
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z problemem zazdrości i obawą przed zdradą w związku?
Anna Kapelska
Dzień dobry,
Czy rozmawiała Pani otwarcie z partnerem o swoich obawach? Sama potrzeba podobania się nie świadczy o tym, że dojdzie do zdrady. Jednocześnie pisze Pani o sytuacjach, które wzbudzają Pani wątpliwości i powodują obawy. Może Pani powiedzieć o swoich potrzebach w związku, ale także o granicach i takich rzeczach, na które się Pani godzi lub nie.
Warto wtedy obserwować, czy Pani partner liczy się z Pani potrzebami, czy też ważniejsza dla niego jest chęć potwierdzania swojej atrakcyjności w oczach innych kobiet. Czasami pewne podejrzenia są związane z własnymi lękami czy niepewnością, ale to już tylko Pani sama może ocenić, a zarazem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy czuje się w tej relacji ważna i wystarczająca.
Wszystkiego dobrego!
Psycholog Anna Kapelska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Jadwiga Lewińska
Pani Sino,
Zachęcam, żeby podzieliła się Pani swoimi uczuciami z partnerem i powiedziała, jak Pani odbiera jego zachowanie - może Pani powiedzieć coś w stylu: "Zauważyłam, że patrzysz często za innymi kobietami w mojej obecności. Jest mi wtedy smutno i czuję niepokój, bo mam potrzebę bliskości i bezpieczeństwa w związku z Tobą. Mam prośbę, abyś tego nie robił przy mnie." I poczekać na jego odpowiedź.
W relacji ważne jest "my", nie tylko "ja". Podkreślanie czy szukanie potwierdzenia dla naszej atrakcyjności seksualnej w sposób, który rani naszego partnera, raczej odsuwa, niż przybliża.
Pozdrawiam serdecznie,
Katarzyna J.Lewińska
psychoterapeutka i processworkerka
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Dzień dobry,
Mogę zauważyć, że jest Pani emocjonalnie zaangażowana w relację z partnerem i jednocześnie doświadcza Pani niepokoju, który narusza poczucie bezpieczeństwa w relacji. Fakt, że Pani partner miał wcześniej partnerki, nie oznacza, że zdradzi. Ważniejsza jest aktualna postawa partnera, ustalone granice w związku, dojrzałość emocjonalna i umiejętność regulowania potrzeb w obecnej relacji. Z Pani wiadomości wynika, że obecne zachowanie partnera widocznie narusza Pani granice. Ważne, aby Pani partner był świadomy, że jego zachowanie powoduje w Pani dyskomfort i niepokój. Czy dojdzie do zdrady, jeżeli się to nie zmieni? Trudno to przewidzieć. Jeżeli zachowanie partnera będzie dalej wpływało na Pani poczucie bezpieczeństwa, komunikację w związku i zaufanie do partnera, może to znacząco naruszyć fundamenty relacji. Samo uczucie miłości nie jest niestety wystarczające do utrzymania związku.
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Psycholog
Justyna Bejmert
Dzień dobry, rozumiem Twój niepokój, bo przeszłość partnera i jego obecne zachowanie mogą podburzać Twoje zaufanie i rodzić wątpliwości. Nie wiem, czy dojdzie do zdrady i czy partner będzie chciał coś zmienić, ale sam fakt, że się na tym zastanawiasz pokazuje, że chyba nie czujesz w tej relacji bezpiecznie. Porozmawiaj z nim o tym, podziel się swoimi wątpliwościami. To, że spotykał się w przeszłości z wieloma kobietami nie musi przesądzać, że podczas związku z Tobą też będzie to robił, ale jego "prowokowanie", o którym piszesz to zdecydowanie temat do wspólnego omówienia. Serdeczności,
Justyna Bejmert,
psycholog
Malwina Wamej
Dzień dobry,
Kluczowe w opisanej sytuacji nie jest samo to, czy partner patrzy na inne kobiety, ale jak Pani się z tym czuje i co to uruchamia w relacji. Z opisu wynika, że partner otwarcie mówi o swojej przeszłości, a jednocześnie prezentuje zachowania, które dla Pani są niepokojące i budzą poczucie zagrożenia.
Warto oddzielić kilka rzeczy. Sam fakt zauważania atrakcyjnych osób czy potrzeba bycia podziwianym nie musi automatycznie oznaczać zdrady. Natomiast prowokowanie uwagi innych kobiet i demonstracyjne skupianie się na nich może być sygnałem potrzeby ciągłego potwierdzania swojej atrakcyjności lub trudności z budowaniem wyłącznej bliskości.
Najważniejsze pytania dotyczą więc tego, czy Pani w tej relacji czuje się bezpieczna i wystarczająca oraz czy ma przestrzeń, by otwarcie powiedzieć, że te zachowania są raniące.
Zamiast skupiać się na przewidywaniu zdrady, warto porozmawiać o granicach i potrzebach oraz o tym, co dla Pani jest trudne i czego Pani potrzebuje , by czuć się ważna i wybierana. Jeśli partner bagatelizuje te sygnały lub nie jest gotowy na zmianę, to również jest istotna informacja o dynamice związku.
Pani odczucia są ważne i nie są „nadwrażliwością”, tylko sygnałem, że coś w relacji wymaga uważności.
