Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Brak szacunku od partnera, wbijanie mi szpileczek, zdrada. Ja w tym wszystkim czuję się beznadziejna, niewartościowa.

Jestem beznadziejna. Moją wartość definiuje mój partner. Nie jestem dla niego dość dobra, pomimo że się staram. Jak go poznałam, byłam atrakcyjną i pewną siebie kobietą. Teraz mam juz 47 lat, moja uroda minęła. Nie mam fajnego hobby, nie chodzę na siłownie, nie uprawiam sportu, jestem zwyczajna, bo lubię czytać książki i tańczyć. Pracuje na pełen etat, w domu mam normalnie czysto, proste obiady gotuję na zmiane z moją mamą, która z nami mieszka. Jestem przeciętnie bogata i przeciętnie mądra. Moj partner nie pije, czasem dołoży się do wydatków związanych z domem, zwali węgiel, narąbie drzewa, skosi trawnik. Jak sie pokłócimy to on pierwszy przeprasza, bo kocha mnie. Niby fajnie, ale on lubi wbijać mi szpileczki. Nie mówi wprost tylko takie niby żarciki. Zawsze znajdzie coś czego nie zrobiłam, albo mogłam zrobić lepiej. Kiedyś miałam siły mu odpyskować, dziś mnie to zwyczajnie boli. Ostatnio, choć go nikt nie pytał, poinformował grono naszych znajomych, że mam bobra między nogami. A kiedy posprzątałam cały dom, ale nie zdążyłam wyrzucić śmieci, to on wszedł i skomentował tylko "piękny ten kosz". To są takie nic nie znaczące uwagi. W gronie znajomych jak mi ktoś zada pytania to on sam odpowiada nie dopuszczając mnie do głosu. Ostatnio zauważyłam, że sie zrobiłam jakaś inna. Nie mam siły ciągle wyznaczać granic, nie mam siły walczyć o jego szacunek i zwracać mu uwagę, że tak się nie mówi, nie robi. Nie mam siły też w relacjach z innymi ludźmi. W pracy czuję się gorsza, wstydzę się siebie, nie lubię się już odzywać. Jestem kierownikiem, a zaczynam się zachowywać jak stażysta. Jestem taka beznadziejna. Nie ufam nikomu. Jak ktoś jest dla mnie miły, to sie czuje niezręcznie. Nie wiem jak odzyskać dawną siebie. Co zrobić, żeby niewinne uwagi partnera nie bolały mnie. Żebym je szybko zapomniała. Dodam jeszcze, że mój partner lubi mieć kogoś na boku. Zdradzał mnie wielokrotnie. Kiedy sie o tym dowiedziałam wyrzuciłam go z domu, ale przez 30 dni wysyłał mi bukiety i przepraszał, więc dałam mu szansę. Obecnie nie wiem czy kogoś ma. Możliwe, ponieważ znowu nie sypia ze mną od wielu tygodni. Ale nawet jakby miał to i tak bym mu przebaczyła, bo teraz zdecydowanie nie chcę być sama, a on nie jest taki zły. Może to nie partnera wina? Nie wiem dlaczego czuję się taka beznadziejna. Proszę o jakieś rady. Pozytywne afirmacje nie pomagają. Ja w środku cała się trzęsę. Nie wiem jak mam odzyskać siły, Może powinnam brać jakieś leki na uspokojenie?
Dorota Figarska

Dorota Figarska

Droga Pani Kajo,

Zachęcam do skorzystania z pomocy psychologicznej, bo mam wrażenie, że potrzebuje Pani wsparcia. Czuje Pani, że nie jest wystarczająca dla partnera, trudno Pani zawalczyć o granice i szacunek, ale jednocześnie bardzo boi się Pani samotności, więc ostatecznie nie chce Pani rezygnować z tej relacji. Akceptacja faktu, że partner dopuszcza się zdrady świadczy o tym, że bardzo potrzebuje pani bliskości i miłości. Niestety, słyszy Pani słowa, które Panią ranią. Bardzo trudno jest przyjmować na takie komunikaty obojętną postawę, bo otrzymujemy je od tych, na których nam zależy. Psycholog/terapeuta na pewno nie będzie oceniał pani decyzji, narzucał swojego systemu wartości ani nakłaniał do rozstania, ale pomoże odnaleźć się w tej sytuacji.

