Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
100 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,7
na podstawie kilkuset opinii
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Jak radzić sobie z rozbieżnością wartości i oczekiwań rodziców oraz poczuciem niesprawiedliwości

Anonimowo

Mam nieco apodyktyczną Matkę, która zawsze źle tolerowała bunt + pasywnego Ojca alkoholika (funkcjonujący). Od 2 dekad nasze relacje się poprawiły po burzliwym okresie. Rodzice pomagali mi początkowo finansowo z mieszkaniem, ja starałam się odpłacić im pomocą i obecnością w trudnych chwilach np. operacja Mamy, pomoc przy działce rodzinnej, pomoc w opiece nad Babcią (starcza demencja) pomoc drobna oraz fizyczna (sprzątanie jej domu, opieka nad psem, pomoc w opłacaniu rachunków itp.), pocieszanie jej w chwilach stresu. Powiedziała mi kiedyś, że cieszy się, że jestem blisko i że można na mnie polegać. Niedawno dowiaduję się od brata, że Matka nie ma poczucia oparcia we mnie i boi się, że będę na ich garnuszku. Dodam, że nigdy nie szukałam pracy więcej niż 3 miesiące, nigdy też rodzice nie musieli na mnie łożyć w takich sytuacjach. Zmagam się z depresją (lżejsza) od ponad dekady i zainwestowałam pieniądze w psychologów, psychiatrów oraz leki. Obecnie funkcjonuję całkiem dobrze mimo okazyjnych problemów w zarządzaniu stresem. Nie mam partnera i perspektyw na dzieci. Brat jest specjalistą IT, zamożnym mieszkającym w stolicy oraz z partnerką. Jestem nieco zaskoczona, bo sądziłam, że przez lata pokazuję - mam swoje problemy Mamo, ale staram się i jestem przy Tobie. Okazuje się jednak, że ona w pewnym sensie widzi we mnie ciężar. Zastanawiam się jak to rozumieć. Trochę wygląda to jakby moja praca i wysiłek, okazywanie uczuć Mamie przez "akty posługi" nie mają takiej wartości, jak sądziłam. Nie czuję zazdrości do brata, cieszy mnie jego sukces i kibicuję mu bardzo. Nie rozumiem jednak, gdzie popełniłam błąd. Dodatkowo wartości, jakie wpajała we mnie - brak egoizmu i poszanowanie pieniądza, teraz nie wydają się wartościowe. Czasem krytykuje mnie za skąpstwo mimo, że jej podstawowym priorytetem przez lata było budowanie majątku. Rozumiem lata 90te były ciężkie i ubogie, rodzice mieli duże wyzwania i stres. Sądziłam jednak, że będzie zadowolona, ze kontynuuję jej wartości w moim życiu. Czy ktoś z Was spotkał się z podobną sytuacją? Tzw. wychowano Was w pewnych wartościach i z przekazem, że powinniście spełniać oczekiwania rodziców, a potem po latach okazuje się, że Wasze posłuszeństwo i starania, aby je spełnić, nie mają takiej wartości. Mam wrażenie pewnego oszustwa, wpojono mi wersję A którą kontynuowałam latami, wpojono mi że muszę zapracować na miłość i wynagrodzić im trudny charakter. Teraz jednak przerzucili się na wersję B inne wartości i ja nie pasuję do tej wizji. Jak rozumieć takie przemiany? Dzięki za ewentualne sugestie jak to oswoić.

Widzę , że pytanie kierowane jest do osób, które spotkały się z taką sytuacją/miały podobne doświadczenia. Spróbuję jednak odnieść się do niego z innej strony. 

Słyszę, że informacje od brata sugerujące, że Pani matka nie postrzega Pani jako wsparcie, są dla Pani bolesne i dezorientujące. Nie wiem, jaką macie możliwość rozmowy na ten temat, może skonfrontowanie tego z mamą pomogłoby zrozumieć, co się stało, bo jest to jednak bardzo krótka informacje. Nie znamy pełnego kontekstu. Byłaby to też przestrzeń na odniesienie się i podzielenie własnymi emocjami wokół tego tematu. 

