Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak pogodzić się z brakiem doświadczeń miłosnych i lękiem przed samotnością w wieku 23 lat?

Jak zaakceptować że nigdy nie będę miał dziewczyny i pogodzić się z tym. Mam 23 lata i będzie tylko coraz gorzej niestety jako mężczyzna i tak już zawiodłem będę sam całe życie i nie wiem jak to zaakceptować nie widzę dla siebie przyszłości wiem że bedzie tylko gorzej. Jestem raczej introwertyczny i mam tylko paru kolegów ale o dziewczynach mogę zapomnieć już w szkole widziałem że nigdy to się nie stanie. Nigdy mnie nie lubiły niektóre się ze mnie śmiały więc tak naprawdę omijam dziewczyny. Ale boje się samotności przyszłości do tego wstyd że jestem prawiczkiem wiem że i tak nie mam nic do zaoferowania kobietom i chciałbym to wreszcie zaakceptować ale wiem że każdy dzień będzie tylko bólem tak jak każde inne. Myślałem że będę normalny a nawet nigdy się nie całowałem ani nic i będzie tylko gorzej. Czytam codziennie posty od starszych mężczyzn co są w tej samej sytuacji i widzę w nich siebie więc wole już teraz to zaakceptować jedyne co to przestałem czuć dziwne kłucie w sercu ale wiem że będę starszy i będzie gorzej nie będę miał dziewczyny normalnego życia. Nie przejmowałem się tym ale wiem że po prostu w pewnym wieku za późno na 1 związek i tak już teraz nie jestem przystojny ani dobrym wyborem nie mam nic do zaoferowania a im starszy tym bardziej kobiety wymagają a już nie mam siły na nic zawsze byłem wybrakowany a boje się przyszłości do tego wstydu że będę prawiczkiem dlatego wole omijać kobiety bo i tak jestem dla nich nikim bez statusu bycie prawiczkiem bez doświadczenia będzie i tak tylko gorzej a już raz byłem za to wyśmiany że jestem prawiczkiem co jeszcze bardziej mnie uświadomiło że nie będę miał dziewczyny.
Paulina Bedrejczuk

Paulina Bedrejczuk

To, co piszesz, brzmi jak długie doświadczenie odrzucenia i wstydu, po których łatwo dojść do wniosku: „tak już będzie” i lepiej się z tym pogodzić, żeby mniej bolało. To jest zrozumiałe- to sposób, żeby chronić się przed kolejnym rozczarowaniem. Ale to nie jest fakt o Twojej przyszłości, tylko wniosek z tego, co było do tej pory. A to, że było trudno, realnie wpływa na to, jak dziś to widzisz. Masz 23 lata, to naprawdę nie jest moment, w którym jest za późno... Wiele osób wchodzi w pierwsze relacje później, tylko rzadko się o tym mówi.

To, co widać, to raczej utkwienie w pewnym schemacie myślenia o sobie i relacjach, który z czasem się utrwalił. I w takim schemacie bardzo trudno samemu zobaczyć coś inaczej. Unikanie kobiet w tej sytuacji jest zrozumiałe, to chroni przed bólem. Tylko że jednocześnie sprawia, że nic nowego nie ma szans się wydarzyć i ten schemat się utrzymuje.

Bycie prawiczkiem w tym wieku nie przekreśla Cię. To bardziej temat wstydu niż realna przeszkoda w relacji. Nie ma też żadnego „terminu”, do kiedy trzeba mieć pierwszy związek. To, co próbujesz zrobić, pogodzić się z byciem samemu -raczej nie przyniesie ulgi, skoro już teraz czujesz, że to będzie bolało.

Zamiast próbować zaakceptować najgorszy scenariusz, bardziej pomocne jest inne podejście:
"na razie nie wiem, jak to zmienić- ale nie zakładam, że to niemożliwe".  To mała, ale kluczowa różnica.

Wystarczy zostawić sobie minimalną przestrzeń na to, że to, co było do tej pory, nie musi wyglądać tak samo w przyszłości. I z tym naprawdę nie trzeba zostawać samemu, rozmowa z psychologiem lub terapeutą może pomóc wyjść z tego zamkniętego kręgu myśli i zobaczyć coś więcej niż to, co teraz wydaje się oczywiste.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Anna Szczypiorska

Anna Szczypiorska

Brzmi to, jakbyś od dłuższego czasu nosił w sobie dużo bólu, wstydu i poczucia odrzucenia. To bardzo obciążające doświadczenie, zwłaszcza kiedy masz za sobą sytuacje wyśmiania i unikania, które tylko to przekonanie wzmacniają.

