Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mąż twierdzi, że nauczyłam go okazywania uczuć i agresji – czy to ja jestem winna?

Sprawa dosyć dziwna. Mąż zawsze bedac w pracy nie napisze nie powie mi nic innego jak zawsze cyt,, mam na ciebie ochotę ,, nie zapyta sie jak ja sie czuje chociaż twierdzi iz mi to mówi, cwany bo niedosłyszę a on wie i aby sie wybielić powie ze bie raz tak mówi pyta sie yhyy....jako tako słyszę ale słyszę. Mąż potrafi mi powiedzieć ze ja go tego nauczyłam, to pytam sie czego niby nauczyłam??? Mówienia np zes na mnie ochotę słowa kocham cie tęsknie brakuje mi ciebie przytuelnia czy pocałunku pieszczot złapania za rękę??? Znakiem tego ja przez 20 lat wszystkiego go uczyłam bo on sam z siebie z uczuc nie potrafi powiedzieć i nie mówi tylko ja go prowadzę za rączkę jak małe dziecko??? Jak to odbierać on uważa ze ja go nauczyłam mówić mam na ciebie ochotę, tak samo ja go nauczyłam byc agresywny nie panować nad emocjami czy krytykować mnie poniżać itp??? Wszystkiego go ucze??? Jak mam to odbierać dla mnie to chore co on mówi wydaje mi sie ze choroba osychiczna brzmi w mężu. W pracy jest powie kocham cie tęsknie to co ja nauczyłam go wypowiadać te słowa w koja stronę??? Bo on sam z siebie nie piwie z uczuc ??? Jestem załamana totalnie
Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Droga Kasiu,

 

czy Twój mąż zawsze był taki skryty emocjonalnie? Jeśli tak - to dlaczego teraz masz większą potrzebę zmiany tego? 

 

Czy mąż okazuje Ci miłość w jakiś inny sposób? Na przykład: zarządzacie wspólnie domem, spędza z Tobą sporo czasu wolnego, pomaga w codziennych czynnościach itd. 

 

Co do utartej odpowiedzi przez Twojego męża "Ty mnie tego nauczyłaś" - to myślę, że nikt oprócz Twojego męża (nawet Ty) nie jest odpowiedzialny za to, co robi, jak się zachowuje, co mówi - jak on sam. On sam decyduje jak wygląda jego życie. Przerzucanie tej winy na Ciebie w postaci słów "Ty mnie tego nauczyłaś" jest między innymi niczym innym jak uciekaniem od wspomnianej odpowiedzialności.

 

Czy myśleliście kiedykolwiek o terapii par?

 

pozdrawiam,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Dzień dobry,

 

Pani opis bardzo wyraźnie pokazuje, że w tej relacji brakuje Pani wzajemności i emocjonalnego zaangażowania ze strony męża. Seksualność to ważny element związku, ale nie może być jedyną formą komunikacji, zwłaszcza, gdy czyjeś potrzeby emocjonalne są ignorowane. Co do słów, że mąż „wszystkiego się od Pani nauczył”, proszę pamiętać, że każdy dorosły człowiek odpowiada za swoje zachowanie. Związek powinien opierać się na wzajemnym dawaniu - bliskości, troski, słów, gestów.  W tej sytuacji może warto, by pomyślała Pani o konsultacji z psychologiem - nie po to, by ratować czy naprawiać męża, ale by zadbać o siebie, swoje granice i emocje. Ma Pani prawo do szacunku, czułości i zrozumienia.

 

Pozdrawiam serdecznie 

Karolina Bobrowska 

 

 

Martyna Banasiak (Werwińska)

Martyna Banasiak (Werwińska)

Dobry wieczór,

 

dziękuję za Pani pytanie, jednocześnie przykro mi, że Pani przechodzi przez tak trudną sytuację.

Z tego, co czytam przeżywacie Państwo trudności w komunikacji i zrozumieniu siebie nawzajem. 

