- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Przemoc w...
Przemoc w małżeństwie i brak zaufania – jak walczyć o relację?
PaK
Marta Bojarczuk
To, co opisujesz, jest bardzo trudne i widać, że jesteś skrajnie wyczerpany psychicznie. Ważne jest jednak nazwanie rzeczy po imieniu, bo bez tego łatwo się jeszcze bardziej pogubić. To, co dzieje się w Waszym domu, dawno przestało być zwykłym kryzysem małżeńskim. Utrata zaufania, nawet bolesna, nawet wynikająca z realnego błędu z przeszłości, nie usprawiedliwia wyzwisk, rękoczynów, używania przedmiotów do bicia, wyrzucania z domu, blokowania dostępu do pieniędzy ani izolowania dzieci od drugiego rodzica. To są zachowania przemocowe i nie ma tu znaczenia, kto jest kobietą, a kto mężczyzną.
Z Twojego opisu widać, że bardzo długo próbowałeś „naprawiać” sytuację własnym wysiłkiem – pracą, pomocą w domu, obecnością przy dzieciach, spokojem, rozmowami, prośbami. To, że to nie zadziałało, nie oznacza, że zrobiłeś za mało. Oznacza raczej, że problem leży gdzie indziej. Przemoc w relacji nie zatrzymuje się dlatego, że druga strona jest dobra, cierpliwa czy bardziej się stara. Bez realnej odpowiedzialności i długotrwałej pracy osoby stosującej przemoc najczęściej się nasila, a nie cofa.
Bardzo częste u osób doświadczających przemocy jest myślenie: „może jeszcze da się to uratować”, „może jeśli wytrzymam”, „może ona się zmieni”. Ta nadzieja jest zrozumiała, zwłaszcza gdy są dzieci i lata wspólnego życia, ale z psychologicznego punktu widzenia nie może ona być podstawą decyzji o dalszym trwaniu w sytuacji, która niszczy Cię psychicznie i fizycznie. To, że jesteś wysportowany, silny i „nie z miękkich”, w żaden sposób nie chroni przed długotrwałym wyniszczeniem psychicznym. To, co opisujesz – bezsilność, poczucie uwięzienia, bycie wyrzucanym z domu, strach o dzieci – to klasyczne sygnały, że granice zostały wielokrotnie przekroczone.
Na tym etapie kluczowe pytanie nie brzmi już „czy ratować małżeństwo”, tylko „jak zadbać o bezpieczeństwo swoje i dzieci”. To nie jest rezygnacja ani porażka, tylko próba zatrzymania czegoś, co wymknęło się spod kontroli. Rozmowy, prośby i groźba Niebieskiej Karty nie przynoszą efektu – to też ważna informacja. Z doświadczenia wiadomo, że w takich sytuacjach bardzo potrzebne jest wsparcie z zewnątrz: kontakt z psychologiem pracującym z osobami doświadczającymi przemocy, rozmowa z prawnikiem lub doradcą, żebyś wiedział, jakie masz prawa i możliwości, oraz dotarcie do instytucji, które realnie zajmują się pomocą ofiarom przemocy – także mężczyznom.
Twoje pragnienie, żeby żona się zmieniła, jest zrozumiałe, ale Twoje życie i zdrowie nie mogą być oparte wyłącznie na nadziei, że ktoś kiedyś się opamięta. To, że szukasz pomocy i mówisz wprost, że jesteś na granicy wytrzymałości, nie jest oznaką słabości. To sygnał, że sytuacja przekroczyła granice, których nikt nie powinien znosić sam.
Nie jesteś sam, nawet jeśli teraz tak to wygląda. I naprawdę warto, żebyś dostał pomoc, zanim ten stan jeszcze bardziej się pogłębi.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Daria Składanowska
Dzień dobry,
to, co Pan opisuje, jest bardzo poważną sytuacją – doświadcza Pan przemocy fizycznej i psychicznej, a to nigdy nie jest usprawiedliwione, niezależnie od wcześniejszych błędów w relacji.
Utrata zaufania nie daje prawa do bicia, wyzwisk ani kontroli finansowej. W tej chwili najważniejsze jest Pana bezpieczeństwo psychiczne i fizyczne oraz realne wsparcie – pomoc specjalisty, instytucji zajmujących się przemocą domową i rozmowa z prawnikiem.
Warto szukać dla siebie wsparcia psychologicznego, terapeutycznego, prawnego lub wśród zaufanych osób np. kolega, członek rodziny. Szukanie pomocy w tej sytuacji jest oznaką siły, nie słabości.
