Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Przemoc w małżeństwie i brak zaufania – jak walczyć o relację?

Witam. Mam ogromny problem w małżeństwie. Żona chce sie ze mną rozwieźć chce walczyć lecz nie wiem na tym etapie czy ma to jakikolwiek sens. Żona zarzuca mi, że straciła do mnie zaufanie. Tak oczywiście mogło sie to zdarzyć kiedyś nie postąpiłem dobrze zdradziłem ją emocjonalnie. Stało sie to przez jeden incydent podejrzałem na pewnym portalu była dziewczynę żona to zauważyła. Nie zrobiłem dobrze wiem, ze mogło ją to zaboleć. Nigdy więcej tak nie postąpiłem szczerze nie wiedziałem z czym może sie to wiązać. Nie napisałem do niej chodziło mi o czysta ciekawość. Od tej pory żona sie zmieniła... mamy dwójkę córeczek. Pracuję żona zajmuje się domem. Po pracy pomagam jak tylko mogę... Zajmuje sie dziećmi zawsze jestem gdy czegoś potrzeba. Nie jestem z osób siedzących przed tv. Żona wstrzyma awantury o małe drobnostki. Zamyka sie w sobie odcina kontakty z moją rodziną... Nie mogę córek zabrać ze sobą do dziadków są wydaje mi sie zastraszone przez zone. Teraz najważniejsze każdy mój sprzeciw odmienne zdanie kończy sie wyzwiskami w moim kierunku oraz rekoczynami ze strony żony czy też go ma pod ręką rura do odkurzacza również wchodzi w grę. Jestem na skraju wykończenia psychicznego. Mówienie proszenie aby mnie nie biła nic nie daje. Groźnie niebieska karta również wręcz przeciwnie. Nie jestem z miękkich osób ćwiczę biegam lecz psychicznie wrak. Nigdy nie wyzwałem tym bardziej uderzyłem nie tak mnie wychowano... Po całych sytuacjach zostaje wyrzucony ze wspólnego mieszkania blokowane są mi pieniądze w celu wynajęcia noclegu. Jestem bezsilny i potrzebuje pomocy. Bardzo chciałbym aby sie zmieniła lecz dużo osób mówi mi że nigdy sie to nie wydarzy tylko poglebi... potrzebuję pomocy
Marta Bojarczuk

Marta Bojarczuk

To, co opisujesz, jest bardzo trudne i widać, że jesteś skrajnie wyczerpany psychicznie. Ważne jest jednak nazwanie rzeczy po imieniu, bo bez tego łatwo się jeszcze bardziej pogubić. To, co dzieje się w Waszym domu, dawno przestało być zwykłym kryzysem małżeńskim. Utrata zaufania, nawet bolesna, nawet wynikająca z realnego błędu z przeszłości, nie usprawiedliwia wyzwisk, rękoczynów, używania przedmiotów do bicia, wyrzucania z domu, blokowania dostępu do pieniędzy ani izolowania dzieci od drugiego rodzica. To są zachowania przemocowe i nie ma tu znaczenia, kto jest kobietą, a kto mężczyzną.

Z Twojego opisu widać, że bardzo długo próbowałeś „naprawiać” sytuację własnym wysiłkiem – pracą, pomocą w domu, obecnością przy dzieciach, spokojem, rozmowami, prośbami. To, że to nie zadziałało, nie oznacza, że zrobiłeś za mało. Oznacza raczej, że problem leży gdzie indziej. Przemoc w relacji nie zatrzymuje się dlatego, że druga strona jest dobra, cierpliwa czy bardziej się stara. Bez realnej odpowiedzialności i długotrwałej pracy osoby stosującej przemoc najczęściej się nasila, a nie cofa.

Bardzo częste u osób doświadczających przemocy jest myślenie: „może jeszcze da się to uratować”, „może jeśli wytrzymam”, „może ona się zmieni”. Ta nadzieja jest zrozumiała, zwłaszcza gdy są dzieci i lata wspólnego życia, ale z psychologicznego punktu widzenia nie może ona być podstawą decyzji o dalszym trwaniu w sytuacji, która niszczy Cię psychicznie i fizycznie. To, że jesteś wysportowany, silny i „nie z miękkich”, w żaden sposób nie chroni przed długotrwałym wyniszczeniem psychicznym. To, co opisujesz – bezsilność, poczucie uwięzienia, bycie wyrzucanym z domu, strach o dzieci – to klasyczne sygnały, że granice zostały wielokrotnie przekroczone.

