Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z przemocą i emocjonalnym dystansem w burzliwym związku?

Dzień dobry. Szczerze nawet nie wiem jak zacząć, bo czuję wstyd, niepewność i żal. Od 3 lat jestem w dość burzliwym związku z osobą niedostępną emocjonalnie. Sama choruję na liczne choroby psychiczne i zaburzenia. Jestem po wielu traumach i zaniedbaniach. Partner również nie miał kolorowego choćby dzieciństwa. Przeżył samobójstwo ojca uzależnionego od alkoholu. Na początku między nami była ogromna chemia, zaangażowanie, poważne deklaracje. Było dużo bliskości i namiętności. Pierwszy poważny kryzys nastąpił kiedy przyszła do mnie bardzo głęboka depresja. Mimo informacji o moich trudnościach i najgorszych stanach wymagających szpitali, elektrowstrząsów i lat walki o życie, partner przeżył rozczarowanie i zwątpienie w przyszłość relacji. Kiedy byłam w szpitalu zaczął się oddalać. Niestety wyczuwam wszystkie najdrobniejsze zmiany. Ton głosu, brak szczerości. Mimo ukrytych wątpliwości zamieszkał ze mną. Rozczarował się i zaczęła się przemoc. Najpierw psychiczna wraz z odpychaniem mojej osoby. Złością na mnie i krytykowaniem mnie za to, że nie potrafiłam na ten moment podołać obowiązkom a moje ciało zaczęło się zmieniać przez zajadanie emocji. Robiłam wszystko by się zmienić, ale moje próby upadały tak samo jak moje poczucie własnej wartości. Stałam się w pewnym momencie całkowicie zależna. Z czasem zaczęłam też przejmować odcinanie się emocjonalne. Niestety potem doszła przemoc fizyczna. Ja to rozpoczęłam. Kiedy błagałam by przestał mnie ranić mówiąc okropne rzeczy, on kontynuował a ja bez kontroli nad sobą wymierzyłam cios. Potem on zaczął mnie bić. Awantury były ogromne i prawie za każdym razem oberwałam. Czasami lekki wstrząs mózgu, czasami siniak pod okiem. Postanowiliśmy zawalczyć. Zmiana otoczenia, praca nad naszymi impulsami. Zaczęliśmy się dobrze dogadywać. Jednak bliskość fizyczna nie wraca. On nie widzi we mnie kobiety. Bardzo pragnę odrobiny namiętności i zaangażowania. Ciągle zadręczam się. On utrzymuje, że kocha mnie i nie chce odejść. Nie wiem co zrobić.
Magdalena Pardo

Magdalena Pardo

Dzień dobry Mary, 

dziękuję, że napisałaś tak szczerze co Cię spotkało i czego doświadczasz. Widać, że od długiego czasu próbujesz walczyć o relację, jednocześnie zmagając się z własnym cierpieniem psychicznym. W Twoich słowach jest dużo bólu, wstydu, ale też ogromna potrzeba bliskości i bycia kochaną. :( To są bardzo ludzkie potrzeby.

 

Mary, najpierw chcę powiedzieć coś bardzo ważnego. To, co opisujesz między Wami, jest przemocą w związku. Dotyczy to zarówno przemocy psychicznej, jak i fizycznej. Nawet jeśli zdarzało się, że Ty też reagowałaś agresją w sytuacji napięcia, to fakt, że dochodziło do bicia, wstrząsu mózgu czy siniaków, jest poważnym sygnałem, że ta relacja jest dla Was obojga bardzo niebezpieczna emocjonalnie i fizycznie. W takich relacjach często pojawia się znany cykl przemocy: napięcie, wybuch, poczucie winy, obietnice poprawy, chwilowa poprawa… a potem znowu napięcie.... To może sprawiać, że człowiek bardzo chce wierzyć, że „teraz już będzie dobrze”. I rozumiem Cię, że też chcesz w to uwierzyć. 

Z Twojej historii widać też, że oboje niesiecie bardzo trudne doświadczenia z przeszłości. Ty piszesz o traumach, chorobach psychicznych, hospitalizacjach i bardzo ciężkich epizodach depresji. Twój partner przeżył samobójstwo ojca i wychowywał się w cieniu uzależnienia. Takie historie często zostawiają głębokie rany w sposobie budowania relacji, zaufania i radzenia sobie z emocjami. Czasem dwie bardzo zranione osoby bardzo się do siebie przyciągają, bo na początku pojawia się ogromna intensywność i poczucie zrozumienia. Jednak później te same rany mogą powodować dużo bólu i konfliktów.

