Left ArrowWstecz

Rozstanie z partnerką po doświadczeniu przemocy seksualnej – czy mamy szansę wrócić do siebie?

Treść wrażliwa
Witam, mam problem i zastanawiam się nad jego rozwiązaniem. W listopadzie rozstałem się z dziewczyną, oboje uważamy, że związek był wspanialy, nie kłóciliśmy się, bylo wręcz idealnie, więc dlaczego do tego doszlo? W przeszłości została skrzywdzona przez byłego chłopaka seksualnie. Nigdy nie powiedziala jak dokladnie, ale to nie był gwalt podsumowując. Po naszej pierwszej seksualnej interakcji bardzo ją ze stresu bolał brzuch, po jakims czasie przestała mimowolnie czuć bezpiecznie. Od 2 lat chodziła do terapeuty, ale niestety jak widac kontakt fizyczny ze mną wprowadził sporo zamieszania i rozstalismy się po czasie, bo wiedziała, że nie da w związku tyle co ja. Myslalem, że wtedy na spokojnie wszystko to co zrobiliśmy bylo w porządku mając na myśli rozstanie, ale juz sam nie wiem. Jestem samotny, mam wszystko poza kimś kogo kocham i źle mi z tym. Sam się na pewno nie chcę odzywać do niej, ale czy jakąkolwiek szansa jest, że jeszcze będę mógł z nią coś zbudować w dalekiej przyszlosci nawet jak juz się tego nie spodziewam? Odkochałem się, jednak spośród ludzi, których poznawałem w życiu mimo krótkiego związku z nią wiem, że to ktos kogo szukałem, a dzisiaj po prostu straciłem. Przeszedłem normalnie to rozstanie, moze raz na miesiac więcej o niej z tęsknoty pomyślę i to w zasadzie tyle, podszedłem do tego rozstania z głową i zdrowo, ale mimo to czasami myślę o niej, bo wiem że była warta całej miłości. Czy warto jest nad tym wszystkim rozmyślać? Co robić aby emocje tęsknoty, które rzadko, ale intensywnie się pokażą uspokoić? Czy tacy ludzie potrafią do siebie wrócić po latach?
User Forum

Maciek123

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzien dobry,

 

Panie Maćku, czytam w tym dużo dojrzałości, szacunku i prawdziwego uczucia. Sądzę, że nie opłakuje Pan tylko relacji ale także możliwość wspólnej przyszłości, która wydawała się bardzo cenna i naturalne, że taka więź wraca myślami nawet po czasie.Według mojej opinii rozstanie nie zawsze oznacza brak miłości. Czasem oznacza, że ktoś na dany moment nie ma zasobów, by być blisko bez bólu, lęku czy przeciążenia. Jej historia mogła sprawić, że bliskość uruchamiała w niej trudne reakcje, na które nie miała wpływu. To nie musi oznaczać, że zrobił Pan coś niewłaściwego.Czy ludzie wracają do siebie po latach? Tak, czasem tak bywa, lecz zwykle wtedy, gdy obie osoby osobno dojrzewają, leczą swoje rany i spotykają się już jako inni ludzie. Nie da się tego zaplanować ani czekać w zawieszeniu.Myślę, że ważniejsze pytania dziś brzmią:

Czy tęskni Pan za nią, czy za tym, jak czuł się Pan przy niej?

Co ta relacja pokazała Panu o tym, jakiej miłości Pan naprawdę pragnie?

Jak wyglądałoby Pana życie, gdyby zamiast czekać zaczął Pan budować je dalej z otwartym sercem?

Gdy wraca tęsknota, proszę nie walczyć z nią. Lepiej nazwać ją po imieniu: „To wspomnienie czegoś ważnego”. Oddychać, pozwolić fali opaść i wrócić do teraźniejszości.Uważam, że ta relacja mogła nie być stratą, lecz drogowskazem. Pokazała Panu, że potrafi Pan kochać głęboko  a to ogromna wartość.