Chcę jednak jasno powiedzieć: to, co opisujesz, nie jest „faktem o Twojej przyszłości”, tylko wnioskami, które powstały na bazie trudnych doświadczeń i niskiego poczucia własnej wartości. W wieku 23 lat naprawdę nie jest „za późno” na relację ani na pierwsze doświadczenia – wiele osób zaczyna dużo później, choć rzadko się o tym mówi.

Unikanie kobiet chroni Cię chwilowo przed bólem i wstydem, ale jednocześnie utrwala przekonanie, że „się nie nadajesz” i zamyka drogę do zmiany. To trochę błędne koło: im bardziej się wycofujesz, tym bardziej rośnie poczucie, że nie masz szans. 

Zamiast próbować zaakceptować samotność, spróbuj potraktować to jako sygnał do pracy nad sobą:
- nad poczuciem własnej wartości,
- nad wstydem po odrzuceniu,
- nad stopniowym wracaniem do kontaktów z ludźmi (bez presji na związek).

Jeśli możesz, rozważ rozmowę z psychologiem – to dokładnie takie trudności, z którymi da się pracować i je zmieniać.

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Rozumiem, jak bardzo Cię to boli, kiedy te myśli o samotności, wstydzie i poczuciu porażki krążą w głowie jak koło, które nie daje spokoju. Masz 23 lata, co jest cholernie młodym wiekiem, a mimo to czujesz, jakby wszystko było już stracone. To klasyczny pułapka czarno-białego myślenia, które wyolbrzymia negatywy i ignoruje realne możliwości. Nie jesteś "skazany" na samotność, a statystyki pokazują, że wielu ludzi zaczyna poważne relacje dopiero po 25-30 roku życia, a introwertycy często budują głębsze więzi później, bo nie gonią za tłumem. Te posty starszych facetów, które czytasz? Widzisz tylko tych, którzy narzekają online, a nie tych, którzy cicho żyją szczęśliwie (z partnerką czy bez).

 Średni wiek pierwszego związku w Polsce to ok. 20-25 lat, ale masa ludzi  ma pierwsze doświadczenia później. Badania wskazują, że 30-40% dorosłych w Twoim wieku jest single, a połowa z nich nie czuje presji.

 Wielu introwertyków (np. Bill Gates czy Elon Musk w młodości) miało problemy z randkami, ale budowali relacje na autentyczności, nie na "statusie". Kobiety cenią lojalność, humor i wspólne zainteresowania bardziej niż "doświadczenie".

Wstyd za "prawiczka"?: To społeczny bullshit, a w Polsce ok. 15-20% 25-latków nie miało seksu (dane z CBOS i Kinsey Institute), a kobiety często wolą kogoś bez "bagażu" od cwaniaków. Wyśmiewanie to ich problem, nie Twój , omijanie dziewczyn z tego powodu tylko wzmacnia strach.

Nie zaakceptujesz tego, bo to nie jest prawda o Twojej przyszłości. "Akceptacja" porażki to poddanie się, a Ty zasługujesz na walkę o lepsze.

Jak ruszyć do przodu krok po kroku

Przestań karmić negatywy, gdyż  one programują Twój mózg na porażkę (efekt Dunninga-Krugera: skupiasz się na wadach, ignorując atuty). Zastąp to książkami jak "Jak zdobyć przyjaciół" Dale'a Carnegie'go lub "No More Mr. Nice Guy" Glovera .

Nie musisz od razu randkować. Zacznij od hobby z ludźmi jak siłownia, kluby gier, wolontariat . Ćwicz rozmowy: "Cześć, co Cię tu sprowadza?" , ale  bez presji na flirt. Zrób coś z wyglądem (fryzjer, siłka, ale nie dla kobiet, dla siebie). Terapia? Polecam – CBT (terapia poznawczo-behawioralna) zmienia te myśli w 8-12 sesjach

Nawet bez dziewczyny możesz mieć epickie życie, jak podróże solo, pasje, kumple. Ale statystycznie, 70% introwertyków z Twoim podejście zmienia to w rok, działając konsekwentnie.

Jesteś młody, masz czas, kiedy większość facetów w Twojej sytuacji żałuje, że nie zaczął wcześniej. Wybierz działanie zamiast akceptacji klęski. Co Cię najbardziej blokuje teraz? Strach przed odrzuceniem czy brak pomysłu na start?

