Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak odnaleźć zawodową równowagę i być sobą w pracy z hierarchią?

Mam bardzo zawiły problem wymagający indywidualnego spojrzenia, bez uogólniania i typowego patrzenia. Gdy nie występuję w roli kobiety szanowanej, aprobowanej i lubianej, to czuję więcej neurotyzmu na co dzień i bliżej mi do negatywnych emocji. To działa jak całkowita konstrukcja, bardzo zero jedynkowa i moja podświadomość nie widzi tutaj kompromisu. Ostatnio dostałam nową pracę i czuję dyskomfort, nie umiem być tam sobą. Jeśli mam się dostosowywać w pracy i chodzić po podpisy do ludzi wyżej ode mnie w hierarchii, to czuję sie jak mała dziewczynka, a nie jak ta "lepsza wersja siebie". Ona w ogóle nie pojmuje tej sytuacji i gdzieś na razie się schowała. Gdybym mogła być tą drugą, ona by w ogóle do takiej pracy nie poszła, tylko oczekiwała, że jestem ze wszystkimi na równi albo wyżej od nich. Tu nie chodzi o arogancję, muszę to podkreślić - ja po prostu mam wysokie mniemanie o sobie, tylko coś mnie w środku blokuje i nie pozwala w wielu sytuacjach temu wybrzmieć. Bo to, że jestem na "niższym stanowisku w pracy" jest zupełnie normalne - jestem młoda. Ale niestety tak dzisiejszy świat fukcjonuje że istnieje hierarchia w pracy i innych miejscach. Tylko że ja nie uznaję w ogóle czegoś takiego i taki mam pogląd, że wszyscy jesteśmy równi i mam problem, że to ja muszę się dostosowywać do kogoś a nie on do mnie , że jak ktoś kto jest "wyżej" jest dla mnie niemiły to trudniej się bronić i możnaby wiele wymieniać. Moje mniemanie o sobie w ogóle nie kupuje tej sytuacji i wolałabym nie pracować jakbym mogła. Czuję często dyskomfort i zawstydzenie tą sytuacją, bo czuję, że samą siebie uciskam w gorsecie będąc w pracy o takim charakterze, ale niestety każda taka będzie, za wyjątkiem zawodów np. artystycznych - tak kiedyś pomyślałam i dlatego poszłam na studia do szkoły filmowej, pracowałam na planach serialowych jednak świat ten jest chory - pełen przemocy i ciężko tam znaleźć szacunek do drugiej osoby. Odeszłam. Mam bardzo wrażliwą duszę i często zachwycam się naturą, sztuką, często przystaję na ulicy podziwiać ptaki, kotki, drzewa, zachód słońca, powąchać świeże powietrze, uwielbiam kolory i piękno. I tak też chciałabym się czuć na co dzień, a nie poupychana w jakieś życiowe ograniczenia. Więc cały czas finalnie wracam do tej dywagacji - jak znaleźć taki zawód, sposób na życie, żeby móc być tą lepszą wersją siebie? Nie opowiedziałabym tego wszystkiego na żywo nikomu, bo się wstydzę że ktoś mnie nie zrozumie i oceni jako zbyt wymagającą, z wygórowanymi oczekiwaniami, arogancką itp. a tutaj w ogóle nie o to chodzi i wiem, że życie jest trudne, ale jednak we mnie siedzi bardzo duży pozytywny potencjał, więc jest nadzieja.

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowna Pani, 

to, co Pani opisuje, to nie arogancja, lecz głęboki konflikt między Pani wewnętrznym poczuciem godności i wrażliwością a sztywnymi strukturami społecznymi, które odbiera Pani jako opresyjne. Ta „lepsza wersja siebie”, o której Pani pisze, to Pani autentyczne „Ja”, które czuje się bezpiecznie tylko w warunkach pełnej akceptacji i równości, natomiast hierarchia służbowa aktywuje w Pani schemat „małej dziewczynki” – bezbronnej i zmuszonej do uległości. Dyskomfort, który Pani czuje, wynika z tego, że Pani system wartości nie uznaje wyższości drugiego człowieka nad innym tylko ze względu na stanowisko, co w połączeniu z dużą wrażliwością na piękno czyni Panią osobą niedostosowaną do typowego, korporacyjnego świata, ale za to bardzo predysponowaną do ról autonomicznych. 