 

Wszystkiego dobrego.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

 

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Sytuacja, którą Pan opisuje, jest złożona, ponieważ powodem rozstania nie był brak uczuć czy konflikt, lecz głęboka trauma partnerki, która uaktywniła się pod wpływem bliskości. To, że po fizycznej interakcji czuła ból brzucha i utratę poczucia bezpieczeństwa, świadczy o silnej reakcji stresowej organizmu, nad którą ona nie miała kontroli, mimo trwającej terapii. Rozstanie w takim przypadku często jest formą „ucieczki w bezpieczeństwo” - osoba skrzywdzona w przeszłości może podświadomie odpychać kogoś, kogo kocha, ponieważ bliskość fizyczna kojarzy jej się z zagrożeniem, a poczucie, że nie może dać partnerowi tego, czego on potrzebuje, rodzi w niej dodatkową presję i poczucie winy.

Szansa na odbudowanie relacji w przyszłości teoretycznie istnieje, ale zależy ona wyłącznie od postępów w jej procesie terapeutycznym i przepracowania mechanizmów obronnych. Tacy ludzie potrafią do siebie wracać po latach, jednak dzieje się to zazwyczaj wtedy, gdy osoba po traumie odzyska autonomię nad swoim ciałem i przestanie postrzegać intymność jako sytuację opresyjną. Pana decyzja o nieodzywaniu się jest bardzo dojrzała - dawanie jej przestrzeni to w tym momencie największy wyraz szacunku dla jej procesu zdrowienia.

Jeśli chodzi o sporadyczne, ale intensywne przypływy tęsknoty, warto zaakceptować je jako naturalny dowód na to, że relacja była dla Pana wartościowa. Zamiast walczyć z tymi emocjami, dobrze jest uznać, że można kogoś nadal cenić i kochać jako człowieka, jednocześnie akceptując fakt, że na ten moment wspólne życie jest niemożliwe. Skupienie się na własnym rozwoju i budowaniu życia, w którym czuje się Pan spełniony mimo braku tej konkretnej osoby, to jedyna zdrowa droga. Rozmyślanie „co by było gdyby” jest naturalne, ale warto ograniczyć je do krótkich chwil refleksji, nie pozwalając, by stało się przeszkodą w otwieraniu się na nowe znajomości, gdy będzie Pan na to gotowy. To, że potrafił Pan podejść do tego z głową, jest Pana ogromnym atutem w procesie dalszego zdrowienia emocjonalnego.

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Natalia Krawiec-Jokiel

Natalia Krawiec-Jokiel

Witaj Maćku,

 

Bardzo dziekuje za podzielenie sie tą trudną historią, która generuje jeszcze mnóstwo emocji. Emocje po rozstaniu, skoro nastąpiło ono w listopadzie, są nadal odczuwalne z uwagi na dość krótki czas. Co ważne, zakończenie relacji i przeżywanie tego zakończenia przypomina proces żałoby, który podzielony jest na kilka etapów, a dla każdej osoby są to etapy bardzo zindywidualizowane co do intensywności odczuwania emocji i czasu ich trwania. Skoro była to dla Ciebie tak bliska osoba to normalne, że nadal odczuwasz emocje z tym związane. Pamiętaj, że niezwykle ważne jest dać sobie możliwość ich doświadczania. Jeśli chce Ci się płakać płacz, jeśli chcesz krzyczeć krzycz. Nie tłum, nie ukrywaj, nie odkładaj na później, nie ignoruj ich. Pozwoli Ci to na adaptacje do sytuacji braku tej osoby w Twoim życiu i jego reorganizacji juz bez tej osoby. 

Odnosząc sie do pytania czy osoby wracają do siebie po zakończeniu relacji i budują ją na nowo - tak, takie sytuacji się zdarzają. Nie jest to coś niemożliwego, historia zna takie przypadki. Ale przede wszystkim zależy to od obu osób. Nie da sie zrekonstruować związku w pojedynkę, kiedy jedna strona chce, a druga nie widzi w tym szans. Gdyby jednak okazało sie, ze w Waszym przypadku podzieje sie cos podobnego, warto wtedy wybrać terapie par, przede wszystkim z seksuologiem lub psychoterapeutą o takiej wiedzy i doświadczeniu. 

