Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Problemy w związku po diagnozie autyzmu

Nie wiem co dalej zrobić ze związkiem. Uderzyło mnie to dzisiaj. Mam jutro urodziny. Mój narzeczony kupił mi książkę o autyzmie i grę planszowa, którą sam chciał dostać (sama się domyśliłam i on potwierdził, że to jest to). Jest mi okropnie źle i nie umiem już podjąć rozmowy. Zostałam niedawno zdiagnozowana jako osoba autystyczna, stąd ta książka, ale po prostu boli mnie ta sytuacja. Od zawsze byłam osobą, która kupowała prezenty z wyprzedzeniem. Starannie je wybierałam i zbierałam informacje, jaki prezent kto chciałby dostać. Jako dziecko zawsze irytowało mnie jak dostawałam pieniądze lub słodycze i niewiele się to zmieniło jak już jestem dorosła. Zrozumiałam jednak, że nie każdy ma czas i chęci, więc przestałam zwracać na to uwagę, liczył się gest. Nie chcę brzmieć jak egoistka. Po prostu jest wiele rzeczy, które się na siebie nakładają. Kiedy ja szukałam przez pół roku planszowki na święta dla niego, on mi dał bluzę i ozdobny widelec. Wtedy cieszyłam się bardzo, bo liczył się dla mnie gest. Tak samo z innych okazji. Vouchery, łańcuszek, kino. Z mojej strony było to wyjście do teatru, kilka planszowek pod rząd, aparat fotograficzny. Po prostu chciałam żeby on się poczuł dobrze, nie oczekiwałam od niego niczego takiego wzamian. Zawsze praca, później wraca do domu i gra na konsoli- to jest jego każdy dzień. Ma problem z obejrzeniem filmików, które wysyłam mu w ciągu dniach na mediach, ok. Chciałabym żeby robił zdjęcia mi, a nie tylko otoczeniu,ok. Będąc na zwolnieniu codziennie sprzątam i gotuję, a on pyta się "gdzie są moje skarpetki?", " czy jedzenie jest już gotowe?" (Bez pretensji w głosie), " czy mam się najpierw umyć czy nałożysz jeść?" ,ok. Ale to się piętrzy i dzisiaj mam wrażenie, że coś we mnie pękło. Nadal uważam, że go kocham i życzę mu dobrze, ale nie wiem co dalej. Kupiliśmy planem do planowania pieniędzy,a jedynie co się z nim stało to się kurzy. Jest tak z wieloma rzeczami. Moją codzienność to gotowanie i czekanie na niego, aż wróci z pracy. Jest jedyną osobą, która wie o mnie WSZYSTKO. Opowiedziałam o sobie każdą możliwą historię i traumę, ale łapię go na tym, że nie zawsze słucha. Bo to wygląda tak, że mam zrywy, kiedy zaczynam mówić I mówię tak np. godzinę na temat, który mnie interesuję. On w tym czasie gra na konsoli i mówi, że słucha. Gdy zadaję mu jakieś pytanie, okazuje się że wcale nie słuchał. To naprawdę mnie boli. Z góry też chcę uprzedzić, że nie mam ochoty wychodzić z domu, mieć nowe znajomości. Zawsze był on i kropka, to odpowiadało mi i jemu. Są jacyś znajomi z którymi widzimy się ra zna miesiąc lub dwa, ale spędzamy czas tylko że sobą. Na rodzinę nie mogę niestety liczyć. Każda moją znajomość kończyła się wykorzystaniem mnie, np. zazwyczaj finansowym lub seksualnym. Czasami muszę powtarzać wiele razy "nie", ale w końcu on odwraca się i odpuszcza, chociaż jest obrażony. Na poprzednie urodziny dostałam łańcuszek i ciasto, które dostałam tylko dlatego, że zaczęłam płakać (na każde urodziny dostaję tort, chociażby ciastko że świeczką). U mojego narzeczonego nie obchodziło się urodzin z tortem, wręczało się tylko pieniądze, alkohol, tyle. Rozumiem jego sytuację, ale nie wiem czy będę kiedykolwiek szczęśliwa. Zabrzmię bardzo narcystycznie, ale w tym momencie nie miałabym jak i gdzie mieszkać, jeśli się z nim rozstanę. Emocjonalnie wiem, że nie dam rady. Wiem, że każdy tak mówi, ale ja naprawdę bardzo poważnie traktuję relacje z drugim człowiekiem. Ja mojego partnera naprawdę kocham, ale nie potrafię już dlaje z nim rozmawiać, podejmować się dyskusji - każda próba rozmowy kończy się kłótnią. Do tego dochodzi moją myśl, że on może mieć ADHD, ale on nie chce nic z tym robić. To bardzo trudne kiedy wszystko mu wypada z rąk i zapomina co sam przed chwilą mówił. Chciałabym radę, analizę sytuacji z perspektywy trzeciej osoby, specjalisty. Bardzo tego potrzebuję.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