Na tym etapie kluczowe pytanie nie brzmi już „czy ratować małżeństwo”, tylko „jak zadbać o bezpieczeństwo swoje i dzieci”. To nie jest rezygnacja ani porażka, tylko próba zatrzymania czegoś, co wymknęło się spod kontroli. Rozmowy, prośby i groźba Niebieskiej Karty nie przynoszą efektu – to też ważna informacja. Z doświadczenia wiadomo, że w takich sytuacjach bardzo potrzebne jest wsparcie z zewnątrz: kontakt z psychologiem pracującym z osobami doświadczającymi przemocy, rozmowa z prawnikiem lub doradcą, żebyś wiedział, jakie masz prawa i możliwości, oraz dotarcie do instytucji, które realnie zajmują się pomocą ofiarom przemocy – także mężczyznom.

Twoje pragnienie, żeby żona się zmieniła, jest zrozumiałe, ale Twoje życie i zdrowie nie mogą być oparte wyłącznie na nadziei, że ktoś kiedyś się opamięta. To, że szukasz pomocy i mówisz wprost, że jesteś na granicy wytrzymałości, nie jest oznaką słabości. To sygnał, że sytuacja przekroczyła granice, których nikt nie powinien znosić sam.

Nie jesteś sam, nawet jeśli teraz tak to wygląda. I naprawdę warto, żebyś dostał pomoc, zanim ten stan jeszcze bardziej się pogłębi. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to, co Pan opisuje, jest bardzo poważną sytuacją – doświadcza Pan przemocy fizycznej i psychicznej, a to nigdy nie jest usprawiedliwione, niezależnie od wcześniejszych błędów w relacji. 

 

Utrata zaufania nie daje prawa do bicia, wyzwisk ani kontroli finansowej. W tej chwili najważniejsze jest Pana bezpieczeństwo psychiczne i fizyczne oraz realne wsparcie – pomoc specjalisty, instytucji zajmujących się przemocą domową i rozmowa z prawnikiem. 

 

Warto szukać dla siebie wsparcia psychologicznego, terapeutycznego, prawnego lub wśród zaufanych osób np. kolega, członek rodziny.  Szukanie pomocy w tej sytuacji jest oznaką siły, nie słabości.

Punkty interwencji Kryzysowej działające w każdym dużym mieście posiadają specjalistów tj. np. psychologów, prawników udzielają bezpłatnie wsparcia. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Witam. Twoja sytuacja brzmi bardzo trudna i wyczerpująca psychicznie gdyż doświadczasz przemocy fizycznej i psychicznej, co wymaga natychmiastowej pomocy specjalistycznej. Priorytetem jest Twoje bezpieczeństwo i córek, a nie walka o zmianę żony, bo przemoc domowa rzadko ustępuje bez interwencji.

Zadzwoń po wsparcie pod Ogólnopolski Telefon dla Ofiar Przemocy „Niebieska Linia” (800 120 002, całodobowy) pod którym  uzyskasz poradę psychologiczną, prawną i informacje o pomocy lokalnej, niezależnie od płci. Inne numery: 116 123 (kryzys emocjonalny, całodobowy) lub 987 (przemoc domowa).

Kolejny krok to zgłoszenia tego na policję. Mimo wcześniejszej niebieskiej karty, zgłoś przemoc ponownie (112 lub 997) – jako mężczyzna masz prawo do ochrony; policja musi działać na zawiadomienie o przestępstwie (wyzwiska, bicie to znęcanie się).

Dokumentuj wszystko czyli zbieraj dowody (zdjęcia siniaków, nagrania, świadkowie) na przemoc gdyż to kluczowe przy rozwodzie lub eksmisji sprawcy. Możesz złożyć pozew o rozwód z orzeczeniem winy żony (przemoc psychiczna i fizyczna to podstawa); udowodnij rozpad pożycia dowodami a sąd orzeknie winę i ureguluje kontakty z dziećmi, alimenty. Wniosek do sądu rejonowego o nakaz eksmisji sprawcy (art. 11a ustawy o przemocy domowej).  Szybka procedura (do 30 dni), z dowodami.​ Sąd może zabezpieczyć finanse i dostęp do dzieci; skonsultuj z prawnikiem nieodpłatnym  którego znajdziesz w sieci.  Jako ofiara (mężczyzna) ryzykujesz depresję, PTSD więc szukaj terapii indywidualnej dla odbudowy psychiki; unikaj samotnej "walki" o małżeństwo, bo to pogłębia krzywdę. Grupy wsparcia istnieją, choć głównie dla kobiet a linie telefoniczne pomagają mężczyznom. Skup się na sobie i córkach dla ich dobra.