Z całej wypowiedzi wybrzmiewa jednak, że zdanie rodziców ma ogromne znaczenie dla określenia Pani wartości. Jaka jest Pani wersja i wartości? A, B a może jednak jest jeszcze jakaś trzecia wersja C?

 

Podsumowując, pomocne w zrozumieniu tej przemiany mógłby być poznanie jej przyczyn i kontekstu podczas rozmowy z mamą następnie skonfrontowanie Pani odbioru tej sytuacji, czyli tego, co Pani przeżywa i myśli z tym, co dzieje się po stronie rodziców, jednak najważniejszym elementem w mojej ocenie jest odpowiedzenie na pytanie, dlaczego w życiu dorosłym to dla mnie takie ważne i bolesne zarazem.

 

Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest chęć i przestrzeń na rozmowę z obu stron. To jest zwykle ta najtrudniejsza część. 

 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.
Zdjęcie Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Psycholog
586 odpowiedzi na forum

Droga Anonimko,

 

1) myślę, że to, co usłyszałaś od brata, powinnaś poruszyć w rozmowie z mamą, ponieważ nie masz pewności, czy takie słowa padły, a jeśli tak, to co miała mama na myśli. Nie snuj wniosków na podstawie tego, co usłyszałaś od brata (pośrednio), lecz przedyskutujcie to z mamą :)

 

2) od kiedy dzieci są od tego, aby spełniać oczekiwania rodziców, i to jeszcze w wieku dorosłym? Wspominasz o posłuszeństwie,  a ja tu widzę coś, co sięga dalej, a mianowicie mam wrażenie, że starasz się zapracować na akceptację i miłość rodzica (czyt. akceptacja warunkowa), nieustannie się starasz, jakbyś co chwilę sprawdzała "mamo, a teraz? Teraz mnie pokochasz?". Zdecydowanie jest to temat do przepracowania z psychologiem, do czego Cię gorąco zachęcam, ponieważ widać tu pewne niejasności w relacji rodzic-dziecko.

Trzymam za Ciebie kciuki! :)

 

Serdeczności,

 

Katarzyna Kania-Bzdyl 

Dzień dobry, wyobrażam sobie, że taka sytuacja, w której wkładała Pani wysiłek, by spełnić wymagania rodziców, ale okazało się, że to nie przyszło zamierzonego efektu, musi być bardzo trudna. Powodów wspomnianej "przemiany" Pani rodziców może być pewnie bardzo wiele, być może zmieniło się coś w ich życiu?

Pisze Pani o "zapracowaniu na miłość" i być może to ważny trop w kwestii Pani uczuć w tej sytuacji.

Myślę, że w takiej sytuacji warto zastanowić się, czemu tak naprawdę miał służyć wkładany przez Panią trud. Co dla Pani osobiście oznaczałoby to, gdyby rodzice nie doceniali wkładanego przez Panią wsparcia? Co by się stało, gdyby Pani przestała być takim oparciem dla rodziców jak jest teraz?

Może warto zastanowić się, czy chce Pani nadal żyć w ten sposób, jeśli wspieranie rodziców nie spełnia zamierzonego efektu. Może są inne osoby, poza rodzicami, na których wsparcie emocjonalne może Pani liczyć? 

Zachęcam do poszukania odpowiedzi w sobie, a jeżeli będzie to trudne samodzielnie to do kontaktu z psychologiem / psychoterapeutą.

 

Pozdrawiam

Olga Jędrzejewicz

Psychoterapeutka CBT i Schematu

Zdjęcie Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Psycholog
320 odpowiedzi na forum

Pani historia pokazuje, jak skomplikowane mogą być relacje rodzinne, szczególnie gdy w tle obecne są silne osobowości, niełatwa przeszłość i zmieniające się oczekiwania. Wychowanie w określonych wartościach, a potem ich redefiniowanie przez rodziców, może prowadzić do poczucia dezorientacji i niesprawiedliwości. To naturalne, że Pani czuje się zdezorientowana i zastanawia się, gdzie popełniła błąd.
 

