Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z przemocą i emocjonalnym dystansem w burzliwym związku?

Dzień dobry. Szczerze nawet nie wiem jak zacząć, bo czuję wstyd, niepewność i żal. Od 3 lat jestem w dość burzliwym związku z osobą niedostępną emocjonalnie. Sama choruję na liczne choroby psychiczne i zaburzenia. Jestem po wielu traumach i zaniedbaniach. Partner również nie miał kolorowego choćby dzieciństwa. Przeżył samobójstwo ojca uzależnionego od alkoholu. Na początku między nami była ogromna chemia, zaangażowanie, poważne deklaracje. Było dużo bliskości i namiętności. Pierwszy poważny kryzys nastąpił kiedy przyszła do mnie bardzo głęboka depresja. Mimo informacji o moich trudnościach i najgorszych stanach wymagających szpitali, elektrowstrząsów i lat walki o życie, partner przeżył rozczarowanie i zwątpienie w przyszłość relacji. Kiedy byłam w szpitalu zaczął się oddalać. Niestety wyczuwam wszystkie najdrobniejsze zmiany. Ton głosu, brak szczerości. Mimo ukrytych wątpliwości zamieszkał ze mną. Rozczarował się i zaczęła się przemoc. Najpierw psychiczna wraz z odpychaniem mojej osoby. Złością na mnie i krytykowaniem mnie za to, że nie potrafiłam na ten moment podołać obowiązkom a moje ciało zaczęło się zmieniać przez zajadanie emocji. Robiłam wszystko by się zmienić, ale moje próby upadały tak samo jak moje poczucie własnej wartości. Stałam się w pewnym momencie całkowicie zależna. Z czasem zaczęłam też przejmować odcinanie się emocjonalne. Niestety potem doszła przemoc fizyczna. Ja to rozpoczęłam. Kiedy błagałam by przestał mnie ranić mówiąc okropne rzeczy, on kontynuował a ja bez kontroli nad sobą wymierzyłam cios. Potem on zaczął mnie bić. Awantury były ogromne i prawie za każdym razem oberwałam. Czasami lekki wstrząs mózgu, czasami siniak pod okiem. Postanowiliśmy zawalczyć. Zmiana otoczenia, praca nad naszymi impulsami. Zaczęliśmy się dobrze dogadywać. Jednak bliskość fizyczna nie wraca. On nie widzi we mnie kobiety. Bardzo pragnę odrobiny namiętności i zaangażowania. Ciągle zadręczam się. On utrzymuje, że kocha mnie i nie chce odejść. Nie wiem co zrobić.
Magdalena Pardo

Magdalena Pardo

Dzień dobry Mary, 

dziękuję, że napisałaś tak szczerze co Cię spotkało i czego doświadczasz. Widać, że od długiego czasu próbujesz walczyć o relację, jednocześnie zmagając się z własnym cierpieniem psychicznym. W Twoich słowach jest dużo bólu, wstydu, ale też ogromna potrzeba bliskości i bycia kochaną. :( To są bardzo ludzkie potrzeby.

 

Mary, najpierw chcę powiedzieć coś bardzo ważnego. To, co opisujesz między Wami, jest przemocą w związku. Dotyczy to zarówno przemocy psychicznej, jak i fizycznej. Nawet jeśli zdarzało się, że Ty też reagowałaś agresją w sytuacji napięcia, to fakt, że dochodziło do bicia, wstrząsu mózgu czy siniaków, jest poważnym sygnałem, że ta relacja jest dla Was obojga bardzo niebezpieczna emocjonalnie i fizycznie. W takich relacjach często pojawia się znany cykl przemocy: napięcie, wybuch, poczucie winy, obietnice poprawy, chwilowa poprawa… a potem znowu napięcie.... To może sprawiać, że człowiek bardzo chce wierzyć, że „teraz już będzie dobrze”. I rozumiem Cię, że też chcesz w to uwierzyć. 

Z Twojej historii widać też, że oboje niesiecie bardzo trudne doświadczenia z przeszłości. Ty piszesz o traumach, chorobach psychicznych, hospitalizacjach i bardzo ciężkich epizodach depresji. Twój partner przeżył samobójstwo ojca i wychowywał się w cieniu uzależnienia. Takie historie często zostawiają głębokie rany w sposobie budowania relacji, zaufania i radzenia sobie z emocjami. Czasem dwie bardzo zranione osoby bardzo się do siebie przyciągają, bo na początku pojawia się ogromna intensywność i poczucie zrozumienia. Jednak później te same rany mogą powodować dużo bólu i konfliktów.

