30 zł zniżki na pierwszą wizytę z kodem WIOSNA26

w ramach akcji #WychodziNamToNaDobre!

Wybierz specjalistę
Left ArrowWstecz

Samookaleczanie i poczucie winy związane z nadchodzącym latem

Treść wrażliwa
Samookaleczam sie i nie potrafię przestać. Niedługo bedzie lato i trzeba będzie chodzić w krótkim rękawie. A ja robię sobie to, a później ma wyrzuty sumienia.
Katarzyna Nanowska

Katarzyna Nanowska

To ważne, że piszesz o swoich trudnościach. Samookaleczenia świadczą o tym, że przeżywasz bardzo trudne emocje, z którymi trudno jest Ci poradzić sobie w inny sposób. Czujesz psychiczny ból i zamieniasz go na fizyczne odczucia. Twoje słowa rozumiem tak, że chcesz przestać, ale to nie wychodzi, a potem źle się z tym czujesz. Nie znam dokładnie Twojej sytuacji, ale istotne jest, abyś skorzystała ze wsparcia innych osób. Samookaleczenia pokazują, że dzieje się coś, czym koniecznie trzeba się zająć, a to niezwykle trudne w pojedynkę. Jeżeli nie jesteś samodzielna, warto poprosić o pomoc inne osoby, na przykład rodziców, psychologa lub pedagoga szkolnego, wychowawcę, a może członka rodziny, do którego masz zaufanie. Wiem, że to trudne mówić o takich sprawach, ale to jedyny sposób, żeby otrzymać pomoc. Czasami boimy się tego, jak zareaguje nasze środowisko, a tymczasem ich reakcja może nas zaskoczyć, także pozytywnie. A może dobrym pomysłem dla Ciebie byłoby poproszenie o możliwość uczestniczenia w psychoterapii? Ważne, żebyś uwierzyła, że nie musisz się okaleczać.  Jeśli poczujesz się źle, postaraj się odwrócić uwagę od myśli, które temu uczuciu towarzyszą. Dobrym pomysłem może być rozmowa z kimś, z kim lubisz rozmawiać, zajęcie się czymś, co mocno zajmie Twoją uwagę, wyjście na spacer, a nawet włączenie ulubionego (niesmutnego) serialu. Pomocne mogą być praktyki oddechowe, a nawet liczenie (na przykład wspak od 100 do 1 co 3).  Nawet jeśli jeden raz uda Ci się zastąpić okaleczenie się innym zachowaniem, zobaczysz, że masz w sobie moc, żeby zmienić ten nawyk, który sprawia, że cierpisz. Zachęcam Cię do zwrócenia się o pomoc do innych osób oraz uczestnictwa w psychoterapii, co stworzyłoby przestrzeń do przyjrzenia się trudnościom, których doświadczasz i uzyskanie pomocy.

 

Z ogromną życzliwością,

Katarzyna Nanowska, psychoterapeutka.

2 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Droga Zuziu,

 

Sądzę, że jesteś w bardzo trudnym cyklu: napięcie- chwilowa ulga -wyrzuty sumienia i jednocześnie widać, że jest w Tobie część, która chce się zatrzymać i znaleźć inny sposób. Często takie zachowania są próbą poradzenia sobie z silnymi emocjami. To da się stopniowo zmieniać, ucząc się bezpieczniejszych sposobów rozładowania napięcia. W chwili impulsu możesz spróbować np. lodu na skórę, ściskania czegoś mocno, rysowania po skórze markerem zamiast cięcia, krótkiego intensywnego ruchu albo zapisania tego, co czujesz.

Myślę też, że bardzo ważne jest, żebyś nie zostawała z tym sama, rozmowa z kimś zaufanym albo specjalistą może naprawdę pomóc. Jeśli poczujesz, że tracisz kontrolę, sięgnij po wsparcie: 116 111 lub 800 70 2222, a w nagłym zagrożeniu 112. Twoje ciało próbuje unieść coś bardzo trudnego, możesz nauczyć się dbać o siebie w łagodniejszy sposób.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

 

 

 