Warto jednak spojrzeć na tę sytuację z innej perspektywy – być może Pani nie popełniła żadnego błędu. Rodzice, podobnie jak każdy człowiek, zmieniają się z czasem, kształtowani przez swoje własne doświadczenia, lęki i starzenie się. Oczekiwania wobec dzieci mogą ulegać przesunięciu, niekoniecznie z premedytacją, ale raczej jako skutek ich ewoluujących potrzeb. Możliwe, że Pani mama, obserwując sukcesy Pani brata i jego stabilność finansową, zaczęła inaczej patrzeć na Pani sytuację. Nie oznacza to, że Pani wysiłki nie były dla niej ważne – często to, co robimy dla rodziców, jest dla nich oczywiste i niemal niewidoczne, dopóki nie zaczynają porównywać różnych aspektów życia.
 

Pani sytuacja pokazuje również pewną dynamikę w relacji rodzic-dziecko, w której rodzice mogą mieć trudność w docenieniu nie tylko wsparcia emocjonalnego i fizycznego, ale także indywidualnej ścieżki życiowej dziecka. Pani całe życie konsekwentnie kierowała się wartościami wpajanymi przez matkę, co mogło sprawić, że czuje się Pani niejako „oszukana”, ponieważ teraz te wartości wydają się mniej ważne. Być może dla Pani mamy budowanie stabilności finansowej, stało się bardziej istotne niż wcześniej, kiedy priorytetem było poświęcenie i pomoc. Może także odczuwa lęk związany z przyszłością i potrzebą zapewnienia sobie większego bezpieczeństwa. Kluczowe w tej sytuacji jest uświadomienie sobie, że Pani życie ma wartość niezależnie od tego, jak inni je oceniają. Starała się Pani być wsparciem dla mamy i rodziny, wykazując ogromne zaangażowanie i troskę – to są wartości, które nie tracą na znaczeniu, nawet jeśli ktoś w danym momencie nie potrafi ich w pełni dostrzec.  Może warto spróbować porozmawiać z mamą, otwarcie zapytać, skąd biorą się jej lęki i jakie ma oczekiwania wobec Pani. Czasem rodzice nie wyrażają swoich obaw wprost, a zamiast tego kierują krytykę, która może sprawiać wrażenie odrzucenia.


Najważniejsze, aby pamiętać, że to Pani życie, a jego wartość nie powinna być określana wyłącznie przez zmienne oczekiwania rodziców. Jest Pani osobą samodzielną, świadomą swoich wyborów, a to ma ogromne znaczenie. Jeśli emocje związane z sytuacją są dla Pani trudne, może warto także skonsultować się z psychologiem, który pomoże przepracować te uczucia i znaleźć sposoby na radzenie sobie z nimi. Długotrwałe poczucie niesprawiedliwości i niezrozumienia może być obciążające, a wsparcie specjalisty może przynieść ulgę.
 

Proszę dać sobie przestrzeń na własne refleksje i na to, by zaakceptować, że nie zawsze jesteśmy w stanie sprostać cudzym oczekiwaniom – i nie musimy tego robić za wszelką cenę. 

Pozdrawiam
Martyna Jarosz

Zdjęcie Aleksandra Rydel

Aleksandra Rydel

Psycholog
9 odpowiedzi na forum

To, co opisałaś, jest doświadczeniem wielu osób, które dorastały w rodzinach z trudnymi wzorcami przywiązania – szczególnie tam, gdzie obecne były lęk, kontrola lub uzależnienie. W takich relacjach łatwo zatracić granicę między dawaniem a udowadnianiem, że zasługuje się na miłość.

