Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z przemocą i emocjonalnym dystansem w burzliwym związku?

Dzień dobry. Szczerze nawet nie wiem jak zacząć, bo czuję wstyd, niepewność i żal. Od 3 lat jestem w dość burzliwym związku z osobą niedostępną emocjonalnie. Sama choruję na liczne choroby psychiczne i zaburzenia. Jestem po wielu traumach i zaniedbaniach. Partner również nie miał kolorowego choćby dzieciństwa. Przeżył samobójstwo ojca uzależnionego od alkoholu. Na początku między nami była ogromna chemia, zaangażowanie, poważne deklaracje. Było dużo bliskości i namiętności. Pierwszy poważny kryzys nastąpił kiedy przyszła do mnie bardzo głęboka depresja. Mimo informacji o moich trudnościach i najgorszych stanach wymagających szpitali, elektrowstrząsów i lat walki o życie, partner przeżył rozczarowanie i zwątpienie w przyszłość relacji. Kiedy byłam w szpitalu zaczął się oddalać. Niestety wyczuwam wszystkie najdrobniejsze zmiany. Ton głosu, brak szczerości. Mimo ukrytych wątpliwości zamieszkał ze mną. Rozczarował się i zaczęła się przemoc. Najpierw psychiczna wraz z odpychaniem mojej osoby. Złością na mnie i krytykowaniem mnie za to, że nie potrafiłam na ten moment podołać obowiązkom a moje ciało zaczęło się zmieniać przez zajadanie emocji. Robiłam wszystko by się zmienić, ale moje próby upadały tak samo jak moje poczucie własnej wartości. Stałam się w pewnym momencie całkowicie zależna. Z czasem zaczęłam też przejmować odcinanie się emocjonalne. Niestety potem doszła przemoc fizyczna. Ja to rozpoczęłam. Kiedy błagałam by przestał mnie ranić mówiąc okropne rzeczy, on kontynuował a ja bez kontroli nad sobą wymierzyłam cios. Potem on zaczął mnie bić. Awantury były ogromne i prawie za każdym razem oberwałam. Czasami lekki wstrząs mózgu, czasami siniak pod okiem. Postanowiliśmy zawalczyć. Zmiana otoczenia, praca nad naszymi impulsami. Zaczęliśmy się dobrze dogadywać. Jednak bliskość fizyczna nie wraca. On nie widzi we mnie kobiety. Bardzo pragnę odrobiny namiętności i zaangażowania. Ciągle zadręczam się. On utrzymuje, że kocha mnie i nie chce odejść. Nie wiem co zrobić.
User Forum

Mary

1 miesiąc temu
Magdalena Pardo

Magdalena Pardo

Dzień dobry Mary, 

dziękuję, że napisałaś tak szczerze co Cię spotkało i czego doświadczasz. Widać, że od długiego czasu próbujesz walczyć o relację, jednocześnie zmagając się z własnym cierpieniem psychicznym. W Twoich słowach jest dużo bólu, wstydu, ale też ogromna potrzeba bliskości i bycia kochaną. :( To są bardzo ludzkie potrzeby.

 

Mary, najpierw chcę powiedzieć coś bardzo ważnego. To, co opisujesz między Wami, jest przemocą w związku. Dotyczy to zarówno przemocy psychicznej, jak i fizycznej. Nawet jeśli zdarzało się, że Ty też reagowałaś agresją w sytuacji napięcia, to fakt, że dochodziło do bicia, wstrząsu mózgu czy siniaków, jest poważnym sygnałem, że ta relacja jest dla Was obojga bardzo niebezpieczna emocjonalnie i fizycznie. W takich relacjach często pojawia się znany cykl przemocy: napięcie, wybuch, poczucie winy, obietnice poprawy, chwilowa poprawa… a potem znowu napięcie.... To może sprawiać, że człowiek bardzo chce wierzyć, że „teraz już będzie dobrze”. I rozumiem Cię, że też chcesz w to uwierzyć. 

Z Twojej historii widać też, że oboje niesiecie bardzo trudne doświadczenia z przeszłości. Ty piszesz o traumach, chorobach psychicznych, hospitalizacjach i bardzo ciężkich epizodach depresji. Twój partner przeżył samobójstwo ojca i wychowywał się w cieniu uzależnienia. Takie historie często zostawiają głębokie rany w sposobie budowania relacji, zaufania i radzenia sobie z emocjami. Czasem dwie bardzo zranione osoby bardzo się do siebie przyciągają, bo na początku pojawia się ogromna intensywność i poczucie zrozumienia. Jednak później te same rany mogą powodować dużo bólu i konfliktów.

