Left ArrowWstecz
Mam problemy z życiem seksualnym. Na początku myślałam, ze problem tkwi w partnerze, ze to on mnie nie podnieca, jednak po głębszym namyśle stwierdzam, ze problem tkwi we mnie. Mam blokadę w głowie i od roku nie potrafię zaangażować się w życie seksualne, a wszystkie inicjatywy ze strony partnera są dla mnie irytujące i drażniące. Dodam, ze wcześniej tak nie było. Na codzień jestem strasznie ospała, nic mi się nie chce. Drobne czynności wymagają ode mnie dużego nakładu psychicznego jak i fizycznego. Jak mam sobie pomoc?
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry, 

mała ilość informacji nie pozwala bardziej szczegółowo odnieść się do Pani objawów, ale obniżony napęd psychoruchowy, obniżone libido, obniżony nastrój mogą m.in. świadczyć o stanie depresyjnym. Zdecydowanie kwalifikuje to Panią do konsultacji z lekarzem psychiatrą. Jeśli lekarz uzna taką potrzebę, skieruje Panią do seksuologa. Pozdrawiam 

3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Pani Olu,

Z tego co Pani pisze przyczyny tego stanu rzeczy mogą być wielorakie. Domyślam się, że nie jest to kwestia jakiś wydarzeń stresowych w tym lub poprzednim związku, które mogły spowodować u Pani spadek libido. Oczywiście przyczyną może być depresja ale również choroba somatyczne np. niedoczynność tarczycy lub hiperprolaktynemia. W związku z tym sugerowałabym wizytę u specjalisty ginekologa-endokrynologa aby na początek wykluczyć przyczyny somatyczne. Pozdrawiam