To, że bardzo pragniesz bliskości, namiętności i poczucia, że jesteś dla niego kobietą, jest całkowicie zrozumiałe. Brak czułości i fizycznej bliskości w związku potrafi bardzo ranić i podkopywać poczucie własnej wartości. Kiedy dodatkowo pojawiały się krytyka, odpychanie i komentarze o Twoim ciele, mogło to jeszcze bardziej pogłębić poczucie, że nie jesteś wystarczająca. A to potrafi bardzo niszczyć psychicznie...

Ważne jest, żebyś spojrzała na jedną rzecz bardzo uczciwie wobec siebie: sama miłość lub deklaracja „kocham cię i nie chcę odejść” nie wystarcza, żeby związek był zdrowy i bezpieczny. Relacja powinna dawać poczucie bezpieczeństwa, szacunku i możliwości bycia sobą. Jeśli pojawiała się przemoc fizyczna i głębokie rany psychiczne, to znaczy, że Wasza relacja potrzebowałaby bardzo poważnej, profesjonalnej pomocy, a czasem niestety bywa tak, że dwie osoby nie są w stanie razem stworzyć bezpiecznej relacji, mimo że coś do siebie czują.

 

Czy masz teraz obok siebie jakiekolwiek wsparcie w postaci terapeuty, psychiatry, kogoś z rodziny albo przyjaciół? Przy tak trudnej historii bardzo ważne jest, żebyś nie była z tym sama. Szczególnie jeśli w Twoim życiu już wcześniej pojawiały się ciężkie epizody depresji i hospitalizacje.

To, że chorujesz, masz trudności psychiczne albo przechodzisz kryzysy, nie oznacza, że zasługujesz na odrzucenie, poniżanie czy przemoc. Choroba nie odbiera Ci prawa do szacunku i czułości.

Twoja historia pokazuje ogromną walkę o życie i o relację. Jednocześnie mam wrażenie, że bardzo dużo odpowiedzialności za wszystko bierzesz na siebie. Za emocje swojego partnera za konflikty, za zmianę swojego ciała, za to czy on czuje pociąg. To bardzo duży ciężar, którego jedna osoba nie powinna dźwigać sama. :(

 

Wysyłam Ci mnóstwo siły Mary,

Magdalena Pardo

psycholożka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Maria Sobol

Maria Sobol

Pani Mary,

z Pani opisu widać bardzo dużo zaangażowania, nadziei i walki o relację, ale też ogrom bólu, napięcia i przekraczania granic. Warto to nazwać jasno — tam, gdzie pojawia się przemoc psychiczna i fizyczna, relacja przestaje być miejscem bezpieczeństwa. A bez poczucia bezpieczeństwa trudno o prawdziwą bliskość, czułość czy namiętność.

Osoby po trudnych doświadczeniach często wchodzą w bardzo intensywne związki, w których jest dużo chemii i poczucia „uratowania się nawzajem”. Jednocześnie uruchamiają się stare rany: lęk przed odrzuceniem, silna potrzeba bycia ważną, nadwrażliwość na oddalenie drugiej osoby. Gdy obie strony niosą własne nierozwiązane doświadczenia, relacja zaczyna stopniowo opierać się bardziej na regulowaniu bólu niż na budowaniu partnerstwa.

Brak bliskości fizycznej nie jest przypadkowy. Ciało reaguje na poczucie zagrożenia — kiedy pojawił się strach, upokorzenie czy agresja, naturalną reakcją jest wycofanie. To nie kwestia atrakcyjności ani uczuć, lecz bezpieczeństwa emocjonalnego.

Bardzo porusza to, jak wiele wysiłku wkłada Pani w zmianę siebie, żeby relacja mogła przetrwać. Jednocześnie warto pamiętać, że miłość nie powinna wymagać rezygnacji z własnej godności ani znoszenia cierpienia. Związek nie powinien być miejscem, w którym trzeba zasługiwać na ciepło lub bać się kolejnego zranienia.