To, że bardzo pragniesz bliskości, namiętności i poczucia, że jesteś dla niego kobietą, jest całkowicie zrozumiałe. Brak czułości i fizycznej bliskości w związku potrafi bardzo ranić i podkopywać poczucie własnej wartości. Kiedy dodatkowo pojawiały się krytyka, odpychanie i komentarze o Twoim ciele, mogło to jeszcze bardziej pogłębić poczucie, że nie jesteś wystarczająca. A to potrafi bardzo niszczyć psychicznie...

Ważne jest, żebyś spojrzała na jedną rzecz bardzo uczciwie wobec siebie: sama miłość lub deklaracja „kocham cię i nie chcę odejść” nie wystarcza, żeby związek był zdrowy i bezpieczny. Relacja powinna dawać poczucie bezpieczeństwa, szacunku i możliwości bycia sobą. Jeśli pojawiała się przemoc fizyczna i głębokie rany psychiczne, to znaczy, że Wasza relacja potrzebowałaby bardzo poważnej, profesjonalnej pomocy, a czasem niestety bywa tak, że dwie osoby nie są w stanie razem stworzyć bezpiecznej relacji, mimo że coś do siebie czują.

 

Czy masz teraz obok siebie jakiekolwiek wsparcie w postaci terapeuty, psychiatry, kogoś z rodziny albo przyjaciół? Przy tak trudnej historii bardzo ważne jest, żebyś nie była z tym sama. Szczególnie jeśli w Twoim życiu już wcześniej pojawiały się ciężkie epizody depresji i hospitalizacje.

To, że chorujesz, masz trudności psychiczne albo przechodzisz kryzysy, nie oznacza, że zasługujesz na odrzucenie, poniżanie czy przemoc. Choroba nie odbiera Ci prawa do szacunku i czułości.

Twoja historia pokazuje ogromną walkę o życie i o relację. Jednocześnie mam wrażenie, że bardzo dużo odpowiedzialności za wszystko bierzesz na siebie. Za emocje swojego partnera za konflikty, za zmianę swojego ciała, za to czy on czuje pociąg. To bardzo duży ciężar, którego jedna osoba nie powinna dźwigać sama. :(

 

Wysyłam Ci mnóstwo siły Mary,

Magdalena Pardo

psycholożka

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Maria Sobol

Maria Sobol

Pani Mary,

z Pani opisu widać bardzo dużo zaangażowania, nadziei i walki o relację, ale też ogrom bólu, napięcia i przekraczania granic. Warto to nazwać jasno — tam, gdzie pojawia się przemoc psychiczna i fizyczna, relacja przestaje być miejscem bezpieczeństwa. A bez poczucia bezpieczeństwa trudno o prawdziwą bliskość, czułość czy namiętność.

Osoby po trudnych doświadczeniach często wchodzą w bardzo intensywne związki, w których jest dużo chemii i poczucia „uratowania się nawzajem”. Jednocześnie uruchamiają się stare rany: lęk przed odrzuceniem, silna potrzeba bycia ważną, nadwrażliwość na oddalenie drugiej osoby. Gdy obie strony niosą własne nierozwiązane doświadczenia, relacja zaczyna stopniowo opierać się bardziej na regulowaniu bólu niż na budowaniu partnerstwa.

Brak bliskości fizycznej nie jest przypadkowy. Ciało reaguje na poczucie zagrożenia — kiedy pojawił się strach, upokorzenie czy agresja, naturalną reakcją jest wycofanie. To nie kwestia atrakcyjności ani uczuć, lecz bezpieczeństwa emocjonalnego.

Bardzo porusza to, jak wiele wysiłku wkłada Pani w zmianę siebie, żeby relacja mogła przetrwać. Jednocześnie warto pamiętać, że miłość nie powinna wymagać rezygnacji z własnej godności ani znoszenia cierpienia. Związek nie powinien być miejscem, w którym trzeba zasługiwać na ciepło lub bać się kolejnego zranienia.

W podejściu integracyjnym patrzymy na takie sytuacje szeroko — na wzorce przywiązania, granice, sposób radzenia sobie z emocjami i wpływ dawnych traum na obecne wybory. Często dopiero odzyskanie kontaktu ze sobą pozwala zobaczyć, czy relacja może stać się zdrowa, czy raczej podtrzymuje wzajemne rany.