Prawdą jest to,że w związku uczymy się od siebie nawzajem, nie jest to niczym niepokojącym. Partnerzy w odmienny sposób wyrażają uczucia. Zachęcam do otwartej rozmowy z mężem, czego by Pani oczekiwała, wyjaśnienia że lubi Pani gdy wyraża uczucia słowami. 

Wydaje mi się, że Pani mąż niejako przerzuca odpowiedzialność za swoje zachowania lub ich brak na Panią. To od męża zależy co mówi i kiedy, Pani może sugerować co sprawiłoby Pani przyjemność, ale nie jest to coś za co Pani odpowiada "ucząc męża". 

Mam nadzieję, że dobrze zrozumiałam Pani wypowiedź. 

 

Pozdrawiam serdecznie

M. Werwinska

Psycholog 

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Opisuje Pani bardzo trudne i emocjonalnie wyczerpujące doświadczenia. Ma Pani pełne prawo czuć się zdezorientowana, zraniona, a nawet bezsilna, kiedy bliska osoba nie daje Pani wsparcia, którego Pani potrzebuje — szczególnie po tylu wspólnych latach.

 

To, że mąż zrzuca na Panią odpowiedzialność za swoje zachowanie, brak czułości czy nawet przejawy agresji, może być bardzo obciążające. Nikt nie powinien słyszeć, że „nauczył” kogoś raniących słów czy czynów. Każdy dorosły człowiek ponosi odpowiedzialność za siebie i swoje emocje.

 

Ma Pani prawo oczekiwać bliskości, troski, zwykłego pytania: „Jak się czujesz?” — to są podstawowe potrzeby emocjonalne. Jeśli ich brakuje, a pojawia się jeszcze obwinianie, warto zatroszczyć się o siebie, swoje granice i emocje.

 

Z całego serca zachęcam, by porozmawiać z psychologiem lub terapeutą, by nie być z tym wszystkim samą. Pani potrzeby są ważne. Zasługuje Pani na to, by być traktowaną z czułością, szacunkiem i troską.

 

Serdecznie pozdrawiam,

Justyna Bejmert 

Psycholog

Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

To, co Pani opisuje, wskazuje na głęboki brak równowagi emocjonalnej w relacji. Pani mąż zdaje się unikać prawdziwej bliskości, ograniczając kontakt do powtarzalnych, seksualnych komunikatów, które nie niosą za sobą troski ani zainteresowania Pani samopoczuciem. Twierdzenie, że „to Pani go tego nauczyła”, może być próbą zrzucenia odpowiedzialności za swoje zachowanie, zarówno to emocjonalne, jak i agresywne. To mechanizm obronny, który często stosują osoby nieumiejące przyjąć krytyki ani spojrzeć na siebie z dystansem. Pani nie jest odpowiedzialna za to, że partner nie potrafi wyrażać uczuć, nie kontroluje emocji czy rani słowem. To nie Pani zadaniem jest „wychowywać” dorosłego człowieka, prowadzić go za rękę i uczyć podstawowych form bliskości. Jeśli przez 20 lat to Pani inicjowała czułość, rozmowy, bliskość to naturalne, że czuje się Pani wyczerpana i zraniona. Poczucie, że wszystko spoczywa na Pani barkach, może prowadzić do wypalenia emocjonalnego i poczucia osamotnienia w związku. Warto, by Pani zadbała teraz o siebie, być może poprzez rozmowę z psychologiem, który pomoże uporządkować emocje i spojrzeć na sytuację z dystansu. Jeśli mąż byłby gotów, terapia par mogłaby być przestrzenią do szczerej rozmowy i odbudowy wzajemnego zrozumienia. Jeśli jednak nie ma woli zmiany z jego strony, warto zastanowić się, czy ta relacja daje Pani to, czego Pani potrzebuje i na co zasługuje.


