
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Czy moje podejście...
Czy moje podejście do pieniędzy jest zdrowe? Oszczędność, presja rodziny i lęk o przyszłość finansową
Joanna Cichosz
Dzień dobry,
Historia, którą Pan opisał nie wskazuje na „zaburzenie”, a raczej na całkiem zrozumiały sposób funkcjonowania, który ukształtował się na bazie wcześniejszych doświadczeń. Dorastanie w niedostatku może prowadzić do zwiększenia potrzeby kontroli finansowej i bezpieczeństwa i to może być dla Pana użyteczne. Jednocześnie widać drugi ważny wątek: poczucie, że inni przekraczają Pana granice lub traktują Pana zasoby jako dostępne. To właśnie to (a nie samo oszczędzanie) wydaje się być głównym źródłem złości i frustracji. Warto rozdzielić tutaj kilka rzeczy: oszczędność jako wartość (to jest w porządku), pomaganie bliskim (to może być Pana wybór) oraz presję i poczucie obowiązku (to jest obszar granic). Z Pana opisu wynika, że często pomaga Pan bliskim kosztem siebie, a jednocześnie trudno Panu jasno powiedzieć „nie”. To powoduje narastanie napięcia, które później pojawia się w formie irytacji, nawet przy drobnych sytuacjach czy żartach.
W relacji z partnerką natomiast widać wyraźną różnicę w wartościach:
- Pan: bezpieczeństwo, kontrola, planowanie,
- partnerka: doświadczenia, potrzeby dzieci, życie „tu i teraz”.
Nie chodzi jednak tutaj o rozstrzyganie, kto ma rację, tylko czy jesteście w stanie znaleźć wspólne zasady. Jeśli rozmowa o pieniądzach kończy się irytacją, to zwykle oznacza, że dotykacie emocjonalnego obszaru, nie tylko „wydatków”. Pomocne może być: określenie jasnych granic finansowych (ile i komu Pan pomaga), oddzielenie „chcę pomóc” od „czuję, że muszę” oraz rozmowa z partnerką nie o konkretnych zakupach, tylko o podejściu do pieniędzy jako wartości. To, że ceni Pan spokój finansowy, nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy jedynym sposobem jego utrzymania staje się odcinanie się od ludzi. Dlatego kluczowe nie jest „zmienić podejście do pieniędzy”, tylko nauczyć się chronić swoje granice bez rezygnowania z relacji.
Pozdrawiam serdecznie,
Joanna Cichosz
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Klaudia Kotowska
Dzień dobry, czytając Twoje pytanie usłyszałam dużo wątpliwości dotyczących swoich uczuć i postawy wobec bliskiej rodziny, partnerki i krewnych. Mówisz o złości, która się w Tobie pojawia kiedy bliscy proszą czy oczekują pieniędzy. Mówisz o oporze, który się w Tobie pojawia. Opisujesz sytuacje, w których udzielałeś wsparcia finansowego, w których byłeś zadowolony ze swojego działania, ale też sytuacje, w których odczuwasz irytację. Myślę, że w wielu sytuacjach wykazałeś się pięknym gestem i dobrocią. W innych warto żebyś przyjrzał się swoim uczuciom. Twoja złość mówi o tym, że Twoje granice, przekonania, czy wartości zostały naruszone. Być może relacje, które masz wymagają poukładania, tak abyś mógł czuć się w nich dobrze. Twoje podejście jest jak najbardziej ok, ponieważ jest TWOJE :) zdaje się, że to zakomunikowanie go innym sprawia Ci trudność. Dlaczego tak trudno jest Ci ułożyć te relacje, bez odcinania się od ludzi pomogłaby Ci zrozumieć konsultacja psychologiczna.
