
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Moje pytanie...
Moje pytanie dotyczy sprawy, która męczy mnie już coraz bardziej
Karol
Paweł Franczak
Drogi Karolu,
świetnie, że podoba Ci się twoja żona i że pomogła Wam terapia, ale skoncentrowałbym się raczej na tym, co jest, a nie tym, czego nie ma. To drugie zawsze jest łatwiejsze, bo szukanie dziury w całym, nie wiedzieć czemu, przychodzi nam bez trudu. Jeśli więc tworzycie udany związek, macie dzieci i budujecie dom, to jest za co być wdzięcznym losowi. To zaś, że żona ma inny gust modowy, to jej sprawa. Bo obawiam się, że jeśli chcesz, by kobieta była ubrana tak, jak ty sobie życzysz, pozostaje zakup manekina ;)
Pewnie Wasz związek skorzystałby bardziej, gdybyś nauczył się doceniać piękno swojej kobiety ukryte pod długą suknią.
Pozdrawiam,
Paweł Franczak
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Usunięty Specjalista
Dzień dobry. Może uda się Pan sam na kilka konsultacji po wsparcie dla samego siebie, jak radzić sobie z frustracją, bo zapewne będzie ona narastać co jakiś czas. Jeśli żona nie chce, to nie ma Pan na razie wpływu ,aby zmusić ją do czegokolwiek. pozdrawiam
TwójPsycholog
Dzień dobry,
Widzę, że to dla Pana ważny temat. Jednocześnie trudny na tyle, że dotyczy drugiej, niezależnej od Pana osoby, która jedynie sama mogłaby dokonywać zmian w obrębie stosunku do swojego ciała i zmian ubioru. Jeżeli spokojne, czule, troskliwe rozmowy nie pomagają, a żona nie zdecyduje się na wizytę u terapeuty, może Pan zdecydowałby się na taką wizytę samodzielnie u osoby, która pomogłaby Panu zająć się tym tematem? Być może pod kwestią ubioru kryją się jeszcze inne Pana niezaspokojone potrzeby czy uczucia? Wydaje się ze przyjrzenie się temu bliżej mogłoby być dla Pana pomocne. Pozdrawiam

Zobacz podobne
Witam,
mój problem od zawsze i źródło wiecznych sprzeczek z mężem. Pochodzę z rodziny, gdzie ojciec nie miał kolegów, nie wychodził na przysłowiowe piwo. Mama też nie, nie pracowała.
Wyszłam za mąż ponad 10 lat temu. Mąż domator.
Czasami były jakieś wyjścia z pracy, ale zazwyczaj nie chodził, bo ja nie chciałam. Im dalej w naszym małżeństwie, tym większy problem się z tego zaczął robić. To nie tak, że wcale nie chodził. Chodził, ale rzadko i po naszych sporych kłótniach.
Czasami trzymałam go i płaczem prosiłam, żeby nie wychodził.
Po skończeniu magicznej 40stki coraz częściej zaczął mówić o tym, że chce mieć czas na własne hobby, że ma prawo wyjść ze znajomymi, że się stresuje jak ma mi powiedzieć o jakimś wyjściu itd. Oprócz wyjazdów służbowych i wyjść tu na miejscu doszły teraz spotkania ze znajomymi z rodzinnego miasta.
Na wszystkie chce pójść, pojechać itd.
Obecnie jest to coś, co myślę, że doprowadzi do naszego rozstania, ponieważ ja już psychicznie nie jestem w stanie tego udźwignąć. Tego napięcia, że zaraz przyjdzie i znowu będzie chciał gdzieś wyjść. A dodam, że chodzi na boks kilka razy w tygodniu, wiec ma swój czas poza domem.
Z czego wynika moja postawa? Z domu? Z tego, że u mnie w rodzinie nie ma takich problemów? Z tego, że moi rodzice uważają, że jak ktoś wychodzi wieczorem, to zdradza? Że nie wypada, bo ma żonę i dzieci to po co ma się szlajać.
Z tego, że sama jeździłam na wiele wyjazdów służbowych i widziałam, co tam się dzieje. Wreszcie z tego, że on stawia te wyjścia ponad nasze relacje. Miałam terapię, ale niewiele to dało.
I szczerze zastanawiam się, dlaczego to ja mam się zmieniać? Dlaczego mam się godzić na jego wyjścia?

