Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Historia, którą Pan opisał nie wskazuje na „zaburzenie”, a raczej na całkiem zrozumiały sposób funkcjonowania, który ukształtował się na bazie wcześniejszych doświadczeń. Dorastanie w niedostatku może prowadzić do zwiększenia potrzeby kontroli finansowej i bezpieczeństwa i to może być dla Pana użyteczne. Jednocześnie widać drugi ważny wątek: poczucie, że inni przekraczają Pana granice lub traktują Pana zasoby jako dostępne. To właśnie to (a nie samo oszczędzanie) wydaje się być głównym źródłem złości i frustracji. Warto rozdzielić tutaj kilka rzeczy: oszczędność jako wartość (to jest w porządku), pomaganie bliskim (to może być Pana wybór) oraz presję i poczucie obowiązku (to jest obszar granic). Z Pana opisu wynika, że często pomaga Pan bliskim kosztem siebie, a jednocześnie trudno Panu jasno powiedzieć „nie”. To powoduje narastanie napięcia, które później pojawia się w formie irytacji, nawet przy drobnych sytuacjach czy żartach.
W relacji z partnerką natomiast widać wyraźną różnicę w wartościach:
- Pan: bezpieczeństwo, kontrola, planowanie,
- partnerka: doświadczenia, potrzeby dzieci, życie „tu i teraz”.
Nie chodzi jednak tutaj o rozstrzyganie, kto ma rację, tylko czy jesteście w stanie znaleźć wspólne zasady. Jeśli rozmowa o pieniądzach kończy się irytacją, to zwykle oznacza, że dotykacie emocjonalnego obszaru, nie tylko „wydatków”. Pomocne może być: określenie jasnych granic finansowych (ile i komu Pan pomaga), oddzielenie „chcę pomóc” od „czuję, że muszę” oraz rozmowa z partnerką nie o konkretnych zakupach, tylko o podejściu do pieniędzy jako wartości. To, że ceni Pan spokój finansowy, nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy jedynym sposobem jego utrzymania staje się odcinanie się od ludzi. Dlatego kluczowe nie jest „zmienić podejście do pieniędzy”, tylko nauczyć się chronić swoje granice bez rezygnowania z relacji.
Pozdrawiam serdecznie,
Joanna Cichosz

















