Left ArrowWstecz

Odrzucam potencjalne partnerki, ponieważ znajduję w sobie wadę i o tym decyduję.

Witam. Mam na imię Kamil. Mam 31 lat. Poznałem wspaniałą kobietę na jednym z portali randkowych. Kobieta jest wykształcona, ma dobrą pracę i zainteresowania. Jest inteligentną, sympatyczną i bardzo dobrą osobą. Od początku złapaliśmy wspólny język, rozmawiało nam się świetnie, podobnie odczuwaliśmy emocje i z czasem coraz bardziej otwieraliśmy się przed sobą. Zaangażowaliśmy się do tego stopnia, że szybko padł temat spotkania. Wtedy w mojej głowie pojawiły się myśli, że przecież taka kobieta potrzebuje faceta z dobrą posadą i większą zaradnością, a nie magazyniera bez własnego mieszkania i samochodu. Napisałem jej to wszystko, a ona zachowała się tak, jakby brak tych rzeczy u mnie jej zupełnie nie przeszkadzał. Pomimo tego, że było mi bardzo ciężko, napisałem jej, żebyśmy zrobili sobie przerwę od rozmów. Napisała, że jest trudno to zaakceptować, ale się zgodziła. Nie mogę sobie poradzić z tym, że odrzuciłem swoją bratnią duszę, a jednocześnie zrobiłem to, bo chciałbym dla niej jak najlepiej. Wcześniejsze relacje kończyły się identycznie właśnie przez takie myśli i moje ciągłe analizowanie. Jestem ambitny i dążę do bycia lepszym, zamożniejszym. Niestety za każdym razem znajduję w sobie jakąś wadę, która może rzutować na przyszłość drugiej osoby. Po zerwaniu relacji z dziewczyną opisaną wyżej czuję się beznadziejnie, bardzo źle psychicznie. Proszę o jakąś poradę, bo jestem na granicy psychicznej wytrzymałości.
Martyna Tomczak-Wypijewska

Martyna Tomczak-Wypijewska

Dzień Dobry

Wyobrażam sobie, że w takiej sytuacji można się czuć jak w pułapce- z jednej strony każdy marzy o dobrej relacji, a z drugiej strony później “wkracza taki autosabotaż”. 

Być może oczekiwałby Pan jasnego, prostego sposobu jak sobie radzić, (nie znam takiego), to co mogę podpowiedzieć- to udać się na psychoterapię, aby przepracować skąd bierze się to wieczne wynajdowanie w sobie wad oraz jak sobie z tym radzić, aby móc dążyć ku takiemu życiu jakiego Pan pragnie.

 

Trzymam za Pana kciuki,

Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog, certyfikowana psychoterapeutka poznawczo- behawioralna

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Wloka

Agnieszka Wloka

Panie Kamilu

Przepracuje Pan siebie, będzie wtedy również uszczęśliwiać innych :-)

To faktycznie jest kwestia Pana spojrzenia na siebie… warto zastanowić się, pomedytować nad tym od kogo, z jakich doświadczeń nauczył się Pan być dla siebie tak krytycznym…kto w życiu - może w dzieciństwie - wymagał od Pana bycia idealnym, nie widział potencjału, a widział negatywne strony….komu Pan nadal chce pokazać, że się mylił - że jednak Pan będzie perfekcyjny?

To taki terapeutyczny temat do przemyślenia - albo faktycznie na terapii albo przynajmniej samemu podczas medytacji….

Zmiana w głowie jest na pewno procesem, musi trwać. Więc tu na teraz warto podjąć działanie, nawet czasem z “bólem”, że nie powinien - ale zainwestować w siebie - bo każdy ma niedociągłości, więc jak Pan, np. skończy kurs, o którym marzy…- jak na dłoni udowodni Pan samemu sobie - “potrafię”. I jeszcze jedno - bardzo dobrze poszło Panu znalezienie powodów, dla których potencjalnej partnerce będzie z Panem źle, to spróbujmy zrobić odwrotnie - dać sobie nawet tydzień na listę tego, w jaki sposób, dlaczego ktoś przy Panu będzie szczęśliwy… - trudne zadanie, ale możliwe:)))