W podejściu integracyjnym patrzymy na takie sytuacje szeroko — na wzorce przywiązania, granice, sposób radzenia sobie z emocjami i wpływ dawnych traum na obecne wybory. Często dopiero odzyskanie kontaktu ze sobą pozwala zobaczyć, czy relacja może stać się zdrowa, czy raczej podtrzymuje wzajemne rany.

Wstyd, żal i zagubienie, które Pani opisuje, są bardzo ludzką reakcją. Nierzadko właśnie w takim momencie zaczyna się coś ważnego — powolne wracanie do pytania nie tylko „jak uratować związek”, ale też „jak zadbać o siebie i swoje życie”.

 

Z wyrazami szacunku,

Maria Sobol

psychoterapeutka integracyjna

Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Droga Pani,

 

z tego co czytam, wyłania się bardzo trudna i złożona sytuacja, w której splatają się doświadczenia z przeszłości, problemy natury psychicznej, silne emocje oraz wzorzec relacji, który z czasem stał się dla obojga z Państwa bardzo obciążający. Już sam fakt, że potrafi Pani tak szczerze opisać swoją sytuację, mimo wstydu i niepewności, pokazuje dużą gotowość do refleksji nad tym, co się dzieje w Pani życiu i w tej relacji.

W Pani historii widać dwie osoby, które niosą ze sobą trudne doświadczenia z wcześniejszych lat. Takie doświadczenia często wpływają na sposób budowania bliskości, reagowania na stres czy radzenia sobie z silnymi emocjami. Kiedy pojawia się choroba, kryzys psychiczny albo duże obciążenie życiowe, te wcześniejsze rany mogą się bardzo uaktywniać. To czasami sprawia, że zamiast wsparcia pojawia się wycofanie, złość albo bezradność, ponieważ druga osoba nie ma zasobów, by poradzić sobie z tak trudną sytuacją.

Jednocześnie w Pani opisie pojawia się bardzo ważny i niepokojący element, czyli przemoc w relacji. Wspomina Pani zarówno o przemocy psychicznej, jak i fizycznej. Opisuje Pani moment, w którym sama uderzyła partnera w sytuacji silnego napięcia i poczucia zranienia, a następnie przemoc zaczęła pojawiać się także z jego strony. Tego typu dynamika często prowadzi do eskalacji konfliktów, w których obie osoby są coraz bardziej zranione, a jednocześnie coraz trudniej im się zatrzymać. Przemoc – niezależnie od tego, kto ją rozpoczął – jest sygnałem, że relacja weszła w bardzo niebezpieczny wzorzec funkcjonowania. W zdrowej relacji bezpieczeństwo fizyczne i emocjonalne jest podstawą, bez której trudno budować bliskość.

To, że podjęli Państwo próbę zmiany, zmienili otoczenie i starali się pracować nad impulsami, pokazuje, że oboje widzieli Państwo wartość w tej relacji i chcieli spróbować coś naprawić. Czasami jednak poprawa codziennego funkcjonowania czy zmniejszenie liczby konfliktów nie oznacza jeszcze, że odbudowała się bliskość emocjonalna i seksualna. Pani opisuje, że bardzo potrzebuje czułości, namiętności i poczucia bycia widzianą jako kobieta, natomiast partner wydaje się w tym obszarze wycofany. To może powodować u Pani silne poczucie odrzucenia i jeszcze bardziej osłabiać Pani poczucie własnej wartości, które – jak Pani pisze – już wcześniej było mocno nadwyrężone.

Warto też zauważyć, że w Pani słowach pojawia się duże obciążenie odpowiedzialnością za relację. Pisze Pani o próbach zmiany siebie, o poczuciu winy, o tym, że bardzo starała się Pani spełnić oczekiwania partnera. Czasami w relacjach, w których jedna osoba zmaga się z chorobą psychiczną lub niskim poczuciem własnej wartości, może pojawiać się silna zależność emocjonalna. W takiej sytuacji potrzeba utrzymania związku bywa tak duża, że trudniej zobaczyć, czy ta relacja rzeczywiście jest bezpieczna i wspierająca.