To, co Pani opisuje, to przejmujący obraz asymetrii w relacji, gdzie Pani ogromne zaangażowanie, uważność na detale i dbałość o drugą osobę zderzają się z murem obojętności lub braku zrozumienia. To, co czuje Pani dzisiaj – to poczucie „pęknięcia” – nie jest egoizmem ani narcyzmem, lecz naturalną reakcją organizmu na długotrwałą deprywację potrzeb emocjonalnych i poczucie bycia niewidzialną we własnym domu.

Przy niedawnej diagnozie autyzmu, o której Pani wspomina, takie sytuacje jak nietrafiony prezent czy brak zrozumienia dla rytuałów bolą podwójnie, ponieważ dla osób neuroróżnorodnych te gesty są często fundamentem poczucia bezpieczeństwa i dowodem na to, że partner realnie nas dostrzega. Sytuacja, w której Pani pełni rolę organizatorki życia i opiekunki, podczas gdy partner ucieka w świat gier i nie wykazuje inicjatywy w słuchaniu Pani, prowadzi do emocjonalnego wycieńczenia. Jeśli dodatkowo podejrzewa Pani u niego ADHD, to jego chaos i zapominanie mogą być wyjaśnieniem, ale nigdy nie powinny być usprawiedliwieniem dla braku pracy nad związkiem, zwłaszcza gdy każda próba dialogu kończy się kłótnią.

Rozumiem, że czuje się Pani obecnie w pułapce ze względów mieszkaniowych i lęku przed samotnością, co sprawia, że podjęcie jakiejkolwiek decyzji wydaje się niemożliwe. Jednak w tym momencie najważniejsze jest, aby przestała Pani oceniać swoje uczucia jako niewłaściwe i dała sobie prawo do smutku. Proszę pamiętać, że relacja, w której jedna osoba daje z siebie wszystko, a druga jedynie „korzysta z serwisu”, jest destrukcyjna dla Pani dobrostanu. Warto rozważyć wsparcie terapeutyczne, aby w bezpiecznych warunkach wypracować strategię komunikacji, która nie będzie kończyć się walką, oraz odnaleźć własną sprawczość w tej trudnej sytuacji życiowej.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

Dzień dobry Pani Sylwio,

To, co Pani opisuje, wygląda na sytuację, gdzie jedna konkretna chwila uruchomiła dużo głębsze emocje, które narastały od dłuższego czasu. Prawdopodobnie nie chodzi wyłącznie o sam prezent. On stał się raczej momentem, który uświadomił Pani coś o całej relacji. Kiedy przez długi czas ktoś wkłada dużo uwagi, planowania i emocjonalnego zaangażowania w związek, a ma poczucie, że druga osoba funkcjonuje bardziej obok niż razem, w pewnym momencie może pojawić się poczucie pęknięcia. To, co Pani opisuje, brzmi właśnie jak taki moment, w którym nagromadzone doświadczenia zaczęły się łączyć w jedną całość. A ta "całość" coś niedobrego Pani robi.

Zwraca moją uwagę, że ważne są szczegóły dla Pani, zapamiętywanie rzeczy, które są dla partnera istotne np. personalizacja prezentów czy organizowanie wspólnego czasu. Wydaje się, że to jeden ze sposobów, w jaki okazuje Pani troskę i przywiązanie. Pani partner może funkcjonować inaczej – bardziej w rytmie codziennych nawyków, pracy i własnych form odpoczynku. W wielu relacjach takie różnice nie są od razu widoczne, ale z czasem mogą powodować poczucie, że jedna osoba daje relacji znacznie więcej energii emocjonalnej niż druga.

