może być bardzo intensywny – szczególnie jeśli wcześniej substancje służyły Ci do regulowania napięcia.
To, co opisujesz, przypomina mechanizm lęku o zdrowie: pojawia się objaw → zaczynasz go analizować i sprawdzać → chwilowo się uspokajasz → pojawia się kolejny sygnał i wszystko zaczyna się od nowa. Warto więc ograniczać internetowe wyszukiwanie objawów i ciągłe kontrolowanie ciała. Zamiast tego ustal z lekarzem konkretny plan badań i konsultacji, żeby nie musieć samodzielnie oceniać każdego objawu.
O swoich obecnych lękach koniecznie powiedz psychiatrze. Przyjmujesz kilka leków i masz historię uzależnienia, dlatego nie zmieniaj ich samodzielnie ani nie odstawiaj bez konsultacji.
I nie próbuj teraz naprawić całego życia jednocześnie. Najpierw trzeźwość, leczenie, mityngi, sen i podstawowa stabilizacja. Praca, długi i pozostałe sprawy mogą być porządkowane krok po kroku.
Najważniejsze: to, że po latach używania widzisz dziś konsekwencje swoich decyzji, nie oznacza, że jest już za późno. Sam fakt, że od dwóch miesięcy pozostajesz trzeźwy i szukasz sposobu, żeby nie wrócić do nałogu, jest bardzo ważnym początkiem odbudowy.
~ Jagoda Jek, psycholożka
Martyna Kaleta
Dzień dobry,
to, że jest Pan od dwóch miesięcy trzeźwy, jest ogromnym krokiem. Przy takiej historii organizm może być teraz w bardzo trudnym momencie: bez substancji, które przez lata tłumiły lęk i napięcie, ciało zaczyna mówić głośniej. Dobrze byłoby mieć jednego lekarza prowadzącego, psychiatrę i/lub terapeutę uzależnień, z którymi może Pan ustalać konkretne kroki: jakie badania zrobić, kiedy, co jest pilne, a co można obserwować.
Z perspektywy pracy z ciałem powiedziałabym też coś ważnego: ciało nie jest Pana wrogiem. Ono może być przestraszone, przeciążone, nadreaktywne, ale ma w sobie mądrość. Przez lata próbowało jakoś przetrwać. Teraz może Pana prowadzić, tylko warto uczyć się słuchać go inaczej — nie przez paniczne skanowanie objawów, ale przez spokojny kontakt.
Może Pan spróbować bardzo prostych ćwiczeń procesowych:
1. Zamiast sprawdzać objaw — zapytać go, jaki ma ruch.
Jeśli czuje Pan napięcie w żołądku, klatce albo głowie, proszę nie analizować od razu, „co to znaczy medycznie”. Najpierw bardzo delikatnie zauważyć: czy to ściska, pulsuje, ciągnie, kłuje, napiera? Gdyby ten objaw miał ruch — jaki by był? Zaciskanie? Cofanie? Odepchnięcie? Drżenie? Proszę zrobić ten ruch minimalnie, bez forsowania. Czasem ciało pokazuje energię, której potrzebujemy: zatrzymanie, granicę, wycofanie, siłę, odpoczynek.
2. Nadać alarmowi postać.
Można zapytać: gdyby ten lęk o zdrowie był jakąś figurą, kim by był? Strażnikiem? Kontrolerem? Przerażonym dzieckiem? Kimś, kto krzyczy: „uważaj, zaraz coś się stanie”? Potem warto zapytać tę figurę: przed czym próbujesz mnie ochronić? Czego potrzebujesz, żeby nie musieć krzyczeć tak głośno?
3. Znaleźć drugą figurę — tę, która chce żyć.
W Pana wiadomości ona już jest. To część, która chodzi na mityngi, chce być trzeźwa, szuka pomocy, nie chce wracać do nałogu. Warto ją wzmacniać. Jak ona stoi? Jak oddycha? Jakim głosem mówi? Może mówi: „dzisiaj tylko jeden dzień”, „nie muszę naprawić całego życia naraz”, „teraz robię następny mały krok”.
4. Praca z „pułapką”.
Pisze Pan, że czuje się jak w pułapce. Można to potraktować bardzo konkretnie: jak wygląda ta pułapka? Czy jest ciasna, ciemna, twarda? Gdzie w ciele ją Pan czuje? A potem: jaki byłby najmniejszy możliwy ruch w tej pułapce? Nie wyjście od razu. Tylko jeden centymetr. Jeden oddech. Jedno poruszenie dłonią. Tak - w tym momencie ćwiczenia.
Praca z ciałem może pomóc przestać traktować każdy sygnał jak wyrok. Ciało może stać się nie tylko źródłem strachu, ale też miejscem, które pokazuje: „tu jest napięcie”, „tu potrzebuję wsparcia”, „tu potrzebuję wolniej”, „tu potrzebuję czyjejś obecności”.
Pozdrawiam
Martyna Kaleta
Piotr Ziomber
Dzień dobry Panie Karolu
Ma 45 lat ale ma Pan bogate doświadczenie na różnych polach. Uzależnienia krzyżowe to dużo pracy, aby coś zmienić i naprawić. Ale Pan walczy, starając się dojść do siebie. Ciało woła o pomoc, a w głowie burza i pytanie co można z tym zrobić? Po pierwsze proszę zmniejszyć, a z czasem ignorować potrzebę poszukiwania objawów w ciele. W Pana głowie pojawiają się myśli niekorzystne, które wpływają na samopoczucie i odbierają radość z życia. Domyślam się, że Pan ruminuje, (wraca myślami do przeszłości), co dodatkowo wpływa na Pana obniżony nastrój i takie samopoczucie. Czy jest Pan pod opieką psychiatry? Próbował Pan medytacji tu i teraz? W mojej ocenie powinien Pan przejść terapię w nurcie CBT 3 fali gdzie nie walczyłby Pan z lękami, ale zmienił relacje, jakie z nią Pan ma. Uzależnieniu w trakcie trzeźwości towarzyszą zachwiania nastroju czy też myśli, które są mocno destrukcyjne i przejmują kontrole nad umysłem i nad ciałem. Ale proszę mi uwierzyć, że wiele zależy od Pana i nie ma tutaj drogi na skróty. Powodzenia.

