Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z przemocą i emocjonalnym dystansem w burzliwym związku?

Dzień dobry. Szczerze nawet nie wiem jak zacząć, bo czuję wstyd, niepewność i żal. Od 3 lat jestem w dość burzliwym związku z osobą niedostępną emocjonalnie. Sama choruję na liczne choroby psychiczne i zaburzenia. Jestem po wielu traumach i zaniedbaniach. Partner również nie miał kolorowego choćby dzieciństwa. Przeżył samobójstwo ojca uzależnionego od alkoholu. Na początku między nami była ogromna chemia, zaangażowanie, poważne deklaracje. Było dużo bliskości i namiętności. Pierwszy poważny kryzys nastąpił kiedy przyszła do mnie bardzo głęboka depresja. Mimo informacji o moich trudnościach i najgorszych stanach wymagających szpitali, elektrowstrząsów i lat walki o życie, partner przeżył rozczarowanie i zwątpienie w przyszłość relacji. Kiedy byłam w szpitalu zaczął się oddalać. Niestety wyczuwam wszystkie najdrobniejsze zmiany. Ton głosu, brak szczerości. Mimo ukrytych wątpliwości zamieszkał ze mną. Rozczarował się i zaczęła się przemoc. Najpierw psychiczna wraz z odpychaniem mojej osoby. Złością na mnie i krytykowaniem mnie za to, że nie potrafiłam na ten moment podołać obowiązkom a moje ciało zaczęło się zmieniać przez zajadanie emocji. Robiłam wszystko by się zmienić, ale moje próby upadały tak samo jak moje poczucie własnej wartości. Stałam się w pewnym momencie całkowicie zależna. Z czasem zaczęłam też przejmować odcinanie się emocjonalne. Niestety potem doszła przemoc fizyczna. Ja to rozpoczęłam. Kiedy błagałam by przestał mnie ranić mówiąc okropne rzeczy, on kontynuował a ja bez kontroli nad sobą wymierzyłam cios. Potem on zaczął mnie bić. Awantury były ogromne i prawie za każdym razem oberwałam. Czasami lekki wstrząs mózgu, czasami siniak pod okiem. Postanowiliśmy zawalczyć. Zmiana otoczenia, praca nad naszymi impulsami. Zaczęliśmy się dobrze dogadywać. Jednak bliskość fizyczna nie wraca. On nie widzi we mnie kobiety. Bardzo pragnę odrobiny namiętności i zaangażowania. Ciągle zadręczam się. On utrzymuje, że kocha mnie i nie chce odejść. Nie wiem co zrobić.
User Forum

Mary

mniej niż godzinę temu
Magdalena Pardo

Magdalena Pardo

Dzień dobry Mary, 

dziękuję, że napisałaś tak szczerze co Cię spotkało i czego doświadczasz. Widać, że od długiego czasu próbujesz walczyć o relację, jednocześnie zmagając się z własnym cierpieniem psychicznym. W Twoich słowach jest dużo bólu, wstydu, ale też ogromna potrzeba bliskości i bycia kochaną. :( To są bardzo ludzkie potrzeby.

 

Mary, najpierw chcę powiedzieć coś bardzo ważnego. To, co opisujesz między Wami, jest przemocą w związku. Dotyczy to zarówno przemocy psychicznej, jak i fizycznej. Nawet jeśli zdarzało się, że Ty też reagowałaś agresją w sytuacji napięcia, to fakt, że dochodziło do bicia, wstrząsu mózgu czy siniaków, jest poważnym sygnałem, że ta relacja jest dla Was obojga bardzo niebezpieczna emocjonalnie i fizycznie. W takich relacjach często pojawia się znany cykl przemocy: napięcie, wybuch, poczucie winy, obietnice poprawy, chwilowa poprawa… a potem znowu napięcie.... To może sprawiać, że człowiek bardzo chce wierzyć, że „teraz już będzie dobrze”. I rozumiem Cię, że też chcesz w to uwierzyć. 

