
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Brak miłości i...
Brak miłości i wsparcia w rodzinie, konflikt z mamą i poczucie bycia czarną owcą
Lily
Katarzyna Michalska
Dziękuję za Pani wpis.
Czytając go, widzę w Pani wiele bólu, samotności i żalu, związanych z brakiem bliskości i wsparcia w rodzinie. To naprawdę trudne doświadczenie - dorastać w domu, w którym brakuje ciepła i akceptacji, a obecne są krzyk i brak rozmowy.
Czuje Pani żal, że inni mogą mówić o miłości do swoich mam, a Pani tego nie czuje - to bardzo zrozumiałe. Warunki dorastania, jakie Pani opisała, nie sprzyjają budowaniu takich uczuć.
Widzę też, jak wiele rzeczy Panią teraz obciąża: relacja z przyjaciółką, napięcia w rodzinie, poczucie bycia „czarną owcą” oraz brak wpływu na własne decyzje. To naprawdę dużo jak na jedną osobę.
To, że lubi Pani samotność, ma swój styl i chce decydować o sobie, nie czyni Pani dziwną. To raczej przejaw Pani indywidualności i potrzeby bycia sobą. Ma Pani prawo nie chcieć chodzić do kościoła, decydować o swoim wyglądzie oraz czuć autentyczne emocje - takie jak złość, smutek czy żal - również wobec bliskich.
Jednocześnie nie musi Pani z tym wszystkim zostawać sama. Jeśli ma Pani taką możliwość, warto poszukać kogoś, z kim może Pani bezpiecznie porozmawiać - psychologa, pedagoga szkolnego albo innej zaufanej osoby dorosłej. Czasem już samo bycie wysłuchaną robi ogromną różnicę.
Na ten moment najważniejsze jest chyba to, żeby nie była Pani z tym sama i żeby ktoś mógł zobaczyć i usłyszeć to, co Pani przeżywa, bo to naprawdę ma znaczenie.
Pozdrawiam,
Katarzyna Michalska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Magdalena Borkowska
Pani Lily,
Musi Pani odczuwać potworną pustkę, którą czuje Pani, że nie da się niestety niczym innym wypełnić. I w Pani wypowiedzi czuję, że chciałaby Pani czuć się po prostu chciana i akceptowana. Czyli kochana. A przez to, że tej miłości Pani nie odczuwa, to pojawia się ta pustka... uświadomienie sobie tego uczucia można porównać do przeżywania żałoby. Przeżywa ją Pani, bo uświadomiła sobie Pani, jak bardzo brakuje Pani miłości. Zgaduję też, że mimo tego, że lubi Pani być samotna, to również brakuje Pani po prostu kogoś bliskiego z kim naprawdę można by było poczuć się sobą. I do tego czuć, że Wam na sobie wzajemnie bardzo zależy.
Gdyby myślała Pani o wsparciu specjalisty, to proces tej żałoby mógłby stać się bardziej znośny. Bo wyobrażam sobie, że najgorsze w tym czasie jest utknięcie w tym uczuciu pustki... i to z poczuciem bycia samej, choć może mieć Pani ludzi wokoło. Musi Pani naprawdę cierpieć.
Pozdrawiam Panią bardzo ciepło i życzę, by udało się otworzyć na relację (z kimś kogo pani zna, kimś nowym albo specjalistą), aby mogło być Pani trochę lżej.
Magdalena Borkowska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Moim zdaniem niesie Pani w sobie bardzo dużo bólu związanego z brakiem miłości i bycia widzianą i to naprawdę może wracać ze zdwojoną siłą w trudniejszych momentach. To, że pojawia się żal, zazdrość czy poczucie bycia „inną”, jest bardzo ludzką reakcją na to, czego Pani nie dostała, a potrzebowała. Brzmi też tak, jakby przez lata ktoś decydował za Panią, zamiast Panią słuchać, dlatego dziś tak ważne staje się prawo do własnych wyborów, nawet jeśli innym się to nie podoba (jak w kwestii kościoła czy wyglądu). Uważam, że to nie czyni Pani „czarną owcą”, tylko osobą, która próbuje być sobą w trudnym środowisku.