Pozdrawiam 

Martyna Jarosz
 

Katarzyna Brożyna

Katarzyna Brożyna

Pani Kasiu,

Czytam, że jest Pani wzburzona, co jest całkowicie zrozumiałe w kontekście sytuacji, które Pani opisuje, szczególnie, że tak jak Pani pisze - trwają one już wiele lat.  

 

Współczuję, że doświadcza Pani takiego chaosu emocjonalnego, braku zrozumienia i, jak się wydaje także manipulacji ze strony męża. Z Pani opisu widać, że czuje się Pani osamotniona, niesłyszana, zepchnięta w rolę „winnej wszystkiego”, a to bardzo trudne. Być może doświadcza Pani przemocy - jeżeli nie fizycznej, to psychicznej.

 

Może Pani zadać sobie kilka pytań - nie po to, by się oceniać, ale żeby pomóc zrozumieć siebie, sytuację i podjąć decyzje, które będą Pani służyły:

 

1) Czego dziś najbardziej potrzebuję? 

Zostać wysłuchaną, zauważoną? Mieć pewność, że „mi się nie wydaje”? Kto mógłby mi to zapewnić kiedy mąż tego nie robi? Przyjaciółka, ktoś z rodziny, psycholog?

2) Jak chciałaby Pani, aby mąż reagował na wyrażanie przez Panią niezadowolenia? Nie przerywał, wyraził zrozumienie, przestał się bronić lub opowiadać swoją wersję historii?

3) Co zmieni się w moim życiu kiedy mąż zmieni swoje zachowanie? Będę spokojna, szczęśliwa, odzyskam równowagę? A może będą jeszcze inne rzeczy, które nie będą dawały mi spokoju?

4) Jaki najmniejszy krok mogę zrobić, aby już dziś poprawić swoją sytuację? 

 

Pozostawiam Panią z tymi pytaniami życząc dużo siły i odwagi w walce o swoje dobro.

 

Katarzyna Brożyna 

Psycholog

 


 


 

 

 