 

Trzymam mocno kciuki. Pamiętaj żeby zadbać o siebie w tym czasie, nie bagatelizować tego co czujesz. A emocje mają to do siebie, że przemijają, nawet te najtrudniejsze. Ważne jest żeby sie nimi odpowiednio zaopiekować i nie dać im możliwości przekształcenia sie w obniżony nastrój. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Natalia Krawiec-Jokiel 

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzien dobry

 

  Rozumiem twój ból i zamieszanie, gdyż rozstanie z kimś, kto wydawał się idealny, często zostawia poczucie straty i pytań bez odpowiedzi. Trauma seksualna z przeszłości twojej byłej partnerki mogła znacząco wpłynąć na waszą bliskość, mimo braku konfliktów w relacji. Trauma, nawet niebędąca gwałtem, często powoduje lęk przed intymnością, problemy z zaufaniem i fizyczne reakcje jak ból brzucha ze stresu. Terapia pomaga, ale kontakt fizyczny może wyzwalać stare mechanizmy obronne, co uniemożliwia partnerce pełne zaangażowanie w związek.
Rozstanie wynikało z jej samoświadomości – wiedziała, że nie da tyle, co ty, co pokazuje dojrzałość, choć boli.

Czy wrócicie po latach? Takie pary czasem wracają, zwłaszcza jeśli trauma zostanie przepracowana w terapii, a obie strony dojrzeją. Jednak szansa maleje z czasem,  po latach ona może być w innym miejscu emocjonalnym, a ty poznasz kogoś nowego. Nie stawiaj życia na "daleką przyszłość"; skup się na sobie, bo trzymanie nadziei blokuje nowe możliwości. Rozmyślanie jest naturalne, ale nadmierne nie pomaga, ono podtrzymuje tęsknotę zamiast ją leczyć. Pielęgnowanie wspomnień jest OK, ale jeśli blokuje nowe relacje, czas to ograniczyć.
Twoje zdrowe podejście do rozstania (rzadkie myśli) to dobry znak i buduj na tym.

Zaakceptuj emocje bez walki, pozwól im przepłynąć, np. poprzez dziennik: zapisuj myśli i wnioski z relacji.

Odetnij kontakt (zero social mediów, wspomnień) i skup się na hobby, sporcie, przyjaciołach , nowe doświadczenia wypełnią pustkę. Rozważ terapię dla siebie gdyż ona pomoże przetworzyć stratę i wzmocnić pewność siebie w relacjach. Masz wszystko, by znaleźć kogoś pasującego i ta tęsknota minie, dając miejsce na nowe. Trzymam kciuki.

1 miesiąc temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


słychać w Pana wiadomości sporo spokoju w sposobie, w jaki Pan to opisuje, ale też wyraźną stratę i pytania, 

które naturalnie pojawiają się po ważnej relacji.


To, co Pan opisuje, brzmi jak sytuacja, w której uczucia były dobre i bliskie, ale jednocześnie pojawiły się trudności związane z jej wcześniejszymi doświadczeniami i tym, co aktywowało się w relacji. W takich historiach rozstanie nie zawsze wynika z braku miłości czy „niedopasowania”, tylko z tego, że coś wewnętrznego staje się dla jednej osoby zbyt trudne do utrzymania mimo uczuć :)))


To, że pojawia się tęsknota, nawet jeśli nie jest codzienna, jest naturalne - szczególnie gdy relacja była dla Pana ważna i miała w sobie dużo dobra. Rzadkie, ale intensywne momenty wspomnień często są właśnie sposobem, w jaki psychika „przetwarza” stratę....


Czy ludzie wracają do siebie po latach - czasem tak się zdarza, ale nie da się tego przewidzieć ani zaplanować...