To, że Twoja mama zmienia swoją ocenę Twojej postawy, nie musi świadczyć o Twojej wartości – a raczej o jej wewnętrznych lękach, które mogą być dziś silniejsze niż dawniej. Wiele Twoich gestów, choć niezwykle cennych, mogło nie zostać zauważonych, bo nie wpisują się w jej sposób myślenia o "wsparciu". A przecież byłaś obecna, zaangażowana, lojalna – nie dlatego, że musiałaś, ale bo chciałaś.

Zachęcam Cię, byś dziś nie próbowała już zasłużyć – tylko uznała wartość, którą już w sobie masz. Czasem największym przełomem jest zaakceptowanie, że uznanie, na które czekamy od lat, może nie nadejść – i nauczenie się dawać je sobie samej. 

Jesteś ważna. I nie jesteś w tym sama.

Witaj :) 

 

Przede wszystkim bardzo Ci dziękuję za podzielenie się swoją historią, to akt dużej odwagi. Z fragmentu Twojej wypowiedzi mogę wnioskować, że czas Twojego rozwoju był bardzo trudny, a postawy rodziców nieprzychylne. Mimo to ciesze się, że udało Ci się zainwestować dużo w polepszenie swojego funkcjonowania. 

W odniesieniu do Twoich pytań i wątpliwości - zastanawia mnie jedno - jak Ty chciałabyś żyć? Co dla Ciebie jest ważne? Dużo tu o rodzicach, mało o Tobie. Przede wszystkim zastanawiam się, czy Twoje dążenie do zadowolenia rodziców, spełniania oczekiwań ma sens... Dzieciaki nie są od tego. Można się zastanowić czy w ogóle w rodzicach można osiągnąć coś takiego jak zadowolenie? Stan zadowolenia warunkujemy sobie sami, my wiemy, co nas cieszy, z czego czerpiemy radość, to właśnie zadowolenie. 

Rodzicom nie musimy nic wynagradzać. Nie jesteśmy do tego stworzeni. 

Myślę sobie też, że może warto rozważyć rozmowę z mamą w temacie niejasności, które słyszysz od niej i od brata, ta niejasność może wzbudzać w Tobie duże napięcie. Jeśli zmagasz się z depresją, warto eliminować czynniki, które nie są jej pomocne, a tylko wzmacniają objawy niepożądane. 

 

Pozdrawiam Cię serdecznie,

Natalia Krawiec-Jokiel 

Zdjęcie Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Witam,

 

Wygląda na to, że doświadcza Pani pewnej sprzeczności ze strony Mamy. Z jednej strony oczekuje od Pani pomocy i jak Pani napisała "musi Pani zapracować na miłość i wynagrodzić trudny charakter" a z drugiej strony mówi, że nie ma w Pani oparcia.

 

Widzę, że wywołało to w Pani duże poruszenie, które jest adekwatne do tej trudnej sytuacji. To, co może Pani zrobić dla siebie to skierować właśnie uwagę na siebie i na swoją reakcję na tę sytuację. Dobrze Pani to ujęła "wpojono mi" - może wcale tak nie musi być? Przekazy rodzinne - to co mówią nam rodzice - często towarzyszą nam w dorosłym życiu i często ich nie podważamy, nie zastawiamy się a dlaczego tak? a skąd to? Pani właśnie to zauważyła - pewien przekaz - którym, się Pani kierowała wcześniej,  teraz przestał przynosić oczekiwany skutek.

 

Proponuję dalszą refleksję nad tym problemem samodzielnie lub z pomocą psychologa, lub psychoterapeuty. W samodzielnej refleksji można skorzystać z różnych materiałów samopomocowych np. książka: "Emocjonalne pułapki przeszłości. Jak przełamać negatywne wzorce zachowań?" Autorów: van Hannie Genderen, Gitta Jacob, Laura Seebauer.