Aleksandra Nowacka
Dobry wieczór,
Na wstępie chciałabym zauważyć, że wokół tematu finansów porusza Pan również wiele innych, ale istotnych wątków. Myślę, że aby móc cokolwiek zawyrokować, potrzebne byłoby uzyskanie większej ilości szczegółowych informacji. Zachęcała bym Pana do konsultacji z psychoterapeuta, szczególnie psychodynamicznym lub TFP. Serdecznie pozdrawiam,
Aleksandra Nowacka
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Dziękuję, że podzieliłeś się swoją historią która brzmi jak naprawdę ciężka sytuacja, która mocno cię frustruje. Twoje podejście do pieniędzy nie jest "zaburzone", ale zrozumiałe w kontekście twojej przeszłości. Pochodzisz z biednego domu, gdzie brak stabilności finansowej był normą, a teraz, dzięki ciężkiej pracy, masz spokój, który cenisz. To naturalna reakcja: oszczędzanie staje się tarczą przed powtórką dawnych lęków. Jednocześnie czujesz presję otoczenia, co budzi irytację, zwłaszcza gdy widzisz, że inni nie starają się sami poprawić sytuacji, a oczekują pomocy. To klasyczny konflikt między twoją wartością samodzielności a ich oczekiwaniami.
Pomoc dziadków uratowała cię przed złymi wyborami, więc teraz instynktownie chronisz swoje zasoby. Pożyczki dla rodziny to akty dobroci, ale brak wdzięczności lub spłaty boli, bo przypomina ci walkę o przetrwanie.
Ludzie wokół (mama, ciotka, partnerka, dzieci) traktują cię jak bankomat, często w żartach, co minimalizuje twoje granice. To irytujące, bo czujesz się wykorzystywany, zwłaszcza gdy oni nie zmieniają nawyków (np. brat pijący zamiast uczyć się). Partnerka Ona ma inne podejście, co prowadzi do tarć. Wydajecie więcej u niej, a rozmowy o oszczędzaniu kończą się irytacją. Jej żarty o "dzieciach" czy listach zakupów pogłębiają poczucie, że twoje wartości są lekceważone. To zdrowa irytacja sygnalizuje, że potrzebujesz chronić swój spokój finansowy i emocjonalny. Nie jesteś sknerą; po prostu priorytetem jest stabilność, co jest mądre, zwłaszcza planując zmianę pracy czy biznes.
Naucz się mówić "nie" bez wyrzutów. Np. "Rozumiem, że potrzebujesz pomocy, ale teraz nie mogę pożyczyć – skup się na swoim planie". Dla rodziny: ustal limity (np. tylko małe kwoty, z terminem spłaty) lub kieruj do pomocy społecznej. Porozmawiaj z partnerką, ale wybierz na to spokojny moment, bez oskarżeń. Powiedz: "Kocham cię, ale oszczędzanie daje mi poczucie bezpieczeństwa po mojej przeszłości. Chcę, żebyśmy razem planowali wydatki, np. budżet na wizyty". Jeśli żarty bolą, dodaj: "To dla mnie nie jest śmieszne, bo przypomina mi trudne czasy".
Dbaj o siebie i kontynuuj oszczędzanie na biznes czy zmianę pracy gdyż to twój kapitał na wolność. Zrób "fundusz awaryjny" osobno od pożyczek. Rozważ terapię (np. psychologa specjalizującego się w traumie finansowej) .
Wspieraj tych, którzy się starają (np. mama z rakiem – stałe, małe przelewy). Ignoruj lub ogranicz kontakt z "wiecznymi ofiarami" (drugi brat). Twój rozsądek to siła, nie problem, ale izolacja od ludzi nie musi być ceną. Znalezienie równowagi (granice plus empatia) pozwoli ci zachować spokój bez odcinania się.
Agnieszka Włoszycka
Witam,
Dziękujemy za kontakt z nami. Sądzę że to nie wygląda na „zaburzenie”, tylko na silnie ukształtowane podejście do pieniędzy po doświadczeniu braku. Pieniądze stały się dla Pana czymś więcej niż środkiem, dają poczucie bezpieczeństwa i kontroli, dlatego moim zdaniem tak mocno reaguje Pan na sytuacje, w których inni „sięgają” po te zasoby bez odpowiedzialności. Z drugiej strony widzę duże napięcie między Pana wartościami a otoczeniem: Pan stawia na stabilność i rozsądek a część bliskich (w tym partnerka) na spontaniczne wydawanie, to też naturalnie rodzi frustrację. Najważniejsze w tym wszystkim wydaje się: postawienie jasnych granic finansowych (komu, kiedy i na jakich zasadach Pan pomaga),
oddzielenie pomocy od poczucia obowiązku czy presji, szczera rozmowa z partnerką o różnicach w podejściu do pieniędzy, to istotny temat dla przyszłości relacji. Uważam że Pana złość nie dotyczy samych pieniędzy, tylko poczucia bycia wykorzystywanym i niewysłuchanym.
