
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, traumy, związki i relacje
- Problemy z relacją...
Problemy z relacją z siostrą, która podejrzewa u siebie autyzm i ADHD
Treść wrażliwaxxxxvl
Jakub Pawłowski
Mam poczucie, że w tej sytuacji dźwigasz naprawdę dużo – zmagasz się z własnym kryzysem, szukasz pomocy i jednocześnie próbujesz zrozumieć, co dzieje się z Twoją siostrą.
To, że zachowanie siostry się zmieniło, nie oznacza automatycznie, że „udaje” czy świadomie szuka uwagi. Równie dobrze może przeżywać własne trudności psychiczne, których jeszcze nie rozumie. Diagnoza autyzmu czy ADHD wymaga rzetelnej oceny specjalisty, a nie tylko identyfikowania się z informacjami znalezionymi w internecie.
Rozumiem też, dlaczego zabolało Cię porównanie gryzienia policzków do samookaleczania. Nie chodzi o ocenianie, czyje cierpienie jest „większe”, ale o to, że Twoje doświadczenie zostało przez Ciebie odebrane jako umniejszone. Masz prawo czuć z tego powodu zranienie.
Najbardziej martwi mnie jednak to, że napisałaś o swoim gorszym okresie i o tym, że ponownie szukasz psychologa. To bardzo ważny krok – nie zostawaj z tym sama. W tej chwili Twoim priorytetem powinno być zadbanie o własne bezpieczeństwo i zdrowie, a nie branie odpowiedzialności za siostrę. Można jednocześnie kochać bliską osobę i postawić granice, jeśli jej zachowanie zaczyna Cię ranić lub wyczerpywać.
Trzymam kciuki, żebyś jak najszybciej trafiła do psychologa, z którym poczujesz się bezpiecznie.

Zobacz podobne
Kilka lat temu zaczęłam chorować i pojawiła się u mnie obsesja na punkcie zdrowia, badań medycyny. Teraz mój stan się znacznie poprawił, właściwie poza wszczepionym rozrusznikiem i wadami serca jestem zdrowa. I tu leży problem. Nie cieszy mnie to, wręcz każda dobra wiadomość związana z moim zdrowiem wywołuje u mnie panikę, bo ja nie chce być zdrowa. Uświadomiłam sobie niedawno, że moim największym marzeniem jest zachorować na coś nieuleczalnego, co będzie wymagało ciągłego leczenia i to najlepiej coś, co będzie sprawiało psychiczny i fizyczny ból. Nie wywołuję u siebie żadnych chorób, objawów, ale obawiam się, że to w końcu może nadejść.
Mam dzieci, chciałabym, by powrót do zdrowia mnie cieszył, zamiast mnie unieszczęśliwiać. Czy może to być zespół Munchausena ? Jak z tym walczyć ? Boję się, że dojdę do takiego etapu, że przestanę zdawać sobie sprawę z tego, że to nie jest normalne i doprowadzę do jakiejś tragedii. Chcę się leczyć, póki nie dotarłam jeszcze za daleko.
Moja matka jest beznadziejna. Urodzona w latach 60, razem z ojcem zniszczyli mi dzieciństwo i życie. Dwa przemocowe warianty, przez których się leczyłam. Gdy byłam mała, to cały czas słyszałam od ludzi z rodziny i starej, że matka taaaaaak bardzo kocha dzieci. Czułam się dziwnie. Nigdy też nie pozwalała mi odchodzić do dzieci, jak przyszła z wózkiem kuzynka. Jakoś dzieci znielubiłam wtedy, bo denerwowało mnie, jak miałam 8-10lat i widziałam matkę rzucająca się wręcz z Uśmiechem na jakiegoś dzieciaka, tulące je i dbające. Ja miałam siniaki na ramionach i wyzywała mnie od beznadziejnych. Zero rozmów, kary, pas, nigdy mnie nie kochała. Jestem dorosła i jak widzę jej zachowanie do wnuka od siostry, to mdli mnie. Komplementuje dziecko, mówi, że kocha, jest mądre, ładne... A do mnie całe życie i do dziś gada, od maleńkości, że coś ze mną nie tak. Zawsze, że dziecko za chude byłam, złe pośladki, a ogólnie śmiała się, że jestem blondynką i nazywała mnie "żółtkiem". Mam problem na całe życie ze sobą. O co w tym wszystkim chodzi?? Jeszcze od 30 lat słyszę, z kocha dzieci i chciała być przedszkolanka. Tak. Chyba z pasem w obozie.
Czasem jest mi tak bardzo smutno. Czuje się niedowartościowana. Wiem, że mam męża i że dla niego jestem piękna i że on mnie akceptuje. Jednak czasem mam tak, że nie akceptuje siebie. Ranię się słowami, że jestem beznadziejna. Bezwartościowa... Moi rodzice nigdy nie powiedzieli, że mnie kochają...Że mnie akceptują. Nigdy nie usłyszałam od taty, że jestem piękna, ani od mamy żadnych motywujących słów. Owszem byli na mojej obronie pracy licencjackiej... Owszem pomagali nam przed ślubem...Owszem przeprosili nas mnie i dwie siostry przed ślubem za to wszystko, co było źle... No ale co z tego? Skoro nic w tej relacji się nie zmieniło. Ja do dzisiaj pamiętam jak mama kazała mi i mojej siostrze spakować się w torby reklamówki z biedronki i usiąść na ławce przed domem, by przemyśleć swoje zachowanie... Nie mam w rodzicach wsparcia. Moje mama nie jest moją przyjaciółką...Owszem szanuje ich, bo dali mi życie...ale co z tego ?

