
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Poblemem, z jakim...
Poblemem, z jakim się borykam, jest odnalezienie się w towarzystwie nowych osób
Anonimowo
Teresa Łącka

Zobacz podobne
Żyje w związku z alkoholikiem, mam dosyć awantur, które psują moje życie. W awanturach mąż ciągle odnosi się do przeszłości. Jest mi ciężko, lubię spokój, w nim nie ma spokoju, ciągle się lubi nakręcać, domyślam się to alkohol lub myśl o nim powoduje ten stan.
Przytrafiła mi się dziwna historia. Lata temu byłem na randce z dziewczyną. Randka była udana, ale wtedy różnica wieku między nami spowodowała, że nie zdecydowaliśmy sie na kolejną.
Po kilku latach wpadliśmy na siebie, zaczęliśmy pisać i umówiliśmy sie ponownie. Już na drugim spotkaniu powiedzieliśmy sobie sporo miłych rzeczy i zbliżyliśmy sie do siebie fizycznie ( jeszcze nie łóżkowo ). Na trzecim spotkaniu porozmawialiśmy o tym. Troche sie wyrwałem i powiedziałem jej, że traktuje ją, jako moją dziewczynę. Stonowała mnie i powiedziała, że owszem, chce sie ze mną spotykać i mnie lepiej poznać, ale ze związkiem powinniśmy poczekać. Dodała, że jak wszystko będzie dobrze i wrócę zza granicy to wtedy zaczniemy być razem. Przyznalem jej racje i w 100% to zaakceptowalem.
Wszystko zaczęło rozwijać sie bardzo szybko i bardzo dobrze. Randki, prezenty, wspólne wyjazdy i imprezy. Zero kłótni, same pozytywne wibracje. Pomimo tego że nie byliśmy parą, ona zaprosiła mnie na noc do swojego domu. Mieszka z rodzicami, którzy również byli wtedy w domu ( dodam, że to młoda dziewczyna, ma nieco ponad 20 lat ). Troche później zostałem również zaproszony na obiad rodzinny. Ona, jej rodzice, ciotka oraz brat z partnerka. Było naprawdę fajnie. Zaraz po tym obiedzie zabrałem ją do siebie do domu. Była mała imprezka, ona została na noc a dzień później mieliśmy jechać na wycieczke do kraju, w którym pracuje.
Wyjazd doszedł do skutku, niestety godzine po wylądowaniu samolotu doszło miedzy nami do drażliwej rozmowy, w której wyszło, że rozmawiając kiedyś z jednym znajomym przedstawiłem ją jako moja dziewczyne ( bylo to jakies 2,5 miesiaca po naszej pierwszej randce). Nie była z tego zadowolona, ja troszke to zbagatelizowałem i powiedziałem jej, że nie za bardzo widzę już różnice pomiedzy spotykaniem sie a byciem w związku, bo przecież śpimy razem ( nawet pod jej dachem kiedy są jej rodzice), jestem zapraszany na wspólne obiady, no i po prostu nie kryjemy sie z tym co jest miedzy nami i wiekszosc znajomych myśli, że jestesmy razem. Zrobiło sie niemiło. Powiedziała, że być moze to wszystko wydarzyło sie za szybko. Następne 2 dni byly kiepskie. Czulem sie w jej obecności niekomfortowo. Przestała być czuła i okazywać mi bliskość. Powiem wiecej, mam wrażenie, że nawet celowo odpychała mnie od siebie i wbijała szpilki. Mniej lub bardziej świadomie.
Po tych 2 dniach bylo mi przykro. Przykrość przerodziła sie w złość postanowiłem z nią porozmawiac. Bylem bliski zakończenia tej relacji i skrócenia jej pobytu u mnie, ale rozmowa okazała sie pełna emocji i ostatecznie znowu sie do siebie zbiliżylismy. Kolejne 2 dni byly zdecydowanie lepsze. Wróciła czułość, kontakt fizyczyny i seksualny. W jej ostatni dzien pobytu porozmawialiśmy jeszcze raz. Powiedzieliśmy sobie, że czujemy cos do siebie i bedziemy w kontakcie, ale damy sobie troche wiecej czasu i przestrzeni na przemyślenia. Niestety ja musialem zostac, ona wróciła ( wiedziała, że za 3 miesiace wracam do Polski na stałe ).