2 dni temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

dzień dobry,

To, co Pani przeżywa, jest rzeczywistym problemem, a nie kwestią braku woli. Samookaleczenia mają biologiczne podłoże – uwalniają substancje zmniejszające ból psychiczny, co tworzy nawyk fizjologiczny. Dlatego trudno po prostu „przestać". Zamiast czekać na lato i rosnący lęk, warto podjąć działania już teraz. Praktycznie to oznacza identyfikację sygnałów – co dzieje się przed samookaleczeniem, jaka emocja, sytuacja poprzedza to zachowanie. Równie ważne jest znalezienie alternatywnych sposobów radzenia sobie, takich jak zimna woda na przedramię, gumka do włosów na nadgarstku, intensywne ćwiczenia czy inne czynności, które będą substytutem dla samookaleczenia. Zapisywanie sytuacji, w których pojawia się chęć, pozwoli na rozpoznanie wzorców. Wyrzuty sumienia to bardzo ważny element, który wzmacnia cykl negatywny – lęk → samookaleczenie → wina → znowu lęk. Samookaleczenie zazwyczaj współtowarzysza depresji, lękowi lub traumie. To właśnie dlatego powinno to być pod opieką psychologa – szczególnie ze względu na nasilenie i opór przed zatrzymaniem zachowania. Psychoterapia poznawczo-behawioralna, jest tutaj skuteczna. Lato nie powinno być dodatkowym stresorem – warto zwrócić się o wsparcie już teraz, zanim okres ten się zacznie. Psycholog będzie mógł pomóc Pani w zrozumieniu funkcji tego zachowania i znalezieniu zdrowszych sposobów radzenia sobie ze stresem i emocjami, które stoją za samookaleczeniami.

 

z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut

psycholog, psychotraumatolog

2 dni temu
Martyna Kamińska

Martyna Kamińska

Musi być Ci bardzo ciężko. Z tego, co widzę po Twojej wiadomości musisz czuć się bardzo źle psychicznie i potrzebujesz pomocy. Jesli jesteś osobą pełnoletnią to powinnaś zgłosić się do odpowiedniego miejsca (na początek może to być lekarz pierwszego kontaktu, który później powinien pokierować Cię do szpitala lub do psychiatry). Jesli jesteś osobą niepełnoletnią to koniecznie zgłoś to rodzicom lub komukolwiek dorosłemu, komu możesz zaufać w szkole. Często boimy się reakcji rodziny na to, że próbujemy sobie pomóc. Każdy dorosły i każde dziecko musi dostać opiekę, kiedy jest w krytycznym stanie. To jest nasze prawo, jako człowieka. W razie czego podsyłam numeru telefonów zaufania dla dzieci i młodzieży 116111 i dla dorosłych 116123. 

2 dni temu
Aleksandra Milewska

Aleksandra Milewska

To, że pojawiają się samookaleczenia, zwykle nie wynika z braku silnej woli, tylko z tego, że w środku jest bardzo dużo napięcia, bólu albo emocji, z którymi trudno poradzić sobie inaczej. Ulga po zrobieniu sobie krzywdy bywa chwilowa, a potem pojawiają się wstyd i poczucie winy – i to zamyka w błędnym kole.  

To ważny sygnał, że potrzebuje Pani więcej wsparcia, a nie więcej karania siebie. Z takimi trudnościami naprawdę nie trzeba zostawać samemu. Warto sięgnąć po pomoc specjalisty, która może pomóc znaleźć inne sposoby radzenia sobie z napięciem, bez ranienia własnego ciała.  

Samo to, że potrafiła Pani nazwać problem i o nim napisać, jest już ważnym krokiem. Kolejnym może być poszukanie dla siebie bezpiecznego wsparcia.

2 dni temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Zuziu, dziękuję Ci, że napisałaś i podzieliła się tym, co przeżywasz, bo to wymagało ogromnej odwagi. Bardzo wyraźnie czuję w Twoich słowach lęk przed nadchodzącym latem, ale też wielki ciężar związany z poczuciem winy, który towarzyszy Ci po każdym takim zdarzeniu. Chciałabym, żebyś wiedziała, że to, co czujesz – ten cykl szukania ulgi w bólu, a potem mierzenia się z wyrzutami sumienia – jest bardzo trudnym mechanizmem, z którym nie musisz radzić sobie zupełnie sama.