Z Twojej historii widać też, że oboje niesiecie bardzo trudne doświadczenia z przeszłości. Ty piszesz o traumach, chorobach psychicznych, hospitalizacjach i bardzo ciężkich epizodach depresji. Twój partner przeżył samobójstwo ojca i wychowywał się w cieniu uzależnienia. Takie historie często zostawiają głębokie rany w sposobie budowania relacji, zaufania i radzenia sobie z emocjami. Czasem dwie bardzo zranione osoby bardzo się do siebie przyciągają, bo na początku pojawia się ogromna intensywność i poczucie zrozumienia. Jednak później te same rany mogą powodować dużo bólu i konfliktów.

To, że bardzo pragniesz bliskości, namiętności i poczucia, że jesteś dla niego kobietą, jest całkowicie zrozumiałe. Brak czułości i fizycznej bliskości w związku potrafi bardzo ranić i podkopywać poczucie własnej wartości. Kiedy dodatkowo pojawiały się krytyka, odpychanie i komentarze o Twoim ciele, mogło to jeszcze bardziej pogłębić poczucie, że nie jesteś wystarczająca. A to potrafi bardzo niszczyć psychicznie...

Ważne jest, żebyś spojrzała na jedną rzecz bardzo uczciwie wobec siebie: sama miłość lub deklaracja „kocham cię i nie chcę odejść” nie wystarcza, żeby związek był zdrowy i bezpieczny. Relacja powinna dawać poczucie bezpieczeństwa, szacunku i możliwości bycia sobą. Jeśli pojawiała się przemoc fizyczna i głębokie rany psychiczne, to znaczy, że Wasza relacja potrzebowałaby bardzo poważnej, profesjonalnej pomocy, a czasem niestety bywa tak, że dwie osoby nie są w stanie razem stworzyć bezpiecznej relacji, mimo że coś do siebie czują.

 

Czy masz teraz obok siebie jakiekolwiek wsparcie w postaci terapeuty, psychiatry, kogoś z rodziny albo przyjaciół? Przy tak trudnej historii bardzo ważne jest, żebyś nie była z tym sama. Szczególnie jeśli w Twoim życiu już wcześniej pojawiały się ciężkie epizody depresji i hospitalizacje.

To, że chorujesz, masz trudności psychiczne albo przechodzisz kryzysy, nie oznacza, że zasługujesz na odrzucenie, poniżanie czy przemoc. Choroba nie odbiera Ci prawa do szacunku i czułości.

Twoja historia pokazuje ogromną walkę o życie i o relację. Jednocześnie mam wrażenie, że bardzo dużo odpowiedzialności za wszystko bierzesz na siebie. Za emocje swojego partnera za konflikty, za zmianę swojego ciała, za to czy on czuje pociąg. To bardzo duży ciężar, którego jedna osoba nie powinna dźwigać sama. :(

 

Wysyłam Ci mnóstwo siły Mary,

Magdalena Pardo

psycholożka

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Maria Sobol

Maria Sobol

Pani Mary,

z Pani opisu widać bardzo dużo zaangażowania, nadziei i walki o relację, ale też ogrom bólu, napięcia i przekraczania granic. Warto to nazwać jasno — tam, gdzie pojawia się przemoc psychiczna i fizyczna, relacja przestaje być miejscem bezpieczeństwa. A bez poczucia bezpieczeństwa trudno o prawdziwą bliskość, czułość czy namiętność.

Osoby po trudnych doświadczeniach często wchodzą w bardzo intensywne związki, w których jest dużo chemii i poczucia „uratowania się nawzajem”. Jednocześnie uruchamiają się stare rany: lęk przed odrzuceniem, silna potrzeba bycia ważną, nadwrażliwość na oddalenie drugiej osoby. Gdy obie strony niosą własne nierozwiązane doświadczenia, relacja zaczyna stopniowo opierać się bardziej na regulowaniu bólu niż na budowaniu partnerstwa.