Pozdrawiam, psycholog Dorota Figarska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Waszak

Katarzyna Waszak

Dzień dobry!

To z pewnością zasób, że szuka Pani wsparcia i właściwie wie, czego potrzebuje. Zastanawia jednak, dlaczego Pani pozwala na przemoc wobec siebie, przekraczanie granic. Prawdopodobnie wiąże się to z niskim poczuciem wartości, o którym Pani wspomina, a ona nie zmienia się zależnie od tego, czy dom jest posprzątany, kosz wyniesiony, czy też nie. Zdanie drugiej osoby wobec siebie traktuje Pani jak wyrocznię i skupia się na nim, opuszczając siebie, swoje uczucia. 47 lat to piękny wiek, można wciąż odkrywać pasje, realizować pragnienia, marzenia, mając już pewne doświadczenie życiowe. 

Ważne jest Pani samopoczucie, odkrycie swoich zasobów, wartości. Zachęcam do skorzystania z psychoterapii, aby można to było robić w bezpiecznej relacji. Pozdrawiam

Katarzyna Waszak - psychoterapeuta

 

Joanna Łucka

Joanna Łucka

Dzień dobry, 

Pani Kaju, opisała Pani przykre doświadczenia - zarówno te osobiste na tle zawodowym czy samooceny, jak i te związane z Pani relacją z partnerem. 

Pisze Pani, że Pani wartość definiuje partner. Jednocześnie kilkukrotnie podkreśla Pani, że czuje się beznadziejna. Opisała Pani partnera jako nieszczególnie zaangażowanego w życie domowe, jednak uszczypliwego, jeśli idzie o wypełnianie przez Panią obowiązków czy komentarze - nawet dotyczące sfer intymnych. Wspomniała Pani także, że partner jest niewierny i zdradza Panią z innymi kobietami. Kiedy przyjrzymy się temu, kto definiuje Pani wartość, możemy podać w wątpliwość kwalifikacje tej osoby, do określania Pani zasobów. 

A z tego, co Pani pisze, ma Pani liczne zasoby - doświadczenie, hobby, pozycję zawodową oraz znajomych/przyjaciół. Oraz relacje, która zdaje się, że zaczęła żyć własnym życiem - pisze Pani, że nie ma siły na wyznaczanie granic lub walkę. Rozumiem to, szczególnie, jeśli sytuacja wymaga odpierania komentarzy, krytyki i pozornie małych uszczypliwości już dłuższy czas. 

Jednak z Pani wiadomości można wyczytać także ogólne zmęczenie i zrezygnowanie. Pyta Pani, czemu czuje się taka beznadziejna i czy nie powinna Pani brać leków na uspokojenie. Nie wydaje mi się Pani pobudzona - a raczej jak wyżej, wyczerpana. W tej sytuacji z całego serca polecam Pani konsultację psychologiczną - na tym portalu oferowane są również darmowe jednorazowe spotkania. Może być to okazja do dokładniejszego rozpoznania Pani trudności oraz stworzenia planu, który pomoże Pani powrócić do sił, nadziei i bycia kobietą, którą opisuje Pani na początku tej wiadomości. Pewną siebie i atrakcyjną (wszakże atrakcyjność to nie tylko przemijająca uroda). 

Zachęcam Panią do pomocy sobie i powrotu do siebie - to naprawdę możliwe. Proszę skorzystać z możliwości wsparcia siebie w czasie tego kryzysu. 

Życzę Pani wszystkiego dobrego!
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka 
psycholożka 

Alina Borowska

Alina Borowska

Dzien dobry. 

Kiedy czytam Pani wpis wyobrażam sobie osobę, ktora stoi na rozdrożu. Patrząc wstecz widzi Pani inną osobę niż ta, którą czuje się teraz. Pojawia sie niepewność, smutek, zwątpienie , beznadziejność, brak zaufania do innych. Wiąże Pani te uczucia i reakcje ze swoim związkiem, ktory widzi Pani dwojako. Z jednej strony dobry, kochający mąż. Z drugiej strony osoba, której, uwagi bolą, która wielokrotnie zawodzi i zdradza. 