 Bądź ważny dla swoich dzieci ale i dla siebie. Nie obawiaj się podjąć kroków, które zatrzymają tą agresję. Życzę dużo siły. 

 

 

Dagmara Łuczak

Dagmara Łuczak

Witam Pana.

Bardzo mi przykro, że Pan przez to przechodzi. Z tego, co Pan opisuje, nie mamy do czynienia tylko z kryzysem małżeńskim, ale z przemocą domową wobec Pana. I to jest kluczowe. Bicie, wyzwiska, grożenie przedmiotami, wyrzucanie z domu, blokowanie dostępu do pieniędzy i izolowanie od rodziny nie są kłótniami ani reakcją na dawny błąd. To są konkretne formy przemocy psychicznej, fizycznej i ekonomicznej. Niezależnie od tego, co wydarzyło się kiedyś, nikt nie ma prawa Pana bić ani poniżać. Utrata zaufania po tamtym incydencie mogła być dla żony trudna, ale nie usprawiedliwia przemocy. To, że Pan pracuje, angażuje się w dom i dzieci, próbuje rozmawiać i prosić, a mimo to sytuacja się pogarsza, pokazuje bardzo jasno, że to nie Pan ma tu realną kontrolę nad zmianą. Bardzo ważne jest to, co Pan sam już zauważa. Mówienie, proszenie, grożenie niebieską kartą nie działa. To oznacza, że żona nie bierze odpowiedzialności za swoje zachowanie. W takich warunkach terapia małżeńska ani „walka o związek” zwykle nie tylko nie pomagają, ale mogą Pana jeszcze bardziej niszczyć. Proszę to usłyszeć bardzo wyraźnie: przemoc z czasem się pogłębia, a nie cofa. Szczególnie gdy sprawca nie widzi problemu u siebie. Ludzie, którzy mówią Panu, że to się nie zmieni, niestety mówią prawdę opartą na doświadczeniu. Najważniejsze teraz jest Pana bezpieczeństwo i bezpieczeństwo córek. Dzieci, nawet jeśli „tylko patrzą”, bardzo silnie przeżywają przemoc. Zastraszanie ich i izolowanie od dziadków jest również formą przemocy.


Pan potrzebuje konkretnej pomocy z zewnątrz, nie kolejnych rozmów w domu. Proszę skontaktować się z:

- Centrum Pomocy Ofiarom Przemocy w Rodzinie 800 120 002 (czynne całą dobę)

- Niebieska Linia 800 120 002 lub 22 668 70 00

- prawnikiem lub bezpłatną pomocą prawną w MOPS lub PCPR

- w razie zagrożenia 112, bez wahania


Widzę w Panu człowieka, który bardzo długo próbował, brał na siebie winę i wytrzymywał za dużo. 

 