Brak bliskości fizycznej nie jest przypadkowy. Ciało reaguje na poczucie zagrożenia — kiedy pojawił się strach, upokorzenie czy agresja, naturalną reakcją jest wycofanie. To nie kwestia atrakcyjności ani uczuć, lecz bezpieczeństwa emocjonalnego.

Bardzo porusza to, jak wiele wysiłku wkłada Pani w zmianę siebie, żeby relacja mogła przetrwać. Jednocześnie warto pamiętać, że miłość nie powinna wymagać rezygnacji z własnej godności ani znoszenia cierpienia. Związek nie powinien być miejscem, w którym trzeba zasługiwać na ciepło lub bać się kolejnego zranienia.

W podejściu integracyjnym patrzymy na takie sytuacje szeroko — na wzorce przywiązania, granice, sposób radzenia sobie z emocjami i wpływ dawnych traum na obecne wybory. Często dopiero odzyskanie kontaktu ze sobą pozwala zobaczyć, czy relacja może stać się zdrowa, czy raczej podtrzymuje wzajemne rany.

Wstyd, żal i zagubienie, które Pani opisuje, są bardzo ludzką reakcją. Nierzadko właśnie w takim momencie zaczyna się coś ważnego — powolne wracanie do pytania nie tylko „jak uratować związek”, ale też „jak zadbać o siebie i swoje życie”.

 

Z wyrazami szacunku,

Maria Sobol

psychoterapeutka integracyjna

2 miesiące temu
Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Droga Pani,

 

z tego co czytam, wyłania się bardzo trudna i złożona sytuacja, w której splatają się doświadczenia z przeszłości, problemy natury psychicznej, silne emocje oraz wzorzec relacji, który z czasem stał się dla obojga z Państwa bardzo obciążający. Już sam fakt, że potrafi Pani tak szczerze opisać swoją sytuację, mimo wstydu i niepewności, pokazuje dużą gotowość do refleksji nad tym, co się dzieje w Pani życiu i w tej relacji.

W Pani historii widać dwie osoby, które niosą ze sobą trudne doświadczenia z wcześniejszych lat. Takie doświadczenia często wpływają na sposób budowania bliskości, reagowania na stres czy radzenia sobie z silnymi emocjami. Kiedy pojawia się choroba, kryzys psychiczny albo duże obciążenie życiowe, te wcześniejsze rany mogą się bardzo uaktywniać. To czasami sprawia, że zamiast wsparcia pojawia się wycofanie, złość albo bezradność, ponieważ druga osoba nie ma zasobów, by poradzić sobie z tak trudną sytuacją.

Jednocześnie w Pani opisie pojawia się bardzo ważny i niepokojący element, czyli przemoc w relacji. Wspomina Pani zarówno o przemocy psychicznej, jak i fizycznej. Opisuje Pani moment, w którym sama uderzyła partnera w sytuacji silnego napięcia i poczucia zranienia, a następnie przemoc zaczęła pojawiać się także z jego strony. Tego typu dynamika często prowadzi do eskalacji konfliktów, w których obie osoby są coraz bardziej zranione, a jednocześnie coraz trudniej im się zatrzymać. Przemoc – niezależnie od tego, kto ją rozpoczął – jest sygnałem, że relacja weszła w bardzo niebezpieczny wzorzec funkcjonowania. W zdrowej relacji bezpieczeństwo fizyczne i emocjonalne jest podstawą, bez której trudno budować bliskość.

