
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Jak pogodzić się z...
Jak pogodzić się z brakiem doświadczeń miłosnych i lękiem przed samotnością w wieku 23 lat?
Anonimowo
Paulina Bedrejczuk
To, co piszesz, brzmi jak długie doświadczenie odrzucenia i wstydu, po których łatwo dojść do wniosku: „tak już będzie” i lepiej się z tym pogodzić, żeby mniej bolało. To jest zrozumiałe- to sposób, żeby chronić się przed kolejnym rozczarowaniem. Ale to nie jest fakt o Twojej przyszłości, tylko wniosek z tego, co było do tej pory. A to, że było trudno, realnie wpływa na to, jak dziś to widzisz. Masz 23 lata, to naprawdę nie jest moment, w którym jest za późno... Wiele osób wchodzi w pierwsze relacje później, tylko rzadko się o tym mówi.
To, co widać, to raczej utkwienie w pewnym schemacie myślenia o sobie i relacjach, który z czasem się utrwalił. I w takim schemacie bardzo trudno samemu zobaczyć coś inaczej. Unikanie kobiet w tej sytuacji jest zrozumiałe, to chroni przed bólem. Tylko że jednocześnie sprawia, że nic nowego nie ma szans się wydarzyć i ten schemat się utrzymuje.
Bycie prawiczkiem w tym wieku nie przekreśla Cię. To bardziej temat wstydu niż realna przeszkoda w relacji. Nie ma też żadnego „terminu”, do kiedy trzeba mieć pierwszy związek. To, co próbujesz zrobić, pogodzić się z byciem samemu -raczej nie przyniesie ulgi, skoro już teraz czujesz, że to będzie bolało.
Zamiast próbować zaakceptować najgorszy scenariusz, bardziej pomocne jest inne podejście:
"na razie nie wiem, jak to zmienić- ale nie zakładam, że to niemożliwe". To mała, ale kluczowa różnica.
Wystarczy zostawić sobie minimalną przestrzeń na to, że to, co było do tej pory, nie musi wyglądać tak samo w przyszłości. I z tym naprawdę nie trzeba zostawać samemu, rozmowa z psychologiem lub terapeutą może pomóc wyjść z tego zamkniętego kręgu myśli i zobaczyć coś więcej niż to, co teraz wydaje się oczywiste.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Anna Szczypiorska
Brzmi to, jakbyś od dłuższego czasu nosił w sobie dużo bólu, wstydu i poczucia odrzucenia. To bardzo obciążające doświadczenie, zwłaszcza kiedy masz za sobą sytuacje wyśmiania i unikania, które tylko to przekonanie wzmacniają.
Chcę jednak jasno powiedzieć: to, co opisujesz, nie jest „faktem o Twojej przyszłości”, tylko wnioskami, które powstały na bazie trudnych doświadczeń i niskiego poczucia własnej wartości. W wieku 23 lat naprawdę nie jest „za późno” na relację ani na pierwsze doświadczenia – wiele osób zaczyna dużo później, choć rzadko się o tym mówi.
Unikanie kobiet chroni Cię chwilowo przed bólem i wstydem, ale jednocześnie utrwala przekonanie, że „się nie nadajesz” i zamyka drogę do zmiany. To trochę błędne koło: im bardziej się wycofujesz, tym bardziej rośnie poczucie, że nie masz szans.
Zamiast próbować zaakceptować samotność, spróbuj potraktować to jako sygnał do pracy nad sobą:
- nad poczuciem własnej wartości,
- nad wstydem po odrzuceniu,
- nad stopniowym wracaniem do kontaktów z ludźmi (bez presji na związek).
Jeśli możesz, rozważ rozmowę z psychologiem – to dokładnie takie trudności, z którymi da się pracować i je zmieniać.
Piotr Ziomber
Rozumiem, jak bardzo Cię to boli, kiedy te myśli o samotności, wstydzie i poczuciu porażki krążą w głowie jak koło, które nie daje spokoju. Masz 23 lata, co jest cholernie młodym wiekiem, a mimo to czujesz, jakby wszystko było już stracone. To klasyczny pułapka czarno-białego myślenia, które wyolbrzymia negatywy i ignoruje realne możliwości. Nie jesteś "skazany" na samotność, a statystyki pokazują, że wielu ludzi zaczyna poważne relacje dopiero po 25-30 roku życia, a introwertycy często budują głębsze więzi później, bo nie gonią za tłumem. Te posty starszych facetów, które czytasz? Widzisz tylko tych, którzy narzekają online, a nie tych, którzy cicho żyją szczęśliwie (z partnerką czy bez).
Średni wiek pierwszego związku w Polsce to ok. 20-25 lat, ale masa ludzi ma pierwsze doświadczenia później. Badania wskazują, że 30-40% dorosłych w Twoim wieku jest single, a połowa z nich nie czuje presji.
Wielu introwertyków (np. Bill Gates czy Elon Musk w młodości) miało problemy z randkami, ale budowali relacje na autentyczności, nie na "statusie". Kobiety cenią lojalność, humor i wspólne zainteresowania bardziej niż "doświadczenie".
Wstyd za "prawiczka"?: To społeczny bullshit, a w Polsce ok. 15-20% 25-latków nie miało seksu (dane z CBOS i Kinsey Institute), a kobiety często wolą kogoś bez "bagażu" od cwaniaków. Wyśmiewanie to ich problem, nie Twój , omijanie dziewczyn z tego powodu tylko wzmacnia strach.
