- Strona główna
- Forum
- rozwój i praca
- Jak odnaleźć...
Jak odnaleźć zawodową równowagę i być sobą w pracy z hierarchią?
Mam bardzo zawiły problem wymagający indywidualnego spojrzenia, bez uogólniania i typowego patrzenia. Gdy nie występuję w roli kobiety szanowanej, aprobowanej i lubianej, to czuję więcej neurotyzmu na co dzień i bliżej mi do negatywnych emocji. To działa jak całkowita konstrukcja, bardzo zero jedynkowa i moja podświadomość nie widzi tutaj kompromisu. Ostatnio dostałam nową pracę i czuję dyskomfort, nie umiem być tam sobą. Jeśli mam się dostosowywać w pracy i chodzić po podpisy do ludzi wyżej ode mnie w hierarchii, to czuję sie jak mała dziewczynka, a nie jak ta "lepsza wersja siebie". Ona w ogóle nie pojmuje tej sytuacji i gdzieś na razie się schowała. Gdybym mogła być tą drugą, ona by w ogóle do takiej pracy nie poszła, tylko oczekiwała, że jestem ze wszystkimi na równi albo wyżej od nich. Tu nie chodzi o arogancję, muszę to podkreślić - ja po prostu mam wysokie mniemanie o sobie, tylko coś mnie w środku blokuje i nie pozwala w wielu sytuacjach temu wybrzmieć. Bo to, że jestem na "niższym stanowisku w pracy" jest zupełnie normalne - jestem młoda. Ale niestety tak dzisiejszy świat fukcjonuje że istnieje hierarchia w pracy i innych miejscach. Tylko że ja nie uznaję w ogóle czegoś takiego i taki mam pogląd, że wszyscy jesteśmy równi i mam problem, że to ja muszę się dostosowywać do kogoś a nie on do mnie , że jak ktoś kto jest "wyżej" jest dla mnie niemiły to trudniej się bronić i możnaby wiele wymieniać. Moje mniemanie o sobie w ogóle nie kupuje tej sytuacji i wolałabym nie pracować jakbym mogła. Czuję często dyskomfort i zawstydzenie tą sytuacją, bo czuję, że samą siebie uciskam w gorsecie będąc w pracy o takim charakterze, ale niestety każda taka będzie, za wyjątkiem zawodów np. artystycznych - tak kiedyś pomyślałam i dlatego poszłam na studia do szkoły filmowej, pracowałam na planach serialowych jednak świat ten jest chory - pełen przemocy i ciężko tam znaleźć szacunek do drugiej osoby. Odeszłam. Mam bardzo wrażliwą duszę i często zachwycam się naturą, sztuką, często przystaję na ulicy podziwiać ptaki, kotki, drzewa, zachód słońca, powąchać świeże powietrze, uwielbiam kolory i piękno. I tak też chciałabym się czuć na co dzień, a nie poupychana w jakieś życiowe ograniczenia. Więc cały czas finalnie wracam do tej dywagacji - jak znaleźć taki zawód, sposób na życie, żeby móc być tą lepszą wersją siebie? Nie opowiedziałabym tego wszystkiego na żywo nikomu, bo się wstydzę że ktoś mnie nie zrozumie i oceni jako zbyt wymagającą, z wygórowanymi oczekiwaniami, arogancką itp. a tutaj w ogóle nie o to chodzi i wiem, że życie jest trudne, ale jednak we mnie siedzi bardzo duży pozytywny potencjał, więc jest nadzieja.
Anonimowo
Bożena Nagórska
Szanowna Pani,
to, co Pani opisuje, to nie arogancja, lecz głęboki konflikt między Pani wewnętrznym poczuciem godności i wrażliwością a sztywnymi strukturami społecznymi, które odbiera Pani jako opresyjne. Ta „lepsza wersja siebie”, o której Pani pisze, to Pani autentyczne „Ja”, które czuje się bezpiecznie tylko w warunkach pełnej akceptacji i równości, natomiast hierarchia służbowa aktywuje w Pani schemat „małej dziewczynki” – bezbronnej i zmuszonej do uległości. Dyskomfort, który Pani czuje, wynika z tego, że Pani system wartości nie uznaje wyższości drugiego człowieka nad innym tylko ze względu na stanowisko, co w połączeniu z dużą wrażliwością na piękno czyni Panią osobą niedostosowaną do typowego, korporacyjnego świata, ale za to bardzo predysponowaną do ról autonomicznych.