Wstyd, żal i zagubienie, które Pani opisuje, są bardzo ludzką reakcją. Nierzadko właśnie w takim momencie zaczyna się coś ważnego — powolne wracanie do pytania nie tylko „jak uratować związek”, ale też „jak zadbać o siebie i swoje życie”.

 

Z wyrazami szacunku,

Maria Sobol

psychoterapeutka integracyjna

1 miesiąc temu
Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Droga Pani,

 

z tego co czytam, wyłania się bardzo trudna i złożona sytuacja, w której splatają się doświadczenia z przeszłości, problemy natury psychicznej, silne emocje oraz wzorzec relacji, który z czasem stał się dla obojga z Państwa bardzo obciążający. Już sam fakt, że potrafi Pani tak szczerze opisać swoją sytuację, mimo wstydu i niepewności, pokazuje dużą gotowość do refleksji nad tym, co się dzieje w Pani życiu i w tej relacji.

W Pani historii widać dwie osoby, które niosą ze sobą trudne doświadczenia z wcześniejszych lat. Takie doświadczenia często wpływają na sposób budowania bliskości, reagowania na stres czy radzenia sobie z silnymi emocjami. Kiedy pojawia się choroba, kryzys psychiczny albo duże obciążenie życiowe, te wcześniejsze rany mogą się bardzo uaktywniać. To czasami sprawia, że zamiast wsparcia pojawia się wycofanie, złość albo bezradność, ponieważ druga osoba nie ma zasobów, by poradzić sobie z tak trudną sytuacją.

Jednocześnie w Pani opisie pojawia się bardzo ważny i niepokojący element, czyli przemoc w relacji. Wspomina Pani zarówno o przemocy psychicznej, jak i fizycznej. Opisuje Pani moment, w którym sama uderzyła partnera w sytuacji silnego napięcia i poczucia zranienia, a następnie przemoc zaczęła pojawiać się także z jego strony. Tego typu dynamika często prowadzi do eskalacji konfliktów, w których obie osoby są coraz bardziej zranione, a jednocześnie coraz trudniej im się zatrzymać. Przemoc – niezależnie od tego, kto ją rozpoczął – jest sygnałem, że relacja weszła w bardzo niebezpieczny wzorzec funkcjonowania. W zdrowej relacji bezpieczeństwo fizyczne i emocjonalne jest podstawą, bez której trudno budować bliskość.

To, że podjęli Państwo próbę zmiany, zmienili otoczenie i starali się pracować nad impulsami, pokazuje, że oboje widzieli Państwo wartość w tej relacji i chcieli spróbować coś naprawić. Czasami jednak poprawa codziennego funkcjonowania czy zmniejszenie liczby konfliktów nie oznacza jeszcze, że odbudowała się bliskość emocjonalna i seksualna. Pani opisuje, że bardzo potrzebuje czułości, namiętności i poczucia bycia widzianą jako kobieta, natomiast partner wydaje się w tym obszarze wycofany. To może powodować u Pani silne poczucie odrzucenia i jeszcze bardziej osłabiać Pani poczucie własnej wartości, które – jak Pani pisze – już wcześniej było mocno nadwyrężone.

Warto też zauważyć, że w Pani słowach pojawia się duże obciążenie odpowiedzialnością za relację. Pisze Pani o próbach zmiany siebie, o poczuciu winy, o tym, że bardzo starała się Pani spełnić oczekiwania partnera. Czasami w relacjach, w których jedna osoba zmaga się z chorobą psychiczną lub niskim poczuciem własnej wartości, może pojawiać się silna zależność emocjonalna. W takiej sytuacji potrzeba utrzymania związku bywa tak duża, że trudniej zobaczyć, czy ta relacja rzeczywiście jest bezpieczna i wspierająca.

Pani wątpliwość dotycząca tego, co zrobić dalej, jest bardzo zrozumiała. Z jednej strony słyszy Pani od partnera deklaracje miłości i chęci pozostania w związku. Z drugiej strony doświadcza Pani braku bliskości, wcześniejszej przemocy i wielu sytuacji, które bardzo Panią raniły. W takich okolicznościach wiele osób czuje się zagubionych, ponieważ emocjonalna więź nadal istnieje, ale jednocześnie relacja przynosi dużo cierpienia.

