Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Natrętne myśli o zabiciu mamy i siebie przy zaburzeniach lękowych

Treść wrażliwa
Hejka choruje na zaburzenia lękowe i czasami mam myśli żeby zabić mamę i siebie i ja się tych myśli boję co mam zrobić😱😭😭😭😭
Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Cześć, piszesz o konkretnych myślach dotyczących zrobienia krzywdy mamie i sobie. To ważne, że szukasz pomocy i ważne, żeby działać od razu. Po pierwsze - w momencie, w którym ich doświadczasz możesz od razu zadzwonić na 112. To numer alarmowy, który kojarzy się raczej z pomocą w wypadku czy zatrzymania krążenia, ale sytuacja, o której piszesz to sytuacja zagrożenia życia i jak najbardziej uprawnione jest wezwanie wówczas karetki. Jeśli aktualnie te myśli Ci nie towarzyszą, nie są takie intensywne zadzwoń na numer wsparcia. Nie wiem w jakim wieku jesteś, więc podam: dla osób dorosłych - 116 123, dla dzieci i młodzieży - 116 111 (oba czynne całodobowo, 7 dni w tygodniu, linie bezpłatne). Pod tymi numerami odbierają specjaliści, którzy pomagają w nagłych, trudnych sytuacjach kryzysowych. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

To, co się pojawia, brzmi bardzo przerażająco i rozumiem, że może budzić ogromny lęk. Sądzę, że ważne jest tu jedno: same myśli (nawet bardzo brutalne) w zaburzeniach lękowych się zdarzają i nie znaczą, że chcesz je zrealizować, to raczej „natrętne obrazy”, które przychodzą wbrew Twojej woli a fakt, że się ich boisz, pokazuje, że są niezgodne z Tobą.

Jednocześnie nie warto z tym zostawać samej. Uważam, że teraz najważniejsze jest bezpieczeństwo i wsparcie:

proszę spróbować powiedzieć o tym komuś zaufanemu (bliska osoba, rodzic, ktoś dorosły),jak najszybciej skontaktować się z psychologiem lub psychiatrą,

jeśli czujesz, że napięcie rośnie albo mogłabyś stracić kontrolę proszę zgłosić się pilnie na pomoc np.112 lub 116 111( telefon zaufania). Na chwilę obecną może pomóc krótkie „odklejenie się” od tych myśli: nazwać je w głowie „to tylko myśl, nie działanie”, skupić się na oddechu, wyjść do innego pomieszczenia, być bliżej ludzi to jest do opanowania przy odpowiednim wsparciu. Nie można zostawać i walczyć z tym samemu.

 

Z pozdrowieniami,

Agkieszka Włoszycka

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

To, co Pani opisuje, może być przerażające, ale takie myśli, które pojawiają się wbrew woli i budzą lęk mogą mieć charakter natrętny. To znaczy, że nie są tym, czego Pani chce, tylko tym, czego się Pani boi. W zaburzeniach lękowych takie „atakujące” myśli mogą się pojawiać i im bardziej próbujemy je odsunąć, tym silniej wracają. Jednocześnie ważne jest, żeby tego nie bagatelizować, tylko potraktować jako sygnał, że potrzebuje Pani teraz wsparcia. W takiej sytuacji warto:
– skontaktować się z kimś bliskim i porozmawiać,
– jeśli jest taka możliwość, jak najszybciej skontaktować się z psychoterapeutą (polecany nurt poznawczo-behawioralny) lub lekarzem,
– jeśli napięcie rośnie i boi się  Pani utraty kontroli, proszę skorzystać z pomocy kryzysowej (np. 116 111 lub 116 123).

Warto pamiętać, że same myśli nie oznaczają, że coś się wydarzy, ale to, że bardzo to Panią niepokoi, jest ważną informacją, żeby zadbać o siebie i poszukać wsparcia.
Wszystkiego dobrego,
Joanna Cichosz

Marta Lenarczyk

Marta Lenarczyk

Hej,

to, co opisujesz, jest bardzo trudne i przerażające i dlatego rozumiem, że możesz się tego bać. 
Same myśli (nawet bardzo niepokojące) nie są tym samym co zamiar działania. 
U wielu osób z zaburzeniami lękowymi pojawiają się natrętne myśli, które są niechciane i sprzeczne z tym, kim jesteśmy. To, że się ich boisz, mówi, że są dla Ciebie obce i nie chcesz ich realizować.