2 lata temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Czuję się jak 17-latek który gdzieś zapomniał dorosnąć, szukać siebie i rozwijać. Zamknąłem się w swojej głowie
Witam. Mam 24 lata i jestem facetem. Zacznę może od początku. Jestem wynikiem gwałtu, próbowano przeprowadzić aborcję, ale została przerwana, matka starała się mnie „wypłukać” alkoholem, ale jak widać bez skutku. Życie obdarzyło mnie wyjątkowo irytującą pamięcią, pamiętam leżenie w kołysce i darcie się aż do zmęczenia oraz minę i obojętność matki, gdy mnie karmiła. Do 10 roku wychowywałem się na zmianę raz u matki, raz u babci wraz z bratem, matka hobbystycznie zajmowała się usługami przyjemnościowymi w zamian za pieniądze. Dzieciństwo było pełne wrażeń, których nie będę tutaj opisywał z racji ich ilości. Borykam się z problemem - chorobą sierocą. Do 11 roku życia aż do informacji, że znalazła się dla mnie i brata rodzina zastępcza, moczyłem się w łóżko. Byłem z tego tytułu wyśmiewany, karany, karcony itp. Kołysałem się do snu, kręcąc głową z boku na bok, wyobrażałem sobie wtedy lepsze życie i tak usypiałem. Początkowo było to maksymalnie 15 minut przed snem. W wieku około 14 lat zacząłem robić to nieświadomie przez sen (obserwacja bliskich). Los chciał, że w wieku 16 lat zakochałem się po uszy w cudownej dziewczynie, ale przyciągała uwagę wielu osób. Byliśmy ze sobą 4 lata, ciągle jej nie ufałem i dawała ku temu powody, ale wybaczyłem. Weszła ze mną w związek dlatego, że przykuwałem uwagę swoją popularnością. W okresie gimnazjum każdy mnie znał i chciał ze mną rozmawiać- bardzo aktywnie zwracałem na siebie uwagę. Ale po przejściu do technikum zacząłem być trochę odludkiem - kołysałem się czasami już nie tylko do snu, ale z nudy. Wciąż wyobrażając sobie lepsze życie. W wieku 20 lat dziewczyna zerwała ze mną przez telefon, pokazując oziębłą i nie do poznania dla mnie postawę. Wybraliśmy się jeszcze na wspólne wakacje, ponieważ nie dało się odwołać. Na nich chcąc zaciągnąć mnie do łóżka powiedziała, że mnie kocha i chce to naprawić, na drugi dzień patrząc z obrzydzeniem powiedziała żebym nie robił sobie nadziei, bo potraktowała mnie jak rzecz. Od tamtego czasu kołyszę się w każdej wolnej chwili, kiedy tylko się da, zaniedbując dosłownie wszystko dookoła. W wieku 22 lat porzuciłem studia na 3 roku. W momencie zerwania dowiedzieliśmy się, że moja Ciocia zastępcza ma nowotwór. Napięcie w domu skupiało się na mnie, jako osoba wrażliwa zawsze starałem się wszystkim pomoc i rozweselić, a kiedy nie mogłem tego robić z własnych problemów to naturalnym było wyżywanie się na mnie. Aktualnie jestem samotny, oswoiłem się z tym, przestałem już cokolwiek czuć. Chodzenie do psychologów przerwałem, gdy usłyszałem kolejny raz „depresja” od niedorobionego psychologa czy psychiatry, którzy oczekiwali że wchodząc będę od razu w stanie powiedzieć im co mi dolega. Przez całe życie moja choroba miała obraz ambiwalentny, skąd do cholery miałem wiedzieć co mi jest, skoro nawet nie wiem kim jestem? Obecnie w wieku 24 lat nie mam już obok siebie nikogo, nikogo tez nie dopuszczam emocjonalnie, czuję się wycofany do własnej głowy, pełen obraz dysocjacji. Nie przeżywam niczego, a chciałbym. Jak normalny człowiek zrobić prawo jazdy, kupić wymarzone auto, znaleźć kochającą żonę itp. Ale nie potrafię, nie wiem gdzie szukać pomocy, zazwyczaj wizyty u psychologów kończyły się tylko tym ze lustrowałem im ich własną osobowość - dla kogoś żyjącego ciągle w myślach udawanie osoby siedzącej naprzeciw jest czymś niczym rozrywką. Co mam zrobić? Gdzie byli wszyscy skretyniali pedagodzy i psycholodzy wtedy? Nie zrobię sobie nic tylko dlatego że to byłoby tchórzostwo, ale nie mam motywacji żyć, bo jest to