Uczucia podpowiadają Pani, że to nie miejsce, w którym chciałaby Pani być. Zauważa Pani trudności i zarazem je umniejsza. Z jednej strony rośnie w Pani gotowość do zmiany, z drugiej się jej Pani boi. 

Trudno udzielić prostej rady. Można poszukać wsparcia u rodziny lub przyjaciół, wesprzeć się literaturą. Wydaje mi się, że pomocne i zasadne będzie wsparcie psychologa lub psychoterapia. Leki mogą byc ich uzupełnieniem, jeśli lekarz uzna to za zasadne. Jednak same leki bez innych zmian mogą być niewystarczające. 

Pozdrawiam serdecznie

Alina Borowska

Agnieszka Wloka

Agnieszka Wloka

Droga Pani,

zanim zaczniemy iść w kierunku emocji, to zachęcam do lekarza pierwszego kontaktu i badań ogólnych, hormonalnych - być może wyrównania pewnych niedoborów w organizmie i unormowanie hormonów też wpłynie na Pani nastroje - dobrze to z lekarzem skonsultować.

Dwa, to właśnie emocje i Pani własny stosunek do siebie. Na to wszystko, co Pani o swoim życiu napisała, możemy popatrzeć jako mało ciekawe, nudne i beznadziejne ALBO JAKO ZADOWALAJĄCE, SZCZĘŚLIWE I SPOKOJNE - TAK I TAK BĘDZIE OK:) Tylko teraz trzeba sięgnąć do Pani głębokich przekonań o sobie samej i oduczyć się krytykowania siebie - mam takie podejrzenie, że to Pani pierwsza myśli o sobie - negatywnie. Stąd zapraszam do kontaktu z psychologiem, żeby terapeutycznie nad tym podejściem do siebie popracować. Na początek zapraszam do ćwiczenia: napisania listu do siebie tak, jakby była Pani swoją przyjaciółką - która przeżywa takie zniechęcenie i życie takie, jakie Pani opisała, ale Pani jest kimś z zewnątrz; kimś kto dobrze tej osobie życzy, radzi.

pozdrawiam

Kinga Okoń

Kinga Okoń

Dzień dobry, pani Kaju, 

Niestety w naszym społeczeństwie przemoc kojarzy się tylko i wyłącznie z agresją fizyczną, pobiciem, natomiast mało kto ma świadomość, jaką krzywdę potrafi wyrządzić przemoc psychiczna. To, co Pani opisuje zdecydowanie zalicza się do tego pojęcia. Pozostawanie w tej relacji  przez wiele lat z pewnością przyczyniło się do tego, jak postrzega Pani własną wartość. Bardzo mocno zachęcam Panią, by skorzystała Pani z psychoterapii, ponieważ odzyskanie siły po latach takich doświadczeń będzie wymagało specjalistycznej pomocy. Podzielenie się swoim cierpieniem tutaj, na forum, jest dobrym pierwszym krokiem, ale ma Pani przed sobą połowę życia i to ważne, by zawalczyła Pani o siebie. 

Pozdrawiam, 

Kinga Okoń

 