To, że podjęli Państwo próbę zmiany, zmienili otoczenie i starali się pracować nad impulsami, pokazuje, że oboje widzieli Państwo wartość w tej relacji i chcieli spróbować coś naprawić. Czasami jednak poprawa codziennego funkcjonowania czy zmniejszenie liczby konfliktów nie oznacza jeszcze, że odbudowała się bliskość emocjonalna i seksualna. Pani opisuje, że bardzo potrzebuje czułości, namiętności i poczucia bycia widzianą jako kobieta, natomiast partner wydaje się w tym obszarze wycofany. To może powodować u Pani silne poczucie odrzucenia i jeszcze bardziej osłabiać Pani poczucie własnej wartości, które – jak Pani pisze – już wcześniej było mocno nadwyrężone.

Warto też zauważyć, że w Pani słowach pojawia się duże obciążenie odpowiedzialnością za relację. Pisze Pani o próbach zmiany siebie, o poczuciu winy, o tym, że bardzo starała się Pani spełnić oczekiwania partnera. Czasami w relacjach, w których jedna osoba zmaga się z chorobą psychiczną lub niskim poczuciem własnej wartości, może pojawiać się silna zależność emocjonalna. W takiej sytuacji potrzeba utrzymania związku bywa tak duża, że trudniej zobaczyć, czy ta relacja rzeczywiście jest bezpieczna i wspierająca.

Pani wątpliwość dotycząca tego, co zrobić dalej, jest bardzo zrozumiała. Z jednej strony słyszy Pani od partnera deklaracje miłości i chęci pozostania w związku. Z drugiej strony doświadcza Pani braku bliskości, wcześniejszej przemocy i wielu sytuacji, które bardzo Panią raniły. W takich okolicznościach wiele osób czuje się zagubionych, ponieważ emocjonalna więź nadal istnieje, ale jednocześnie relacja przynosi dużo cierpienia.

W tego typu sytuacjach często bardzo pomocne bywa przyjrzenie się temu wszystkiemu w bezpiecznej przestrzeni terapeutycznej. Jeżeli ma Pani kontakt z psychiatrą lub psychoterapeutą w związku z leczeniem depresji i wcześniejszymi hospitalizacjami, rozmowa o tej relacji może być ważnym elementem dalszej pracy. Specjalista może pomóc Pani lepiej zrozumieć dynamikę tego związku, Pani potrzeby oraz granice, które są potrzebne, aby chronić Pani bezpieczeństwo emocjonalne i fizyczne. Czasami rozważa się też terapię par, ale zwykle dopiero wtedy, gdy w relacji nie występuje przemoc fizyczna i obie osoby są gotowe wziąć odpowiedzialność za swoje zachowania.

Najważniejsze jest to, że Pani doświadczenia, emocje i potrzeby są realne i zasługują na poważne potraktowanie. Poczucie wstydu często sprawia, że ludzie długo pozostają z takimi historiami sami, jednak mówienie o nich bywa pierwszym krokiem do odzyskiwania wpływu na własne życie. To, że zadaje Pani sobie pytanie o dalszą drogę, może być sygnałem, że zaczyna Pani szukać rozwiązania, które będzie dla Pani zdrowsze i bezpieczniejsze.

 

Dużo dobrego!

Patrycja Wójcik

2 miesiące temu
Marek Król

Marek Król

Dzień dobry. To, co opisujesz, brzmi jak bardzo dużo bólu, zmęczenia i samotności w relacji, w której miało być blisko, a z czasem pojawiło się coraz więcej ran. Nic dziwnego, że czujesz wstyd, żal i ogromne zagubienie.

Z Twojej wiadomości najmocniej wybrzmiewają dwa pragnienia: żeby być kochaną i widzianą jako kobieta, i żeby w tej relacji było wreszcie bezpiecznie. Kiedy pojawia się przemoc, psychiczna i fizyczna, bliskość zwykle bardzo się oddala — nawet jeśli z obu stron nadal są uczucia.

 

Może warto zatrzymać się przy kilku pytaniach:

Gdyby za jakiś czas było choć odrobinę lepiej, po czym byś to poznała w zwykłym dniu?