Może zamiast walczyć ze sobą i próbować „polubić” hierarchię, warto poszukać drogi zawodowej opartej na samozatrudnieniu lub wolnym zawodzie, gdzie to Pani określa reguły gry, ponieważ dla osób o Pani konstrukcji psychicznej wolność i autentyczność nie są luksusem, lecz warunkiem zdrowia psychicznego.

Powodzenia!

Psycholog Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość, jest w niej dużo samoświadomości i odwagi. Widzę nie „arogancję”, tylko silną część, która chroni Pani godność, oraz drugą: młodszą, która w sytuacji hierarchii czuje się pomniejszona. To nie jest konflikt z pracą, tylko wewnętrzny podział: „muszę być wyjątkowa, żeby czuć się bezpiecznie” versus „tu jestem na początku drogi”.

Kluczem nie jest znalezienie świata bez hierarchii, lecz zbudowanie w sobie stabilnej wartości, która nie zależy od roli ani stanowiska. Wtedy podpis u przełożonego przestaje być upokorzeniem a staje się czynnością techniczną. W pracy nie trzeba być „lepszą wersją siebie”,  wystarczy być wystarczająco dobrą i życzliwą dla siebie.Pani wrażliwość i zachwyt nad pięknem to ogromny zasób: to kierunek życiowy ale nie musi oznaczać ucieczki od struktur. Często najpierw buduje się wewnętrzną równość a dopiero potem wybiera środowisko bardziej zgodne z duszą.Proszę spróbować jednej zmiany perspektywy: nie „jestem niżej”, tylko „uczę się systemu, który mnie nie definiuje”. To zdanie, powtarzane w trudnych momentach, zaczyna integrować te dwie części  i wtedy „lepsza wersja” nie znika, tylko dojrzewa.

 

Wszystkiego dobrego.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry

Pani doświadczenia wskazują na głęboką rozbieżność między sposobem, w jaki postrzega Pani rzeczywistość społeczną i relacje interpersonalne, a rzeczywistością, w której Pani funkcjonuje. To, co Pani opisuje, to nie problem z pracą samą w sobie, lecz konflikt wewnętrzny między obrazem siebie a możliwościami radzenia sobie w strukturach, które nieuchronnie charakteryzują się hierarchią i współzależnością.

Wrażliwość Pani – ta zdolność do zachwycania się naturą, sztuką, detalami piękna – jest zasobem znacznym, który jednakże wydaje się być równocześnie źródłem cierpienia, gdy Pani funkcjonuje w środowisku postrzeganym jako ograniczające. To, co Pani postrzega jako ucisk w gorsecie, może być przede wszystkim wyrazem wewnętrznego oporu wobec tego, aby uznać naturalność hierarchii i współzależności w każdym systemie społecznym. Podatność Pani na neurotyzm wzrasta proporcjonalnie do poczucia bycia niedocenianą, niezauważaną lub narzuconą w rolę „niższą" – co stanowi stały element struktury organizacyjnej niezależnie od zawodu.

Fakt, że Pani opuściła pracę na planach serialowych pomimo zainteresowania sztuką wskazuje na to, że nie chodzi wyłącznie o potrzebę przestrzeni twórczej, lecz o fundamentalne niepokojenie się Pani wymogami jakiekolwiek współpracy z innymi w ramach określonej struktury. Rzeczywistość pracy zawsze będzie zawierać elementy dostosowania, niezależnie od branży czy stanowiska.

Terapia w tym przypadku powinna skupić się na akceptacji tego, że autentyczność i funkcjonowanie w rzeczywistości nie muszą być w konflikcie – oraz na zrozumieniu, skąd pochodzi przekonanie, że Pani godność uzależniona jest od bezwarunkowego uznania i braku potrzeby jakiegokolwiek dostosowania się.