Może zamiast walczyć ze sobą i próbować „polubić” hierarchię, warto poszukać drogi zawodowej opartej na samozatrudnieniu lub wolnym zawodzie, gdzie to Pani określa reguły gry, ponieważ dla osób o Pani konstrukcji psychicznej wolność i autentyczność nie są luksusem, lecz warunkiem zdrowia psychicznego.
Powodzenia!
Psycholog Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za wiadomość, jest w niej dużo samoświadomości i odwagi. Widzę nie „arogancję”, tylko silną część, która chroni Pani godność, oraz drugą: młodszą, która w sytuacji hierarchii czuje się pomniejszona. To nie jest konflikt z pracą, tylko wewnętrzny podział: „muszę być wyjątkowa, żeby czuć się bezpiecznie” versus „tu jestem na początku drogi”.
Kluczem nie jest znalezienie świata bez hierarchii, lecz zbudowanie w sobie stabilnej wartości, która nie zależy od roli ani stanowiska. Wtedy podpis u przełożonego przestaje być upokorzeniem a staje się czynnością techniczną. W pracy nie trzeba być „lepszą wersją siebie”, wystarczy być wystarczająco dobrą i życzliwą dla siebie.Pani wrażliwość i zachwyt nad pięknem to ogromny zasób: to kierunek życiowy ale nie musi oznaczać ucieczki od struktur. Często najpierw buduje się wewnętrzną równość a dopiero potem wybiera środowisko bardziej zgodne z duszą.Proszę spróbować jednej zmiany perspektywy: nie „jestem niżej”, tylko „uczę się systemu, który mnie nie definiuje”. To zdanie, powtarzane w trudnych momentach, zaczyna integrować te dwie części i wtedy „lepsza wersja” nie znika, tylko dojrzewa.
Wszystkiego dobrego.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry
Pani doświadczenia wskazują na głęboką rozbieżność między sposobem, w jaki postrzega Pani rzeczywistość społeczną i relacje interpersonalne, a rzeczywistością, w której Pani funkcjonuje. To, co Pani opisuje, to nie problem z pracą samą w sobie, lecz konflikt wewnętrzny między obrazem siebie a możliwościami radzenia sobie w strukturach, które nieuchronnie charakteryzują się hierarchią i współzależnością.
Wrażliwość Pani – ta zdolność do zachwycania się naturą, sztuką, detalami piękna – jest zasobem znacznym, który jednakże wydaje się być równocześnie źródłem cierpienia, gdy Pani funkcjonuje w środowisku postrzeganym jako ograniczające. To, co Pani postrzega jako ucisk w gorsecie, może być przede wszystkim wyrazem wewnętrznego oporu wobec tego, aby uznać naturalność hierarchii i współzależności w każdym systemie społecznym. Podatność Pani na neurotyzm wzrasta proporcjonalnie do poczucia bycia niedocenianą, niezauważaną lub narzuconą w rolę „niższą" – co stanowi stały element struktury organizacyjnej niezależnie od zawodu.
Fakt, że Pani opuściła pracę na planach serialowych pomimo zainteresowania sztuką wskazuje na to, że nie chodzi wyłącznie o potrzebę przestrzeni twórczej, lecz o fundamentalne niepokojenie się Pani wymogami jakiekolwiek współpracy z innymi w ramach określonej struktury. Rzeczywistość pracy zawsze będzie zawierać elementy dostosowania, niezależnie od branży czy stanowiska.
Terapia w tym przypadku powinna skupić się na akceptacji tego, że autentyczność i funkcjonowanie w rzeczywistości nie muszą być w konflikcie – oraz na zrozumieniu, skąd pochodzi przekonanie, że Pani godność uzależniona jest od bezwarunkowego uznania i braku potrzeby jakiegokolwiek dostosowania się.