3 lata temu

Zobacz podobne

U partnera wydarzyło się ostatnio trochę sytuacji, po których odwrócił się ode mnie, nie zwraca uwagi na moją pracę dla naszej relacji. Czuję się niedoceniona.
Witam. Mam ciężką sytuację, ponieważ jestem z chłopakiem, który w tym roku bardzo mnie skrzywdził. Mianowicie poznał mnie, będąc z kimś innym i nie powiedział mi o tym. Po wielu przykrych sytuacjach i zdecydowaniu się na cokolwiek zerwał z tamtą i zrobił wszystko, żeby być ze mną. Bardzo sie kochamy i postanowiliśmy naprawić naszą relacje. Byliśmy razem u terapeuty. Wszystko zaczęło sie układać. Jednak po dwóch miesiącach coś sie wydarzyło. On nie jest z mojej miejscowości. Rodzice, którzy nie patrzą na jego uczucia i zaangażowanie, robią tak, żeby nie był tu ze mną, bo twierdzą, że sobie sam bez nich nie poradzi. Praca go tutaj zaczęła dobijać i jeszcze wyszło, że prawdopodobnie nie może mieć dzieci. Teraz się ode mnie odciął po tym wszystkim, wyjechał do rodziców i twierdzi, że potrzebuje czasu dla siebie. Okej. Każdy go potrzebuje. Ale myślałam, że skoro tyle przeszliśmy i mieliśmy już wspólne plany to jest zdecydowany na przyszłość ze mną. Ja mam 36 a on 28, ale nie przeszkadzała mi różnica wieku. Poświęciłam dla niego moje zdrowie psychiczne, namowy mojej rodziny, że wszystko nam się ułoży i straciłam nadzieje, że zasługuję na jakiekolwiek szczęście. Jestem zawiedziona jego decyzjami i odcięciem się ode mnie, bo poczułam się niepotrzebna i mało znacząca dla niego w trudnej sytuacji. Ciężko mi myśleć, że będzie dobrze, bo wiadomo, że dwie strony muszą chcieć. Nie rozumiem dlaczego mężczyźni nie doceniają tego dobrego co ich spotyka. A może daje od siebie za dużo i za dużo oczekuje od kogoś
Na początku października poznałam nowych znajomych z różnych państw w ramach wymiany. Wśród nich była między innymi grupka Turków. Z jednym z nich się zakumplowałam
Postaram się opisać krótko, ale niestety jest to trochę skomplikowana sytuacja albo ja po prostu za dużo myślę, ale sobie nie radzę emocjonalnie z tym wszystkim. Na początku października poznałam nowych znajomych z różnych państw w ramach wymiany. Wśród nich była między innymi grupka Turków. Z jednym z nich się zakumplowałam i wpadł mi w oko. Potem jednak dowiedziałam się, że ma dziewczynę, więc odpuściłam. Po tym czasie zaczął do mnie pisać inny z nich i tak bardzo urzekł mnie swoją inteligencją, że po paru spotkaniach się zakochałam, ze wzajemnością. Nie traktowałam go jako "nagrody pocieszenia"; byliśmy bardzo zakochani, nie przypominałam sobie, żebym była kiedyś tak zakochana. Niestety potem wszystko zaczęło się psuć, bo wyszły różnice kulturowe, szczególnie w rolach w związku (chciał, abym jako żona była taką "poddaną"), a na dodatek po zerwaniu zaczęła się bardzo ciężka przemoc psychiczna, którą psychoterapeutycznie leczyłam, w międzyczasie żyjąc w strachu i ukrywając się do czasu jego powrotu do Turcji. Jestem studentką psychologii i wtedy z panią psycholog wstępnie oszacowałyśmy, że ten chłopak mógł mieć zaburzenia osobowości borderline, a także tak urojeniowo reagować po wzięciu zbyt dużej ilości leku Adderall (mimo że nie miał ku temu powodów), do czego się przyznawał. Po zerwaniu jeszcze dwa miesiące przekonywał mnie, bym do niego wróciła i była jego żoną, aż w końcu odpuścił. Przez cały czas trwania związku kumplowałam się z tym pierwszym kolegą, który wpadł mi w oko i który zresztą był kumplem mojego ówczesnego chłopaka. Później zerwał on z dziewczyną. Po moim zerwaniu pomagałam mu w różnych sprawach, aż w końcu zaczęliśmy się do siebie zbliżać i zostaliśmy parą. Nie była to romantyczna miłość jak z tym pierwszym chłopakiem, ale była bardzo głęboka, on był zupełnie inny. Również był z Turcji. Ten pierwszy miał taką władczą osobowość, a ten drugi był skromniejszy, zawsze się super dogadywaliśmy. Moja rodzina i przyjaciele bardzo mocno przeżyli tę sytuację z pierwszym chłopakiem, związaną z przemocą psychiczną, dlatego nie mówiłam im na początku o drugim związku z Turkiem, by ich nie ranić. Potem dopiero powiedziałam. On zawsze mówił, że to przetrwamy razem. Jedyne co mnie niepokoiło czasem to fakt, że mało rozmawialiśmy, gdy nie byliśmy razem fizycznie. Jestem aktywną osobą, więc często miałam bardzo zajęte dni i czasem trudno się było zobaczyć, jednak zawsze to rozumiał. Mówił, że nie chce mnie stracić, że mnie kocha i że jestem pierwszą dziewczyną, której mówi, że chce ją za żonę. To mi się wydawało takie prawdziwe. Po jakimś czasie coraz częściej dyskutowaliśmy o tym, że za mało rozmawiamy. Głównie to ja na to narzekałam, bo ja do niego pisałam lub dzwoniłam praktycznie cały czas. Później miałam jedną losową sytuację, w której go potrzebowałam, ale się źle zrozumieliśmy i trochę pokłóciliśmy. Wtedy powiedział mi, że nie czuje się sobą, że ma bardzo zły czas od dwóch ostatnich tygodni i że sądzi, że ma depresję. Od tamtego czasu wspierałam go najlepiej, jak mogłam, jednak on coraz bardziej się dystansował, chcąc być