
- Strona główna
- Forum
- rozwój i praca
- Problem z wyborem...
Problem z wyborem specjalizacji na studiach i strach przed dorosłym życiem
TS
Piotr Ziomber
Rozpocznę od drobnej uwagi, która jest częstym błędnym na studiach magisterskich. Otóż w ich trakcie robi się specjalność, nie specjalizację i wtedy robi się 4 letnią specjalizację np. z psychologii klinicznej lub neuropsychologii. ta druga jest możliwa po ukończeniu studiów magisterskich, na przykład psychologii. Rozumiem, jak bardzo Cię to przytłacza. Natłok myśli, strach przed zmianami i poczucie, że tracisz kontrolę nad swoim życiem. To normalne, że w takim momencie, zwłaszcza przed dużym semestrem, czujesz ucisk w sercu i żal za decyzjami. Masz prawie 23 lata, a zmiany na studiach plus lęk przed dorosłością potrafią sparaliżować. Dobrze, że to opisujesz gdyż jest to pierwszy krok, by sobie z tym poradzić.
Co możesz zrobić z specjalizacją tu i teraz? Po pierwsze porozmawiaj z dziekanatem lub promotorem jeszcze raz gdyż czasem po semestrze lub przy nowych argumentach (np. słabe wyniki na próbnych zajęciach) dają drugą szansę na zmianę. Przygotuj konkretne powody jak chociażby brak satysfakcji, obawy o radzenie sobie bez grupy wsparcia i różnicę w wielkości grup. Poproś o pisemne uzasadnienie odmowy, jeśli nie pomogą, to może otworzyć drzwi. Szukaj także wsparcia w nowej grupie:. Dwanaście osób to mała grupa, co oznacza więcej uwagi od prowadzących i łatwiejsze budowanie relacji. Przedstaw się na pierwszych zajęciach, zaproponuj grupowe uczenie się możecie stworzyć "zastępczą ekipę" do wzajemnej pomocy. Skoro wcześniej polegałaś na znajomych, zacznij budować nawyk nauki solo. Używaj YouTube, kanały po polsku jak lub korzystaj z forów studenckich. Na małych grupach łatwiej o indywidualne konsultacje z wykładowcami.
Te uczucia brzmią jak klasyczny lęk przed nieznanym, zwłaszcza że nie lubisz zmian i czujesz się jak dziecko w świecie dorosłych. To minie, jeśli zaczniesz małe kroki. Poniżej podaje Tobie kilka przykładów.
Ćwiczenia oddechowe na "ucisk w sercu". To jest bardzo proste, a przynosi szybkie efekty. Kiedy myśli zalewają, zrób 4-7-8: wdech 4 s, wstrzymaj 7 s, wydech 8 s. Powtórz 4 razy. To resetuje układ nerwowy (potwierdzone badaniami z Harvardu). Prowadź dziennik myśli czyli codziennie zapisuj 3 rzeczy, za które jesteś wdzięczna (np. mieszkanie u rodziców) i 1 mały cel na jutro (np. "przeczytam 1 rozdział"). To przerywa spiralę żalu.
Nie musisz tracić "studenckiego życia". Organizuj kawę, imprezy czy wspólne naukę z grupą . Relacje nie kończą się na salach wykładowych a wspólna nauka mobilizuje i daje solidne podstawy do dobrych ocen.
Twierdzisz, że studia Ci się nie podobają, ale nie masz alternatywy. To częsty dylemat wśród żaków. Nie musisz decydować o wszystkim teraz. Jeśli semestr pójdzie słabo, pomyśl o urlopie dziekańskim (do 2 lat) na przemyślenie kariery. Zrób testy zainteresowań lub udaj się do doradcy zawodowego, a wtedy może odkryjesz coś poza studiami, jak kursy online z grafiki, marketingu czy handlu (bez wyprowadzki).
Buduj niezależność krok po kroku. Zacznij od pracy dorywczej (np. 10h na tydzień) dorabiając sobie nawet w Żabce, a to da Tobie pieniądze i pewność siebie bez pełnego etatu. Na lęk przed samotnością: tez jest sposób. Jednym z nich jest dołączenie do kół naukowych, wolontariatu czy grupki do znajomych .