 

Życzę powodzenia,

Damian Piotrowski,

Psycholog

 

Zobacz podobne

Trichotillomania: Jak sobie z nią radzić i czy da się ją wyleczyć?
Trichotillomania. Jak sobie z nią radzić, czy da się ją w jakiś sposób wyleczyć? Jest to bardzo męczące, ponieważ wlosy wyrywam tak na prawdę cały czas. Najczęściej, gdy mi się nudzi. Nie wiem co mam z tym zrobić i z kim o tym porozmawiać.
2 odpowiedzi
Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami.
Zdecydowałam się poszukać pomocy też w taki sposób, ponieważ od kilku miesięcy zmagam się z pewnymi problemami. W grudniu mój chłopak zwierzył mi się ze swoich problemów, które zrozumiałam i zaoferowałam wsparcie, które docenił i dostrzegał. Dotychczas nie zmagałam się z żadnymi osobistymi problemami, więc owszem, martwiłam się, ale była to jedyna rzecz, która mogłaby mnie jakkolwiek zmartwić. Niestety następny miesiąc postawił przede mną problemy związane ze mną samą. Zaczęłam mieć problemy z koncentracją, mocno zaniedbałam studia, moją zmianę zauważyli również niektórzy wykładowcy. Okres sesji był dla mnie wtedy jeszcze trudniejszy, straciłam kontrolę nad stresem, całkowicie mnie pochłonął. Potrzebowałam dużo czasu, by odreagować i odpocząć. Gdy zaczęłam tracić kontrolę i uzmysłowiłam sobie, że to nie jest chwilowy ”dołek”, powiedziałam szczerze, że jak on w grudniu mi powiedział o swoim problemie, u mnie było wszystko ok, ale teraz tak niestety nie jest i przez jakiś czas mogę nie czuć się na siłach, by okazać wystarczające wsparcie, jakiego mógłby potrzebować. Postanowiliśmy sobie, żeby ten nowy rok był taki, żeby skupić się bardziej na sobie i swoich problemach, że może to nam pomoże, gdy przez jakiś czas postawimy na taki pewien przejaw egoizmu i zbierzemy się na to, by samodzielnie sprostać swoim problemom, a jeśli będzie ciężko, pojawi się potrzeba udać się do specjalisty, to wtedy na przykład pójdziemy razem, gdy w pojedynkę będzie to dla nas zbyt trudne. By jakoś wzajemnie się motywować w chwilach słabości. Pod koniec lutego zerwał ze mną chłopak. Wszystko w pokojowych relacjach, w świadomości obustronnej, że nadal jesteśmy dla siebie ważni, ale nie potrafimy sobie pomóc, gdy u nas obojga pojawiły się problemy. Nie wykluczamy powrotu do siebie, ale też wiemy, że nie możemy żyć kierując się tym najbardziej optymistycznym scenariuszem, gdyż czas też pokaże, czy faktycznie do tego dojdzie. Było to [rozstanie] w trakcie przeprowadzki do nowego mieszkania. Ze względu na okoliczności i to, że nie miałabym jak dojeżdżać do pracy i na studia, gdybym zdecydowała się wrócić do miejsca, gdzie wcześniej mieszkałam, mieszkamy nadal razem, trzymając się oczywiście zasady, jaką postanowiliśmy sobie wcześniej. Zerwanie miało na celu pozbieranie swojego życia, zebrania się w sobie, by rozwiązać problemy i poczuć się tak jak dawniej. Pomimo upływu czasu, są sytuacje, gdzie wszystko jest w porządku. Zaczęłam dostrzegać, że nadal myśli czasami w perspektywie „my”. Ponieważ zbliżają się małymi krokami komunie w naszych rodzinach i początkowo mieliśmy wybierać się na nie razem, jednak po tym, co się między nami zdarzyło, raczej mało prawdopodobne, że chęci wspólnego uczestnictwa uległyby zmianie. Tymczasem temat tychże komunii wyszedł od niego i chciał pójść także na komunię mojego brata oraz kuzyna. Myślał nawet specjalnie o wolnym w swojej pracy pod tym względem. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że na uroczystość komunijną w jego rodzinie wybieramy się razem. Ta kolejna rzecz dała mi do myślenia, ponieważ nie naciskałam (to też była jedna z kwestii, co do której nadal miałam w głowie znaki zapytania, nie narzucałam się, wolałam też usłyszeć, jak on się z tym czuje), spodziewałam się raczej chłodnych stosunków i stwierdzenia, że ponieważ jest między nami tak, jak jest, to takie uroczystości rodzinne spędzimy osobno. A tu tak jednak nie jest. Są momenty, kiedy nadal pojawiam się w jego planach, ale są też momenty, kiedy myślimy o sobie solo i przypominamy sobie, że nie jesteśmy razem, jednak to ma miejsce tylko wtedy, kiedy pojawiają się gorsze dni, coś nas złości i jesteśmy w gorszym nastroju. Wtedy pojawiają się poważniejsze momenty, ale po nich jesteśmy w stanie wyklarować atmosferę i z lepszym nastrojem zakończyć dzień. Czuję się zagubiona. Wierzę w moc czasu, że gdy minie to pewne rzeczy się rozwiążą, nasuną się nowe wnioski. O mojej sytuacji wiedzą dwie osoby – przyjaciółka i mama. Kiedy im o tym mówiłam, odpowiedziały mi, że według nich to tak naprawdę jakbyśmy chcieli być nadal razem, bo gdyby nie, nie byłoby mowy o tak pokojowym rozstaniu. Że nasze postępowanie podyktowane jest też takim rozważnym i analitycznym podejściem do sytuacji w obliczu naszych osobistych problemów, które próbujemy zażegnać i z tym działamy, każdy w swoim tempie. Owszem, to nie są specjaliści, ale gdy mówią to osoby, które mnie dobrze znają, które miały różne, a niekiedy podobne sytuacje w związku, to na tyle, ile mogły, to były w stanie się o tym wypowiedzieć bez oceny, bez prawienia kazań. I to wszystko daje mi nadzieję, że finałem niekoniecznie będzie tragedia, tylko że może faktycznie powrót do siebie będzie pewnego rodzaju finałem procesu leczenia duszy po wszystkich trudnościach, jakie zdołały ją podniszczyć. Poszukuję też porady w tej sytuacji także u specjalisty. Próbuję i tutaj. Co robić? Czy jest coś, co mogłoby i mnie i jemu pomóc? Chciałabym zachować spokój ducha w tej ważnej dla mnie sprawie. Chciałabym też móc skupić się na studiach (w tym roku obrona) i mieć nad tym jakąś kontrolę, nie utracić jej znowu. Mogę dodać, że miałam też takie przeczucia, że ten miesiąc będzie taki bardziej „mój”, że znajdę siłę, by skupić się na swoim zdrowiu, zmienić lekarza co chciałam zrobić już dawno, lecz nie potrafiłam i tym podobne. I faktycznie jak przez te kilka miesięcy się męczyłam, tak pod koniec lutego zrobiłam plan i pomimo tego, co się podziało, już udało mi się go w znacznej części zrealizować. Zaczęłam wstawać bez „chwiania się”. Czuję większy spokój i kontrolę, ale wiem, że to nie wszystko. Dlatego będę wdzięczna za każdą wyrozumiałą, nieoceniającą radę, z pomocą której mogłabym pokierować sobą na przyszłość. Dziękuję.
1 odpowiedź
Jak przekonać mamę do wypisania mnie od psychiatry? Czuję się lepiej, ale nikt mi nie wierzy