To, że bardzo pragniesz bliskości, namiętności i poczucia, że jesteś dla niego kobietą, jest całkowicie zrozumiałe. Brak czułości i fizycznej bliskości w związku potrafi bardzo ranić i podkopywać poczucie własnej wartości. Kiedy dodatkowo pojawiały się krytyka, odpychanie i komentarze o Twoim ciele, mogło to jeszcze bardziej pogłębić poczucie, że nie jesteś wystarczająca. A to potrafi bardzo niszczyć psychicznie...

Ważne jest, żebyś spojrzała na jedną rzecz bardzo uczciwie wobec siebie: sama miłość lub deklaracja „kocham cię i nie chcę odejść” nie wystarcza, żeby związek był zdrowy i bezpieczny. Relacja powinna dawać poczucie bezpieczeństwa, szacunku i możliwości bycia sobą. Jeśli pojawiała się przemoc fizyczna i głębokie rany psychiczne, to znaczy, że Wasza relacja potrzebowałaby bardzo poważnej, profesjonalnej pomocy, a czasem niestety bywa tak, że dwie osoby nie są w stanie razem stworzyć bezpiecznej relacji, mimo że coś do siebie czują.

 

Czy masz teraz obok siebie jakiekolwiek wsparcie w postaci terapeuty, psychiatry, kogoś z rodziny albo przyjaciół? Przy tak trudnej historii bardzo ważne jest, żebyś nie była z tym sama. Szczególnie jeśli w Twoim życiu już wcześniej pojawiały się ciężkie epizody depresji i hospitalizacje.

To, że chorujesz, masz trudności psychiczne albo przechodzisz kryzysy, nie oznacza, że zasługujesz na odrzucenie, poniżanie czy przemoc. Choroba nie odbiera Ci prawa do szacunku i czułości.

Twoja historia pokazuje ogromną walkę o życie i o relację. Jednocześnie mam wrażenie, że bardzo dużo odpowiedzialności za wszystko bierzesz na siebie. Za emocje swojego partnera za konflikty, za zmianę swojego ciała, za to czy on czuje pociąg. To bardzo duży ciężar, którego jedna osoba nie powinna dźwigać sama. :(

 

Wysyłam Ci mnóstwo siły Mary,

Magdalena Pardo

psycholożka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Maria Sobol

Maria Sobol

Pani Mary,

z Pani opisu widać bardzo dużo zaangażowania, nadziei i walki o relację, ale też ogrom bólu, napięcia i przekraczania granic. Warto to nazwać jasno — tam, gdzie pojawia się przemoc psychiczna i fizyczna, relacja przestaje być miejscem bezpieczeństwa. A bez poczucia bezpieczeństwa trudno o prawdziwą bliskość, czułość czy namiętność.

Osoby po trudnych doświadczeniach często wchodzą w bardzo intensywne związki, w których jest dużo chemii i poczucia „uratowania się nawzajem”. Jednocześnie uruchamiają się stare rany: lęk przed odrzuceniem, silna potrzeba bycia ważną, nadwrażliwość na oddalenie drugiej osoby. Gdy obie strony niosą własne nierozwiązane doświadczenia, relacja zaczyna stopniowo opierać się bardziej na regulowaniu bólu niż na budowaniu partnerstwa.

Brak bliskości fizycznej nie jest przypadkowy. Ciało reaguje na poczucie zagrożenia — kiedy pojawił się strach, upokorzenie czy agresja, naturalną reakcją jest wycofanie. To nie kwestia atrakcyjności ani uczuć, lecz bezpieczeństwa emocjonalnego.

Bardzo porusza to, jak wiele wysiłku wkłada Pani w zmianę siebie, żeby relacja mogła przetrwać. Jednocześnie warto pamiętać, że miłość nie powinna wymagać rezygnacji z własnej godności ani znoszenia cierpienia. Związek nie powinien być miejscem, w którym trzeba zasługiwać na ciepło lub bać się kolejnego zranienia.

W podejściu integracyjnym patrzymy na takie sytuacje szeroko — na wzorce przywiązania, granice, sposób radzenia sobie z emocjami i wpływ dawnych traum na obecne wybory. Często dopiero odzyskanie kontaktu ze sobą pozwala zobaczyć, czy relacja może stać się zdrowa, czy raczej podtrzymuje wzajemne rany.