Punkty interwencji Kryzysowej działające w każdym dużym mieście posiadają specjalistów tj. np. psychologów, prawników udzielają bezpłatnie wsparcia.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Piotr Ziomber
Witam. Twoja sytuacja brzmi bardzo trudna i wyczerpująca psychicznie gdyż doświadczasz przemocy fizycznej i psychicznej, co wymaga natychmiastowej pomocy specjalistycznej. Priorytetem jest Twoje bezpieczeństwo i córek, a nie walka o zmianę żony, bo przemoc domowa rzadko ustępuje bez interwencji.
Zadzwoń po wsparcie pod Ogólnopolski Telefon dla Ofiar Przemocy „Niebieska Linia” (800 120 002, całodobowy) pod którym uzyskasz poradę psychologiczną, prawną i informacje o pomocy lokalnej, niezależnie od płci. Inne numery: 116 123 (kryzys emocjonalny, całodobowy) lub 987 (przemoc domowa).
Kolejny krok to zgłoszenia tego na policję. Mimo wcześniejszej niebieskiej karty, zgłoś przemoc ponownie (112 lub 997) – jako mężczyzna masz prawo do ochrony; policja musi działać na zawiadomienie o przestępstwie (wyzwiska, bicie to znęcanie się).
Dokumentuj wszystko czyli zbieraj dowody (zdjęcia siniaków, nagrania, świadkowie) na przemoc gdyż to kluczowe przy rozwodzie lub eksmisji sprawcy. Możesz złożyć pozew o rozwód z orzeczeniem winy żony (przemoc psychiczna i fizyczna to podstawa); udowodnij rozpad pożycia dowodami a sąd orzeknie winę i ureguluje kontakty z dziećmi, alimenty. Wniosek do sądu rejonowego o nakaz eksmisji sprawcy (art. 11a ustawy o przemocy domowej). Szybka procedura (do 30 dni), z dowodami. Sąd może zabezpieczyć finanse i dostęp do dzieci; skonsultuj z prawnikiem nieodpłatnym którego znajdziesz w sieci. Jako ofiara (mężczyzna) ryzykujesz depresję, PTSD więc szukaj terapii indywidualnej dla odbudowy psychiki; unikaj samotnej "walki" o małżeństwo, bo to pogłębia krzywdę. Grupy wsparcia istnieją, choć głównie dla kobiet a linie telefoniczne pomagają mężczyznom. Skup się na sobie i córkach dla ich dobra.
Bądź ważny dla swoich dzieci ale i dla siebie. Nie obawiaj się podjąć kroków, które zatrzymają tą agresję. Życzę dużo siły.
Zobacz podobne
Mieszkam od 3 lat w Wiedniu, moja partnerka jest Austriaczką. Poznaliśmy się zaraz po tym, jak się tu przeprowadziłem.
Od dłuższego czasu bardzo tęsknię za Polską i rodziną. Pochodzę z okolic Szczecina, loty są drogie, a podróż pociągiem zajmuje dużo czasu. Rozmawialiśmy już o tym z moją partnerką i postanowiliśmy spróbować częściej odwiedzać Polskę - w tym roku 9 razy. To nie zmienia faktu, jak bardzo tęsknię za rodziną. Jak widzę, jak moi rodzice i dziadkowie stają się coraz starsi, czas płynie, a ja jestem daleko.
Jednocześnie moja partnerka nie wyobraża sobie wyjazdu do Polski. Mieszka już całe życie w Austrii i tu ma rodzinę.
Poza tym ja mówię biegle po niemiecku, a ona nie mówi po polsku. Nie wiem, co robić. Już wiele razy o tym rozmawialiśmy, ale ta tęsknota jest nie do zniesienia.
A może to tylko iluzja, że tak tęsknię, bo wiem, że powrót jest na ten moment „niedostępny”? Bo wiem, że jeśli będę chciał wrócić, to wracam sam. Już rozmawialiśmy ostatnio o rozstaniu, moja partnerka mówi bowiem, że męczy ją ta moja niepewność i boi się cały czas, że w każdej chwili mogę rzucić wszystko, co tu budujemy i wyjechać do Polski. A ja nie mogę jej zapewnić, że tak się nie stanie. Już nam się wyczerpały pomysły, co byśmy mogli jeszcze wypróbować. A jednocześnie nie wyobrażam sobie życia bez niej...
Myślałem o tym, żeby wyjechać na określony czas np. 2-3 miesiące i po tym czasie wrócić do Wiednia i zweryfikować sytuację z moją partnerką. Ona mówi, że jeśli chcę wyjechać, to powinniśmy się rozstać przed moim wyjazdem, bo nie da rady siedzieć tu 2-3 miesiące i robić sobie nadziei czy wrócę, czy nie. Jednocześnie wiem, że oboje się kochamy, więc chcę wypróbować wszystkich możliwych opcji...
