Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak rozmawiać z partnerką o trudnych tematach przy zaburzeniach osobowości F60.9 i skłonnościach autodestrukcyjnych?

Treść wrażliwa
Jak zacząć rozmawiać ze swoją partnerką o trudnych tematach? Często jest nam ciężko bo wiąże się to z kłótniami, obelgami, fochami itd. chciałbym żeby się ułożyło ale też czasem nie mam siły po prostu, ja jako osoba z zaburzeniami osobowości F60.9 zwyczajne mam trudność z hamowaniem impulsów a jak patrzę że wiecznie się potrafimy żreć mam ochotę przejść w autodestrukcję czego nie chcę bo wiem że to nic nie da..
Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Panie Marcelu,

w celu lepszego zrozumienia się z partnerką może pomóc dobry terapeuta par. Dynamika w związkach to sprawa dosyć złożona i warto jej się poprzyglądać z kimś kto wprowadzi trzecią, bezstronną perspektywę.

Co do radzenia sobie z impulsywnością - serdecznie polecam zaintereseować się tzw. praktyką uważności (mindfulness), która daje realne narzędzia do radzenia sobie z trudnymi emocjami i właśnie kontrolą impulsów.

Serdecznie polecam zaglądność na stronę polskiego instytutu mindfulness, który oferuję kursy redukcji stresu metodą mindfulness (MBSR) prowadzone przez certyfikowanych nauczycieli w różnych lokalizacjach, również online.

https://www.polski-instytut-mindfulness.pl/kursy-mbsr-mbcl/

I na koniec, by doraźnie poprawić komunikację w związku. 

Metoda FUO( Fakt , uczucia, oczekiwania) :Czyli jak mówić, by zostać usłyszanym?
To narzędzie opiera się na metodzie Porozumienia bez Przemocy (NVC) Marshalla Rosenberga oraz na technikach asertywności.
 

Większość konfliktów w relacjach zaczyna się od tzw. komunikatu "Ty" (np. "Ty zawsze się spóźniasz!"), który brzmi jak oskarżenie. FUO uczy komunikatu "Ja", który skupia się na Twojej perspektywie.
 

1. F – Fakt (Obiektywny opis)

Zaczynamy od czystego opisu sytuacji, bez interpretacji, oceny czy uogólnień (słów typu „zawsze”, „nigdy”). Wyobraź sobie, że jesteś kamerą wideo – rejestrujesz tylko to, co widać i słychać.

Błąd: „Znowu mnie ignorujesz”.

Fakt: „Kiedy wróciłeś z pracy, nie odpowiedziałeś mi na 'cześć' i od razu usiadłeś do komputera”.
 

2. U – Uczucia (Twoja reakcja)

Opisujesz, co poczułeś w związku z tym konkretnym faktem. Ważne, aby mówić o emocjach, a nie o myślach o partnerze.

Błąd: „Czuję, że masz mnie gdzieś” (to jest ocena partnera, nie Twoje uczucie).

Uczucie: „Poczułam się wtedy smutna i mało ważna dla Ciebie”.
 

3. O – Oczekiwania (Konkretna prośba)

To najważniejszy krok – dajesz partnerowi „instrukcję obsługi” siebie. Prośba powinna być sformułowana pozytywnie (co partner ma zrobić, a nie czego ma nie robić).

Błąd: „Chcę, żebyś był milszy”.

Oczekiwanie: „Chciałbym, żebyś po przyjściu do domu poświęcił mi 5 minut na rozmowę, zanim zajmiesz się swoimi sprawami”.

Stosowanie FUO na początku może wydawać się sztuczne („sztywne”). To naturalne – uczysz się nowego języka. Z czasem ta struktura wejdzie w krew i stanie się Twoim naturalnym sposobem dbania o granice w związku.