Nie zaakceptujesz tego, bo to nie jest prawda o Twojej przyszłości. "Akceptacja" porażki to poddanie się, a Ty zasługujesz na walkę o lepsze.
Jak ruszyć do przodu krok po kroku
Przestań karmić negatywy, gdyż one programują Twój mózg na porażkę (efekt Dunninga-Krugera: skupiasz się na wadach, ignorując atuty). Zastąp to książkami jak "Jak zdobyć przyjaciół" Dale'a Carnegie'go lub "No More Mr. Nice Guy" Glovera .
Nie musisz od razu randkować. Zacznij od hobby z ludźmi jak siłownia, kluby gier, wolontariat . Ćwicz rozmowy: "Cześć, co Cię tu sprowadza?" , ale bez presji na flirt. Zrób coś z wyglądem (fryzjer, siłka, ale nie dla kobiet, dla siebie). Terapia? Polecam – CBT (terapia poznawczo-behawioralna) zmienia te myśli w 8-12 sesjach
Nawet bez dziewczyny możesz mieć epickie życie, jak podróże solo, pasje, kumple. Ale statystycznie, 70% introwertyków z Twoim podejście zmienia to w rok, działając konsekwentnie.
Jesteś młody, masz czas, kiedy większość facetów w Twojej sytuacji żałuje, że nie zaczął wcześniej. Wybierz działanie zamiast akceptacji klęski. Co Cię najbardziej blokuje teraz? Strach przed odrzuceniem czy brak pomysłu na start?
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Masz 23 lata i to, co Pan czujesz, to nie wyrok, ale efekt głębokiego zranienia i lęku przed odrzuceniem. Przekonanie, że w tym wieku „wszystko już stracone”, jest błędem poznawczym – mnóstwo mężczyzn zaczyna budować relacje znacznie później, a brak doświadczenia nie definiuje Pana wartości. Czytanie pesymistycznych postów karmi depresję, zamiast dawać realny obraz świata. Zamiast akceptować samotność, warto zaopiekować się swoim poczuciem własnej wartości, najlepiej z pomocą terapeuty, bo to nie Pana brak „statusu”, ale własne przekonanie o byciu „wybrakowanym” jest największą barierą. Zasługuje Pan na dobre życie, a Pana przeszłość w szkole nie musi dyktować tego, co wydarzy się jutro.
Powodzenia
Bożena Nagórska

Zobacz podobne
Jestem z mężem od 18 lat (10 lat po ślubie). Gdy się poznaliśmy Mąż był człowiekiem bardzo skromnym, delikatnym i spokojnym.
Gdy urodził się pierwszy syn zaczęły się bardzo nerwowe sytuacje. W kłótniach Mąż potrafił uderzać pięścią w drzwi aż zrobił w nich dziurę, rozwalił mi telefon twierdząc, że go zdradzam. Niejednokrotnie groził, że sobie coś zrobi.
Często robi awantury przy dzieciach i to mnie najbardziej boli. Zarzuca mi, że to wszystko moja wina, bo ja mało z nim współżyje. A ja już po tych wszystkich wydarzeniach zamknęłam się na niego. Ciężko mi z nim rozmawiać, dzielić problemami, śmiać. Nasze rozmowy to tylko są na temat dzieci. Nie chcę, żeby mnie przytulał, dotykał. On twierdzi, że czuje się bardzo odrzucony.
Ostatnio w kłótni powiedział przy dzieciach "pakuj się i wypier*alaj ". Wczoraj przez godzinę krzyczał na mnie jaka jestem okropna, bo znowu się z nim nie kocham, że pójdzie do moich koleżanek jak tak dalej będzie, znowu, że sobie coś zrobi. Kazał mi wybierać albo on albo moja rodzina. Nie mam od niego zbyt wiele pomocy, jest wiecznie chronicznie zmęczony. W domu rzadko robi coś sam od siebie, o wszystko muszę się prosić, albo obiecuje ze coś zrobi a nie robi. I znowu zostaje z tym ja. Mam ochotę odejść, ale boję się, że faktycznie sobie coś zrobi. No i dzieci...kochają go strasznie....
Cześć, potrzebuję się wygadać i zapytać o zdanie. Jestem w związku od 8 lat. Mój partner twierdzi, że przechodzi kryzys, ale od dłuższego czasu spotyka się z dziewczyną, z którą współpracuje. Spędzają razem dużo czasu, a ja odkryłam, że ma jej zdjęcia na swoim dysku – także intymne. Doszło do tego, że znalazłam u niego jej leki i książki, które jej zamawia, a jego samego praktycznie nie ma w domu całymi dniami. Kiedy pytam, co się dzieje, słyszę, że to przeze mnie – bo „nie dawałam mu wsparcia i atencji”. Mówi też, że mam problem, bo wszystkiego się boję, że nawet mebli nie kupiliśmy razem na pół, bo się bałam. Wmawia mi, że jestem nienormalna. Zapomniałam wspomnieć, że przez cały nasz związek on praktycznie nie rozstaje się z telefonem, ciągle szuka atencji u innych kobiet – polubienia, nowe koleżanki, nowe kontakty, Instagram. Ja już nie wiem, jak mam się czuć. Czy naprawdę to ze mną jest coś nie tak? Czy jestem nienormalna, że boję się, że się nie odnajdę sama i że ciągle próbuję to wszystko ratować?

