Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy moje podejście do pieniędzy jest zdrowe? Oszczędność, presja rodziny i lęk o przyszłość finansową

Witam, zastanawiam sie czy moje podejscie jest zdrowe czy jestem z jakichs wzgledow zaburzone. Chodzi o podejscie do pieniedzy, zaczyna mnie to bardzo mocno irytowac, ze az dzisiaj zdecydowalem sie siegnac o porade do Was. Otoz jestem osoba bardzo oszczedna - i kupuje rzeczy ktore po prostu na prawde potrzebuje, mimo, ze dzisiaj finansowo raczej moge powiedziec, ze mi sie uklada - problem tylko w tym, ze zmuszam sie do zawodu ktory wykonuje ze wzgledu na bardzo dobre pieniadze. Jednoczesnie chce to zmienic wiec tym bardziej chce oszczedzac bo jezeli nadarzylaby sie okazja na np. Jakis pomysl biznesowy bede przygotowany. Pochodze z biednego domu - problemy z pieniedzmi byly zawsze - gdyby nie pomoc dziadkow moze dzisiaj zostalbym zlodziejem a nie skonczylbym studiow. Mam wrazenie, ze wszyscy w okol mnie ciagle cos ode mnie chca i uwazaja, ze skoro mam pieniadze to powinienem sie dzielic - byc moze maja racje i jest to moj problem. Jedna z osob z rodziny kilka lat temu pozyczyla na mieszkanie - lacznie chyba 1500 lub 2000 € - zlitowqlem sie ze wzgledu na ewentualna eksmisje - do dzisiaj nie oddane. Mam ciotke ktora dzwoni tylko zeby pozyczyv na szczescie oddaje. Brat mial klopoty finansowe ktoregos razu pomoglem mu i wlasciwie okolo €1000 poszlo w niepamiec - dzisiaj radzi sobie super pomagamy sobie we wszystkich kwestiach i nie mysle nawet o tych pieniadzach - nie wypominam i ni chcialbym. Drugi brat mogl sie uczyc, wolal pic, jest tqk niezaradny, ze potrzebuje stalej opieki - kilka razy rowniez dalem na mieszkanie. Najbardziej drazni mnie kiedy ktos nie robi nic aby polepwzyc swoja sytuacje ale uwaza, ze mu sie nalezy. Moja Mama ma raka, ledwo wiaze konief z koncem - przyjechalq nas odwiedzic - ciagle chce do sklepu - wysylam jej czasem pieniadze zeby pomoc. Dzieci brata i partnerki czesto prosza - jeszcze z tymi od brata jestem zzyty ale z partnerka jestem rok i irytuja mnie nawet krotkie zarty daj bliczka. Nie wiem dlaczego tak mocno mnie to drazni… dzisiaj pojechalismy do sklepu - kupilem corce brata kosmetyki - uslyszalem od Mamy nie wiem nawet czy w zartach - zrobie liste kosmetykow to mi tez kupisz… w tym momencie zarzwonila partnerka i w zartach potwierdzila ze powinienem w koncu dzien matki. Jestem po 3 tygodniowym pobycie u partnerki wydalem bardzo duzo pieniedzy - sam bym wydal z 4 razy mniej… nie mam stabilnej pracy wiec nie wiem kiedy zaczne znowu zarabiac. Moja dziewczyna powtarza ze pieniadze sa od wydawania i wydaje je na dziefi nawet kiedy jej na cos niestac kosztem wlasnego jedzenia - zyje ledwo od 10 do 10 ale zeobila wszystko zeby wyslac syna na oboz do Hiszpani. Kocham spokoj finansowy jaki mam dzieki swojemu rozsadkowi ale mam wrazenie, moge go zachowac jedynie odcinajac sie od ludzi. Kiedy powiedzialem partnerce moze moze za duzo na slodycze wydalismy… jedyny rezultat to irytacja… nie moge z nia o tym porozmawiac. Mowi ogolnie, ze nie chce juz dzieci ale dzisiaj sugerujac moje zakupy dla mamy stwierdzila w zartacu ze chcialbym dzidziusia ale nie chce wydawqc pieniedzy.
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