W Pani historii pojawia się też ważny kontekst związany z diagnozą autyzmu oraz podejrzeniem ADHD u partnera. Zdarza się, że w takich parach występują różnice w sposobie skupiania uwagi, reagowania na rozmowę czy organizowania codzienności. Osoba po diagnozie spektrum może bardzo potrzebować bycia wysłuchaną i zauważoną w tym, co mówi, szczególnie gdy opowiada o tematach, które są dla niej najważniejsze. Z kolei ktoś z trudnościami w koncentracji może mieć realny problem z utrzymaniem uwagi, nawet jeśli deklaruje, że słucha. Dla jednej osoby może to wyglądać jak brak zainteresowania, dla drugiej jak coś, nad czym trudno zapanować. Wiem, że to wyjaśnienie nie sprawi, że Pani frustracja zniknie, ale czasem pomaga zrozumieć, skąd biorą się pewne zachowania.

Jednocześnie z Pani opisu wynika coś jeszcze – Pani życie w dużej mierze zaczęło się koncentrować wokół tej relacji. Wspomina Pani o gotowaniu, sprzątaniu, czekaniu aż partner wróci z pracy i o tym, że jest jedyną osobą, która zna Pani historię życia i doświadczenia. Gdy jedna relacja staje się niemal całym światem emocjonalnym, każde poczucie braku uwagi czy niedostrzegania zaczyna boleć znacznie mocniej. Wtedy nawet drobne sytuacje mogą być odbierane jako potwierdzenie, że w tej relacji nie ma tyle wzajemności, ile byłoby potrzebne.

Jednocześnie w Pani wypowiedzi widać coś bardzo istotnego – nadal mówi Pani o nim z troską i podkreśla, że go kocha i dobrze mu życzy. To sugeruje, że nie jest Pani w miejscu wrogości czy gniewu, tylko raczej w miejscu smutku i zagubienia. To często oznacza, że problem dotyczy raczej niedopasowania w sposobie funkcjonowania w relacji niż braku uczuć.

Pisze Pani też o bardzo realnym aspekcie – o braku alternatywnego miejsca do mieszkania i o poczuciu, że emocjonalnie nie byłaby Pani w stanie odejść. Kiedy ktoś znajduje się w takiej sytuacji, decyzje dotyczące relacji stają się dużo trudniejsze, bo nie dotyczą tylko uczuć, ale też bezpieczeństwa i stabilności. W takich przypadkach pierwszym krokiem nie zawsze jest podejmowanie decyzji o przyszłości związku. Czasem ważniejsze jest odzyskanie choć części własnej przestrzeni życiowej i poczucia sprawczości, tak aby relacja nie była jedynym filarem codzienności.

Na ten moment najrozsądniejsze może być powstrzymanie się od dużych decyzji podejmowanych w chwili silnych emocji. Moment, który opisuje Pani jako „pęknięcie”, często jest wynikiem przeciążenia i wtedy myślenie o przyszłości bywa bardzo skrajne. Zamiast próbować rozwiązać cały problem naraz, pomocne bywa skupienie się na jednym konkretnym aspekcie relacji. Na przykład na sytuacjach, w których opowiada Pani o czymś ważnym, a on w tym czasie zajmuje się czymś innym. Rozmowa o jednym zachowaniu bywa znacznie łatwiejsza niż próba rozliczenia całej historii związku.

Warto też pamiętać, że dla części osób sama obecność, stabilność i codzienna rutyna są sposobem wyrażania przywiązania. Jednak dla wielu partnerów to nie wystarcza, by czuć się naprawdę zauważonym i ważnym. Różnice w potrzebach emocjonalnych nie oznaczają automatycznie złej woli którejkolwiek strony, ale mogą sprawić, że jedna osoba zaczyna czuć się w relacji samotna.

Pani reakcja pokazuje jak bardzo poważnie traktuje Pani bliskość. Przez długi czas starała się Pani utrzymać relację, a teraz zaczyna odczuwać, że nie dostaje tyle uważności, ile sama daje. Wiele związków przechodzi przez momenty podobnego kryzysu, kiedy jedna ze stron uświadamia sobie, że dotychczasowy sposób funkcjonowania przestał być dla niej wystarczający.