niczym katorga, każdy dzień zlewa sie w jedno a jedyne co robię to bujanie się z boku na bok, myśląc co by było gdyby. Próbowałem praktycznie wszystkiego, umiem grać na kilku instrumentach, rysować, modelować, rzeźbić, tańczyć (tańczyłem przez 11 lat w zespole). Z zawodu jestem elektrykiem, konserwatorem maszyn, mam uprawnienia na wózek widłowy oraz spawacza. A pomimo tego łapię roboty „poboczne” żeby dorabiać na studia które wznawiam z nowym miesiącem. Czuję się jak 17-latek który gdzieś zapomniał dorosnąć, szukać siebie i rozwijać. Zamknąłem się w swojej głowie i fantazjach w trakcie kołysania się. Co mam robić?
Wahania emocji - co robić?
Od paru miesięcy meczą mnie wahania emocji. Są dni gdzie jestem szcześliwa i mam myśli że zawsze może być tak dobrze, jestem przepełniona miłością do partnera i rodziny. W następnych potrafię ich nienawidzić , nie chce ich widzieć i chce być sama. Mimo że później jak myśle właściwie to co powiedzieli/zrobili nie powinno wywołać aż takich emocji. Nie eskaluje ich na zewnątrz ale w głowie czuje się rozdarta. Nie wiem o co chodzi.
Jak pomóc przyjaciółce w trudnej sytuacji rodzinnej i życiowej?
Witam, postaram się w skrócie i obiektywnie. Mam znajomą którą znam od około 15 lat. Wychowywała się bez ojca, matka dość ją cisnęła na naukę i dobre studia. Jednocześnie chciała mieć rodzinę. Miała kilku facetów, jednego przez kilka lat lecz nic nie wychodziło. W końcu poznała jednego który dość dobrze rokował, zapewnił ją, że też chce mieć rodzinę i dom. Generalnie jej wymagania były takie, że zajmuje się dziećmi i domem a mężczyzna utrzymuje rodzinę. Na 3. roku studiów zaszła w ciążę z nim po krótkiej znajomości. W międzyczasie on jednak się rozmyślił i się rozstali. Później rodzina ją też namawiała, żeby skończyła studia, ale nie miał kto się zajmować dzieckiem, więc odnowiła kontakt z byłym (nazwijmy go Adam) i on jej pilnował dziecka w zamian za pomieszkiwanie u niej (miał blisko do pracy) ja również pilnowałam jej dziecka. Bywało ciężko ale skończyła studia. W międzyczasie szukała nowego partnera i wyjechała na krótko za granicę, lecz parter odesłał ją. Później ten Adam namówił ją na założenie firmy, która generalnie nie wypaliła. W tym czasie ojciec dziecka płacił ustalone niewielkie pieniądze lecz nie miał zbyt dużego kontaktu z dzieckiem. Pożniej kilkakrotnie wyjeżdżała do poznanych parterów i próbowała z nimi i dzieckiem zamieszkać lecz zawsze jakoś nie wychodziło. W koncu znalazła jednego i zaszła w ciążę. W międzyczasie założyła sprawę o wyższe alimenty i ograniczenie praw dla ojca starszego dziecka, czuła się przez niego oszukana. Ograniczyła też kontakt z matką i całą rodziną, a zostawiła tylko ze mną, Adamem i kilkoma byłymi facetami i byliśmy od pomagania i doradzania. Adam bardzo się angażował, dziecko się do niego przyzwyczaiło. Bardzo jest za nią, nawet kazał mi iść na spotkanie z tym ojcem dziecka zamiast niej żeby nie zobaczył, że jest w ciąży, mówi też że trzeba pomagać i ogólnie czuje się jak osoba z rodziny, cały czas doradza co ma robić w konfliktach z nimi. Jednak mieszkał na odległość a ona z nowym parterem i dziećmi w innym mieście. Jej matka i ojciec dziecka zaczęli jej szukać i znaleźli, jednak ona powiedziała że nie chce kontaktu, ale oni żądają wyjaśnień. Ogólnie to pierwsze dziecko jest takie bardzo podobne do ojca i w wyglądzie i zachowaniu, ma ciężki charakter i teraz gdy poszedł do szkoły, okazało się, że nie wiadomo czy zda pierwszą klasę, wobec czego zaczęła wyrabiać mu orzeczenia i przepisała do szkoły zdalnej. Ona ma dość go, mówi że najchętniej by go oddała. Ale jak mówię, że można do babci lub ojca dziecka to nie chce bo oni będą go wypytywać. Od początku było ciężko, ale