23 lata to nie koniec, ale początek pięknego życia. Wielu w Twoim wieku czuje to samo. Osobiście znam historie, gdzie ludzie zmieniali ścieżkę w 40-50 lat i odnajdywali satysfakcję. Masz czas, a "sielanka" u rodziców nie kończy się zdaną uczelnią. Nie jesteś sam(a) w tym. Pamiętaj, że wiele osób przechodzi przez to na studiach. Ten semestr to nie koniec świata, tylko lekcja radzenia sobie. Dasz radę, krok po kroku.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dagmara Łuczak
Dzień dobry Pani. To, co Pani czuje, jest zrozumiałe. Pojawiła się nagła zmiana. Zniknęło poczucie bezpieczeństwa. Wcześniej miała Pani wsparcie znajomych. Teraz tego wsparcia brakuje. To naturalnie wywołuje lęk i smutek. Wybór specjalizacji A był w tamtym momencie świadomy. Nie był błędem ani oznaką złej decyzji. Teraz widzi Pani, że ta ścieżka jest trudniejsza. Mała grupa budzi niepokój. Oznacza większą widoczność i konieczność samodzielnej nauki. To jest trudne, ale nie oznacza, że sobie Pani nie poradzi. Myśl, że specjalizacja B rozwiązałaby wszystkie problemy, wynika z lęku. Lęk upraszcza rzeczywistość. Skupia się na jednej idealnej opcji. Studenckie życie się nie skończyło. Ono po prostu się zmienia. Takie zmiany są bardzo częste w tym wieku. Ma Pani 23 lata. To nie jest za późno na cokolwiek. Brak związku i bliskich przyjaciół nie oznacza, że coś jest z Panią nie tak. Oznacza, że do tej pory funkcjonowała Pani w bezpiecznym środowisku rodzinnym. Teraz zaczyna się proces dorastania. To budzi strach. Strach przed dorosłym życiem jest powszechny. Strach przed samodzielnością także. Nie musi Pani teraz wiedzieć, co chce robić w życiu. Wielu ludzi nie wie tego jeszcze długo po studiach. Studia często nie dają satysfakcji. Są etapem przejściowym. Najważniejsze teraz jest skupić się na tym semestrze. Proszę nie myśleć o całym życiu naraz. Zmiana nie oznacza końca szczęścia. Oznacza proces. To, że Pani się boi, nie znaczy, że sobie Pani nie poradzi. To znaczy, że wychodzi Pani ze strefy komfortu. To zawsze boli.
Pozdrawiam,
Dagmara Łuczak
Agnieszka Włoszycka
Droga Pani,
Rozumiem, że jest Pani przytłoczona zmianą i małą grupą. Zamiast skupiać się na tym, czego Pani nie ma, warto skoncentrować się na tym, co może Pani zyskać: więcej uwagi prowadzących, szansa na bliskie relacje z kilkoma osobami oraz codzienne małe kroki w nauce, które budują poczucie kontroli i pewności siebie.
Wierzę, że Pani sobie poradzi i tego życzę!
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne
Witam, od dzieciństwa mam stwierdzoną depresję i stany lękowe. Sama u siebie podejrzewam autyzm, ale jest to moje podejrzenie, niekoniecznie diagnoza. Dzieciństwo miałam trudne – było bicie, karanie ciszą, brak przytulania, czułości i ciężka choroba w rodzinie, mojego taty, który dosyć szybko zmarł. Ja też jestem chora – mam genetyczną chorobę, która w wielkim skrócie sprawia, że moje ciało niezbyt przypomina zwykłego człowieka, ale nie na tyle, żeby od razu to zobaczyć. Głównie ciężko mi chodzić.
Mam wykształcenie średnie z powodu moich dolegliwości, bo opuszczałam szkołę i całe, w sumie, moje życie. Jako nastolatka leczyłam się lekami – dużą ilością leków przepisanych przez jednego psychiatrę, które według późniejszych specjalistów były dobrane źle. Do dzisiaj zastanawiam się, jaki mogły mieć na mnie wpływ. Byłam u kilku specjalistów, brałam w sumie kilka leków i byłam na kilkuletniej terapii – aż w końcu uciekłam. Z domu, z terapii, z leków. Zaczęłam żyć na własną rękę, zdobyłam pierwszą pracę i jakoś sobie radziłam. Stwierdziłam, że trzeba dawać radę za wszelką cenę.
W ciągu tego czasu miałam pierwsze związki, zostałam wykorzystana seksualnie i generalnie działy się rzeczy, które nie muszą być istotne w tym, czym chciałabym się podzielić. Pracę miałam w sumie dwie – za minimalną krajową, ale na tyle, żeby się utrzymać. Nagle zdarzyła się okazja, żeby się przebranżowić – zrobiłam wszystko, żeby ją zdobyć. Dosłownie. Zdobyłam ją i na samym początku było ok, ale po jakimś czasie mój zespół (praca biurowa) zaczął dziwnie mnie traktować, albo to moje wrażenie – co przełożona w rozmowie 1 na 1 zasugerowała. Co robiłam, było źle, czego nie zrobiłam – też było źle.