W takiej sytuacji wiele mówi sposób, w jaki partner reaguje na informację o Pani smutku czy poczuciu nieważności. To, czy potrafi zatrzymać się przy Pani emocjach i spróbować je zrozumieć, często pokazuje, czy w relacji istnieje przestrzeń na zmianę i większą wzajemność.

 

Dużo dobrego!

Patrycja Wójcik

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry,

Z Pani opisu wynika, że chodzi o dłuższy proces narastającego poczucia bycia pomijaną, niewysłuchaną i niewidzianą w relacji. Często w takich momentach drobne zdarzenie - jak ten prezent - działa jak punkt, w którym uświadamiamy sobie skalę nagromadzonych emocji i rozczarowań. 
W relacji zdaje się widać nierównowagę w kilku obszarach: w zaangażowaniu w codzienność, w sposobie okazywania uwagi oraz w wysiłku wkładanym w dbanie o drugą osobę. Jednocześnie Pani opis sugeruje dużą zależność emocjonalną i życiową od partnera - jest on główną, a właściwie jedyną bliską osobą, a jednocześnie pojawia się poczucie, że nie zawsze jest dostępny emocjonalnie. Taka sytuacja może z czasem prowadzić do silnego napięcia, bo partner staje się jednocześnie źródłem bezpieczeństwa i frustracji.

 Warto samą siebie zapytać  „czego realnie potrzebuję, żeby w tej relacji czuć się dobrze”. Chodzi o bardzo konkretne rzeczy: uwagę podczas rozmowy, zaangażowanie w codzienność. Dopiero kiedy te potrzeby są jasno nazwane, można sprawdzić, czy druga strona jest gotowa coś zmienić w swoim zachowaniu.

Warto też zwrócić uwagę na Pani sytuację życiową - brak innych źródeł wsparcia, uzależnienie emocjonalne od jednej osoby i obawa przed samotnością bardzo utrudniają podejmowanie decyzji dotyczących relacji. Dlatego równolegle z pracą nad związkiem ważne byłoby budowanie choć minimalnej przestrzeni dla siebie: własnego wsparcia, terapii, aktywności czy kontaktów, które nie są oparte wyłącznie na partnerze. To pomaga spojrzeć na relację z szerszej perspektywy i zmniejsza poczucie, że od jednej osoby zależy całe Pani życie.

Terapia par mogłaby pomóc w uporządkowaniu sposobu komunikacji. Jeśli jednak partner nie byłby zainteresowany taką pracą, warto rozważyć również indywidualne wsparcie psychologiczne dla Pani, żeby mieć bezpieczną przestrzeń do uporządkowania emocji i dalszych decyzji.

Pozdrawiam i życzę powodzenia
Karolina Grabka

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry Pani Sylwio,

 

Z Pani słów widać dużo miłości i ogrom wysiłku wkładanego w tę relację ale też narastające poczucie samotności i bycia niewidzianą. To naturalne, że w pewnym momencie coś w Pani pękło, gdy potrzeby bliskości, uwagi i wzajemności długo pozostają niespełnione. Warto spokojnie zadać sobie kilka pytań: czy w tej relacji jest miejsce także na Pani potrzeby, czy czuje się Pani wysłuchana i ważna oraz czy partner jest gotowy realnie coś zmieniać a nie tylko o tym mówić. Czasem pomocna bywa rozmowa z terapeutą (indywidualnie lub w parze), aby poukładać emocje i zobaczyć, co będzie dla Pani najzdrowsze dalej. Pani potrzeby i wrażliwość naprawdę mają znaczenie. 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Szanowna Pani Sylwio

 

 Opisana sytuacja brzmi bardzo niepokojąco, zwłaszcza w dniu poprzedzającym urodziny kiedy to naturalne, że nagromadzone frustracje wychodzą na powierzchnię. Z perspektywy psychologa widzę tu mieszankę nierównowagi wysiłku, wyzwań komunikacyjnych związanych z Twoim autyzmem i możliwym ADHD u partnera, co potęguje poczucie samotności w relacji.

