Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Osamotnienie w związku i podejrzenia o niewierność męża – jak sobie poradzić?

Maz uwaza ze mnie kocha pragnie pozada zawsze obiecuje intymnosc zastrasza potem no no powiesz psychologowi jaka jestes ze robisz mi jazdy o nocki ze nie ma sexu nie przytyłam oczywiście ze powiem a dlaczego tobie robie awantury? Nie mam ciebie dla siebie wogole ciagle dniami miesiącami pracujesz od 8 do 18 lub od 8 do 21 ze mna czas spędzasz jedynie 1.5 godziny każdego dnia na sexsie i idziesz spać podczas snu nie chcesz przytulić mnie co niby uwielbiasz twe słowa??? Jestem osamotniona w związku nie mam żadnego pożytku z meza żadnego zwro uczuc ciepla sexu prawdziwego miłości szacunku a ustalanie z jego strony zasad. Jak zasłużę jak bede chcial albo możliwe ze cie przytulę. To jest moim zdaniem chore. W pracy wspaniale relacje z szefowa żyje radosny uśmiechają sie do siebie bardzo jej pomocny. Jak mu mowie ze czuje ze ich cos łączy atakiem odpowie no to już masz miły dzien z głowy przychodzę z pracy idę spać. Wogole ze mma sie nie liczy z moimi potrzebami pragnieniami, dlatego odbieram ze liczy sie dla niego tylko ona życie zawodowe nie ja - ja nie jestem mu absolutnie potrzebna czy mam rację??? Wiecznie obiecuje a nie dotrzymuje słowa manipuluje bawi sie mna moimi uczuciami. Ale co do czego nakazuje abym to ja sie do niego przytuliła ale do czego? Do jego pleców? Co tu jest nie tak ? Od dnia 27 stycznia 2026r mija zarzz 4 dzien niby chce sexu pieszczot przytulenia czułości po czym jakis zimny ze jest zmęczony a na mnie na moje zmęczenie nie patrzy wypalanie emocjonalnie sie z jego strony zastraszanie zasady i jeszcze uwaza ze ja łamie zasady? Nie przypadkiem on je łamie? Obiecuje cos ale tego nie robi jak tak można? Wiecznie robić nadzieję? Normalny sex od ponad 21 lat bagle zwyczajny sex od tak i nara idę spać na bok no bo tak nagle po tylu latach mu wygodnie? Od kiedy. Jeszcze uwaza ze w nocy robie mu awantury? Czy mam powody czy nie? Na zapytanie sie męża? Przytulisz mnie odpowiedź chamska cyt ,, NIE,, wyprosić sie o sex nad ranem.? Wtedy mam a tak moge zapomnieć i ciągle krytykowanie zastraszania i swe ja? Co mam myśleć co robić? Czy faktycznie tu juz uczuc ze strony meza w moja stronę nie ma? Czy ta kobieta zawładnęła jego sercem rozumem? Czy jest opcja ze to ona dla niego juz sie tylko liczy i poza nią jak praca nie widzi swiata? A ja jestem bo jestem? Jestem wyczerpana co mam robic jak podejść do tego jak chce jeździć po niego do pracy czy odpuścić sobie całkowicie jego osobę jak to sie mówi zlać ale obserwować zbierać dowody? Sama nie ukrywam cos mi tu nie pasuje a nawet jedna jego koleżanka z pracy sama mi powiedziała cyt ,, odpuść sobie go,, co mam robic ? Dla mnie wazna porada będzie czy nie jeździć nie okazywać uczuć potrzeby sexu obojetnosc odciąć sie poprostu? Ale nie ukrywam kocham go on niby tez mnie ale co mam robić? Uwielbiam z mężem sex
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Panią,

 

Dziękujemy za wiadomość. Z Pani słów wyraźnie wybrzmiewa ogromne zmęczenie, poczucie osamotnienia i brak bezpieczeństwa emocjonalnego w związku. To naturalne, że czując brak czułości, nieustanne obietnice, które nie są dotrzymywane, oraz manipulacje emocjonalne, pojawia się w Pani frustracja, smutek, złość i poczucie, że nie jest Pani wystarczająco ważna. Wszystkie te emocje są w pełni uzasadnione w takiej sytuacji.

