Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mieszkam z chłopakiem od roku. Mam 22 lata, mój chłopak 18. Dom należy do 3 braci.

Dzień dobry. Mieszkam z chłopakiem od roku. Mam 22 lata, mój chłopak 18. Dom należy do 3 braci. Jego rodzice nie mieli nic przeciwko, żebym wprowadziła się do nich i szybko mnie zaakceptowali oraz polubili, jest tak do dziś. Mieszkają tutaj 3 rodziny w jednym małym domu. 3 braci + żony. Dwie rodziny mają swoje dzieci. Jedna rodzina jest w porządku, śmiejemy się, rozmawiamy, nie ma żadnych kłopotów. Natomiast ta druga rodzina robiła problemy od wielu lat, jeszcze zanim wprowadziłam się tutaj. Wiedziałam co dzieje się w domu mojego chłopaka, ale chciałam być blisko niego i nie sądziłam, że wygląda to tak źle, jak z jego opowiadań. Ta ,,zła" rodzina robi wiecznie problemy o drobnostki. Już dwa tygodnie po moim przyjechaniu zostałam obrażona przez nich bezpodstawnie, z biegiem czasu jest tylko gorzej i gorzej. Przeważnie poważniejsze kłótnie są raz na tydzień, zdarzy się częściej. Otóż brat teścia razem z jego żoną dokuczają naszej rodzinie dla zabawy, uprzykrzają życie. Od kiedy tutaj jestem, doszło do 3 szarpanin, najpierw teściowa była szarpana przez brata ojca, później mój chłopak, a wczoraj teść, który aktualnie ma problemy zdrowotne i nie może chodzić. Rodzice mojego partnera nic z tym nie robią, myśląc, że problem sam się rozwiąże. Ja z chłopakiem nie możemy wyjść z pokoju, bo żona brata wchodzi na nas i popycha na ścianę (waży 150 kg na 165 cm). Każde takie zatarcie kończy się ostrą kłótnią, nerwami. Mój partner nie czuje wsparcia w rodzicach, wzywaliśmy jego chrzestna, żeby zdziałała coś - bezskutecznie. W każdej kłótni pada tekst w stronę mojego chłopaka "to nie jest twój dom, jak kupisz sobie od ojca, to wtedy będziesz mógł się rządzić". Teściowa i teść również mają problem z "wpadaniem" na nich poprzez żonę brata. Myśli, że jest panią domu, ze wszystko jej wolno, a dom nawet nie należy do niej. Rodzice nie dzwonią na policje, za to ona już tak i wtedy to my jesteśmy najgorsi. Jeśli coś się stanie idzie na nas. Nie można zwrócić im uwagi, że robią coś źle, bo wychodzi kłótnia. Nie wiem czy to ma znaczenie, ale ona nie pracuje, a jej mąż robi wszystko za nią, nawet sprząta, ona jedynie gotuje. Czy ja, jako partnerka jestem w stanie jakoś pomóc? Mogę coś zrobić? Chcę jedynie żyć spokojnie z chłopakiem, tak jak było kiedyś, teściowie również. Z drugą rodziną nie ma żadnych problemów, tylko ta jedna, potrafi przyczepić się o wszystko. Chce móc normalnie wyjść i zrobić sobie kanapki, ale nie mogę, bo dochodzi do przemocy. Nie mamy możliwości wyprowadzenia się w 4 osoby razem z rodzicami, dlatego szukam rozwiązania, nie wiem nawet do kogo zgłosić się o pomoc, czy mogę coś zrobić, czy tata mógłby... I czy potrzebuję dowodów. Najlepiej byloby gdyby oboje zniknęli z tego domu, nie sądzę, żeby policja mogła coś zdziałać w tej sprawie i czy w ogóle mogę ingerować w to. Proszę o pomoc
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Sytuacja rodzinna Pani partnera oraz Wasza wspólna sytuacja mieszkaniowa wyglądają na bardzo trudne, uciążliwe i zagrażające Państwa bezpieczeństwu oraz obniżające komfort życia. Niestety nie ma Pani wpływu na to, kto mieszka w tym domu, jak układają się kontakty pomiędzy mieszkańcami oraz kto w tej sprawie zechce zająć jakie stanowisko. Jedyne, na co ma Pani wpływ to na własne decyzje/decyzje, które podejmujecie wspólnie z partnerem. Wygląda na to, że warunki w domu nie zmienią się, a jeśli Państwo chcecie w spokoju żyć, możecie podjąć przygotowania do wyprowadzki we dwoje. Natomiast w sytuacjach zagrażających bezpieczeństwu życia i zdrowia, w których obawia się Pani o siebie lub innych domowników, lub gdy jest Pani świadkiem przemocy- należy każdorazowo zawiadomić Policję. Pozdrawiam 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Zaburzenia lękowe oraz depresja - nie radzę sobie, pomimo leczenia farmakologicznego
Od pół roku mam nerwicę lekową i depresję. Od dawna mówiono mi, że jestem zestresowana, ale wydawało mi się, że nie. Biorę asentrę już najwyższą dawkę, ale codziennie trzęsą mi się ręce i ciało wewnątrz drży i boli mnie klatka piersiowa. Mam też problemy z pamięcią i koncentracją. Często mówię coś i używam innych słów, niż wydawało mi się, że powiedziałam. Ostatnio dzieci pytały, o co mi chodzi, bo spytałam ich i kto teraz, a ja jestem przekonana, że nic nie mówiłam. Nie wytrzymując muszę się czasem wieczorem napić alkoholu. Miałam zrobione różne badania i fizycznie wszystko jest ok.
