
Przemoc, uzależnienie w związku i przykre słowa partnera
Nie mówcie mi, że mam go zostawić, bo i tak tego nie zrobię. Często mnie ranił i stosował przemoc psychiczną a czasem fizyczną, gdy wypił alkohol. Gdy nie pije jest wspaniałym facetem, a gdy wypije potworem. Wybaczyłam mu dużo. Ale nie potrafię sobie poradzić z ostatnią sytuacją i ciągle płaczę. Nie chcę go do siebie dopuścić i to nie jest celowe działanie, chyba cos we mnie pękło. Zwykle wszystko wybaczałam nawet zdrady, dawałam kolejne szanse i było ok, a teraz jakoś już nie potrafię nie wiem, czy szala goryczy się przelała? Jesteśmy razem 12 lat. 2 miesiące po ślubie. I ostatnio, gdy pił już za dużo i ostrzegałam go parę razy ze juz tego dłużej nie wytrzymam w złości wylałam mu kieliszek wódki na twarz wtedy sie zaczęło. Nie powiem miałam dzień wcześniej pretensje do niego ze wyszukiwał na portalu swoją byłą, pytałam, po co mu to, że wzięliśmy ślub itd. I przy tej awanturze z wódką jak mu powiedziałam, że mam juz dość picia że przesadza, powiedział ze mam zajrzeć do lustra, bo mam ryj jak świnia i do pięt jej nie dorastam -tej byłej. Tak mnie to zabolało ze tylko mam w myślach te słowa. Przepraszał, kupił kwiaty, ale to niczego nie zmieniło. Znowu wybaczyłam, ale dalej czuje żal. Nie jestem szara myszka i wielu facetów zwraca na mnie uwagę, ale ja kocham swojego męża. Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji, że nie potrafię zapomnieć i wyrzucić z pamięci tych słoʻw choć wiele było nawet gorszych. Nie śpię 4 doby a czuje się ok, kładę się przymrużam oko a słyszę wszystko dookoła.
Magdalena
Edyta Pyrtek
To, co Pani przeżywa, można rozumieć jako naturalną reakcję na długotrwałe doświadczenie przekraczania granic. W praktyce klinicznej często obserwuje się, że osoby funkcjonujące przez lata w trudnych relacjach potrafią bardzo wiele znieść, szczególnie gdy towarzyszy temu więź emocjonalna oraz nadzieja na poprawę. Jednak zdolność adaptacji ma swoje ograniczenia.
Moment, w którym pojawia się nasilony żal, płacz, bezsenność czy trudność w powrocie do bliskości, nie musi oznaczać nagłego kryzysu. Często jest to sygnał, że dotychczasowe strategie radzenia sobie przestały wystarczać i nie chronią już dobrostanu psychicznego. Niekiedy konkretne zdanie lub sytuacja uruchamiają to, co było gromadzone emocjonalnie przez dłuższy czas.
Warto podkreślić, że miłość do partnera może współistnieć z potrzebą dystansu i ochrony siebie. Brak gotowości na bliskość w danym momencie bywa nieświadną reakcją obronną, a nie działaniem intencjonalnym czy formą kary.
Na tym etapie pomocne może być skoncentrowanie się na własnym stanie psychicznym: regulacji emocji, zadbaniu o sen oraz poczucie bezpieczeństwa, a także skorzystanie z profesjonalnego wsparcia. Dopiero z takiej perspektywy możliwe staje się spokojniejsze przyglądanie się relacji i określenie, jakie warunki musiałyby zostać spełnione, aby była ona mniej raniąca i bardziej stabilna.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Gizela Maria Rutkowska
Witam.
Pani Magdaleno, ma Pani problem ze wpółuzależniem od swojego oprawcy i męża alkoholika. Maż na terapię odwykową, bezwzgkędnie, a Pani na terapię do doświadczonego psychologa, syndrom sztokholmski się kłania i trzeba podjąc walkę o siebie i poczucie własnej wartości. Pani mu nie wybacza, wręcz przeciwnie, to kumuluje się się w Pani i w którymś momencie wybuchnie ze zdwojoną siłą. Nie płacz i żal, nie dla bezsennych nocy. Walcz o siebie.