Co musiałoby się pojawić, żebyś poczuła więcej bezpieczeństwa, a nie tylko mniej lęku?

Jak wyglądałaby dla Ciebie relacja „wystarczająco dobra”, nie idealna, ale taka, w której nie musisz ciągle walczyć o okruchy bliskości?

 

Z Twojego opisu da się też zauważyć coś ważnego: mimo całego chaosu bardzo dobrze czujesz, kiedy coś się między Wami zmienia i czego Ci brakuje. To może być ważny kompas. Czasem właśnie to, co najbardziej boli, pokazuje też najwyraźniej, czego człowiek naprawdę potrzebuje.

2 miesiące temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

W relacjach, w których obie osoby mają za sobą trudne doświadczenia i duże zranienia, często uruchamiają się bardzo silne reakcje emocjonalne, impulsy i lęk przed odrzuceniem. To może prowadzić do eskalacji konfliktów, wzajemnego ranienia i utraty poczucia bezpieczeństwa. W takiej sytuacji najważniejsze jest zatrzymanie cyklu przemocy i zadbanie o bezpieczeństwo - zarówno fizyczne, jak i emocjonalne.

Bardzo zależy Pani na bliskości, akceptacji i odzyskaniu poczucia wartości. Jednak próby „naprawiania siebie”, aby zasłużyć na miłość lub odzyskać zainteresowanie partnera, często jeszcze bardziej pogłębiają poczucie zależności i cierpienia. Relacja powinna opierać się na wzajemnym szacunku i poczuciu bezpieczeństwa, a nie na strachu, krytyce czy przemocy.

W tak złożonej sytuacji bardzo pomocne może być indywidualne wsparcie terapeutyczne, w którym będzie przestrzeń, aby spokojnie przyjrzeć się temu, co Pani przeżywa, jak ta relacja wpływa na Pani zdrowie psychiczne oraz jakie granice są potrzebne, aby chronić siebie. Jeśli pojawia się przemoc fizyczna, warto również rozważyć kontakt z lokalnymi instytucjami wsparcia dla osób doświadczających przemocy - tam można otrzymać pomoc i informacje o możliwych formach ochrony.

Pozdrawiam i życzę powodzenia
Karolina Grabka

2 miesiące temu
Adam Bogdański

Adam Bogdański

Dzień dobry,
to co Pani opisuje brzmi jak trudna i bolesna relacja, w której splatają się doświadczenia wcześniejszych traum, silnej potrzeby bliskości i jednocześnie dużo zranień. 
W takich sytuacjach często uruchamia się mechanizm wzajemnego ranienia, czyli gdy obie osoby niosą w sobie dużo bólu i lęku przed opuszczeniem, napięcie może przeradzać się w przemoc, a ta natomiast z czasem niszczy poczucie bezpieczeństwa.

Ważne jest teraz zatrzymanie przemocy i zadbanie o pani bezpieczeństwo oraz wsparcie także poza tą relacją (terapia, pomoc specjalistów, ewentualnie wsparcie instytucji pomocowych). Warto też łagodnie, ale uczciwie przyjrzeć się temu, czy ta relacja w obecnej formie daje pani możliwość zdrowienia, czy raczej podtrzymuje stare rany i poczucie zależności.

 

Wszystkiego dobrego,
Adam Bogdański Nowy Świat CPiP

2 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Pani,

 

z tego, co Pani opisuje, w relacji pojawiła się przemoc fizyczna i psychiczna a to zawsze jest bardzo poważny sygnał alarmowy: niezależnie od tego, kto ją rozpoczął. Taka dynamika zwykle bardzo rani obie osoby i z czasem pogłębia poczucie zależności oraz utraty własnej wartości. Najważniejsze teraz jest Pani bezpieczeństwo i wsparcie. W takiej sytuacji naprawdę warto porozmawiać z terapeutą lub specjalistą od zjawiska przemocy w relacjach, aby spokojnie przyjrzeć się tej relacji i temu, czego Pani potrzebuje, by odzyskać poczucie stabilności i szacunku dla siebie. Z Pani treści też czuję, że wciąż jest w Pani dużo tęsknoty za bliskością i miłością, jest bardzo ludzkie. Jednocześnie relacja, w której pojawia się przemoc, wymaga bardzo poważnej refleksji i często zewnętrznej pomocy, żeby nie krzywdzić się dalej. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