Pani staranne planowanie prezentów i gestów kontrastuje z jego mniejszym zaangażowaniem, co symbolizuje głębszą dysproporcję, kiedy Pani daje dużo emocjonalnie i praktycznie (gotowanie, sprzątanie, słuchanie), a partner skupia się na rutynie, nie zauważając Pani potrzeb. To nie egoizm, lecz sygnał wypalenia: osoby autystyczne często maskują wysiłek w relacjach, co prowadzi do frustracji, gdy partner nie odwzajemnia uwagi. Podejrzenie ADHD u niego wyjaśnia zapominanie, impulsywność i unikanie rozmów i to nie brak miłości, ale neurobiologiczne wyzwania z regulacją uwagi i emocji.

Warto rozważyć terapię par specjalizującą się w neuroróżnorodności (autyzm + ADHD), gdzie EFT pomaga w komunikacji i zrozumieniu różnic bez oceniania. Indywidualna terapia dla Pani wzmocni granice i przetworzy traumy. Nie musi Pani kończyć związku gdyż wiele par z podobnymi wyzwaniami buduje głębszą więź dzięki terapii. Proszę rozpocząć od 1 do 2 sesji konsultacyjnych, by sprawdzić dopasowanie. Życzę powodzenia.

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Problemy z pracą tymczasową: brak zrozumienia, stres i obowiązki edukacyjne
Witam, mam problem kiedy przyjmowałam się do pracy miałam bardzo duzo motywacji do pracy. Od kad kierownik zmiany mnie pyta czy będę przedłużać umowę w maju to mnie trochę zaskoczyło bo niestety nie wiem czy dotrwam do maja. Zapytanie było już 02.04. z racji przyjęcia mnie na stanowisko kasjera uświadomiono mnie w biurze że jestem pracownikiem tymczasowym z agencji tymczasowej pracy i jestem przyjęta głównie na weekendy. Z czego z biura agencji nie było powiedziane. Ale rozumiem że handel jest i w soboty i niedziele. Niestety przyznaje mi się jeden weekend pełny wolny w miesiącu. Czasem pracuje 6dni pod rząd bez dnia wolnego. W wtorek zaczęłam mieć jakieś jelitowe nieżyty i nie poszłam do pracy zadzwoniłam do biura i do miejsca pracy ze mnie nie będzie. Spotkałam się z takim nie mil tonem pani kierowniczki gdzie powiedziała że mam tu nie dzwonić bo tu ja nie jestem zatrudniona a jestem przez agencję zewnętrzna. Gdyż potwierdziłam że do agencji tymczasowej pracy zadzwoniłam i dałam znać. Pani kierownik pwowiedziala że mam się na już określić czy jutro będę mówię że nie wiem. Niestety ciężko pwooedziec. Z czego pwooedziala że do południa mam jej dać znać i żucila słuchawka. Ja rozumiem jej gniew ale takim tonem nie musiała do mnie mówić. Czułam się kompletnie nie zrozumiana i nie dopuszczona do słowa. L4 kończy mi się dzisiaj i w poniedziałek mam wrócić do pracy z tym że napewno wrócę z lękiem. Gdyż no ja rozumiem ale jestem osobą która nie stawia pracy powyżej swojego życia. Mam też kurs gdzie edukacja jest dlanie rozwojem i mam je w weekendy. Niestety nie wiem czy nadal kontynuować pracę czy dać sobie z spokoj. Nie ukrywam że 26 mam egzamin w Katowicach na godzinę 10.00 a o 12.00 mam być w pracy i następnego dnia też. Cała sobota i niedziela
Praca na oddziale psychiatrycznym - wypalenie zawodowe, przeciążyło mnie to.
