
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Kiedy coś jest...
Kiedy coś jest przesadne, a kiedy normalne?
Anonimowo
Dominika Krekień
Dzień dobry,
to zupełnie normalne, że zwątpiła Pani w słuszność swoich emocji, gdy wielokrotnie były one bagatelizowane.
Gdy granice osobiste są przekraczane pierwszą informacją, że to się dzieje będą właśnie nieprzyjemne emocje oraz pojawienie się uczucia dyskomfortu. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że jeśli czuła Pani taki stan, faktycznie Pani granice osobiste były przekraczane.
Może dobrym pomysłem w Pani przypadku byłoby skorzystanie z konsultacji psychologicznej w celu przyjrzeniu się lękowi, z którym obecnie Pani się mierzy w aspekcie wchodzenia w nowe relacje?
Pozdrawiam serdecznie
Dominika Krekień
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz
Dzień dobry,
z Pani słów wynika, że nie czuła się Pani dobrze w związku. Zwątpiła Pani w prawdziwość swoich emocji, co przy takich sytuacjach może się zdarzyć (zgodnie w powiedzeniem, że kłamstwo wypowiedziane 100 razy staje się prawdą). Pewnym sygnałem może być to co Pani opisuje jako irytację czy złość. Jeżeli takie relacje trwają długo, to problemy ze samoświadomością uczuć i potrzeb są częste. Dlatego zachęcałabym do konsultacji z psychologiem.
pozdrawiam
Klaudia Kalicka
Szanowna Pani,
Emocje takie jak złość, irytacja są jak lampka sygnalizująca między innymi nasze granice. To świetnie, że rozpoznaje je Pani. Dodatkowo nazywa Pani wprost bagatelizowanie Pani granic. Warto zwrócić uwagę na zaufanie do siebie i wiarę we własne emocje i myśli.
Jeśli potrzebowałaby Pani wsparcia w tym procesie - serdecznie zapraszamy :)
Pozdrawiam! Klaudia

Zobacz podobne
Cześć, pisałam tu jakiś miesiąc temu... Wątek: Jak pomóc ojcu zmanipulowanemu przez nową partnerkę po śmierci mamy? Prośba o rady. Od tamtego czasu wiele się zmieniło na gorsze... W poprzednim wątku nie napisałam wszystkiego. Mam 29 lat, choruję na MPD (orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu umiarkowanym), ale jestem osobą samodzielną. Mieszkam jeszcze z ojcem, bratem, partnerką ojca i jej córką. Moja mama zmarła 5 lat temu. Po jej śmierci tata zapewniał, że „będziemy razem” i damy radę jako rodzina. Przez pewien czas tak było – do momentu, gdy dwa lata temu w jego życiu pojawiła się partnerka. Od tego czasu stopniowo się wycofywał, aż niedawno oświadczył, że się wyprowadza do niej. Zostawia mnie i młodszą siostrę (25 lat) (która ma dwoje małych dzieci), oraz dwóch braci, którzy mają znaczne MPD i wymagają całodobowej opieki z całą odpowiedzialnością, mimo że formalnie nadal jest prawnym opiekunem jednego z naszych braci. Deklaruje, że „będzie przyjeżdżał”, ale cała opieka spadła na mnie i moją siostrę. Ta kobieta twierdzi, że „jesteśmy już dorośli” i tata nie ma obowiązku się nami zajmować. A przecież nie chodzi tylko o wiek – chodzi o to, że nasi bracia są całkowicie zależni, potrzebują pomocy przy wszystkim, a my nie mamy żadnego wsparcia z zewnątrz. Najbardziej martwię się o moją siostrę. Całe życie pomagała mamie, teraz wychowuje swoje małe dzieci i jeszcze będzie musiała według ojca pomagać mi w opiece nad braćmi. Jest bardzo młoda, a już nosi na sobie ciężar, którego nie powinna musieć dźwigać. Nie takiego życia dla niej chciałam. Czuję się okropnie, że to wszystko na nią spadło. A przecież miała prawo do własnej rodziny, spokoju, planów... Ja z kolei szukam pracy, ale teraz nie chcę zostawiać siostry samej. Choć mówi, że da sobie radę, przed tym jak się dowiedzieliśmy, że ojciec nas zostawia, już było jej ciężko, płakała itd... Kocham rodzinę, ale czuję się przytłoczona, bezsilna i bardzo zawiedziona zachowaniem ojca. On wybrał partnerkę, która go całkowicie sobą pochłonęła, a my przestaliśmy się liczyć. Boję się, że ja i siostra nie damy rady psychicznie i fizycznie... Będę wdzięczna za każdą odpowiedź.