Jednocześnie to jest sygnał, że potrzebujesz teraz wsparcia i nie powinnaś zostawać z tym sama.


Co robić tu i teraz:

Jeśli czujesz, że możesz stracić kontrolę albo jest niebezpiecznie, zadzwoń pod 112 albo jedź na SOR czy izbę przyjęć.


Skontaktuj się z kimś zaufanym (bliska osoba) i powiedz wprost, że jest Ci bardzo ciężko.

 

Jeśli możesz, oddal się na chwilę od mamy i od rzeczy, które mogłyby być niebezpieczne, to zwykłe działanie bezpieczeństwa.

 

Na najbliższy czas:

Skontaktuj się ze swoim psychologiem i/lub psychiatrą jak najszybciej (często w takich sytuacjach można dostać pilny termin).


Jeśli nie masz teraz specjalisty, poszukaj pilnej konsultacji (psycholog/psychiatra).

 

Pomocne bywa krótkie „odklejenie się” od myśli: nazwij ją („to natrętna myśl, nie fakt”), skup się na oddechu (np. wdech 4 sekundy – wydech 6–8 sekund), zaangażuj ciało (zimna woda na dłonie i twarz, krótki spacer).


Marta Lenarczyk

Magdalena Borkowska

Magdalena Borkowska

Pani Nicolo, 

Wierzę, że te myśli przerażają. I to uczucie przerażenia myślami nakręca spiralę, którą wyobrażam sobie, że trudno opanować... może Pani czuć się jak zamknięta we własnej głowie przez takie myśli.  
To, co może Pani na dzień dzisiejszy zrobić, to spróbować przyjrzeć się temu lękowi. Zastanowić się - dlaczego ta myśl przeraża? I nie chodzi mi o stwierdzenie, że myślenie o zabiciu mamy jest sama w sobie przerażająca (bo tak jest). Lecz czy to według Pani, mówi coś o Pani? 
Można się zastanowić, czy może przeżywa Pani ostatnio więcej złości np. w stosunku do mamy albo kogoś innego, i to powoduje w Pani poczucie winy? Poczucie winy może napędzać spiralę przerażenia i myśli o śmierci bliskiej osoby. 

Same takie myśli mogą wywoływać ogromne pokłady poczucia winy. 

Jeżeli myśli te stają się natrętne - zalecam spotkania ze specjalistą, psychologiem lub psychoterapeutą, aby spokojnie móc się im przyjrzeć i odkryć przyczynę. Przyglądać się lękowi, złości, poczuciu winy... wtedy lęk i przerażenie mogą słabnąć a myśli obsesyjne się wyciszać. 

Wierzę, że musi się Pani obecnie bardzo martwić tym, co się z Panią dzieje. Mam nadzieję, że uda się pani ukoić. 

Pozdrawiam ciepło,
Magdalena Borkowska
 

Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

Dziękuję, że Pani o tym napisała - to bardzo ważne.
Pani stan wynika z silnych stanów lękowych - takie myśli potrafią być bardzo przerażające, ale same myśli nie oznaczają, że chce Pani zrobić coś złego. Skoro te myśli są przerażające, to znaczy, że nie chce ich Pani realizować — i to jest bardzo ważny sygnał.

Jednocześnie nie powinna Pani z tym zostawać sama.
Jeśli te myśli się nasilają albo boi się Pani, że może stracić kontrolę, proszę skontaktować się pilnie z kimś bliskim lub specjalistą — może Pani zadzwonić na całodobową linię wsparcia 116 123 (dla osób w kryzysie emocjonalnym) albo 116 111 (telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, jeśli jest Pani młodsza).
W nagłej sytuacji może też Pani zadzwonić pod 112 albo zgłosić się na najbliższy SOR.

To co może Pani zrobić dla siebie teraz: nie zostawać sama, jeśli to możliwe oraz skupić się na czymś, co trochę uspokaja (np. oddech, kontakt z kimś bliskim).