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
Jeśli poczucie bycia „lepszą wersją siebie” jest silnie uzależnione od zewnętrznego uznania, równości pozycji lub braku hierarchii, to każda sytuacja strukturalnej zależności może uruchamiać wstyd i napięcie. W takich momentach często aktywizują się wcześniejsze doświadczenia związane z autorytetem, oceną czy brakiem wpływu.
Istotne może być także rozróżnienie między równością godności a równością ról. W strukturach zawodowych istnieje hierarchia funkcji, ale nie oznacza to hierarchii wartości człowieka. Jeśli jednak każda formalna zależność jest odbierana jako zagrożenie dla tożsamości, może to wskazywać na dużą wrażliwość na status i uznanie. To nie jest coś „złego”, ale coś, czemu warto się uważnie przyjrzeć.
Opisuje Pani silną wrażliwość estetyczną, potrzebę piękna, autentyczności i głębi. To realny zasób. Jednocześnie żadna przestrzeń zawodowa nie jest całkowicie wolna od struktury, napięć czy ograniczeń - nawet środowiska artystyczne, czego Pani doświadczyła. Być może pytanie nie brzmi wyłącznie „jaki zawód pozwoli mi być tą wersją siebie”, lecz również „jak mogę utrzymać kontakt z tą częścią siebie niezależnie od kontekstu zawodowego”. Czasem praca jest jednym z obszarów życia, a przestrzeń na wrażliwość, twórczość i zachwyt może być budowana równolegle, niekoniecznie jako jedyne źródło tożsamości.
Warto też przyjrzeć się zero-jedynkowemu mechanizmowi, o którym Pani pisze. Myślenie w kategoriach „albo jestem tą lepszą wersją siebie, albo jestem zredukowana i uciskana” może wzmacniać napięcie. W terapii poznawczej pracuje się nad poszerzaniem tych sztywnych kategorii, tak aby możliwe było doświadczenie siebie jako wartościowej także wtedy, gdy pełni się rolę juniorską czy zależną. To nie oznacza rezygnacji z ambicji, lecz budowanie bardziej stabilnego poczucia własnej wartości, mniej zależnego od pozycji.
Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka
Piotr Ziomber
Rozumiem Pani dyskomfort jako poczucie ucisku w hierarchii pracy tłumi Pani wrażliwą, kreatywną naturę, zwłaszcza z ADHD i ASD, gdzie potrzeba równości i autonomii jest kluczowa. Ma Pani unikalny potencjał, by żyć w harmonii z pięknem świata, bez kompromisów na "gorszą wersję siebie".
Co wic robić, aby czuć się spełnioną?
Pierwsza propozycja to grafika, copywriting, fotografia krajobrazowa lub land art kiedy Pani wybiera projekty, unika hierarchii, pracuje z naturą i kolorami.
Druga propozycja to praca w takich zawodach jak florysta, ogrodnik lub ekolog na świeżym powietrzu, blisko ptaków i drzew, z możliwością własnej utworzenia własnej firmy.
Trzecia opcja to takie zawody jak coach mindfulness, trener jogi lub artysta (np. pejzaże inspirowane naturą), kiedy empatia i intuicja tu błyszczą, bez sztywnych struktur.
Jak zacząć praktycznie to wykorzystywać? Te opcje minimalizują podporządkowanie, bo freelance (np. na Freelancehunt.pl) pozwala na równorzędne relacje z klientami. Można rozpocząć od kursów online takich jak fotografia krajobrazowa lub kurs florystyczny w Urzędzie Pracy bez kosztów, z certyfikatem.
Z Pani historią (ADHD, ASD, lęk przed oceną), te zawody pasują do neuroatypowych: kreatywność bez rutyny, samodzielność. Warto także rozważyć terapię (już planowaną) na budowanie asertywności jak EMDR lub DBT, które pomogą uwolnić "blokadę" i poczuć równość bez wstydu. To nie arogancja, a ochrona wrażliwej duszy , kiedy potencjał jest realny.