sam. Tęsknił za Turcją. Trzy dni temu napisał mi, że nie chce być teraz z nikim w relacji, bo wie, że nie da siebie w 100% i że najpierw musi odnaleźć siebie. Że mnie kocha, ale że on nie jest tym, kogo ja chcę. Od tamtej pory nie piszemy. Z jednej strony rozumiem, że to może być depresja, ale z drugiej bardzo mnie to boli. Bałam się wchodzić w następną relację po ciężkich przeżyciach psychicznych z byłym partnerem, jego kolegą, ale on mi obiecał, że będzie lepiej, że mam mu zaufać. Co mogę teraz zrobić? Praktycznie z dnia na dzień się zmienił i wyrzucił to wszystko do śmietnika. A może się założył z tym moim byłym chłopakiem? Bardzo dziękuję za odpowiedź i przepraszam, za tak długie pytanie, ale już naprawdę nie wiem, co robić, czuję, że to moja wina :(
Odrzucam potencjalne partnerki, ponieważ znajduję w sobie wadę i o tym decyduję.
Witam. Mam na imię Kamil. Mam 31 lat. Poznałem wspaniałą kobietę na jednym z portali randkowych. Kobieta jest wykształcona, ma dobrą pracę i zainteresowania. Jest inteligentną, sympatyczną i bardzo dobrą osobą. Od początku złapaliśmy wspólny język, rozmawiało nam się świetnie, podobnie odczuwaliśmy emocje i z czasem coraz bardziej otwieraliśmy się przed sobą. Zaangażowaliśmy się do tego stopnia, że szybko padł temat spotkania. Wtedy w mojej głowie pojawiły się myśli, że przecież taka kobieta potrzebuje faceta z dobrą posadą i większą zaradnością, a nie magazyniera bez własnego mieszkania i samochodu. Napisałem jej to wszystko, a ona zachowała się tak, jakby brak tych rzeczy u mnie jej zupełnie nie przeszkadzał. Pomimo tego, że było mi bardzo ciężko, napisałem jej, żebyśmy zrobili sobie przerwę od rozmów. Napisała, że jest trudno to zaakceptować, ale się zgodziła. Nie mogę sobie poradzić z tym, że odrzuciłem swoją bratnią duszę, a jednocześnie zrobiłem to, bo chciałbym dla niej jak najlepiej. Wcześniejsze relacje kończyły się identycznie właśnie przez takie myśli i moje ciągłe analizowanie. Jestem ambitny i dążę do bycia lepszym, zamożniejszym. Niestety za każdym razem znajduję w sobie jakąś wadę, która może rzutować na przyszłość drugiej osoby. Po zerwaniu relacji z dziewczyną opisaną wyżej czuję się beznadziejnie, bardzo źle psychicznie. Proszę o jakąś poradę, bo jestem na granicy psychicznej wytrzymałości.
Siostra zwraca rodzinie uwagę, by nie czegoś nie mówić jej córkom, mimo że córki nie mają nic przeciwko.
Jak mam postępować z siostrą ,która ma dwie córki. Mam bardzo dobre relacje z nimi jako ciocia, mimo iż zdarza się, że rzadko je widuję. Sama nie mam dzieci z racji choroby. Nie narzucam się...często z siostrzenicami rozmawiam o różnych rzeczach. Bardzo często siostra zwracała mi uwagę jak siostrzenice były małe, że mam "tak do nich nie mówić w sensie zdrobniale" albo jak zwróciłam siostrzenicy uwagę, żeby tak albo inaczej nie robiła, bo coś źle robi, to zaraz usłyszałam od siostry ,że tak nie mówić, bo będzie siostrzenicy przykro, co zdarzało się bardzo często wielokrotnie...albo z druga starszą zaczęłam rozmawiać o szkole, pytać gdzie na studia chce,razem z siostrzenicą rozmawiałam normalniem może do tego albo tamtego miasta,oczywiście usłyszałam, że mam z nią o tym nie rozmawiać ,niech sama decyzję podejmuje. Czasem to już mnie się odechciewa w ogóle z siostrą rozmawiać. Czy w pytaniu gdzie chcesz iść na studia albo skoro wybrałaś dwa miasta to może fajnie tutaj jakbyś poszła, jest coś niewłaściwego?Czasem bywa, że mamy się spotkać, ale w pracy coś wypadnie i muszę przełożyć z siostrzenicami spotkanie to zaraz pretensja siostry, gdzie siostrzenice rozumieją bez pretensji. Czasem mimo iż nie jest to wina moich siostrzenic, nie chce mi się z nimi gadać, bo zaraz znowu będzie ze strony mojej siostry coś nie tak, że coś nie tak. Zawsze zarzucała nam, matce, ojcu, mnie, że powiedzieliśmy coś nie tak i "siostrzenicy będzie przykro". Ale my nic obraźliwego nie mówimy, najwyżej zwrócimy uwagę, że nie rób tak, bo coś sobie zrobisz, nie tak trzymasz np długopis itp. O co chodzi siostrze "...będzie jej przykro". Nie mam dzieci , nie narzucam się siostrzenicom,staram się je wysłuchać, zrozumieć, czasem coś doradzić.
Jak zacząć myśleć o sobie pozytywnie po stracie dziecka i braku wsparcia?

Dzień dobry, 

Piszę z zapytaniem, ostatnio moje życie obróciło się do góry nogami. Byłam w ciąży, lecz straciłam moje dziecko. 

Od nikogo nie dostałem wsparcia ani od rodziny, ani od chłopaka. Wręcz przeciwnie zostaje poniżana, wyzywana. Szczerze bardzo mnie to boli. Na początku starałam się innym wyjaśnić, co mnie boli, lecz nie rozumieją moich uczyć. Nie umiem odejść od nich, bo są dla mnie ważni. Na zewnątrz jestem uśmiechnięta, a w środku załamana. Nie myślę o sobie, tylko jak uszczęśliwić innych. Martwię się o innych, troszczę, a za to dostaje odrzucenie. 

Chcę popracować nad tym, żeby myśleć o sobie, lecz nie umiem. Dlatego piszę tutaj z zapytaniem, jak zacząć myśleć o sobie pozytywnie i zająć się sobą?

Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.