To jest coś, z czym naprawdę można pracować i co można opanować - ale potrzebuje Pani wsparcia specjalisty.

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Pani Natalio, 

To, że boi się Pani tych myśli i Panią przerażają, jest bardzo ważne. Osoby, które naprawdę chcą zrobić krzywdę, zwykle nie reagują na takie myśli lękiem i paniką. Przy zaburzeniach lękowych mogą pojawiać się natrętne, bardzo brutalne obrazy czy myśli, kompletnie niezgodne z tym, kim człowiek jest.

Ale skoro te myśli są tak silne i odczuwa Pani uczucie zalewania, nie powinna Pani zostawać z tym sama: proszę porozmawiać o tym z lekarzem, psychologiem czy z osobami bliskimi. Warto się temu przyjrzeć. Jeśli jest trudno to numery telefonów które zostały zarekomendowane przez moich kolegów będą miejscem gdzie uzyska Pani pomoc. 
Pozdrawiam

Kinga Osmulska 


 

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry Pani Nicolo.

To, że te myśli Panią przerażają i że boi się Pani ich, jest bardzo ważną informacją. Przy zaburzeniach lękowych mogą pojawiać się natrętne, niechciane myśli, które są sprzeczne z tym, czego naprawdę Pani chce. Nie oznacza to automatycznie, że zamierza je Pani zrealizować.

Jednocześnie nie należy zostawać z tym samej. Proszę jak najszybciej powiedzieć o tych myślach swojemu psychiatrze, psychologowi lub zaufanej osobie. Takie objawy wymagają oceny specjalisty i odpowiedniego leczenia.

Jeżeli ma Pani poczucie, że traci kontrolę nad sobą lub obawia się, że mogłaby zrobić krzywdę sobie albo komuś innemu, proszę nie zostawać sama i natychmiast zgłosić się na najbliższy Szpitalny Oddział Ratunkowy lub zadzwonić pod numer 112. 