Cześć, mam 15 lat i co powiedzieć mamie, żeby wypisała mnie od psychiatry? Nie chce chodzić już do psychiatry, od dwóch tygodni czuje się lepiej i poprawiłam kontakt z rodziną, mam więcej siły i wychodzę z pokoju. Nie wierzy mi, że już jest lepiej. 

Kilka dni temu rozmawiałam ze znajomą i opowiedziałam jej, że sama jestem w szoku, bo obudziłam się i odzyskałam motywację do życia, nagle odzyskałam perspektywy na swoją przyszłość, mam tyle energii, że nie śpię już od prawie 3 dni i trzymam się na kawie, powiedziałam jej też, że chce się wypisać od psychiatry, na co mi odpowiedziała, że możliwe, że to podwyższenie samopoczucia. Nie wiem, nie sądzę tak, bo dawno się nie czułam tak dobrze, czuje się naprawdę okropnie dobrze i w końcu widzę w sobie coś dobrego i jakiś potencjał, mam wrażenie, że ona mnie po prostu nie chce wesprzeć w tym, że czuje się lepiej i już nie potrzebuje pomocy lekarza ani leków. Z mamą tak samo. 

Co mam zrobić, żeby przekonać mamę?

4 odpowiedzi
Jak reagować na niechciane rady w pracy i społeczne oczekiwania?

Ludzie próbują na mnie wpływać, narzucać swoje zdania/ pomysły, ale... w "dobrych" intencjach, traktują mnie jak dziecko. Mam 30 lat, pracuję jako księgowa, nie mam partnera ani dzieci. Moja przełożona i bliższa koleżanka z pracy to kobiety w ok. 45 lat, zamężne, z dziećmi i... mam wrażenie, że traktują mnie trochę jak swoją córkę. Ciągle słyszę, że coś powinnam i to w takich niby dobrych intencjach. "Powinnaś pracować w IT" (chcę rzucić księgowość, zostać pisarką), "Powinnaś jeździć i zwiedzać świat, polecieć do Włoch itd" (boję się samolotów i podróże bardzo mnie męczą, poza tym nie mam z kim), "Powinnaś pójść na kolację służbową. Czemu nie? Darmowe jedzenie" (Nie lubię picia, po pracy to mój czas wolny, który chcę wykorzystywać dla siebie, nikt mi za to nie zapłaci), "Powinnaś pójść na imprezę z jakimś kawalerem" (nie mam kawalera, nie mam nawet zbyt wielu znajomych), "Powinnaś wypróbować dietę XXX" (po raz pierwszy w całym moim życiu naprawdę dobrze czuję się w moim ciele, schudłam, ale na zasadzie zmiany podejścia do odżywiania). 

I to tak się ciągnie. Wiem, że obie mają dobre intencje, w jakich sposób chcą "dobrze", ale naprawdę wiele osób w moim życiu oczekiwało widzieć mnie jako osobę, którą nie jestem. 

Męczy mnie to i nie wiem, jak odpowiadać już na takie komentarze, bo próby powiedzenia, że np. nie lubię podróży, kończyły się tekstem "jesteś młoda, powinnaś korzystać, jak raz pojedziesz, to zobaczysz". No i takie komentarze obniżają moją samoocenę, bo kilku takich zastanawiam się, czy może jednak coś ze mną jest nie tak?

4 odpowiedzi
Jak rozpoznać dobrego terapeutę?
Po czym poznać że trafiliśmy na dobrego terapeutę ?
3 odpowiedzi
Setaloft - skutki uboczne po zwiększeniu dawki: drżenie mięśni, poddenerwowanie, senność i zawroty głowy

Witam, stopniowo od początku roku przyjmuje Setaloft zwiększając dawkę od 25 mg do 150. Przejście z 100 na 150 nastąpiło 24 lutego i o dziwo zaraz w pierwszym tygodniu poczułem znaczący przypływ energii, lecz trwało to tydzień, po czym od dnia 8 marca do dziś 17.03 czuje drżenie mięśni, poddenerwowanie, senność, w dzień lekkie zawroty głowy możliwe, że skutki uboczne przyszły z takim opóźnieniem i po epizodzie dobrego samopoczucia? Jeśli tak to ile mogą trwać dziękuję za odpowiedź. Dodam, że ciągle uczęszczam na terapię

3 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: dziecko z lupą nad książką, mama pomaga w nauce

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie

Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.