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Jeśli poczucie bycia „lepszą wersją siebie” jest silnie uzależnione od zewnętrznego uznania, równości pozycji lub braku hierarchii, to każda sytuacja strukturalnej zależności może uruchamiać wstyd i napięcie. W takich momentach często aktywizują się wcześniejsze doświadczenia związane z autorytetem, oceną czy brakiem wpływu. 
Istotne może być także rozróżnienie między równością godności a równością ról. W strukturach zawodowych istnieje hierarchia funkcji, ale nie oznacza to hierarchii wartości człowieka. Jeśli jednak każda formalna zależność jest odbierana jako zagrożenie dla tożsamości, może to wskazywać na dużą wrażliwość na status i uznanie. To nie jest coś „złego”, ale coś, czemu warto się uważnie przyjrzeć.
Opisuje Pani silną wrażliwość estetyczną, potrzebę piękna, autentyczności i głębi. To realny zasób. Jednocześnie żadna przestrzeń zawodowa nie jest całkowicie wolna od struktury, napięć czy ograniczeń - nawet środowiska artystyczne, czego Pani doświadczyła. Być może pytanie nie brzmi wyłącznie „jaki zawód pozwoli mi być tą wersją siebie”, lecz również „jak mogę utrzymać kontakt z tą częścią siebie niezależnie od kontekstu zawodowego”. Czasem praca jest jednym z obszarów życia, a przestrzeń na wrażliwość, twórczość i zachwyt może być budowana równolegle, niekoniecznie jako jedyne źródło tożsamości.
Warto też przyjrzeć się zero-jedynkowemu mechanizmowi, o którym Pani pisze. Myślenie w kategoriach „albo jestem tą lepszą wersją siebie, albo jestem zredukowana i uciskana” może wzmacniać napięcie. W terapii poznawczej pracuje się nad poszerzaniem tych sztywnych kategorii, tak aby możliwe było doświadczenie siebie jako wartościowej także wtedy, gdy pełni się rolę juniorską czy zależną. To nie oznacza rezygnacji z ambicji, lecz budowanie bardziej stabilnego poczucia własnej wartości, mniej zależnego od pozycji.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

  Rozumiem Pani dyskomfort jako  poczucie ucisku w hierarchii pracy tłumi Pani wrażliwą, kreatywną naturę, zwłaszcza z ADHD i ASD, gdzie potrzeba równości i autonomii jest kluczowa. Ma Pani unikalny potencjał, by żyć w harmonii z pięknem świata, bez kompromisów na "gorszą wersję siebie".​

Co wic robić, aby czuć się spełnioną? 

Pierwsza propozycja to grafika, copywriting, fotografia krajobrazowa lub land art kiedy Pani wybiera projekty, unika hierarchii, pracuje z naturą i kolorami.

Druga propozycja to praca w takich zawodach jak florysta, ogrodnik lub ekolog  na świeżym powietrzu, blisko ptaków i drzew, z możliwością własnej utworzenia własnej firmy.

Trzecia opcja to takie zawody jak  coach mindfulness, trener jogi lub artysta (np. pejzaże inspirowane naturą), kiedy  empatia i intuicja tu błyszczą, bez sztywnych struktur.

Jak zacząć praktycznie to wykorzystywać?  Te opcje minimalizują podporządkowanie, bo freelance (np. na Freelancehunt.pl) pozwala na równorzędne relacje z klientami. Można rozpocząć od kursów online takich jak fotografia krajobrazowa lub kurs florystyczny  w Urzędzie Pracy bez kosztów, z certyfikatem.

  Z Pani historią (ADHD, ASD, lęk przed oceną), te zawody pasują do neuroatypowych: kreatywność bez rutyny, samodzielność. Warto także rozważyć terapię (już planowaną) na budowanie asertywności jak EMDR lub DBT, które  pomogą uwolnić "blokadę" i poczuć równość bez wstydu. To nie arogancja, a ochrona wrażliwej duszy , kiedy potencjał jest realny.