Pozdrawiam,

Sylwia Skibińska 


Zobacz podobne

Jak uratować małżeństwo przy depresji męża i dbałości o dobro dzieci?
Dzień dobry, mój mąż po 10 latach małżeństwa postanowił się rozwieść. Jest to jednostronna decyzja. Fakt, że gdzieś tam przez te wszystkie lata się oddaliśmy. Ja przez kilka lat chorowałam na depresję co nie dawało mi narzędzi do takiego dbania o relacje takie jak by on chciał. Zarzuca mi że to nie jest dom taki o jakim on marzył. Ja też o takim nie marzyłam, ale zakładając rodzinę nie planowałam depresji. Ja teraz jestem na innym poziome emocjonalnym, życiowym. Zależy mi na rodzinie, chcę coś zmienić, natomiast on jest uparty jak skała i jedyne co powtarza to praktycznie tylko jedno zdanie: cokolwiek będziesz robić to i tak nie zmieni mojego zdania. I teraz to sedna. Teraz on od ok 2 lat ma depresję. Leczy się od ponad pół roku. Niestety leki które przyjmuje totalnie nie powoduje jakiekolwiek poprawy. On uważa że trzeba czekać aż zadziałają. Lekarz tak samo. Cały czas przyjmuje ten sam lek w tych samych dawkach. Zaproponowałam zmianę lekarza. No ale lek zacznie działać więc nie potrzeba. Ja próbuję za to ratować. Ale on jest uparty i nie trafiają do niego żadne argumenty. Mamy dwójkę dzieci, 5 i 8 lat. Mój mąż stwierdził dzisiaj że nie dajemy dzieciom dobrego przykładu rodziny, kiedy żyjemy tak "obok siebie". Nie ma między nami nienawiści, po prostu się oddaliliśmy. I według niego dzieci bedą mieć lepszy wzór rodziny kiedy my się rozstaniemy. Że nie bedą musieli w przyszłości patrzeć na sflustrowanych rodziców. Ja nie ogarniam tej logiki, woli pozbawić ich pełnej rodziny, niż odbudować ten związek i sprawdź żeby dzieci wychowały się w pełnej szczęśliwej rodzinie. Dodam że my teraz w żaden sposób ich nie krzywdzimy. Ale on to robi dla dobra nas wszystkich. Nie rozumie jaki to będzie mieć na nie wpływ. Mimo że pokazałam mu artykuł dotyczący reakcji dzieci po rozwodzie. Ja nie chcę do tego dopuścić. Nie chce żeby dzieci przeżyły taką traumę. Żeby takie doświadczenie wpłynęło na ich przyszłość. Czy ja mogę coś jeszcze zrobić? Czy jeśli on jest w depresji to ma to wpływ na jego postrzeganie tego wszystkiego?
Mieszkam z rodzicami, którzy są niedostępni emocjonalnie
Witam, chciałabym zapytać o to, czy moje myśli, problemy nadają się na psychoterapię? Jak ona by wyglądała w tym przypadku? Mieszkam z rodzicami, którzy są niedostępni emocjonalnie. Mam wszystko zapewnione co potrzebne mi do życia. Problem jest w tym, że mama często mnie krytykuje, bywa wybuchowa. Jako dziecko byłam bardzo grzeczna, umiałam się dostosować do humoru matki. Jeszcze jak byłam w szkole podst. w klasach typu 1-4 interesowała się tym, co u mnie się dzieje, lecz nie dawała mi dużego wsparcia. Im robiłam się starsza, to zauważałam konsekwencje tego wychowania. Mam bardzo niską samoocenę, boję się rozmawiać w dużych grupkach, przed publicznością. W głowie ciągle siedzi mój wewnętrzny krytyk. Analizuje każde zachowanie ludzi, bo boję się, że są na mnie źli, że coś źle zrobiłam. W domu muszę dużo kłamać, żeby przetrwać bez krzyku i kar, przez co rodzice mało o mnie wiedzą. Chciałabym być bardziej otwarta, nie bać się bliskości. Nigdy nie usłyszałam od rodziców słowa kocham cię. Nie pamiętam, żeby mówili mi, że są ze mnie dumni. Jak byłam dzieckiem, często czułam się problemem w tym domu. Chciałabym już nie być,,szarą myszką" I doceniać siebie. Z góry dziękuję za odpowiedź.
Mam problem z siostrą mojej narzeczonej.
Mam problem z siostrą mojej narzeczonej. Zaczynając od początku to, na samym początku naszego związku, czyli prawie 3,5 roku temu narzeczona zamieszkała z siostrą w jednym mieszkaniu (siostra miała wtedy 16 lub 17 lat, oraz chodziła do szkoły w tym mieście), a po niekrótkim czasie podjęliśmy decyzję, że ja zamieszkam razem z nimi. Wszystko było okej, ale po jakichś 2 latach, takie wspólne mieszkanie zaczęło mnie męczyć, choćby ze względu na ograniczoną prywatność, oraz na to, że zostaliśmy narzeczeństwem. Powiedziałem o tym narzeczonej. W odpowiedzi dostałem, że wiedziałem, na co się pisałem i dopóki siostra się uczy, to narzeczona ma z nią mieszkać, bo obiecała rodzicom. Zagryzłem wtedy zęby i czekałem dalej. Za jakiś czas