
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zdrowie seksualne, związki i relacje
- Problemy w związku...
Problemy w związku po narodzinach dziecka: odrzucenie, zdrada i poczucie winy
Jesteśmy z partnerem ze sobą 15 lat, mamy bobasa w domu. Przed ciążą i w trakcie ciąży wydawało mi się, że jesteśmy szczęśliwi. Świadomie zdecydowaliśmy się na dziecko. Mąż bardzo o mnie dbał, mówił, jak to jest szczęśliwy. W dniu porodu był ze mną, bardzo mnie wspierał.
Ale nagle wszystko się zmieniło w dniu odbioru nas ze szpitala. Stał się oschły i rozdrażniony. Przez całą drogę do domu się nie odzywał i był niezadowolony. Po kilku dniach przestał spać ze mną w łóżku, stopniowo się ode mnie odcinał. Zwalałam to na jego zmęczenie i skłonności do depresji.
Oczywiście, mimo tego wychodził na spotkania ze znajomymi. Ale nie chciał wyjść ze mną. Chciał, żebym wychodziła ja albo on. Gdy dziecko miało pół roku, miał próbę samobójczą. Usłyszałam w złości, że to moja wina, bo ze mną nie chce żyć. Później emocje opadły, przeprosił mnie. Ale po tym jeszcze bardziej mnie odtrącił.
Co gorsza, zaczął widzieć mnie fizycznie inaczej niż jestem. Wyolbrzymia, że jestem tłusta, że jestem brzydka i że jemu jest ciężko. Ja wiem, że nie jestem idealna, ale naprawdę nie jestem w typie „brzydkiej kobiety”. Nie mam nadwagi. Zaczęłam jeszcze bardziej się odchudzać. Chudnę, ale on ciągle widzi mnie w zakrzywionej rzeczywistości jako grubasa oblanego tłuszczem.
Po roku próśb o rozmowę wyszły na jaw dziwne sytuacje. Okazało się, że wśród znajomych koleżanka go podrywała, pisała do niego i za każdym razem opowiadała, jak to jej się chce seksu. Gdy skrytykowałam jej zachowanie, wściekł się na mnie, uważając, że ona nie robi nic złego, a ja jestem nienormalna i mam o niej nic złego nie mówić.
Były w międzyczasie lepsze i gorsze chwile, ale jakiś czas temu oznajmił, że chce mieć inne kobiety. I że je będzie miał – bez względu na mnie. Mogę to zaakceptować i będziemy swingować razem z innymi, albo nie – i wtedy będzie mnie zdradzać, bo „mi nie można szczerze nic powiedzieć o swoich potrzebach”. A on chce z kobietami innymi niż ja uprawiać seks i je pieścić.
Kiedy próbowałam mu wyjaśnić, że rozpoczęcie swingowania nie jest dobre, skoro związek jest w fatalnym stanie, i że mnie boli, gdy mówi, że chce pieścić inne kobiety, to słyszę, że „ze mną nigdy nie można być szczerym”. I że „od zawsze wiedział, że lepiej mi nic nie mówić”. Po czym drze się, że jestem „tłustą dupą” i pyta, czemu nie akceptuję tego, że on chce mieć seks z innymi.
Nie rozumiem. Zadałam mu proste pytanie: „Co w sytuacji, gdy para, z którą mielibyśmy swingować, mi nie będzie pasowała i facet będzie mnie odpychał? Czy byłbyś w stanie zostawić tę obcą kobietę i zająć się mną, a ją odpuścić?”. Usłyszałam, że „nie”. Jakby była w jego typie, wolałby ją pieścić i całować jej cipkę niż wyjść ze mną.
Piszę, bo on mi wyrzuca, że nie myślę o nim, że liczy się tylko to, co ja chcę. A ja czuję, że wariuję.
Czy ja jestem egoistką?
Zagubiona
Iga Borkowska
Dzień dobry,
Nadrzędną zasadą bliskich związków seksualnych jest to, że wszystko jest dozwolone, jeśli OBIE osoby wyrażają na to chęć. W opisywanej przez Panią relacji z mężem, Pani ma obiekcje co do swingowania, natomiast mąż stawia Panią przed faktem dokonanym, nie próbuje nawet uwzględniać Pani potrzeb, albo się Pani zgodzi na związek na jego warunkach, albo związku nie będzie. Z tego, co Pani opisuje, rozumiem, że różne zachowania i słowa Męża są dla Pani przykre i raniące, mimo że sytuacja w relacji z Mężem nie poprawia się, tylko pogarsza, nadal robi Pani dużo, by ten związek uratować. Przeżywają Państwo duży kryzys, zachowania męża noszą znamiona szantażu emocjonalnego i przemocy psychicznej (nikt nie ma prawa nikogo upokarzać ani wyzywać), dlatego bardzo wskazane byłoby dla Pani wsparcie psychologiczne - żeby nie była Pani w tym wszystkim sama, żeby mogła Pani zachować myślenie - czego ja chcę i szacunek do siebie, co jest trudne, kiedy współmałżonek wywiera taką presję.