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Przyjaciel miewa wybuchy złości, skrajne nastroje, jest wulgarny i niedobry wobec mnie. Toksyczna relacja. Co mam robić?
Witam. Od 5 lat spotykam się z mężczyzną, którego poznałam po rozwodzie. Oboje ustaliliśmy, że nie ma to być poważny związek, a raczej przyjaźń, w której również współżyjemy. Z biegiem czasu moje uczucia jakby się zmieniły. Wiem, że to nie jest miłość, ale darzę go czymś więcej niż tylko sympatią. Pomagam mu często w różnych sytuacjach, a zwłaszcza wysłuchuję kiedy ma problemy. Po prostu zawsze jestem, kiedy potrzebuje. Natomiast moim problem, którego nie potrafię zrozumieć jest to, że jego zachowania z upływem lat, są coraz bardziej skrajne. W jednej chwili mówi o wspólnej przyszłości, o tym jak bardzo jestem dla niego ważna, że cieszy się tym, że jestem w jego życiu. Po czym parę dni później potrafi wykrzyczeć przez telefon, że nie jesteśmy w związku, najlepiej się czuje jak jest sam, bo nie musi się tłumaczyć co i kiedy robi. Staje się wtedy bardzo wulgarny. Potrafi milczeć parę dni, zrywać kontakt jakbym była jego wrogiem, żeby nagle napisać wiadomość "dzień dobry kochanie". Każda moja próba rozmowy z nim o tym, kończy się ucięciem tematu poprzez słowa "przepraszam, nie mówmy już o tym". Nie umiem zakończyć tej znajomości pomimo tego, że zdaję sobie sprawę, że jest to toksyczna relacją.
Jestem w związku ponad 10 lat. Mieszkam u swojego partnera
Dzień Dobry, jestem w związku ponad 10 lat. Mieszkam u swojego partnera (to jego mieszkanie) w międzyczasie miałam mieć pomoc od swoich rodziców materialna, z której w ostateczności z różnych powodów nie skorzystałam, więc rodzice postanowili, że w takiej sytuacji mam dostać dom po rodzicach kiedyś, gdy ich zabraknie. Mój facet jest o to obrażony, że ja nic od rodziców nie dostałam i niby w trosze o mnie, ale jednak mimo że nie chce się do tego przyznać, to chodzi mu raczej o to, że od mnie do siebie wziął, a rodzice moi się wypięli. Teraz jest pomysł, aby wprowadzić się z miasta z mieszkania na wieść na to samo podwórko, gdzie mieszkają jego rodzice. Ja mieszkam na takiej zasadzie, że po prostu się dokładam do rachunków, ale nie mam praw co do majątku, bo przecież nie jest mój. Facet nie chce ślubu, myślę, że również z powodów materialnych głównie. Podkreślam, że on utrzymuje cały czas, że chodzi mu wyłącznie o moje dobro, że mnie rodzice źle potraktowali i niby to troska a z drugiej nie chce ze mną ślubu. To czy tutaj nie chodzi mu o kwestie materialne? Jeszcze jest na tyle obrażony, że uważa, iż moi rodzice nic nie pomagają, tylko problem polega na tym, że to on żadnej pomocy nie chce! Ogólnie rzecz ujmując przez to, że rodzice nie dali mi teraz majątku, to on od nich nic nie chce. Też w takiej sytuacji nie wyobrażam sobie iść z nim mieszkać, jeśli nie potrafi zostawić urazy i jeśli rodzice moi jeśli nie tak mogą pomóc inaczej, może nie materialnie ale np. W remoncie, gdybyśmy się urządzali w nowym miejscu, ale mój facet nie chce, bo mówi, że sobie poradzi sam, a zdrowiej strony narzekając, że tylko on coś robi dla tego związku. Czy to powinno być tak, że niby chce mnie E sobą zabrać, ale jest na tyle obrażony na moją rodzinę, że ja mimo iż tam będę mieszkać to to nie będzie na zasadzie, że tworzymy coś razem tylko wszystko jest jego, a ja będę tylko tam mieszkać. Czy to normalne, czy jeśli się kogoś kocha, chce z kimś być, to nie powinno się zostawić przeszłości i urazy za sobą. Czy to nie jest z jego strony manipulacja mną u rodzaj znęcanie się psychicznego? Być może chaotycznie przedstawiłam sytuacje, ale bardzo mi z tym źle i proszę o pomoc, bo mam jakieś poczucie winy, a może ktoś celowo mnie w nie chce wpędzić? Mam wątpliwości co do tej przeprowadzki, bo boję się, że to pogłębi problem i że wtedy facet będzie miał jeszcze więcej pretekstów do tego, aby wyrzucać mojej rodzinie, że nic nie pomaga a on robi dla mnie wszystko ( wszystko w sensie, że mnie bierze ze sobą, a i tak majątek jego).