Samotność, którą Pani wybiera, może być jednocześnie schronieniem i sygnałem, jak bardzo brakuje bezpiecznej bliskości a utrata przyjaciółki dodatkowo to pogłębia.
Sądzę, że najważniejsze teraz to nie dokładać sobie kolejnej warstwy krytyki („jestem dziwna”), tylko zacząć budować choć odrobinę łagodniejszą relację ze sobą taką, jakiej nie było wokół. I krok po kroku szukać ludzi, przy których można być sobą bez ocen. Ma Pani prawo do swoich uczuć i naprawdę zasługuje Pani na relacje, w których jest miejsce na ciepło, wybór i bycie sobą.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Alicja Byszewska
To, co Pani czuje - żal, osamotnienie i zmęczenie - to normalna reakcja na nienormalną sytuację. Nie jest Pani „dziwna”, tylko próbuje przetrwać w domu, w którym brakuje wsparcia i akceptacji.
Prawdopodobnie doświadcza Pani żałoby po relacji: Ma Pani prawo czuć smutek, że nie ma z matką takiej więzi, jak inni, chociaż paradoksalnie wiele osób nie ma takiej dobrej więzi o jakiej marzy albo słyszy. Opłakuje potrzebę bezpieczeństwa, której ona nie zaspokaja tak jak Pani potrzebuje.
Pani wybory (kolor włosów, brak udziału w praktykach religijnych) to Pani granice. Rodzina próbuje je naruszyć, ale ma Pani prawo decydować o sobie. Rola „Czarnej Owcy” często staje się nią osoba, która jako jedyna w rodzinie ma odwagę być autentyczna i nie zgadza się na krzywdzące zasady. To naturalne, że wybiera Pani spokój w samotności zamiast krzyku i surowości, które spotykają ze strony bliskich.
Pani rodzina ma swoje ograniczenia, ale one nie definiują Pani wartości. Obecny stan to etap przejściowy - z czasem zbuduje Pani własną, „wybraną” rodzinę opartą na szacunku, a nie na przymusie. Warto również sięgnąć po wsparcie terapeutyczne w celu poukładania emocji, wzmocnienia poczucie własnej wartości i nauczania stawania granic w toksycznej relacji z rodziną.
Jeśli jest Pani w szkole, można zacząć od rozmowy z psychologiem szkolnym lub pedagogiem. Istnieją też darmowe telefony zaufania (np. 116 123 dla dorosłych lub 116 111 dla dzieci i młodzieży), gdzie może Pani zostać wysłuchana bez oceniania. Jeśli jest możliwość to poszukać tez wsparcia długoterminowego.
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Poczucie wyobcowania, którego Pani doświadcza, jest naturalną reakcją na dorastanie w chłodnym, kontrolującym środowisku, gdzie zamiast wsparcia dominowały krzyk i narzucanie cudzej woli. Żal, który pojawia się przy porównywaniu swojej sytuacji do relacji znajomych, to forma żałoby po miłości, której nigdy Pani nie otrzymała, a która jest podstawową potrzebą każdego człowieka. Rodzinne komentarze dotyczące wyglądu, wiary czy wyboru szkoły to nic innego jak próba stłamszenia Pani autonomii, dlatego bycie „czarną owcą” w takim systemie jest paradoksalnie dowodem na to, że walczy Pani o swoją autentyczność i prawo do stanowienia o sobie. Warto przestać oceniać swój „dołek” jako słabość i spojrzeć na niego jak na sygnał, że czas zacząć budować własne życie w oparciu o wybrane przez siebie wartości, a nie o nierealne oczekiwania rodziny. Samotność, którą Pani lubi, może być bezpiecznym azylem, ale docelowo warto szukać relacji poza kręgiem rodzinnym, gdzie Pani inność zostanie uznana za atut, a nie za powód do krytyki. Skoro rodzina nie oferuje wsparcia, najważniejszą rzeczą jest teraz stanie się najlepszą opiekunką dla samej siebie i wyznaczenie twardych granic wobec osób, które zamiast kochać, próbują Panią kontrolować.