
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Trudności z...
Trudności z angażowaniem się w relacje - męczą mnie kontakty, nie mam potrzeby dowiadywania się więcej o innych. Nie chcę jednak być sama na późniejszy okres życia.
Iga
Agnieszka Wloka
Pani Igo,
mam parę intuicji o co chodzi, stąd zapytam czy, gdy była Pani młodsza korzystała Pani z poradni psychologiczno-pedagogicznej, miała Pani stawiane jakieś diagnozy? Proszę zastanowić się jak za dziecka podchodziła Pani do rówieśników, czy miała Pani jakieś zdolności niespotykane u innych, czy wszystkiego łatwo się Pani uczyła, czy sprawia Pani trudność rozumienie żartów, aluzji, emocji innych? Czy ma Pani jakieś 'dziwne' dla innych przyzwyczajenia? Czy lubi Pani zmiany, niespodzianki?
To takie pytania diagnostyczne, jeśli będzie Pani chciała o nich porozmawiać, proszę umówić się do psychologa/psychoterapeuty/psychiatry diagnosty.
Tak czy inaczej, bez względu na odpowiedzi, jest Pani jakąś i nade wszystko mamy siebie AKCEPTOWAĆ, a dopiero potem myśleć co tam nam nie pasuje i jak możemy to rozpracować - tylko najpierw odrobina cierpliwości i sympatii do siebie. Może warto w relacjach, które Pani wie, że chce kontynuować, mówić o tym jak Pani ma otwarcie, mówić, że Pani kogoś lubi, może Pani szukać swoich nawet dziwnych sposobów okazywania sympatii - tylko polegać na jasnych komunikatach? a może warto szukać osób podobnych do siebie, nastawić się na bycie wśród większej grupy?

Zobacz podobne
Mam 16 lat, ogromne kompleksy na punkcie wyglądu, wydaję setki złotych na ubrania, ponieważ wszystko, co na siebie założę, wydaje mi się, że źle na mnie leży, pomimo że inni mówią, że wszystko jest ok, cały czas czuję, że ktoś mnie obserwuje i wyszydza, znajomi wytykają mi, że użalam się na sobą, jestem egoistyczny i nie potrafię się kłócić, przez co zawszę przegrywam kłótnie, nigdy nie byłem jakoś lubiany, wszędzie spada na mnie krytyka i hejt, że jestem leniwy, że nie spełniam oczekiwań innych, nigdy nie miałem relacji z żadną dziewczyną, czego dramatycznie pragnę, większość czasu spędzam sam w domu, ponieważ mieszkam na zadupiu bez żadnych dzieci. Uciekam w świat muzyki, co wprowadza mnie w pewien trans, wyobrażam sobie, że żyje życiem, jakim chciałbym żyć. Czasami chce mi się płakać, ale wiem, że wtedy byłbym zwykłą ciotą i użalał się nad sobą, bo przecież inni mają gorzej. Pieniędzy w moim życiu mi nie brakuje. Nie umiem skończyć żadnej rzeczy, wszystko tylko napoczynam, nie potrafię nawiązać normalnej relacji z kimkolwiek, jak tylko to zrobię, zachowuję się dziwnie, bo boję się, że go stracę. Czuję, że nie zasługuję, żeby żyć, bo jestem złą osobą. W podstawówce dokuczałem jednej z osób z klasy, było to chyba równomierne z tym, jak moi rodzice się rozwodzili. Zawsze byłem tym dziwnym, mniej więcej do czasu 1 klasy liceum, gdzie w końcu znalazłem normalnych znajomych, ale tu też czuję się wyalienowany. Każdy wokół mnie ma już doświadczenie z dziewczynami, ja nigdy nie miałem, zacząłem już wątpić, że kiedykolwiek to nastąpi, bo wiem, kim jestem, próbowałem się zmienić wiele razy, ale nie mogę. Już wiele osób się ode mnie odwraca. Już nie daję rady. Nawet w jedynej rzeczy dla której żyję - grze na gitarze, nie wychodzi mi satysfakcjonująco. Mam wiele kompleksów na punkcie swojego wyglądu. Nie potrafię ich przemóc. Mówią, że mam duże ego i niskie poczucie własnej wartości. Chyba to wszystko mi się należy, bo przecież złych ludzi spotyka kara.
Witam. Mam problem. Nie wiem co mam robić. Jestem w związku partnerskim od 28.11.2015 roku. Nigdy nie mieszkaliśmy razem. Od ponad dwóch lat mój partner przebywa za granicą 600 km ode mnie. Zaczyna mi to przeszkadzać. Wyjechał, bo ma długi. Rozmawiałem z nim. mówi, że to nie takie proste. Dla mnie jest proste. Ja mam tu w Polsce stałą pracę i własne mieszkanie. On za granicą nie ma nic na stałe. Za wynajem płaci niecałe 800 euro miesięcznie. Z czego jeszcze dokłada mu firma agencja pracy do maja a potem całość bez pomocy. Chce aby wrócił, ale mam dość rozmowy z nim o tym , mam wrażenie, że to nic nie daje. Brakuje mi bliskości psychicznej, jak i fizycznej. Codziennych rozmów twarzą w twarz. Wspólnych randek raz w tygodniu. Mówię, że ma zapewnione mieszkanie u mnie. Musi spłacać tylko długi. Miał być rok, a jest już ponad dwa lata. Nie wiem co mam robić? Staram się dystansować i nie inicjować pierwszy rozmów, pokazać mu, że teraz on musi zrozumieć, czego chce. Czy wybiera mnie i życie ze mną w Polsce czy za granicą? Wielokrotnie mnie zdradzał. Wybaczyłem każdą zdradę. Chciałem za bardzo. Chce się wycofać całkowicie i odpisywać tylko wtedy, kiedy on napisze. Powielam tekst. Wczoraj dostałem esemesa o tym, że wyjazd do Budapesztu od 1 do 6 kwietnia planowany od października/listopada nie odbędzie się. Miał przyjechać na moje urodziny, wziąć wolne na 13 marca, ale nie - przesunął na 14 marca. Nigdy nie dotrzymuje obietnic. Myślałem, że tym razem będzie inaczej. Niepotrzebnie się łudziłem. Jestem głupi i naiwny. Rozmawialiśmy był u mnie 23/24 luty , nic to nie dało. Chodzi o przyjazd do Polski na stałe. Rozmawialiśmy spokojnie. Wczoraj, że jednak narazie nie da rady wrócić. Wszystko wymówka. Nie czuję się kochany. Jak mam to zakończyć ? Cierpię coraz bardziej. Przed najbliższymi udaje, że wszystko gra, a w środku rozpierducha na maksa. Mam dość! Odpisałem mu, że może do mnie nie przyjeżdżać, że mam tego dość , że wiedziałem, że tak będzie. Chce być szczęśliwy, nie samotny ....
Zawsze byłem duszą towarzystwa, wiecznie dużo osób, sytuacji, ale od pół roku najchętniej siedzę w domu, odrzuciłem wszystkich, unikam kontaktu - wiem, że robię źle,ranię ludzi, ale sam kontakt z innymi ludźmi mnie denerwuje i zniechęca.