Samookaleczanie to często sposób na ucieczkę przed emocjami, które w danej chwili wydają się nie do zniesienia, ale istnieją bezpieczne metody, które pozwalają to napięcie rozładować bez ranienia swojego ciała. Pamiętaj proszę, że nie jesteś winna temu, jak się czujesz, i zasługujesz na wsparcie, a nie na karanie samej siebie. 

Bardzo Cię zachęcam, abyś nie czekała do lata i spróbowała porozmawiać o tym z kimś, komu ufasz, albo skorzystała z bezpłatnego i anonimowego Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży pod numerem 111 116, który działa całą dobę. Rozmowa ze specjalistą pomoże Ci krok po kroku odnaleźć inne sposoby na radzenie sobie z tym, co Cię przytłacza, bo Twoje bezpieczeństwo i spokój są najważniejsze.

Psycholog Bożena Nagórska

2 dni temu

Zobacz podobne

Za chwilę kończę 25 lat.
Za chwilę kończę 25 lat. Nienawidzę swojego ciała, swojej sytuacji, braku perspektyw na przyszłość. Nie mogę nic z tym zrobić, a naprawdę próbowałem wielokrotnie i na różne sposoby. Codziennie budzę się i nie mam właściwie dla kogo ani po co wstawać z łóżka. Nie wiem, po co żyję. Jestem życiowym zerem. Od dłuższego czasu nie chcę żyć. Codziennie o tym myślę, wielokrotnie. Miałem raka, zostawiła mnie dziewczyna, oszukano mnie w pracy, nie powiodło mi się w życiu, a naprawdę ciężko pracowałem, żeby było dobrze już będąc nastolatkiem. Brak mi jakiejkolwiek motywacji i chęci. Moi znajomi żenią się, budują domy, a ja tylko na to bezradnie patrzę i zastanawiam się jak się zabić i więcej nie znosić tego świata. Leki nie pomagają, bo one nie sprawią, że nagle moje życie się ułoży, a ja nie wierzę, że kiedykolwiek będzie dobrze po tym czego doświadczyłem. Już miało być dobrze. Doszedłem do wniosku, że trzeba było się nie leczyć. I tak moja osoba nic nie zmienia.
Mam ataki złego samopoczucia, tzn. czuje ból psychiczny, tak jakby bolała mnie dusza
Mam ataki złego samopoczucia, tzn. czuje ból psychiczny, tak jakby bolała mnie dusza, towarzyszą pragnienie odebrania sobie życia (lub samookaleczenia się). A taki stopniowo rosną, maleją, znowu rosną, po jakimś czasie jest lepiej i za kilka dni znowu ta sama sytuacja czy to może być depresja? Jeśli nie to, co to może być? Dodam, że biorę leki i nic nie pomaga.
Nie mogę poradzić sobie po zerwaniu związku przez faceta
Jestem po zerwaniu, facet zostawil mnie po 5 latach, powiedzial ze mnie nie kocha i nie chce miec ze mna kontaktu. Codziennie budze sie z lękiem i nie daje sobie rady psychicznie, ból i tesknota jest nie do opisania, wolałabym juz nie zyc. Wiem że potrzebuje pomocy lekarza ale co poza tym moge zrobic by nie miec nadziei ze wroci, ze jednak kocha i nie chciec do niego pisac.
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia.
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia. Nie uważam, żebym był brzydki. Powiem więcej - podobam się sobie. Jednakże, nie czuję się atrakcyjny. Ukończyłem studia wyższe uzyskując tytuł magistra informatyki. Pracuję na ten moment, jako Tester oprogramowania. "Chciałbym" startować na stanowisko młodszego programisty. "Chciałbym" umieściłem w cudzysłowie, gdyż tak naprawdę nie wiem, czego chcę już. Nigdy nie chciałem być programistą. Na studia Informatyki poszedłem z braku innego pomysłu oraz presji. Wiem, że to dość typowy przypadek. Programowanie, po prostu, najbardziej mi się spodobało ze wszystkiego w trakcie studiów a dodatkowo jest to zawód raczej dobrze płatny. Moim zamiłowaniem jest muzyka, a