- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Obawy przed...
Obawy przed oświadczynami po 10 latach związku
Ann
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Na ogół po 10 latach związek wchodzi w fazę, w której albo następuje pogłębienie deklaracji, albo zaczyna się proces powolnego wycofywania emocjonalnego, co u Pana objawia się właśnie narastającą irytacją na codzienne zachowania partnerki. Mechanizm, w którym ona od razu rezygnuje, a Pan udowadnia, że się da, stworzył między Wami niefunkcjonalną dynamikę. Pan wszedł w rolę ratownika i eksperta, a ona w rolę osoby zależnej, co na dłuższą metę zabija pożądanie i partnerski szacunek.
Różnica w poziomie wrażliwości – gdzie ona reaguje płaczem i paniką, a Pan dusi emocje w sobie – powoduje, że prawdopodobnie rozmijacie się w komunikacji. Partnerka czuje się niezaopiekowana emocjonalnie, a Pan czuje się przytłoczony jej wyolbrzymianiem. Obawa przed oświadczynami w takiej sytuacji jest bardzo zdrowym sygnałem ostrzegawczym, bo małżeństwo nie naprawia problemów w relacji, a jedynie je uwypukla i nadaje im większą wagę prawną oraz życiową. Poczucie wypalenia i ciekawość życia singla to jasne sygnały, że obecna forma związku przestała Panu wystarczać, a lęk przed żałowaniem decyzji o rozstaniu jest naturalnym lękiem przed stratą zainwestowanego czasu i znanej codzienności.
Zanim podejmie Pan ostateczną decyzję, warto postawić na całkowitą szczerość, nie w formie kolejnego udowadniania, że się da, ale rozmowy o Pana narastającym dystansie i braku gotowości na kolejny krok. Jeśli wizja przyszłości z tą konkretną osobą kojarzy się Panu głównie z ciężarem i koniecznością pomagania w sprawach, które partnerka powinna załatwiać sama, to podpisanie deklaracji o wspólnym życiu może być błędem wobec Was obojga. Czasem dziesięcioletni staż jest pułapką, w której zostajemy z przyzwyczajenia, a nie z wyboru, dlatego warto dać sobie prawo do uczciwego przyznania, że drogi, którymi idziecie, mogły się po prostu rozejść.
Powodzenia
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Witam,
Sądzę, że jesteś w miejscu dużego rozdarcia między przyzwyczajeniem, lojalnością i lękiem przed stratą, a rosnącą irytacją i potrzebą czegoś innego. Po 10 latach to naturalne, że „motyle” ustępują miejsca temu, jak naprawdę funkcjonujecie na co dzień. Dla mnie Twoj opis brzmi bardziej jak różnice w stylu życia i regulacji emocji niż jednoznaczny sygnał „to nie ta osoba”. Pytanie, na ile to są rzeczy, które można wspólnie poukładać, a na ile coś, co Cię długofalowo męczy.Może warto się na chwilę zatrzymać przy kilku pytaniach:
Czy gdyby nic się nie zmieniło, chciałbyś tak żyć za 5–10 lat?
Co dokładnie najbardziej Cię wyczerpuje: jej zachowania czy Twoja reakcja na nie?
Czy rozmawialiście o tym wprost, bez udowadniania kto ma rację?
Czego Ci w tym związku realnie brakuje?
Uważam też, że oświadczyny nie są czymś, co „powinno się zrobić”, tylko naturalnym krokiem, kiedy jest w Tobie zgoda. Jeśli jej teraz nie ma, to ważna informacja: nie do ignorowania ale do spokojnego przyjrzenia się.
Czasem bardzo pomaga szczera rozmowa albo kilka spotkań u terapeuty par tj. żeby zobaczyć, czy to jeszcze „do zbudowania”, czy już bardziej „do domknięcia”.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
to, co Pan opisuje, wygląda na moment dużego zatrzymania i wątpliwości, szczególnie przy tak długim związku i temacie oświadczyn.