Wstyd, żal i zagubienie, które Pani opisuje, są bardzo ludzką reakcją. Nierzadko właśnie w takim momencie zaczyna się coś ważnego — powolne wracanie do pytania nie tylko „jak uratować związek”, ale też „jak zadbać o siebie i swoje życie”.

 

Z wyrazami szacunku,

Maria Sobol

psychoterapeutka integracyjna

Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Droga Pani,

 

z tego co czytam, wyłania się bardzo trudna i złożona sytuacja, w której splatają się doświadczenia z przeszłości, problemy natury psychicznej, silne emocje oraz wzorzec relacji, który z czasem stał się dla obojga z Państwa bardzo obciążający. Już sam fakt, że potrafi Pani tak szczerze opisać swoją sytuację, mimo wstydu i niepewności, pokazuje dużą gotowość do refleksji nad tym, co się dzieje w Pani życiu i w tej relacji.

W Pani historii widać dwie osoby, które niosą ze sobą trudne doświadczenia z wcześniejszych lat. Takie doświadczenia często wpływają na sposób budowania bliskości, reagowania na stres czy radzenia sobie z silnymi emocjami. Kiedy pojawia się choroba, kryzys psychiczny albo duże obciążenie życiowe, te wcześniejsze rany mogą się bardzo uaktywniać. To czasami sprawia, że zamiast wsparcia pojawia się wycofanie, złość albo bezradność, ponieważ druga osoba nie ma zasobów, by poradzić sobie z tak trudną sytuacją.

Jednocześnie w Pani opisie pojawia się bardzo ważny i niepokojący element, czyli przemoc w relacji. Wspomina Pani zarówno o przemocy psychicznej, jak i fizycznej. Opisuje Pani moment, w którym sama uderzyła partnera w sytuacji silnego napięcia i poczucia zranienia, a następnie przemoc zaczęła pojawiać się także z jego strony. Tego typu dynamika często prowadzi do eskalacji konfliktów, w których obie osoby są coraz bardziej zranione, a jednocześnie coraz trudniej im się zatrzymać. Przemoc – niezależnie od tego, kto ją rozpoczął – jest sygnałem, że relacja weszła w bardzo niebezpieczny wzorzec funkcjonowania. W zdrowej relacji bezpieczeństwo fizyczne i emocjonalne jest podstawą, bez której trudno budować bliskość.

To, że podjęli Państwo próbę zmiany, zmienili otoczenie i starali się pracować nad impulsami, pokazuje, że oboje widzieli Państwo wartość w tej relacji i chcieli spróbować coś naprawić. Czasami jednak poprawa codziennego funkcjonowania czy zmniejszenie liczby konfliktów nie oznacza jeszcze, że odbudowała się bliskość emocjonalna i seksualna. Pani opisuje, że bardzo potrzebuje czułości, namiętności i poczucia bycia widzianą jako kobieta, natomiast partner wydaje się w tym obszarze wycofany. To może powodować u Pani silne poczucie odrzucenia i jeszcze bardziej osłabiać Pani poczucie własnej wartości, które – jak Pani pisze – już wcześniej było mocno nadwyrężone.

Warto też zauważyć, że w Pani słowach pojawia się duże obciążenie odpowiedzialnością za relację. Pisze Pani o próbach zmiany siebie, o poczuciu winy, o tym, że bardzo starała się Pani spełnić oczekiwania partnera. Czasami w relacjach, w których jedna osoba zmaga się z chorobą psychiczną lub niskim poczuciem własnej wartości, może pojawiać się silna zależność emocjonalna. W takiej sytuacji potrzeba utrzymania związku bywa tak duża, że trudniej zobaczyć, czy ta relacja rzeczywiście jest bezpieczna i wspierająca.

Pani wątpliwość dotycząca tego, co zrobić dalej, jest bardzo zrozumiała. Z jednej strony słyszy Pani od partnera deklaracje miłości i chęci pozostania w związku. Z drugiej strony doświadcza Pani braku bliskości, wcześniejszej przemocy i wielu sytuacji, które bardzo Panią raniły. W takich okolicznościach wiele osób czuje się zagubionych, ponieważ emocjonalna więź nadal istnieje, ale jednocześnie relacja przynosi dużo cierpienia.