2 miesiące temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Czy związek po rozstaniu ma szanse na odbudowę? Wyzwania po rozwodzie i terapia
cześć Żona odeszła, złożyła pozew o rozwód. Jesteśmy 3 lata po ślubie, znamy się 4 lata. Ja lat 49, ona 40. Po 4 dniach od poznania w sieci, zamieszkaliśmy razem i zostaliśmy parą. Po pół roku wzięliśmy ślub. Uratowaliśmy się po złych i traumatycznych związkach. Mamy dzieci z poprzednich małżeństw, ale nie mieszkały z nami. Zawsze było dużo miłości i chemii. Ale przez ostatni rok przygniecionych nieporozumieniami. Moje ADHD i lękowy styl przywiązania ( mam to w papierach:) spowodował, że zamęczyłem żonę. Na początku zazdrością, potem czytaniem jej w myślach, i ogromnym strachem przed porzuceniem. Wiele nieporozumień wynikało z mojej tendencji do: szybkości, dopowiadania, przerywania. Im ja byłem szybszy, tym żona wpadała w większy smutek i ciszę. Reagowała milczeniem. Im ja bardziej chciałem pogadać, tym ona bardziej potrzebowała milczeć. Ale ciche dni powoli mijały. I wtedy zastępowała je tęsknota, sex , bliskość. Do kolejnego nieporozumienia. Kiedy ja przerwałem jej wypowiedź, ona momentalnie milkła. Doszło do tego, że ja widziałem, że cos jest nie tak, ale nic nie mogłem się o tym dowiedzieć. Moja frustracja rosła. W grudniu 2 razy wybuchłem. Żałuje tych słów: żeby się zastanowiła, że ja daje wszystko, ale niczego nie dostaję, i czy ona jest ze mną z wygody? Pod koniec grudnia wyjechałem za granicę. Kiedy wróciłem, okazało się, że się wyprowadziła i złożyła pozew o rozwód. I wiem, bo widziałem, że była na skraju wyczerpania, że ta decyzja a potem samodzielna przeprowadzka do wynajętego mieszkania dużo ją kosztowały. Ale dowiedziałem się w toku terapii ( którą zacząłem), że jej milczenie w odpowiedzi na mój podniesiony głos wynikało z traumy domu rodzinnego. Domu na Śląsku, matka toksyczna, a wszyscy głośni i przerywający. Że jej milczenie to też schemat w odpowiedzi na poprzedni toksyczny związek, w którym płakała, krzyczała i kłóciła się na głos. Wtedy to nie pomogło, więc teraz mózg przyjął inną strategię. Coś jak- "te perfumy lubię, ale on takie miał, wiec nie chcę , żebyś tak pachniał" I wiem teraz, że oboje wkroczyliśmy w związek z plecakiem kamieni, i nie wiedząc jak się ich pozbyć, rzucaliśmy je w siebie nawzajem. Bardzo ją kocham. Jest moim ideałem, bo wiem, że tylko ona potrafi dać mi to poczucie spokoju i zaufania, którego potrzebuję. Jest mądra, piękna i dobra. Bo mogłem jej ufać, ale o tym wtedy nie wiedziałem. Przez 3 tygodnie po jej wyprowadzce mięliśmy kontakt. Pytała jak się czuję, czy wszystko ok, a że ja odpuściłem proszenie i błaganie, zagryzłem zęby i trzymałem się w ryzach, pojawiło się nawet jej niedowierzanie, że tak bezboleśnie ( pozornie) poszło. Ale wtedy poszła na swoja terapię- wiem to z kalendarza. I po niej zmieniła ton o 180st. Pojawiło się- "życzę ci szczęścia, pracuj nad sobą, bo żadna kobieta takiego cię nie zechce, trzymam za ciebie kciuki" Było to dziwne, bo to nie była ona. Odniosłem wrażenie, że to logistyczne decyzje po terapii. Odetnij się! Tylko nie wiem, czy ona miała wątpliwości, czy nie chciała dawać mi nadziei. No i nastała cisza. Dla mnie jest druzgocąca. Bo pamiętam piękne chwile, sex, bliskość- ja zawsze byłem , fizycznie- karmiłem , zawoziłem, czekałem, spałem w aucie pod szpitalem, kiedy ona miała operację. Ale ona nie chciała