
- Strona główna
- Forum
- zdrowie seksualne, związki i relacje
- Problemy z...
Problemy z intymnością w małżeństwie i brak bliskości po ślubie - co robić?
Jestem po ślubie z żoną 4 miesiące, a współżycia jeszcze nie było, miało być po ślubie, ale byłem spięty, potem 3 razy się spóźniłem pół godziny i nici z tego, teraz żona mieszka ze mną od dwóch tygodni i śpimy osobno, ciągle się kłóci ze mną, a ja jej odpowiedziałem, że niczego od niej nie oczekuje, a ona że powinienem, bo jestem mężczyzną. Wyremontowałem mieszkanie, zapłaciłem za cały ślub, obrączki i inne rzeczy i w dodatku daje jej 2500 zł i płace pożyczkę w banku, ale relacja szwankuje między nami - co mam robić? Nie mogę jej pocałować, przytulić, chwycić za rękę, nie ma między nami czułości i bliskości pomóżcie
Bernard
Paulina Habuda
Dzień dobry,
Potrzeba bliskości, intymności, jest czymś naturalnym w relacji. Często jednak się zdarza, że coś nie wychodzi. Nasuwa mi się wiele pytań odnośnie Pana wiadomości, ponieważ ciężko jest coś doradzić nie znając więcej szczegółów.
Nie wiem czy dobrze rozumiem, że to miałoby być pierwsze Państwa zbliżenie, ale czy w ogóle pierwsze w życiu? Może jest tak, że nakładają Państwo na siebie zbyt dużą presję, że seks powinien wyglądać czy odbywać się w określony sposób? A tego rodzaju presja wywołuje stres, który nie jest sprzymierzeńcem udanego życia intymnego.
Może jest tak, że potrzebuję Państwo wolniejszego tempa, wrócić do spania razem, potem przejść do gry wstępnej bez penetracji. I tak dalej, krok po kroku.
Poza tym możliwe, że mają Państwo jakieś sztywne przekonania dotyczące życia seksualnego, niekoniecznie Wam służące, i dla dobra relacji należałoby się nad tym pochylić. Mogą Państwo skorzystać z terapii dla par, lub konsultacji seksuologicznej, że zobaczyć gdzie dokładnie leży problem i jak nad tym pracować.
Pozdrawiam,
Paulina Habuda
Psycholog, Seksuolog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Łucka
Dzień dobry,
Panie Bernardzie, wyobrażam sobie, że to co obecnie przeżywa Pan oraz Pana żona, to przede wszystkim duże napięcie. Napięcie związane z oczekiwaniami, presją, płynącym czasem (mówi Pan o 4 miesiącach po ślubie i braku seksu), z zaspokajaniem potrzeb - zarówno tych fizycznych jak remont mieszkania czy finanse, ale także tych emocjonalnych, jak bliskość i poczucie więzi. To naprawdę dużo do udźwignięcia po równie stresującym czasie jakim jest ślub i przygotowania do niego.
Zachęcam Państwa do rozważania wizyty u psychoterapeuty rodzinnego - dla par. Podczas poszukiwań (np. na tym portalu) zachęcam do wzięcia pod uwagę osoby pracującej w nurcie systemowym.
Jeśli z różnych powodów małżonka nie byłaby skora do skorzystania z pomocy terapeutycznej, to proszę pamiętać o możliwości skorzystania z takiej pomocy indywidualnie, dzięki czemu może Pan uzyskać wsparcie, zrozumienie, a także zaplanowane oddziaływania, które pomogą Panu znaleźć rozwiązania w trudnej sytuacji, o której Pan pisze.
Życzę Panu wszystkiego dobrego!
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka
psycholożka i psychoterapeutka w trakcie certyfikacji
Elza Grabińska
Panie Bernardzie,
najważniejsze w tej sytuacji to szczera rozmowa z żoną. Spokojna, bez wyrzutów, ale z pytaniem o przyczynę braku czułości i bliskości. Warto też przyjrzeć się sobie: skąd wzięło się w Panu to spięcie i blokada, które zatrzymały współżycie po ślubie? Być może pomocne byłoby wsparcie specjalisty (psychologa, seksuologa), żeby łatwiej zrozumieć emocje i znaleźć drogę do odbudowania bliskości w związku.
Wszystkiego dobrego,
Elza Grabińska, psycholog.