 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z żalem i smutkiem związanym z wyborem domu i życiowymi zmianami?
Jak radzić sobie z poczuciem żalu i smutku związanego z wyborem domu? Od około roku czuję narastający smutek i żal związany z domem, który wybudowałem. Miał być spełnieniem marzeń i miejscem odpoczynku dla mojej rodziny, a stał się głównym źródłem cierpienia i poczucia, że popełniłem bardzo poważny błąd. Najbardziej bolą mnie kwestie związane z ukształtowaniem terenu, brakiem prywatności oraz przekonaniem, że podjąłem decyzję, której konsekwencji nie da się już łatwo odwrócić. Kiedy myślę o domu, często chce mi się płakać. Mam bardzo silne poczucie błędu i coraz częściej łapię się na myśli, że nie jest to miejsce, w którym chcę się zestarzeć. Najtrudniejsze jest to, że w momencie podejmowania decyzji wszystko wyglądało inaczej. Zarówno moja sytuacja zawodowa, jak i nastawienie do życia były inne. Dziś mam wrażenie, że ten dom zaczął kojarzyć mi się ze wszystkim, co wydarzyło się złego w ostatnich latach. W trakcie budowy złamałem rękę podczas prac przy domu. Wtedy mówiłem sobie: „trudno, zrośnie się, trzeba działać dalej”. Musiałem też zrezygnować ze sportu po zerwaniu więzadła ACL. Również wtedy uznałem, że najważniejsze jest dokończenie budowy i że na własne potrzeby przyjdzie jeszcze czas. Mam jednak wrażenie, że przez lata odkładałem siebie na później. Działkę wybraliśmy głównie dlatego, że znajduje się obok domu mamy mojej żony. Nie mam konfliktu z jej rodziną i nikt nie robi mi nic złego, ale mimo tego nie czuję prywatności. Jednocześnie mam poczucie, że nie mogę tego łatwo zmienić. Pełne ogrodzenie utrudniłoby codzienne funkcjonowanie rodzinie, a sprzedaż domu również wydaje mi się problematyczna, bo oznaczałaby wprowadzenie obcych ludzi tuż obok nich. Czuję się przez to uwięziony między własnymi potrzebami a poczuciem odpowiedzialności wobec innych. W trakcie budowy urodziło nam się również drugie dziecko. Bardzo się z tego cieszę i jestem wdzięczny za swoją rodzinę, ale mam świadomość, że był to kolejny duży życiowy stresor nałożony na już trudny okres. Dodatkowo bardzo dużo prac przy budowie wykonałem samodzielnie. Przez dwa lata spędziłem na budowie niezliczone godziny. Bywały okresy, kiedy miałem poczucie, że w domu jestem tylko po to, żeby się przespać, a reszta życia kręci się wokół pracy i budowy. Włożyłem w ten projekt ogromną ilość czasu, energii, zdrowia i własnego wysiłku. Dzisiaj coraz częściej mam wrażenie, jakbym stracił dwa lata życia i nie dostał w zamian tego, na co liczyłem. To poczucie jest dla mnie szczególnie bolesne, ponieważ wszyscy wokół wydają się zadowoleni. Moja rodzina cieszy się z domu, a ja zamiast satysfakcji odczuwam głównie smutek, żal i poczucie straty. Czasami mam wręcz poczucie osamotnienia w tych emocjach. Równolegle bardzo mocno obciążała mnie praca zawodowa. W pewnym momencie z zespołu zostałem praktycznie tylko ja. Przejąłem obowiązki innych