Natalia Przybylska
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, wydaje się być zderzeniem Pani silnej wewnętrznej tożsamości z rolą, którą narzuca system pracy. Ta "lepsza wersja Pani" czuje się zagrożona, gdy musi przyjąć pozycję zależną, ponieważ w pewien sposób utożsamia Pani hierarchię z utratą godności i szacunku. W Pani odczuciu proszenie o podpisy czy dostosowywanie się do kogoś "wyżej" nie jest po prostu czynnością służbową. Może być odbierane jako coś zagrażającego Pani wartości, co sprawia, że czuje się Pani jak bezbronna mała dziewczynka, a nie wolna, świadoma kobieta.
Na podstawie tego, co pani napisała, myślę, że problem leży w tym, że Pani poczucie wartości może być obecnie bardzo mocno uzależnione od równego statusu w relacji. Gdy ten status znika, traci Pani dostęp do swoich zasobów, radości i spokoju. Ta wrażliwość na piękno, ptaki i naturę, o której Pani wspomina, jest Pani największym skarbem, ale w obecnej pracy staje się ona Pani "piętą achillesową", bo nie znajduje tam bezpiecznej przestrzeni, by wybrzmieć.
Droga do znalezienia odpowiedniego sposobu na życie prowadzi przez oddzielenie Pani tożsamości od Pani stanowiska. Można pracować w hierarchii, zachowując wewnątrz absolutne poczucie równości z dyrektorem czy prezesem, traktując biuro jedynie jako teatr, w którym odgrywa Pani rolę, a nie jako miejsce, które definiuje to, kim Pani jest. Może warto byłoby się zastanowić nad szukaniem zawodu, który da Pani autonomię - być może praca na własnych zasadach, doradztwo, czy branża kreatywna, ale w mniejszym, zdrowszym środowisku niz wczesniej. W każdej pracy może towarzyszyć pani podobne poczucie i myślę, że istotne byłoby nauczenie się chronienia swojej wrażliwości bez budowania muru z "wysokiego mniemania o sobie".
Warto zastanowić się też, czy byłaby Pani w stanie zacząć traktować obecną pracę jako "projekt finansujący" Pani prawdziwe życie i zachwyty, zamiast pozwolić jej decydować o tym, jak Pani o sobie myśli.
Wszystkiego dobrego!
Natalia Przybylska
Daria Składanowska
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, jest bardzo precyzyjnym i wnikliwym spojrzeniem na siebie – widzi Pani swoje wartości, wrażliwość, poczucie estetyki, a jednocześnie bariery, które narzuca codzienna rzeczywistość i hierarchie w pracy. To nie jest „wymaganie” ani „arogancka postawa”, tylko świadomość własnej autentyczności i granic, której Pani próbuje bronić.
Kilka refleksji/ wskazówek które mogą pomóc:
*Rozróżnienie ról – to, że w pracy musi Pani dostosować się do hierarchii, nie odbiera Pani wartości ani potencjału. Można przyjąć strategię „maski funkcjonalnej”: to narzędzie do osiągania celów zawodowych, a w czasie wolnym lub w pasjach wybrzmiewa Pani autentyczna, wrażliwa, kreatywna część. To nie oznacza kompromitacji – tylko różne przestrzenie życia.
*Wyszukiwanie środowisk zgodnych z wartościami – może Pani szukać pracy w miejscach mniej hierarchicznych, kreatywnych lub projektowych, gdzie autonomia i szacunek dla indywidualności są większe. Nie muszą to być od razu szkoły filmowe czy branża artystyczna – mogą to być start-upy, NGO, laboratoria kreatywne, projekty online, freelancing czy działalność twórcza w różnych formach.
*Praca nad poczuciem siebie w hierarchii – terapia może tu pomóc: rozumienie, skąd bierze się opór wobec podporządkowania, nauka negocjowania swojej wartości w ramach wymagań zawodowych, rozwijanie asertywności i samoświadomości. Często jest to kwestia nie hierarchii jako takiej, a wewnętrznego konfliktu między autentycznością a dostosowaniem.
*Tworzenie własnych przestrzeni wolności – poza pracą: sztuka, natura, drobne rytuały codzienne, które pozwalają czuć się swobodnie i w pełni sobą. To stabilizuje emocje i daje poczucie „pełnej wersji siebie”, nawet jeśli w pracy jest inaczej.