konkretniej jestem gitarzystą. Zamiłowanie do instrumentu zaczęło się w gimnazjum. Szybko odkryłem, że mam ponad przeciętne predyspozycje (pragnę, żebyście mi tu uwierzyli, znam się na rzeczy). Kochałem komponować utwory, zawsze zależało mi, aby były złożone, pomysłowe i atrakcyjne dla muzyków (a przede wszystkim dla mnie) do grania. W ten sposób umiałem się uzewnętrzniać. Na studiach dostałem się do składu zespołu muzycznego. Chłopaki byli dla mnie jak druga rodzina. Zawsze jednak grałem trochę w innym klimacie niż oni. Jednakże osobiście uważałem, że nie gryzie się to z resztą, jako całokształt. Chłopaki zwykle byli innego zdania, więc musiałem walczyć o każdy swój pomysł, zazwyczaj wychodziłem zwycięsko i pomysł przechodził dalej. Czułem, że uczę się walczyć o swoje, co nigdy mi nie przychodziło z łatwością. Po około 3-4 latach kilka miesięcy po rozpoczętej pandemii, zaczynałem czuć się gorzej psychicznie. Czułem się tragicznie przez to, że staliśmy w miejscu. Brak występów, nagrane dopiero ze 3 kawałki (żaden z moich pomysłów) a mieliśmy ich więcej naprawdę porządnych i dopracowanych kawałków. Zacząłem naciskać, że powinniśmy iść do studia nagrywać resztę. Zaproponowałem nawet, że mogę za nas założyć na początek. Jednocześnie zdarzało mi się dziwnie izolować na próbach od reszty, z powodów problemów na tle psychicznym, co zaowocowało niedługo wyrzuceniem mnie z zespołu. Był to dla mnie straszliwy cios. Jakby sens mojego życia przestał istnieć. Płakałem, jak gdybym umierał i nie mógł nic zrobić. Od tamtej pory (minęły jakieś 3 lata) na przemian czuję się zmotywowany i przegrany tak, jak teraz. Na ten moment jestem w dwóch zespołach. W jednym gram 2 lata - kompletnie nie mój gatunek muzyczny, ale szedłem z założeniem, że może mi to pomóc kiedyś złożyć zespół jaki pragnę (poznam ludzi itp), lecz z każdą próbą czuję się gorzej, a nie umiem odejść. Drugi zespół od niedawna, podchodzę z dystansem i choć gatunek zdecydowanie bliższy mojemu to znowu widzę, że będę musiał walczyć o swoje pomysły. Mam swoje własne pomysły i strasznie ciężko mi jest znaleźć osoby, którym się to podoba i też jest to ich styl. Jak znajduję, to zazwyczaj nie udaje mi się do końca całej kapeli złożyć, dlatego najłatwiej mi jest próbować się dostawać do zespołów już kompletnych poszukujących gitarzysty (tak jak to było z tymi dwoma). Mam jeszcze inne pasje i boję się je wyjawić, gdyż jest to tak charakterystyczne połączenie, że jeśli ktoś z moich znajomych to przeczyta to od razu będzie wiedział, kto jest autorem. A wtedy prywatność zostanie naruszona. Więc powiem tylko tak, że jest to sport fizyczny indywidualny. Od dziecka chciałem to trenować, ale rodzice mnie nie zapisali. Dopiero na studiach sobie o tym przypomniałem. Jestem w topce w Polsce z dużymi szansami na mistrzostwo. Myślę o byciu instruktorem, jednakże jest to sport niszowy i pieniędzy z tego praktycznie nie ma. A na pewno nie dużych. Lubię się uczyć języków obcych. Zawsze sprawiało mi to frajdę. I mam też kilka innych hobby, ale nie chcę dla dyskrecji się tym dzielić. Nie mam dużo przyjaciół. Właściwie mam jednego, który jest introwertykiem i bardzo rzadko mam z nim kontakt. Czuję się bardzo samotny. Bardzo! Większość czasu spędzam sam. Jedyny kontakt z ludźmi mam na zajęciach dyscypliny sportowej, którą trenuję. Dziewczynę miałem raz w życiu, w liceum. Z początkiem studiów, oddaliliśmy się od siebie i mnie zostawiła. Bardzo cierpiałem wtedy, lecz po pół roku