 

 


 

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


To, co Pani opisuje, wydaje się być zderzeniem Pani silnej wewnętrznej tożsamości z rolą, którą narzuca system pracy. Ta "lepsza wersja Pani" czuje się zagrożona, gdy musi przyjąć pozycję zależną, ponieważ w pewien sposób utożsamia Pani hierarchię z utratą godności i szacunku. W Pani odczuciu proszenie o podpisy czy dostosowywanie się do kogoś "wyżej" nie jest po prostu czynnością służbową. Może być odbierane jako coś zagrażającego Pani wartości, co sprawia, że czuje się Pani jak bezbronna mała dziewczynka, a nie wolna, świadoma kobieta.

Na podstawie tego, co pani napisała, myślę, że problem leży w tym, że Pani poczucie wartości może być obecnie bardzo mocno uzależnione od równego statusu w relacji. Gdy ten status znika, traci Pani dostęp do swoich zasobów, radości i spokoju. Ta wrażliwość na piękno, ptaki i naturę, o której Pani wspomina, jest Pani największym skarbem, ale w obecnej pracy staje się ona Pani "piętą achillesową", bo nie znajduje tam bezpiecznej przestrzeni, by wybrzmieć.

Droga do znalezienia odpowiedniego sposobu na życie prowadzi przez oddzielenie Pani tożsamości od Pani stanowiska. Można pracować w hierarchii, zachowując wewnątrz absolutne poczucie równości z dyrektorem czy prezesem, traktując biuro jedynie jako teatr, w którym odgrywa Pani rolę, a nie jako miejsce, które definiuje to, kim Pani jest. Może warto byłoby się zastanowić nad szukaniem zawodu, który da Pani autonomię - być może praca na własnych zasadach, doradztwo, czy branża kreatywna, ale w mniejszym, zdrowszym środowisku niz wczesniej. W każdej pracy może towarzyszyć pani podobne poczucie i myślę, że istotne byłoby nauczenie się chronienia swojej wrażliwości bez budowania muru z "wysokiego mniemania o sobie".

Warto zastanowić się też, czy byłaby Pani w stanie zacząć traktować obecną pracę jako "projekt finansujący" Pani prawdziwe życie i zachwyty, zamiast pozwolić jej decydować o tym, jak Pani o sobie myśli.


Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

 

To, co Pani opisuje, jest bardzo precyzyjnym i wnikliwym spojrzeniem na siebie – widzi Pani swoje wartości, wrażliwość, poczucie estetyki, a jednocześnie bariery, które narzuca codzienna rzeczywistość i hierarchie w pracy. To nie jest „wymaganie” ani „arogancka postawa”, tylko świadomość własnej autentyczności i granic, której Pani próbuje bronić.

 

Kilka refleksji/ wskazówek które mogą pomóc:

 

*Rozróżnienie ról – to, że w pracy musi Pani dostosować się do hierarchii, nie odbiera Pani wartości ani potencjału. Można przyjąć strategię „maski funkcjonalnej”: to narzędzie do osiągania celów zawodowych, a w czasie wolnym lub w pasjach wybrzmiewa Pani autentyczna, wrażliwa, kreatywna część. To nie oznacza kompromitacji – tylko różne przestrzenie życia.

 

*Wyszukiwanie środowisk zgodnych z wartościami – może Pani szukać pracy w miejscach mniej hierarchicznych, kreatywnych lub projektowych, gdzie autonomia i szacunek dla indywidualności są większe. Nie muszą to być od razu szkoły filmowe czy branża artystyczna – mogą to być start-upy, NGO, laboratoria kreatywne, projekty online, freelancing czy działalność twórcza w różnych formach.

 

*Praca nad poczuciem siebie w hierarchii – terapia może tu pomóc: rozumienie, skąd bierze się opór wobec podporządkowania, nauka negocjowania swojej wartości w ramach wymagań zawodowych, rozwijanie asertywności i samoświadomości. Często jest to kwestia nie hierarchii jako takiej, a wewnętrznego konfliktu między autentycznością a dostosowaniem.