Nawet nie wiem, od czego zacząć... Mam prawie 30 lat. Syna 7-latka z niepełnosprawnością, czeka go operacja.
Nawet nie wiem, od czego zacząć... Mam prawie 30 lat. Syna 7-latka z niepełnosprawnością, czeka go operacja. Drugi synek zdrowy 6 miesięcy. Z partnerem byliśmy razem 9 lat. Pomimo jakichś sprzeczek byłam pewna, że jesteśmy dla niego ważni, że nas kocha, okazało się inaczej. Zaplanował skrzywdzenie nas w każdy możliwy sposób. Pominę już sprawy finansowe, ale zaplanował odejście do ostatniej chwili, ziemię zapisał tylko na siebie, działkę, udawał partnera, dopinając wszystko na ostatni guzik, wspólne oszczędności wydał na notariusza i geodetę, a potem wyprowadził się. Póki nie dowiedziałam się o zdradach, wmawiał mi, że to tylko kryzys, separacja, ale jak włamałam się na konta, to okazało się, że zdradzał mnie od 3 lat z paniami za kasę i randkował itp. W sumie wiedział, że mnie nie kocha, a zrobił mi 2 dziecko, nigdy nie chciał bym się zabezpieczała. Jak powiedziałam, że myślałam, że jesteśmy szczęśliwi, to powiedział mi, że mi się wydawało :/ nie odszedł wcześniej, bo nie miał gdzie, czekał dopóki inna dupa nie przygarnie go pod swój dach, zabierając wszystko, poszedł. Dzieci dzwoni, pyta się jak tam i jak mu się zachce, to weźmie je na godzinę na spacer czy 2 max :(. .. Zostawił mnie ze wszystkim samą, nie mogę pracować, bo jestem na świadczeniu pielęgnacyjnym, starszy syn czeka na operację, rehabilitacje, lekarze, teraz pójdzie do 1 klasy, do tego 2 maluszek, który potrzebuje teraz najwięcej uwagi... Kocham ich nad życie, będę starać się być najlepszą mamą na świecie. Ale prywatnie czuje się jak szmaciana lalka wyjebana ze starości, młoda nie jestem, duży ciężar, bo 2 dzieci, brak czasu dla siebie, nie mogę nawet pracować. Całe moje życie legło w gruzach, nie mam pojęcia jak mam ruszyć dalej, to tak bardzo boli. A ten jeszcze wybrał sobie nową partnerkę z dzieckiem prawie w wieku naszego niepełnosprawnego synka... Moje serce rozjebało się, przy dzieciach oczywiście wszystko robię, ogarniam, nakładam na siebie jak najwięcej obowiązków, bo jak tylko zwalniam to wyje, wyje i wyje.... mam wrażenie, że mam niekończące się łzy, na dodatek gdzieś mi zależy, by dzieci miały ojca, a on tylko każe dostosowywać się do niego, odzywa się tylko wtedy gdy jemu pasuje i resztę ma w dupie. Nie interesują go rehabilitacje dziecka, w weekendy sobie gdzieś jeździ albo idzie na fuchy, a swoich synów ma gdzieś... poza wykonywanymi telefonami to jakoś nie angażuje się w ich życiu, nie pomaga, przychodzi zawsze z pustą ręką :( ... A jak nie chce się zgodzić na jego datę to mi gada, że utrudniam mu kontakt z dziećmi ... Jak mam dojść do siebie, czasem myślę, że lepiej by było, gdyby całkiem zniknął i nie utrudniał mi wychowywania synów. Potrafi przez 10 dni wcale się nie pokazać, a potem jak gdyby nigdy nic przyjść i wyciągać starszego syna na spacer. Syn do niego sam nie dzwoni za często, na co dzień nie pyta nawet o tatę, ale są momenty, że przyjdzie i mówi mi, że jest zły, bo go nie odwiedza... Nie wiem, co mam robić, syn pod opieką psychologa, bo jestem tak zła, że sama bym chętnie wytłumaczyła synowi, że naprawdę go tata porzucił, ale