teraz już sytuacja zrobiła się kuriozalna, nie umie podjąć żadnej decyzji, dzwoni do mnie i tych byłych partnerów po kilka razy dziennie i pyta co ma robić, odsyłam ją do psychologa ale nie bardzo chce iść, zreztą nie ma pieniędzy, pomyślałam, żeby napisać na forum i pokazać jej odpowiedzi. --- mniej obiektywnie: generalnie narzeka, że nikt jej nie pomaga, że nikt nie chce się zajmować jej dziećmi, że wszyscy się na nią uwzięli i ogólnie ma bardzo ciężko. Parter i ojciec drugiego dziecka raczej żyje swoim życiem i nie angażuje się za bardzo. Ja i Adam wielokrotnie jeździliśmy do niej, nieraz zabieraliśmy dziecko do siebie na kilka dni, też pożyczamy jej pieniądze itp. Zanim podejmie jakąkolwiek decyzję dzwoni do kilku osób i każdy musi doradzić i powiedzieć swoje zdanie, ona przekazuje rezcie co powiedziały tamte osoby i wybiera jedną z opcji, następnie jeśli się to rozwiązanie nie sprawdzi, narzeka że ta i ta osoba źle jej podpowiedziała Co myślicie o tym wszystkim. Ja już nie mam sił.
Czy moje życie romantyczne odbiega od normy? Introwertyczność i nieśmiałość w relacjach
Dzień dobry! Jestem 25-letnią kobietą z niepełnosprawnością, prawdopodobna neuroatypowością (nie diagnozowałam się jeszcze, bo sytuacja finansowa mi nie pozwalała i jeszcze jakiś czas pozwalać nie będzie) i chorobą przewlekłą. Jestem introwertyczna, nieśmiała, spokojna, wrażliwa i empatyczna, szczególnie do ludzi z niepełnosprawnościami i chorobami, ale też trochę zakompleksiona przez swoją chorobę i niepełnosprawność. Od wieku nastoletniego w relacjach z płcią przeciwną jestem (wcześniej nie miałam żadnych problemów w relacjach z płcią przeciwną, wręcz przeciwnie - wolałam jako dziewczynka towarzystwo chłopców niż dziewczynek, bo lepiej się z nimi dogadywałam) aż za bardzo ostrożna i efekt jest taki, że w zasadzie nigdy nie miałam partnera, czy nawet chłopaka. Już jako nastolatka skupiałam się raczej na nauce i na inwestowaniu w siebie, bo to była rzecz, w której jestem dobra, efekt jest taki, że w tym roku kończę dobre i wymagające studia - lekarski. Nie wiem, czy to normalne, ale nigdy nie jarały mnie wyskoki typu palenie, picie (zdrowie - biorę na stałe leki, mój stan zdrowia stopniowo się pogarsza, do dziś dbam o zdrowie jak tylko mogę i często chodzę po lekarzach, żeby mieć w miarę dobre samopoczucie i się trzymać, więc z tym nigdy nie eksperymentowałam i nie eksperymentuję), czy imprezowanie, nigdy nie byłam stadna, raczej od końca podstawówki trzymałam się na uboczu. Kompletnie nie rozumiałam też nastoletnich „motyli w brzuchu” (a potem szybki związek, szybki seks, eksperymentowanie - jasne, miałam wtedy kilka cichych zauroczeń, ale już wtedy rozumiałam, że zauroczenie to nie jest miłość i że często ono szybko stygnie kiedy przychodzi codzienność i porządnie poznamy drugiego człowieka) i do tej pory w pewien sposób nie rozumiem szybkich związków opartych na zauroczeniu, które miały być do grobowej deski, jeszcze z ładną instagramową oprawą, a które przy pierwszej trudnej sytuacji się rozpadają - w sumie to wtedy patrzałam na to jak na trochę niedojrzałość obu stron, ale takie związki w wieku nastoletnim to może nie wiem, element czy etap rozwoju emocjonalnego, który u mnie z jakichś powodów nie wystąpił? W zasadzie już od wczesnej młodości od związku oczekiwałam nie tylko partnerstwa romantycznego (wiadomo, sprawy romantyczno-erotyczne to dla mnie też bardzo ważna część związku, bo nie jestem osobą aseksualną), ale też intelektualnego - żeby partner podzielał moje zainteresowania i żeby było zawsze o czym porozmawiać i żeby się wspierać kiedy przyjdzie trudny moment. Nie miałam od liceum też dużego prywatnego kontaktu z mężczyznami - w klasie miałam 5 chłopaków, 