osób, a nawet więcej niż wcześniej. W zamian nie otrzymałem większego wsparcia ani realnych korzyści, pojawiły się jedynie coraz większe oczekiwania. Zdarzało się, że po całym dniu pracy jechałem na budowę, a będąc tam nadal uczestniczyłem w spotkaniach służbowych, bo „jeszcze tylko jeden projekt”, „jeszcze tylko jeden problem do rozwiązania”. Miałem poczucie, że właściwie nigdy nie odpoczywam. Obecnie czuję się bardzo wyczerpany psychicznie i fizycznie. W domu i wokół niego nadal pozostaje sporo rzeczy do zrobienia, co powoduje, że nawet kiedy próbuję odpoczywać, często mam wyrzuty sumienia. Z jednej strony brakuje mi siły, a z drugiej nie umiem pozwolić sobie na odpoczynek bez poczucia winy. Od pewnego czasu nie odczuwam radości z rzeczy, które wcześniej były dla mnie ważne. Brakuje mi energii, trudno zmobilizować się do pracy wokół domu, a weekendy i urlopy są szczególnie ciężkie, ponieważ wtedy najwięcej o tym wszystkim myślę. Zdarza się, że cieszę się z końca weekendu i powrotu do pracy, bo łatwiej jest odwrócić uwagę od tych myśli. To wszystko urosło do takich rozmiarów, że zauważam wpływ samego miejsca na mój nastrój. Zdarza się, że poza domem czuję się znacznie lepiej. Niedawno poszedłem z żoną i córką na wycieczkę rowerową. Czułem się dobrze, byłem spokojniejszy i bardziej obecny. Jednak im bliżej byliśmy domu, tym bardziej wracało napięcie, smutek i przygnębienie. Sam fakt powrotu do domu potrafi zmienić mój nastrój. Kilka miesięcy po odstawieniu Asertinu czułem się dobrze, jednak od czerwca mój nastrój ponownie wyraźnie się pogorszył. Coraz częściej mam wrażenie, że nieustannie wracam do tego samego tematu i nie potrafię się od niego uwolnić. Dodatkowo widzę, że moja żona jest już zmęczona tym nawracającym problemem. Rozumiem ją. Ten temat wraca w naszych rozmowach od miesięcy i sam mam poczucie, że krążę wokół tych samych myśli bez znalezienia rozwiązania. Jednocześnie cierpienie związane z tym wszystkim jest dla mnie na tyle silne, że trudno mi po prostu przestać o tym myśleć. Chciałbym zrozumieć: czy jest to przede wszystkim reakcja na obecną sytuację życiową, czy może nawrót depresji, dlaczego żal związany z domem jest aż tak silny i zajmuje tak dużo miejsca w moich myślach, czy możliwe jest, że dom stał się dla mnie symbolem wszystkich strat, wyrzeczeń i trudności z ostatnich lat, jak odzyskać spokój i zacząć normalnie funkcjonować, jak odróżnić rzeczywisty problem od sposobu, w jaki wpływa na niego obecny stan psychiczny, jak podejmować dalsze decyzje bez ciągłego poczucia winy, żalu i rozpaczy. Bardzo chciałbym odzyskać nadzieję i poczucie, że przede mną nadal są możliwe dobre rozwiązania, nawet jeśli nie wyglądają tak, jak wyobrażałem je sobie kilka lat temu. Chciałbym przestać patrzeć na własny dom jak na symbol porażki i straconego czasu, a zacząć znowu wierzyć, że moje życie nie zostało zdeterminowane przez jedną decyzję
Jak radzić sobie z zazdrością partnera o wcześniejsze związki?