Pytanie do refleksji: czy chce Pan pomagać czy raczej czuje Pan, że „musi”?
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne
Czy to normalne narzeczony ze mną nagle zerwał? Teraz chce być sam, najpierw mówił, że chce naprawić swój mózg, a teraz to już chce być sam, nie chce wsparcia. Jak ja stwierdziłam, że ja wiem, że nie chce mnie w to wciągać, to stwierdził, że to nie o to chodzi i że chce być sam serio i musze iść dalej. Powiedziałam, że to wiem, że przez depresje I to minie tylko musi zacząć się leczyć, powiedział, że to nie ma znaczenia, jak powiedziałam, że czemu tak uważasz powiedział, że sam z siebie. I na prawdę nie chce wsparcia. Czy jeżeli dam mu przestrzeń to może zmienić zdanie? I będzie chciał wsparcia i przestanie się izolować ode mnie. Nie wiem, dlaczego się ode mnie izoluje, ale od kolegów nie i spędza z nimi dużo czasu. Zaczął też więcej pracować. Zawsze był wrażliwym chłopakiem, teraz się zmienił, mojej mamie pisał, że chyba ma depresje albo coś w podobnie. Do mnie powiedział, że mnie nie kocha i nie tęskni, jak zapytałam, czy tylko mnie to powiedział, że wszystkiego. Ja mam wrażenie, że on się świetnie bawi, nie chce rozmawiać twierdzi, że nie ma potrzeby i że to tylko źle wpływa na jego głowę. Ale ma wahania nastroju raz jest miły, a raz agresywny w rozmowie i jak sie spotkamy tak samo.
Witam, mam problem z partnerem. Ogólnie dobrze się rozumiemy i znamy już dłuższy czas, mamy razem dziecko. Problem polega na tym, że on niby się cieszy, że jest ojcem, ale w ogóle mi nie pomaga. W domu nie miał żadnych obowiązków, jest jedynakiem, wszystko robiła za niego matka. Nie ma poczucia obowiązku, wraca z pracy, siedzi na internecie, niby coś tam robi albo wychodzi z domu niby do swojego ojca i znika na 2-3h a jak wraca, twierdzi, że przecież krzywda mi się nie stała, że zostałam sama. I tak w kółko, chociaż proszę go o pomoc, nie otrzymuje jej. Mało tego jeszcze ją muszę ogarniać każdą nadobniejszą rzecz w domu, a on potem i tak powie mi, że tylko siedzę w domu i bawię się z dzieckiem. A ja mam na głowie wszystko dziecko, dom, zakupy, naprawy, samochód, rachunki, do tego dochodzi wspólny biznes, jakieś sprawy typu ubezpieczenia, jego widzimisię, czyli jak czegoś ode mnie chce (a chce bardzo często) to dzwoni, prosi i wymaga. Próby rozmowy nie działają, próbowałam i prośbą i groźbą i czynem zmusić go do myślenia, że ja nie jestem sprzątaczką i służąca, a dziecko jest wspólne. Czasem nawet wydawało mi się, że już zrozumiał i na jakiś czas się zmieniał, ale wystarcz,y że ktoś mu zaproponował wyjście z domu np. tesciu zawoła go na chwile do warsztatu i już na 3h zapomnina, że ma dziecko i że mieliśmy ją kąpać (jest jeszcze malutka). I ją znowu zostaje sama. Potem przestałam robić dla niego wszystko, efekt jeszcze gorszy, bo chodził obrażony, nie odzywał się do mnie. Najgorsze, że on w ogóle mnie nie słucha i mam wrażenie, że jestem dla niego darmową nianią i pomocą domową. Moje zdanie jest totalnie dyskryminowane i niestety, ale bardziej słucha matki i koleżanki z pracy niż mnie. Nawet w kwestii wychowania dziecka na mnie spada cały ciężar, nie przejmuje się, jak sobie daje rade i jakie mam zasady, ale wystarczy, że któraś z nich powie ze np.mam nie dawać jej truskawek, to on od razu się odpala, że mam tego nie robić, bo ona powiedziała. Albo najgorzej jak ustalamy wspólnie jakieś reguły, typu zakaz całowania dziecka, ale jak jego matka to robi, to już się nie odezwie i to mu nie przeszkadza, bo ona