Serdecznie pozdrawiam

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Włodarczyk

Piotr Włodarczyk

Dzień dobry. Możecie Państwo udać się na konsultacje pary, gdzie nad przebiegiem całej rozmowy będzie czuwać specjalista, który będzie zarządzał całą rozmową tak żeby każdy z Państwa czuł się zaopiekowany. Pozdrawiam 

Aleksandra Czarnecka

Aleksandra Czarnecka

Panie Marcelu,

w sytuacji narastającego konfliktu w relacji,  warto rozważyć skorzystanie z profesjonalnego wsparcia. Komunikacja w parze stanowi częste wyzwanie dla osób tworzących związek. Każda ze stron jest często w  silnych emocjach, a one bardzo utrudniają usłyszenie drugiej strony i wypowiadanie się w sposób, który nie będzie raniący dla odbiorcy. Być może dostrzega Pan powtarzalość przebiegu kłótni, której towarzyszy poczucie utknięcia w sytuacji bez wyjścia. Tu właśnie może być użyteczna obecność trzeciej osoby - terapeuty, który pomoże wypowiadać się w nieoceniający sposób a jednocześnie pomoże Państwu zobaczyć schemat kłótni i wypracuje z Państwem drogę do wyjścia z impasu. 
Powodzenia ! 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Panie Marcelu, 

rozmowa o trudnych tematach w relacji, w której obecne są silne impulsy i gwałtowne reakcje, wymaga przede wszystkim stworzenia bezpiecznych ram dla Państwa komunikacji. Fakt, że ma Pan świadomość swoich trudności w hamowaniu emocji i chce Pan uniknąć autodestrukcji, jest kluczowym punktem wyjścia, który świadczy o Pana dojrzałości i autentycznej trosce o ten związek.

Warto zacząć od wprowadzenia zasady „bezpiecznego czasu”, czyli umawiania się na rozmowę wtedy, gdy oboje nie jesteście zmęczeni ani podenerwowani, pytając partnerkę, kiedy będzie miała na to spokojną chwilę. Niezwykle pomocne może być również ustalenie wspólnego sygnału „stop klatki” – umownego znaku, po którym oboje przerywacie wymianę zdań na kilkanaście minut, gdy tylko pojawią się obelgi lub krzyk, dając sobie czas na ochłonięcie. Proszę spróbować zastąpić wytykanie błędów partnerki mówieniem o własnych odczuciach, na przykład zamiast oceniać jej zachowanie, warto powiedzieć, że czuje się Pan bezsilny lub przytłoczony obecną sytuacją. Jeśli rozmowa twarzą w twarz generuje zbyt silne impulsy, dobrym rozwiązaniem na początku może być napisanie listu lub dłuższej wiadomości, co pozwoli Panu na spokojne sformułowanie myśli, a jej da czas na ich przetrawienie bez presji natychmiastowej, emocjonalnej odpowiedzi. Pana chęć walki o tę relację przy jednoczesnym dbaniu o własną stabilność jest godna szacunku i może stać się fundamentem do wypracowania nowego, spokojniejszego sposobu bycia razem.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry Marcel, 

to, co opisujesz, pokazuje, jak dużo wysiłku wkładasz w tę relację i jak bardzo jest to dla Ciebie ważne. Jednocześnie brzmi to jak coś bardzo obciążającego - - dużo napięcia, emocji i momentów, w których trudno się zatrzymać :)

 

To, że masz świadomość swoich impulsów oraz widać, że zależy Ci, żeby było inaczej, spokojniej między Wami, nawet jeśli teraz bywa bardzo trudno.

 

Nie musisz z tym zostawać sam :)

 

Rozmowa z psychologiem może pomóc Ci lepiej zrozumieć swoje reakcje i znaleźć więcej przestrzeni na radzenie sobie z tym napięciem. Warto też rozważyć terapię, gdzie w bezpiecznych warunkach można przyjrzeć się temu, co dzieje się między Wami.