Pozdrawiam, 

Dagmara Łuczak 

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie po porzuceniu przez ukochanego, kiedy nie mogę przejść do fazy akceptacji?
Jak poradzić sobie po porzuceniu przez ukochanego, kiedy nie mogę przejść do fazy akceptacji? Porzucił mnie ukochany po 5 latach znajomości, w tym 2 latach kontaktów intymnych. Pierwszy raz zrobił to w marcu tego roku (2023) i po ponad miesiącu stoczyłam się tak mocno, że popadłam w alkoholizm (picie pół litra codziennie albo 1-2 butelek wina) z poczuciem zakończenia życia, rozsypaną samooceną, kompletnym brakiem dalszego sensu życia, rezygnacją ze wszelkich aktywności, silną bezsennością, zaniedbywaniem pracy, nerwowością, agresją, poczuciem winy, porzuceniem kontaktów z kontaktów, itp. Itd. Po ponad miesiącu zobaczyliśmy się na żywo i widząc w jakiej jestem rozsypce (wypiłam litr wódki i byłam w fazie, że organizm domagał się alkoholu, okropny ból ciała i zaburzenia świadomości), zlitował się nade mną i chciał mi pomóc, nie zostawiać mnie w tak fatalnym stanie. Pogodziliśmy się i poszukałam terapeuty, u którego na przełomie maja-czerwca miałam terapię, ale zrezygnowałam, bo spotkania nic mi nie dawały i nie łagodziły cierpienia. Nie piłam w tym czasie i w czerwcu oraz pod koniec wakacji sierpień + początek września spotkaliśmy się w celach intymnych, jednak mój strach przed ponownym zostawieniem tak mocno narastał, że powodowałam konflikty. Zdarzało się, że ignorował mnie, nabierał dystansu i chłodu i to znowu powodowało cierpienie. Zaczęłam znowu pić, najpierw mniej, a potem znowu wróciłam do codziennego spożywania, znowu wróciła bezsenność. Nie straszył mnie zostawieniem, ale cały czas był głuchy na moje potrzeby bliskości, czułości, empatii, wsparcia, cokolwiek nie powiedziałam, nie słuchał co do niego mówiłam, tylko zarzucał mi robienie kolejnej dramy i jazd, z czym się nie zgadzałam i miałam kolejne fazy wzmożonego cierpienia i bezsensu życia. Nie tak dawno, bo koniec listopada, a potem początek grudnia spotkaliśmy się znowu i było intymnie (generalnie zgadzałam się na jego wszystkie fantazje i w takim normalnym rozumieniu były to ostre, hardcorowe czynności), po czym ostatniego dnia spotkania grudniowego kupił mi 2 flaszki wina, które przy nim wypiłam. Zrobiłam wielką jazdę z wytykaniem, jak bardzo kiepsko się czuje, traktowana przedmiotowo i tylko do seksu, jak bardzo go potrzebuje, ale nie tylko do celów seksualnych... zaznaczam, że miałam też bardzo ciężki okres w pracy i w tej pracy tez mam taką napiętą sytuację, pt. tykająca bomba "kiedy szef mnie zwolni" i też przez to się stresowałam okropnie. A on... jeszcze przed świętami nabrał do mnie tak dużego dystansu, jak nigdy wcześniej, w trakcie "rozmowy" wyrzucił mi bardzo wiele negatywnych rzeczy na mój temat (co też wcześniej robił, ale teraz to zintensyfikowal), mówiąc przy okazji jak to nigdy się ode mnie nie uwolni, jak w końcu mam to zaakceptować, że nic się nie zmieni, on się nie będzie angażować, jak to odrzuca go kontakt ze mną. Powiedział tak wiele strasznych rzeczy, w sumie to jak jestem stara (33 lata) nigdy od nikogo nie usłyszałam tyle negatywnych rzeczy na mój temat. Byłam tak mocno wzburzona, tak doszczętnie rozchwiana emocjonalnie, że pierwszy raz w życiu się samookaleczyłam i przecięłam (płytko) nadgarstki żyletkami. Nie za wiele pamiętam z tego zdarzenia, ale wiem, że już po prostu chciałam, żeby moje wielomiesięczne cierpienia się skończyły. Nigdy wcześniej jednocześnie tak w nikim mocno się nie zakochałam mimo mojego już "zaawansowanego wieku" jak na silne miłości, jak i nie cierpiałam tak mocno. Napisałam mu o tym, że się pocięłam. Jeszcze w święta złożył mi życzenia, ale odezwałam się do niego 26 grudnia wieczorem i po tym, co pisał, widzę, że kolejny raz chce mnie tak definitywnie zostawić, jak w marcu br. Upodliłam się do końca, nie mam już żadnej godności i jakiegoś szacunku do siebie i błagałam go, żeby tego nie robił, bo wtedy po tym marcu wiem, co się ze mną działo, jak się stoczyłam i zaczęłam chorendalnie pić i porzuciłam dosłownie wszystko, czym się zajmowałam. Naprawdę mam świadomość, że ludzie się rozstają, nawet po wiele dłuższych związkach niż mój, mają dzieci, dzielą majątki, ale naprawdę nie przypuszczałam, że trafie na takiego faceta, który w 100% będzie mi odpowiadał. A na początku mi się niezbyt podobał, to on długimi rozmowami a później pierwszym kontaktem intymnym po 3 latach znajomości sprawił, że się w nim zakochałam dosłownie bez pamięci. Dzięki niemu po 30 latach pierwszy raz przeżyłam orgazm i byliśmy idealnie dopasowani pod tym kątem, ale nie o to chodzi. Przez te lata stawał się moim najbliższym przyjacielem, rozumiał mnie i tak naprawdę tylko jemu mogłam opowiedzieć dosłownie wszystko i nie rzucał mi głupimi radami. Nie poświęcałam innym tyle czasu co jemu, a teraz on chce mi zapewnić ponownie ten sam koszmar, który przechodziłam wtedy w marcu. Nie wiem, czy drugi raz to przeżyje, zważywszy na to, że tak się wtedy stoczyłam, a teraz w dodatku pierwszy raz się w życiu pocięłam i naprawdę nie chce żyć, chce skrócić to cierpienie. Myślę o tym, jaki jest limit cierpienia u człowieka. Nie widzę szans, że moje życie kiedykolwiek się poprawi, bez niego. Jestem w kompletnej rozsypce i chce mi się wyć na głos. Nie wiem, czy jest w ogóle jakąkolwiek szansa na poprawę tej sytuacji, czy istnieje jakiś ratunek.
Brak motywacji po zakończeniu uzależnienia od metaamfetaminy i antydepresantów
Jestem uzależniony od metaamfetaminy nie biorę około 1,5 roku. Przestałem też pić alkohol i palić papierosy Około pół roku temu odstawiłem antydepresanty i właściwie wszystko zmierza ku dobremu z tym że zupełnie nic mi się nie chce kompletny brak motywacji do robienia czegokolwiek czy tak już zostanie?
Jak radzić sobie z nieokreślonymi lękami i stresem w szpitalu psychiatrycznym?
Dzień dobry… jestem w szpitalu psychiatrycznym i nie umiem sobie poradzić z lękami i ciągłym stresem. Lęki są często nie określone. Czy jest jakiś sposób żeby sobie z tym poradzić jakkolwiek sensownie? Bo nie daje już rady, a tu w szpitalu są bardzo przeciwni doraźnym lekom (diazepam, lorazepam itd.)
Jak poradzić sobie z zazdrością o przeszłość partnera po 18 latach związku?