doszedłem do siebie. Czułem, że wiele mnie to nauczyło. Zdaje mi się, że nie umiem nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi a przynajmniej do takiego stopnia, żeby chcieli być moimi przyjaciółmi. Raczej wszystko kończy się po prostu na dobrej znajomości. Odkąd pamiętam, mam złe stosunki z rodzicami. Ojciec prawie ze mną nie rozmawia. Przykro mi, że nie otrzymałem od nich większego wsparcia. Wielokrotnie mówiłem o tym, że co innego mi w duszy gra niż Informatyka i że cierpię studiując. Matka mi radziła, żeby to zdać dla bezpieczeństwa a potem pomyśleć o czymś innym. Inni moi znajomi co byli ze mną na kierunku odchodzili po pierwszym semestrze orientując się w tym jak studia wyglądają (przynajmniej na naszej uczelni). W tym momencie robią to co lubią a nie jest to wcale nic takiego. Część z moich z moich znajomych się nawet z tego śmiała, ja zawsze byłem jednak pod wrażeniem. Ja sam nie zdecydowałem się na odejście ze względu na to, że w przeciwieństwie do ów znajomych, co odeszli, mi dobrze szło na studiach. Zdawałem egzaminy. Zawsze sobie też stawiałem ambitne wyzwania. Myślę, że te rzeczy mnie powstrzymały. Wracając do rodziców, nie wspierali mnie w moich pasjach. Nie pomagali zrozumieć, że mogę robić w życiu to co lubię. (Jeden z moich znajomych jest zawodowym muzykiem - postawił na to po prostu, nie bał się). Więc ja zawsze się bałem postawić wszystko na moją pasję. Mam wrażenie, że brak kontaktów z ojcem, brak okazywania miłości z jego strony sprawił, że mam problemy w kontaktach między ludzkich (mam wrażenie, że skoro ja go nie ciekawię, to nikogo nie ciekawię). Wstydzę się też chwalić swoimi osiągnięciami, swoimi twórczościami. Po wyrzuceniu mnie z zespołu zacząłem chodzić na terapię do psychoterapeuty, czułem się na niej wielce nierozumiany i że jestem tam po to, żeby dawać pieniądze. Zmieniłem więc psychoterapeutę. Drugi raz czułem, że to strzał w dziesiątkę. Była to starsza już pani, ale czułem od niej ciepło i troskę. I faktycznie przez pewien czas czułem poprawę. Jednakże problemy moje wróciły ze zdwojoną siłą. Myślę, że starczy już. Sytuacja, w jakiej się teraz znajduję, jest taka, że nic a nic nie ma dla mnie już sensu. Mam 26 lat, a czuję się, jakbym miał już 60, jakby wszystkie drzwi się już przede mną zamknęły. jak w dniu świra, że ja jestem głównym bohaterem tego smutnego filmu. Że mój potencjał się już stracił. Muzykę, choć kocham, to nie mam już motywacji by to robić, straciłem nadzieję a bez tego czuję się jak bez tożsamości. Praca, sport, hobby, muzyka - wszystko dla mnie jest bez sensu. Choć nie chcę tego, myśli samobójcze przychodzą mi do głowy, i to mnie niepokoi. Bo wiem, że wizja samobójstwa mnie przeraża i nie chcę tego robić, ale kto wie do czego ból mnie doprowadzi. Bardzo, bardzo błagam o pomoc. Pozdrawiam, przepraszam, że takie długie
Nie chcę powiedzieć o tym, że czuję się gorzej, mam myśli samobójcze. Czy to wpłynie na sposób leczenia?
Mam pytanie, jeśli mam stwierdzoną depresję oraz stany lękowe i rozpocząłem leczenie- mam 13 lat- czy jeśli nie wspomnę, że czuję się coraz gorzej z każdym tygodniem i mam myśli samobójcze, to czy jakoś to może wpłynąć na leczenie?
Depression Hero

Depresja – przyczyny, objawy i skuteczne leczenie

Depresja to poważne zaburzenie psychiczne, które może dotknąć każdego. Wczesna diagnoza i leczenie są kluczowe – poznaj objawy, metody leczenia i sposoby wsparcia chorych. Pamiętaj, depresję można skutecznie leczyć!