Kilka rzeczy, które mogą pomóc:

Zadbanie o własne granice: wyznaczenie, co jest dla Pani akceptowalne w relacji i czego nie pozwoli Pani sobie naruszać. To nie jest egoizm, to ochrona siebie.

Obserwacja faktów, a nie przypuszczeń : skupienie się na tym, co jest realne w relacji, a nie na przypuszczeniach o innych kobietach czy intencjach partnera.

Wsparcie z zewnątrz : rozmowa z psychologiem lub terapeutą pomoże przetworzyć emocje, wzmocnić poczucie wartości i nauczyć strategii radzenia sobie z manipulacją czy zastraszaniem.

Małe kroki do samopoczucia:codziennie zrób coś, co daje Pani poczucie własnej wartości i sprawczości, niezależnie od reakcji partnera.

To, co Pani przeżywa, nie jest Pani winą i ma Pani prawo do bliskości, czułości i szacunku. Stopniowe budowanie świadomości własnych potrzeb i stawianie granic może pomóc odzyskać poczucie bezpieczeństwa i zmniejszyć wyczerpanie emocjonalne.

 

Zachęcam do ponownego udzielania się na forum, w razie potrzeby -  jesteśmy tu dla Pani. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pani Katarzyno

 

 Pani sytuacja brzmi bardzo boleśnie i wyczerpująco, a  samotność emocjonalna, brak bliskości i sprzeczne sygnały od męża to poważne problemy w długoletnim związku. Ma Pani  pełne prawo czuć frustrację i wątpliwości co do jego uczuć.​ Wypalenie emocjonalne w związku objawia się m.in. obojętnością na potrzeby partnera, unikaniem bliskości fizycznej ,skupieniem na pracy i zasadach zamiast ciepła. Brak seksu po 21 latach, konflikty o drobiazgi i zmęczenie jako wymówka to klasyczne przyczyny jak stres zawodowy, rutyna lub niewyrażone emocje oddalają partnerów, prowadząc do poczucia samotności mimo wspólnego życia. Pani powody do awantur takie jak brak dotrzymywania obietnic, chłód po zapewnieniach są uzasadnione, gdyż obietnice bez działań budują fałszywą nadzieję i frustrację, ale też w niczym nie pomagają.

 Ciepłe relacje w pracy (uśmiechy, pomocność) kontrastujące z chłodem w domu mogą budzić zazdrość, ale bez dowodów (np. flirtu poza pracą) to niekoniecznie romans ,a częste zauroczenia szefem, pracownikiem wynikają z bliskości zawodowej, nie zawsze emocjonalnej. Jeśli Pani czuje manipulację to znak STOP, gdyż manipulatorzy obiecują bliskość, potem stawiają warunki, wywołując poczucie winy. Nie jest Pani "niepotrzebna",  ale zachowanie męża wskazuje na unikanie odpowiedzialności emocjonalnej. Brak szacunku, ciepła i konsekwencji sugeruje osłabioną więź, kiedy po latach rutyna i praca mogą zgasić namiętność, ale nie zawsze oznacza to brak miłości. Czasem jest to to wypalenie lub unikanie problemów. Porozmawiajcie spokojnie bez oskarżeń. Proszę  wyrazić potrzeby (np. "Czuję się samotna, potrzebuję więcej bliskości"). Awantury blokują dialog.​

Proszę nie zbierać "dowodów" gdyż to eskaluje zazdrość. Zamiast tego proszę  skupić się na sobie, by nie dawać mu pretekstu do manipulacji.​ Zalecam ćwiczyć obojętność emocjonalną (nie inicjować seksu na siłę), ale budować niezależność gdyż to chroni przed ranami. Może czas na terapię własną albo wspólną? (terapia par) Terapia par poprawia komunikację i bliskość w 70-80% przypadków.

Życzę powodzenia.

 

Katarzyna Dzwonnik

Katarzyna Dzwonnik

Dzień dobry Pani,

Na wstępie chcę zwrócić uwagę na ton jaki przebija z Pani wiadomości najmocniej, na co zwróciłam uwagę. 
Czuję, że to nie jest tylko podejrzenie zdrady, ale ogromny ból samotności jaką Pani czuje w swoim wieloletnim związku. 
Wyobrażam sobie z tego opisu, że może się czuć Pani odsunięta, nieważna dla męża, głodna bliskości i czułości, której od dłuższego czasu nie dostaje. Warto na wstępie to nazwać po imieniu, bo czasem samo pytanie „czy on ma kogoś?” jest próbą znalezienia wytłumaczenia dla cierpienia, które trwa od dawna.