W tego typu sytuacjach często bardzo pomocne bywa przyjrzenie się temu wszystkiemu w bezpiecznej przestrzeni terapeutycznej. Jeżeli ma Pani kontakt z psychiatrą lub psychoterapeutą w związku z leczeniem depresji i wcześniejszymi hospitalizacjami, rozmowa o tej relacji może być ważnym elementem dalszej pracy. Specjalista może pomóc Pani lepiej zrozumieć dynamikę tego związku, Pani potrzeby oraz granice, które są potrzebne, aby chronić Pani bezpieczeństwo emocjonalne i fizyczne. Czasami rozważa się też terapię par, ale zwykle dopiero wtedy, gdy w relacji nie występuje przemoc fizyczna i obie osoby są gotowe wziąć odpowiedzialność za swoje zachowania.

Najważniejsze jest to, że Pani doświadczenia, emocje i potrzeby są realne i zasługują na poważne potraktowanie. Poczucie wstydu często sprawia, że ludzie długo pozostają z takimi historiami sami, jednak mówienie o nich bywa pierwszym krokiem do odzyskiwania wpływu na własne życie. To, że zadaje Pani sobie pytanie o dalszą drogę, może być sygnałem, że zaczyna Pani szukać rozwiązania, które będzie dla Pani zdrowsze i bezpieczniejsze.

 

Dużo dobrego!

Patrycja Wójcik

Marek Król

Marek Król

Dzień dobry. To, co opisujesz, brzmi jak bardzo dużo bólu, zmęczenia i samotności w relacji, w której miało być blisko, a z czasem pojawiło się coraz więcej ran. Nic dziwnego, że czujesz wstyd, żal i ogromne zagubienie.

Z Twojej wiadomości najmocniej wybrzmiewają dwa pragnienia: żeby być kochaną i widzianą jako kobieta, i żeby w tej relacji było wreszcie bezpiecznie. Kiedy pojawia się przemoc, psychiczna i fizyczna, bliskość zwykle bardzo się oddala — nawet jeśli z obu stron nadal są uczucia.

 

Może warto zatrzymać się przy kilku pytaniach:

Gdyby za jakiś czas było choć odrobinę lepiej, po czym byś to poznała w zwykłym dniu?

Co musiałoby się pojawić, żebyś poczuła więcej bezpieczeństwa, a nie tylko mniej lęku?

Jak wyglądałaby dla Ciebie relacja „wystarczająco dobra”, nie idealna, ale taka, w której nie musisz ciągle walczyć o okruchy bliskości?

 

Z Twojego opisu da się też zauważyć coś ważnego: mimo całego chaosu bardzo dobrze czujesz, kiedy coś się między Wami zmienia i czego Ci brakuje. To może być ważny kompas. Czasem właśnie to, co najbardziej boli, pokazuje też najwyraźniej, czego człowiek naprawdę potrzebuje.

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

W relacjach, w których obie osoby mają za sobą trudne doświadczenia i duże zranienia, często uruchamiają się bardzo silne reakcje emocjonalne, impulsy i lęk przed odrzuceniem. To może prowadzić do eskalacji konfliktów, wzajemnego ranienia i utraty poczucia bezpieczeństwa. W takiej sytuacji najważniejsze jest zatrzymanie cyklu przemocy i zadbanie o bezpieczeństwo - zarówno fizyczne, jak i emocjonalne.

Bardzo zależy Pani na bliskości, akceptacji i odzyskaniu poczucia wartości. Jednak próby „naprawiania siebie”, aby zasłużyć na miłość lub odzyskać zainteresowanie partnera, często jeszcze bardziej pogłębiają poczucie zależności i cierpienia. Relacja powinna opierać się na wzajemnym szacunku i poczuciu bezpieczeństwa, a nie na strachu, krytyce czy przemocy.

W tak złożonej sytuacji bardzo pomocne może być indywidualne wsparcie terapeutyczne, w którym będzie przestrzeń, aby spokojnie przyjrzeć się temu, co Pani przeżywa, jak ta relacja wpływa na Pani zdrowie psychiczne oraz jakie granice są potrzebne, aby chronić siebie. Jeśli pojawia się przemoc fizyczna, warto również rozważyć kontakt z lokalnymi instytucjami wsparcia dla osób doświadczających przemocy - tam można otrzymać pomoc i informacje o możliwych formach ochrony.