 

*Tworzenie własnych przestrzeni wolności – poza pracą: sztuka, natura, drobne rytuały codzienne, które pozwalają czuć się swobodnie i w pełni sobą. To stabilizuje emocje i daje poczucie „pełnej wersji siebie”, nawet jeśli w pracy jest inaczej.

 

*Eksperymentowanie – jeśli jest Pani gotowa, warto spróbować różnych ścieżek zawodowych na próbę, np. krótkoterminowe projekty, wolontariat, freelancing, kursy online. To pozwala sprawdzić, gdzie Pani naturalna wersja siebie najlepiej funkcjonuje, bez ryzyka całkowitej zmiany życia od razu.

 

Pani opis wskazuje na ogromny potencjał – wrażliwość, kreatywność, poczucie piękna – i świadomość swoich granic. To jest cenny fundament do stworzenia takiego życia, które będzie dawało poczucie sensu, szacunku do siebie i autentyczności

 

Składanowska Daria

Zobacz podobne

Silna reakcja emocjonalna na ocenę promotora - zrozumienie mechanizmów obronnych
Dzień dobry piszę bo nie umiem do końca zrozumieć, co się ze mną wydarzyło i chciałabym poznać psychologiczną perspektywę. W 4. semestrze miałam trudną sytuację z promotorką, która jednocześnie jest dziekanem. Po zaliczeniu projektu badawczego (ocena 4,5), poczułam ogromne poczucie niesprawiedliwości – koleżanki z gorszymi pracami dostały tyle samo. W emocjach napisałam do pełnomocnika ds. studentów, żeby opisać swoją sytuację. Promotorka nie była agresywna. Powiedziała tylko: „Zostawiam to bez komentarza.” Ale ja od tego momentu całkowicie się odcięłam. Przestałam ją lubić, traktowałam chłodno, nie odwzajemniałam kontaktu. Przekreśliłam ją w głowie. I tak było przez 7–8 miesięcy. Potem coś się zmieniło. Zaczęłam na nią patrzeć inaczej. Poczułam, że może nie chciała mnie skrzywdzić. Że nie była wobec mnie zła — to ja byłam zamknięta. Dziś nasz kontakt jest poprawny, nawet dobry. Ale nadal wracam myślami do tamtej sytuacji i chciałabym zrozumieć: – Dlaczego zareagowałam tak silnie? – Skąd to wycofanie i blokada? – Czy to mechanizm obronny? Zraniona ambicja?
Czuję, że społeczeństwo nie szanuje osób uprzejmych, grzecznych-trzeba być chamem, żeby otrzymać respekt.
Witam. Mam pytanie, dlaczego jak człowiek jest miły, uprzejmy, grzeczny, uczciwy, to ludzie próbują człowieka wykorzystać i nie szanują, pomiatają. Czy w tych czasach trzeba być chamem i prostakiem, żeby mieć szacunek i respekt u ludzi ?
Jak poradzić sobie z samotnością i poczuciem utknięcia na emigracji?