Pozdrawiam
Dr Gizela Maria Rutkowska
Psycholog
Terapeuta
Justyna Bejmert
Magdaleno, nie będę mówić, żebyś go zostawiła, bo nie taka jest moja rola, ale chciałabym zwrócić Twoją uwagę na to, że partner zachowuje się wobec Ciebie w sposób przemocowy, okazuje Ci brak szacunku. Wnioskuję też, że partner nie wykazuje chęci pracy nad sobą, mimo Twoich próśb. To do Ciebie należy decyzja, co z tym zrobisz. Rozważ proszę spotkanie z psychologiem lub psychoterapeutą. Nie musisz podejmować żadnych decyzji natychmiast, ale warto zadbać o siebie i swój spokój. Pozdrawiam ciepło,
Justyna Bejmert
psycholog
Daria Składanowska
Dzień dobry,
Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią. Wieloletnia przemoc – szczególnie słowna i po alkoholu – może w pewnym momencie przekroczyć granicę, nawet jeśli wcześniej udawało się wybaczać. To, że „coś w Pani pękło”, jest naturalną reakcją organizmu i psychiki na długotrwałe zranienia.
Fakt, że nie śpi Pani od kilku dni i wciąż słyszy te słowa w głowie, jest sygnałem silnego przeciążenia emocjonalnego. To nie jest słabość – to wołanie o pomoc.
Bardzo zachęcam Panią, aby jak najszybciej skorzystała ze wsparcia psychologicznego. Bezpieczna rozmowa z profesjonalistą może pomóc Pani zrozumieć, co się z Panią dzieje, ulżyć emocjom i zadbać o siebie w tym kryzysie. Nie musi Pani przez to przechodzić sama. Życzę wszstkiego dobrego w Nowym Roku 2026.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Tomasz Kawka
Proszę zadbać o siebie w pierwszej kolejności, uregulować swój sen. Jeśli nie jest to możliwe w domu, poszukać bezpiecznego miejsca, choć na kilka dni, by mogła Pani dojść do równowagi. Można skorzystać też z tabletek ziołowych na sen lub skorzystać z pomocy lekarskiej. Może Pani skorzystać z Ośrodka Interwencji Kryzysowej na początek. Warto skorzystać z bezpłatnej pomocy dla osób współuzależnionych, taką pomoc znajdzie Pani w bardzo wielu ośrodkach zajmujących się pomocą dla uzależnionych np. tu: https://kcpu.gov.pl/mapa/

Zobacz podobne
Witam! Spotykam się z kobietą, która ma dziecko z byłym partnerem. Mieszkamy osobno. Ja jestem w trakcie rozwodu. Wyciągnął informacje na temat mojej "jeszcze" żony i zadzwonił do niej. Z żoną nie jestem w dobrych stosunkach, więc pogadali sobie o mnie i partnerce stawiając nas w złym świetle w oczach rodziny bliższej oraz dalszej. Ten były partner jest narkomanem. W pracy próbował ją także oczernić i groził, że ją zabije oraz mnie. Nie ma pracy i wyciąga pieniądze od partnerki na narkotyki. Zerwała z nim 4 miesiące temu. Nastawia dziecko przeciwko mnie, mówiąc mu o mnie wulgarne rzeczy, zmyśla złe historie o mnie, przeciwko matce też nastawia owe dziecko. Nawet ostatnio popchnął partnerkę poprzez wtargnięcie agresywne do jej mieszkania ( kopnął drzwi ), w wyniku czego partnerka doznała stłuczenia uda oraz łokcia. Wydzwania oraz wypisuje do partnerki obraźliwe smsy. Odgraża się . Ostatnio próbował manipulacją udać, że coś sobie zrobi, informując dziecko, że popełni samobójstwo. Partnerka twierdzi, że nie wezwie policji , rodziny też nie wzywa, choć ma niedaleko rodziców. Oczekuje ode mnie, że będę patrzył biernie na to, co robi były partner. Według niej mam przyjąć do informacji to, co się dzieje, a ona twierdzi, że panuje nad sytuacją. Prosiłem, aby wezwała policję lub założyła niebieską kartę, powiadomiła rodziców, gdy on przychodzi na widzenie do syna. Nie mają ślubu, a były partner nie płaci alimentów. Była już u psychologa. który powiedział, że jest ofiarą przemocy domowej, ale ona nie dowierza. Psycholog mówił ,aby poinformowała go smsem, że kontakt mają mieć tylko w sprawie dziecka i nic więcej . Nie odpisuje mu i nie odbiera, ale znalazł inny sposób na kontakt i pod pretekstem zabrania jakichś rzeczy z mieszkania próbuje nachodzić partnerkę i stosuje przemoc słowną a ostatnio nawet fizyczną. Proszę o poradę, jak mogę pomóc partnerce .