Pani wątpliwość dotycząca tego, co zrobić dalej, jest bardzo zrozumiała. Z jednej strony słyszy Pani od partnera deklaracje miłości i chęci pozostania w związku. Z drugiej strony doświadcza Pani braku bliskości, wcześniejszej przemocy i wielu sytuacji, które bardzo Panią raniły. W takich okolicznościach wiele osób czuje się zagubionych, ponieważ emocjonalna więź nadal istnieje, ale jednocześnie relacja przynosi dużo cierpienia.

W tego typu sytuacjach często bardzo pomocne bywa przyjrzenie się temu wszystkiemu w bezpiecznej przestrzeni terapeutycznej. Jeżeli ma Pani kontakt z psychiatrą lub psychoterapeutą w związku z leczeniem depresji i wcześniejszymi hospitalizacjami, rozmowa o tej relacji może być ważnym elementem dalszej pracy. Specjalista może pomóc Pani lepiej zrozumieć dynamikę tego związku, Pani potrzeby oraz granice, które są potrzebne, aby chronić Pani bezpieczeństwo emocjonalne i fizyczne. Czasami rozważa się też terapię par, ale zwykle dopiero wtedy, gdy w relacji nie występuje przemoc fizyczna i obie osoby są gotowe wziąć odpowiedzialność za swoje zachowania.

Najważniejsze jest to, że Pani doświadczenia, emocje i potrzeby są realne i zasługują na poważne potraktowanie. Poczucie wstydu często sprawia, że ludzie długo pozostają z takimi historiami sami, jednak mówienie o nich bywa pierwszym krokiem do odzyskiwania wpływu na własne życie. To, że zadaje Pani sobie pytanie o dalszą drogę, może być sygnałem, że zaczyna Pani szukać rozwiązania, które będzie dla Pani zdrowsze i bezpieczniejsze.

 

Dużo dobrego!

Patrycja Wójcik

Marek Król

Marek Król

Dzień dobry. To, co opisujesz, brzmi jak bardzo dużo bólu, zmęczenia i samotności w relacji, w której miało być blisko, a z czasem pojawiło się coraz więcej ran. Nic dziwnego, że czujesz wstyd, żal i ogromne zagubienie.

Z Twojej wiadomości najmocniej wybrzmiewają dwa pragnienia: żeby być kochaną i widzianą jako kobieta, i żeby w tej relacji było wreszcie bezpiecznie. Kiedy pojawia się przemoc, psychiczna i fizyczna, bliskość zwykle bardzo się oddala — nawet jeśli z obu stron nadal są uczucia.

 

Może warto zatrzymać się przy kilku pytaniach:

Gdyby za jakiś czas było choć odrobinę lepiej, po czym byś to poznała w zwykłym dniu?

Co musiałoby się pojawić, żebyś poczuła więcej bezpieczeństwa, a nie tylko mniej lęku?

Jak wyglądałaby dla Ciebie relacja „wystarczająco dobra”, nie idealna, ale taka, w której nie musisz ciągle walczyć o okruchy bliskości?

 

Z Twojego opisu da się też zauważyć coś ważnego: mimo całego chaosu bardzo dobrze czujesz, kiedy coś się między Wami zmienia i czego Ci brakuje. To może być ważny kompas. Czasem właśnie to, co najbardziej boli, pokazuje też najwyraźniej, czego człowiek naprawdę potrzebuje.

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

W relacjach, w których obie osoby mają za sobą trudne doświadczenia i duże zranienia, często uruchamiają się bardzo silne reakcje emocjonalne, impulsy i lęk przed odrzuceniem. To może prowadzić do eskalacji konfliktów, wzajemnego ranienia i utraty poczucia bezpieczeństwa. W takiej sytuacji najważniejsze jest zatrzymanie cyklu przemocy i zadbanie o bezpieczeństwo - zarówno fizyczne, jak i emocjonalne.

Bardzo zależy Pani na bliskości, akceptacji i odzyskaniu poczucia wartości. Jednak próby „naprawiania siebie”, aby zasłużyć na miłość lub odzyskać zainteresowanie partnera, często jeszcze bardziej pogłębiają poczucie zależności i cierpienia. Relacja powinna opierać się na wzajemnym szacunku i poczuciu bezpieczeństwa, a nie na strachu, krytyce czy przemocy.