Dzień dobry, Mój partner jest zazdrosny o mój poprzedni związek (krótki, dla mnie po czasie nic nieznaczący, jednak chwilę przed poznaniem obecnego partnera i z jednorazowym współżyciem). Twierdzi, że odkąd poznał szczegóły, zmienił o mnie zdanie, nie jestem już dla niego taka "idealna", że przed oczami ma obrazy mnie z tamtym człowiekiem. Jesteśmy razem już kilka lat, jest dla mnie najważniejszy i nie wyobrażam sobie życia bez niego. 1. Jak nam pomóc? 2. Co robić? 3. Czy znają Państwo podobne historie, które zakończyły się pozytywnie?

Jak zaakceptować samotność i poczucie bycia przegrywem w życiu?
Jak zaakceptować bycie przegrywem i że będę sam całe życie.Odkad poddałem prawo jazdy po 8 nieudanych razach z 4 lata temu zdałem sobie sprawę że jako mężczyzna zawiodłem. Nie mam siły na nic i tylko wiem że po prostu nic nie osiągnąłem. Wiem że będę sam całe życie i przegrywem. Do tej pory pracuję w tej samej pracy od 4 lat jako pomocnik drukarza i myje jakieś rakle sita itp. i nie osiągnąłem nic mam zero perspektyw planu niczego mieszkam wciąż z rodzicami i wiem że jestem nikim. Mam już 23 lata i czuję że będzie tylko gorzej przez chwilę jedyna rzecz co mi pomagała to leczenie zębów u ortodonty to dawało mi jakąś cichą nadzieję że coś robię ale to za mało prawda jest taka że nie jest to żadne osiągnięcie a inni studiują osiągają robią coś. Dobrze że przynajmniej kobiety omijam są mądrzejsze lepsze więc wole unikać kontaktu z nimi już raz byłem wyśmiany więc teraz przynajmniej znam swoje miejsce. Wiec jak zaakceptować bycie przegrywem i samemu i to że jestem prawiczkiem jako mężczyzna po prostu jest to tez wstyd i obciach bo co by nie było żadna normalna kobieta nie chce frajera takiego jak ja?
Moja rodzina jest bardzo zżyta ze sobą, ale wystarczy nie mieć ochoty na ich kontakt, by zostawili mnie w najtrudniejszej dla mnie sytuacji emocjonalnej.
Dzień dobry. Piszę tutaj, bo może przekonam się by pójść do psychologa. Zacznę od początku, ale w skrócie. Mam nadzieję, że będzie to miało ręce i nogi. A więc... Z moją rodziną jestem dość zrzyta. Z mamą i resztą zawsze jedziemy na urlop lub po prostu do rodzinnego domu. Ale, że mieszkam za granicą to dzwonimy do siebie dość często. Z bratem rozmawiam nawet 4 razy na dzień, bo ciągle do mnie dzwoni. Moja Mama jest gospodynią domową i mieszkają razem z bratem i babcią w domu rodzinnym, tata również jest za granicą. Babcia przebywa obecnie w domu opieki po operacji, ale muszę też wspomnieć, że babcia jest dość toksyczną osobą, która niszczy psychicznie i fizycznie mamę moją. Ale niestety mama nie daje sobie nic powiedzieć. Moja rodzina ma też tendencje do obrażania się. No po prostu nie można nic powiedzieć i musi być tak, jak oni chcą (ja tak to widzę). Ale do sedna... Urlop zaplanowaliśmy w Polsce nad morzem i oczywiście nie mogło zabraknąć mamy, by do nas dojechała pociągiem. Tak też się stało. Była z nami prawie cały tydzień. Był też z nami nasz prawdziwy skarb, nasze oczko w głowie - nasz 4-nożny przyjaciel od 10 lat. Mama też ją kochała. Zawsze mówiła, że boi się o Mnie, jak coś jej się stanie (tak ją kochałam). Niestety na tym urlopie 28 września musieliśmy podjąć najgorszą decyzję w naszym życiu. Musiała zostać uśpiona ;((( i tak urlop zamienił się w koszmar. Płakałam do poduszki każdego wieczoru i każdego dnia przy mamie. W niedziele 1 października mama wróciła pociągiem do domu, choć błagałam ją, żeby z nami jechała, bo ja nie chcę i boję się być sama w domu (wszystko przypominało mi naszą Majli a problemem było pozostanie z tym samą przez 10 godz dziennie) oczywiście powiedziała, że musi wracać do babci, choć tak naprawdę nie musiała. Więc my znów wróciliśmy za granicę. W poniedziałek miałam wracać do pracy, ale nie byłam w stanie. Dzwonił do mnie 2 razy brat, ale nie odebrałam. W końcu zadzwoniła mama, odebrałam i chwilę depresyjnym głosem pogadałyśmy. Mówiła, że przyleci samolotem, jak bardzo potrzebuję, ale wiedziałam, że zamierzała, ale nie chciała wcale przyjeżdżać (nawet sama mówiła, że mam nie mieć żalu) Zadzwoniła też w środę, kiedy byłam w pracy, i jak zawsze opowiadała mi z płaczem o swoich problemach z babcią itd... Wtedy