 

 Wartość tej relacji nie zależy jednak od tego, czy wróci, tylko od tego, co dla Pana znaczyła i co Pan z niej wynosi.


To, że Pan „przeszedł to rozstanie w miarę spokojnie”, nie wyklucza, że nadal może w Panu być miejsce na tęsknotę i refleksję. To może współistnieć.

 

Życzę wszystkiego dobrego. 

 

Skałdanowska Daria

1 miesiąc temu
Anna Pędzieszczak Owczarczyk

Anna Pędzieszczak Owczarczyk

Dzień dobry,

 

Tak, w historiach pracy z pacjentami zauważam, że czasem powracają do siebie po takim rozstaniu i odbudowują relację (w szczególności, kiedy mają dobre wspomnienia ze wspólnego bycia razem). Powrót staje się prawdopodobny, kiedy jedna z osób zdecyduje się podjąć inicjatywę i wyrazić uczucia. Nie wiem, jak długo Państwo byli ze sobą i ile czasu upłynęło od zakończenia poprzedniego związku partnerki, ale zauważam, że kiedy ktoś związał się z kimś dość szybko po poprzedniej relacji - może dochodzić do projektowania uczuć / wspomnień z poprzedniego, trudnego związku na obecną relację.  Niekiedy pomocna bywa dłuższa przerwa pomiędzy relacjami i świadoma praca nad mechanizmami wyzwalającymi trudne emocje. Budowanie bezpiecznej relacji, w której partnerzy omawiają, co się z kim dzieje, akceptują i rozumieją różne mechanizmy również może być korektywne, o ile żadna ze stron nie przekracza własnych granic i/lub nie rezygnuje ze swoich istotnych potrzeb. 

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego!

 