Pozdrawiam i życzę powodzenia
Karolina Grabka

Adam Bogdański

Adam Bogdański

Dzień dobry,
to co Pani opisuje brzmi jak trudna i bolesna relacja, w której splatają się doświadczenia wcześniejszych traum, silnej potrzeby bliskości i jednocześnie dużo zranień. 
W takich sytuacjach często uruchamia się mechanizm wzajemnego ranienia, czyli gdy obie osoby niosą w sobie dużo bólu i lęku przed opuszczeniem, napięcie może przeradzać się w przemoc, a ta natomiast z czasem niszczy poczucie bezpieczeństwa.

Ważne jest teraz zatrzymanie przemocy i zadbanie o pani bezpieczeństwo oraz wsparcie także poza tą relacją (terapia, pomoc specjalistów, ewentualnie wsparcie instytucji pomocowych). Warto też łagodnie, ale uczciwie przyjrzeć się temu, czy ta relacja w obecnej formie daje pani możliwość zdrowienia, czy raczej podtrzymuje stare rany i poczucie zależności.

 

Wszystkiego dobrego,
Adam Bogdański Nowy Świat CPiP

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Pani,

 

z tego, co Pani opisuje, w relacji pojawiła się przemoc fizyczna i psychiczna a to zawsze jest bardzo poważny sygnał alarmowy: niezależnie od tego, kto ją rozpoczął. Taka dynamika zwykle bardzo rani obie osoby i z czasem pogłębia poczucie zależności oraz utraty własnej wartości. Najważniejsze teraz jest Pani bezpieczeństwo i wsparcie. W takiej sytuacji naprawdę warto porozmawiać z terapeutą lub specjalistą od zjawiska przemocy w relacjach, aby spokojnie przyjrzeć się tej relacji i temu, czego Pani potrzebuje, by odzyskać poczucie stabilności i szacunku dla siebie. Z Pani treści też czuję, że wciąż jest w Pani dużo tęsknoty za bliskością i miłością, jest bardzo ludzkie. Jednocześnie relacja, w której pojawia się przemoc, wymaga bardzo poważnej refleksji i często zewnętrznej pomocy, żeby nie krzywdzić się dalej. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne

Kryzys małżeński po trójkącie - czy to zdrada emocjonalna?
Mam poważny kryzys w swoim małżeństwie, w którym jestem od 2011 roku. Dotychczas nigdy nic takiego się nie wydarzyło, uchodziliśmy z żoną za zgodne i dobrane małżeństwo. Pod koniec ubiegłego roku poczuliśmy się zbyt pewnie I zaczęliśmy eksperymentować w sferze intymnej. Otworzyliśmy się i zaprosiliśmy drugiego mężczyznę do trójkąta. Samo spotkanie było satysfakcjonujące, problemy pojawiły się dwa dni po spotkaniu. Mieliśmy utworzoną grupę na WhatsApp gdzie ze sobą rozmawialiśmy we trójkę. Problem pojawił się kiedy żona i kolega zaczęli dość intensywnie wspominać wspólny wieczór, poczułem się tym dotknięty i napisałem że to już było, nie ma sensu o tym rozmawiać. Wylogowałem się z grupy, powiedziałem żonie że nie ma się angażować bo miało być to jednorazowe spotkanie bez nawiązywania dalszej relacji. Dwa tygodnie później odkryłem że żona pisała z tym samym kolegą w godzinach nocnych, w naszym wspólnym łóżku gdzie spałem na tematy ogólne ale mocno podkręcone erotycznie. Zrobiłem żonie awanturę, powiedziałem że to co robi nosi znamiona zdrady emocjonalnej, powiedziałem jej że mnie to rani, że nie jest to normalna relacja jak ona twierdzi i nie podoba mi się sposób w jaki jej broni. Spokój trwał 3 tygodnie. W 1 dniu majówki, spędziliśmy z żoną fantastyczny dzień, co będziemy robili w kolejnych dwóch dniach. Wieczorem usiedliśmy przed telewizorem i zaczęliśmy coś oglądać, normalnie rozmawialiśmy. Około 22 uprawialiśmy seks po czym zasnąłem. Rano zorientowałem się że w czasie kiedy spędzaliśmy razem wieczór ona już pisała z nim.Zrobiła sobie przerwę na mnie, po czym znowu, leżąc obok mnie pisała sobie do 2:00 w nocy co takiego się u nich dzieje. Wysłała mu też swoje nagie zdjęcie. Rano zagroziłem żonie rozwodem, powiedziałem że ma spotkać się z psychologiem albo się rozwodzimy. Cały dzień miałem struty. Mijaliśmy się bez słów, wyprowadziłem się z sypialni, pierwszy raz płakałem jak bóbr, nie mogłem się uspokoić. Zaczynam wariować, czy to ze mną jest coś nie tak czy z nią?
Czy jestem psychicznie chora? Problem w związku, utrata pracy i poczucie izolacji