Z jednej strony jest przyzwyczajenie, wspólna historia i poczucie bezpieczeństwa, z drugiej pojawia się coraz więcej irytacji i pytanie, czy to „to”. To naturalne, że przy takiej rozbieżności pojawia się napięcie i myśli o alternatywie.
Wybrzmiewa też różnica między Wami – w podejściu do działania, emocji, radzenia sobie. Z czasem takie różnice mogą być bardziej odczuwalne niż na początku.
To, że nie ma Pan pewności, nie musi oznaczać od razu odpowiedzi „tak” lub „nie”, tylko raczej moment, w którym coś w tej relacji domaga się większego przyjrzenia.
Pojawia się też obawa przed stratą i jednocześnie ciekawość, jak wyglądałoby życie inaczej – te dwa kierunki często idą razem w takich sytuacjach.
Pozdrawiam,
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka
Karolina Grabka
Dzień dobry,
W takich sytuacjach często nie chodzi wyłącznie o samą decyzję „zostać czy odejść”, lecz o to, jak interpretowane są różnice między partnerami i jakie znaczenie są im nadawane.
Pomocne bywa zwrócenie uwagi na to, czy irytujące zachowania partnerki są odbierane jako cecha jej charakteru („taka jest”), czy raczej jako konkretne sytuacje, które wywołują u Pana napięcie lub poczucie przeciążenia. Różnice w stylu działania - dokładność vs oszczędzanie energii, powściągliwość emocjonalna vs wrażliwość - same w sobie nie muszą oznaczać niedopasowania, ale mogą prowadzić do narastania frustracji, jeśli nie są nazywane i omawiane.
W praktyce pomocne może być także przyjrzenie się kilku rzeczom. Po pierwsze, warto zwrócić uwagę na własne reakcje: w jakich momentach pojawia się największa irytacja i jakie myśli wtedy się pojawiają (np. „powinna sama to zrobić”, „ciągle muszę pomagać”). Po drugie, istotne jest oddzielenie wątpliwości dotyczących samej relacji od ciekawości związanej z innym stylem życia, jakim jest bycie singlem - te dwie rzeczy często się mieszają, ale mają różne źródła. Po trzecie, przed podjęciem decyzji o oświadczynach lub rozstaniu pomocne bywa stworzenie sobie czasu na świadome sprawdzenie, czy trudność dotyczy zmęczenia relacją, nierozwiązanych napięć między partnerami, czy obawy przed trwałym zobowiązaniem.
Jeżeli poczucie zagubienia utrzymuje się dłużej, pomocna może być rozmowa z psychologiem indywidualnie lub wspólnie z partnerką, aby uporządkować myśli i emocje przed podjęciem decyzji, zamiast podejmować ją pod wpływem presji lub lęku przed żalem w przyszłości.
Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka
Piotr Włodarczyk
Dzień dobry. Objawy, które Pan opisuje, są niepokojące i wymagają konsultacji psychiatrycznej, niezależnie od diagnozy.
Niech Pan nie podważa jej przeżyć wprost, proszę się skupić na jej emocjach i tym, że chce Pan pomóc.
Delikatnie, ale konsekwentnie zachęcać ją do ponownej wizyty u psychiatry, bo leczenie często wymaga czasu lub zmiany leków.
Włączenie jej mamy to dobry krok, bo wsparcie bliskich zwiększa szansę na podjęcie leczenia.
Jeśli pojawią się myśli samobójcze lub silne pogorszenie, niech Pan nie zwleka z szukaniem pilnej pomocy. Pozdrawiam
Zobacz podobne
Myśli samobójcze. Jestem mamą trójki, dzieci, 7, 4 i 3 lata. Jestem mężatką, mąż wyjeżdża do pracy na 3 tygodnie, 2 tygodnie w domu. Relacje z rodzicami sięgają zenitu, już raz próbowałam sie wyprowadzić, ale wróciliśmy, nie stać nas na budowę domu. Mam myśli samobójcze, mam myśli, że zabijam rodziców, że zabijam dzieci, że nie chce żyć.