 

Życzę wszystkiego dobrego :)

Składanowska Daria

Psycholog, Doradca zawodowy

 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Tutaj rozwiązaniem będzie terapia par. Wzajemny szacunek i komunikacja to coś, co musicie przepracować, ale warunkiem jest to, żeby zależało każdej ze stron na tym. W innym przypadku szkoda Waszego czasu i pieniędzy inwestowanych  w proces terapeutyczny. Zaburzenia nieokreślone nie skazują Cię na niepowodzenie, ale ważna jest tutaj także terapia własna i praca nad regulacją emocji. 

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to, co Pan opisuje, pokazuje jak dużo napięcia jest w tych rozmowach i jak szybko one eskalują. Nic dziwnego, że pojawia się zmęczenie i momentami chęć wycofania albo ucieczki w autodestrukcję.

Przy takich dynamikach kluczowe często nie jest „co powiedzieć”, tylko kiedy i w jakim stanie zaczyna się rozmowę. Jeśli startuje ona przy wysokich emocjach, bardzo łatwo wpaść w znany schemat kłótni.

Może być pomocne zauważenie u siebie tego momentu, kiedy napięcie zaczyna rosnąć – zanim pojawi się impuls. To właśnie tam pojawia się najmniejsza, ale ważna przestrzeń na zatrzymanie.

To, że ma Pan trudność z regulacją impulsów, nie oznacza, że jest Pan bez wpływu – raczej że ten moment zatrzymania jest krótszy i trudniejszy do uchwycenia.

W Pana słowach widać też ważną rzecz – że Pan chce to zatrzymać i nie iść w destrukcję. To już jest istotny punkt wyjścia.

Pozdrawiam,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Panie Marcelu,

 

Uważam, że to bardzo ważne, że Pan w ogóle zatrzymuje się i szuka innego sposobu, przy trudnościach z impulsem to już duży krok.Myślę, że przy takich rozmowach kluczowe jest zatrzymanie formy, zanim wejdzie treść: umawianie się na rozmowę w spokojnym momencie, mówienie krótkimi zdaniami o sobie („ja czuję…”, „ja potrzebuję…”), robienie przerw gdy napięcie rośnie i wracanie do tematu później, to realnie zmniejsza ryzyko eskalacji.

Moim zdaniem warto też ustalić z partnerką proste zasady (bez obelg, możliwość „pauzy”, powrót do rozmowy po czasie) oraz równolegle zadbać o swoje narzędzia regulacji (np. terapia, techniki zatrzymania impulsu), bo to nie tylko poprawi komunikację ale też ochroni Pana przed wchodzeniem w autodestrukcję.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne

Chłopak nie odpowiada na potrzeby, które mu komunikuję. Mam wrażenie, że ma mnie dosyć.

Jestem z chłopakiem od 5 miesięcy, oboje mamy po 19 lat, od jakiegoś czasu zauważyłam, że lekceważy moje emocje, mówię mu, że czuje, że go nie interesuje, bo gdy np. piszemy to ciągle ja go wypytuje co robił dziś, co będzie robił jutro, a on zazwyczaj mnie się o to nie pyta, to odpowiada, że znowu wymyślam i zaczynam. Często tak jest, gdy właśnie mówię mu co czuję lub informuję go o swoich potrzebach, np. gdy pisze mu, że mało dziś rozmawialiśmy i czy możemy to nadrobić ,bo po prostu się stęskniłam to odpowiada coś w stylu: przecież wczoraj się widzieliśmy, o jezu przesadzasz, dramatyzujesz, przecież gadaliśmy rano; a gdy naciskam na niego troszkę bardziej, żeby mnie zrozumiał to powtarza, że go mecze i on chce iść już spać. 