Lucio Pileggi
Jest mi bardzo przykro czytać o Pana trudnościach w relacji. Wygląda na to, że jest Pan pod dużą presją w różnych obszarach. Po pierwsze w sferze seksualnej, gdzie każdy zdaje się mieć trochę inne oczekiwania. Po drugie, wziął Pan na siebie dużo odpowiedzialności, jeśli chodzi o utrzymanie finansowe waszej rodziny. Pisał Pan o tym, dlaczego tak się stało? Chciałby Pan więcej wdzięczności od partnerki? Czy może czegoś innego?
Na pewno widzę trudności w komunikacji między wami. Skuteczna komunikacja polega na wyrażaniu własnych potrzeb i emocji bez obwiniania innych.
Polecam rozmowę z psychologiem, aby lepiej określić, w czym tkwi problem i zrozumieć, jakie kroki można podjąć dalej.
Serdecznie pozdrawiam
Lucio Pileggi, Psycholog
Martyna Jarosz
Panie Bernardzie, w tak delikatnej sytuacji kluczowa będzie spokojna, szczera rozmowa z żoną, nie z wyrzutami, lecz z ciekawością i troską o Waszą relację. Warto zapytać, co stoi za dystansem i brakiem czułości, ale też zatrzymać się przy sobie: skąd w Panu napięcie, które zatrzymało bliskość po ślubie? Czasem to, co trudne do wypowiedzenia, łatwiej zrozumieć z pomocą specjalisty psychologa lub seksuologa. Taka rozmowa może otworzyć przestrzeń do odbudowania więzi, która dziś wydaje się zagubiona, ale nie musi być stracona.
Martyna Jarosz - psycholog

Zobacz podobne
Dzień dobry, mam 23 lata i jestem na trzecim roku studiów psychologicznych. Odkąd pamiętam, miałam trudności w relacjach społecznych. Nie wiem, z czego to wynika — może z mojego perfekcjonizmu, wysokich wymagań wobec siebie (które często przekładam też na innych), potrzeby kontroli, a może z tego, że jestem wybredna, jeśli chodzi o ludzi. Wielokrotnie próbowałam to zrozumieć, ale wciąż nie doszłam do jednoznacznego wniosku. Rok temu rozpoczęłam terapię. Zdiagnozowano u mnie osobowość borderline, jednak podeszłam do tej diagnozy z dystansem — nie chciałam od razu „przyklejać sobie łatki”. Mimo to miałam świadomość, że niektóre cechy rzeczywiście mnie dotyczą, i poczułam dużą motywację, by pracować nad sobą i wprowadzić zmiany w swoim życiu. W skrócie opiszę, jak wyglądała moja historia relacji. W szkole podstawowej miałam najlepszą przyjaciółkę Milenę i kilka bliższych koleżanek, ale to właśnie z Mileną przyjaźniłam się najdłużej — także w gimnazjum. Tam jednak zaczęły się pewne zmiany: trafiłyśmy do innych klas, a ja poznałam Zosię, z którą udało mi się nawiązać więź. Nadal jednak bardzo trzymałam się z Mileną. W drugiej klasie gimnazjum poznałam resztę jej koleżanek i zaczęłyśmy trzymać się w piątkę. Z czasem Zosia zaczęła się ode mnie oddalać — później zrozumiałam, że mogła czuć się odrzucona. Starałam się utrzymywać z nią kontakt, chciałam, żeby do nas dołączyła, ale nie czuła się dobrze w tamtym towarzystwie. Nasza piątka z biegiem czasu stała się toksyczna: pojawiały się kłótnie i konflikty, przestałam czuć się sobą, często miałam poczucie wykluczenia i braku przynależności. Pod koniec gimnazjum nasza grupa się rozpadła. W liceum trafiłam do klasy z Zosią i naszym wspólnym kolegą z klasy z gimnazjum. Poznałam wtedy nową „grupkę” – dość rozpoznawalną w klasie. Gdy Zosia zaczęła do nas dołączać, zauważyłam, że reszta grupy się ode mnie dystansuje, przestaje rozmawiać, a czasem nawet mnie wyśmiewa. Było mi bardzo ciężko – czułam się samotna. Poza szkołą też nie było lepiej, bo Milena poznała nowe koleżanki, z którymi spędzała coraz więcej czasu (wakacje, wyjazdy, Sylwester) Ja natomiast często zostawałam sama. Pod koniec drugiej klasy sytuacja w mojej grupie trochę się poprawiła. Zaprosiłam ich na ognisko i wtedy jeden z chłopaków powiedział