W tak złożonej sytuacji bardzo pomocne może być indywidualne wsparcie terapeutyczne, w którym będzie przestrzeń, aby spokojnie przyjrzeć się temu, co Pani przeżywa, jak ta relacja wpływa na Pani zdrowie psychiczne oraz jakie granice są potrzebne, aby chronić siebie. Jeśli pojawia się przemoc fizyczna, warto również rozważyć kontakt z lokalnymi instytucjami wsparcia dla osób doświadczających przemocy - tam można otrzymać pomoc i informacje o możliwych formach ochrony.

Pozdrawiam i życzę powodzenia
Karolina Grabka

Adam Bogdański

Adam Bogdański

Dzień dobry,
to co Pani opisuje brzmi jak trudna i bolesna relacja, w której splatają się doświadczenia wcześniejszych traum, silnej potrzeby bliskości i jednocześnie dużo zranień. 
W takich sytuacjach często uruchamia się mechanizm wzajemnego ranienia, czyli gdy obie osoby niosą w sobie dużo bólu i lęku przed opuszczeniem, napięcie może przeradzać się w przemoc, a ta natomiast z czasem niszczy poczucie bezpieczeństwa.

Ważne jest teraz zatrzymanie przemocy i zadbanie o pani bezpieczeństwo oraz wsparcie także poza tą relacją (terapia, pomoc specjalistów, ewentualnie wsparcie instytucji pomocowych). Warto też łagodnie, ale uczciwie przyjrzeć się temu, czy ta relacja w obecnej formie daje pani możliwość zdrowienia, czy raczej podtrzymuje stare rany i poczucie zależności.

 

Wszystkiego dobrego,
Adam Bogdański Nowy Świat CPiP

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Pani,

 

z tego, co Pani opisuje, w relacji pojawiła się przemoc fizyczna i psychiczna a to zawsze jest bardzo poważny sygnał alarmowy: niezależnie od tego, kto ją rozpoczął. Taka dynamika zwykle bardzo rani obie osoby i z czasem pogłębia poczucie zależności oraz utraty własnej wartości. Najważniejsze teraz jest Pani bezpieczeństwo i wsparcie. W takiej sytuacji naprawdę warto porozmawiać z terapeutą lub specjalistą od zjawiska przemocy w relacjach, aby spokojnie przyjrzeć się tej relacji i temu, czego Pani potrzebuje, by odzyskać poczucie stabilności i szacunku dla siebie. Z Pani treści też czuję, że wciąż jest w Pani dużo tęsknoty za bliskością i miłością, jest bardzo ludzkie. Jednocześnie relacja, w której pojawia się przemoc, wymaga bardzo poważnej refleksji i często zewnętrznej pomocy, żeby nie krzywdzić się dalej. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne

6‑letnie dziecko ciągle przeklina, wyzywa i niszczy rzeczy – jak reagować jako samotny rodzic?
Witam. Mam problem z nerwowa córka 6 latką. Bardzo brzydko mówi do mnie, do babci, do dziadka. Do obcych nie. Ciągle powtarza brzydkie słowa, zupełnie czasami bez kontekstu, czasami sama do siebie, np słowo "gówno", "głupie", "srać", "walnięty". Wszystko jest głupie, durne, walnięte, zasrane, w nerwach rzuca rzeczy, wyzywa wszystko, pyskuje. Jest okropna i nie wiem już co robić. Reagowałam, dając jej do zrozumienia, że nie akceptuje takiego zachowania to nie skutkuje. Robila to mi specjalnie na złość. Przestałam reagować, żeby widziała, że nic to jej nie daje i zobaczyć czy przejdzie, to też kiedy nie widzi mojej reakcji to szarpie mną albo coś psuje, gada brzydkie słowa do mnie lub sama do siebie. Żeby tylko mnie wkurzyć. Rozmawiam z nią na te tematy często wieczor jak już jest spokojna, że robi tym komuś przykrośc, że sobie tez tym szkodzi, że to nie ładne, że do niej nikt tak nie mówi, że trzeba się wzajemnie kochać, szanować. Mówi, że rozumie, że chce się zmienić, ale za 15 minut powiem na coś "nie" i znów jest to samo. Wyzywanie, złość, krzyki, że zaraz sąsiedzi powiedzą, że bije własne dziecko. Mówi, że coś w jej głowie każe mówić jej złe słowa. Nie mam już sił, jestem kłebek nerwów i chce mi się tylko usiąść i płakać. Wychowuje ja zupełnie sama, staram się jak mogę, czytam co wieczor dużo książek o empatii, rozmawiamy, nie wiem już co zrobić, żeby wróciło do normy nasze życie. Jeszcze pół roku temu to było zupełnie inne dziecko. Jestem psychicznie jestem wykończona i fizycznie jej zachowaniem też. Co robić kiedy dziecko ciągle brzydko mówi, wyzywa, niszczy. Reagować lepiej czy nie?
Żona pisze z innym: jak zaufanie wpływa na nasze relacje?
Witam. Żona pisze z innym od kilku miesięcy, wczoraj to odkryłem. Przez przypadek zostawiła telefon z otwartymi wiadomości. Gdy ujrzałem wiadomość kocham cię od razu zacząłem czytać . Pisali sobie że są dla siebie stworzeni, kochają się ,tęsknią . Gdy powiedziałem jej o tym stwierdziła że to dla niej nic nie znaczy że tylko z nim pisze lecz mijała się z tym gdzie go poznała. Nie wiem czy w to wieżyc . Bo kto wypisuje takie coś tylko przez wiadomości nie znając się . Boje się jej zaufać poraz kolejny . Nie wiem czy iść gdzieś się poradzić , komuś się wygadać. Co zrobić?.
Konflikt z siostrą męża niszczy małżeństwo – brak wsparcia i napięcia rodzinne
Mam problem z siostrą męża. Odkąd jesteśmy razem, dziewczyna nie potrafiła nawiązać żadnego kontaktu ze mną. Próbowałam rozmawiać, zadawałam pytania, zawsze wychodziłam z inicjatywą, ale kończyło się to tylko pustymi odpowiedziami. Przy stole rodzinnym było mi po prostu przykro, że jestem w stanie zadać pytanie i otrzymać odpowiedź, ale w drugą stronę to nie działa… Nigdy nie zainteresowała się moją osobą. Zastanawiałam się czy to nie była zazdrość, bo mój mąż zanim byliśmy razem zawsze robił za nią wiele rzeczy, woził ją wszędzie, odbierał paczki, itp. W końcu stwierdziłam, że odpuszczam, prosiłam też męża (wtedy partnera) o wyjaśnienie sytuacji, w czym tkwi problem. Stwierdziła, że jest introwertykiem i dlatego ze mną nie rozmawia i że nie ma nic do mnie... Problem w tym, że z innymi potrafi rozmawiać. Temat nie został wyjaśniony i się ciągnie latami… Spotkania rodzinne były dla mnie najcięższą rzeczą jaką musiałam znosić, jeździłam tam zestresowana i z bólem brzucha. Z czasem przestałam się odzywać przy stole, co dla mnie jest bardzo trudne, bo jestem osobą bardzo otwartą i towarzyską. Czułam się w tym wszystkim po prostu fatalnie, ale starałam się zadowolić męża i jego rodziców, bo „rodzinka jest w komplecie”. Przyszedł czas naszego wesela. Wszystko było dobrze, do czasu. W pewnym momencie jego siostra wyszła na środek sali by przy wszystkich złożyć życzenia urodzinowe swojej koleżance (tak się złożyło, że sąsiadka miała w dniu naszego wesela urodziny). Nic o tym nie wiedziałam i nie wyraziłam na to zgody. Potem wyszedł mąż i złożył mi życzenia z okazji zbliżających się moich urodzin… Byłam po prostu wściekła, zawsze powtarzałam, że wesele to nie jest miejsce na składanie komuś innemu życzeń, oświadczyny lub inne wydarzenia… Dziewczyna, która twierdzi że jest introwertykiem wychodzi nagle przy wielu osobach na środek sali i wygłasza przemówienie… Ja od niej nigdy żadnych życzeń nie dostałam, mimo że ja pierwsza jej kiedyś złożyłam życzenia i kupiliśmy z mojej inicjatywy prezent. To dla mnie już było za wiele… Wiem, że mąż chciał dobrze ale fakt, że pozwolił jej wystąpić na tej sali mimo że do mnie się nie odzywa to dla mnie w pewnym sensie zdrada emocjonalna. Wiele razy mu podkreślałam, jak bardzo boli mnie to zachowanie i chciałam żeby to wyjaśnił. Potem w podróży poślubnej nie mogłam sobie poradzić z emocjami i w sumie do tej pory nie mogę. Zamiast korzystać i się cieszyć ze wspólnych chwil to ja byłam smutna, rozdrażniona… Jestem cały czas zła na męża za to co zrobił. Są momenty, że się do niego nie odzywam. Stałam się wycofana, obojętna, nie potrafię mu okazywać uczuć, czuję się wypalona, mam co do niego bardzo mieszane uczucia za to, że nigdy nie stanął po mojej stronie… Sama już nie wiem co do niego czuje, jesteśmy świeżo po ślubie a ja mam czasem myśli czy tego po prostu nie zakończyć… Za kilka miesięcy wesele ma jego siostra. Nie chcę tam iść i mu o tym powiedziałam. Jednakże on chyba tego nie rozumie i boli go to, że nie chce przy nim być w tym dniu. Zakładam też, że boi się reakcji całej rodziny na to, że może nas tam nie być. Mam dość udawania przed wszystkimi, że jest OK, z wyjątkiem rodziców to nikt z jego rodziny nie wie o tym konflikcie. Sama już nie wiem co o tym wszystkim myśleć, ciągle tylko wszystko analizuje. Mój związek się po prostu rozpada, bo zaczynam czuć coraz więcej negatywnych emocji w stosunku do męża przez jego siostrę i przez to że nie potrafi(ł) podejmować odpowiednich działań. Wiem, że każdy będzie żył swoim życiem, ale chcę się od wszystkich odciąć i nie mam zamiaru brać udziału w rodzinnych spotkaniach. Nie ważne jaką decyzję podejmę w sprawie ich wesela, czy wspólnego przyszłego życia z mężem, zawsze któraś ze stron będzie pokrzywdzona… Wszyscy moi bliscy wiedzą o tym konflikcie i tylko przejmują się tym, że mężowi jest ciężko w tym wszystkim bo jest między młotem a kowadłem. Uważają, że powinnam wspierać męża ale gdzie w tym wszystkim jest wsparcie dla mnie? Mną nikt się nie przejmuje, nikt nie wie co ja tak naprawdę czuję i ile mnie to wszystko kosztuje… Straciłam motywację do wszystkiego.
Jak przestać czuć się nielubianą i wykluczoną mimo zapewnień innych?