Uważam się za osobę chętną do nauki i nigdy nikomu nie powiedziałam, że nie pomogę, nie zaniosę, nie zrobię – mimo to jestem postrzegana tam jako osoba zamknięta w sobie, która słyszy, ale nie słucha – to usłyszałam. To mnie pogrążyło w depresji. Zaczęłam mieć myśli samobójcze – pierwsze od kilku lat, gdzie wcześniej zawzięcie walczyłam o siebie i, przysłowiowo, płakałam przy lustrze, ale z dumnie uniesioną twarzą malowałam się i udawałam, że jest dobrze. Na wyjeździe w góry z narzeczonym myślałam, żeby wskoczyć w przepaść. Ale to było falowe.
Dzisiaj coś we mnie pękło. Nie byłam w stanie pójść do pracy. Odkąd pamiętam, irytuje mnie tekstura ubrań, światło, wygląd jedzenia, zapach dezodorantu i kremu, którego wiem, że użyję przed pracą. Irytuje mnie dosłownie wszystko, a po pracy jestem tak przebodźcowana, że kładę się do łóżka i jem jak szalona – bo przez cały dzień nie jestem w stanie nic zjeść, dopiero gdy wrócę do domu, to jem. Przez sytuację z jedzeniem zaczęłam się bardzo karać, przytyłam jakieś 15 kg przez taką formę jedzenia – przez głodówkę, a później obżarstwo na sam koniec dnia, mimo że staram się mieć aktywność fizyczną.
Ale nie w tym rzecz. Dzisiaj nadeszło apogeum wszystkiego, czego się bałam – ubrałam się, umalowałam i coś we mnie pękło. Nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. Zaczęłam płakać, pisać do narzeczonego, co mam robić – jak małe dziecko. Jakbym nie była w stanie w żaden sposób podjąć decyzji, zrobić czegokolwiek. Nie poszłam w końcu – po dwóch godzinach czegoś w rodzaju ataku paniki – tylko płakałam nieustannie jak pies.
Zapisałam się do psychiatry online, który zawzięcie przepisał mi leki i wystawił L4 na miesiąc, którego nie do końca chciałam – o czym powiedziałam. Jak wrócę do pracy? Czy mnie nie wyrzucą? Pracuję na zastępstwo i bardzo się boję, że zaprzepaściłam swoją jedyną szansę, aby się rozwijać.
Specjalnie nie pojechaliśmy z narzeczonym wczoraj do jego rodziny (źle znosimy te wyjazdy ze względu na problem z alkoholem w jego rodzinie, ale to nadal rodzina), żeby przygotować się na dzisiaj. Przygotowałam ubranie, porozmawiałam z narzeczonym i poszliśmy spać przytuleni – uspokajał mnie, że będzie ok i że jestem dzielna. Nie byłam. Nie jestem. Nie wiem, co się ze mną dzieje.
Dziękuję za przeczytanie tych żałości.
Co powinnam zrobić, jeżeli w każdej pracy mnie nie chcą? Czuję się głupia. Mam problemy z pamięcią, koncentracją (co może wynikać ze stwardnienia rozsianego, na które choruje albo nie), jestem za spokojna, niesamodzielna, mam problemy z adaptowaniem się i kontaktami z ludźmi, a poza tym jestem za szybka, niedokładna, przez co popełniam błędy nieświadomie. Czuje się z tym fatalnie, bo to nie moja pierwsza praca, a chciałabym mieć coś stabilnego. Z tego powodu zaczynam nie lubić siebie ani innych ludzi i bać się o przyszłość. A może mam ADHD? Czy coś mi pomoże?
Presja w pracy, związana z moim perfekcjonizmem, staje się coraz większa. Zawsze miałem wysokie wymagania wobec siebie, ale teraz czuję, że to po prostu mnie zżera. Każdy najmniejszy błąd powoduje, że czuję się jak kompletny nieudacznik i mam wrażenie, że wszyscy wokół mnie, mnie oceniają. To zupełnie psuje moją satysfakcję z pracy, bo zamiast cieszyć się z sukcesów, nie mogę przestać myśleć o tym, co zrobiłem źle.

Wypalenie zawodowe - przyczyny, objawy i jak sobie z nim radzić?
Czy czujesz się ciągle zmęczony i zniechęcony do pracy? Możliwe, że doświadczasz wypalenia zawodowego – stanu wyczerpania, który dotyka coraz więcej osób. To poważny problem wpływający na zdrowie psychiczne – sprawdź, jak sobie z nim radzić.