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Masz 23 lata i to, co Pan czujesz, to nie wyrok, ale efekt głębokiego zranienia i lęku przed odrzuceniem. Przekonanie, że w tym wieku „wszystko już stracone”, jest błędem poznawczym – mnóstwo mężczyzn zaczyna budować relacje znacznie później, a brak doświadczenia nie definiuje Pana wartości. Czytanie pesymistycznych postów karmi depresję, zamiast dawać realny obraz świata. Zamiast akceptować samotność, warto zaopiekować się swoim poczuciem własnej wartości, najlepiej z pomocą terapeuty, bo to nie Pana brak „statusu”, ale własne przekonanie o byciu „wybrakowanym” jest największą barierą. Zasługuje Pan na dobre życie, a Pana przeszłość w szkole nie musi dyktować tego, co wydarzy się jutro.

 

Powodzenia

Bożena Nagórska

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 

Dziękuje za Pana wiadomość. 
Widzę dużo bólu, wstydu i bardzo surowych myśli o sobie. To, co Pan opisuje, nie jest „faktem o przyszłości”, tylko obrazem zbudowanym na doświadczeniach odrzucenia i porównywania się.

 

Wiek, doświadczenie czy „bycie prawiczkiem” nie przesądzają o tym, czy ktoś będzie w związku. Natomiast przekonanie „i tak się nie uda” często samo blokuje kontakty i relacje :)

 

Warto byłoby przyjrzeć się temu poczuciu odrzucenia i wstydu - najlepiej w rozmowie z psychologiem. To da się zmieniać, nawet jeśli teraz trudno w to uwierzyć.

 

Życzę wszystkiego dobrego :) 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Moje pytanie dotyczy sprawy, która męczy mnie już coraz bardziej
Witam, Moje pytanie dotyczy sprawy, która męczy mnie już coraz bardziej. Jesteśmy małżeństwem już prawie 10 lat. Mieliśmy taki okres w życiu, że około roku chodziliśmy na terapie dla par, ponieważ nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać i ta terapia mocno nam pomogła. Jest super. Mamy wspólne cele. Budujemy dom. Mamy 2 wspaniałych maluchów. Natomiast moja żona, mimo że uważam, że ma świetną figurę, nie chce pokazywać swoich kobiecych atrybutów. Chodzi generalnie o to, że gdy przychodzi wiosna i lato, to cały czas nosi długie, luźne sukienki prawie do kostek i wstydzi się pokazywać swoje ładne nogi i pupę. I zaznaczam ,nie chodzi mi tutaj o sukienki mini, ale wystarczy sukienka nad kolano albo z rozcięciem, albo nawet krótkie spodenki, nie muszą być szorty, które pokazują pół tyłka. Ja, jako facet, którego kręcą głównie nogi i tyłek cały czas próbuję dać jej do zrozumienia, że na tym mi bardzo zależy, ze może jest to płytkie, ale jest to dla mnie ważne, żeby pokazywała przede mną na ulicy swoje kobiece atrybuty, a nie tylko w domu gdy nikt nie widzi. Daje jej to do zrozumienia albo poprzez spokojną rozmowę, albo delikatnymi gestami, czasem się zdarza, że tak mnie to dotyka, że widzi, że jest mi z tym źle i nawet czasem jej to wygarnę. Ona twierdzi, że ona musi się dobrze sama ze sobą czuć i do niczego jej nie zmuszę i puszcza teksty typu, że jak jej nie akceptuje taką, jaka jest, to trudno, mogę sobie wymienić ją na inną. Oczywiście jestem pewien, że to tylko taki głupi tekst. Nie wiem,co mam robić ,czasem jestem taki zdołowany,że wokoło jest tyle kobiet, które nie mają z tym żadnego problemu i to delikatnie mówiąc kobiet, które, mimo że nie są perfekcyjne, to nie wstydzą się pokazywać kształtu swojego ciała. Ja lubię taką pewność siebie. Nie wiem, co z tym robić. Jak w sytuacjach spięć, mówiłem żonie, że może przydałaby się jakaś wizyta dla odnowy u terapeuty, to ona mnie zbywa oczywiście. No cóż to na tyle. Dziękuje.
Teściowa obwinia mnie za chorobę męża - uważa związek za toksyczny, mimo że taki nie jest. Jak sobie z nią poradzić?
Dzień dobry, U mojego męża zostały stwierdzone przez psychiatrę zaburzenia lękowo depresyjne. Obecnie leczy się farmakologicznie i jest w procesie terapii. Podczas jednego z ataków lęku nie wiedząc co mam robić (niedawno urodziłam dziecko), a mając noworodka na rękach- napisałam do teściowej smsa, w której prosiłam o interwencję, bo już sobie nie radzę z męża chorobą, a mam maleńkie dziecko. Teściowa następnego dnia przyjechała (250 km) do naszego domu i oskarżyła mnie, że choroba mojego męża jest moją winą, bo kilka razy słyszała jak sprzeczałam się z mężem. Stwierdziła, że go poniżam. Jestem osobą ekstrawertyczną o fakt, jak coś się wydarza, np. Stłuczka samochodowa to potrafię wyrzucić emocje od razu. Nie kumuluję tego w sobie i tesciowa była świadkiem kilku takich sytuacji. Czuję ogromny żal do teściowej, bo lęki mojego męża towarzyszą mu od momentu w którym się poznaliśmy. Wiele godzin przegadaliśmy, to ja nakłoniłam męża na terapię, nie chciał tego, nie był przekonany do niej, a teraz po wielu latach sam stwierdził, że już musi pójść po pomoc, bo sobie nie radzi. Zawsze staram się wspierać męża, ale nazwanie naszego związku toksycznym, a mnie winną jego choroby to dla mnie za dużo. Tesciowa uważa, że mówi to z troski, że mamy się przyznać, że moje zachowanie względem męża jest toksyczne i to ja jestem winna sytuacji. Nie pomaga tłumaczenie, że źle interpretuje rzeczywistość, odpowiada, że swoje wie, a o toksyczności naszego związku przekonana jest cała rodzina (ze strony męża). Nie wiem jak się zachowywać w tej sytuacji. Nie mam ochoty kontaktować się z teściową, mąż również, a tesciowa za brak kontaktu znowu obwinia mnie. Czuję, że cokolwiek bym bie zrobiła czy powiedziała- zostanę obwiniona o wszystko. Proszę o pomoc jak zachowywać się w tej sytuacji. Jak postępować? Nie chcę eskalacji ale żal pozostaje za bezpodstawne oskarżenie. Widzę też jak mąż to bardzo przeżywa.
Jak radzić sobie z problemami w związku: różnice w podejściu do obowiązków domowych i nadmierne używanie alkoholu