Dzień dobry. Pracuję od roku na oddziale psychiatrii. Poszłam do tej pracy ze względu na swoje doświadczenia z dzieciństwa i chęć wsparcia dzieciaków w budowaniu pewności siebie i nie poddawaniu się. Jestem osobą wysoką wrażliwą. Niestety to, czego doświadczam w pracy, przerosło mnie. Na co dzień rozmawiam z dziećmi, znam ich ból i powody, dla których postanowiły zrobić sobie krzywdę. Byłam u lekarza, dostałam leki przeciwlękowe i wróciłam do pracy. Choć myślałam, że sobie radzę to widzę, że ta praca już nie jest dla mnie. Już mam dość rozmów z dziećmi, już mam dość ich wspierania, nie potrafię słuchać, dlaczego trafili do szpitala i z czym się mierzą, nie chcę patrzeć na pocięte ręce, jestem bardzo zmęczona patrzeniem, słuchaniem, współodczuwaniem tego. Są dzieci, które są mi bardzo wdzięczne za to, co dla nich zrobiłam, że wysłuchałam je i po prostu byłam. Psycholog mi powiedziała, że wszystko co odczuwam sumuje się w wypaleniu zawodowym. Jestem tak zmęczona, że najchętniej uciekłabym i już więcej do pracy w zawodzie nie wracała, tylko nie wiem za co żyć. I tym samym nie stać mnie na jakiekolwiek wizyty prywatnie... A praca ta daje mi pieniądze na życie... Mam od pewnego czasu takie zawieszenia, że siedzę gdzieś na mieście, w ciszy wpatrzona w dal i nie mam siły ani ochoty na nic więcej. Jak uda mi się mieć dłuższy urlop, np. tydzień, to udaje mi się zapomnieć o wszystkim, zrobić coś dla siebie, pójść na spacer i się uśmiechnąć nawet, czuję się wtedy dobrze. Ale po chwili wraca szara rzeczywistość i znów nie jest kolorowo. Nie uważam, że powinnam iść na terapię z racji swojej przeszłości, bo wybaczyłam osobom, które mnie skrzywdziły i to już jest za mną. Naprawdę jest dobrze i było, dopóki moja wysoka wrażliwość nie pokazała się w tej pracy. Myślę nad zmianą zawodu. Zanim jednak to zrobię, muszę skończyć kursy/studia - to długa droga. Czy do tej pory (około rok może półtora) bezpiecznie jest zostać w tej pracy? Czy lepiej iść na L4? Rozważam też po prostu odejście z tej pracy. Nie mam planu B, jeśli odejdę. Nie mam innej pracy ani fachu w ręku. Ale czuję, że nie potrafię już pracować w obecnym zawodzie. I czuję, że z każdym dniem pracy mam dość ludzi i hałasu wokół. Nie mam siły na spotkania ze znajomymi, bo czuję, że nie mam kiedy odpocząć, a i tak nawet jak jestem sama ze sobą, to nie da się odpocząć. Co do wsparcia, to mam 2 przyjaciółki w innym mieście i tyle, albo aż tyle. I myślę, by do ich miasta się przeprowadzić. Tutaj złożyć wypowiedzenie w pracy. Przenieść się do miasta, gdzie mam przyjaciółki i możliwość spotkań w realu niż jak do tej pory na odległość i zacząć wszystko od nowa, od zwykłej pracy na recepcji choćby i szkolenia w nowym zawodzie grafika. Dziękuję za wysłuchanie i pomoc. Potrzebowałam to komuś napisać.
Z moich kontaktów ze specjalistami nasuwa mi się wniosek, że duża część po jednym wpisie zaleca kontakt z psychoterapeutą
Może zadam wcześniej jeszcze jedno pytanie. Z moich kontaktów ze specjalistami nasuwa mi się wniosek, że duża część po jednym wpisie zaleca kontakt z psychoterapeutą, uważając, że to ja mam problemy ze sobą. Ok. Ale staram się logicznie myśleć i patrzę na siebie z boku. Analizując te problemy z bliskimi, obserwując ich i wiele innych czynników, które wpłynęły na to, gdzie jestem, myślę, że muszę to właśnie przeanalizować z psychologiem. Przeglądając FB i grupy oraz informacje medialne z branży dochodzę do wniosku, że nie będzie lekko. Ceny usług zaczynają szybować, braki specjalistów nie tylko dla dzieci, ale i dorosłych, np. lista przyjęć przez NFZ. Staram się znaleźć rozwiązania na moje problemy w kontaktach z bliskimi, bo rodzina się rozpada i część zauważa przyczyny rozpadu. Nie wiem, jak sobie z takimi osobami poradzić, dlatego szukam psychologa. Byłem kilkanaście lat poza rodziną, za granicą i po przyjeździe zastałem to wszystko. Starałem się rozmawiać i obserwowałem. Część liczyła, że pomogą, pozałatwiam czyjeś problemy jak czarodziej. Ale osoby z zaburzeniami wpadają w problemy zwłaszcza finansowe i nie można do nich dotrzeć. Depresja, stres itp. zrobiły swoje i wciągają w problemy, oszukują, kłamią, spiskują itp. Znane schematy. Muszę znaleźć wiarygodnego i zaufanego psychologa. Na dodatek osoby te mają kontakt ze służbą zdrowia, a wiadomo, że świat jest mały, malutki i wszyscy się tu dobrze znają. Jakieś wnioski?