Historia, którą Pan opisał nie wskazuje na „zaburzenie”, a raczej na całkiem zrozumiały sposób funkcjonowania, który ukształtował się na bazie wcześniejszych doświadczeń. Dorastanie w niedostatku może prowadzić do zwiększenia potrzeby kontroli finansowej i bezpieczeństwa i to może być dla Pana użyteczne. Jednocześnie widać drugi ważny wątek: poczucie, że inni przekraczają Pana granice lub traktują Pana zasoby jako dostępne. To właśnie to (a nie samo oszczędzanie) wydaje się być głównym źródłem złości i frustracji. Warto rozdzielić tutaj kilka rzeczy: oszczędność jako wartość (to jest w porządku), pomaganie bliskim (to może być Pana wybór) oraz presję i poczucie obowiązku (to jest obszar granic). Z Pana opisu wynika, że często pomaga Pan bliskim kosztem siebie, a jednocześnie trudno Panu jasno powiedzieć „nie”. To powoduje narastanie napięcia, które później pojawia się w formie irytacji, nawet przy drobnych sytuacjach czy żartach. 
W relacji z partnerką natomiast widać wyraźną różnicę w wartościach:

- Pan: bezpieczeństwo, kontrola, planowanie,

- partnerka: doświadczenia, potrzeby dzieci, życie „tu i teraz”.

Nie chodzi jednak tutaj o rozstrzyganie, kto ma rację, tylko czy jesteście w stanie znaleźć wspólne zasady. Jeśli rozmowa o pieniądzach kończy się irytacją, to zwykle oznacza, że dotykacie emocjonalnego obszaru, nie tylko „wydatków”. Pomocne może być: określenie jasnych granic finansowych (ile i komu Pan pomaga), oddzielenie „chcę pomóc” od „czuję, że muszę” oraz rozmowa z partnerką nie o konkretnych zakupach, tylko o podejściu do pieniędzy jako wartości. To, że ceni Pan spokój finansowy, nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy jedynym sposobem jego utrzymania staje się odcinanie się od ludzi. Dlatego kluczowe nie jest „zmienić podejście do pieniędzy”, tylko nauczyć się chronić swoje granice bez rezygnowania z relacji.

Pozdrawiam serdecznie,
Joanna Cichosz

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Klaudia Kotowska

Klaudia Kotowska

Dzień dobry, czytając Twoje pytanie usłyszałam dużo wątpliwości dotyczących swoich uczuć i postawy wobec bliskiej rodziny, partnerki i krewnych. Mówisz o złości, która się w Tobie pojawia kiedy bliscy proszą czy oczekują pieniędzy. Mówisz o oporze, który się w Tobie pojawia. Opisujesz sytuacje, w których udzielałeś wsparcia finansowego, w których byłeś zadowolony ze swojego działania, ale też sytuacje, w których odczuwasz irytację. Myślę, że w wielu sytuacjach wykazałeś się pięknym gestem i dobrocią. W innych warto żebyś przyjrzał się swoim uczuciom. Twoja złość mówi o tym, że Twoje granice, przekonania, czy wartości zostały naruszone. Być może relacje, które masz wymagają poukładania, tak abyś mógł czuć się w nich dobrze. Twoje podejście jest jak najbardziej ok, ponieważ jest TWOJE :) zdaje się, że to zakomunikowanie go innym sprawia Ci trudność. Dlaczego tak trudno jest Ci ułożyć te relacje, bez odcinania się od ludzi pomogłaby Ci zrozumieć konsultacja psychologiczna.

Aleksandra Nowacka

Aleksandra Nowacka

Dobry wieczór,

Na wstępie chciałabym zauważyć, że wokół tematu finansów porusza Pan również wiele innych, ale istotnych wątków. Myślę, że aby móc cokolwiek zawyrokować, potrzebne byłoby uzyskanie większej ilości szczegółowych informacji. Zachęcała bym Pana do konsultacji z psychoterapeuta, szczególnie psychodynamicznym lub TFP. Serdecznie pozdrawiam,

Aleksandra Nowacka 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

  Dziękuję, że podzieliłeś się swoją historią która brzmi jak naprawdę ciężka sytuacja, która mocno cię frustruje. Twoje podejście do pieniędzy nie jest "zaburzone", ale zrozumiałe w kontekście twojej przeszłości. Pochodzisz z biednego domu, gdzie brak stabilności finansowej był normą, a teraz, dzięki ciężkiej pracy, masz spokój, który cenisz. To naturalna reakcja: oszczędzanie staje się tarczą przed powtórką dawnych lęków. Jednocześnie czujesz presję otoczenia, co budzi irytację, zwłaszcza gdy widzisz, że inni nie starają się sami poprawić sytuacji, a oczekują pomocy. To klasyczny konflikt między twoją wartością samodzielności a ich oczekiwaniami.