po prostu się cieszy I ona taka jest a ja muszę to akceptować. Jego matka mnie też bardzo pomija w kwestii macierzyństwa, córka zawsze jest bardziej podobna do tatusia, na wycieczce była z tatusiem, tatuś ją będzie nosił, patrzy na tatusia itd. A o mnie do dziecka mówi, że ją szarpie (jak załamałam jej rękawiczki i kwiliła), że na mnie jest zła, że jej nie noszę tylko siedzi w bujaka, ale zaraz przyjdzie tatuś i będzie nosił. Mówiłam mu, ze mam z nią problem, do tego nas nachodzi, wchodzi mi do pokoju, kiedy jestem rozebrana, dokucza mojemu dziecku aż płacze, chociaż ona myśli, ze tylko ją dotyka a płacze przeze mnie, bo jej dałam smoczka, kłamie, że nie otwieram jej drzwi, jak ktoś ma do nas przyjść np.znajomi przychodzą raz na 2 miesiące, to nagle ona jest u nas kilka dni i kilka razy pod rząd, a potem wcina ją na tydzień byle by nie było tak że ktoś widział małą a ona nie bo nie może tego znieść. Oprócz tego próbowała dawać jej jakieś jedzenie niedostosowane do wieku na szczecie ciotka partnera interweniowała. Ale on nie widzi problemu,ja mam być miła i akceptować to co ona robi bo ona ma problemy emocjonalne, bo małżeństwo jej i jej męża się nie udalo (w sensie z teściem się im nie układało nigdy) I ona się cieszy z wnuczki .Jednoczesnie nie mogę robić co uważam za słuszne przy moim dziecku ale pozwalać na to matce bo ona się po prostu cieszy.Koelzanka jeszcze ją j jego podpuszcza że ona robi dobrze i nie widzi nic złego w jej zachowaniu.Mysle że największym problemem nie jest ona sama tylko moj chłop który nie potrafi postawić granic.Ona mu nawet ciuchy wybierała i nadal wybiera i też nic w tym złego nie widzi.Cale życie przekraczała wszelkie jego granice i myśli że moje też może a on jej na to przyzwala.Jednoczesnie wychowała go na Pana domu któremu wszystko się należy i mam mu usługiwać i jest oburzona że ją od niego wymagam pomocy i powrotu do domu a potem myali i rozpowiada wszystkim jak to on się nie zajmuje córką.Co do głupich zdjęć nawet jest problem bo robiąc dziecku zdjęcia rozsyłam po rodzinie ale jak nie wyślę do jego matki to już ma problem,przecież to nie mój obowiązek,sam może to zrobić ale nie bo ja wychodzę na tą złą że jestem dla niej złośliwa a ona się tak cieszy.Duzo jeszcze było takich sytuacji nienormlanych.Najbardziej mnie nie denerwuje ona tylko on że się nie postawi i choć raz nie stanie po mojej stronie.Przeciez ją mu nie każe wybierać ani się kłócić wystarczy żeby jej powiedział wprost żeby tego czy tego nie robiła albo się tak nie odzywała do mnie.Co do pomocy też nie wymagam nie wiadomo czego chce tylko jechać na zakupy o innej porze niż 19/20 i żeby on zajął się na ten czas dzieckiem.Nie wiem jak mam na niego wpłynąć tak jak mówię żadna rozmowa nie przyniosła skutku.Juz nawet mi powiedział że ją to wiem co mu siedzi w glowie i znam się na ludziach(chodziłam do szkoły o profilu pshchologicznym)I stwierdził że mam rację a za dwa dni znowu zostałam sama z chorym dzieckiem i jeszcze stwierdził że to ze mną jest problem i że nie jest mu przykro jak mnie traktuje.Ja też przez tą całą sytuację jestem zła,rozdrażniona,złośliwą i sarkastyczna bo już nie daje rady.Nie chcę się podporządkowywać i być wiecznie sama,nie chce żyć na czyjeś dyktando i dać się dyskryminować jednocześnie dając z siebie wszystko dla dziecka.Dodam że jego ojciec też wie jaka jest jego matka i jak go wychowała i dużo razy stawał po mojej stronie.Bardzo proszę o rady jak to ugryźć albo jak przestać się tym PR,ejmowac