Witam, Mam obecnie 32 lata, męża i dwójkę synków 4l i prawie 1,5 roku. Jakieś 3 lata temu przeprowadziliśmy się do kupionego na kredyt domu około 30 min. samochodem od centrum miasta (oboje pochodzimy z miasta). Wybór taki padł ze względu na wysokie ceny w mieście.. Myślałam, że będę tutaj szczęśliwa, ale obecnie czuje, że jestem w najgorszym momencie moje życia bez celu.. Wcześniej przy jednym dziecku pracowałam jeszcze w mieście, zawoziłam do żłobka i ledwo zdążyłam do pracy.
Teraz po urlopie macierzyńskim z drugim dzieckiem zakończyłam pracę, bo nie miałam już do czego wracać.. Szukam pracy w naszych okolicach już od 4 miesięcy i popadam w załamanie. Niestety nie mam konkretnego wykształcenia, czego teraz bardzo żałuję, nigdy nie mogłam znaleźć, co chciałabym robić i kim być.. i dalej nie wiem, co mnie dodatkowo dobija. Przez to mam małe poczucie własnej wartości.. Dotychczasowe prace były z przypadku lub przez kogoś.. prace biurowe. Teraz czuję się totalnie uziemiona, mąż ma swoją działalność, więc pracuje od rana do wieczora, czasem wróci wcześniej, ale nigdy nie wiadomo jak będzie dzisiaj.. przez to nie mogę pracować na zmiany, Jestem ograniczona czasowo więc i nie mogę jechać dalej do pracy..nie mam niczyjego wsparcia, jedna babcia pracuje, druga mieszka 30 min od nas, ale nie ma prawa jazdy.. (nie dojedzie tu komunikacją). Już raz próbowaliśmy przenieść się do zupełnie innego miasta.. (do dalszej części mojej rodziny), wystawiliśmy dom na sprzedaż, ale krótko mówiąc, nie wypaliło. Praca męża się odwołała a dzieci nie miały pkoli. Ja się źle tam czułam. Wróciliśmy. Teraz znowu zaczynam mieć myśli, że chyba chciałabym sprzedać dom i przenieść się z powrotem do miasta.. np bliżej teściowej, żeby mieć chociaż wsparcie z dziecmi..łatwiej znaleźć pracę i być bardziej mobilna. Z nikim się nie widzę, bo nie ma kiedy i jak ani "za co". Jak już myślę, żeby szukać pracy w mieście i organizować się tak, żeby mąż rano ogarniał dzieci, to teraz za 2 msc ma dostać pracę za granicą wyjazdy na 2 tygodnie.. żeby zarobić na kredyt..I znowu nie mam żadnych możliwości.
Nie chce wegetować za to, żeby spłacić kredyt.. Z drugiej strony żal mi tego, co mamy tutaj. Chociaż dom ciągle nie wykończony, nie ma za co żyć i coś zrobić...to synek ma już kolegów z pkola i jednego z sąsiedztwa. Nie wiem już co robić.. nie chce być ciągle smuta, zła, uzależniona od męża, siedzieć w domu i nie mieć żadnego życia. Chciałabym moc wstać, coś zdecydować, wiedzieć co robić..
Dobry wieczór, piszę ponieważ zauważyłem, że mam istotny problem z utrzymaniem stanowiska pracy, po każdorazowym zatrudnieniu pierwszy okres 3-6 miesięcy jest świetny, są wyniki, wszystko się spina i funkcjonuje jak najlepiej, a po tym okresie zaczyna się zjazd i po roku, max. dwóch jestem zmuszony do zmiany miejsca pracy i nie jest to niestety odosobniony przypadek, ponieważ mam ten problem już od kilku lat, a co zaskakujące nawet, gdy otworzyłem własny biznes to pierwszy okres był kolokwialnie mówiąc " z górnego C " a później znów powtórka z etatu. Czy coś ze mną jest nie tak ? Zawsze początek jest dobry, a dlaczego później jest problem - o co chodzi ? Jestem osobą, która ma swoje pasje i to nie tylko rower czy bieganie, aktywnie staram się żyć i optymistycznie patrzeć do przodu, ale czasem jak mi siądzie na głowę to co wyżej napisałem to już nie jest tak kolorowo.. Proszę o sugestie, może wskazanie kierunku, chciałbym to zmienić, ale niestety nwm jak? a jest to w ostatnim czasie mocno przytłaczające, wręcz depresyjne. Pozdrawiam