Czuję, że lekceważy mnie i moje potrzeby, które dla niego są wymysłem i dramatyzowaniem. Może to ze mną coś nie tak, ale daje mu mnóstwo przestrzeni na kolegów, zainteresowania, czas sam dla siebie, bo wiem, że on potrzebuje tego, a gdy ja powiem lub napiszę mu, że po prostu chciałabym porozmawiać więcej albo spotykać się częściej to robi mi taką jazdę, że sama zaczynam źle się czuć z faktem, że w ogóle coś powiedziałam. 

Ja jestem taka, że mogłabym siedzieć z nim non stop, a on mam wrażenie, że jak już siedzimy ze sobą kilka godzin, to jakby chciał uciec już i odpocząć ode mnie (gdy spędzamy razem czas rzadko się kłócimy, okazujemy sobie dużo miłości i czułości, więc nie wiem dlaczego on mnie ma tak dość) boli mnie, że go męczę, chce tylko, aby też spełniał moje potrzeby, co zrobić?

Natrętne myśli o przeszłości seksualnej partnera, niska samoocena i lęk o związek
Witam. Mam 36 lat, partner 44. Mam problemy z natretnymi, maniakalnymi myślami, które powodują, że nie jestem w stanie funkcjonować w ciągu dnia, spać w nocy, pracować, gotować, zajmować się córka. Jestem psychicznie wykończona. Bla od początku. Rok temu poznałam faceta, który dołączył do życia mojego i mojej córki, która wychowuje samotnie. Pokochał moja córke jak własne, rozpieszcza, robi jej wycieczki, prezenty, wyprawki do przedszkola, patrząc na nich nikt nie domyśliłby się, że to obcy facet. Pracuje za granicą, co przyjazd pelno prezentow, dla mnie kwiaty, dla córki róża. Ogólnie bardzo nas szanuje, pomaga mi ogromnie finansowo, rozpieszcza, pomaga w domu, rozmawia, troszczy się, gotuje, jest typem domownika, który kocha rodzinne ciepło. Jest cudownym, dobrym człowiekiem z którym czuje się wspaniale i ma dobre serce. Po wielu latach czuje się zaopiekowana, kochana. Planujemy wspólna przyszłość, czujemy się jakbyśmy znali się od zawsze i ciągle powtarza, że to jest "to". Do niedawna wszystko było cudownie, a ja byłam szczęśliwa. Często wspomina o ślubie, drugim dziecku. Wpatrzony we mnie jak w obrazek, chociaż przy mojej samoocenie niskiej trudno uwierzyć mi, że mogę się jemu tak podobać, bo mam nadwagę z którą walczę na siłowni i dietami. Sęk w tym, że czar prysł, kiedy opowiedział mi trochę o swojej przeszłości. Żałuje, że w ogóle o nia pytałam. Wiem, że nie ma 15 lat i miał partnerki, związki. Ale wyrywanie lasek na imprezach, dużo alkoholu, przygodny seks po alkoholu, raz nawet z koleżanką koleżanki, która zaprosiła go na domowa imprezę. Do tego seks i romans z jedną mężatką w przeszlosci. Ogólnie podejście do seksualności jak do zwykłego robienia sobie przyjemności. W mojej głowie włączyły się trybiki. Ciągle mam to przed oczami, myślę i sobie to wyobrażam, jego z innymi po alkoholu, z tymi wszystkimi pijanymi laskami z dyskotek, jego przygody po pijanemu, gdziekolwiek z kimkolwiek, powoduje to okropny ból bo dla mnie seks to dawanie siebie i spałam tylko z partnerami, z którymi byłam w związku i ktorych kochałam. Szanowałam bardzo siebie, żeby kiedys moj partner nie czul się tym trzydziestym. Bardzo źle się czuję będąc nie wiadomo którą. Że po tylu partnerkach szczupłych, ładnych, ja mogę się jemu nie podobać. Dla niego seks z osobą, której nie