Mój facet powiedział mi, że jestem nienormalna i powinnam się leczyć, bo: bałam się, że mój ukochany pies umrze podczas operacji: byłam w ciąży W 90% usunęłam dziecko, z powodu licznych rozmów jak,by to wyglądało. Straciłam pracę, ale później moja szefowa znalazła wyjście (także rozmowa o utracie pracy, a potem radość z odzyskania jej czyni mnie psychiczną. Bywa, że wracam z pracy okropnie zmęczona, bo moja szefowa potrafi być uszczypliwą żmiją. On jest muzykiem i zawsze wychodzi na wierzch coś, o czym, nie wiedziałam więc moja uwaga: jeździsz sobie imprezować i bawisz się, a ja siedzę w domu, nie mam przyjaciół (Mieszkam w Specyficznym miejscu we Włoszech, gdzie mogę porozmawiać co najwyżej z imigrantami jak ja. Chcę jechać na Castlefest (festiwal, podczas którego mnie zdradził Powiedziałam dokładnie tak jak wszyscy inni, że 19 godzin banie jest do słupy i i że pogoda jest do dupy( Każdy z zespołu o tym mówił) . Czy to czyni mnie psychicznie chorą ? P.S w domu nie mogę rozmawiać o pracy, o moich treningach, naszym psie, pieniądzach, mojej rodzinie, pieniądzach, filmach serialach, praktycznie najlepiej żebym się nie Odzywała. Do tego w sobotę złapał mnie za nadgarstki, przycisnął do ściany i powiedział, że ochotę mnie uderzyć, bo psuje mu jego ulubiony festiwal w roku.