W tego typu sytuacjach często bardzo pomocne bywa przyjrzenie się temu wszystkiemu w bezpiecznej przestrzeni terapeutycznej. Jeżeli ma Pani kontakt z psychiatrą lub psychoterapeutą w związku z leczeniem depresji i wcześniejszymi hospitalizacjami, rozmowa o tej relacji może być ważnym elementem dalszej pracy. Specjalista może pomóc Pani lepiej zrozumieć dynamikę tego związku, Pani potrzeby oraz granice, które są potrzebne, aby chronić Pani bezpieczeństwo emocjonalne i fizyczne. Czasami rozważa się też terapię par, ale zwykle dopiero wtedy, gdy w relacji nie występuje przemoc fizyczna i obie osoby są gotowe wziąć odpowiedzialność za swoje zachowania.

Najważniejsze jest to, że Pani doświadczenia, emocje i potrzeby są realne i zasługują na poważne potraktowanie. Poczucie wstydu często sprawia, że ludzie długo pozostają z takimi historiami sami, jednak mówienie o nich bywa pierwszym krokiem do odzyskiwania wpływu na własne życie. To, że zadaje Pani sobie pytanie o dalszą drogę, może być sygnałem, że zaczyna Pani szukać rozwiązania, które będzie dla Pani zdrowsze i bezpieczniejsze.

 

Dużo dobrego!

Patrycja Wójcik

1 miesiąc temu
Marek Król

Marek Król

Dzień dobry. To, co opisujesz, brzmi jak bardzo dużo bólu, zmęczenia i samotności w relacji, w której miało być blisko, a z czasem pojawiło się coraz więcej ran. Nic dziwnego, że czujesz wstyd, żal i ogromne zagubienie.

Z Twojej wiadomości najmocniej wybrzmiewają dwa pragnienia: żeby być kochaną i widzianą jako kobieta, i żeby w tej relacji było wreszcie bezpiecznie. Kiedy pojawia się przemoc, psychiczna i fizyczna, bliskość zwykle bardzo się oddala — nawet jeśli z obu stron nadal są uczucia.

 

Może warto zatrzymać się przy kilku pytaniach:

Gdyby za jakiś czas było choć odrobinę lepiej, po czym byś to poznała w zwykłym dniu?

Co musiałoby się pojawić, żebyś poczuła więcej bezpieczeństwa, a nie tylko mniej lęku?

Jak wyglądałaby dla Ciebie relacja „wystarczająco dobra”, nie idealna, ale taka, w której nie musisz ciągle walczyć o okruchy bliskości?

 

Z Twojego opisu da się też zauważyć coś ważnego: mimo całego chaosu bardzo dobrze czujesz, kiedy coś się między Wami zmienia i czego Ci brakuje. To może być ważny kompas. Czasem właśnie to, co najbardziej boli, pokazuje też najwyraźniej, czego człowiek naprawdę potrzebuje.

1 miesiąc temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

W relacjach, w których obie osoby mają za sobą trudne doświadczenia i duże zranienia, często uruchamiają się bardzo silne reakcje emocjonalne, impulsy i lęk przed odrzuceniem. To może prowadzić do eskalacji konfliktów, wzajemnego ranienia i utraty poczucia bezpieczeństwa. W takiej sytuacji najważniejsze jest zatrzymanie cyklu przemocy i zadbanie o bezpieczeństwo - zarówno fizyczne, jak i emocjonalne.

Bardzo zależy Pani na bliskości, akceptacji i odzyskaniu poczucia wartości. Jednak próby „naprawiania siebie”, aby zasłużyć na miłość lub odzyskać zainteresowanie partnera, często jeszcze bardziej pogłębiają poczucie zależności i cierpienia. Relacja powinna opierać się na wzajemnym szacunku i poczuciu bezpieczeństwa, a nie na strachu, krytyce czy przemocy.

W tak złożonej sytuacji bardzo pomocne może być indywidualne wsparcie terapeutyczne, w którym będzie przestrzeń, aby spokojnie przyjrzeć się temu, co Pani przeżywa, jak ta relacja wpływa na Pani zdrowie psychiczne oraz jakie granice są potrzebne, aby chronić siebie. Jeśli pojawia się przemoc fizyczna, warto również rozważyć kontakt z lokalnymi instytucjami wsparcia dla osób doświadczających przemocy - tam można otrzymać pomoc i informacje o możliwych formach ochrony.