kochał to tylko seks, teksty"a to dużo facetów tak robi, był alkohol", "impreza skończyła się tak, że koleżanka wylądowała u mnie w łóżku". Dla niego to takie normalne. Boli mnie, że miał tyle kobiet, tyle kobiet miało jego. Samo wyobrażenie, że innej dotykal, albo może wspominac seks z inną boli. Wiem, że powinnam skupić się na tym jak nam cudownie razem, jakim jest wspaniałym facetem teraz, że to była przeszlosc i nie mam prawa go oceniać za przeszlosc, a jedynie za czas od kiedy go znam i jaki jest dla mnie. Jednak nie umiem pozbyć się tych myśli, bolą, ja nie jestem sobą, ciągle sobie go wyobrażam, glowa ciągle zajęta, nie wiem czy sobie poradzę, czy to nie zepsuje naszych relacji, bo zaczynamy się kłócić, ciągle podteksty seksualne. Patrząc na kobietę na ulicy, wyobrażam sobie jego z nią i cierpię. Kiedy mijamy piekna kobietę zastanawiam się czy nie chciałaby z nią iść do łóżka, że pewnie ma takie myśli. Skoro wyrywał na prawo i lewo. Nie wiem. Jestem chyba nienormalna. Nie chce rozmawiać z nim o tym, bo sama rozmowa już mnie boli, denerwuje się, zaraz się denerwuje i wychodzę z domu, bo mam wrażenie, że mózg mi wysiądzie. Nie chce o tym myśleć, wiem to bez sensu, ale to jest natrętne. Do tego wszystkiego jego byle o jakich mi opowiadał mimochodem czasami, to laski które są porobione, piekne, barbie mówiąc w skrócie. Czuję się dużo gorsza od nich bo mam nadwagę. On twierdzi, że czuje do mnie coś czego nigdy wcześniej nie czul i liczę się tylko ja. Ale w mojej głowie już mętlik. Czy czas pomoże mi to przetrawić? Boję się, że zniszczę sobie życie, że będę musiała odejść od faceta, którego bardzo kocham, który jest dla nas wspaniały i że sama skazuje siebie na życie w samotności. Bo nie spotkam faceta, który pewnie nie miał "przygody". Przepraszam za ta długa wiadomość. Samo wyrzucenie tego z siebie jest dla mnie ważne.
Bardzo kocham partnerkę i wiem, że robię dobrze, ale ona ciągle mnie o coś oskarża.
Dzień dobry. Problem dotyczy relacji w związku. Partnerka, z którą jestem zaręczony i planuję ślub ciągle oskarża mnie o oszustwa, potencjalne zdrady (ogólnie jest bardzo zazdrosna o płeć przeciwną, spojrzenie na ulicy na inną kobietę to awantura). Nie daj boże jakaś rozmowa z inną kobietą, nawet jeśli to tematy służbowe. Sama z kolei też ma duże kompleksy związane ze swoim wyglądem, chociaż dla mnie jest piękna i w ogólnym kanonie urody niczego jej nie brakuje. Ma ładną buzię, kobiecą figurę i bardzo piękne oczy. Awantury zdarzają się dość często, wykorzystuje w nich to z czego się zwierzyłem jej na swój temat. Co kilka dni słyszę, że ją zdradzę, zostawię dla młodszej, chcę oszukać w ten czy inny sposób. Chciałaby kontrolować każdy aspekt mojego życia, w ogóle nie widzę w niej zaufania do mnie w tych sprawach. Jakie są przyczyny z mojej strony? Spojrzałem na inną kobietę w galerii. Powiedziałem coś na temat wyglądu kobiety z rodziny. Zapytałem, czy ma 20pln (zamawialiśmy kawę i ciastko w kawiarni, miałem 100, nie chciałem dawać napiwku, rachunek 120pln). Ostatnio zmieniłem telefon na nowy, nie mogę przeinstalować aplikacji bankowej, więc używam starego do tego celu - więc zapewne coś ukrywam. Miałem wcześniej partnerkę, która