tylko tego. Chciała poczuć się słuchana, a ja słuchać nie potrafiłem. A że milczała, nierzadko nie wiedziałem co robię źle. Podjąłem terapię, nie piszę do niej, myślę, studiuje, znam już swoje błędy, a nasz związek przeanalizowałem z wzdłuż i w szerz. Jestem dobrym obserwatorem. I co mi pozostało? Serce rozdziera się na każdym kroku- wspólny sklep, ta ulica, ta knajpa, pusty dom ( a z nią był bardzo kolorowy) Co mi pozostało? Czekać? Liczyć, że napisze? Że zatęskni? Dzisiaj przyszedł pozew- rozwód za niecałe 3 miesiące. Co przyniosą te trzy miesiące? Czy mam próbować się do niej odzywać? Czy uszanować jej decyzję? Bo ona wie, co ja do niej czuje, a ja wiem, że w chwilach, kiedy nieporozumienia nie przykrywały rzeczywistości była bliskość i tęsknota. Jak jest teraz- nie wiem. Przed jej wizyta u terapeutyki zdawało mi się, że jest nadal. Było ciepło. Ale potem usłyszałem, że musiało mi się wydawać. Czy osoby z elementami unikowego stylu przywiązania czują tęsknotę? Jak myślicie? Gdzie teraz jestem??? PS. już po rozstaniu napisała, że "już się wypłakała i wykrzyczała do mnie w swojej głowie. A ja dałbym wszystko, żeby krzyczała i płakała do mnie. Dałbym wszystko, bo w mojej głowie wiedzieć- to mieć pod kontrolą. Domyślać się to zginąć....
Dzień dobry, mam 32 lata, partner 33.
Dzień dobry, mam 32 lata, partner 33. Wkrótce zamieszkam z partnerem (jesteśmy razem ponad dwa lata), który nie chce spać w jednym pomieszczeniu, nie mówiąc już o jednym łóżku. Nie ma ku temu jasnego powodu, ponieważ nie chrapię, śpię bardzo spokojnie. Nie potrzebuję przytulać się w nocy, preferuję osobne spanie tzn. z własną kołdrą i bez przytulania. Ważne jest jednak dla mnie spanie razem, w jednym łóżku. Ma to na mnie pozytywny wpływ, zasypiam bez problemu i wydaje mi się, że jestem bardziej zrelaksowana. Spanie z parterem jest dla mnie czymś naturalnym i oczywistym. Dziwne jest dla mnie podejście partnera. Mówi, że sen jest dla niego najważniejszy w życiu i woli spać sam. Od lat przyzwyczajony jest do spania samemu, choć nie do końca, ponieważ śpi z psem. Ten fakt bardziej powoduje u mnie poczucie odrzucenia, ponieważ wiem, że woli spać z psem i przytulić się do niego. Partner deklaruje, ze będzie starał się spać razem, ale wiem, że to tylko słowa, nie podejmuje sam takich prób. Oprócz tego otwarcie mówi, że nie lubi się przytulać do ludzi, również do mnie. Nie czuje takiej potrzeby. Przytula natomiast ciągle swojego psa. To również jest dla mnie bolesne, ale staram się zrozumieć, chyba nie każdy musi lubić przytulanie z ludźmi... Jest to dla mnie trudne, ponieważ sama jestem osobą czułą i bliskość jest dla mnie ważną. Partner nie wyznaje również żadnych uczuć, nie używa słowa: kocham Cię, mówi tak tylko do swojego psa. Uważa, że wobec ludzi słowo "kocham" dla niego nic nie znaczy i nigdy go nie używał. Partner nie jest więc dla mnie czuły, nie czuje potrzeby przytulania, uczucia kieruje do swojego psa, ale podkreśla, że chce być ze mną i jestem dla niego ważną oraz tłumaczy się, że nigdy nie wyznawał miłości ludziom i nigdy nie przytulał się do ludzi, nie był przytulany przez innych. Wspominam o tym, żeby móc lepiej nakreślić sytuacje i opisać zachowanie partnera. Czy powinnam zrozumieć postawę partnera i znaleźć kompromis? Byłabym wdzięczna za sugestie. Pozdrawiam serdecznie
Jak radzić sobie z brakiem akceptacji od rodziców i niską samooceną?