Dzień dobry. Mam problem ze swoimi emocjami. Od kilku lat mieszkam z rodziną za granicą. Emigracja była moim pomysłem, ponieważ chciałam coś zmienić w swoim życiu. Teraz mija piąty rok tutaj, a ja nadal nie mogę się odnaleźć. Czuję się tu bardzo samotna, a wszystko wokół wydaje się obce. Nie zbudowałam tutaj żadnych bliższych relacji, nie spotykam się z nikim po pracy, nie rozwijam się. Po prostu utknęłam. Każdego ranka toczę walkę sama ze sobą, żeby wstać z łóżka. Nienawidzę mojej pracy, a poza nią nie robię tu nic innego. Praca mojego męża zabiera mu cały czas. Kiedy już jest w domu, zasypia ze zmęczenia na kanapie. Moje dzieci odnalazły się tu lepiej, choć jeden z synów (przez początkowe trudności z akceptacją wśród nowych rówieśników) także stał się bardziej zamknięty w sobie. Jedynym plusem naszego wyjazdu jest to, że poprawiła nam się sytuacja materialna. To jest główny powód, dla którego mój mąż nie chce słyszeć o powrocie do Polski. Mówi, że tam będziemy zaczynać od zera. Fakt, będziemy musieli znaleźć nową pracę, ja będę musiała się przebranżowić, on prawdopodobnie też. Będziemy musieli mieszkać w gorszych warunkach, ponieważ w Polsce mamy malutkie mieszkanie. Jeśli chcielibyśmy kupić większe, to czeka nas kredyt. Mój mąż twierdzi, że żyję marzeniami, że na własne życzenie nie potrafię być szczęśliwa. A ja nie mam ochoty spędzić tutaj kolejnego roku życia. Czuję, że życie ucieka mi przez palce, że w Polsce mogłabym się wykształcić i rozwijać. Czuję się jak w klatce. Tutaj mamy dobre warunki i stabilną sytuację materialną, ale nic poza tym. Mam 37 lat i nie mam życia. W Polsce miałabym życie, ale nic poza tym nie jest pewne. Jestem potwornie zagubiona, nie wiem, co mam zrobić. Nie chcę zmarnować kolejnych lat życia na wegetacji w miejscu, którego nienawidzę.