to jeszcze małe dziecko, ale mam wrażenie, że okłamuje własnego syna i wybielam przy tym pseudo tatusia, bo zawsze go usprawiedliwiam przed synem tłumacze, a znam prawdę i to też boli mnie, że ja mam świadomość, co się dzieje... Jak mam podejść do sprawy, by nie skrzywdzić własnych dzieci, ale też ja chce poczuć się lepiej ? Mam rodzinę, przyjaciół, ale też nie chce ciągle być w towarzystwie, bo czuję, że wszyscy się martwią, współczują, a ja muszę nauczyć się przebywać sama ze sobą... zawsze dbałam o dom, dzieci i partnera, ich szczęście potrzeby były zawsze ważniejsze od moich... Teraz tłumaczę sobie, że skupie się na dzieciach, wychowaniu, a może za kilka lat szczęście się do mnie uśmiechnie, ale na tę chwilę czuje się jak wrak, który okłamuje wszystkich dookoła, że jest dobrze, bo niby lepiej, że się dowiedziałam i że nie żyje w kłamstwie, ale po 9 latach nie umiem się od tak odkochać i nadal cierpię, nie potrafię zapomnieć, mam koszmary, nie jem, mało śpię, w towarzystwie uśmiechnięta, przy dzieciach również, ale jak idą spać, to każda maska opada i czuję się bezbronna, poniżona, słaba, każdy chociaż ma jakąś pracę odskocznię pasję, a ja poczułam, że kilka lat będę stać w miejscu, że moim jedynym ważnym celem jest zdrowie syna i wychowywanie ich i nie widzę nic dalej :(
Bardzo trudne relacje z mężem
Dzień dobry. Ja i mój mąż nie mieszkamy razem i nie jesteśmy w stanie dogadać się w kwestii miejsca zamieszkania. Mamy 2 letnią córeczkę, z którą mieszkam i się opiekuję. Mąż mieszka i pracuje 80 km od nas. Jest nauczycielem, po ogromnych przejściach miłosnych - związek z 10 lat starsza kobietą ktora odeszła od meza alkoholika i odbila sie emocjonalnie dzieki mojemu mezowi a potem go rzuciła i nagle odciela sie od niego oraz związek z mężatka z 2 dzieki ktora zwodziła mojego meza przez.5 lat a potem z dnia na dzien wyjechala. Zdarzenia te zostawiły w mezu trwaly slad na jego zdrowiu i psychice. Podjął probe znalezienia pracy w naszym mieście i w zasadzie prace juz mial, ale nie podobała mu sie pani dyrektor szkoly i przedmioty jakich mialby uczyc. Stwierdzil, ze to za duzo stresu dla niego i on pracy nie zmieni bo jego zdrowie mu na to nie pozwala. Podczas urlopu macierzynskiego przeprowadzilam sie do meza razem z dzieckiem zeby sprobowac zycia razem (nie mieszkalismy nigdy wczesniej razem), jednak to co przezylam mieszkajac z nim w tym czasie to bylo cos do czego nigdy nie chcialabym wracac. Zostawalam z dzieckiem cale dnie sama. W nocy nie pomagal mi z karmieniem i przewijaniem. Narzekal jedynie ze ciagle jest niewyspany. Maz po pracy cieszyl sie ze ma zone i dziecko na miejscu i zamiast spedzac z nami czas lub mnie odciazyc jezdzil po pracy do rodzicow, pomajsterkowac przy aucie itd. Bardzo schudlam w tym czasie, nie mialam kiedy zjesc ani nawet sie umyc. bylam sfrustrowana i samotna. Nie moglam liczyc na pomoc mojej mamy a rodzice meza sa juz po 70. Maz mnie nie wspieral a tylko dolewal oliwy do ognia. Zobaczyl ze mu rachunki wzrosly i kazal mi sie do nich dokladac. Nie zrobilam tego - mialam kredyt i swoje rachunki na glowie, ktore musialam uregulowac mimo ze w mieszkania nie uzytkowalam. Nie potrafil nawet na chwile zajac sie dzieckiem tak zeby jej sie nic nie stalo. Za kazdym razem kiedy mowilam mu jak sie czuje slyszalam tylko: ,,czujesz sie tak bo chcesz sie tak czuc, ja robie wszystko zeby bylo dobrze”. Plakalam po katach. Bylam odcieta od bliskich. Ciagle sie klocilismy i to ja bylam ta zla: ,,głupia”,,,idiotka” z ,,ograniczonym mysleniem”. Mialam dosc. Przyszedl czas powrotu do pracy i odliczalam dni kiedy