Pozdrawiam serdecznie,
Iga Borkowska, www.maturitas.pl
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Adam Gruźlewski
Szanowna Pani,
jestem głęboko poruszony pani historią i ogromem bólu, jaki Pani przeżywa. To, co Pani opisuje, absolutnie nie jest normalną dynamiką w związku, jest za to w mojej ocenie formą przemocy psychicznej ze strony męża. Nie jest pani egoistką, a pani uczucia są w pełni uzasadnione.
Przede wszystkim chcę, żeby pani wiedziała, że to, co się dzieje, nie jest Pani winą. Mąż obarcza panią odpowiedzialnością za własne problemy, co jest klasycznym mechanizmem w przemocowych relacjach. Mówi pani o tym, że jego zachowanie zmieniło się nagle po porodzie. Wiele czynników mogło to spowodować, ale nie jest to związane z Pani wyglądem czy zachowaniem. Zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje problemy, skupił się na Pani, oskarżając i projektując na Panią swoje lęki i frustracje. Z opisu sytuacji wynika, że mąż wykorzystuje Panią do rozładowania swojego napięcia.
Groźby samobójstwem, oczekiwania, że zaakceptuje Pani jego potrzeby seksualne z innymi kobietami, a także znieważanie Pani to ewidentne przykłady przemocy psychicznej. Mąż stawia panią w sytuacji bez wyjścia. Nieważne, co Pani zrobi, on i tak będzie widział problem w Pani. Zmienia zasady i zasiewa ziarno wątpliwości, aby Pani czuła się winna. Tak działają sprawcy przemocy.
Ze swojej strony doradzam pilnie poszukać wsparcia. W pierwszej kolejności zalecam zgłosić się do ośrodka interwencji kryzysowej lub psychologa-terapeuty. W tej chwili najważniejsze jest to, żeby Pani zadbała o siebie i o dziecko. Nie jest pani sama, a to co się dzieje w pani domu, jest ewidentną przemocą. Proszę pamiętać, że dobro i bezpieczeństwo Pani oraz dziecka są teraz najważniejsze.
Pozdrawiam serdecznie
Adam Gruźlewski
psycholog, psychotraumatolog
Elza Grabińska
Szanowna Pani,
nie jest Pani egoistką. Wchodząc w związek, zobowiązujemy się do przestrzegania wspólnych zasad, które sami ustalamy i naturalne jest, że oczekujemy od siebie wzajemnego szacunku, uwzględniania uczuć partnera i lojalności wobec tego, na co się wspólnie zgodziliśmy.
Ma Pani pełne prawo odczuwać złość, smutek i poczucie krzywdy w sytuacji, gdy Pani potrzeby są lekceważone, a do tego doświadcza Pani obrażania. Nikt - niezależnie od okoliczności - nie ma prawa w taki sposób odnosić się do Pani ani do Pani wyglądu. Tym bardziej, że świeżo po narodzinach dziecka ciało kobiety naturalnie się zmienia i absolutnie nie jest to powód do deprecjonowania Pani wartości czy atrakcyjności. W tej sytuacji powinna Pani przede wszystkim zadbać o swój komfort i postawienie granic.
To, co Pani przeżywa, z pewnością jest dla Pani bardzo trudne i bolesne. Ważne, żeby pamiętała Pani, że zasługuje Pani na szacunek i bezpieczną, wspierającą relację. Jeśli podejmie Pani decyzje o kontynuowaniu tej relacji ważne, aby popracowali Państwo nad komunikacją i wyrażaniu swoich potrzeb w sposób bez agresji.
Wszystkiego dobrego,
Elza Grabińska, psycholog.

Zobacz podobne
Mam 30 lat i stałem się obojętny praktycznie na wszystko, czuję jakby moje życie traciło powoli sens, to jest coś jakby to był jakiś dziwny sen, z którego muszę się obudzić i nie wiem jak. Kiedyś cieszyłem się z wyjazdów gdziekolwiek, teraz to jak gdzieś pojadę to nie czuję nic, żadnego zadowolenia.