Po tygodniu porozmawialismy. Troche sobie wyjaśniliśmy co sie stalo, rozmowa byla owocna i mialem nadzieje, że jakos to wytrzyma do mojego powrotu na stale. Doszedlem do wniosku, że to ona zachowała sie niedojrzale i powinna teraz pokazać, że jej zalezy. Bylem otwarty i cieply na jej kontakt, ale sam raczej go nie inicjowałem. Chociaż oczywiście tez mi sie to zdarzało. Czestotliwosc naszego kontaktu zaczęła spadac. Po 2 tygodniach ciszy ( 5-6 tygodniach od jej wyjazdu ) odezwalem sie do niej. Chcialem pogadac i zapytac czy mamy ochote spedzic razem sylwestra. Byla to nasza ostatnia rozmowa. Po bezplciowej wymianie zdań o tym co slychac powiedziała mi, że u niej idzie to raczej w przeciwnym kierunku. Boi sie, że jeśli wrócę do Polski to znowu bedzie zachowywać sie tak jak przez pierwsze 2 dni u mnie. Powiedziała, że odepchnąłem ja od siebie tym, że tak szybko chciałem przypisać naszej relacji status zwiazku. I że w sumie nie czuje jakiejs dużej potrzeby dzielenia sie tym co u niej ze mną. Troche tego nie rozumiem, bo sama inicjowała te wszystkie sytuacje, które świadczyły o tym, że waga i status tej relacji sie zwiększa. Powiedzialem jej to, a ona stwierdziła, że postepowala tak jak mówiło jej serce. Kiedy rozmawialiśmy po raz ostatni nie brzmiala pewnie. Używała slow takich jak chyba, moze, raczej tak, raczej nie. Az sie jej zapytalem czy my to kończymy, czy chyba kończymy, bo przestaje rozumiec. Zakończyliśmy.
Przez cala rozmowe zachowałem spokoj i nie pokazywalem emocji. Cos tam przebąkiwała ze jakbym byl w Polsce to pewnie byłoby inaczej. Minelo kilka dni. A ja po prostu zastanawiam sie co sie wydarzyło. Moge dodac ze oboje jeszcze kilka miesiecy temu bylismy w dosyc długich i poważnych związkach. Ja 2 lata, ona 4 lata. Do tego podczas jej pobytu u mnie dostała okresu, dokładnie 3 dni po tej drazliwej rozmowie, która byla początkiem konca. Co moze oznaczac PMS. Sama po czesci tak wyjaśniała swoje zachowanie. Niby nie byliśmy nawet para, ale jednak cala ta relacja trwala jakies 3.5 miesiaca a mi po prostu zaczęło na niej zależeć. Nie wiem co o tym myslec. Mimo tego jak sie zachowała, nie jestem na nia jakos bardzo zly lub obrazony. Sam siebie raczej tez jakos nie obwiniam. Czekam na opinie.
Witam, mam 30 lat i choruję na zespół ASD, przez który nie mam przyjaciół i nigdy żadnej dziewczyny nie miałem na dłużej. Uczęszczam na terapię zajęciową w województwie łódzkim, w której się nie widzę i w której także nie mam przyjaciół, a koledzy moi, którzy tam chodzą, podpuszczają mnie do dokuczania innym, szczególnie takiemu głuchoniememu chłopakowi o imieniu Piotrek, z którym jeżdżę na zajęcia, i chcą mi na siłę ustawiać życie, przez co stan mojego zdrowia uległ jeszcze większemu pogorszeniu. Wpadam w histerię, wpadam w stany depresyjne, mało jem i zaburzenia odżywiania mam, a dodatkowo ojciec mój straszy mnie, że rozważy to, bym wylądował w ośrodku terapii uzależnień lub żebym nawet był w ośrodku socjoterapeutycznym jakimś, bo często mi się to śni, że wylądowałem w takim miejscu, gdzie były osoby także z zespołem Aspergera lub z autyzmem, jak i z ADHD, czego się bardzo boję, a jednocześnie podświadomość mi podpowiada, że to jedyne rozwiązanie na moje samopoczucie, bym był szczęśliwy nawet w innym miejscu niż to, w którym mieszkam obecnie, bo twierdzę, że mieszkanie z agresywnym konkubentem matki mojej, który wpatrzony jest w to miejsce, w którym dzieje mi się krzywda, także pije dużo i nie raz uciekałem przez niego z domu, przez co później przenoszę agresję swoją na uczestników, przez co teraz chcą mnie wyrzucić stamtąd. Co mogę zrobić w tej sytuacji, a chciałbym dodatkowo móc kiedyś pojechać na turnus socjoterapeutyczny lub na obóz dla takich osób jak ja, gdzie nawiązałbym nowe, wartościowe znajomości, bo także sam zacząłem szukać wszędzie sposobu, by się wyrwać z wiochy zabitej dechami, gdzie trzeba mieć samochód, żeby się wszędzie dostać, bo rozmowy z wujkiem moim, który załatwiał tę placówkę terapii zajęciowej, by pomyślał o pracy dla mnie jakiejś, bo także z ojcem swoim wiele razy rozmawiałem w tej sprawie, zwykle kończyły się na obietnicach, bo na partnera matki mojej, jego rodziny, nie mogę liczyć. Co mam zrobić w tej sprawie, bo także z chrzestnym swoim wiele razy rozmawiałem w tej kwestii, ale ciągle słyszę od niego o jakimś bezsensownym blogu, żebym prowadził na jakiejś platformie społecznościowej. Co mam zrobić w tej sprawie, proszę o pomoc, a każda pomoc się liczy w tej sprawie, bo także szukam pomocy dla dziadka mojego, który na borderline choruje i który też obraża mojego ojca, że mógłby coś lepiej zrobić w swoim życiu, i który też ma marzenie, bym zamieszkał z ojcem swoim w Warszawie, bo nie raz śni mi się, że mieszkam z ojcem swoim i podróżuję z nim po świecie, poznaję ludzi i mam fajną pracę. Pozdrawiam.

