
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Myśl, że partner...
Myśl, że partner mnie okłamuje jest nie do zniesienia - co robić?
Orchidea
Usunięty Specjalista
Droga Orchideo
to co Cię spotkało jest przykre, trudne i niesprawiedliwe. Partner ewidentnie przekroczył i to bardzo pewną bezpieczną granicę w Waszym związku. “Słyszę” ten ból w Twoim sercu i choć to bardzo trudne jest on normalną reakcja na takie zranienie. To co teraz się dzieje to ważny etap relacji, wiele się dzieje. W wielu przypadkach emocje biorą górę co jest naturalne ale niestety nie ułatwia ( jak sama piszesz czujesz strach a także dręczy Cię wrażenie/ obawa bycia wciąż okłamywaną). Myślę, że to co byłoby dobre to mimo wszystko zadbać o siebie, o swój spokój, jednocześnie nie tłumiąc bólu i złości. Poukładać sobie to wszystko w głowie i zastanowić się co dalej. Tak by przerwać tę spiralę nakręcania się zapoczątkowana przez nieuczciwe zachowanie partnera. Jeśli czujesz, że w tym wszystkim potrzebujesz pomocy, proponuję skontaktować się z psychologiem.
Pozdrawiam serdecznie i życzę spokoju w sercu.
Karina Solarska-Dobrowolska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Marta Knapik
Dzień dobry,
została Pani bardzo zraniona przez partnera. Fakt, że unieważnia on Pani uczucia, omija odpowiadanie na pytania tylko nasila Pani obawy dotyczące tej relacji. Warto było by przyjrzeć się Pani umiejętności stawiania granic, dbaniu o siebie w relacji. To partner jest tą osobą, która naruszyła zaufanie w związku, nie Pani.
Jeśli partner wyraża chęć pracy nad związkiem, możecie Państwo skorzystać z terapii partnerskiej i zobaczyć co Was od siebie oddala. Jeśli partner nie będzie chętny, to warto zaopiekować się sobą w terapii indywidualnej.
Pozdrawiam serdecznie i życzę ułożenia się spraw po Pani myśli.
Marta Knapik
Iwona Lassota
Witam, pewnie w zaistniałej sytuacji każdy z Was ma jakiś swój udział. Czy będziecie w stanie sami go przeanalizować, tego nie wiem, od tego jest terapia par, z której możecie skorzystać jeśli chcecie swój związek podtrzymać.
To od Was zależy i od Waszego wyboru czy chcecie nadal być parą. Bycie w relacji, w której pojawiają się kłamstwa, czy niedomówienia jest niszczące dla Was obojga, ponieważ podważa zaufanie do drugiej osoby lub siebie samego.
Pozdrawiam

Zobacz podobne
Jestem z chłopakiem dwa lata. Od pół roku mieszkamy razem, głównym pomysłodawcą byłam ja, a on bardzo chętnie się na to zgodził. Zanim zamieszkaliśmy razem, to dużo czasu przebywaliśmy u siebie wzajemnie, dzięki naszym pracom było to możliwe i zdarzało się, że nawet spędzaliśmy razem 5-6 dni na tydzień, więc myślałam, że już sporo o sobie wiemy i to jak funkcjonujemy, jest nam znane. Niestety po wspólnym zamieszkaniu zaczęłam dostrzegać ogrom jego wad i zaczęłam się oddalać od niego. Większość z tych rzeczy wynika z faktu, że w jego domu rodzinnym wszystko robiła mama, która jest typową gosposią domową i dba o wszysko - od sprzątania, gotowania, zakupów, koszenia trawy itp. Mój chłopak przywyknął do tego, że wszystko ma podane na tacy, mimo, że wydawałoby się, że wcale tak nie jest. Już kilka razy próbowałam z nim rozmawiać, że ja nie jestem jego mamą, że zaczynam mieć tego dość, bo jeśli ja nie wypiorę, nie odkurzę, nie opróżnię zmywarki i lub nie wymyje naczyń, nie posprzątam kotu, nie zrobię zakupów, to on tego też nie zrobi. Ogólnie wszystkiego co się robi w domu. Jestem zmęczona, sfrustrowana, zła, czuje się