Witam, 

Mój problem polega na tym, iż jako 19-latka rozstałam się z chłopakiem (20-latek) na rok. Po roku do siebie wróciliśmy. 

On miał dwie partnerki seksualne, ja żadnego innego partnera. Przeszkadzało mi to, ale chciałam z nim być. Dziś jako 36-latka mam z tym ogromny problem, który pojawił się, kiedy w łóżku przestało się układać. Zaczęłam zadawać pytania szczegółowe na temat tamtych dziewczyn. Dziś (rok od początku rozmów o jego przeszłości) prawie się rozstajemy. Bardzo chcę z nim być, mamy dzieci, ale nie umiem znieść myśli, że miał inne, inne pragnął, ja nikogo. Tak szybko mnie zastąpił....i wiem, że to było 18 lat temu, ale nie umiem sobie z tym poradzić i niszczę to małżeństwo. Czasem żałuję, że wtedy mając wiedzę, że miał inne, do niego wróciłam. Zdaje sobie sprawę, że był sam, układał jakoś życie....ale ja nie miałam nikogo....i to chyba boli najmocniej. Nie umiem z nim już normalnie funkcjonować, bo ciągle widzę go z nimi.

Obawy przed agresywnym zachowaniem siostry a choroba przewlekła i zaburzenia adaptacyjne
Mam pewien problem. W sumie zaczyna mnie to coraz bardziej jakby wpędzac w strach/obawy. Zacznę od tego, że choruję od dziecinstwa przewlekle. Siostra zaczęła z tego powodu się, że mnie wyśmiewać, dogadywać mi mam też chorobę lecząc się u psychiatry- zaburzenia adaptacyjne. Wczoraj doszło do dużej sprzeczki gdzie uderzyłam siostrę, ona mnie powiedziała, że nie odezwie się do mnie. Siostra nawet z agresją doskakuje do mnie gdy usłyszy, że matka mi w czymś pomogła wydziera się, że sobie nie radze mówi, że mam się leczyć nawet w miejscach publicznych obraza. Niedługo ma się do nas przeprowadzić. Zaczynam się trochę że tak powiem już jej bać. Jest ona bardzo agresywna. Wszystko jej przeszkadza, o wszystko się czepia nawet niedomknięte drzwi czy nie zamknięta toaleta gdy ktoś zapomni. Zaraz rzuca, trzaska, krzyczy. Mam obawy, że po wprowadzce ona będzie wręcz mnie nękac czy zastraszac będę się jej bać, że ciągle będzie coś źle i będzie robić mi awantury i obrażać też ze względu na chorobę. Nie mam obecnie możliwości wyprowadzki. Nie wiem co robić.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!