Czasem jest mi tak bardzo smutno. Czuje się niedowartościowana. Wiem, że mam męża i że dla niego jestem piękna i że on mnie akceptuje. Jednak czasem mam tak, że nie akceptuje siebie. Ranię się słowami, że jestem beznadziejna. Bezwartościowa... Moi rodzice nigdy nie powiedzieli, że mnie kochają...Że mnie akceptują. Nigdy nie usłyszałam od taty, że jestem piękna, ani od mamy żadnych motywujących słów. Owszem byli na mojej obronie pracy licencjackiej... Owszem pomagali nam przed ślubem...Owszem przeprosili nas mnie i dwie siostry przed ślubem za to wszystko, co było źle... No ale co z tego? Skoro nic w tej relacji się nie zmieniło. Ja do dzisiaj pamiętam jak mama kazała mi i mojej siostrze spakować się w torby reklamówki z biedronki i usiąść na ławce przed domem, by przemyśleć swoje zachowanie... Nie mam w rodzicach wsparcia. Moje mama nie jest moją przyjaciółką...Owszem szanuje ich, bo dali mi życie...ale co z tego ?

Zostawiła mnie dla innego, od roku nie potrafię przestać o niej myśleć
Zostawiła mnie dla innego, od roku nie potrafię przestać o niej myśleć. Powiedziała że jestem toksyczny, bywają sytuacje i myśli samobójcze, nie mam pojęcia co robić.
Jak poradzić sobie z bezradnością i złością na wieść o ciężkiej chorobie bliskiego?

Dzień dobry. Piszę z bardzo ciężką dla mnie sprawą. Dwa tygodnie temu dowiedzieliśmy się, że mój 67-letni dziadek jest ciężko chory i czeka go leczenie paliatywne - ma raka płuc z przerzutami do głowy i na nadnercza. Dziadek przez 52 lata ciężko pracował, nie pozwalał sobie na urlopy i bezrobocie. Mimo emerytury nadal chodził do pracy, bo jak to mówił "nie da się zamknąć w domu'. Tydzień temu oficjalnie miał rozpocząć emeryturę. Jednak nasze życie przewróciło się do góry nogami. Czuję ogromną złość, że dziadkowi nie jest dane cieszyć się wolnym czasem, przejażdżkami autem z babcią, jeżdżenia i odwiedzania rodziny jak to zawsze lubią, pracy w ogrodzie, wyjazdów na ryby... Jestem taka zła! Czuję taką bezradność. Chciałabym, żeby nacieszył się wolnym, rodziną... Dziadek wciąż jest młody i nie mogę sobie poradzić z tą bezradnością :(

toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.