Synrom Piotrusia Pana - jak mogę się uwolnić?
Dzień dobry. Chyba jestem jak Piotruś Pan. Potrzebuję porady, jak się zmienić i przełamać w sobie lęk i niechęć do wejścia w dorosłość i do wyjścia z pod skrzydeł rodziny oraz przyjemnego środowiska. Lubię pochlebstwa psychologów itp., ale wiem, że nie mogę ich słuchać. Trzeba się zmienić. Chce jak najkrócej mieszkać samemu bez rodziców. Tracę z 20pkt IQ, gdy muszę wykonać czynności, które sprawią, że poczuje się lepiej. Długo zajmuje mi wybranie się i umówienie do lekarza (zazwyczaj szybko odpuszczam i się nie umawiam). Potrzebuję aprobaty mamy w ubraniach i pakowaniu się. Nie mam ambicji i zainteresowań(trochę chyba stłumilem te drugie). Mam 20 lat- Syndrom Piotrusia Pana. Dodatkowo często mówię sekrety lub informacje, których miałem/mam nie mówić. Zwłaszcza mówię je ludziom, których mało znam. Często o nich opowiadam, gdy sekret kojarzy mi się z tematem, który znam i robię coś przy okazji. Mówię wtedy wielkie głupoty. Natomiast rodzinie i bliskim często nie mówię najważniejszych informacji, kluczowych dla nas. Potrzebuję pomocy, jak mogę nauczyć się żebym mówił ważne informacje swojej rodzinie, a sekrety mówił tylko osobą bardzo bliskim.
Pomimo ciężkiej pracy cały czas czuję, że robię za mało...
Lekko ponad dwa miesiące temu zaczęłam pracę w zawodzie. Praca jaką chciałam wykonywać, w dodatku w szpitalu o trzecim stopniu referencyjności, w którym najbardziej chciałam pracować i na wymarzonym oddziale (kobiety po porodzie wraz z noworodkami). Od samego początku wiedziałam, że moje podejście będzie różniło się od podejścia koleżanek, bo dało się to mocno odczuć już w trakcie praktyk. Założyłam sobie jednak, że będę robić inaczej - będę podchodzić holistycznie, nie będę lekceważyć potrzeb moich pacjentek, a do ich dzieci podejdę z odpowiednią troską i czułą opieką. I tak faktycznie jest. Widzę ile mam w sobie pokładów tego ciepła i energii. Widzę też wdzięczność moich pacjentek. Widzę jak po udzieleniu wsparcia szukają mnie żebym przyszła do nich pomóc im rozwiązać kolejne wątpliwości. Bardzo mi miło gdy pytają mnie kiedy mam kolejny dyżur albo mówią, że w czasie pobytu to właśnie ja pomogłam im najbardziej. W oczach koleżanek jestem od zadań specjalnych, czyli "trudnych pacjentek", z którymi według nich tylko ja wytrzymam, bo nikt nie ma takiej cierpliwości. Nie mogę jednak znieść ile tak naprawdę bezsensownych rzeczy trzeba na tym dyżurze zrobić, a w związku z tym ograniczyć czas na interakcję i wsparcie pacjentek. Irytują mnie również komentarze koleżanek, które sarkastycznie dopytują u kogo byłam tyle czasu i jaki znowu jest u tej pacjentki problem. Zaznaczę tutaj, że są to przeważnie sytuacje kiedy i tak oddział jest obrobiony, więc nie jest to tak, że one muszą wypełniać obowiązki za mnie, bo ja znikam na jakiejś sali. Boli mnie, że chcąc odbyć w moim odczuciu dobry dyżur muszę tak naprawdę robić wszystko kosztem siebie - zrezygnować z przerwy, pójść do łazienki z kilkugodzinnym opóźnieniem, a do domu wrócić odwodniona. Nie mogę przeżyć tych dyżurów tak jakbym chciała, bo to co trzeba dzielę z osobami ze zmiany, a resztę, czyli kontakt z pacjentem, który również jest obowiązkiem, robię tylko ja. I przez to, że wszyscy o tym wiedzą jest to dodatkowo wykorzystywane. Póki co wdzięczność pacjentek mi wystarcza i motywuje do dalszej pracy, ale czuję się jednak zmęczona, zawiedziona i trochę wykorzystana. Mimo, że z pracą łączę jeszcze studia, czyli bywa i tak, że nie śpię po ponad 36 godzin, to w dalszym ciągu czuję, że robię za mało, że mogłabym się jeszcze bardziej angażować, bo jestem niewystarczająca. W pracy nie odczuwam tego zmęczenia, ale za to w domu towarzyszy mi poczucie winy, że nie mam już siły żeby chociażby iść z psem na długi spacer. Mam również poczucie winy gdy są takie dyżury, że nie ma właściwe czasu żeby na te sale wejść i w odpowiedni sposób zająć się pacjentkami. Są to przeważnie dni kiedy jest dużo przyjęć, a pacjentki leżą przez brak miejsc na korytarzu. Bywa tak, że będąc na dyżurze we 4 mamy pod opieką prawie 60 pacjentów. Wracając do domu mam wtedy zjazd psychiczny i płaczę, bo wiem, że nie tak ten dyżur powinien wyglądać. Wiem, że nie jest to moja wina, że tak właśnie wygląda system, ale nie mogę się z tym pogodzić. Przed każdym dyżurem rozmyślam ile pacjentek będzie na oddziale, ile będzie przyjęć, w ile czasu zdążę zrobić to co trzeba i ile zostanie mi na ten kontakt. Te podstawowe obowiązki staram się robić jak najszybciej i jak najbardziej usprawnić ich wykonywanie. W domu pomimo braku sił i tak szukam dodatkowo różnych informacji żeby jak najbardziej doedukować się we wszystkich możliwych tematach z zakresu mojego oddziału, a tym samym jeszcze bardziej usprawnić opiekę. Wszystkie te zachownaia odbijają się niestety na reszcie mojego życia, bo jeśli mam już jakiś dzień wolny, to absolutnie nie mam siły żeby pożytecznie go spożytkować, więc właściwie tylko wegetuję. Zastanawiam się czy świadomość tego wszystkiego chroni mnie w jakiś sposób przed wypaleniem zawodowym, czy jednak te opisane czynniki sprawiają, że mam do niego większe predyspozycje.
Stress

Stres - przyczyny, objawy i skutki oraz jak sobie z nim radzić?

Stres to nieodłączny element życia, ale można nim zarządzać. Zrozumienie jego mechanizmów i rodzajów oraz nauka skutecznych metod radzenia sobie z nim poprawia jakość życia. Artykuł omawia naturę stresu, jego typy i fazy.