To, że Pani partner się wycofuje, unika kontaktu, zasypia, nie odpowiada na potrzeby, nie musi automatycznie oznaczać niewierności. Takie mam doświadczenia pracując na co dzień z parami w kryzysie. 
Czasem takie zachowania oznaczają coś innego: człowieka przeciążonego, odciętego od emocji, uciekającego w pracę, zmęczenie albo takiego, który nie umie budować bliskości, bo nikt mu nie pokazał wzorca.

W takiej sytuacji to nie jest to samo co zdrada, choć skutki dla drugiej strony bywają równie bolesne i czuję, że Pani właśnie je odczuwa.

Widzę w tej sytuacji też możliwy mechanizm błędnego koła: Im bardziej Pani czuje się samotna, tym mocniej woła Pani o uwagę i bliskość. 
On z kolei im bardziej czuje nacisk z Pani strony i presję, tym bardziej się wycofuje z relacji. 
Pani wtedy cierpi jeszcze mocniej, więc naciska jeszcze bardziej, żeby natychmiast dostać od niego jakiś skrawek, jakiś gest, dowód na to, że wciąż jest Pani ważna i mu zależy. 
Natomiast dzieje się coś odwrotnego i oboje grzęźniecie. To częsty kryzys relacyjny, a nie dowód, że wszystko jest skończone.

Dlatego dziś ważniejsze od szukania dowodów na zdradę męża może być spokojne zapytanie samej siebie: czy między nami jest jeszcze przestrzeń na prawdziwy kontakt i naprawę tego co jest teraz?
Spróbowałabym odejść od oskarżeń i powiedzieć prosto o sobie:
„Nie chodzi mi już tylko o seks. Czuję się od dawna samotna obok Ciebie. Tęsknię za bliskością, czułością i tym, żebyśmy znów byli razem naprawdę. Chcę wiedzieć, czy Ty też chcesz o nas zawalczyć.”
To daje większą szansę na rozmowę niż kolejne domysły.