Anna Pędzieszczak-Owczarczyk

Psycholog, psychoterapeutka par i osób zgłaszających się na sesje indywidualnie

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z brakiem lojalności męża i problemami w komunikacji?
Proszę o pomoc w zrozumieniu zachowania męża. Otóż tworzymy z mężem udane małżeństwo. Jesteśmy 3 lata po ślubie i niedawno urodziłam syna. Związek jak najbardziej udany, problem polega jakby w komunikacji (?). Zacznę od tego, ze mąż ma dosyć szerokie grono znajomych (przyjaciółmi bym tych ludzi raczej nie nazwała). Przed ślubem był taki incydent gdzie się pokłóciliśmy i on obgadał mnie do koleżanki. Nie na zasadzie "sluchaj mam problem, moze spojrzysz na to swoim okiem?" a po prostu na mnie nadawał. Temat został przedyskutowany, ustaliliśmy ze nie będziemy mieszać w nasze zycie osób trzecich, szczególnie znajomych. Od tamtej pory było wszystko w porządku. Minęło zresztą od tego incydentu mniej więcej 3 lata. Wczoraj mąż spał z dzieckiem a ja chciałam zobaczyć na jego telefonie godzinę. Na ekranie pojawiła mi się jego konwersacja z jakimś znajomym (nie spojrzałam czy to kobieta czy mężczyzna) w której mąż wypowiadał się negatywnie na temat moich rodziców (prześmiewczo) i mojego domu. Nie widziałam całej rozmowy, nie znam kontekstu, ale... zabolało okropnie. Ta druga osoba odpisała coś na zasadzie "no staram się Ciebie zrozumieć". Zapytałam męża czy cos go trapi, czy chciałby o czymś pogadać, czy coś mu nie pasuje. Dostałam odpowiedz ze wszystko jest w porządku. No właśnie nie jest. I tu nie chodzi o to ze nie można sie komuś wyżalić, bo ja jego rozmów kontrolować nie mam zamiaru. Boli mnie trochę taki brak lojalności z jego strony. Mnie tak w domu nauczono, że nie "sra" się nigdy we własne gniazdo. Gdyby mąż miał jakiś konflikt z moimi rodzicami starałabym sie zrozumieć takie słowa, ale wszystko jest w porządku. Jak z nim rozmawiać? Pogubiłam się.
Przyjaciel zablokował mnie nagle na dwóch komunikatorach bez podania powodu
Przyjaciel zablokował mnie nagle na dwóch komunikatorach bez podania powodu ani bez pożegnania. Znaliśmy się osiem lat. Mieszkamy 500 km od siebie. Była to głównie internetowa przyjaźń ale spotkaliśmy się w zeszłe lato na żywo w moim mieście i spędziliśmy trochę czasu razem. Nie będę pisać szczegółowo jak to wyglądało, ale mniej więcej było to tak, że początkowo myślałam, że to może jakaś pomyłka, czy awaria, dlatego napisałam na drugim komunikatorze. Po tym jak się już upewniłam, że celowo to zrobił, już się nie próbowałam z nim kontaktować się na innej platformie, w inny sposób, bo było mi bardzo przykro. Nawet płakałam. Minęło około dwa miesiące i od tej pory nie skontaktował się ze mną. Byłam bardzo smutna przez pierwsze tygodnie. Pierwsza myśl, gdy się budziłam rano to rozmyślałam o tej sytuacji. Było to bardzo duże rozczarowanie i szok, że mógł w ten sposób postąpić. Nie spodziewałam się tego. Nie pokłóciliśmy się ani nic takiego. Normalnie rozmawialiśmy, pisaliśmy i nagle takie coś. Teraz też nieraz czuję się smutna, mimo, że minęło trochę czasu. Są takie dni, gdy jestem zajęta czymś innym, spotykam się ze znajomymi, jeżdżę na wycieczki itp i wtedy jestem radosna. Ale mam również takie dni, że mi się on przypomina i znowu czuję smutek. Chciałabym o tym nie myśleć, ale nie potrafię zapomnieć tego i przeboleć. Jak mam zwalczyć ten smutek? I czy mam się go pytać o powód czy lepiej do niego nie pisać? I czy to oznacza, że już nie jesteśmy przyjaciółmi?
Jak radzić sobie z brakiem zaufania po zdradzie w związku?