*Eksperymentowanie – jeśli jest Pani gotowa, warto spróbować różnych ścieżek zawodowych na próbę, np. krótkoterminowe projekty, wolontariat, freelancing, kursy online. To pozwala sprawdzić, gdzie Pani naturalna wersja siebie najlepiej funkcjonuje, bez ryzyka całkowitej zmiany życia od razu.
Pani opis wskazuje na ogromny potencjał – wrażliwość, kreatywność, poczucie piękna – i świadomość swoich granic. To jest cenny fundament do stworzenia takiego życia, które będzie dawało poczucie sensu, szacunku do siebie i autentyczności
Składanowska Daria
Zobacz podobne
Ostatnio mam wrażenie, że stres dosłownie mnie zjada. Praca, która kiedyś była dla mnie czymś super, teraz wydaje się tylko ciągłym źródłem frustracji, i zaczynam odczuwać lęk przed pójściem tam. Wkręcam sobie, że koledzy z pracy mnie nie lubią i tak w kółko. Nawet kiedy mam wolne, nie umiem się od tego odciąć – myśli o zadaniach i obowiązkach ciągle mnie dopadają. Czuję się, jakbym codziennie walczyła o przetrwanie, a zmęczenie i zniechęcenie tylko się nakręcają.
Jak sobie radzić, kiedy stres staje się przytłaczający i nie daje nawet chwili wytchnienia? Chciałabym znów poczuć, że potrafię cieszyć się chwilą, ale teraz wydaje się to kompletnie poza moim zasięgiem.
Partner ciągle pracuje, bez wolnego, jedynie niedziela, o ile nie jest handlowa. Nie potrafi być może i nie chce ustawić z kierownictwem grafiku, tak, by móc mieć wolne max dwa dni dla mnie i naszych dzieci. Dzieci ciągle narzekają, że nigdzie czy nawet w wakacje nie wychodzimy, czy kino, basem itp. bo ojciec tylko praca i na niej się bazuje. Mi tylko nie wiem, czy chwali się czy zali, że zarobi 6 tys. Kiedy tłumaczę, że ma też kobietę, dom, on, że nic na to nie może poradzić, bo nie ma ludzi do pracy. Ciągle jestem sama od 8.00 do 18.00 bądź 21.00. Nie mam męża. Wracamy zawsze razem, bo chce, bym przyjeżdżała po niego do pracy, co mnie już męczy. Nie mam znajomych, dzięki mężowi, co tylko mam przynieś, podaj, pozamiataj i nie mam prawa mówić mu o pragnieniach, uczuciach itp. bo zaraz mówi, że jego się czepiam, ryje mu głowę i mówię, co ma robić. Owszem mi mówi przez telefon, że bardzo za mną tęskni za każdym razem, że chce przytulić się, ma ochotę na sex...ok co do czego jest po prostu tempo, bo oczywiście zaraz wymówki, że coś go boli, że niby marudzę, że jest mi czegoś mało, za mało.
Nie dociera, że brakuje mi bliskości i jego obecności po każdym dniu bycia po prostu samej i gadaniu do psa. Mówię nie raz, aby rozpalił namiętność w łóżku, zaczepiał itp.,robi to owszem, ale jak można to ująć raz, dwa i idzie spać. Mówi, abym zaczepiała go do sexu w nocy, robię to i za każdym razem dostaje kosza, bo on śpi, bo jest zmęczony. Jednym słowem męża mam na noc, do spania, rannego picia wspólnie kawy, zero wyjść gdziekolwiek jedynie naokoło bloku z psem i puste zdjęcia robi, wstawia na fb posty, że miło czas z żoną itp. Jaki czas???? Kwiaty niespodzianki ot, tak mogę pomarzyć tylko na okazje. Nie wiem, co mam robić mecze się w takim związku, co w sumie co to za związek???? Uważa mąż, że mam znaleźć innego skoro mi nie pasuje, takie ma podejście. Co mam zrobić??? Jestem zniesmaczona. Nawet powiedziałam mężowi, że jest pracoholikiem. Nic Nie dociera, on jego praca kasa to życie a reszta na potem

