
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Mąż "za karę" dla...
Mąż "za karę" dla mnie poszedł na seks za pieniądze. Dla mnie to nienormalne, rozstajemy się.
Aleksandra Działo
Dzień dobry,
to jak wyznaczamy granice i jakie zachowania są dla nas akceptowalne, a jakie nie, może być uzgadniane w relacji w różny sposób. Najczęściej relacja ma się dobrze, kiedy jest to ustalane konsensualnie i na spokojnie, tak żeby każdy z partnerów miał czas zadecydować jak się czuje w tej sytuacji.
Sytuacja z przeszłości, którą Pani opisuje, wygląda na naznaczoną przemocą - czytanie wiadomości bez zgody partnera, karanie kogoś w sposób, który przekracza granice relacji - trudno czuć się komfortowo i bezpiecznie w takich sytuacjach. Domyślam się, że atmosfera, w której podejmują teraz Państwo o rozstaniu, jest bardzo obciążająca. Jeśli potrzebuje Pani jakiegokolwiek wsparcia - rodziny, przyjaciół czy specjalisty - proszę nie wahać się po nie sięgać.
Jeśli chodzi o decyzję o rozstaniu - mają Państwo prawo podejmować najlepszą dla siebie decyzję. Jeśli pozostając w relacji krzywdzą się Państwo wzajemnie i pozostawanie w niej oznacza cierpienie, rozstanie się, nie jest niczym dziwnym.
Pozdrawiam serdecznie,
Aleksandra Działo
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Wloka
Pierwsze podstawowe pytanie to czy czuje się przez męża szanowana? Drugie, czy czuje się Pani kochana.
W każdym razie, na samo słowo "kara" dziwnie sie poczułam, bo mówimy o związku dwóch równorzędnych partnerów, a wydaje się, że w Waszym związku jest nieco inaczej.
Myślę, że nie musi Pani szybko podejmować jakichkolwiek decyzji, a przyda się pani czas na pomyślenie o sobie, o tym jak czuła się Pani z mężem, jakie potrzeby zostały zasypane i niespełnione, co musiałoby się między wami stać, żeby doszło do zmiany, a przede wszystkim jak Pani widzi swoją przyszłość, kto może Pani pomóc w jej zaprojektowaniu i jakie swoje zasoby może Pani uruchomić, żeby wystartować dobrze i jak widzi się Pani w tym nowym starcie.
pozdrawiam, psycholog
A. Wloka

Zobacz podobne
Dzień dobry, raczej staram się sama sobie radzić z trudnościami, ale z tą nie umiem... Od września jestem w nowej szkole i bardzo ciężko mi się do tego przyzwyczaić, nie chodzi już o samo nowe miejsce, ale o ludzi. Moja nowa klasa jest bardzo selekcjonująca i ciężko mi tam znaleźć kogoś na stałe a jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ ze względu na OCD potrzebuję stabilnych relacji. Myślałam, że powoli zaczynam mieć to ogarnięte, ale teraz dziewczyna, z którą siedzę w ławce i mam w miarę normalny kontakt zmienia szkołę... Nie wiem, czy to pewne, czy nie bo już w zeszłym miesiącu tak mówiła a dalej jest ale teraz chodzi o nieprzyjemności z innymi osobami z klasy więc ma jakiś sensowny powód aby tak mówić. Jestem przez to wszystko w stresie bo bardzo boję się zostać sama, mamy nieparzystą ilość osób w klasie więc siedziałabym sama. To nie jest tak, że byłabym samotna i nie miała z kim rozmawiać ale czułabym się sama gdybym siedziała sama w ławce jako jedyna... Najpierw muszę fizycznie zobaczyć, że nie jestem sama by czuć to psychicznie. Wprawdzie jest jeszcze jedna taka dziewczyna z którą w miarę się dogaduje i czasami siedziałyśmy razem ale ona stale siedzi z kimś innym więc na pewno nie zostawiłaby tamtej osoby dla mnie, nawet nie chciałabym tego, aby ona czuła się porzucona i samotna. Wiem, że to dość dziecinne odczucia ale nie mogę przestać o tym myśleć, czasem chce by to po prostu okazało się nierealne i obudziłabym się z wiedzą, że wracam do mojej szkoły. Przez to wszystko coraz częściej napadają mnie stany lękowe, b. depresyjne dni i derealizacja, czego bardzo dawno nie miałam tak często. W ciągu tygodnia nie umiem spać i śpię 5/6 godzin, a gdy tylko mam wolne nadrabiam po 10/12 godzin... Czuję się w tej sytuacji bardzo bezradna, inni mówią, że potrzeba czasu ale ja już nie mogę tyle czuć się niestabilnie w relacjach z innymi... Nie mogę teraz iść do stałego specjalisty bo nie mam czasu ani pasujących terminów a obawiam się, że sama z tym zwariuję. Proszę o jakieś rady co robić, bo na razie mam ochotę zamknąć się w domu i to przeczekać, chociaż wtedy pewnie będzie ze mną jeszcze gorzej.