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Dorastanie w miejscu, w którym brakuje ciepła, wsparcia i akceptacji to trudne i bolesne doświadczenie. Dlatego teraz w trudniejszym dla Pani czasie, ten brak miłości jest bardziej odczuwalny. Poczucie bycia „inną” czy „czarną owcą” może pojawić się w rodzinach, w których nie ma przestrzeni na bycie sobą. To nie oznacza, że jest z Panią coś nie tak, po prostu nie miała Pani warunków, żeby być przyjętą taką, jaka Pani jest. Sporo decyzji było podejmowanych za Panią, za to mało było miejsca na Pani potrzeby (np. szkoła, wygląd, przekonania religijne). W takiej sytuacji to naturalne, że może się pojawić frustracja, żal i dystans wobec rodziny. Jednocześnie ważne, żeby spróbować oddzielić to, czego Pani nie dostała od bliskich, od tego, co może Pani budować dla siebie teraz. Relacje oparte na zrozumieniu i akceptacji można tworzyć także poza rodziną, choć po takich doświadczeniach może być nieco to trudniejsze i wymagające czasu. Pomocna może być wtedy rozmowa ze specjalistą, który wsparłby Panią w tym procesie.
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Cichosz

Zobacz podobne
Chciałbym opisać w skrócie swoją historię, bo już nie wiem, co mam zrobić. Jestem osobą uzależniona od hazardu i alkoholu, od dwóch lat borykam się z uzależnieniem w stopniu zaawansowanym. Rok temu odbyłem terapię zamkniętą, potem była kontynuowana indywidualna. Niestety od poprzedniego roku miałem już kilka wpadek, gdzie wpadałem w ciągi hazardowe i alkoholowe i zawsze to kończyło się drastycznie dla mnie i mojej rodziny. Mam żonę i córkę 2-letnia, Niestety po ostatnim moim potknięciu żona ostatecznie kazała mi l się wyprowadzić. Mieszkam obecnie u rodziców, czuje się na co dzień tragicznie mimo brania od kilku dni leki od psychiatry. Czuję, że moje życie się w jakimś stopniu zakończyło, nie wyobrażam sobie życia bez mojej żony, którą kocham strasznie mocno, ale uzależnienie kompletnie zniszczyło mi głowę. Tak naprawdę po tylu szansach, jakie otrzymywałem od rodziny i żony widzę swoją przyszłość tylko w czarnych barwach, bo ileż można takich sytuacji.
Obecnie też pracuje, mam długi, które też niszczą mnie psychicznie. Tak naprawdę nie wiem co dalej, widzę jak inni męczą się, z mojego powodu, widzę ich smutek i tym bardziej się dobijam, że kolejny raz mi nie wyszło. Tak naprawdę nie mam woli życia już w sobie, trzyma mnie przy życiu córka... proszę o odpowiedź, co w mojej sytuacji powinienem w ogóle dalej robić, że sobą oprócz walki z uzależnieniem, bo to wiem i mam zalecenia, ale czuje ze wszystko już stracone, co dla mnie było najważniejsze, czyli bliskość żony, córki. Moja żona już widzę po niej, jest kompletnie obojętna, choć minęło kilka dni dopiero, uświadamia mnie ze, to koniec definitywny...jak mam dalej żyć i funkcjonować, bo nie widzę i nie czuje żadnej szansy dla siebie, żeby odzyskać spokojne życie, nie wyobrażam sobie życia bez mojej żony... z mojej perspektywy jestem już całkowicie skończony po tych kilku razach, kiedy mi nie wychodziło, ale tyle miałem szans na staniecie na nogi...nie daje rady już funkcjonować normalnie. Błagam o pomoc.
Problem alkoholowy i niechęć do życia. Z czego może wynikać i jak sobie pomóc?