niezrozumiana. Zaczynam przechodzić wewnętrzny kryzys. Leczę się na depresję od kilku lat i biorę leki. Niestety musiałam już nawet mieć zwiększona dawkę, bo moje uczucia zaczynały być takie, jakie nie powinny. Mój chłopak przyjdzie z pracy i ma przygotowany obiad. Zje go, puści w międzyczasie serial, wyjmie piwko, swojego papieroska z niedozwoloną substancją, posiedzi chwile i pójdzie grać w gry, wróci, siedzę z kolejnym piwkiem i będzie tak siedzieć na krześle przy wyspie, oglądając tv, aż nie zaśnie. Narzeka na brak bliskości, ale ja nie chce jej z nim, jeśli nie jest trzeźwy. Wcześniej dużo palił zielonego, przestał, ale zaczął inne rzeczy, które działają podobnie. Patrząc na niego, widzę wiecznie wypitego i zjaranego faceta, który nic nie zrobi, jeśli ja nie zrobię awantury. Oczywiście ma momenty przebłysku i zrobi więcej, niż prosiłam, ale są to momenty. Bardzo, ale to bardzo go kocham, jednak ja nie dam rady tak dłużej. Adoptowaliśmy wspólnie psa, planowaliśmy zakup mieszkania lub budowę jakoś od przyszłego roku, ale ja tego nie widzę. Nie wiem na ile to zmienia się przez to jego podejście czy przez moją chorobę. Wynegocjowałam z nim, że alkohol tylko przez weekend.. nie wiem, czy coś to da.. bo on nie zna umiaru, a niewiele mu trzeba. Jemu wystarczą 3 piwka i ma dość. Ja mam dość, patrząc na to wszystko. Nie sądziłam, że tak to będzie wyglądać.. oczywiście nie jestem idealna, bo wiecznie się go czepiam, narzekam, marudzę itp, ale kto by tego nie robił? Czuje, jakbym miała dorosłe dziecko. Zaczynam żałować mojej propozycji. Planowałam zamieszkać sama, ale po rozmowie z nim, zaproponowałam jemu wspólne mieszkanie i nie wiem, czy to nie zniszczy naszego związku.
Jestem mężatką od 18 lat z Włochem. Mieszkamy we Włoszech, mamy 2 dzieci, syn 10 lat i córka 15 lat.
Od wielu lat to małżeństwo nie funkcjonuje, tak jak powinno, a dokładnie od narodzin drugiego dziecka.
Mój mąż zaczął oddalać się ode mnie po narodzinach syna.
Do 8 roku życia synka mąż usypiał go w naszej sypialni i syn spał między nami w łóżku. Po jakimś czasie doszło do mnie, że mąż tworzył mur w postaci dziecka między nami.
Na moje prośby, żeby zmienić tę sytuację, mąż praktycznie nie reagował. Wydaje się, że mąż ma małe potrzeby seksualne, bo w ogóle nie potrzebuje seksu, a seks uprawiamy tylko od 3 do 5 razy do roku i to na moją zachętę, mąż nigdy o to nie zabiega. Kłócimy się prawie codziennie, oddaliliśmy się bardzo, gdyby nie dzieci już dawno odeszłabym od niego.
Rozmawiamy tylko o dzieciach, nie mam z nim żadnych tematów, bo on niczym się nie interesuje oprócz piłki nożnej. Dodam, że mąż jest ode mnie starszy o 9 lat.
Jakieś 3 tyg temu przyznał mi się, że mamy problemy finansowe, bo nie płacił regularnie podatków od 2017 roku i mamy ogromne zadłużenie. Ukrywał to przede mną przez tyle lat, a ja w ogóle się nie domyślałam, ufałam mu w 100%, jeśli chodzi o finanse. Dawał mi stabilność finansową i to mi rekompensowało w pewnym stopniu jego chłód emocjonalny i oddalenie się ode mnie jako kobiety i żony.
Często myślałam o odejściu od niego, ale dla mnie dzieci są na 1 miejscu i nie chce im rozbijać rodziny, ale one widzą, jak to małżeństwo funkcjonuje i codzienne kłótnie i boję się, że to ma na nich ogromny wpływ i na ich przyszłość.
Dodam jeszcze, że podejmowaliśmy z mężem kilkakrotnie terapie małżeńskie, ale nic to między nami nie zmieniło.
Żyjemy jak przysłowiowy pies z kotem.
Bardzo proszę o poradę.
Kasia