4 zajętych i 1 gej. Na studiach taka sama proporcja - na grupę seminaryjną dosłownie kilku chłopaków, wszyscy zajęci i także 1 gej (w 6-osobowej grupie klinicznej miałam same dziewczyny, w parze klinicznej jestem z koleżanką, z którą kumpluje się od 1 roku w sumie najbardziej, poznałyśmy się na forum dotyczącym rekrutacji na studia). Nie mam też starszego ani choć w przybliżonym wieku kuzynostwa ani rodzeństwa, bo jestem najstarsza i to dużo od nich starsza - może gdybym miała miałabym troszkę inny tryb życia, bo miałabym większy kontakt prywatnie z większą liczbą osób starszych lub w zbliżonym wieku poznanymi przez nich? Od końca liceum jednak coraz częściej odczuwam, obserwując rówieśników, którzy są już w poważnych związkach/po ślubach/ mają dzieci albo już poważne związki niedawno skończyli, że chyba coś jest ze mną nie tak i czuję się jakaś zacofana w tych kwestiach i myślę, że przetraciłam swoje najlepsze lata na takie rzeczy i że coś ważnego mnie ominęło. Dodam jeszcze tylko, że nie miałam emocjonalnie nieobecnych i niedojrzałych rodziców rodziców, którzy mieli że tak powiem większościowy tryb życia (młodo związek, młodo ślub, szybko dziecko) którzy nie są zbytnio zadowoleni z mojego trybu i mają to za lenistwo. Prosiłabym o poradę co najlepiej żebym z tym zrobiła i czy coś faktycznie jest ze mną nie tak. Dziękuję z góry za odpowiedzi!
Dzień dobry, mam regularny problem z moją drugą połówką.
Dzień dobry, mam regularny problem z moją drugą połówką. Sam zaczynam się zastanawiać czy to może ja jestem jakiś dziwny lub nie potrafię żyć w związku. Problem występuje regularnie - popełniam jakiś w mniemaniu mojej dziewczyny błąd, który skutkuje jej całkowitą zmianą nastawienia w stosunku do mojej osoby. Poniżej opis ostatniej sytuacji: Aktualnie jestem bezrobotny, więc zostałem w domu (niedługo zaczynam pracę w nowym miejscu, zmieniłem ją ze względu na nią). Umawialiśmy się na wspólne spędzenie wieczoru, ona była w pracy, więc przygotowałem kolację. Wróciła i była bardzo zadowolona, zjedliśmy wspólnie. Po jedzeniu leżeliśmy i rozmawialiśmy, ale w pewnym momencie zaczął dzwonić jej telefon, musiała jeszcze popracować. Wtedy zacząłem grać na komputerze, ona nadal pracowała. Minęło tak ze 20 min, ona w rozmowie ze znajomym stwierdziła, że zaraz idzie i kupi mi piwo, bo bezrobotny jestem i gram więc brakuje mi tylko tego do kompletu (w ramach żartu). Skończyła rozmawiać, poleżeliśmy wspólnie, śmialiśmy się z tego mojego grania, komputer nadal był włączony. Wyszła do sklepu, wróciła i dała mi piwo. Otworzyłem, wróciłem do gry, a ona zaczęła czytać książkę. Pograłem jeszcze 20 min i położyłem się z nią, ona stwierdziła, że teraz to ona ma wyj*bane i żebym sobie grał, bo przecież też mam na nią wyj*bane. Nie udało mi się z nią normalnie porozmawiać, mam wrażenie, że granica jest bardzo ciężka. Powtarza się to regularnie, następuje eskalacja z jej strony. W rozmowie przed snem wymieniła mi wszystkie popełnione przeze mnie błędy. Twierdzi, że mam na nią wyjebane i traktuje ją jak gówno. Że przecież wiem, że ona ma wysokie libido. Dziś jest kolejny dzień, a ona wcale nie chce ze mną rozmawiać, mówi, żebym miał na nią wyj*bane, bo ona też już na mnie ma. Mówi, że mogę mieć tak całe życie i że niczego ode mnie nie chce, że wcale mnie nie potrzebuje. Dawniej bywały problemy np. z pracą, z której wracałem późno, nie jestem typem, który może wszystko rzucić, robię swoją pracę do końca. Funkcjonujemy w tej samej branży i oboje wiemy, jak ona wygląda. Dosyć długie pytanie, mimo wszystko będę wdzięczny za jakąkolwiek pomoc, opinie lub dodatkowe pytania, na które chętnie odpowiem. Z góry dziękuję.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.