Toksyczna relacja z mama, faworyzowanie brata i depresja - jak poradzic sobie w domu i czy wyprowadzka to dobre rozwiazanie?
Więc mam problem i zarazem pytanie. Od dziecka byłam nieśmiała, a po latach mam wrażenie, że mogę się uznać za wręcz tłumioną głównie przez moją mamę, która pilnowała na każdym kroku, żebym nie mówiła za dużo, nie płakała, każdemu mówiła dzień dobry i dowidzenia, działając niczym zegarek. Zawsze miałam być grzeczna, cicha, ułożona i dobrze się uczyć. Każde potknięcie, czytaj zwykła czwórka w podstawówce było karane albo krzykiem albo wymownym milczeniem. W tej atmosferze dorastała niepewna siebie dziwczyna, mająca nadzieję, że przez życie przemknie niezauważona. Bałam się interakcji społecznych, uważałam że nie mam prawa niczego oczekiwać od życia i nie lubiłam swojego wyglądu, bo mama czasem uszczypliwie zwracała uwagę na mój odstający brzuch, trądzik czy okrągłą twarz. Czułam się brzydka i w dodatku głupia, choć wcale tak nie było. Miałam świetne oceny ale to nie wystarczyło, by zaspokoić jej perfekcjonizm. Zwykłe zbicie kubka przez dziecięcą nieuwagę kończyło się wrzaskiem i tak w kółko i w kółko. W pewnym momencie niestety ale pojawiły się u mnie myśli samobójcze, miałam depresję. Tata wyjeżdżał na całe miesiące opiekować się dziadkami, dużo się przez to kłócili. A każda jej złość odbijała się na mnie i na moim młodszym o półtora roku bracie. Od początku miałam lekkie wrażenie, że mama woli go bardziej ode mnie. To były ciche sygnały ale ta myśli zakiełkowała. O swojej depresji odważyłam się powiedzieć mamie, przy czym nie wspomniałam o myślach samobójczych. Wiedziałam jednak z czym się mierzę (byłam w ósmej klasie szkoły podstawowej). Wyśmiała mnie, kazała nie wymyślać, stwierdziła, że nie jestem chora psychicznie i nie pójdę do żadnego psychologa. Czułam się tragicznie. W tym czasie zmienił się mój młodszy brat. Uzależnił się od gier komputerowych. Był agresywny wobec mnie, obrażał mnie słownie, śmiał się z mojej choroby. Zdarzały się momenty, w których popychał mnie. Drwił ze mnie i z mojej aspołeczności, zaczął przeklinać i kierować w moją stronę różnorakie wyzwiska. Nie wiedział o tym, nikt po za moim rodzicami. Stał się nieposłuszny, ich też zaczął obrażać. Wszystkie obowiązki domowe, choć nie było ich dużo spadły na mnie. Bo przestał je wykonywać od tak. Mama próbowała coś z tym zrobić ale tylko wtedy, kiedy sprawa dotyczyła jej lub taty. Mój temat pomijała, kiedy się skarżyłam mówiła, że mamy się nie kłócić i tyle. Po latach sytuacja nie co się zmieniła, jest źle ale nie, aż tak. Tylko hmm. Ilość obowiązków domowych wzrosła i wciąż wszystko robię ja i mama. Brat przez pewien okres czasu przestał się odzywać. Potem po prostu stwierdził, że nie jestem jego siostrą. Próbowałam się z nim dogadać wiele razy ale rozmawialiśmy tylko wtedy, kiedy ja próbowałam zainicjować kontakt i go podtrzymywać, co i tak było obciążające i żmudne. W liceum moje stopnie wzrosły jeszcze mocniej, mimo że mama w końcu przestała mnie kontrolować. Najlepsza średnia w całej szkole. Nagrody. Konkursy. I zero zachwytów, zero pochwał. Zero czegokolwiek większego. Za to brat strasznie się stoczył. Ma zupełnie przeciętne oceny, większość dnia i nocy spędza na graniu. Mama chwali się każdą jego pojedynczą piątką. Wzięła też dla niego psa, zapłaciła za niego. I nie byłoby problemu, bo ja dostałam wtedy w końcu nowe łóżko. Problem