bede mogla wyjechać i sie uwolnić. Balam sie ze bardzo ze maz nas nie zawiezie, ale nie robił problemów. Od tamtej pory przyjezdzal na weekendy i zawsze kiedy mial wolne. Kilka tygodni przed moim pojawieniem sie w biurze okazalo sie ze moge pracowac 100% zdalnie przez 1,5 roku czasu. Obecnie przy dziecku pomaga mi mama, przyjeżdża na kilka dni w tygodniu ponad 100 km. Maz ma wakacje i niedawno oznajmil ze nie zamierza sie przeprowadzac. Ja mam mozliwosci i skoro pracuje zdalnie powinnam mieszkać u niego bo dziecko musi mieć dwoje rodziców. Według meza tworze,,niezdrowa sytuacje w której poszkodowany jest on i dziecko”. Nie możemy się dogadać w tej kwestii. Przez jego nacisk i presje przeprowadzki nie śpię od tygodni, mam bole brzucha, napady paniki i nerwice. Znowu zaczely sie wyzwiska w moja strone oraz nerwowe rozmowy. Nie ufam mezowi, nie dogadujemy sie. Jestem bardzo rozdarta w kwestii tego co powinnam zrobic. Nie wyobrazam sobie swojego zycia w miejscowosci w ktorej mieszka maz. Nie bede miala tam nikogo ani wsparcia ani pomocy od osob ktore mi dobrze zyczą. Uslyszalam jeszcze od meza ze dalej bedzie mnie wyzywał jezeli bede robila zle. Szczerze, zastanawiam sie czy my jestesmy sie w stanie sie dogadac bez wzgledu na miejsce zamieszkania. Jestem rozdarta a moj stan emocjonalny nie pozwala mi na podjecie właściwej decyzji. Z mezem nie rozmawiamy, nie ma zadnej bliskosci a ja noe moge na niego nawet patrzec. Nie chce zeby dziecko mialo weekendowego tate ani zeby nasza rodzina byla rozbita. Nie wiem co mam robic…
Rozstałam się z partnerem z dnia na dzień. Jest cudowny, ale chcę spróbować nowego życia.
Witam, nie wiem sama co mam myśleć o bieżącej sytuacji. Mam 24 lata a mój partner 40. Jesteśmy w relacji ponad 4 lata- do tej pory, mimo początkowych trudności ,układało nam się bardzo dobrze. Założyliśmy wspólnie firmę, wynajęliśmy razem dom, w którym wykonujemy prace związaną z prowadzoną działalnością, za nami bardzo dużo wspólnej pracy, dobrych i złych momentów. Wiem, że on mnie bardzo kocha i ranie go niemiłosiernie. Ja do tej pory też myślałam, że go kocham, ale postanowiłam praktycznie z tygodnia na tydzień rozstać się z nim. Powodem jest inna osoba, którą poznałam. Do niczego między nami nie doszło, po prostu zafascynował mnie swoją osobą a to dało mi bodziec do zerwania. Mój partner nie potrafi tego zrozumieć, jak mogłam tak po prostu z dnia na dzień zakończyć tą (dla niego) idealną relację. Nie jestem w stanie powiedzieć o nim złego słowa, jest dobrym człowiekiem. Niestety brakuje mi w relacji pewnych emocji, a z drugiej strony jest mi okropnie przykro i żal że to robię, że go krzywdzę. Momentami wydaje mi się, że kocham go i nie będę mogła bez niego żyć, a chwilę później pragnienie spróbowania innego życia by nie dało mi spokoju, mam wrażenie, że żałowałabym do końca życia. Są aspekty, które przeszkadzają mi ze względu na różnice wieku - np. fakt posiadania dzieci, kiedy on będzie dużo starszy, ale czasem wydaje mi się, że to tylko wymówki. Jestem zafascynowana nową osobą i chciałabym dać sobie szansę na związek z chłopakiem w moim wieku i zbudowanie relacji od początku… a z drugiej strony nie potrafię zostawić obecnego partnera. Niestety mamy wspólnie wynajęty dom, także jesteśmy w nim oboje, on chce się wyprowadzić do biura…. Mamy również wspólne finanse… nie wiem co zrobić, tym bardziej, że czuję z jego strony żal do mnie. Mamy również wspólne koty i na samą myśl o tym, że nagle któreś z nas zniknie z ich życia nie potrafię sobie poradzić z emocjami.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!