  Pomoc dziadków uratowała cię przed złymi wyborami, więc teraz instynktownie chronisz swoje zasoby. Pożyczki dla rodziny to akty dobroci, ale brak wdzięczności lub spłaty boli, bo przypomina ci walkę o przetrwanie.

Ludzie wokół (mama, ciotka, partnerka, dzieci) traktują cię jak bankomat, często w żartach, co minimalizuje twoje granice. To irytujące, bo czujesz się wykorzystywany, zwłaszcza gdy oni nie zmieniają nawyków (np. brat pijący zamiast uczyć się). Partnerka Ona ma inne podejście, co prowadzi do tarć. Wydajecie więcej u niej, a rozmowy o oszczędzaniu kończą się irytacją. Jej żarty o "dzieciach" czy listach zakupów pogłębiają poczucie, że twoje wartości są lekceważone. To zdrowa irytacja sygnalizuje, że potrzebujesz chronić swój spokój finansowy i emocjonalny. Nie jesteś sknerą; po prostu priorytetem jest stabilność, co jest mądre, zwłaszcza planując zmianę pracy czy biznes.

Naucz się mówić "nie" bez wyrzutów. Np. "Rozumiem, że potrzebujesz pomocy, ale teraz nie mogę pożyczyć – skup się na swoim planie". Dla rodziny: ustal limity (np. tylko małe kwoty, z terminem spłaty) lub kieruj do pomocy społecznej. Porozmawiaj z partnerką, ale wybierz na to spokojny moment, bez oskarżeń. Powiedz: "Kocham cię, ale oszczędzanie daje mi poczucie bezpieczeństwa po mojej przeszłości. Chcę, żebyśmy razem planowali wydatki, np. budżet na wizyty". Jeśli żarty bolą, dodaj: "To dla mnie nie jest śmieszne, bo przypomina mi trudne czasy".

Dbaj o siebie i kontynuuj oszczędzanie na biznes czy zmianę pracy gdyż to twój kapitał na wolność. Zrób "fundusz awaryjny" osobno od pożyczek. Rozważ terapię (np. psychologa specjalizującego się w traumie finansowej) .

Wspieraj tych, którzy się starają (np. mama z rakiem – stałe, małe przelewy). Ignoruj lub ogranicz kontakt z "wiecznymi ofiarami" (drugi brat). Twój rozsądek to siła, nie problem, ale izolacja od ludzi nie musi być ceną. Znalezienie równowagi (granice plus empatia) pozwoli ci zachować spokój bez odcinania się. 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Dziękujemy za kontakt z nami. Sądzę że to nie wygląda na „zaburzenie”, tylko na silnie ukształtowane podejście do pieniędzy po doświadczeniu braku. Pieniądze stały się dla Pana czymś więcej niż środkiem, dają poczucie bezpieczeństwa i kontroli, dlatego moim zdaniem tak mocno reaguje Pan na sytuacje, w których inni „sięgają” po te zasoby bez odpowiedzialności. Z drugiej strony widzę duże napięcie między Pana wartościami a otoczeniem: Pan stawia na stabilność i rozsądek a część bliskich (w tym partnerka) na spontaniczne wydawanie, to też naturalnie rodzi frustrację. Najważniejsze w tym wszystkim wydaje się: postawienie jasnych granic finansowych (komu, kiedy i na jakich zasadach Pan pomaga),

oddzielenie pomocy od poczucia obowiązku czy presji, szczera rozmowa z partnerką o różnicach w podejściu do pieniędzy, to istotny temat dla przyszłości relacji. Uważam że Pana złość nie dotyczy samych pieniędzy, tylko poczucia bycia wykorzystywanym i niewysłuchanym.