Jestem z chłopakiem dwa lata. Od pół roku mieszkamy razem, głównym pomysłodawcą byłam ja, a on bardzo chętnie się na to zgodził. Zanim zamieszkaliśmy razem, to dużo czasu przebywaliśmy u siebie wzajemnie, dzięki naszym pracom było to możliwe i zdarzało się, że nawet spędzaliśmy razem 5-6 dni na tydzień, więc myślałam, że już sporo o sobie wiemy i to jak funkcjonujemy, jest nam znane. Niestety po wspólnym zamieszkaniu zaczęłam dostrzegać ogrom jego wad i zaczęłam się oddalać od niego. Większość z tych rzeczy wynika z faktu, że w jego domu rodzinnym wszystko robiła mama, która jest typową gosposią domową i dba o wszysko - od sprzątania, gotowania, zakupów, koszenia trawy itp. Mój chłopak przywyknął do tego, że wszystko ma podane na tacy, mimo, że wydawałoby się, że wcale tak nie jest. Już kilka razy próbowałam z nim rozmawiać, że ja nie jestem jego mamą, że zaczynam mieć tego dość, bo jeśli ja nie wypiorę, nie odkurzę, nie opróżnię zmywarki i lub nie wymyje naczyń, nie posprzątam kotu, nie zrobię zakupów, to on tego też nie zrobi. Ogólnie wszystkiego co się robi w domu. Jestem zmęczona, sfrustrowana, zła, czuje się niezrozumiana. Zaczynam przechodzić wewnętrzny kryzys. Leczę się na depresję od kilku lat i biorę leki. Niestety musiałam już nawet mieć zwiększona dawkę, bo moje uczucia zaczynały być takie, jakie nie powinny. Mój chłopak przyjdzie z pracy i ma przygotowany obiad. Zje go, puści w międzyczasie serial, wyjmie piwko, swojego papieroska z niedozwoloną substancją, posiedzi chwile i pójdzie grać w gry, wróci, siedzę z kolejnym piwkiem i będzie tak siedzieć na krześle przy wyspie, oglądając tv, aż nie zaśnie. Narzeka na brak bliskości, ale ja nie chce jej z nim, jeśli nie jest trzeźwy. Wcześniej dużo palił zielonego, przestał, ale zaczął inne rzeczy, które działają podobnie. Patrząc na niego, widzę wiecznie wypitego i zjaranego faceta, który nic nie zrobi, jeśli ja nie zrobię awantury. Oczywiście ma momenty przebłysku i zrobi więcej, niż prosiłam, ale są to momenty. Bardzo, ale to bardzo go kocham, jednak ja nie dam rady tak dłużej. Adoptowaliśmy wspólnie psa, planowaliśmy zakup mieszkania lub budowę jakoś od przyszłego roku, ale ja tego nie widzę. Nie wiem na ile to zmienia się przez to jego podejście czy przez moją chorobę. Wynegocjowałam z nim, że alkohol tylko przez weekend.. nie wiem, czy coś to da.. bo on nie zna umiaru, a niewiele mu trzeba. Jemu wystarczą 3 piwka i ma dość. Ja mam dość, patrząc na to wszystko. Nie sądziłam, że tak to będzie wyglądać.. oczywiście nie jestem idealna, bo wiecznie się go czepiam, narzekam, marudzę itp, ale kto by tego nie robił? Czuje, jakbym miała dorosłe dziecko. Zaczynam żałować mojej propozycji. Planowałam zamieszkać sama, ale po rozmowie z nim, zaproponowałam jemu wspólne mieszkanie i nie wiem, czy to nie zniszczy naszego związku.