Jestem osobą w spektrum autyzmu i mam 29 lat, od wiosny 2019 roku uczęszczam na terapię zajęciową, w której aż 6 razy została naruszona moja nietykalność cielesna: trzy razy przez uczestników a trzy razy przez instruktorów, z czego jeden raz przez panią psycholog, która cały czas straszy mnie telefonami do ojca mojego, żeby przyjechał tam, bo chcą z nim odbyć rozmowę w sprawie innej placówki, też dedykowanej osobom dla osób z zespołem Aspergera, a raz chcieli też wzywać Policję, ponieważ po namowach mojego chrzestnego chciałem nagrać, w jaki sposób trenerka od sportu znęca się nad innymi, by pokazać w domu, co się tam odprawia.
Co mogę zrobić w takiej sytuacji, bo szukam pomocy wszędzie, gdzie się tylko da? Rozmowy z ojcem swoim, żeby zrobił tam porządek, nie pomagają, a bardzo chciałbym, aby ktoś mi podpowiedział, co mógłbym zrobić i bronię się przed pobytem w szpitalu psychiatrycznym, bo mnie w tej placówce też tym straszą, jak i więzieniem i mówią, że żadna dziewczyna mnie nie będzie chciała, a w domu też nie jest kolorowo, bo dziadek mój wydzwania w różne miejsca i namawiał mnie też do samobójstwa i nie chcę się leczyć psychiatrycznie.
Proszę o pomoc i szukam też terapii grupowej na terenie Warszawy dla osób z zespołem Aspergera a w szpitalu psychiatrycznym byłem w Instytucie Psychiatrii i Neurologii też w Warszawie.
Proszę o pomoc (informacja od platformy - prosimy o kontakt z nami przez kontakt@twojpsycholog.pl, przekażemy dane kontaktowe).
Szukam też innego psychiatry też na terenie Warszawy, który zgodzi się mnie prowadzić, bo lekarz z Rawy Mazowieckiej po krytyce instruktorów z tej terapii zajęciowej chce odmówić leczenia mnie dalszego. Proszę o pomoc.
Już nie wiem, jak sobie poradzić.
Chodziłam do psychologa, ale miałam wrażenie, że po paru miesiącach było tylko gorzej. A więc rozwodzimy się z Mężem, mamy małą Córeczkę. On cały czas myśli o mnie bzdury i uważa, że nastawiam Córkę przeciwko niemu. A jest odwrotnie, kiedy ona nie chce iść do niego, to ją wysłuchuję i tłumaczę, że Tatuś ją kocha i tęskni, że u niego będzie fajna zabawa i będzie wesoło. Córka przechodzi przez „mamoze” tylko z Mamą jest fajnie, a Mąż twierdzi, że to moja wina. Byliśmy razem wiele lat, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, nagle on chciał rozwodu, ale żeby dalej być ze mną. Takie niezrozumiałe. Twierdził, że ma depresję, ale że psycholodzy i psychiatrzy (był u paru na może max 2-3 wizytach) twierdzą, że jest z nim wszystko porządku. Jego rodzina widzi, że jest z nim źle, że jest smutny i ma pusty wzrok, że śmiech jego jest taki sztuczny. Ale on twierdzi, że mu dobrze beze mnie. Odciął się od wszystkich, którzy próbowali mu przetłumaczyć, że widzą, że nie jest sobą, robi źle i będzie tego żałować. Odciął się nawet od swojej Matki, z którą zawsze był blisko. Chciał być ze mną w przyjaźni, ale ja tak nie potrafię. Jak wychodził z naszego domu i wracał do wynajmowanego mieszkania, widziałam, że robił to z ociąganiem i było mu smutno, tłumaczył, że ciężko mu odchodzić od dziecka, ale to nie tłumaczy tego, że jednak jak miał możliwość, to z chęcią rozmawiał ze mną sam na sam. Wszyscy widzieli i mówili, że ciągnie go do mnie. Ze smutkiem prosił, żebym nie robiła mu prezentów. Kiedy widział, że dalej go kocham, to wpadał w złość. Mówił wszystko, żebym się odkochała. W końcu stwierdziłam, że mam dość i ucięłam z nim kontakt.
On ma dalej kontakt z Córką i widuję ją (pomaga moja Mama). On jest ponoć wściekły, że nie ma ze mną kontaktu.
Próbował parę razy mnie sprowokować do kontaktu przez smsy. Za tydzień jest impreza urodzinowa naszej Córki i zobaczę go pierwszy raz od paru miesięcy, parę dni później jest rozwód. Bardzo się stresuje faktem, że znów go zobaczę, boję się cierpienia. Dalej go kocham i tęsknię za nim, nie wiem, jak sobie poradzić z tym. Ostatnio ktoś mi doradził hipnoterapie, ale nie wiem, czy rzeczywiście to działa.