Pytanie do refleksji: czy chce Pan pomagać czy raczej czuje Pan, że „musi”?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Witam. Jestem w sumie po 11-letnim związku (w tym 3 ostatnie lata już jako małżeństwo).
Witam. Jestem w sumie po 11-letnim związku (w tym 3 ostatnie lata już jako małżeństwo). 3 dni temu dowiedziałam się, że mąż ma "przyjaciółkę" czytając dwuznaczne wiadomości w jego telefonie, powiedział mi, że już mnie nie kocha i że lepiej czuje się, jak jest sam. Czy da radę się wyleczyć z tej miłości i pozbyć się tego bólu w środku? Czy mam jeszcze szanse na normalne życie? Mam myśli samobójcze, nie chce mi się żyć, bez niego wszystko straciło sens... A szans na powrót nie ma, wyprowadził się na dobre i nawet nie chce słuchać nic na temat terapii i próby ratowania tego :-(
Przez kilka lat mój partner znęcał się nade mną psychicznie, w trakcie tego związku urodziłam najpierw jedną córkę.
Przez kilka lat mój partner znęcał się nade mną psychicznie, w trakcie tego związku urodziłam najpierw jedną córkę. Myślałam, że to coś zmieni. Po 2 latach zaszłam w drugą ciążę, było tak strasznie, że próbowałam dokonać samobójstwa w 4 miesiącu ciąży. Udało się nas odratować. Nigdy nie dostałam pomocy. Ale podniosłam się. W ósmym miesiącu ciąży udało mi się uciec do domu rodzinnego. Urodziłam i żyłam bezpiecznie. Po roku wrócił mój koszmar, stanął w drzwiach, po wymianie słów, rzucił się na mnie i skatował, pamiętam, że w głowie miałam tylko, żeby dziewczynki tego nie widziały. Później uciekłam dalej z moimi córkami. Po dwóch latach wróciłam do relacji sprzed lat, pokochałam na nowo. Obecnie jesteśmy po ślubie, mamy syna. Jest cudownym człowiekiem, kocha nas, dba o nas. Moje córki traktuje na równi z naszym wspólnym dzieckiem. Tylko ja w głowie mam tamten związek, wszystko porównuję, analizuję każde swoje zachowanie. Nie wiem, jak to w sobie stłumić, jak zapomnieć...
Jak radzić sobie z agresją i brakiem czułości w małżeństwie? Moje doświadczenia z toksycznym partnerem
Miłość piękna sex obłęd uczucia ostatnio przeplatane min 4 niedziele wolne od pracy męża w maju jak pierwsza w czerwcu i jeden dzień wolny w tygodniu. Twierdząc iż chce naprawiać nasze sprzeczki nadrabiać stracony czas czy zw jest w pracy czy nawet podczas całego wolnego dnia wspólnych sprzeczek ze olewa mnie nie chce pieszczot czułości rozmowy ciepła zaczepek jak zawsze tulenia a nawet magii sexu co zawsze była.. albo robi to celowo by przedlozac czas miło spędzania ze mną albo poprostu kogoś ma chociaż zaprzecza. Powód jaki jest agresywny słownie ręcznie potrafi mnie dusic czy wyzwać cyt,, syka kurwa ,, nie robi sobie nic a jaki powód brak komunikacji chęci zrozumienia rozmowy zaangażowania czego oczekuje co Pragnę??? Moje dopytywania sie czy kocha czy chce sexu a dlaczego nie przytula czy magja będzie??? Maz uważa ze non stop takie moje pytania jego mózg zabijają ze to ja z niego robię psychola uczę nakazuje nalegam co ma robić a on wie kiedy co ma zrobić. Odrazu staje się agresywny potrafi rozwalac przedmioty w domu rzucać swoim telefonem. Kiedy mówię ze potrzebuje pomocy psychologa tak jak ja chodzę Odrazu do mnie ze jestem kretynka problemem toksyczna debil chora psychicznie. Odeazu mówię terapię żadne małżeńskie nie pomogły chodziliśmy . Tłumaczę mężowi o nic zapytać nie mogę o nic nie chce słuchać rozmawiać logicznie. Kiedy dzień dramatu sie kończy na pół.godz mily sex i spać rano nagle kochany czasem przeprosi A swe czyny choć nie zawsze bardziej potrafi mnie wszystkim obarczać zrzucać na mnie. Jadąc do pracy słodkie zdjęcia czułość ze pragnie sexu ze kocha itp..nke wiem jak to odbierać już powiedziałam nawet mężowi ze czułość miłość do mnie raczej wygląda jakby na odległość a jak jesteśmy razem zupełnie inaczej maz zaprzecza co mam robić odciąć sie ??? Nie gadać o moich potrzebach sexu czułości odpuścić???