Kryzys przy poczuciu bezwartościowości w relacji seksualnej, niechęci do siebie.
Dzień dobry. Mam już dość życia. Czuję się w środku jak wrak człowieka. Mam 45 lat dwoje dzieci i żonę, choć sam już nie wiem. Problem może wydawać się śmieszny. Aczkolwiek dla mnie nie jest. Są dni, że chciałbym już odejść. Od urodzenia borykam się z problemem mikropenisa. Rodzi się pytanie jakim cudem mam żonę. Nie wiem. Od nie wiem kiedy nie kochamy się. Ja z powodu okropnych kompleksów nie inicjuje, żona z kolei nawet nie porusza tematu seksu. Wiem, że nie daje jej satysfakcji tym co mam (niecałe 8cm). Byłem na operacji z tego powodu. Lekarze przed zapewniali, że odzyskam swój normalny rozmiar. Okazuje się że w dzieciństwie miałem jakiś zabieg i ten mikro to nieudana ingerencja lekarzy. Przed ostatnim zabiegiem byłem pełen nadziei. Czułem, że moje życie w końcu nabierze barw. Po wszystkim okazało się, że rozmiar zmienił się, ale o dwa cm w dół. Lekarze teraz nabrali wody w usta. Moja samoocena praktycznie nie istnieje. Zauważam po sobie symptomy depresji. Oddałbym kilka lat życia, żeby chociaż trochę poczuć się jak facet. Mój członek teraz wygląda dramatycznie. Z obrzydzeniem patrzę na siebie. Zasypiamy z żoną bez słowa. Nawet wracając z pracy nie pocałujemy się. Mam wrażenie, że żyję w jakimś koszmarze. Często budze się w nocy i płaczę z bezsilności. Nie chcę już tak żyć. Są dni, że mam w sobie tyle siły i samozaparcia, że postanawiam skończyć ze sobą. Jednak okazuje się, że nie mam odwagi. W głowie cały czas dzwonią mi słowa żony, kiedy powiedziała mi, że jej były miał wielkiego penisa. Innym razem tak od niechcenia złapała mnie za krocze i powiedziała mój boże tam nic nie ma. Czuję potrzeby seksualne, ale tłumie to w sobie na tyle, ile mam siły. Lęk i wstyd mi nie pozwalają. Nie mam już siły.
Mam 19 lat i rodzice ograniczaja moje wyjscia - co zrobic, gdy rozmowa z nimi nic nie daje?
Dzień dobry, potrzebuję porady co zrobić w takiej sytuacji. Mam 19 lat, jestem dobrym dzieckiem (nie sprawiam kłopotów, pracuję, jeśli trzeba coś w domu zrobić to to robię) jednak to chyba nie wystarczające. Moi rodzice często mają do mnie problem o nic, dosłownie są to drobnostki. Jak wyjdę z domu nagle jest problem, nie mogę sobie pozwolić na wychodzenie i korzystanie z wakacji. Co powinnam zrobić, rozmowa z nimi nic nie daje bo odrazu jest tekst ,,jak będziesz starsza to będziesz robić co chcesz".
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.