I ważne: jedyną drogą nie musi być rozstanie. Czasem pary dochodzą do ściany właśnie po to, żeby pierwszy raz zobaczyć, co naprawdę się między nimi dzieje. Opadają wtedy maski i mamy okazję poznać się na nowo. Kryzys bywa końcem pewnego sposobu bycia razem, ale nie zawsze końcem relacji.
Na ten moment bardziej niż pytanie „czy on zdradza?” zadałabym pytanie: czy oboje jesteście gotowi zacząć widzieć swój ból i coś z nim zrobić. Od tego wiele może się zacząć.
Wierzę, że możecie się jeszcze w tym spotkać. 
Trzymam kciuki! 
Pozdrawiam serdecznie
Katarzyna Dzwonnik 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak zaakceptować samotność i poczucie bycia przegrywem w życiu?
Jak zaakceptować bycie przegrywem i że będę sam całe życie.Odkad poddałem prawo jazdy po 8 nieudanych razach z 4 lata temu zdałem sobie sprawę że jako mężczyzna zawiodłem. Nie mam siły na nic i tylko wiem że po prostu nic nie osiągnąłem. Wiem że będę sam całe życie i przegrywem. Do tej pory pracuję w tej samej pracy od 4 lat jako pomocnik drukarza i myje jakieś rakle sita itp. i nie osiągnąłem nic mam zero perspektyw planu niczego mieszkam wciąż z rodzicami i wiem że jestem nikim. Mam już 23 lata i czuję że będzie tylko gorzej przez chwilę jedyna rzecz co mi pomagała to leczenie zębów u ortodonty to dawało mi jakąś cichą nadzieję że coś robię ale to za mało prawda jest taka że nie jest to żadne osiągnięcie a inni studiują osiągają robią coś. Dobrze że przynajmniej kobiety omijam są mądrzejsze lepsze więc wole unikać kontaktu z nimi już raz byłem wyśmiany więc teraz przynajmniej znam swoje miejsce. Wiec jak zaakceptować bycie przegrywem i samemu i to że jestem prawiczkiem jako mężczyzna po prostu jest to tez wstyd i obciach bo co by nie było żadna normalna kobieta nie chce frajera takiego jak ja?
Mąż zdradził mnie emocjonalnie - nie wiem jak mogę sobie pomóc
Mąż w trakcie trwania naszego 5 letniego małżeństwa zdradził mnie emocjonalnie 2 razy. Nie potrafię mu zaufać, nie pomaga mi też to, że 'trzyma mnie' przy sobie jednocześnie mówiąc, że mnie nie kocha. Mąż jest również w trakcie leczenia depresji. Czuję się rozdarta na milion kawalków. Chcę odejść i jednocześnie zostać. Nie wiem co robić. Nie wiem jak mogę pomóc sobie. Mamy wspólnie 3 dzieci.
Praca na oddziale psychiatrycznym - wypalenie zawodowe, przeciążyło mnie to.
Dzień dobry. Pracuję od roku na oddziale psychiatrii. Poszłam do tej pracy ze względu na swoje doświadczenia z dzieciństwa i chęć wsparcia dzieciaków w budowaniu pewności siebie i nie poddawaniu się. Jestem osobą wysoką wrażliwą. Niestety to, czego doświadczam w pracy, przerosło mnie. Na co dzień rozmawiam z dziećmi, znam ich ból i powody, dla których postanowiły zrobić sobie krzywdę. Byłam u lekarza, dostałam leki przeciwlękowe i wróciłam do pracy. Choć myślałam, że sobie radzę to widzę, że ta praca już nie jest dla mnie. Już mam dość rozmów z dziećmi, już mam dość ich wspierania, nie potrafię słuchać, dlaczego trafili do szpitala i z czym się mierzą, nie chcę patrzeć na pocięte ręce, jestem bardzo zmęczona patrzeniem, słuchaniem, współodczuwaniem tego. Są dzieci, które są mi bardzo wdzięczne za to, co dla nich zrobiłam, że wysłuchałam je i po prostu byłam. Psycholog mi powiedziała, że wszystko co odczuwam sumuje się w wypaleniu zawodowym. Jestem tak zmęczona, że najchętniej uciekłabym i już więcej do pracy w zawodzie nie wracała, tylko nie wiem za co żyć. I tym samym nie stać mnie na jakiekolwiek wizyty prywatnie... A praca ta daje mi pieniądze na życie... Mam od pewnego czasu takie zawieszenia, że siedzę gdzieś na mieście, w ciszy wpatrzona w dal i nie mam siły ani ochoty na nic więcej. Jak uda mi się mieć dłuższy urlop, np. tydzień, to udaje mi się zapomnieć o wszystkim, zrobić coś dla siebie, pójść na spacer i się uśmiechnąć nawet, czuję się wtedy dobrze. Ale po chwili wraca szara rzeczywistość i znów nie jest kolorowo. Nie uważam, że powinnam iść na terapię z racji swojej przeszłości, bo wybaczyłam osobom, które mnie skrzywdziły i to już jest za mną. Naprawdę jest dobrze i było, dopóki