Zobacz podobne
Witam. Mam 22 lata i od dziecka zmagam się z objawami zaburzeń integracji sensorycznej, nerwicy natręctw, tików, a ostatnio w pełni rozwiniętej nerwicy lękowej i depresji.
Objawy po raz pierwszy pojawiły się w szkole podstawowej (łącznie z zaburzeniami sensorycznymi, co jest nietypowe, gdyż te przeważnie pojawiają się dużo wcześniej, na początku życia) i od tamtego czasu towarzyszą mi z różnym natężeniem, aż do dnia dzisiejszego. Nie pamiętam dokładnie, jak to wszystko się zaczęło, ale prawdopodobnie najpierw pojawiły się tiki nerwowe w formie zaciskania powiek, marszczenia czoła czy chrząkania.
Potem doszły do tego natręctwa związane z liczeniem i perfekcjonizmem. Liczyłem litery w słowach, wyrazy w zdaniach, linijki na stronie, zaczynałem często od nowa czynności, żeby zacząć je "idealnie". Wszystkie natręctwa były związane z nauką lub ogólnie pojętymi aktywnościami umysłowymi (jak czytanie książek np.).
W międzyczasie doszły zaburzenia sensoryczne (chociaż bardzo możliwe, że wszystko zaczęło się mniej więcej w tym samym czasie) objawiające się ogólnie mówiąc czuciem wszystkiego "bardziej". I to dosłownie. Po prostu zacząłem zdawać sobie sprawę, że bardziej czuję na sobie ubrania, rzeczy w kieszeniach, krzesła na których siadam czy przedmioty, których codziennie dotykam (jak np. telefon gdy coś na nim piszę).
Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że właśnie to "czucie" doprowadzi mnie do szału i myśli samobójczych, jakie doświadczam obecnie w życiu dorosłym, ponieważ przypadłość ta bardzo obniża jakość mojego życia, ogranicza aktywności, jakie podejmuję w ciągu dnia oraz jest źródłem permanentnego stresu i lęku. Już opisuję, o co chodzi. Kiedy zakładam spodnie, to bardziej czuję je w pasie, kroczu i na pupie, co często zmusza mnie do ich opuszczania czy poprawiania (zwłaszcza przy zmianach pozycji ciała). Ale to nie wszystko. Bardziej czuję rzeczy w kieszeniach, jak telefon czy portfel. Bardziej czuję bluzkę na brzuchu, pod pachami i wokół szyi, buty na stopach, plecak na plecach itp. Ogólnie zasada jest taka, że im więcej mam ubrań na sobie i im większy jest ich "ciężar", tym bardziej niekomfortowo się czuję. Jak byłem dzieckiem, nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, ale w życiu dorosłym jest to często nie do zniesienia i doprowadza do kuriozalnych sytuacji, kiedy wychodzę z domu w krótkich spodenkach i t-shircie na 15°C, bo wolę zmarznąć niż odczuwać dyskomfort psychiczny (który i tak w pewnym stopniu występuje, bo ludzie dziwnie na mnie patrzą).
Z innych dziwnych zachowań, które "wymusza" na mnie ta przypadłość można wymienić wkładanie bluzek za spodnie, wkładanie rzeczy pod pachy z ich zaciskaniem (stymulacja sensoryczna) czy zaginanie rogów poduszki pod głową gdy na niej leżę. Sytuacja znacznie się pogorszyła po przebyciu covida 2 lata temu, bo "czucie" się wzmogło i doszły różnego rodzaju dziwne odruchy jak "dociskanie" ręki do ciała, nerwowe wymachy kończyn z ich prostowaniem, ocieranie kolanem o kolano czy grymasy twarzy.
Do tego cała gama objawów nerwicowych, jak napięciowy ból głowy, chroniczne zmęczenie, szumy uszne, kłucie w sercu, problemy z oddychaniem i wzmożone napięcie mięśniowe. Żadne leki nie pomagają, to samo z psychoterapią. Od roku dzień w dzień wykonuję ćwiczenia z diety sensorycznej zalecone przez specjalistę od zaburzeń integracji sensorycznej - również bez żadnej poprawy w objawach. Dodam jeszcze, że na początku podejrzewałem u siebie jakąś rzadką chorobę neurologiczną, ale żadne badania, które do tej pory wykonałem na to nie wskazują, a trochę ich było (rezonans magnetyczny głowy, EEG, EMG, ENG, próba tężyczkowa, test na boreliozę - wszystko w normie poza EMG z cechami uszkodzenia pierwotnie mięśniowego, ale dalsza diagnostyka to biopsja mięśnia, na którą muszę jeszcze kilka lat poczekać i nie jest to powiązane z objawami, które wymieniłem).
Nie mam również stwierdzonego autyzmu ani ADHD, tylko "zaburzenia czynnościowe ośrodkowego układu nerwowego". Tylko ja się czuję tak, jakby coś mi ten układ nerwowy, a konkretnie mózg, atakowało.
Nie wiem tylko jak i gdzie można takie rzeczy zdiagnozować. Bardzo proszę o pomoc, bo nie wiem jak długo wytrzymam jeszcze tę mękę.