Trudności w kontakcie i relacji z córką z poprzedniego małżeństwa, szczególnie w sytuacji, gdzie mam nową partnerkę.
Witam. Dwa lata temu wyprowadziłem się z domu. Jestem po rozwodzie. Mam dwie córki z poprzedniego małżeństwa tera, 9 i 6 lat. Córki zniosły bardzo ciężko nasze rozstanie. Miałem z obiema doskonały kontakt. Córki przy każdym powrocie do matki płakały, nie chciały wracać. Szczególnie starsza córka mocno to przeżwala. Rok temu poznałem kobietę, z którą się związałem. Moja wybranka ma córkę teraz w wieku 7 lat. Na początku nie mówiliśmy moim dzieciom, że jesteśmy razem. Pierwsze kilka spotkań odbyło się w bardzo dobrej atmosferze. Wszyscy czuli się dobrze w tej relacji. ( nadal nie pokazywaliśmy dzieciom tego, że jesteśmy razem, dla ich dobra. Chcieliśmy zrobić to stopniowo). Niestety wtedy do gry weszła rodzina byłej żony, jak i sama ona. Buntowały obie w obrzydliwy sposób. Mówiły, że tata zostawił je dla nowej córki. Obrażają moja parterke. Obarczając winą za moje odejście mnie. Młodsza córka nawet bała się spojrzeć w oczy mojej partnerce. Mówiła, że babcia zabroniła z nią rozmawiać i że wszystko widzi i jest wszędzie. Na tamten moment przegraliśmy. Nadal jesteśmy razem, ale do tej pory wynajmuje 2 pokojowe mieszkanie tylko na potrzeby spotkań z dziećmi. Tak minął kolejny rok. Nasza relacja stała się chora przez to ciągle ukrywanie. W między czasie z moją żoną zamieszkał nowy parter. Dzieci go zaakceptowały. W relacji z dziećmi pojawiła się stabilizacja. Co jakiś czas spotykaliśmy się ją moja parterka jej córka i moje dziewczyny. Było ok. Dlatego postanowiłem im powiedzieć o tym, że jesteśmy razem. Zrobiłem to zapewniając, że nasz kont zostaje z nami. Że dla nich nic się nie zmienia. Że zawsze będą najważniejsze. To był ostatni raz kiedy starsza córka była u mnie. Minęło 3 tygodnie. Córka nie chce rozmawiać przez telefon, nie chce przychodzić na spotkania. Zachowuje się arogancko. Próby wyjaśniania kończą się zerwana rozmowa. Totalny mur. Dzisiaj odbierając młodsza córkę starsza dała mi prezenty laurki listy. Pisze, że kocha, ale rysuje smutne buźki. Serce mi pęka z tęsknoty. Tym razem była żona również gra nieczysto. Zapewnia starszej córce atrakcje, których nigdy nie dostawała, spędza z nią czas. Proszę o pomoc. Jak pomóc temu dziecku? Gdzie może być podłoże takiego zachowania. Według mnie córka od roku miała wbijane do głowy jak zła jest moja partenrka i jej córka - ale ponieważ ja nie ujawniałem naszej relacjii córka była przy mnie. Teraz wydaje się jakby banka pękła. Dodam, że wspominałem córce, że jeśli ma problem z moją parterką nie musimy się spotykać narazie. Córka ignoruje wszystko. Bardzo proszę Państwa o poradę.
Mam chorą onkologicznie rodzinę, jestem przerażona tym, że będę musiała pożegnać się ze wszystkimi, których kocham.
Mam 53 lata, mam męża, jest sporo starszy, jesteśmy szczęśliwi, ale niestety nie mogliśmy mieć dzieci, ostatnio strasznie się boje, moi rodzice są onkologicznie chorzy, mój mąż też, oczywiście się leczą, ale zdaje sobie sprawę, że będę musiała przeżyć odchodzenie wszystkich, których kocham, nie mam prócz nich nikogo, w pracy mam znajomych, ale wszyscy są zabiegani , mają swoje dzieci, sprawy, rodziny, często nawet nie mają czasu na rozmowę przez telefon . Z rodziny mam siostrę, ma swoją rodzinę i żyje za granicą, nie wiem jak radzić sobie z lękiem, narazie udaję przed sobą , że jest ok, ale tak nie jest.
Partner chce wrócić do rodzinnego miasta z powodu pieniędzy, ale ja tutaj mam syna, jego tatę i zwyczajnie sobie tego nie wyobrażam.
Chłopak chce mnie zostawić, bo za mało zarabiamy. Mam 29 lat i 7- letniego syna z poprzedniego związku. Mój były partner (26 lat) jest świetnym ojcem, po prostu do siebie nie pasowaliśmy i nasze drogi się rozeszły, gdy syn miał niecały rok. Przez około 2 lata ja zajmowałam się synem, a tata był na dojazdy z Warszawy. Wtedy poznałam obecnego partnera (24 lata). Od początku związku wiedział, że mam dziecko i mój syn jest i będzie dla mnie najważniejszy. Podjęliśmy decyzję o wyjeździe za granicę, syn zamieszkał wtedy z tatą w Warszawie i tym razem on głównie się nim zajmował, a ja byłam na dojazdy. Trwało to około dwa lata a mój związek bardzo na tym ucierpiał, bycie z daleka od swojego dziecka jest okropnym uczuciem. Od roku jesteśmy ponownie w Polsce (w Warszawie, tam gdzie mieszka ojciec) i sprawujemy nad synem opiekę naprzemienną, dogadujemy się z moim byłym partnerem bardzo dobrze. Dobro dziecka jest dla nas najważniejsze. Mój aktualny partner (już od ponad 4 lat) ostatnio powiedział mi, że nie stać nas na życie w Warszawie i chciałby wrócić do naszego rodzinnego miasta, żeby więcej oszczędzać. Ja muszę być na miejscu, tam gdzie mój syn. Nie ma możliwości, żebym znowu wyjechała i go zostawiła. Ani nie zamierzam zabierać syna od ojca, dziecko potrzebuje oboje rodziców po równo. Nie wyobrażam siebie, naszego związku na odległość, to prawie 400 km. Nasz związek nie będzie się wtedy rozwijał, tylko zrobimy krok wstecz. Najgorsze jest to, że zanim konkretna decyzja zostanie podjęta musi jeszcze minąć około 5-6 miesięcy, wtedy kończy się nam umowa na mieszkanie. Więc teraz przez napięta sytuację między nami, jesteśmy właściwie współlokatorami a nie parą. Nie wiem co zrobić i jak najlepiej tę sytuację załagodzić?
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.