Pozdrawiam
Malwina Wamej

Zobacz podobne
Dzień dobry, Jestem z mężem od 18 lat w tym 15 lat po ślubie. Mamy trójkę dzieci. Zawsze byliśmy uważani za świetną parę i nam było ze sobą dobrze. Mój mąż był moim najlepszym przyjacielem. Kilka lat temu zaczęło się między nami psuć. Byłam z dziećmi w domu, mąż pracował. On był wiecznie niezadowolony, bo w pracy miał dużo obowiązków, ja byłam zmęczona ciągłą opieką nad dziećmi i brakiem pomocy (Mąż ciągle był w pracy, a dziadkowie z różnych przyczyn odmawiali pomocy). Zaczęliśmy się kłócić. Zarzucał mi brak wsparcia, ja jemu nieobecność. Poszedł na zwolnienie lekarskie, żeby mu udowodnić, że go wspieram, napisałam mu wypowiedzenie. Zostaliśmy bez pracy i środków do życia. W międzyczasie pojawił się konflikt z moimi rodzicami. Mój tato jest trudnym człowiekiem i lubi mieć nad wszystkim kontrolę. Niepotrzebnie weszliśmy z nim w układ, pomógł nam spłacać kredyt, robił nam meble do domu, a w zamian za to oczekiwała pełnej swobody i wtrącał się w nasze życie. Na tym polu też było wiele kłótni. W końcu mój mąż zwolnił się z pracy i zaczął mówić o przeprowadzce do swoich rodziców. Miałam duże wątpliwości. Snuliśmy wcześniej marzenia, że na starość przeprowadzimy się tam i zbudujemy mały domek. Na początku co jakiś czas pojawiał się temat możliwej przeprowadzki. Że odetniemy się od moich rodziców, że będą większe możliwości, że będziemy mieć chociaż jednych dziadków na miejscu. W końcu i na tym punkcie pojawiły się kłótnie. Mój mąż był zdecydowany, ja miałam wątpliwości. W końcu uległam i wyprowadziliśmy się. Przekonała mnie bliskość dziadków i to, że będziemy mieć swój wymarzony dom. Minęło 3 lata. Mieszkamy w starym domu po dziadkach mojego męża. Początkowo bez łazienki bez ogrzewania. Przez ten czas mój mąż nadal nie pracuje i tylko obiecuje, że zrobi remont, że tym się zajmie czy tamtym. Wróciłam do pracy, żeby było z czego żyć i żeby on będąc w domu, mógł zająć się budową domu i ogarnięciem naszego obecnego lokum. Nic się nie dzieje. Ustalamy coś jednego dnia, na drugi dzień wracam z pracy i tylko słyszę, że dzieci mu nie dały zrobić, że pogoda była nie taka, albo że musiał zająć się czymś innym. Rozumiem, że może się coś wydarzyć, co uniemożliwia realizację planów, ale codziennie? Wiem, że ja też nie jestem łatwym do życia człowiekiem. Czasami myślę sobie, że jestem toksyczna. Wydaje mi się też, że żeby było dobrze, obie strony muszą chcieć. Mój mąż się tłumaczy brakiem motywacji, kiepska kondycja psychiczna. Ale nie szuka nigdzie pomocy. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Mam wrażenie, że nie mam innego wyjścia. Albo zaakceptować, albo odejść. Nie umiem już z nim rozmawiać. Ale też pamiętam, jak nam kiedyś było dobrze razem i pamiętam to, że w każdej sytuacji kiedyś mogłam na nim polegać. Szkoda mi dzieci, szkoda mi tych wspólnych lat. Z drugiej strony jestem już tak zmęczona tą ciągłą walką. Poczuciem, że wszystko jest na mojej głowie, a zamiast trójkę dzieci i wsparcia męża mam czwórkę dzieci i zero wsparcia. Może ja to wszystko źle odbieram i tak naprawdę to ja robię coś złego i przez to jest, jak jest. Co mogę zrobić? Jak to wszystko naprawić? Czasu nie cofnę, błędów nie cofnę. Jest w nas tyle żalu i tyle frustracji. Jak się tego pozbyć jak odzyskać chęć życia i radość?
Od prawie trzech lat spotykam się z mężczyzną, lat 55, po trzech nieudanych związkach, w tym jeden z kobietą uzależnioną od alkoholu, łącznie czwórka dzieci..Na początku znajomości był, miły, troskliwy, czarujący..po czasie bywają momenty, że z niewiadomych mi powodów, z dnia na dzień staje się oschły, arogancki, traktuje mnie tak, jakbym mu w czymś przeszkadzała ..Na pytanie co się dzieje, naprzemiennie odpowiada, ze nic, jest w doskonałym nastroju, że to ja coś wymyślam..następnego dnia utrzymuje, że to efekt współuzalężnienia przez życie z kobietą uzależnioną, a na koniec podejmuje próbę obarczenia mnie za to, że sobie coś ubzdurałam.. Pomijam fakt, że nie przejawia inicjatywy na próbę nawiązania rozmowy na temat, przyjmuje postawę pokrzywdzonego, reaguje wybuchami złości, czasami agresji na wszelką krytykę, za nic nie przeprasza.. Kiedy płaczę z powodu tego, w jaki sposób mnie traktuje, pozostaje niewzruszony..następnie milczy..nie odpisuje na wiadomości (nie mieszkamy razem) Kiedy pytam, dlaczego funduje mi takie huśtawki emocjonalne..odpowiada, że nie funduje..Czuję psychiczne wyczerpanie, nie radzę sobie z zaistniałą sytuacją, z emocjami.. z radosnej, szczerej, otwartej osoby stałam się zamkniętą, pełną smutku osobą, straciłam energię i chęci do czegokolwiek.. Nie rozumiem co dzieje się z tym człowiekiem..czasami mam wrażenie, ze ponoszę karę za jego niepowodzenia życiowe