Pozdrawiam i życzę powodzenia
Karolina Grabka

1 miesiąc temu
Adam Bogdański

Adam Bogdański

Dzień dobry,
to co Pani opisuje brzmi jak trudna i bolesna relacja, w której splatają się doświadczenia wcześniejszych traum, silnej potrzeby bliskości i jednocześnie dużo zranień. 
W takich sytuacjach często uruchamia się mechanizm wzajemnego ranienia, czyli gdy obie osoby niosą w sobie dużo bólu i lęku przed opuszczeniem, napięcie może przeradzać się w przemoc, a ta natomiast z czasem niszczy poczucie bezpieczeństwa.

Ważne jest teraz zatrzymanie przemocy i zadbanie o pani bezpieczeństwo oraz wsparcie także poza tą relacją (terapia, pomoc specjalistów, ewentualnie wsparcie instytucji pomocowych). Warto też łagodnie, ale uczciwie przyjrzeć się temu, czy ta relacja w obecnej formie daje pani możliwość zdrowienia, czy raczej podtrzymuje stare rany i poczucie zależności.

 

Wszystkiego dobrego,
Adam Bogdański Nowy Świat CPiP

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Pani,

 

z tego, co Pani opisuje, w relacji pojawiła się przemoc fizyczna i psychiczna a to zawsze jest bardzo poważny sygnał alarmowy: niezależnie od tego, kto ją rozpoczął. Taka dynamika zwykle bardzo rani obie osoby i z czasem pogłębia poczucie zależności oraz utraty własnej wartości. Najważniejsze teraz jest Pani bezpieczeństwo i wsparcie. W takiej sytuacji naprawdę warto porozmawiać z terapeutą lub specjalistą od zjawiska przemocy w relacjach, aby spokojnie przyjrzeć się tej relacji i temu, czego Pani potrzebuje, by odzyskać poczucie stabilności i szacunku dla siebie. Z Pani treści też czuję, że wciąż jest w Pani dużo tęsknoty za bliskością i miłością, jest bardzo ludzkie. Jednocześnie relacja, w której pojawia się przemoc, wymaga bardzo poważnej refleksji i często zewnętrznej pomocy, żeby nie krzywdzić się dalej. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Związek na odległość i trudności emocjonalne: jak radzić sobie z lękiem i unikaniem
Będzie trochę długo, ale chcę ująć całokształt sytuacji. Spotykam się z partnerem od niecałych dwóch lat. Mamy związek na odległość niestety i na chwilę obecną nikt nie jest w stanie zmienić tej sytuacji. Na początku było wspaniale wspólne weekendy, plany, wspólne wesele, poznawanie rodzin, dzieci oraz wspólne święta w tamtym roku oraz sylwester. Nie wiele po nowym roku (tamten rok) zostałam zostawiona bez słowa przez wiadomość,że nie radzi sobie z dystansem jest mu przykro. Nie umiałam się doprosić o wyjaśnienie tej nagłej zmiany. Trzy miesiące starałam się pozbierać jakoś funkcjonować, pracować i w momencie, kiedy już zaczęłam widzieć przyszłość w jasnych barwach, to dostałam wiadomość z zapytaniem 'jak się czuje i czy mogę się z nim zobaczyć aby porozmawiać? Zgodziłam się, bo chciałam wyjaśnień, albo już sama nie wiem czy jestem masochista po prostu. Przyjechał. Serce miało mi wyskoczyć z piersi. Rozmowa była spokojna, ja byłam spokojna. Przepraszał, powiedział że uczęszcza na terapię żeby ogarnąć ten bałagan i że chce abyśmy spróbowali drugi raz. Zgodziłam się, bo pomimo czasu nadal kocham. Widziałam, że to.co.mowi jest świadome że zdaje sobie sprawę, że będzie wymagało to sporo pracy. Przez ten czas rozłąki ja również uświadomiłam sobie, że jestem osobą lękowa a on unikająca i dlatego się może tak to potoczyło. Obiecaliśmy, że będziemy pracować nad relacja, że ja muszę dać mu momentami przestrzeń, a on pomimo unikowego podejścia mi dać poczucie bezpieczeństwa. Ustaliliśmy, że jak nie może się odezwać przez dłuższy czas, to wystarczy wiadomość, że odezwie się później żebym się nie denerwowała i też łatwiej było mi się uczyć jego stylu, żeby nie tworzyć wymuszonych konfliktów. Natomiast problemy zaczęły się w wakacje z brakiem kontaktu jak był u rodziny. Milczenie po dwa dni. Zdawkowe odpowiedzi a moja reakcja to panika, emocje zbędne i rollercoaster w głowie. Doszliśmy do etapu, że sytuacja zatacza koło i usłyszałam że On już nie daje rady i przytłacza go odległość i brak perspektywy na zmiany przez najbliższe lata. Jestem w martwym punkcie. Chce walczyć, ale wiem, że muszę dbać też o siebie. Pomimo jego dalszych chęci bycia i walki,.ja nie czuje tego z jego strony. Kontakt jest bardzo osłabiony na ten moment.