miała dziecko, córkę. Awantura jak powiedziałem coś w towarzystwie o wychowywaniu dzieci - więc pewnie tęsknię za byłą i dzieckiem. Tak poza tym to przez te 2,5 roku usunąłem FB, żeby nie mieć problemów. Nie rozmawiam z nikim z pracy czy poza nią. Jeśli idę na imprezę firmową to jestem z nią w stałym kontakcie, nie tańczę z nikim, nie piję i wracam po 3h. Do tego wszystkiego aktualna sytuacja życiowa nasza powoduje, że po ślubie zamieszkamy w jej domu rodzinnym (ma chorą mamę, która jest zasadniczo samodzielna), z planami budowy domu. Dla mnie to zmiana miejsca zamieszkania o 70km, tak naprawdę od początku znajomości o tym wiedziałem i byłem gotowy na to, żeby wszystko rzucić dla niej. W normalnym dniu, żyje nam się jak w bajce. A kolejnego dnia znienacka awantura. Ze swojej strony dałem jej masę czasu, jestem zawsze kiedy tego potrzebuje, remontujemy powoli dom w którym będziemy mieszkać, wkładam swoją pracę, pieniądze, czas, po ciężkim dniu wyciągam dobre wino, zapalam świecę, przytulam, całuję, staram się być ciepły i po prostu chcę dla niej dobrze w każdej materii. Do mojego rodzinnego domu nie przyjechała nigdy, żeby coś pomóc. Od roku czasu słyszę, że przyjedzie umyć okna. Mam wrażenie, że zazdrości innym, że mają lepiej i uważa, że w takim razie ona nie będzie pomagać nikomu. Zmęczony jestem już strasznie tymi historiami. Jestem wrażliwym człowiekiem, bardzo mnie to dotyka, bo czuję wewnętrznie, że jestem w porządku, że robię to co powinienem jako partner, przyjaciel, a spotyka mnie ciągła krytyka. Sam przez to stałem się nerwowy, każde wyjście gdzieś to jest ciągłe napięcie i uważanie na wszystko. Żeby czegoś nie powiedzieć, nie spojrzeć. Chodzę po galerii i patrzę na płytki na podłodze. Bardzo ją kocham, bardzo mi na niej zależy ale nie wiem już co robić. Do tego jestem tym coraz bardziej zmęczony. Jak pomóc, jak wytłumaczyć, jak sprawić, żeby mi w końcu zaufała, że nie jestem jakimś czarnym charakterem który chce jej zrobić krzywdę?
Czuję, że inna osoba ma być moim sensem życia, że miłość trzyma w tym odpowiedzialność. Nie potrafię być w zdrowym uczuciu. Pomocy!
Cześć. Mam 28 lat, Około miesiąca temu poznałem za pomocą portalu kobietę 36 letnią. Generalnie, po kilku dniach zacząłem się wycofywać, bo nie satysfakcjonowała mnie płynność naszego kontaktu. Ona jednak potrafiła po kilku dniach przyznać się do błędu, zaproponować spotkanie itd. Generalnie, ze mną jest tak, ze ja po wielu wielu porażkach, zwiększam z każdą kolejną osobą wymagania i oczekiwania co do kogoś . Mnie interesuje tylko miłość i określone zachowania, doświadczenia, muszę w tej osobie widzieć. I ona miała to wszystko.., rozumieliśmy się, było naprawdę fajnie. Kiedy się spotkaliśmy , dogadywaliśmy się , przytuliliśmy, pocałowaliśmy się. No z mojego punktu widzenia te randki były dla mnie wielkim szczęściem. Lecz doszło pewnego razu do sytuacji, że ja wyrażając to szczęście, wyrażając, że życie nabrało dla mnie smaku, dostałem dość potężny cios w postaci informacji, że tą osobę przerażają moje nadzieje. Nie rozumiałem tego wszystkiego. Twierdziła, że ni ma ochoty być za kogoś odpowiedzialna. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co ma na myśli. Po kilku rozmowach przez internet i randkach, wreszcie zacząłem szukać sensu w tym co się dzieje. Bo na żywo ta osoba była dla mnie kochana, rozmawialiśmy o jakiejś bliskiej przyszłości, żartowaliśmy na temat ewentualnych dzieci. Ona sama potrafiła powiedzieć ‘Ty masz rację, że cierpisz przez moich byłych’ (to dotyczyło jej przerażenia moją nadzieją) . Więc ja cały czas myślałem, że problem nie jest po mojej stronie. Rozumiałem to jako ostrożność w zaufaniu z jej strony, więc generalnie byłem spokojny, że jeśli ja tego nie zepsuje, to będzie kolorowo. Zdarzyły się jeszcze takie rzeczy, że gdy ją przerażały moje nadzieje, to przyśnił mi się taki sen , w którym ona po jednym dobrym dniu między nami, nagle postanawia się wycofać słowami ‘To jednak dla mnie nie ma sensu” . Gdy opowiedziałem jej ten sen, ona powiedziała „Tak, to jest możliwe” . To wszystko było dla mnie takie przykre. Ja wtedy jeszcze nie rozumiałem, że to ja mam problem. Potrafiło być tak, że później się spotykaliśmy i znów robiliśmy sobie nadzieje, rozmowami o przyszłości itd. Traktowałem to bardzo serio. Myślałem , że myśli o mnie poważnie. Zakładałem, że w jej wieku mówi się jak jest, nie gramy w żadne gry i nie potrzebuję się głębiej zastanawiać co się kryje za jej słowami. Budowała mnie bardzo wdzięczność z jej strony, docenialiśmy swoje zachowanie, poświęcenie sobie czasu. Ja kilka razy , gdy przesadnie mi dziękowała za mój czas, to powiedziałem, że ja nie robię tego by się podlizać, tylko po prostu tego potrzebuję. Ona uznała to za mądre podejście. Ja wtedy naprawdę bardzo nabierałem ochoty do życia. Byłem sam od 6 lat, jest mi ciężko, jestem stworzony do miłości, a zawsze jej brakuje, w ostatnich kilku miesiącach zacząłem się podnosić, lekko ale jakieś tam mniejsze cele zaczynałem realizować. Ona dopełniła moją energię do życia. I teraz tak. Któregoś razu znów dopadł mnie koszmar, że ona zrywa ze mną kontakt. Tym razem nie chciałem jej tego mówić, bo pocieszenie w stylu ‘tak się może zdarzyć’ jest dla mnie czymś bardzo przykrym. Natomiast gdzieś tam w ciągu dnia, mówiłem, że męczy mnie jakiś koszmar, wyraziła wsparcie, umówiliśmy się na kolejne spotkanie, znów było dobrze. Natomiast gdzieś wieczorem wyraziłem taką chęć, że chciałbym kilka wspólnych zdjęć. Ona odpowiedziała, że nie lubi takich rzeczy, bo dziś zrobi zdjęcia, a jutro coś się stanie i będzie koniec znajomości. I mnie to bardzo dobiło tego razu. Byłem już po tym śnie , ona tez sama z siebie lubi wspominać o tym końcu znajomości. Ciężko mi to było przełknąć, że ona tak jakby próbuje wymagać gotowości na taką ewentualność. Wypisałem do niej dłuższą litanię w tym temacie, że jej zachowanie na żywo nie pokrywa się z tym jak rozmawiamy przez internet, że często wspomina o tym końcu znajomości, przerażają ją moje nadzieje. W każdym razie wyraziłem duży żal. Ona bardzo się wycofała, zezłościła ją moja analiza. Wycofała się z całej tej relacji, wygarniając mi mój bardzo duży angaż. Wyjaśniła mi na czym polega jej niechęć do odpowiedzialności za czyiś sens życia. I wreszcie do mnie dotarło o co w tym wszystkim chodzi. Mam 28 lat i odnalazłem w sobie przypadłość, która się nazywa uzależnieniem emocjonalnym. Jest to dla mnie olbrzymi cios. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak można inaczej . Zawsze byłem pewien, że moje myślenie (Kobieta, rodzina, dzieci, to priorytet, to sens życia , to szczęście, to moja energia, to jest dla mnie najważniejsze i o to będę dbał najbardziej) ,zawsze byłem pewien, że to najlepsze podejście jakie może mieć facet, który próbuje osiągnąć miłość. Niestety okazuje się, że to potworna choroba, lęk przed samotnością, brak własnego życia. Bardzo trudno wyobrazić mi sobie, żeby zacząć robić to inaczej, żeby przestać tak bardzo w kogoś wierzyć, przestać traktować to jak największy skarb, sens życia. Boję się , że nawet terapia , może mi w tym nie pomóc, że mogę posiąść dużą wiedzę teoretyczną, a jednak chęć najsilniejszej miłości będzie silniejsza ode mnie za każdym razem. Byłem tak wiele lat pewien, że to moje podejście jest jedyne właściwe, a jednak się okazuje, że sam sobie robię krzywdę. To dla mnie olbrzymi cios, nie potrafię się z tym pogodzić. Koniec końców ja wychodzę na koniec tych związków jako zły człowiek, a robiłem wszystko , żeby być jak najlepszym. Jest mi bardzo ciężko wyobrazić sobie kontynuowanie swojego życia. Jestem introwertykiem, domatorem, bardzo mało otaczam się ludźmi, często mnie to męczy i wracam niezadowolony do domu. Rzadko mam jakieś zajęcia poza pracą, żeby mnie coś pochłonęło. Ciężko mi wyobrazić sobie, żeby zmusić się do takich zmian, by być zdolny do zdrowej miłości.. Samotność bardzo często mnie boli, ale jedyne lekarstwo jakie na mnie działało, to kobieta myśląca o związku, nic innego nie dodawało mi energii w życiu jak poczucie miłości. Pomocy…
Jak przekonać rodziców do akceptacji mojego wyjazdu do chłopaka na weekend
Witam, chciałabym prosić o radę. Mam 20 lat a mój chłopak jest o kilka miesięcy młodszy. Studiuje zaocznie i obecnie szukam pracy. Mieszkam z rodzicami w wielkopolsce a on w warmińsko-mazurskim. Chłopak już był u mnie kilka razy i zdążył poznać moich rodziców, którzy go polubili. Ostatnim razem obiecałam mu, że to ja go odwiedzę i zostanę na weekend, ponieważ będzie pracował w tygodniu a ja będę odbywać praktyki studenckie lub coś znajdę. Ale gdy tylko wspominam rodzicom o tym, że chce tam pojechać i poznać jego rodziców to od razu moi są źli i mi zabraniają. Są strasznie nadopiekuńczy i mają traumę z mojego poprzedniego związku, gdzie u chłopaka zostawalam dłużej niż powinnam. Panikują że nikogo tam nie znam i że mój chłopak ma przyjechać do nas jeżeli chce się spotkać. Gdy powiedziałam mojej mamie, że tata chlopaka o mnie pyta to powiedziała, że jeżeli chce mnie poznać to on ma przyjechać (ma 55 lat i jest chory). Moi rodzice tego jednak nie rozumieją i nie wiem jak do nich dotrzeć. Planowałam pojechać do niego na weekend w walentynki - piątek, sobota i w niedzielę wrócić i spędzić czas u niego w domu. Do moich rodziców nie dociera rozmowa bo od razu na mnie krzyczą, że mam pracy szukać a nie myśleć o wyjazdach (chociaż byłby to mój pierwszy do niego i na weekend tylko). Czy powinnam się zbuntować i pojechać pomimo ich zakazów czy odpuścić?
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.