Witam, jestem w sytuacji w której nie jestem pewna czy nie przesadzam. Parter w przeszłości mnie zdradził,doszło do rozstania a później powrotu. Długo się z tym wewnętrznie męczyłam, wypominałam, wspominałam czy to jemu czy w swojej głowie tamtą kobietę. Była tez zdrada przez gry i wiele przekraczania granic w naszym związku. Od roku jest dobrze, choć zdarzały się sytuacje gdzie nie byłam pewna czy nie było flirtu. Dziś zauważyłam że dodał nową znajomą na portalu społecznościowym. Zawsze pytam kim ona jest kiedy widzę nowo dodaną kobietę. Tym razem odpowiedział "nie wiem kto to","sama mnie zaprosiła","wysłała to zaproszenie z dwa miesiące temu" i rzucił telefon żebym sobie sprawdziła że nic nie ukrywa. Później obejrzał jej profil i powiedział że widzi na zdjęciu że pracuje z jej mężem i pewnie dlatego mu wysłała zaproszenie, co okazało się też nieprawdą. Czy to z powodu nadmiernej kontroli tak się zachowuje? Czy to nie jest normalne żeby po kilku przekraczających moje granice sytuacjach informować o nowych znajomych?
Nie byłam w relacji romantycznej, a bardziej w relacji opiekun - dziecko, gdzie ja o wszystko dbałam. Teraz partner ma kogoś nowego, a ja chcę odpowiedniej relacji.
Dzień dobry. Piszę, ponieważ potrzebuję wyrzucić z siebie to, co dla mnie trudne i żeby łatwiej mi było poradzić sobie z wyrzutami sumienia. Mam 28 lat, byłam w prawie 6 letnim związku z mężczyzną. Był to mój pierwszy tak długi i poważny związek, który chciałam budować na solidnych fundamentach. Sama długo bałam się takiej relacji, otwarcia się na drugą osobę, gdyż u mnie w domu nie mówiono nigdy o uczuciach, emocjach. Ale zaangażowałam się na tyle, na ile umiałam. Pytałam go o wiele aspektów, dzieliłam się swoimi lękami, myślami. Mój mężczyzna miał wiele dobrych cech - był pomocny, nie krytykował mnie, nie oceniał, był mądry i atrakcyjny fizycznie dla mnie. To, co mnie w nim zaintrygowało to wysoka inteligencja, spokój, tajemniczość, w pewien sposób było to dla mnie urocze. Miał wiele pasji, w których się realizował. Cieszyliśmy się wspólnymi podróżami. Problemem z czasem okazało się kilka aspektów. Mianowicie to, że ma problem z patrzeniem w oczy, nie tylko mi, ale i innym ludziom, to, że nie inicjował rozmów o moich wartościach, uczuciach, nie mówił mi komplementów sam z siebie, tylko musiałam mu powiedzieć, że chciałabym, żeby chciał to mówić, żeby mnie doceniał, mówił wgl co myśli na tematy uczuciowe. Miałam wrażenie, że musiałam się bardzo dopraszać o to, żeby był ciekawy tego, co jest we mnie w środku. Jednocześnie, gdy mu mówiłam na czym mi zależy, to potem pytał o to, ale miałam wrażenie, że to nie dlatego, że chciał to wiedzieć, ale że ja mu powiedziałam, że chciałabym, żeby był tego ciekawy. Zauważyłam też, że np. jak byliśmy w górach, w które oboje uwielbiamy jeździć, to mógł iść całą drogę w milczeniu nic nie mówiąc, o ile ja nie zaczęłam jakiegoś tematu. Sprawiał wrażenie bardzo zamkniętego w sobie, nawet jak mówiłam, że może odezwałby się do swoich dawnych znajomych, to mówił, że może to zrobi, ale tego nie realizował. Więc ja brałam go na wiele spotkań z moimi znajomymi, bo chciałam, żeby spędzał czas z ludźmi, żeby nauczył się rozmawiać z nimi. Ale jak gdzieś byliśmy to ja głównie myślałam o tym jak inni go odbierają, że siedzi tak cicho, z miną jakby nie chciał wcale tam być (choć powtarzał mi często, że po prostu ma taki wyraz twarzy, co mnie męczyło). Czułam w pewnym momencie, że jest dla mnie takim kamieniem, że to ja muszę dbać o dobrą atmosferę, ja muszę go rozśmieszać, ożywiać. Przez ostatnie 2 lata popadłam w lęki, ze inni wokół się zaręczają, my nie rozmawiamy na ten temat (też z mojej winy, bo miałam tendencję do uciekania przed tym tematem). Wszyscy wokół mnie pytali kiedy ślub, czy trzeba mojego chłopaka motywować do kolejnego kroku. Też na różnych imprezach - weselach itd, jego znajomi czy rodzina mówili często, żeby się mną zajął odpowiednio. Czułam się z tym tak, jakby on był gorszy, nie był wystarczająco męski, żeby samemu o to zadbać i inni też muszą się o niego tak martwić. Też jak miałam w sobie wiele emocji, chęci ucieczki, smutku, to nie rozmawiał ze mną, tylko siedział albo odchodził i zostawiał mnie z tym samą, nie motywował mnie do powiedzenia co się dzieje. Ja musiałam potem zaczynać ten