Partner spłyca potrzeby i problemy, które mu komunikuję. Mamy trudną sytuację finansową, do tego dochodzi potencjalna duża zmiana zawodowo-życiowa. Nie wiem, co robić.
Postanowiłam wejść w związek z facetem, który przez ponad rok siedział biernie w domu bez pracy, ponieważ zdiagnozowano mu lekką depresję. Wierzyłam, że z tego wyjdzie, widziałam w nim potencjał, ale bałam sie zarazem niektórych jego zachowań. Mimo że ciągle zaznaczał, że chciałby być ze mną, ja zwlekałam rok, zanim zgodziłam się dać mu szansę. Z przyjaciół, weszliśmy w związek, kiedy zaczęłam zauważać porządne zmiany. Miałam rację. Wracał do siebie, łapał wiatr w skrzydła, ruszył przed siebie i zaczął dojrzalej myśleć. Przeprowadziłam się do niego i razem znaleźliśmy pracę. On popracował pół roku i znów trach… brak stabilizacji. Z jednej pracy przerzucono go do innego biura, żeby lepiej dogadał się z pracownikami… tam może i lepiej się dogadywał, ale nie osiągał dobrych wyników w sprzedaży. Takim sposobem popracował pół roku tu i tu, niedługo potem dano mu wypowiedzenie. Wrócił wcześniej do domu, niż wskazywał na to grafik. Był załamany, ale potem obrócił to w coś dobrego, bo zdobył czas na naukę obrony i poprawki licencjatu. Zgodziłam się z tym. Lepiej niech skupi się na edukacji, a praca nie zając - nie ucieknie, powtarzałam. Niedługo minie rok jak tu jestem. Stała praca okazała się zającem nie do prześcignięcia. Minął miesiąc… dwa… poświęcił minimum poszukiwaniom. Ale w końcu praca wpadła sama, zobaczył reklamę na fb o taksówkach. Teraz pracuje na umowę zlecenie 2-3 dni w tygodniu od grudnia. W czasie świąt oczywiście robił sobie więcej wolnego niż statystyczny Polak. Ostatnio zachorował, poświęcał dużo uwagi na zgłoszenia filmiku na YT, konkursowego, znalazł pracę w Grecji za 1000 euro, ale zrezygnował. Mówił, że ze względu na mnie - poniekąd mu wierzę, ale z drugiej strony czy to nie za małe zarobki, byśmy wspólnie opłacali mieszkanie w PL (w którym bym została), jego zakwaterowanie i studia, nawet z moją małą podwyżką, która w tym miesiącu dostałam? To byłaby jego szansa… owszem… ale ja nie znam języka, uczę się, ale zajmie mi to długo. Nie umiem się na niczym skupić. Wszystko mnie męczy i trapi ostatnimi czasy. Chciałabym więcej stabilizacji, jest krucho z pieniędzmi… a on się dziwi, że moja wypłata tak szybko niknie… wiara w niego zaczyna ze mnie ulatywać, bo do tego wszystkiego dochodzą kłótnie. Czasem nie słucha co do niego mówię, gdy w czymś się nie zgadzamy… a potem spłyca problem i zarzuca mi coś, co nie jest prawdą. Zdenerwowana krzyczę, potem on krzyczy, a gdy uspokajam się, chcę pogadać, on jest obrażony. Czuję się bardzo samotna w tym związku od jakiegoś czasu. Irracjonalne sytuacje mnie męczą, np. przez brak pieniędzy dziś, gdy szukał pracy, zasugerowałam mu, żeby wysłał CV tam, gdzie go przyjmą, a nie tam gdzie chce, skoro nie ma odezwu. Myślałam, że tego nie robi, bo już tyle czekam na to, by było stabilniej finansowo… Powiedział, że „jak śmiem się odzywać, będzie robił co chce i mam nic nie mówić”. Bardzo mnie bolą takie reakcje. Ostatnio zestresowałam się, że zachorował i że też zachoruję, więc powiedziałam, żeby chusteczki wrzucał do kosza, bo to na pewno pomoże nie rozprzestrzenianiu się zarazków. Potem dodałam, że może jestem nerwowa, ale naprawdę się stresuje chorobowym i wszystkim. Zaczął krzyczeć, że robię mu wojnę o chusteczkę. Znów spłycił to, co chciałam przekazać. Czuję się już głupia. Wiem, czasem przesadzam, pracuję nad sobą, ale czy w takich momentach to problem we mnie czy w nim? Nie wiem co robić.
Obawiam się o życie dziewczyny. Ma depresję i myśli samobójcze, widzę, jak jest jej ciężko. Boję się, że już nie wytrzyma.
Moja dziewczyna coraz głębiej popada w depresje. Co jakiś czas mówi o tym, że myśli o samobójstwie i że nie ma innej opcji. Próbowałem ją przekonać do psychologa szkolnego lub numeru zaufania dziecka, ale nie skutecznie. Nie mam pojęcia co robić, a czuję, że jej życie jest zagrożone. Nie chce, żebym powiadomił rodziców. Powiedziała, że gdyby się dowiedzieli, urwałaby ze mną kontakt, a wiele razy mówiła, że gdyby nie ja to już by nie żyła. Co robić?
Mama nie chce żyć, a ja nie potrafię się z tym pogodzić. Jak ją wspierać?