Jestem z narzeczonym ponad 3 lata w po roku związku zamieszkałam u niego ze względu na dystans, bo miał do mnie 140 km, razem podjęliśmy decyzję, że chcemy razem zamieszkać. Było spokojnie zawsze jak przyjeżdżałam jego mama się cieszyła, że przyjeżdżam. Było spokojnie przez dwa miesiące potem jego matka zaczęła pić co najmniej raz w miesiącu po alkoholu robiła awantury, nie powiem bronił mnie, ale ona sobie nic z tego nie robiła nawet były rozmowy prośby czy kłótnia.Na co dzień wbijała szpilki, jakieś uwagi czy pretensje, cały czas mówiłam narzeczonemu, że ona jest o mnie zazdrosna, że traktuje go jak żona, ale mi nie wierzył. Dobrze się dogadywał z matką, ojca zawsze nie było a jak był to pił więc był wybawicielem matki. Po roku tych dram co miesiąc po wódzie miałam dość, oglądaliśmy mieszkanie, które nam się podobało, bo razem oglądaliśmy mówił, że nie chce tak już mieć w domu. Żadnej prywatności, bo miała pokój obok ani się pokłócić, ani porozmawiać nie mówiąc o zbliżeniach, pokój obok, bo na dole spala jego babcia. Po różnych sytuacjach dla mnie przykrych, po ostatniej awanturze w sierpniu gdzie po wypiciu była agresywna i spaliśmy w zamkniętym pokoju na klucz, powiedziałam, że to ostatni raz. Od pierwszej awantury prosiłam i wyprowadzenie się, ale narzeczony robił łazienkę potem pokój niby dla nas, ale za każdym razem mówiłam, żebyśmy nie kończyli tylko się wyprowadzili. On prosił o ostatnią szansę dla niej, bo może będzie lepiej i sama miałam taką nadzieję, ale się nie dało. Wszystko nie tak, nie mogłam mieć wolnego dnia, żebym coś dla mnie nie znalazła do pracy, posprzątać nie mogłam czy nastawić prania dla nas, bo pytania, czy ja leże jak mi się pierze. Ostatnia rozmowa była pod koniec października w 3 osoby wtedy usłyszałam, że nie jestem u siebie (pamiętałam o tym), mimo że pracowałam po 10h dziennie i jeszcze zapierdzielałam w domu czy ogrodzie. On nie raz mówił, że jak tak dalej będzie źle to się wyprowadzimy i też to oznajmił jej przy rozmowie, w trakcie zapytała, czy zaczynamy od nowa, odpowiedziałam, że możemy, dopóki się nie wyprowadzimy i wtedy powiedziała, że ja nie będę mieć powrotu, a on tak, że powinnam odpuścić i się przystosować...więc znalazłam mieszkanie i mimo próśb Jego się wyprowadziłam a on nic. Koniec końców sama się wyprowadziłam on mi pomógł po 2 miesiącach się do mnie przeprowadził niby było ok, ale byłam we wszystkim sama a po 3 miesiącach powiedział, że on wraca do swojego domu, bo jest dalej źle i że mogę z nim wrócić, w maju wrócił do domu rodzinnego mówiąc, że dużo pieniędzy tam włożył, że ja tego nie rozumiem i ma tam dużo pracy i nie chce jeździć bo jest na telefon..11km od domu. Przez pół roku namawiał mnie że chce, żebym i ja tam wróciła a ja nie chcę bronie się, no nie chce być wycieraczka i służącą, (awantury matki o to, że nie usługiwałam jego siostrze) ma dwie i każda mieszka daleko. Wolę zapracować wlasnymi rękami na Swoje nawet w kredycie. Bronie się rękami i nogami myślę, żeby się rozstać, bo jestem wykończona kłótniami o to, że on jest pewny w jej przemianę matki a ja nie, zapewnia mnie, że dałby sobie rękę uciąć, że nie wróci do picia. Przedstawiłam mu kompromisy, na które było od razu Nie ale sam nie chciał i nie znalazł rozmazania mówiąc, że go nie ma..nie wiem co mam zrobić. Poszliśmy na terapię gdzie terapeuta powiedział, że jest u niego parentyfikacja i nie ma miejsca tam na związek, więcej nie poszliśmy bo stwierdził że to nie pomogło. Zależy mi, ale nie chcę tak już. Od kiedy się wyprowadził rozlicza mnie, że pojechaliśmy do mojego domu i mu nie zatankowałam, że on chce 50/50, i wylicza mi wszystkie rzeczy, w których mogłam mu oddać koszty w których byliśmy razem. Mam miałam tam jechać to ręce się trzęsły, serce waliło i stres w kosmos, bo nie wiedziałam na co liczyć. Chcę spokojnego domu, w którym będę czuła się bezpiecznie razem we dwoje, swój ogród i wszystko, gdzie będę właśnie u siebie i będę mogła założyć rodzinę. Czy ze mną jest coś nie tak ? On mówi, że przesadzam, żebym jej odpuściła i dała jej szansę, bo się zmieniła, bo o mnie pyta. Ja widzę, że nie jestem jego priorytetem i nasz związek też nie, dla niego jego komfort ważniejszy od mojego zdrowia psychicznego.