temat, dlaczego mnie z tym zostawił itd. Czułam, że ze wszystkim jestem sama, że on mnie nie rozumie i on nie czuje się rozumiany przeze mnie. Że to ja dużo się dobijam do niego, a on mi pozostawia z jednej strony wolność, ale z drugiej nie walczy o to, żebym ja uporała się też ze swoimi trudami. Ale długi czas biłam się z tym czy się rozstać, bo balam się jak on sobie poradzi z rozstaniem, skoro nie ma żadnych znajomych i ani jednego bliskiego przyjaciela. Ale z drugiej strony nie miałam siły na rozmowy, dalszą walkę po takim czasie. Nie czułam się też w relacji romantycznej, a bardziej w relacji opiekun - dziecko, gdzie ja o wszystko musze dbać, chyba, że powiem, że to za dużo już dla mnie. Chciałam mieć obok siebie kogoś, kto sam zauważy, gdy się przeciążam, gdy powinnam odpocząć itd. Miałam też w sobie poczucie winy, że nie doceniam wystarczająco tego co on mi daje, bo naprawdę się starał, na tyle na ile mógł i na ile dopuszczał mnie do swojego wnętrza. I myślałam, że problem jest we mnie, że się denerwuję niepotrzebnie, nie czuję miłości romantycznej choć powinnam. Ale już nie wytrzymałam i powiedziałam mu, że moim zdaniem lepiej byłoby odpuścić i się rozstać. No i przez ostatnie 2 lata bycia razem bardzo się męczyłam, dusiłam, wpadłam w ataki lękowe, a po rozstaniu mam znowu różne stany - raz jestem pełna pozytywnej energii, a raz jestem tak zdołowana, że nie umiem wejść w bliską relację... Dowiedziałam się też, że jakieś 2 tygodnie po rozstaniu mój był chłopak zaczął się spotykać z jakąś dziewczyną i obecnie są razem, więc też pojawiają się we mnie myśli, że to ja nie byłam zdolna do utworzenia dobrej relacji. Skoro on już w jakąś wszedł. No i że jemu tak krótko zajęło przejście z uczuciami na kogoś innego. Choć też rozmawiałam z wieloma osobami po rozstaniu na temat jego zachowania i sugerowali, ze ich zdaniem może on mieć zaburzenia typu Asperger i nawet by mi się to zgadzało z jego zachowaniem. Mam potrzebę chęci ucieszenia się drugim człowiekiem, żeby ktoś ucieszył się mną, bycia wzajemnie wdzięcznym za siebie, otwartym na swoje trudności, myśli, emocje, kto będzie chciał się na mnie otworzyć i podzielić tym, co w nim siedzi. No i mam poczucie, że on nie zabiega tak o relacje, ciężko się z nim rozmawia, bo wydaje się być cały czas zestresowany, a ktoś go zechciał, zainteresował się nim, a mną nie.. Ciężko mi zaakceptować fakt, ze choć chciałam, starałam się na tyle na ile umiałam w danym momencie, to nie wyszła ta relacja i być może on szybko weźmie ślub z nową dziewczyną. Ja będąc jeszcze 2 ostatnie miesiące w związku zaczęłam terapię. Uczę się na niej jak mówić o moich emocjach, trudach, jak przełamywać bariery - w sumie to jest to, co myślałam, że rozwinę w relacji z mężczyzną. A mój były chłopak nie chciał sam iść na terapię, mówił, że chyba lekarz mi tylko pomoże uporać się z moimi lękami, bo on nie jest w stanie tego zrobić, ale sam nie chciał niczego przepracować z psychologiem. W sumie nie mam żadnego konkretnego pytania, ale chętnie przeczytam co Państwo myślą o tej sytuacji.
Jak radzić sobie z poczuciem przytłoczenia przez najbliższą rodzinę i odzyskać radość życia

Krótko: mam 45 lat, męża i syna 15 lat, rodziców, dom, kredyt, pracę… w życiu miałam szczęście do ludzi: nauczycieli, księży, lekarzy, szefów, współpracowników, lubię ludzi i myślę, że jestem lubiana! Natomiast najbliższa rodzina (syn, którego bardzo kocham i matka, raczej bez szału) wywołują u mnie skrajną frustrację, mam wrażenie, że w ostatnim czasie zawłaszczyli moje życie - po prostu mnie nie ma! Po telefonie od matki czuję się psychicznie wyczerpana, nawet jak jej nie widzę i nie słyszę, to wykańcza mnie na odległość! Humory syna kompletnie mnie rozwalają! Przez nich piękny świat wokół kompletnie mnie nie cieszy, nie mogę już dłużej! Jest jakiś ratunek dla mnie? Z góry bardzo dziękuję

asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.