mi, że wcześniej słyszeli na mój temat różne rzeczy, dlatego się ode mnie odsuwali, ale że w rzeczywistości okazałam się bardzo fajną osobą. Po liceum ta grupa się rozpadła, a ja zrobiłam sobie rok przerwy. To był najtrudniejszy czas w moim życiu, z Mileną rozstałyśmy się na dobre, ponieważ ona wyprowadziła się do miasta na studia, poznała nowych znajomych, a ja zaczęłam się do niej porównywać, wtedy utrzymywałam kontakt tylko z Zosią i jedną wspólną koleżanką z liceum, ale po czasie zauważyłam, że one spotykają się częściej we dwójkę. Znowu zostałam sama. Potem zaczęły się studia. Nowe środowisko, nowi ludzie. Przez pierwsze pół roku poznawałam różne osoby, ale znajomości nie trwały długo. W końcu poznałam Sandrę – zaprzyjaźniłyśmy się, a ona wprowadziła mnie do swojej grupy znajomych. Tam poznałam chłopaka, Tymona, który bardzo mi się spodobał. Wydawało mi się, że jemu również na mnie zależy. Zaczęliśmy się spotykać, ale po pewnym czasie dowiedziałam się, że wcześniej był w relacji FWB z Sandrą. To było dla mnie trudne. Zaczęłam się od niej dystansować, a ona zerwała kontakt ze swoimi znajomymi. Z Tymonem byliśmy razem ponad pół roku, w tamtym czasie najbliżej trzymalam się z jego przyjaciółmi, ale związek był bardzo burzliwy i w końcu się rozstaliśmy. Po rozstaniu poczułam ogromną pustkę — zdałam sobie sprawę, że nie mam nawet komu się wygadać. Czułam, że nie mam nikogo, z kim łączyłaby mnie prawdziwa, głęboka więź. Z czasem odważyłam się napisać do Kamili — przyjaciółki Tymona. To było dla mnie trudne, bo kojarzyła mi się z przeszłością, ale zależało mi na odbudowaniu kontaktu, ponieważ wtedy dobrze mi się z nią rozmawiało. Udało mi się też zbliżyć do naszej wspólnej znajomej Julii — mamy kontakt do dziś, czasem rozmawiamy i spotykamy się, ale mimo wszystko nie czuję, że gdzieś przynależę. Nie mam „swojej” osoby, przy której mogłabym być w pełni sobą. Czasem czuję zazdrość, gdy widzę, że inni mają bliższe relacje. Dla mnie słowo „przyjaciel” jest bardzo ważne, a w tej chwili nie mogę nikogo tak nazwać. W ostatnim roku bardzo się starałam – chodziłam na różne wydarzenia, czy podróżowałam (bardzo często sama, nie mam z tym problemu, jednak szkoda, że nie mogłam dzielić tego z kimś) poznawałam nowych ludzi, wychodziłam z inicjatywą, próbowałam odzywać się do starych znajomych, ale nie było to odwzajemnione oraz próbowałam budować nowe relacje. Niestety, większość znajomości kończyła się po miesiącu lub dwóch. Nie wiem już, co robić. Mam wrażenie, że zawsze tak będzie – że już nikogo naprawdę bliskiego nie poznam. Dotyczy to zarówno relacji przyjacielskich, jak i romantycznych. Wydaje mi się, jakbym nigdzie do nikogo nie pasowała, jakbym z nikim nie była blisko, nie miała więzi, z nikim nie miała nic wspólnego. Potrafię zagadać do obcych osób, jednak jeśli chodzi o podtrzymywanie tych znajomość jest gorzej. Nie chcę już żeby to tak wyglądało, za dużo czasu już spędziłam sama. Jednak może ja zbyt szybko odtrącam ludzi? Zauważyłam, że gdy nie mam zbyt dużo wspólnego z kimś to raczej się dystansuje, bo uznaję, że raczej nie mamy wspólnego „vibe”. Często też wychodzenie z inicjatywą do istniejących już znajomości jest dla mnie bardzo trudne, aż niekiedy paraliżujące, boję się ktoś udaje, że mnie lubi, że nie ma czasu, że wymyśla wymówki itp. Męczy mnie jak to wygląda, bo gdy przychodzi moment jak np. Wyjazd na wakacje, spędzenie urodzin czy Sylwestra, to zdaje sobie sprawę że nawet nie mam kogo zaprosić, ponieważ wszystkie moje znajomości są powierzchowne, niezbyt bliskie. Większość ludzi, którymi się otaczam to raczej „znajomi”, napewno nie przyjaciele.