Kryzys w małżeństwie z powodu relacji z teściową a problemy z dziećmi i pracą
Dzień dobry. Mam 39 lat jestem w szczęśliwym związku od 14 lat mamy z żoną(zona jest o rok mlodsza ode mnie) 2 dzieci 7 latka z autyzmem ale wysoko funkcjonującym i 12 latka. Od roku z zona nie potrafimy normalnie rozmawiać tego później zaczęły się problemy łóżkowe. Zona cały czas zarzucała mi mi brak decyzyjności stanowczości wobec teściowej(tesciowa jest dobra kobieta ale tez w zyciu duzo przeszla). Tesciowa siedzi i pilnuje nam dzieci i opiekuje się chorym mężem(który dał jej w życiu popalic). Podczas świat powiedzieliśmy jej że chcemy się rozwieść co dla nas jest porażka że względu nas i nasze dzieci ale coś wypaliło się między nami. Jak każda rodzina mamy kredyt ale pracujemy i najważniejsze mieszkamy co nie zaznaczyłem na początku z teścia oni na dole my na górze. Ja jako glowa rodziny facet nie potrafiłem oddzielic relacji między tesciowa a zona. Tesciowa siedziała z dziećmi zawoziła je do szkoły rowerem robiła zakupy rano gotowała i nagle w 1 dzień świąt bożego Narodzenia jak jej powiedzieliśmy że chcemy się rozejść wpadła w szał i jak to teraz będzie co ludzie powiedzą. Od tej kłótni żyjemy już tydzień na swoim sami gotujemy kupujemy(mamy wspolna kuchnie) ale problem się zacznie jak dzieci pójdą do szkoły bo z zona pracujemy na różne zmiany i do pracy mamy 40 km i nie ma kto ich zaprowadzić i odebrać (chodzi o tego młodszego syna). Ja w strasznym stanie psychicznym i nie mogę sobie z tym poradzić a dokładnie z tym ze nie dbalem porządnie o żonę i swoją rodzinę tylko słuchałem ślepo co mówiła tesciowa. Proszę o pomoc
Czuję, że przekroczę swoją granicę ponownie jadąc na święta do rodziców, którzy tego oczekują. Zaprosiłam ich do mnie, jednak nie akceptują takiej zmiany.
Zanim przejdę do pytania, to może najpierw opiszę sytuację. Moi rodzice około 5 lat temu wyprowadzili się za granicę, aby polepszyć swoje warunki życiowe. Z racji tego, że byłam już wtedy pełnoletnia zostałam w Polsce i zamieszkałam ze swoim chłopakiem. Przez ten okres odwiedzaliśmy ich kilka razy w roku, w wakacje czy święta, ale w zeszłym roku uznaliśmy, że pora to zakończyć i uświadomić moich rodziców, że fajnie byłoby, gdyby oni też nas odwiedzali. Nie pojechaliśmy do nich na święta, ani na wakacje. Ich reakcja była mocno emocjonalna tzn. nie potrafili zrozumieć dlaczego nie chcemy do nich przyjechać. Tłumaczyłam, że ja też jestem już dorosła, mam swoje mieszkanie, do którego również mogą przyjechać, ale oni, a w zasadzie moja mama, całą winą obarczyła mnie i mojego partnera. W tym roku również nie chcemy do nich jechać, zaproponowałam, żeby to oni przyjechali do nas, że ja urządzę wigilię i spędzimy święta razem. W skrócie w odpowiedzi otrzymałam, że już rok temu nas nie było, że mój na pewno mój partner ich nie akceptuje i że się ,,nie pomieścimy”. Pomijam teksty typu ,,zobaczymy jak nas zabraknie” itp. W takiej sytuacji zastanawiam się czy rzeczywiście powinnam do nich pojechać, mimo tego, że nie chcę? Czy to złe, że chciałabym aby to oni odwiedzili mnie w te święta, a nie odwrotnie? Fajnie byłoby spędzić święta z rodziną, ale mam wrażenie, że jeżeli tam pojadę to przekroczę jakąś swoją granicę. Z góry dziękuję za odpowiedzi.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.