powiedziała mi pod koniec rozmowy "czemu też sama nie zadzwonię" " że czas zleciałby mi" odparłam, że nie chce mi się gadać, bo mam myśli gdzie indziej i nie umiem się skupić. Pożegnałyśmy się i od tamtej pory cisza. Nikt do mnie nawet nie zadzwonił, nikt z rodziny nie napisał. Zostawili mnie bez wsparcia, bez słowa otuchy. Pewnie znów się obrazili, że od brata nie odebrałam a mamie powiedziałam, że nie chce mi się gadać. W tej całej żałobie naszej, myślę też o tym, czym sobie zasłużyłam. Ja cały czas wysłuchiwałam ich problemów, a teraz kiedy ja popadam w depresję ich nie ma. Gdyby nie moja partnerka, która też przeżywa odejście naszej przyjaciółki, pewnie już by mnie nie było, bo bym sobie z tym nie poradziła. Dręczy mnie to bardzo czy ja coś źle zrobiłam? Czy ja nie mam prawa do bólu i cierpienia. Czy to ja powinnam do nich dzwonić? Z perspektywy czasu sobie myślę, że tylko jak były jakieś korzyści z naszej strony to było fajnie przyjechać i dzwonić. Co ja mam teraz zrobić? Jak mam się tym nie dręczyć i co najgorsze, jak nie mieć poczucia winy, że się nie odzywają. Cierpię i płaczę w każdej chwili. Proszę o pomoc i radę. Pozdrawiam Kasia
Czy możliwa jest neutralna relacja po zakończeniu znajomości? Historia przyjaźni i emocjonalnego zaangażowania
Witam, chciałbym podzielić się historią koleżenstwa z koleżanka niestety ze smutnym i chaotycznym finałe. Mimo, że mineły 3 miesiące ja dalej w tym siedzę emocjonalnie. Poznaliśmy sie na forum randkowym. Podkreslała ze jest osoba aseksualna i nie szuka zwiazku tyko kogos na piwo/rower. 4 pierwsze miesiące to rozmowy codziennie. W pierwszej fazie zajmowało nam nawet kilka godzin to odpowiadanie na sciany tekstu... Mieliśmy sporo wspólnych tematów oraz zainteresowań. okej później od 3 miesiaca spotkania raz na tydzień, wielogodzinne rozmowy. W listopadzie coś we mnie peklo, pierszy raz nie odpisała na drugi dzień ale napisala ze wie o tym i nie moze sie zebrac. przed wyjazdem do UK powiedzialem jej ze chyba coś do niej czuje. Ona ze ona chyba nie byłaby w stanie nic poczuc, miała łzy w oczach i bała sie że kolejna znajomosc sie sypie. Uspokoiłem ją, postanowiliśmy byc koleżenstwem. Dalej pisaliśmy prawie codziennie. Pozniej co 2 dni, co 3, a w końcowym etapie co 4-5. Mówila ze miewa epizody ludowstrętu, jest introwertyczką (to wiedziałem od początku), nie ma wielu znajomych. Rozmowy niby wygladały podobnie ale ona juz nie inicjowała wyjśc. Coraz częściej pojawiał sie brak czasu lub złe samopoczucie. Narzekała że nie ma planow na nic, że wszystko ją wkurza. Tego roku w lutym znowu poczułem że może się oddala i spotkaliśmy się. Ja jej powiedziaęem ze widzę ze się oddala. Ona powiedziała że miała bardzo ciężki okres, wie że mogła być oschła i chłodna. W panice powiedzialem że ją kocham. Ona myślala że mi przeszlo i ze musi pomyślec czy ona teraz chce to ciągnąć. Kilka dni później napisała że nie widzi tego że ja sobie z tym poradzę, dalsza znajomosć byłaby niekomfortowa dla niej i musi to zakonczyć. Podziekowała za wspólny czas i życzyła znalezienia kogoś kto odwzajemni moje uczucia. Po tym wszytskim spanikowalem , chciałem wyjaśnic, pogadać. Ona nie chciała. Dzwoniłem 10 razy , nie odebrała. Napisałem ostatnia wiadomosc zeby nie zamykala drzwi do relacji koleżenskiej, ze jak mi przejdzie to napiszę. Odczytała to lecz nie odpowiedziała. W kwietniu (2 miesiące od zakończenia) napisalem neutralną wiadomość, nie odczytala nawet. W impulsie tydzień później napisalem do jej brata, podjechalem pod jej dom. Oczywiście nic to nie dalo. Żałuję że to zrobilem. Nigdy wcześniej nie czułem takiej straty. Już nie chodzi o głebsze uczucia tylko o stratę koleżanki z którą miałem najlepszy kontakt it mnóstwo wspólnego. Teraz minął miesiąc od moich impulsów i ostatniej próby kontaktu. Brakuje mi rozmów z nią ale wiem, że jedyne co mogę teraz zrobić to uszanować jej decyzję. Łącznie znajomość twała 1.5 roku. Zamierzam lokalnie poszukać psychologa żeby pomógł mi to jakoś poukładać w głowie. Czy po takim czymś chociażby neutralny kontakt w przyszłości jest możliwy czy wygląda to na definitywne przekreślenie? Pozdrawiam
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.