Moja mama 61 lat. Kobieta alkoholiczka z depresją. Uparta, nigdy nie chciała chodzić do lekarza. A gdy już poszła ukrywała prawdę. Nie chodziła na zlecone badania i usg. Aktualnie w szpitalu. Trzęsie się jej całe ciało. Kiedyś tylko ręce. Gdy chodzi to upada. Zanikają jej mięśnie. Tak alkohol wyniszczył jej organizm. Stwierdzili chorobę polineuropatia. Narządy wewnętrzne masakra. Najgorzej wątroba. Ma żółtaczkę. Nie trzyma kału. Ona nie chce żyć. W szpitalu podają jej silne leki. Po nich wygląda jakby była nieobecna, wyciszona. Patrzy tylko w okno. Nie rozmawia. Patrząc w okno płacze. Nie chce naszej pomocy. Powiedziała, że pie**oli ją to życie. Lekarze mówią że, jedną nogą jest w grobie. 

Nie wiemy jak z nią rozmawiać. A mnie serce boli, że jest tak nieszczęśliwa, że nie chce żyć. Jak ją wspierać? Zachęcić by walczyła o siebie? Ma małe wnuczki, zawsze powtarzała, że żyje dla wnuczków. A teraz nawet i to ją nie cieszy. Lekarze mówią, że po wyjściu ze szpitala, żeby oddać ją na zamknięty odwyk. Ona nigdy się na to nie zgodzi. Jest zła, że o nią walczymy. Nie radzę sobie z tym. Jestem załamana. Ona chce poprostu umrzeć, a ja nie potrafię się z tym pogodzić.

Nie czuję, że żyję, ciężko mi się funkcjonuje. Spędzam dni na telefonie, odczuwam ból w całym ciele i psychice. Nie wiem już co robić.
Witam. Nie wiem co robić. Od kilku lat moje życie to jedna wielka katastrofa. W zasadzie można powiedzieć, że wegetuję.. mój każdy dzień wygląda tak, że budzę się między 11-12, idę zjeść śniadanie i resztę dnia spędzam na telefonie, z dala od rzeczywistości i tak do 2-3 w nocy. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi w rzeczywistości. Mieszkam z bliskimi pod jednym dachem, ale jak tylko się do mnie odezwą, to od razu jestem nerwowa. Nie mam żadnych perspektyw, nie widzę swojej przyszłości, nie mam żadnych celów w życiu. Nie mam ubezpieczenia dla bezrobotnych co też powoduje, że nie mam pracy, pieniędzy na psychologa. Nie mogę chodzić. Każdy jeden krok sprawia mi ból psychiczny i fizyczny spowodowany moją nadmierną otyłością. Nie wiem co robić.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.