ponowiłem temat, skończyło się oczywiście nerwowo ze strony narzeczone, ale usłyszałem, że jak siostra skończy szkołę, to się wyprowadzi. Po skończeniu przez nią szkoły, zaczęła szukać studiów i celem były inne miasta niż to, w którym mieszkamy, a więc wszystko szło w dobrym kierunku. Niestety, będąc akurat na wyjeździe urlopowym, narzeczona oznajmiła mi, że "czy ci się podoba, czy nie będziemy dalej mieszkać z moją siostrą, bo dostała się na studia w naszym mieście i będzie taniej za mieszkanie". Nie chcąc się kłócić na wakacjach, moją reakcją było mało entuzjastyczne: "aha, świetnie". Od wakacji minęło prawie 4 miesiące, dalej mieszkamy razem, a siostra praktycznie nie wychodzi z domu, oprócz zjazdów na studia (niestacjonarne), oraz wyjścia do pracy dorywczej. Potrafi wparować do naszego pokoju bez pukania, więc o prywatności tym bardziej nie ma mowy, seks aktualnie może z raz w miesiącu i perspektyw na jej wyprowadzenie się żadnych. Bardzo mnie irytuje ta cała sytuacja, tym bardziej że wiem, że narzeczona jej nie powie, żeby się wyprowadziła, bo mają mocną więź i pewnie skończyłoby się to kłótnią z ich strony i tu wcale nie chodzi o pieniądze za mieszkanie, bo to był tylko pretekst, żeby dalej mieszkała z nami. Za 8 miesięcy mamy brać ślub, mamy 26 i 27 lat, a dalej "niańczymy" 20-sto latkę, która nawet nie posprząta, jak jej się palcem nie pokaże. Widzę, że jej zdanie, oraz w szczególności ich mamy jest ważniejsze od mojego, co jest dla mnie smutne, bo jednak to ze mną planuje przyszłe życie, a moje zdanie jest zazwyczaj na drugim lub trzecim miejscu. Proszę o podpowiedź, czy to jest normalna sytuacja i to ja przesadzam, czy faktycznie mam rację, a coś nie tak jest z ich całą tą relacją, bo nie wiem już co myśleć.
Problemy w sferze intymnej po 30 latach małżeństwa: jak je rozwiązać?
Z żoną jestem 30 lat dogadujemy sie dobrze mamy 2 dorosłych dzieci ale ostnich parę lat w strefie intymnej niejest najlepiej kochamy sie średnio raz dwa razy w roku
Czy to zaburzenia osobowości? - przemoc w dzieciństwie, ogromna potrzeba współczucia i związane z tym zachowania
Zaburzenia osobowości? Nie rozumiem swojego zachowania i nienawidzę siebie za nie, ale nie potrafię zmienić. Najprościej rzecz ujmując, chcę od innych litości, chociaż nie dzieje się nic, czego mogliby mi współczuć. Posuwam się do tego, że wymyślam smutne historie i to są naprawdę poważne kłamstwa. Szczególnie tyczy się to osób, które ja lubię. Ja tego nienawidzę, brzydzę się sobą, a jednocześnie nie potrafię inaczej. Zawsze mam jedną osobę, o której myślę wręcz obsesyjnie i wyobrażam sobie, że on dowiaduje się o mnie czegoś i patrzy na mnie z takim zrozumieniem/współczuciem. I to nie jest związane z tym, że ktoś mi się podoba. To są osoby starsze, ja mam 20 lat, w gimnazjum była to jedna nauczycielka, w liceum wychowawczyni, teraz zaczęłam studia i też jest jeden wykładowca, w międzyczasie instruktor prawa jazdy. Tak naprawdę nie potrafię przestać, dopóki nie skończą się kontakty z tą osobą, tzn nie skończę szkoły. Mnie już to strasznie męczy, poza tym czasami żeby pokryć głupie kłamstwa muszę wymyślać kolejne i kolejne. W gimnazjum zostałam "zdemaskowana" i niczego mnie to nie nauczyło. Nie wiem, z czego to wynika, być może z tego, co działo się w dzieciństwie. Mój ojciec robił codziennie awantury, podczas których niszczył sprzęty i był bardzo agresywny, ale nas nie bił. Paskiem po tyłku albo szarpnął, ale nigdy nie miałam nawet siniaka. Potrafił zrobić kilkugodzinną awanturę o to, że ktoś posmarował kanapkę wg niego zbyt dużą ilością masła. Ja wiem, że to na mnie wpłynęło, generalnie ja nie potrafię odnaleźć się w społeczeństwie, mam bardzo niską samoocenę. Często palnę coś głupiego, albo jakoś dziwnie się zachowuję, często jestem też przygnębiona (mam zdiagnozowaną i leczoną depresję). Może szukam w ten sposób akceptacji swojego zachowania? Bo przecież nie powiem ludziom "mój ojciec był tyranem i dlatego jestem dziwna, proszę zaakceptujcie mnie". Tym bardziej, że awantury są w co drugiej rodzinie i ludzie jakoś sobie radzą. Więc łatwiej podciągnąć to pod coś, co dzieje się aktualnie... Co z tym mogę zrobić?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.