Co mam zrobić, żeby nie myśleć, że jestem nielubiana, wykluczona, a jest inaczej bo każdy mi tłumaczy? Czuję się niepotrzebna

Partner mnie obraza, ignoruje moje granice i nie chce rozmawiac - czy da sie uratowac te relacje?
Problemy z partnerem utrzymują się już bardzo długo próbuje walczyć codziennie o tą relacje, ale w natłoku tego że ogląda strony dla dorosłych, odnosi się do mnie bez szacunku wyzywając od nienormalnych po bardziej dobitne formy tego słowa tracę siłę i nadzieję że będzie dobrze. Co powinnam zrobić skoro ciągle prośby o rozmowę nie pomagają, groźby że odejdę również ( co zdaje sobie z tego sprawę że to nie jest odpowiednie), ale ja prawdę nie mam już pomysłów jak wpłynąć na to żeby wykazał zainteresowanie ratowaniem tej relacji. Teraz już wręcz błagam o to żeby powiedział o co mu chodzi, zaprzeczył że mnie nie kocha, ale nie widzę zaangażowania chociażby w rozmowę i dojście do porozumienia. Ostatnia kłótnia miała miejsce 11 dni temu. Od tamtej pory nieustannie próbuje z nim rozmawiać, pisać na ten temat, ale każda próba wygląda tak, że mnie zbywa i każe się zastanowić nad sobą. Poszło o to, że wszedł do łazienki kiedy ja z niej korzystałam niby nic wielkiego, ale to moja prywatność i nawet jeśli stoję przed lustrem to nie chce żeby wchodził bez zgody. Powiedział do mnie bardzo brzydko i obraził się, że mu nie pozwoliłam wejść. Co mam zrobić? Czy jest w ogóle szansa na to że kiedyś to zrozumie i przestanie się zasłaniać tym, że tak w związku jest?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.