
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, odżywianie się, zaburzenia nastroju
- Wahania nastroju,...
Wahania nastroju, zaburzenia odżywiania, problemy w rodzinie i szkole – czy to depresja?
Treść wrażliwaMam zj****e życie i chyba depresję nikt mi nie pomaga. A rodzina utrudnia wszystko się kumuluje byłam gotowa zasnąć mam zaburzenia odżywiania i szkoła i jestem biedna i jeszcze ciężko wszystkie razem powoduje załamana, a jednocześnie mam takie góra dół i mam takie dni, że jestem mega szczęśliwa a ogółem takie wahania nastroju. Nie radzę sobie
Juk
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Opis Pani samopoczucia wskazuje na duże przeciążenie związane z kilkoma obszarami naraz (szkoła, sytuacja finansowa, relacje rodzinne, zaburzenia odżywiania). Nic dziwnego, że może Pani czuć się przytłoczona i bezradna. Wahania nastroju „góra–dół” oraz poczucie, że raz jest bardzo źle, a raz lepiej, często pojawiają się przy silnym stresie lub trudnościach emocjonalnych. Zaburzenia odżywiania dodatkowo mogą nasilać zarówno obniżony nastrój, jak i rozchwianie emocji. To nie jest coś, z czym powinna Pani zostawać sama. Najważniejsze w tym momencie to poszukanie wsparcia: najlepiej kontakt z psychologiem lub psychiatrą. Jeśli trudno o pomoc prywatnie, można spróbować przez szkołę (pedagog/psycholog szkolny), która pokieruje dalej lub bezpłatne formy wsparcia, np. telefon zaufania 116 111 dla młodych osób. Jeśli pojawiają się myśli o „zniknięciu”, bardzo ważne jest, żeby nie zostawać z nimi samej, proszę skontaktować się z kimś zaufanym, specjalistą lub zadzwonić na telefon zaufania.
Może Pani również skorzystać z bezpłatnego wsparcia w lokalnym Ośrodku Interwencji Kryzysowej lub Centrum Zdrowia Psychicznego, jeśli działa w Pani miejscu zamieszkania.
Joanna Cichosz
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Radzięta
To, co opisujesz, brzmi bardzo obciążająco. Istnieją bezpłatne formy szybkiego wsparcia psychologicznego, takie jak telefony zaufania czy ośrodki interwencji kryzysowej dostępne w Twojej okolicy. To bardzo ważne, byś jak najszybciej skontaktowała się z kimś bezpośrednio, kto jest gotowy Cię wesprzeć.
116 111 – Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży
800 70 2222 – Centrum Wsparcia (24/7)
W nagłej sytuacji możesz także zadzwonić pod 112.
Bożena Nagórska
Witaj!
Znajdujesz się obecnie w kryzysie życiowym, gdzie brak wsparcia ze strony najbliższych, kłopoty finansowe, szkoła i zaburzenia odżywiania złożyły się na stan załamania psychicznego. Gwałtowne wahania nastroju – od głębokiej rozpaczy po momenty nagłego, intensywnego szczęścia – to znak, że Twój przeciążony układ nerwowy desperacko próbuje poradzić sobie z tak wieloma ciężarami naraz. Najważniejsze w tej chwili jest to, abyś z myślami o poddaniu się i „zaśnięciu” nie zostawała zupełnie sama, ponieważ Twoje bezpieczeństwo i życie są teraz absolutnym priorytetem. Proszę Cię, zrób krok w stronę profesjonalnej pomocy i zadzwoń natychmiast pod bezpłatny, całodobowy i w pełni anonimowy Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży pod numer 116 111 lub skorzystaj z telefonu zaufania dla osób w kryzysie emocjonalnym pod numerem 116 123. Możesz też zgłosić się do psychologa szkolnego lub na izbę przyjęć najbliższego szpitala, gdzie nikt nie odmówi Ci pomocy ze względu na sytuację finansową. Pamiętaj, że z tego chaosu da się wyjść, ale potrzebujesz profesjonalnego oparcia, którego rodzina Ci teraz nie daje, dlatego nie czekaj i pozwól sobie pomóc.
Powodzenia
Bożena Nagórska

Zobacz podobne
Witam. Opiszę w dużym skrócie moją historię.
Od zawsze mieszkałem w domu, jak miałem 25 lat wyremontowałem sobie mieszkanie na 1 piętrze i zamieszkałem tam po moich dziadkach. 7 Lat temu poznałem swoją obecną żonę, pracowałem wtedy w delegacji i wtedy jeszcze dziewczyną widywałem się weekendami. Od tamtej pory leczę się u psychiatry, mam nerwicę/depresję. Zrezygnowałem z tamtej pracy i ogólnie jakoś sobie radziłem. Wzięliśmy ślub, urodził nam się synek, obecnie ma 3 lata. Jednak przez ostatnie dwa lata wydarzyło się u mnie dużo. Ze względu na konflikt rodziców i ich późniejszy rozwód, dla ratowania swojej rodziny wyprowadziliśmy się do miasta rodzinnego mojej żony, niedaleko około 30 km od mojego rodzinnego miasta. Znalazłem tutaj pracę, udało się wziąć kredyt, mamy czym jeździć. Wydaje się, że wszystko poukładane...
Tylko nie u mnie, nie cieszę się z tego, co mam, jedynym co mnie trzyma jeszcze przy tym wszystkim, jest syn. Chodzę do terapeuty uzależnień w celu rzucenia papierosów. I dużo rozmawiamy głównie o tym, co się u mnie dzieje, na pozór powinienem być szczęśliwy, faszeruje się od 7 lat lekami na depresję i tak naprawdę nie czuję się nigdy, jak bym chciał.
W głębi czuję, że mieszkając w bloku, ja nie będę szczęśliwy, ja jestem przyzwyczajony, że mogłem wyjść na podwórko cokolwiek zrobić, bardziej to wyglądało zawsze jak życie na wsi.
A teraz przychodzę z pracy i oprócz zajmowaniem się synem nie mam czym się zająć. Lubiłem zawsze jakieś prace fizyczne, typu koszenie trawnika itp. (przy domu zawsze znajdzie się coś do zrobienia)... Moja żona ma tu wieloletnich znajomych, rodzinę, tą samą pracę od wielu lat. Ja mam nową pracę, ale wydaje mi się, że poświęciłem wszystko dla komfortu mojej żony, nie myśląc o sobie. Na dzisiejszy dzień zmagam się każdego dnia z objawami nerwicy, nie mam żadnego hobby (z piłki nożnej zrezygnowałem na początku znajomości z żoną ze względu na brak czasu, by się spotykać). Czuję się samotny mimo, że mieszkam ze swoją rodziną. Żona nie potrafi mnie zrozumieć, że nie mam tutaj przyjaciół, rodziny. Zrezygnowałem w 100% z alkoholu, chociaż czasami wypiłem piwko, to dawało mi to choć trochę radości.
Nie mam komu się wygadać, w pracy nie mam przyjaciół.
Do mieszkania już się nawet czasami nie chce wracać, wiedząc, że nikt mnie nie zrozumie... Czuję wewnątrz, że ja długo w takim maraźmie nie pociągnę. Chciałbym wrócić do domu, w którym mieszkałem większość życia do poprzednich znajomych. Mam jednego brata, który mieszka daleko i też nie chce zawracać mu głowy swoimi problemami...
