
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Mąż od zachorowania...
Mąż od zachorowania na depresję wniósł o rozwód, zrzuca na mnie winę, nie jest sobą
Anonim
Aleksandra Hryhorczak
Szanowna Pani,
Na wstępie chciałaby zaznaczyć, że to świetnie, że konsultuje się Pani z psychologiem.
Z Pani zapytania wynika, że zarówno mąż, jak i Pani, przeszliście bardzo traumatyczne przeżycia.
Proszę zauważyć, że to normalne, że ludzie zmieniają się pod wpływem takich przeżyć, ba, ludzie w ogóle ewoluują i zmieniają się z biegiem czasu.
Uderzyło mnie, co Pani napisała - “Chcę jego szczęścia, nawet kosztem swojego” -Proszę sobie odpowiedzieć na pytanie - czy bardziej chce być Pani że swoim mężem, mimo, że to przynosi cierpienie? Czy może woli Pani spróbować innej, być może nieznanej drogi?
Z tego co wyczytuję, bardzo prawdopodobne jest, że przeżywa pani żałobę po stracie tamtego mężczyzny, którym był kiedyś Pani mąż.
Na przeżywanie straty trzeba sobie pozwolić. Poczuć ten smutek, złość i bezsilność. Potrzeba na to czasu i proszę być dla siebie wyrozumiałym.
Wszystkiego dobrego,
Aleksandra Hryhorczak
Interwent kryzysowy
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Waszak
Dzień dobry!
Depresja jest chorobą, którą trzeba leczyć, czego Pani doświadczyła. Najlepsze rezultaty daje farmakoterapia z psychoterapią. Uczucie braku sensu życia, obniżony nastrój, rozdrażnienie mogą być symptomami depresji. W dodatku mąż powiela schemat zaistniały w rodzinie wyjściowej - pojawiają się trudności w związku, więc odcina relację za pomocą rozwodu. Są inne sposoby radzenia sobie z problemami, np. wspomniana przez Panią psychoterapia par.
Doświadczyliście Państwo strat w swoim życiu - stratę dziecka (poronienie), przyjaciela męża oraz marzeń o związku, który się rozpada. To trudne, więc towarzyszą Wam różnorodne emocje związane z żałobą. Nie musicie być w tym sami, zachęcam do zadbania o siebie i skorzystania z psychoterapii.
Powodzenia
Katarzyna Waszak

Zobacz podobne
Mam wszystkiego dość. Jestem taka zmęczona. Byliśmy ze soba 15 lat, 7 lat po ślubie. On nagle, oświadczył że chce rozwodu. Próbowałam walczyć, ale im bardziej walczyłam to on się wściekał. Już wydawało się, że będzie dobrze i znów nagle zaskoczył mnie i ze łzami powiedział, że złożył pozew o rozwód. Na moja prośbę się wyprowadził. Tydzień po wyprowadzce powiedział, że ma wątpliwości. A potem już szedł w zaparte, mówił, że po tym wszystkim co mi powiedział nie mógłby być już ze mną.
Mamy prawie 3 letnie dziecko, więc musieliśmy się widzieć. On zaczął mnie oskarżać przez sms,y że go okłamuje, szantażuje dzieckiem i oczerniam. Kiedy prosiłam, żeby to wytłumaczył i dał przykłady, bo przecież tak nie jest, to milczał. Jeszcze cały czas mi robił wyrzuty, że chciałam, żeby się wyprowadził.
W cztery oczy zupełnie inny człowiek, widzę i nie tylko ja, że go ciągnie do mnie, szuka mojego towarzystwa. Kiedy parę razy mnie zaskoczył i przyjechał z dzieckiem szybciej i byłam prosto z pod prysznica lub w piżamie to widziałam, że patrzy na mnie z pożądaniem. Gdy dałam mu swój laptop, żeby coś tam zrobił i zobaczył nasze wspólne zdjęcie na tapecie to widziałam łzy w jego oczach.
Powiedziałam, że go dalej kocham, zareagował najpierw zagubieniem i smutkiem, potem pojawiła się nagła złość. Kiedy powiedział, że mu lepiej samemu i że nasz związek był bagnem to odcięłam się od niego, teraz moja Mama pośredniczy między nami i ona odbiera i daje dziecko. Po prostu mnie niszczyło to wszystko. Od 3 tygodni się nie widzieliśmy i nie odzywam się do niego. To on powiedział mojej Mamie wczoraj, że zaczyna go to denerwować. Moja Teściowa mówi mi, że jest przerażona nim, bo go nie poznaje, strasznie schudł, przestał o siebie dbać, zaczął mieć kłopoty ze zdrowiem i ma strasznie smutne oczy, a jednocześnie zrobił się agresywny słownie. Wyznał też mojej teściowej, że już z nikim nie ma kontaktu.
Od kiedy go nie widzę i nie mam kontaktu jestem spokojniejsza, radosna, zaczęłam malować obrazy, remontować dom, po prostu żyje. Ale nie wiem czy to nie dziecinne zachowanie z mojej strony? Kocham go, ale teraz mi lepiej chociaż dalej są dni kiedy tęsknię za tym jaka więź mieliśmy między sobą i że byliśmy najlepszymi przyjaciółmi kiedyś. Czuję się lepiej, bo wiem, że mnie nie zaskoczy żadnym bezpodstawnym atakiem słownym i złością.
Wiem jednak, że to nie on, mój Mąż był zawsze kochany, czuły, rodzina była najważniejsza, ale moja depresja poporodowa, obowiązki i śmierć jego przyjaciela… chyba go to zniszczyło.
To już tyle miesięcy od kiedy się wyprowadził, na szczęście te dni kiedy jest mi źle sa coraz rzadsze. Nie mogę uwierzyć, że w styczniu jeszcze mi wyznawał miłość i wiedziałam, że to szczere, a w następnym styczniu będzie rozwód. Strasznie mi smutno za człowiekiem, który już chyba zniknął bez powrotnie. I szkoda mi go, bo córka nieraz mówi, że Tatuś jest smutny i płakał. Wiem, że nie powinnam analizować, ale trudno mi pojąć, skąd taka nagła niechęć jego do mnie i ta jego złość, że nie chce go widzieć, przecież to on zdecydował, że chce rozwodu i nie chce walczyć, a na mnie jest zły, że próbuje jakoś sobie to ułożyć. Mówił, że był już u paru psychologów i lekarzy psychiatrii, ale, że mówią mu, że jest zdrowy.