pojawia się, gdy trzeba się nim zająć. Brat siedzi i gra. Obiecał się nim opiekować ale nie wytrzymał, nawet tygodnia. Mówiłam mamie, że to zły pomysł ale oczywiście nie słuchała. A teraz ma pretensje, gdy nie mam ochoty iść jej z nim pomagać. To nie mój pies, zresztą od dziecka boję się psów. Kiedyś jeden z nich ugryzł mnie, tuż po tym jak zaczął mnie gonić i na mnie szczekać. Dodatkowo mama wciąż liczy, że ja odpuszczę. Nigdy nie zapomnę tego co czułam, tego co mi zrobił. Ona też nie jest dla mnie bez winy. Zmieniła się ale wciąż pamiętam jaka była i nie zgadzam się z wieloma rzeczami, które mówi. W końcu głównie za sprawą taty trafiłam do psychologa. Rodzice i tak nie rozumieli powagi sytuacji i wciąż nie rozumieją. Natomiast ja odważyłam się powiedzieć o wszystkim mojej najbliżej kuzynce. Nie mam przyjaciółek, ani koleżanek. Nie mam dobrego kontaktu z nikim po za nią, bo trudno mi się otworzyć. I ja czułam się z tym dobrze, w końcu ktoś mnie wysłuchał. Natomiast mama ma problem o to, że chcę mówić. Uważa, że rodzina jest najważniejsza (ta najbliższa). Nie dostrzega wad swojego najukochańszego syna. Nie zwraca mu na nic uwagi, na wszytko się godzi. Wciąż opowiada o jego sukcesach w szkole, choć nie ma się czym chwalić. Wszytko próbuje tarasować. Udawać, że jest dobrze, że jest idealny. Nie rozumie mojego marzenia o wyprowadzce, o odpoczynku od tego wszystkiego. Złapaniu oddechu. Chce mi zabronić mówienia, każe wszystko trzymać w sobie. Nie wiem co robić. Mam mętlik bo w końcu ktoś mnie słucha.
Mama stała się osoba leżącą. Sama mówi, że ma depresję, płacze, gdy ktoś do niej mówi, że będzie dobrze.
Mama stała się osoba leżącą. Sama mówi, że ma depresję, płacze, gdy ktoś do niej mówi, że będzie dobrze. Albo sama zaczyna mówić i się pyta, czy może popłakać. Uszło z niej życie. Mieszka sama, piętro niżej jej siostra. Opiekujemy się nią ciocia, my 2 córki, ale w nocy jest sama, cały czas leży lub śpi. Niby mówi, że czasem sobie włączy tv, ale chyba tego nie robi. Jak ja przyjdę to włączę, żeby było jak dawniej, a ja wychodzę, to wyłącza. Bo mówi, że musi odpocząć od szpitala. Rozmawia, ma świadomość, że musi się ogarnąć, bo chce choć usiąść na łóżku. Co robić? Psychiatrę wołać, psychologa? Nie wiem.
Osoba z rodziny męża jest do mnie źle nastawiona, unika kontaktu, przebywania w moim towarzystwie. Co zrobić? Odciąć się?
Witam, zwracam się do państwa z zapytaniem, ponieważ od roku czasu dostrzegam, że pewna kobieta w stosunku do mnie ma lekceważące zachowanie, jeśli tak to można ująć. Jest to najbliższa rodzina mojego męża. Prowadzimy podobną działalność gospodarczą i od tego czasu praktycznie kontakt nam się urwał. Na różnych spotkaniach rodzinnych, wyjazdach nie odzywa się do mnie, wychodzi do innego pomieszczenia ze swoim mężem oraz dziećmi. Jeśli zrobię pierwszy krok, to rozmawia ze mną. Jest mi bardzo z tym ciężko i przykro, bo nic jej nie zrobiłam a odnoszę wrażenie, że karze mnie ciszą. Mój mąż też ma takie odczucie. Nie mam ochoty uczestniczyć w spotkaniach z nią, bo czuję się bardzo niekomfortowo. Jednak nie chcę by przez tę sytuację mój mąż musiał rezygnować. Co w takiej sytuacji zrobić? Odciąć się od takich osób? Dodam, że już wcześniej była podjęta rozmowa o podobnej sytuacji z tą kobietą. Uznała, że wszystko jest ok.
Śmierć mamy
Jak poradzić sobie ze śmiercią mamy
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.