moja wysoka wrażliwość nie pokazała się w tej pracy. Myślę nad zmianą zawodu. Zanim jednak to zrobię, muszę skończyć kursy/studia - to długa droga. Czy do tej pory (około rok może półtora) bezpiecznie jest zostać w tej pracy? Czy lepiej iść na L4? Rozważam też po prostu odejście z tej pracy. Nie mam planu B, jeśli odejdę. Nie mam innej pracy ani fachu w ręku. Ale czuję, że nie potrafię już pracować w obecnym zawodzie. I czuję, że z każdym dniem pracy mam dość ludzi i hałasu wokół. Nie mam siły na spotkania ze znajomymi, bo czuję, że nie mam kiedy odpocząć, a i tak nawet jak jestem sama ze sobą, to nie da się odpocząć. Co do wsparcia, to mam 2 przyjaciółki w innym mieście i tyle, albo aż tyle. I myślę, by do ich miasta się przeprowadzić. Tutaj złożyć wypowiedzenie w pracy. Przenieść się do miasta, gdzie mam przyjaciółki i możliwość spotkań w realu niż jak do tej pory na odległość i zacząć wszystko od nowa, od zwykłej pracy na recepcji choćby i szkolenia w nowym zawodzie grafika. Dziękuję za wysłuchanie i pomoc. Potrzebowałam to komuś napisać.
Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami.
Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami. W grudniu mój chłopak zwierzył mi się ze swoich problemów, które zrozumiałam i zaoferowałam wsparcie, które docenił i dostrzegał. Dotychczas nie zmagałam się z żadnymi osobistymi problemami, więc owszem, martwiłam się, ale była to jedyna rzecz, która mogłaby mnie jakkolwiek zmartwić. Niestety następny miesiąc postawił przede mną problemy związane ze mną samą. Zaczęłam mieć problemy z koncentracją, mocno zaniedbałam studia, moją zmianę zauważyli również niektórzy wykładowcy. Okres sesji był dla mnie wtedy jeszcze trudniejszy, straciłam kontrolę nad stresem, całkowicie mnie pochłonął. Potrzebowałam dużo czasu, by odreagować i odpocząć. Gdy zaczęłam tracić kontrolę i uzmysłowiłam sobie, że to nie jest chwilowy ”dołek”, powiedziałam szczerze, że jak on w grudniu mi powiedział o swoim problemie, u mnie było wszystko ok, ale teraz tak niestety nie jest i przez jakiś czas mogę nie czuć się na siłach, by okazać wystarczające wsparcie, jakiego mógłby potrzebować. Postanowiliśmy sobie, żeby ten nowy rok był taki, żeby skupić się bardziej na sobie i swoich problemach, że może to nam pomoże, gdy przez jakiś czas postawimy na taki pewien przejaw egoizmu i zbierzemy się na to, by samodzielnie sprostać swoim problemom, a jeśli będzie ciężko, pojawi się potrzeba udać się do specjalisty, to wtedy na przykład pójdziemy razem, gdy w pojedynkę będzie to dla nas zbyt trudne. By jakoś wzajemnie się motywować w chwilach słabości. Pod koniec lutego zerwał ze mną chłopak. Wszystko w pokojowych relacjach, w świadomości obustronnej, że nadal jesteśmy dla siebie ważni, ale nie potrafimy sobie pomóc, gdy u nas obojga pojawiły się problemy. Nie wykluczamy powrotu do siebie, ale też wiemy, że nie możemy żyć kierując się tym najbardziej optymistycznym scenariuszem, gdyż czas też pokaże, czy faktycznie do tego dojdzie. Było to [rozstanie] w trakcie przeprowadzki do nowego mieszkania. Ze względu na okoliczności i to, że nie miałabym jak dojeżdżać do pracy i na studia, gdybym zdecydowała się wrócić do miejsca, gdzie wcześniej mieszkałam, mieszkamy nadal razem, trzymając się oczywiście zasady, jaką postanowiliśmy sobie wcześniej. Zerwanie miało na celu pozbieranie swojego życia, zebrania się w sobie, by rozwiązać problemy i poczuć się tak jak dawniej. Pomimo upływu czasu, są sytuacje, gdzie wszystko jest w porządku. Zaczęłam dostrzegać, że nadal myśli czasami w perspektywie „my”. Ponieważ zbliżają się małymi krokami komunie w naszych rodzinach i początkowo mieliśmy wybierać się na nie razem, jednak po tym, co się między nami zdarzyło, raczej mało prawdopodobne, że chęci wspólnego uczestnictwa uległyby zmianie. Tymczasem temat tychże komunii wyszedł od niego i chciał pójść także na komunię mojego brata oraz kuzyna. Myślał nawet specjalnie o wolnym w swojej pracy pod tym względem. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że na uroczystość komunijną w jego rodzinie wybieramy się razem. Ta kolejna rzecz dała mi do myślenia, ponieważ nie naciskałam (to też była jedna z kwestii, co do której nadal miałam w głowie znaki zapytania, nie narzucałam się, wolałam też usłyszeć, jak on się z tym czuje), spodziewałam się raczej chłodnych stosunków i stwierdzenia, że ponieważ jest między nami tak, jak jest, to takie uroczystości rodzinne spędzimy osobno. A tu tak jednak nie jest. Są momenty, kiedy nadal pojawiam się w jego planach, ale są też momenty, kiedy myślimy o sobie solo i przypominamy sobie, że nie jesteśmy razem, jednak to ma miejsce tylko wtedy, kiedy pojawiają się gorsze dni, coś nas złości i jesteśmy w gorszym nastroju. Wtedy pojawiają się poważniejsze momenty, ale po nich jesteśmy w stanie wyklarować atmosferę i z lepszym nastrojem zakończyć dzień. Czuję się zagubiona. Wierzę w moc czasu, że gdy minie to pewne rzeczy się rozwiążą, nasuną się nowe wnioski. O mojej sytuacji wiedzą dwie osoby – przyjaciółka i mama. Kiedy im o tym mówiłam, odpowiedziały mi, że według nich to tak naprawdę jakbyśmy chcieli być nadal razem, bo gdyby nie, nie byłoby mowy o tak pokojowym rozstaniu. Że nasze postępowanie podyktowane jest też takim rozważnym i analitycznym podejściem do sytuacji w obliczu naszych osobistych problemów, które próbujemy zażegnać i z tym działamy, każdy w swoim tempie. Owszem, to nie są specjaliści, ale gdy mówią to osoby, które mnie dobrze znają, które miały różne, a niekiedy podobne sytuacje w związku, to na tyle, ile mogły, to były w stanie się o tym wypowiedzieć bez oceny, bez prawienia kazań. I to wszystko daje mi nadzieję, że finałem niekoniecznie będzie tragedia, tylko że może faktycznie powrót do siebie będzie pewnego rodzaju finałem procesu leczenia duszy po wszystkich trudnościach, jakie zdołały ją podniszczyć. Poszukuję też porady w tej sytuacji także u specjalisty. Próbuję i tutaj. Co robić? Czy jest coś, co mogłoby i mnie i jemu pomóc? Chciałabym zachować spokój ducha w tej ważnej dla mnie sprawie. Chciałabym też móc skupić się na studiach (w tym roku obrona) i mieć nad tym jakąś kontrolę, nie utracić jej znowu. Mogę dodać, że miałam też takie przeczucia, że ten miesiąc będzie taki bardziej „mój”, że znajdę siłę, by skupić się na swoim zdrowiu, zmienić lekarza co chciałam zrobić już dawno, lecz nie potrafiłam i tym podobne. I faktycznie jak przez te kilka miesięcy się męczyłam, tak pod koniec lutego zrobiłam plan i pomimo tego, co się podziało, już udało mi się go w znacznej części zrealizować. Zaczęłam wstawać bez „chwiania się”. Czuję większy spokój i kontrolę, ale wiem, że to nie wszystko. Dlatego będę wdzięczna za każdą wyrozumiałą, nieoceniającą radę, z pomocą której mogłabym pokierować sobą na przyszłość. Dziękuję.
Co mam zrobić, nie mam żadnego wsparcia
Co mam zrobić, nie mam żadnego wsparcia. Mam męża dziecko, 3 siostry i rodziców. Mieszkam z mężem u moich rodziców. On nie może na nich patrzeć, ciągle mi wypomina, że ja chciałam z nimi mieszkać. Rodzice niby wszystko jest ok, a tak naprawdę to obgadują nas, że wszystko słyszę, przykro mi, bo nie mam komu się wyżalić czy nawet porozmawiać o swoich problemach. Siostry mają swoje rodziny i odzywamy się tylko od święta. Jestem taka samotna. Żyć mi się niechce, męczę się, ale mam dziecko i niechce go skrzywdzić swoją śmiercią. Nic już dla mnie nie ma sensu, robię tylko to, co muszę. Uśmiecham się i udaje, że wszystko jest ok, a tak naprawdę ukrywam w sobie wielki ból. Czy gdym udała się na terapię to czy to coś zmieni. Nie wiem, gdzie leży mój problem, czy to coś z czasy dzieciństwa czy może mój mąż jest moim problemem. Wiem, że to chore, bo kocham go, a jednocześnie nienawidzę za krzywdy, które mi zrobił, a ja z nim trwam, ale to może we mnie jest jakiś problem, z którym nie umiem sobie poradzić i to on jest przyczyną takie życia, jakie mam. Już od dłuższego czasu zastanawiam się nad wizyta u psychologa, ale wstydzę się i nie wiem, czy będę potrafiła się wygadać komuś w oczy. Proszę o odpowiedź.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.