Koledzy wyśmiewają się, przez co nie radzę sobie w skupieniu i zajęciach.
Dzień Dobry, od czasu wyśmiewana się kolegów z klasy, źle radzę sobie z awanturami, przez które nie mogę się kilka godzin skupić na tym, co robię. Pozdrawiam.
Rozstanie i rozwód z powodu ADHD i lękowego stylu przywiązania - jak sobie radzić?
Moja żona odeszła. Mam adhd i lekowy styl przywiązania. Zamęczyłem ją swoja szybkością, przerywaniem, frustracją, czytaniem i interpretacją jej zachowań i szeregiem innych pomniejszych, meczących sytuacji. Mówiła, że nie umie ze mną rozmawiać. I kiedy ja reagowałem na ciszę ( bo MUSZĘ wiedzieć) większa frustracją ona zapadała się w większe milczenie. Kiedy życia nie przytłaczał ten głaz adhd/presji/emocji itp. było dobrze. Żona tęskniła za mną, byliśmy blisko. Przez 4 lata związku było wiele pięknych chwil, ale równie dużo przytłaczającej ciszy i mijania się. Aż wreszcie odeszła- wyprowadziła się podczas mojej nieobecności. Wiem, że okropnie dużo ją to kosztowało. Kiedy rozmawialiśmy na wideo, a ja nic jeszcze nie wiedziałem, prawie płakała. Widziałem, że coś jest nie tak. Wysłała mi wtedy sporo filmów pokazujących w jakim jest stanie. Tylko tak potrafiła mi to powiedzieć. Reagowałem, obiecywałem ale to na nic się zdało. Kiedy wróciłem, jej już nie było. Napisała, że nie wytrzymała, nie udźwignęła. Mimo że jeszcze 2 miesiące temu byliśmy blisko- miałem takie wrażenie, ale ona magazynowała w sobie te wszystkie traumy i cały ból naszej relacji. Przez 3 tygodnie po wyprowadzce było nawet ciepło. Pisaliśmy do siebie, ona codziennie pytała o naszego psa, pytała jak się czuję, czy wszystko ok, a po moim dłuższym milczeniu zapytała nawet, czy tak dobrze znoszę rozstanie i czy dobrze mi bez niej. Wtedy ja niestety ( teraz to wiem) zmiękłem i napisałem, że się trzymam, ale kocham i tęsknię. Ona na to, że już się wypłakała i wykrzyczała do mnie w swojej głowie. To bardzo zabolało, bo ja wolałbym, żeby krzyczała do mnie, biła po twarzy, najlepiej w deszczu ( taka moja głowa)...Ale po tym wyznaniu ona była na swojej terapii i kolejnego dnia odcięła się. Życzyła mi wszystkiego najlepszego i żebym pracował nad sobą bo takiego mnie, jakiego ona znała żadna kobieta nie zechce. To cholernie boli- moja najważniejsza osoba na świecie sugeruje, że mógłbym być z kimś innym. Wytłumaczyłem sobie, że to efekt terapii, że ona tak się musiała zachować, żeby się nie rozsypać, i mi nie dawać nadziei. Od paru dni nie pytała nawet o psa. Nie wiem co ze sobą zrobić. Zacząłem terapię, poszedłem biegać, odstawiłem alkohol. Termin rozwodu za 3 miesiące. Chciałbym jej pokazać zmianę, ale skoro nie ma kontaktu? Będę walczył, ale teraz chyba w ciszy. Rozpadłem się na kawałki. Czy ona tęskni, czy to rzeczywiście poza i zbroja? Czy jest jeszcze szansa? Co robić przez te 3 miesiące do rozwodu? A może nie buntować się? Skoro ślub nie dał nam szczęścia to rozwód może nam go paradoksalnie dać?
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.